ROZDZIAŁ I
Nie wiedziała, jak długo siedziała na niewygodnym szpitalnym krześle. Czas mijał, a ona zastanawiała się, czy gdyby kilka miesięcy wcześniej postąpiła inaczej, cała ta historia w ogóle by się wydarzyła. Czy gdyby pierwszy raz w życiu nie powiedziała głośno tego, co myśli i jak bardzo nie zgadza się z jej wyborami, nadal byłyby najlepszymi przyjaciółkami? Gdyby nie była taka rozżalona, zawiedziona. Nie zastanawiała się wtedy, jak bardzo ją zrani, jak jej słowa wpłyną na przyjaciółkę. To nie miało w tamtym momencie najmniejszego znaczenia. Tak bardzo poczuła się oburzona tym, co zrobiła, jaką decyzję podjęła, że w tamtej chwili powiedzenie prawdy wydawało się najważniejsze. To było o jeden raz za dużo, kiedy przymykała oko na jej wybory. Tego, co Joanna wtedy jej zrobiła, nie potrafiła przełknąć. Teraz targały nią różne emocje: współczucie, wyrzuty sumienia, złość, nie tylko na nią, ale przede wszystkim na siebie i na świat, który był współwinny. Wiedziała, że nasze wybory nie zawsze układają się w stu procentach tak, jak byśmy chcieli. Czasem po prostu musimy przełknąć to, co robią inni, a jeśli nie jesteśmy w stanie, wtedy wszystko się sypie. Tak jak tym razem.
Patrzyła na jej ciało spokojnie leżące na szpitalnym łóżku i zastanawiała się, czy nadal była w niej ta pełna życia dziewczyna, która odważnie stawiała czoła każdemu wyzwaniu. Pamiętała jej uśmiech, pełen ciepła i wiary w ludzi. Gotowa była do największych poświęceń w imię sprawy czy dla dobra osób, które kochała. Tęskniła za nią. Chciała, aby znów pojawiła się w jej życiu. Ich drogi jednak rozeszły się już jakiś czas temu. Wielokrotnie nie rozumiała tego, co robiła ze swoim życiem, przymykała jednak oczy, tłumacząc sobie, że każdy ma swój kodeks, według którego funkcjonuje, i mogą się przyjaźnić pomimo różnic. Nie muszą we wszystkim się zgadzać, bo są zupełnie inne i czegoś innego oczekują od życia. Mimo to trudno było jej usprawiedliwiać postępowanie przyjaciółki. Co innego było ją wspierać. W tym była świetna i zdawała sobie z tego doskonale sprawę. Mogła na nią liczyć zawsze, o każdej porze dnia i nocy. Odkąd pamiętała, była na każde jej zawołanie. Nie oczekiwała niczego w zamian, po prostu była gotowa jej pomóc, wysłuchać ją, dać radę czy zwyczajnie coś dla niej załatwić. Jednak to, jak ją wtedy zraniła, wdarło się w jej serce jak drzazga. Zwłaszcza to, że zawiodła ją w tak ważnej sprawie w jednym z najgorszych dni w życiu.
Poznały się lata temu, kiedy obie marzyły o wielkiej karierze, miłości do grobowej deski, splendorze i uznaniu, choć każda z nich na swój własny sposób. Nie wszystko się jednak udało. Może gdyby złożyć ich życiorysy w jeden, zostałyby odhaczone wszystkie punkty, na których kiedyś im zależało. Prawda była jednak taka, że po skończeniu studiów wiele się zmieniło. Wybrały różne drogi, a ich losy ciągle się ze sobą krzyżowały, bo cel miały ten sam. Bardzo siebie potrzebowały, choć był czas, że żadna z nich by się do tego nie przyznała.
Kiedy tego dnia zadzwonił telefon ze szpitala, na kilka chwil czas się dla Wiktorii zatrzymał. Nie mogła zebrać myśli. Nie wiedziała, co powinna zrobić, co powiedzieć. Momentalnie zaschło jej w gardle. Musiała wziąć głęboki oddech, żeby nie stracić przytomności. Wiele razy stała na parkingu przed jej domem, wiele razy zbierała się w sobie, żeby do niej zadzwonić, ale nigdy nie znalazła w sobie odwagi, by zrobić krok dalej. Miała ułożoną przemowę i choć zmieniała ją setki razy, redagowała, to była pewna, że wystarczą dwa słowa: tęsknię i przepraszam. Natrętne myśli od razu pojawiły się w jej głowie, że się spóźniła, że być może już z nią nie porozmawia. Chciała tylko trzymać ją za rękę, być przy niej. Było jeszcze tyle rzeczy do powiedzenia. Tyle tematów, tyle chwil, które chciała z nią dzielić.
- Dzień dobry, czy pani Wiktoria Kotlarczyk?
Nie odpowiedziała, skinęła tylko głową, ale przecież kobieta po drugiej stronie nie mogła tego widzieć.
- Jest pani tam? - usłyszała pytanie pielęgniarki, a może lekarki.
Fachowy, beznamiętny głos wyrwał ją z chwilowego stuporu, otrząsnęła się na tyle, by rzucić krótką odpowiedź:
- Tak.
- W naszym systemie znaleźliśmy pani dane jako osoby, z którą mamy się kontaktować. Pani Joanna...
- Wiem, widziałam w wiadomościach. Zaraz będę. W jakim szpitalu leży?
Chwilę później jak w półśnie zaczęła wpisywać do Google Maps adres szpitala i po chwili pędziła ulicami Warszawy, by jak najszybciej znaleźć się przy niej. Do szpitala dotarła po niespełna pół godziny.
Pielęgniarka wpuściła ją do sali z przygaszonym światłem, jednym łóżkiem, dookoła którego zgromadzona była najróżniejsza aparatura podtrzymująca i monitorująca życie. Aśka leżała nieprzytomna, spokojna i delikatna. Widok jej drobnego ciała wywołał lawinę uczuć. Wiele razy za nią tęskniła, brała telefon do ręki i próbowała do niej zadzwonić, ale zawsze rezygnowała w ostatniej chwili. Teraz żałowała, że nie miała w sobie wystarczająco siły i odwagi, aby to zrobić, aby zawalczyć o tę przyjaźń. A dziś mogło być za późno. Pomimo tego wszystkiego, co je dzieliło, tego, co je łączyło, było znacznie więcej. I to właśnie chciała jej powiedzieć.
***
Nie mogła znieść szpitalnej ciszy. Chciała, aby męczące myśli napływające jedna za drugą zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie wiedziała, czy Aśka ją słyszy, nie miało to jednak najmniejszego znaczenia. Musiała wyrzucić z siebie słowa napływające jedno po drugim. Przysunęła się do jej łóżka i chwyciła delikatną dłoń Joanny, tak bardzo bezwładną, że aż zaparło jej dech. Otarła spływającą po policzku łzę.
- Pamiętasz, jak się poznałyśmy? Stałaś przed tablicą wyników tuż przede mną. Próbowałam zza twoich pleców znaleźć swoje nazwisko na wywieszonej liście. Nie było łatwo. Kręciłaś głową, a burza twoich włosów przysłaniała mi widok. - Uśmiechnęła się do tego wspomnienia. - Przez chwilę byłam zła. I wtedy odwróciłaś się i wpadłaś na mnie. Pomyślałam, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałam. To, że zostałaś przyjęta, było dla mnie tak bardzo oczywiste. Widziałam cię już wcześniej, podziwiałam twój luz i pewność siebie. Ty mnie nie zauważałaś. Zresztą nic dziwnego, byłam szarą myszką, którą zostałam do dziś.
Zamknęła oczy. W myślach widziała tę scenę. Pamiętała, jak bardzo się denerwowała i jak bardzo chciała się dostać do Akademii Teatralnej. Obie tego chciały, ale to Aśka była pewna, że tak się właśnie stanie, bo była najlepsza i wiedziała, że zrobi oszałamiającą karierę. Dla Wiktorii nie było to takie pewne. Owszem, chciała być aktorką, zrobić karierę, być zatrudniana, doceniana, grać fajne role, pojawiać się na okładkach i premierach. Nie była jednak tak pewna jak Aśka, że to się wydarzy. Ona nie brała pod uwagę innej możliwości. Postawiła wszystko na tę kartę i nie zamierzała odpuszczać.
- Wiedziałam, że się dostaniesz.
- Co?
- Jesteś Wiktoria Kotlarczyk, prawda?
- Tak.
- Dostałaś się.
- Serio?
- Jesteś świetna. Czemu się dziwisz?
- Sama nie wiem. A ty?
- Joanna Kowalczyk. Chociaż będę musiała pomyśleć o jakimś bardziej scenicznym nazwisku. Może Joanna Stella. Po włosku znaczy gwiazda, więc... - zaśmiała się perliście.
- Dostałaś się, prawda?
- Wiadomo. Idziemy to uczcić?
Poszły nie tylko uczcić sukces, ale i snuć wspólne plany. Umówiły się, że w wakacje znajdą mieszkanie i staną się współlokatorkami na okres studiów. Najważniejsze jednak było to, że będą się wspierać w każdej sytuacji. Tak właśnie się stało. Potraktowały tę obietnicę śmiertelnie poważnie. Niestety nie wytrzymała próby czasu i obie złamały dane słowo. Wiktoria miała tego świadomość i wiele razy żałowała swojej decyzji. I choć toczyła wewnętrzną walkę, zawsze bezpieczna strefa komfortu wygrywała. Nie miała siły, by zmierzyć się z tym, co się popsuło, i spróbować posklejać to, co zostało z ich przyjaźni. Wolała pozostać bierna niż wyk onać jakikolwiek ruch. Czasem myślała, że odrzucenie zabolałoby ją jeszcze bardziej niż brak kontaktu. Tylko że swoim zachowaniem to ona odrzuciła Joannę i zostawiła ją boleśnie samą, ocenioną i potępioną przez najważniejszą osobę w jej życiu.
Były kompletnie inne, nie tylko w kwestii wyglądu, ale również charakteru. Joanna była przebojowa, zawsze chciała grać pierwsze skrzypce. Mówiła szybciej, niż myślała, swoim śmiechem zarażała wszystkich wokół. Była najbardziej charyzmatyczną osobą, jaką Wiktoria kiedykolwiek znała. Zdawało się, że była wręcz urodzona do roli aktorki. Do tego jej wygląd olśniewał, biła od niej energia, za którą chciało się podążać. Nie tylko za sprawą pięknej twarzy i ciała, w jej spojrzeniu było to coś nieuchwytnego, ulotnego, kuszącego. Przyciągała uwagę, by zaraz potem zrobić krok w tył, i dlatego była tak bardzo pociągająca. Dawała cząstkę siebie, mamiła jak syrena, sprawiała, że przez moment każdy czuł się wyjątkowo. Chciało się za nią podążać, by zyskać jej uwagę, ogrzać się w jej blasku. Piękne długie blond włosy, niebieskie oczy, szczupła budowa ciała, nie można się było jej oprzeć. Kiedy szła ulicą, nie było żadnego faceta, który by się za nią nie obejrzał. Pochlebiało jej to i utwierdzało w przekonaniu, że bycie gwiazdą jest jej przeznaczeniem.
Wiktoria była bardziej skryta, szczególnie w prywatnych sytuacjach. Rozkwitała na scenie i przed kamerą. Wtedy jej przygaszone zwykle oczy zaczynały błyszczeć. Otwierała się jak kwiat, który był bardzo spragniony i nagle dostał wody. Przesiąkała energią swoich widzów, ale oddawała jej po stokroć więcej. Kiedy jednak schodziła ze sceny, chowała się za wytworzoną maską. Nie lubiła imprez, castingów, brylowania i zachwalania samej siebie. Zawsze myślała, że wystarczy być zdolną, że talent się obroni. Była niesamowicie uzdolniona, jej talent dostrzegał każdy, kto z nią pracował. Kiedy jednak ktoś ją poprosił, aby powiedziała kilka słów o sobie, zdawała się przeciętna, a przynajmniej tak się czuła. Chciała tylko grać, bez całej tej otoczki, którą jej bardziej ekstrawertyczne koleżanki miały w małym palcu. Nie dbała też przesadnie o swój wygląd, najlepiej czuła się w naturalnym looku. Proste ciemne włosy sięgające ramion, ciemne oczy, delikatny makijaż. Nigdy nie zależało jej, by zatrzymać czas za wszelką cenę, zawsze mówiła, że kiedy pojawią się zmarszczki, w odróżnieniu od koleżanek nie będzie ich poprawiać, tylko je polubi.
Szybko się okazało, że dziewczyny doskonale się rozumieją. Nietrudno było im zbudować relację opartą na zaufaniu, szczerości i wsparciu. Zbliżyły je do siebie nie tylko wspólne marzenia, ale przede wszystkim podobne przeżycia w przeszłości. Obie wychowywały się bez ojców, w małych miastach, marząc, aby za wszelką cenę wyrwać się z szarej rzeczywistości, gdzie wszyscy o sobie wszystko wiedzą, a - co gorsza - wiedzą, co jest dla innych najlepsze. Ani mama Wiktorii, ani Joanny nie chciały takiej przyszłości dla swoich córek. Dziadek Wiktorii miał piekarnię, w której pracowała cała rodzina, i było tam miejsce przygotowane dla niej. Jednak dziewczyna nie była sobie w stanie wyobrazić siebie piekącej chleb czy stojącej za ladą. Bała się, że rodzina nie poprze jej decyzji i jej plany legną w gruzach, jednak kiedy babcia stanęła po jej stronie i powiedziała, że musi walczyć o swoje marzenia, nabrała wiatru w żagle i zaczęła układać sobie plany. Dziadkowie zadbali o to, żeby w czasie studiów nie zabrakło jej na czynsz i podstawowe potrzeby. Początkowo nie musiała się martwić tak prozaicznymi rzeczami jak rachunki. Jej przyjaciółka nie była w tak komfortowej sytuacji, jej matka pracowała w publicznej szkole i nie zarabiała kokosów. Joanna całe lato pracowała jako kelnerka w jednym z niewielu pubów w ich miasteczku i odkładała każdy zarobiony grosz, odmawiając sobie absolutnie wszystkiego. Wiedziała, że samo stypendium nie wystarczy jej na funkcjonowanie w stolicy, nawet jeśli będzie jadła tylko zupki chińskie. W myślach powtarzała sobie, że przyjdzie czas, kiedy będzie mogła szastać forsą na prawo i lewo i niczego nie będzie sobie musiała odmawiać. Inwestowała w siebie, a jej zdaniem to była najlepsza inwestycja.
Wynajęły małe mieszkanie niedaleko uczelni, tak żeby nie musiały jeździć komunikacją i żeby w każdym momencie mogły podskoczyć między zajęciami do domu. Meble były stare i zniszczone, a ściany wymagały odświeżenia, ale dziewczyny nie narzekały. Zakasały rękawy i wzięły się do sprzątania i przygotowywania swojego gniazdka. Miało być inspirująco i artystycznie. Powiesiły na ścianach plakaty i zdjęcia ukochanych artystów. Znalazły się tam nie tylko tuzy polskiego artystycznego świata, lecz także zagraniczni aktorzy i reżyserzy wielokrotnie nagradzani i doceniani. Obie marzyły, aby kiedyś inne studentki Akademii Teatralnej na swojej ścianie umieściły ich zdjęcia. Rozstawiły świeczki i zapaliły kadzidełka. Kiedy uznały, że ich mieszkanko jest gotowe, tańczyły i skakały szczęśliwe jak małe dziewczynki, które dostały upragnioną zabawkę. Każda z nich pierwszy raz w życiu mieszkała na swoim. Czuły, że zaczyna się dla nich ekscytujący okres. Były ciekawe tego, co się wydarzy, i chciały, aby ich życie nabrało tempa, o jakim marzyły od dawna. Niejedną noc przegadały o rolach, jakie chciałyby zagrać, i o tym, z jakimi reżyserami chciałyby pracować. Dzieliły się każdym drobiazgiem, stały się dla siebie największym wsparciem. Dzięki temu łatwiej im było przetrwać te trudne emocjonalnie studia. Szczególnie pierwszy rok okazał się wyzwaniem i sprawdzianem nie tylko umiejętności aktorskich, ale przede wszystkim wytrzymałości psychicznej na krytykę, poznawaniem swoich granic i ich nieustannego przesuwania.
***
- Zakochałam się! - krzyknęła rozanielona Joanna zaraz po przekroczeniu progu mieszkania.
Na jej twarzy gościł uśmiech od ucha do ucha, a niesamowicie pozytywna energia aż kipiała. Chciała tańczyć, śpiewać, uwolnić swoje emocje i obdarować nimi cały świat.
Wiktoria czytała sztukę i analizowała postać, którą miała zagrać na zajęciach z wiersza. Kiedy usłyszała Aśkę, oderwała się od lektury. Od razu wyczuła nastrój przyjaciółki. W mgnieniu oka znalazła się w przedpokoju, oparła o futrynę i patrzyła, jak Joanna w słuchawkach na uszach śpiewa jeden z popowych kawałków Whitney Houston. Przyglądała jej się z uśmiechem i zastanawiała, kiedy ta ją zauważy. Joanna jednak bawiła si ę w najlepsze, zdejmowała płaszcz z zamkniętymi oczami niczym diva w teledysku, śpiewając i ruszając się w rytm muzyki.
- Życie jest piękne! - Nagle otworzyła oczy i spojrzała na Wiktorię.
Wpadła w jej ramiona i zaczęła kręcić się razem z nią. Obie były rozbawione, szczęśliwe i pełne pasji.
- Zakochałaś się? - zapytała Wiktoria, kiedy wreszcie skończyły swój dziki taniec radości.
Joanna nie odpowiedziała od razu, spojrzała przenikliwie na przyjaciółkę i pokiwała delikatnie głową.
- Gdybyś go zobaczyła, też byś się zakochała.
- Kto to?
- Poczekaj.
- Na co?
- Wszystko ci opowiem, ale najpierw kawa.
- Dobra, ja robię kawę, a ty mów. Jestem ciekawa, co to za Romeo.
W maleńkiej kuchni Aśka przysiadła na stołku, a Wiktoria zaczęła przygotowywać napój.
- Musimy to uczcić. Babcia przez swoją znajomą przysłała nam paczkę. Jagodzianki, drożdżówki, pączki i takie tam.
- Wypas.
- Dokładnie.
- Ale nie wiesz, czy mamy co świętować.
- Oczywiście, że mamy. Twój uśmiech jest wystarczającym powodem.
- Ooo... jesteś kochana.
Aśka podskoczyła i ucałowała przyjaciółkę w policzek. Rozczuliło ją to, co usłyszała.
- Ty też bądź i nie trzymaj mnie już dłużej w niepewności. Co to za koleś?!
Wiktoria patrzyła na Joannę i widziała, jak błyszczały jej oczy, kiedy tylko zaczęła opowiadać. Wpatrywała się w nie z rosnącą ciekawością.
- Dzisiaj na prozie pojawił się nowy asystent naszej ukochanej Żylety.
- Co???
Wiktoria była zaskoczona rewelacjami. Nauczycielka ucząca ich prozy była znana z chimeryczności i od kiedy dziewczyny studiowały w Akademii, już trzeci raz wymieniała asystenta. Działo się to z reguły wtedy, kiedy w jej życiu zawodowym dochodziło do zmian. Czasem była to nowa rola, a czasem przegrany casting albo utracony angaż w teatrze. Co ciekawe, asystentem zawsze był mężczyzna, młody i popularny, były student. I zawsze kończyło się tak samo. Odchodził po kilku miesiącach znoszenia fanaberii pani profesor.
- A co się stało z poprzednim? Przecież był dopiero od miesiąca.
- Nie mam pojęcia. Jednak mam nadzieję, że ten zabawi znacznie dłużej i że poznasz go wcześniej niż na zajęciach w przyszłym semestrze.
- I to on jest obiektem twoich westchnień?
- Nie oceniaj. Nie widziałaś go.
- Nie oceniam. Kto to?
- Mikołaj Fabicki. - Joanna powiedziała to z dumą, jakby już była jego partnerką albo została nominowana do jakiejś teatralnej nagrody.
- Co?!
- Na ekranie jest przystojny, ale na żywo jest po prostu boski. - Uśmiechała się w myślach, mając przed oczami przystojnego Mikołaja ślącego jej zalotne spojrzenia i uśmiechy na zajęciach.
- Aśka, przecież on się niedawno ożenił. Pisali o tym na wszystkich portalach plotkarskich.
- Nie wierz we wszystko, co piszą. A zresztą nawet jeśli, to są jeszcze rozwody.
- Co?... Jesteś niemożliwa.
- I zdeterminowana. Mówię ci, Wiki, on musi być mój. Widzę nas na okładce "Vivy" albo "Glamour", zaraz po premierze filmu, w którym gramy namiętnych kochanków.
- Ty się chyba z powołaniem minęłaś. Powinnaś pisać scenariusze albo książki dla kobiet.
- Nie gaś mojego zapału.
- Lepiej przekuj ten zapał w naukę. Pamiętasz, że oceniają też naszą znajomość wiedzy o teatrze?
- Nie nudź. Dzisiaj zabieram cię do teatru, mamy wejściówki do Narodowego. Gra nie kto inny jak mój przyszły mąż.
- Co??? Skąd?
- Od niego - powiedziała tajemniczo i dodała szybko: - Zrób się na bóstwo, tylko nie przesadzaj, to ja mam błyszczeć. Po spektaklu wybieramy się za kulisy.
***
Była zdeterminowana, żeby go zdobyć. Postawiła to sobie za cel, kolejny na liście, którą skrzętnie spisywała. Były tam małe drobne marzenia i te wielkie, do których dążyła nieustannie, każdego dnia. Podziwiała Mikołaja od jakiegoś czasu i wiedziała, że może się od niego sporo nauczyć. Czuła też, że związek ze starszym, przystojnym i rozchwytywanym kolegą po fachu przybliży ją do głównego celu w jej życiu. Mikołaj podobał jej się nie tylko fizycznie, jego talent aktorski, wrażliwość poruszały jakąś jej wewnętrzną strunę. Coś ją do niego ciągnęło. Rozpierała ją euforia na samo wspomnienie o nim. Kiedy zamykała oczy, pod powiekami pojawiał się jego obraz. Chciała go poznać i zdominować jego myśli. Czuła, że to, czego nie dało się nazwać, ale co wyraźnie wyczuwała, kiedy był obok, jakiś rodzaj chemii, otwartości, sensualności, która pojawiła się od pierwszego momentu, kiedy na nią spojrzał, musi trwać nadal. Utwierdzała się w tym przekonaniu, siedząc na widowni i patrząc na postać wykreowaną przez Mikołaja. Całkowicie kupiła jego interpretację. Polubiła jego bohatera, przeżywała razem z nim rozterki i kłopoty, razem z nim się śmiała i płakała.
Nie miały najmniejszego problemu, żeby dostać się do garderoby. W tym świecie wszyscy się doskonale znali, a młodzi adepci sztuki aktorskiej wciskali się wszędzie, gdzie tylko mogli, i starali się poznać każdego, od kogo mogli się czegoś nauczyć lub dowiedzieć.
- Mikołaj! - Joanna zawołała i od razu ruszyła szybszym krokiem w stronę mężczyzny, który przedzierał się przez korytarz pełen aktorów, epizodystów i statystów, zmierzając w drugą stronę.
Nie mogła pozwolić, by wyszedł, zanim nie sprawi, że całkowicie straci dla niej głowę. Usłyszał jej głos i się odwrócił. Uśmiech od razu pojawił się na jego twarzy. Joannie dodało to skrzydeł. Przyspieszyła i już po chwili była przy nim. Zarzuciła mu ręce na ramiona i ucałowała w oba policzki.
- Cześć - przywitał się.
- Hej. Byłeś świetny.
- Wiadomo.
- Co za skromność - powiedziała zalotnie i lekko.
- Skromność jest przereklamowana - zaśmiał się.
Wiktorii udało się dotrzeć do Joanny i Mikołaja. Nie spieszyła się co prawda specjalnie, analizując po drodze ich mowę ciała. Była nieco zszokowana, że Fabicki był tak otwarty i wyraźnie podrywał jej przyjaciółkę. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy faktycznie informacja w mediach o jego ślubie była prawdziwa. Pewnie Joanna miała rację, że to był wymysł jakiegoś paparazzi. To, że Joanna wpadła jak śliwka w kompot, było dla Wiktorii całkowicie oczywiste. Była tego pewna już wcześniej, ale kiedy zobaczyła ich razem, potwierdziła swoje przypuszczenia.
- Hej. Jestem Wiktoria.
- Mikołaj. Widziałem cię na egzaminie. Dobra robota.
- Dzięki.
Była zaskoczona. Nie potrafiła przyjmować komplementów, choć w duchu cieszyło ją to, że ktoś doceniał jej kunszt aktorski.
- To co, skoczymy na drinka? - zaproponowała Joanna, czując, że na moment Mikołaj przeniósł uwagę na jej przyjaciółkę.
- A nie macie rano zajęć? - zapytał zaczepnie.
- Jeden drink jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Przez chwilę się wahał. Joanna wykorzystała ten moment, chwyciła go pod rękę i skierowała się do wyjścia z teatru.
- Nie bądź zgredem - dodała.
- Ja odpuszczę. Umówiłam się na próbę wcześnie rano - powiedziała Wiktoria. Chciała jeszcze coś dodać, ale Joanna weszła jej w słowo.
- Wiki, musisz trochę wyluzować.
Aśka złapała ją za rękę i pociągnęła do wyjścia. Ta zrobiła kilka kroków, ale zaraz po opuszczeniu teatru postanowiła wrócić do domu, nie bacząc na słowa sprzeciwu przyjaciółki. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Aśka woli zostać z Mikołajem sama, a prawdę mówiąc, nie chciała czuć się jak piąte koło u wozu. Aśka i tak zda jej relację z tego spotkania, więc niczego nie traciła.
Kiedy Wiktoria wracała piechotą do mieszkania, zastanawiając się nad emocjami, jakie targały postacią, którą miała zagrać, i nad tym, jak ma je znaleźć w sobie, Joanna była w zupełnie innym świecie. Mikołaj zaprosił ją do małej, klimatycznej knajpki, gdzie usiedli na kanapie przy stoliku pod ścianą. Miejsce dawało względne poczucie prywatności.
- Masz w planach zostać belfrem w Akademii czy to chwilowa przygoda?
- Jeszcze nie wiem.
Uśmiechnął się tajemniczo. Joanna postanowiła to wykorzystać i podrążyć temat.
- Od czego to zależy?
Nachylił się nad nią i szepnął jej do ucha:
- Czy będzie zabawnie i inspirująco?
Poczuła zapach jego perfum. Korzenny z dodatkiem drzewa sandałowego. Zakręciło jej się w głowie, przeszedł ją dreszcz. Odsunęła się delikatnie i spojrzała mu w oczy.
- To życie wielkiego, rozchwytywanego amanta polskiego kina jest nudne? Mało masz wrażeń, co chwila grając nowych bohaterów u boku pięknych aktorek?
Roześmiał się, przeczesał gęste włosy. Już chciał coś powiedzieć, ale przy stoliku pojawiła się kelnerka.
- Dobry wieczór, panie Mikołaju. Co podać?
- Poprosimy o jakieś dwa drinki, nie za słodkie, ale z nutą czegoś intrygującego, nie za mocne, ale na pewno nie mdłe, rozumie pani, chcemy coś z charakterem, coś, co zapamiętamy na długo.
Mówiąc to, patrzył na Aśkę i choć ona czuła, że rozbiera ją wzrokiem, dla innych ich relacja mogła się wydawać formalna, może trochę przyjacielska, ale na pewno nie wyczuwali tego, co działo się między tymi dwojgiem na całkiem innym poziomie emocjonalnym.
- Moja przyjaciółka zaczęła w tym roku studia aktorskie i musimy to uczcić czymś specjalnym, rozumie pani?
Kelnerka uśmiechnęła się niepewnie i ruszyła w stronę baru.
- Chyba jesteś tu częstym gościem.
Patrzyła na niego, starając się, aby nie odgadł, jak bardzo zawrócił jej w głowie i fascynował ją swoim zachowaniem. W myślach jednak wyobrażała sobie, jak zdejmuje z niej ubranie, jak wprowadza się do jego futurystycznie umeblowanego mieszkania w samym centrum Warszawy, najlepiej na Złotej, i jak pojawiając się razem na premierach i galach, budzą zainteresowanie absolutnie wszystkich.
Po chwili pojawiła się kelnerka z ich drinkami. Upili po łyku.
- Bingo - powiedzieli jednocześnie, po czym się roześmiali.
Pasowali do siebie, Joanna czuła to każdym kawałkiem swojego ciała. Mikołaj patrzył na nią, zastanawiając się nad czymś przez chwilę. Uśmiechnął się, bardziej do siebie niż do niej. Fascynowała go. Młoda, zwariowana, pełna energii, którą chciał się napawać.
- Mam pewien pomysł - powiedział.
- Mów.
- Wolę ci pokazać.
- Brzmi intrygująco.
Szybkim ruchem wstał od stolika i podszedł do baru. Joanna cały czas obserwowała jego zachowanie, to, jak rozmawiał z kelnerką, każdy najdrobniejszy gest. Jego ruchy były płynne, pełne gracji, a jednocześnie pewne. Miało się wrażenie, jakby w każdym momencie jego ciało manifestowało, że może wszystko. Po chwili wrócił z dwoma papierowymi kubkami. Przelał do nich drinki.
- Chodź.
- Gdzie?
- Niespodzianka, pokażę ci prawdziwego Mikołaja. Chcesz go poznać?
- Nie musisz pytać.
Wyszli z knajpki, wieczór był ciepły, Warszawa tętniła życiem, mijali roześmiane twarze studentów, zakochanych, przytulających się do siebie i trzymających się za ręce. Joanna karmiła się ukradkowymi spojrzeniami na Mikołaja. Była go ciekawa, miała tyle do powiedzenia, tyle pytań do zadania, a jednocześnie cisza, która teraz była między nimi, mówiła jej wszystko. Jej serce nie mogło się mylić. Nie wiedziała, dokąd idą, ale miejsce nie miało najmniejszego znaczenia. Poszłaby za nim wszędzie. Tuż przy jednym z warszawskich domów kultury Mikołaj odszedł na bok i wykonał krótki telefon. Joanna patrzyła na niego zaskoczona. Po chwili ktoś pojawił się w drzwiach, a Mikołaj, ku jej zdziwieniu, nie patrząc na nią, chwycił ją za rękę i pociągnął do środka.
- Masz niezłe chody - powiedziała, kiedy zostali sami w sporej sali teatralnej.
- Tutaj wszystko się zaczęło.
Usiadła w pierwszym rzędzie i wpatrywała się z podziwem, jak wchodził na scenę, wyluzowany, dumny, emanujący charyzmą. Był pewny siebie i to ją pociągało. Patrzył na nią wyzywająco, zaczepnie. Działał na nią jak magnes. Kiedy była przy nim, nie myślała racjonalnie, poddawała się zalewającej ją fali uczuć i całkiem nowych emocji.
- Miałem dziesięć lat... - zaczął i usiadł naprzeciwko niej.
Był poważny, ale Joanna zauważyła coś jeszcze, smutek, którego wcześniej u niego nie dostrzegła.
- Mój ojciec był wojskowym... wyjechał na misję do Iraku. Nie rozumiałem tego, nie umiałem sobie poradzić z emocjami... moja ciotka przyprowadziła mnie tutaj... na zajęcia aktorskie dla dzieciaków... Ojciec nie wrócił... - zawiesił głos, który się załamał. - A ja znalazłem ukojenie w aktorstwie. Teraz przychodzę tutaj, żeby się uspokoić, naładować energię, pomyśleć... Nikt nie wie, że tu przychodzę, jesteś jedyna... To takie moje miejsce, moje schronienie, dom dla mojej duszy.
Milczał przez chwilę, wpatrując się w jej oczy, w których mógł czytać jak w otwartej księdze. Widział, jak na nią działał, i podobało mu się to. Zapragnął poznać ją bliżej. Czuł, że pakuje się w kłopoty, ale krew pulsowała w nim szybciej od momentu, w którym ją zobaczył. Od bardzo dawna nie czuł się taki szczęśliwy, taki rozemocjonowany, podniecony na myśl o tym, co mogło się między nimi wydarzyć.
- Może być też twoje.
Zabrzmiało to jak zaproszenie, a serce Joanny zaczęło mocniej bić. Odetchnęła głęboko, bo o ile wcześniej mogła mieć wątpliwości co do zamiarów Mikołaja, o tyle teraz była całkowicie pewna, że nie tylko ona czuje więź między nimi, chemię, uczucie, jakkolwiek by to nazwać. Podeszła do niego na tyle blisko, że czuła na twarzy jego oddech. Wzięła jego twarz w dłonie i pocałowała go namiętnie. Przyciągnął ją do siebie i wtulilł się w jej drobne ciało. Była mu wdzięczna za wszystko, co jej dziś powiedział. Chciała zostać z nim już na zawsze. Poznać jego wszystkie sekrety, wszystkie myśli, szczególnie te, które zachowywał dla siebie.
Rozmawiali przez pół nocy o wszystkim i o niczym. Mieli ze sobą wiele wspólnego, widzieli przyszłość w podobnych barwach, chcieli tego samego. Joanna czuła, że są sobie przeznaczeni, była wdzięczna losowi, że ich ze sobą zetknął. Wiedziała, że na swojej liście celów do zrealizowania w życiu musi rozwinąć bardzo ważny punkt o treści "Mikołaj".
***
Od samego początku kompletnie odleciała, widziała tylko Mikołaja i nie zamierzała skupiać uwagi na niczym innym. To, co pisali w prasie na jego temat, w ogóle jej nie interesowało. Wierzyła jego słowom, jego oczom, kiedy na nią patrzył, jego dłoniom, kiedy jej dotykał. Początkowo myślała, że podejdzie do tej znajomości strategicznie, będzie traktować Mikołaja jak osobistego nauczyciela, zawróci mu w głowie i dopiero potem pozwoli się całkowicie zdominować uczuciu, które kiełkowało. Stało się jednak inaczej, już od pierwszego momentu jej uczucie było tak silne i tak obezwładniające, że nie myślała już o niczym innym jak tylko o tym, by być blisko Mikołaja, móc cieszyć się tymi momentami, kiedy na nią patrzył i dotykał jej ciała. Lubiła być centralnym punktem jego uwagi. Stała się najpilniejszą studentką na zajęciach prozy i prosiła Mikołaja o pomoc w interpretacji tak często, jak to tylko było możliwe. I tak któregoś popołudnia doszło do tego, na co Aśka czekała już od dawna. Ich znajomość weszła w kolejną fazę.
Tego dnia Wiktoria miała zostać dłużej w szkole, ale jej partnerka w scenie, którą miały ćwiczyć, źle się poczuła i dziewczyny przełożyły próbę na inny dzień. Wróciła więc do domu, by pouczyć się do nadchodzącego egzaminu semestralnego z wiedzy o teatrze. Jak nikt inny na roku traktowała ten przedmiot bardzo poważnie i starała się utrwalać wiedzę na bieżąco. Nacisnęła na klamkę, ale drzwi do ich mieszkania się nie otworzyły. Zdziwiło ją to, bo Aśka powinna być już w domu, skończyła zajęcia, a nie planowała żadnej próby. Wiktoria wygrzebała z wielkiej shopperki klucze, ale i tym razem jej działania nie przyniosły żadnych efektów. Drzwi były zamknięte od środka. Zapukała kilkakrotnie. Wiedziała, że Aśka musiała być wewnątrz, ale najwyraźniej pochłonęło ją coś ważniejszego.
- Aśka. Otwieraj.
Nie doczekała się żadnej odpowiedzi. Usiadła zrezygnowana na schodach, wyjęła telefon i wystukała wiadomość do przyjaciółki.
- Gołąbeczki, idę na spacer, wrócę za dwadzieścia minut. Aśka... wisisz mi przysługę. - Dodała kilka emotek i wysłała SMS.
Po chwili znalazła się na Nowym Świecie, jednej z piękniejszych ulic w Warszawie. Szła wolnym krokiem. Nie przyglądała się wystawom sklepowym, patrzyła na ludzi, chłonęła ich emocje. Robiła to od zawsze, potrafiła wczuć się w uczucia zupełnie obcych osób i wymyślać im historię. Czym się zajmowały, jakie miały dzieciństwo, co sprawiało im radość, czego się bały i co było dla nich ważne. Co chciały w życiu osiągnąć, jak wyglądali ich partnerzy, czy były im wierne. Czy lubiły swoją pracę i co myślały, kiedy im się przyglądała. Jej telefon zawibrował, zapowiadając wiadomość. Wiktoria spojrzała na wyświetlacz.
- Zrobię ci masaż. Daj mi trzydzieści minut. I załatwię wejściówki na premierę do Narodowca.
Pomyślała, że jej przyjaciółka była niesamowita, nawet w takiej sytuacji potrafiła zachować lekkość i urok. Ona pewnie byłaby zawstydzona, gdyby ktoś ją nakrył z chłopakiem, ale dla Aśki było to całkowicie naturalne, nie czuła w tym niczego krępującego. Przeciwnie, dobrze się bawiła i nie chciała uronić ani odrobiny tego rozpierającego ją szczęścia.
***
Kiedy Wiktoria weszła do domu, czekała na nią kawa, ulubione ciasteczko z pobliskiej cukierni i rozanielona Joanna okryta jedynie szlafrokiem w biało-błękitne drobne kwiaty, który kilka dni wcześniej kupiły w lumpeksie, myśląc o zbliżających się egzaminach semestralnych. Studenci musieli sami sobie organizować kostiumy dla swoich bohaterów miniprzedstawień kończących semestr, co dla Wiktorii i Joanny było doskonałym pretekstem, żeby pobuszować w pobliskich sklepach z używaną odzieżą w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego. Joanna zawsze mówiła, że przyjdą czasy, kiedy będą mogły przebierać w najnowszych kolekcjach projektantów, ale na razie ciuchy z drugiej ręki musiały im wystarczyć.
Kiedy Wiktoria pojawiła się w przedpokoju, przyjaciółka od razu skierowała na nią swój wzrok i z błyskiem w oczach czekała na jakąś jej reakcję. W środku aż kipiała od emocji, chciała zdradzić jej wszystkie, najbardziej pikantne szczegóły swojego związku z Mikołajem. Wiktoria wyczuła to od razu.
- No mów, jak było?! - zawołała i podeszła do kanapy, na której siedziała Joanna. - Rozumiem, kawka dla mnie, bardzo rozsądnie - dodała, uśmiechając się.
- Wiki... nie umiem opisać tego, co czuję.
- Poczekaj... euforia, szczęście, radość i najważniejsze: miłość?
- Wszystko naraz. Mikołaj jest cudowny. To, jak na mnie patrzy, to, co mówi... Nie spodziewałam się, że jestem zdolna do takich uczuć, zawsze mi się wydawało, że ludzie, którzy mówią, że oszaleli z miłości, że nie mogą żyć bez tej drugiej osoby, tylko ściemniają. A teraz zobacz, nie myślę o nikim innym. Nie mogę spać, jeść, nie mogę się uczyć, chodzę z głową w chmurach. I jestem tak cholernie szczęśliwa. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego, rozumiesz? Nawet gdy myślałam o aktorstwie, nie czułam takiego uczucia, tak... pełnego.
Wiktoria widziała, że serce Aśki było całkowicie utopione w tej miłości. Pochłonięte tylko tym jednym tematem. Kibicowała przyjaciółce i trochę jej zazdrościła. Chciałaby kiedyś poczuć coś tak obezwładniającego, tak przepełniającego, że nie można złapać tchu. Nie poznała jeszcze nikogo, żadnego chłopaka czy mężczyzny, który spowodowałby takie zamieszanie w jej życiu i sercu.
- A on? - zapytała niepewnie. - Odwzajemnia twoje uczucia?
- Tak. To jest właśnie najlepsze. Jestem całkowicie pewna, że mnie kocha.
- Cieszę się, naprawdę się cieszę.
- Wiem, jesteś taka wyrozumiała, taka kochana. - Aśka przytuliła Wiktorię, co wyraźnie je rozczuliło.
- Przestań! Nie wymigasz się od masażu. - Obie się zaśmiały.
- Dobra. Kładź się. Jeszcze jakiś czas będziesz skazana na mnie, ale obiecuję ci, że jak już będziemy wielkimi gwiazdami, to będziemy miały VIP-owską wejściówkę do najlepszego spa w tym mieście.
- Trzymam cię za słowo, a teraz masuj.
Wiktoria zdjęła bluzkę i w samym staniku położyła się na brzuchu. Miała spięte ramiona, bolał ją kark, w przeciwieństwie do przyjaciółki stresowała się nieubłaganie zbliżającą się sesją. Na pierwszym roku zawsze ktoś odpadał. Zwykle były to dwie, trzy osoby. Szkoła robiła od lat taki odsiew, choć studentom wydawało się to dziwne, a nawet niesprawiedliwe, bo skoro zostali wyłonieni z ogromnej masy, czasem nawet około tysiąca osób, i była ich na roku raptem garstka najlepszych, to jakim cudem nagle ktoś się nie nadawał? W wielu przypadkach hamowało to swobodny i twórczy rozwój, bo ludzie tak bardzo przejmowali się tym, czy zostaną na studiach, czy też będą musieli pożegnać się z marzeniami, że nie myśleli o niczym innym. Wiktoria wiedziała, że była bezpieczna, nie umiała jednak podejść swobodnie do egzaminów. Stresowało ją już samo to, że ktoś będzie ją oceniał. Pomimo że było to nieodłączną częścią jej przyszłego zawodu, ocena była dla niej trudna i dziewczyna zdawała sobie sprawę, że nad tym elementem będzie musiała sporo pracować.
***
Czas płynął tak szybko, że dziewczyny miały wrażenie, jakby ich życie w ostatnim roku polegało tylko na zajęciach i próbach. Jeśli chciały przetrwać ten rok na uczelni, faktycznie musiały się poświęcić i sfokusować na celu, jakim były zdane egzaminy. Aśka, kosztem zarwanych nocy i wczesnych poranków, spotykała się coraz częściej z Mikołajem i nie przestawała być szczęśliwa u jego boku. Choć ich spotkania należało raczej nazwać schadzkami, bo widywali się tylko potajemnie, najczęściej w mieszkaniu dziewczyn, często w trakcie przerwy obiadowej i czasem wieczorem, co przeciągało się do rana. Wiktoria wychodziła wtedy do teatru albo umawiała się na dodatkowe próby, wracała późno i spała w salonie, żeby zapewnić im odrobinę prywatności. Intensywność ich uczucia nie malała. Cały czas byli siebie ciekawi i głodni nowych doznań. Aśka była zafascynowana Mikołajem, a i on zdawał się nie widzieć poza nią świata.
- Aśka, jak już będzie po egzaminach, zamierzacie się ujawnić? - zapytała Wiktoria mimochodem, patrząc, jak jej przyjaciółka przygotowuje mieszkanie i siebie na randkę.
To był jej prezent dla Joanny z okazji sześciu miesięcy z Mikołajem, które zamierzali uczcić w ten weekend. Wiktoria postanowiła zostawić im wolne mieszkanie. Sama chciała odwiedzić babcię, za którą bardzo się stęskniła. Wcześniej nie rozstawały się na tak długo i brakowało jej wspólnie spędzonego czasu. Musiała odreagować i zresetować się po ciężkim tygodniu na uczelni. Aśka spojrzała na nią zaskoczona. Do tej pory o tym nie rozmawiały, ale faktycznie był to jedyny problem tego związku. Mikołaj był asystentem w Akademii Teatra lnej, taka informacja nie posłużyłaby jego reputacji, a Joanna była ostatnią osobą, która naraziłaby go na jakiekolwiek nieprzyjemności. Przygryzła dolną wargę.
- To nie jest takie proste.
- Z powodu asystentury? Co mówi Mikołaj? Rozmawialiście na ten temat?
- Rozmawialiśmy.
Aśka posmutniała, co nie uszło uwadze przyjaciółki, zbliżyła się do niej i chwyciła ją za rękę.
- Dopóki uczy nasz rok, to wiadomo, że to jest absolutnie wykluczone, aby ktokolwiek o nas wiedział. A co będzie potem, sama nie wiem. Jak tylko o tym wspominam, Mikołaj mówi, że tak, jak jest, jest najlepiej, że jak prasa się dowie, to zniszczy nasz związek. Miał już taką sytuację i boi się, że to się powtórzy.
- A ty? Co myślisz?
- Sama wiesz, że nie tak to sobie wyobrażałam. Chciałabym pójść na jego premierę i nie musieć się ukrywać. Chodzić za rękę po ulicy. Móc podejść do niego i...
Głos jej się załamał. Wiktoria chwyciła mocniej jej dłoń. Już od jakiegoś czasu wyczuwała, że coś gnębi Joannę, ale nie miała odwagi zapytać.
- Zobaczymy, co czas przyniesie. Może nie powinnam być taka łapczywa i chcieć wszystkiego od razu? Może wszystko się ułoży po mojej myśli? Może Mikołaj potrzebuje więcej czasu?
- Wszystko się ułoży. Na razie ciesz się chwilą. Kiedy pierwsza przeszkoda zostanie pokonana, kolejne będą pestką.
- Obyś miała rację.
- Na pewno tak będzie, zresztą zobacz sama, jutro idziecie na prawdziwą randkę, w miejsce publiczne, więc chyba aż tak bardzo nie chce się ukrywać.
Próbowała ją pocieszyć, bo zdała sobie sprawę, że nie powinna jej obarczać swoimi obawami w kwestii jej związku.
Znała swój charakter i jego słabości, nie potrafiła tak jak Joanna zaufać w stu procentach, dać się ponieść uczuciu. W kontaktach z ludźmi miała nogę bezpiecznie zostawioną na hamulcu.
- Niby tak... choć wszystko to jest komiczne. Wejdę do hotelu jak Mata Hari pod przykrywką i w przebraniu, a on będzie czekał w pokoju hotelowym i tam zjemy kolację.
- Romantycznie.
Dziewczyny zaśmiały się, a Wiktoria kątem oka zobaczyła godzinę na zegarze powieszonym nad kanapą.
- Cholera, muszę lecieć, inaczej spóźnię się na pociąg.
- Wiki, jeszcze raz bardzo ci dziękuję. To, co dla nas robisz, wiele dla mnie znaczy.
- Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze. Pozdrów Mikołaja.
Wiktoria uśmiechnęła się do przyjaciółki, cmoknęła ją w policzek, wzięła walizkę i zniknęła za drzwiami mieszkania. Całą drogę na dworzec myślała o ich związku z niepokojem. Nigdy nie wspominała o swoich obawach Joannie. Wiedziała, że Aśka wierzy Mikołajowi całkowicie i tłumaczy wszystkie jego wady. Z drugiej strony, kto ich nie miał. Może tak właśnie wygląda prawdziwa miłość, trzeba oszaleć na punkcie drugiej osoby i świata poza nią nie widzieć? Może i ona znajdzie kogoś takiego? Tak, na pewno brakowało jej takich uczuć i skrycie marzyła, że i ona spotka swojego Mikołaja, dla którego straci głowę, ale teraz postanowiła odsunąć te myśli i skupić się na przyjemnościach, jakie na nią czekały po przyjeździe do domu.
***
Joanna rozejrzała się po salonie. Wszystko wyglądało idealnie, dokładnie tak, jak sobie wymyśliła i zaplanowała. Kolacja czekała w piekarniku, kwiaty stały w wazonie, wino chłodziło się w lodówce. W sypialni złączyła dwa małe łóżka, jej i Wiktorii, i stworzyła namiastkę łoża małżeńskiego, wybrała najładniejszą pościel i rozsypała płatki róż. Kupiła nawet sól i płyn do kąpieli o zapachu róży, gdyby mieli ochotę wziąć długą kąpiel w pianie. Znalazła w lumpeksie idealną sukienkę, podkreślającą walory jej sylwetki, i nie założyła pod spód bielizny. Pomyślała o wszystkim, chciała, aby ten wieczór był romantyczny i niezapomniany. Dla niej to było ważne wydarzenie. Dziś mijało pół roku, odkąd byli razem, chciała celebrować tę chwilę, sprawić, że już zawsze będą o niej pamiętać.
Wreszcie doczekała się Mikołaja. Stanął w drzwiach z bukietem czerwonych róż.
- Wszystkiego najlepszego. Wiem, jakie to dla ciebie ważne.
- Dla nas, kochanie - powiedziała i pocałowała go czule.
Kiedy ona wkładała kwiaty do wazonu, Mikołaj otwierał butelkę wina. Nalał trunek do dwóch kieliszków i jeden podał Joannie.
- Za nas.
- Za nas i obyśmy często świętowali - uśmiechnęła się.
- Mam coś dla ciebie. Otworzysz teraz czy...
- Naprawdę masz dla mnie prezent? - zapytała zaskoczona.
- Dlaczego to cię tak dziwi?
- Nie wiem, wydawało mi się, że nie jesteś przekonany do świętowania półrocznicy.
- Na początku faktycznie tak było, ale chcę, żebyś wiedziała, że dla mnie to, co jest między nami, jest naprawdę ważne. Jesteś najwspanialszym prezentem od losu, a jeśli mogę zrobić coś, co cię uszczęśliwi, to się nie waham. Twoje szczęście jest dla mnie priorytetem. Tylko wtedy i ja jestem szczęśliwy, kiedy widzę błysk w tych oczach. Nie umiem przestać się tobą zachwycać i nie chcę przestawać.
Była wzruszona tym, co mówił Mikołaj, z ledwością opanowała łzy, które pojawiły się w kącikach oczu.
- Nie mogę się już doczekać, aż skończysz szkołę, wreszcie będziemy mogli się ujawnić i wszystko stanie się prostsze.
- Wiesz, że to jeszcze kawał czasu, może nie warto tyle czekać...
- Kotku, naprawdę chcesz ryzykować to, co jest między nami? Przecież jeśli paparazzi zwęszą nasz związek, nie będziemy mogli normalnie żyć, a do tego oboje będziemy mieć problemy na uczelni. Za każdym razem tak było, kiedy jakiś profesor zbajerował swoją studentkę.
- Panie profesorze, bajeruje mnie pan czy...?
- Sama się przekonaj.
Przyciągnął ją do siebie i zaczął całować, najpierw delikatnie, niespiesznie, by po chwili dać się ponieść namiętności. Joanna byłaby gotowa zapomnieć o kolacji i przejść od razu do deseru, ale kątem oka zobaczyła piekarnik i zapiekane bakłażany, które pomogła jej przyrządzić Wiktoria przed wyjazdem. Odsunęła się delikatnie od Mikołaja, położyła mu palec wskazujący na ustach i szepnęła:
- Najpierw kolacja. Na deser przyjdzie czas.
- Mogę się nie zgodzić?
- Nie - powiedziała na tyle stanowczo, ale z uśmiechem, że Mikołaj uniósł ręce w poddańczym geście i się roześmiał. - Idź do salonu, zaraz przyjdę.
Nie protestował, spełnił jej prośbę, a Joanna nałożyła danie na ozdobny talerz, odetchnęła głęboko i wyszła z kuchni. Gdy podeszła do stołu, zauważyła małe pudełko, ewidentnie na biżuterię, leżące naprzeciwko Mikołaja. Od razu pomyślała, że w środku mógł być... upomniała samą siebie. Nie powinna niczego oczekiwać, a już na pewno nie pierścionka po zaledwie pół roku znajomości. Mózg wiedział swoje, ale serce miało odmienne zdanie. Krew zaczęła szybciej krążyć, przyjemne ciepło podniecenia rozlewało się po całym jej ciele. Spojrzała na Mikołaja i postawiła jedzenie na stole.
- Wygląda i pachnie obłędnie.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że będzie też tak smakowało.
- Na pewno. Nie otworzysz?
Przyglądał się jej z lubieżnym uśmieszkiem. Widział, że jest zdenerwowana, podniecona i szczęśliwa zarazem. Pasowało mu to, lubił, kiedy w jej oczach pojawiał się błysk, który widział teraz.
- Oczywiście, że otworzę - odparła.
Ręce jej się trzęsły, kiedy sięgała po pudełeczko. Spojrzała Mikołajowi w oczy, chciała z nich wyczytać, czy w środku jest to, o czym myśli. Otworzyła pudełko, nadal patrząc na niego, a potem przeniosła wzrok na za wartość prezentu. W środku były przepiękne kolczyki. Joanna zamarła na ułamek sekundy. Miała nadzieję, że Mikołaj tego nie zauważył, uśmiechnęła się, spojrzała na niego i jeszcze raz na biżuterię.
- Są śliczne, idealne.
- Podobają ci się?
- Tak, trafiłeś świetnie, dziękuję.
Mikołaj się uśmiechnął, widział, że prezent jej się spodobał. Miał przeczucie, że ten weekend będzie dla nich upojny. Nie musieli nigdzie wychodzić. Mogli cały wolny czas spędzić w łóżku, napawając się sobą.
Choć Joanna poczuła ukłucie zawodu, skarciła się za nie. Zawsze chciała za dużo, za szybko, a przecież miała to, co najważniejsze. Cudownego mężczyznę, z którym spędzi całe długie dwa dni i dwie noce. Będą mogli śmiać się, rozmawiać, snuć plany, kochać się i tworzyć coraz silniejszą więź, a to było dla niej najważniejsze. Poznać Mikołaja z każdej strony, być z nim w każdej sytuacji. Tego chciała, mieć go tylko dla siebie, i to właśnie w ten weekend, dzięki Wiktorii, dostała.
***
Rok akademicki minął jak jeden dzień. Działo się tyle rzeczy, tyle prób, spotkań, nauki, że studenci mieli wrażenie, jakby ich życie kręciło się tylko wokół szkoły. Częściowo tak właśnie było, szczególnie na miesiąc przed egzaminem, kiedy panowała spora nerwówka i każdy zarywał noce, byle tylko dopiąć wszystko na ostatni guzik. W końcu chodziło o być albo nie być na uczelni. Musieli być przygotowani, ale mieli świadomość, że kiedy przebrną przez ten trudny czas, czeka ich nagroda. Po zakończeniu ostatniego egzaminu cały rok umówił się na wielką imprezę. Studenci zdecydowanie mieli co świętować. Egzaminy nie były takie straszne, jak im się wydawało i jak przekonywali starsi koledzy. Zarówno Wiktoria, jak i Aśka nie miały najmniejszych problemów z zaliczeniem wszystkich przedmiotów. Z ich roku nikt nie odpadł, co nieczęsto się zdarzało. Tworzyli bardzo zgrany i zdolny zespół. Dziewczyny miały dodatkowy powód do świętowania. Postanowiły zostać na czas wakacji w Warszawie. Nie chciały rezygnować z wynajmu mieszkania, które stało się ich domem. Spędzały w nim każdą wolną chwilę i coraz rzadziej odwiedzały swoje miasteczka. Musiały jednak znaleźć na to fundusze. Wybrały agencję aktorską, którą polecił im Mikołaj, szepnął zresztą o nich właścicielce Bognie kilka dobrych słów. Dziewczyny zostały przyjęte i ku ich uciesze od razu zaproponowano im role w jednym z seriali. Nie było to nic wielkiego, epizody bez tekstu, ale dawało możliwość poznania nowych ludzi pracujących przy filmie i przede wszystkim zapewniało kasę na czynsz w wakacje.
- Ciekawe, czy w napisach wymienią nas "i inni" - zaśmiała się Wiktoria, kiedy szykowała się na wieczorną imprezę.
Zakładała właśnie kolczyki, które nosiła tylko na specjalne okazje. Dostała je od dziadka i był to jeden z nielicznych wartościowych przedmiotów w jej garderobie. Fakt, że pierwszy raz w życiu zarobi swoje pieniądze, napędzał ją, dawał energetycznego kopa. Cieszyła się i myślami już była na planie zdjęciowym. Chciała się w jakiś sposób wyróżnić z tłumu studentów, bo taką właśnie rolę miała zagrać - studentkę na wydziale kryminalistyki. Marzyła skrycie, że wejdzie na plan, reżyser się nią zachwyci, powie, że jest fantastyczna, i dostanie rolę na dłużej. Nie mówiła tego głośno. Nie chciała zapeszać, dodatkowo miała świadomość, że jej marzenie było nieco naiwne.
Aśka, która była w łazience i kończyła makijaż, nie odpowiedziała, więc Wiktoria powtórzyła pytanie.
- Aśka, myślisz, że nasze nazwiska pojawią się w napisach końcowych?
Znów odpowiedziała jej cisza, co ją zaniepokoiło. Ruszyła szybkim krokiem w kierunku łazienki. Stanęła przed drzwiami, usłyszała jakiś szmer w środku, zapukała.
- Wszystko w porządku? Dlaczego się nie odzywasz?
Nadal nie było żadnej odpowiedzi, co zwiększyło jej niepokój.
- Hej. Zaczynam się martwić... To nie jest śmieszne! Wchodzę.
Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Aśka siedziała na wannie z opuszczoną głową, wgapiając się w kafelki na podłodze.
- Aśka? Co jest?
Wiktoria uklęknęła przed przyjaciółką, próbując złapać z nią kontakt wzrokowy. Ta uniosła głowę i spojrzała na Wiktorię przestraszonymi, zapłakanymi oczami.
- Co się stało? - powtórzyła pytanie Wiktoria, tym razem spokojnie, łagodnie.
Widziała, że Joanna była czymś bardzo poruszona. Jej oczy były rozbiegane, szlochała, płynęły jej łzy wielkie jak grochy. Co chwila wycierała nos i policzki. Pierwszą myślą, jaka przyszła Wiktorii do głowy, były problemy z Mikołajem. Czyżby z nią zerwał? Nie, to niemożliwe, pomyślała, przypominając sobie ich wczorajszą rozmowę. Mieli się przecież dzisiaj spotkać. Mikołaj miał wpaść na imprezę, studenci go uwielbiali i chcieli, aby świętował razem z nimi.
- Aśka... przecież wiesz, że jestem z tobą w każdej sytuacji. Na dobre i na złe. Powiedz, co się stało, inaczej nie będę w stanie ci pomóc.
- Nie możesz mi pomóc - wyszeptała zachrypłym głosem.
- Dlaczego? Kochanie, co się stało?
Wiktoria wzięła przyjaciółkę w ramiona, a ona poczuła się jak mała dziewczynka, którą po upadku z huśtawki przytula ukochana mama. Wiktoria zawsze dawała jej tyle ciepła i wsparcia, tyle dobrej energii. Wtuliła się w nią jeszcze mocniej. Siedziały przez chwilę na podłodze w łazience, Aśka ułożyła głowę na kolanach p rzyjaciółki, a ta gładziła jej włosy. Milczały, Aśka zbierała się, by wyznać, co tak bardzo ją poruszyło, a Wiktoria nie naciskała, niczego nie przyspieszała, po prostu była i to było całkowicie wystarczające. Były dla siebie jak rodzina. Jak siostry, które nie mają nikogo innego poza sobą. Dzieliły ze sobą radości i smutki i zawsze priorytetem były one, ich relacja.
- Jestem w ciąży - wyszeptała Joanna.
Łzy przestały jej już płynąć i uspokoiła się na tyle, aby stawić czoła temu, co ją czekało. Wiktoria nie wiedziała, co odpowiedzieć, informacja była tak zaskakująca, tak nieoczekiwana, że całkowicie zbiła ją z tropu. Nie wiedziała, jak powinna zareagować. Ucieszyć się? Zasmucić? Z jednej strony to była fantastyczna wiadomość, z wielkiej miłości powstało nowe życie. Z drugiej - ciąża sporo komplikowała, nie tylko studia, na których z pewnością Aśka będzie musiała wziąć urlop dziekański. Aktorka bez szkoły, bez dorobku, z maleńkim dzieckiem nie mogła liczyć na zbyt dużo ciekawych propozycji zawodowych. Najpewniej Joanna musiałaby wrócić do swojego rodzinnego miasteczka, ale przecież nie była w tym wszystkim sama. Był Mikołaj, który na pewno na to nie pozwoli i będzie ją wspierał. Była też ona... Na samą myśl o takim scenariuszu łza zakręciła jej się w kąciku oka. Miałaby stracić ukochaną przyjaciółkę?
- Skąd ta rozpacz? - zapytała cicho i bardzo łagodnie. - Posłuchaj, damy sobie radę - dodała pospiesznie. - Nie jesteś sama. Ciotka Wiki będzie na każde zawołanie, nie martw się.
Joanna podniosła się tak, aby widzieć twarz przyjaciółki, i przyglądała jej się wzruszona.
- Mówisz poważnie? - zapytała.
- Masz jakiekolwiek wątpliwości?
Joanna przytuliła ją z całych sił. Była nie tylko wzruszona, w głębi duszy doskonale zdawała sobie sprawę, że Wiktoria będzie jej pomagać najlepiej, jak tylko potrafi. Nie mogła jednak wymagać od niej, aby zapomniała o realizacji swoich marzeń. Nie chciała takiego poświęcenia.
- A Mikołaj? Mówiłaś mu? - zapytała Wiktoria, przytulając przyjaciółkę.
- Jeszcze nie. Od kilku dni ciągle mi niedobrze, spóźniał mi się okres, więc zrobiłam test.
- Musimy go oprawić w ramkę.
- Bardzo śmieszne.
- Pierwsze dziecko jednej z lepiej zapowiadających się aktorek młodego pokolenia. To zobowiązuje.
- Ach, Wiki. Żarty się skończyły. To dziecko zmienia wszystko. Będę musiała zweryfikować swoje marzenia.
- Co?! Zamierzasz zrezygnować z marzeń? Nie pozwolę ci na to. Jesteś najlepsza na roku. Damy sobie radę, będziemy się zmieniać w opiece. Jest nas troje, a jak będzie trzeba, wynajmiemy nianię.
- Za co?
- Mikołaj do biednych nie należy. Zresztą jak mu powiesz, to sama zobaczysz, jaki będzie szczęśliwy, i na pewno nie pozwoli ci zrezygnować z aktorstwa. Widziałam, jak na ciebie patrzy, kiedy jesteś na scenie. On naprawdę docenia to, jaką aktorką się stajesz. Twój talent widzą absolutnie wszyscy. Nie pozwolę ci zrezygnować.
- Jesteś naprawdę cudowną osobą. Wiesz o tym, prawda?
- Przede wszystkim jestem twoją przyjaciółką i nie pozwolę ci zwątpić. Wszystko ogarniemy tak, żeby się udało, i może nawet nie będziesz musiała brać urlopu na uczelni. Na razie musisz porozmawiać z Mikołajem.
- Wiem.
Joanna wstała i spojrzała w lustro. Miała rozmazany tusz do rzęs.
- Wyglądam fatalnie - jęknęła.
- Zaraz to naprawimy.
Wiktoria od razu wzięła się do poprawiania makijażu przyjaciółki. Już jako mała dziewczynka zamykała się w łazience i próbowała swoich sił w make-upie, malując kosmetykami mamy i babci wszystkie swoje lalki, a później siebie.
- Wiki... jak ja mam mu to powiedzieć? Stresuję się. Nawet nie mieszkamy razem.
- A może teraz to się zmieni. Spokojnie, wszystko się ułoży.
- Obiecujesz?
Wiktoria, choć nie była tego całkowicie pewna, skinęła lekko głową. Pierwszy raz widziała Aśkę niepewną i zagubioną.
***
Mikołaj był w świetnym humorze, dostał fantastyczną propozycję roli w międzynarodowej produkcji, gdzie miała mu partnerować jedna z lepszych polskich aktorek młodego pokolenia. Jako że do roli, którą dostał, producent i reżyser brali jeszcze pod uwagę trzech innych kolegów po fachu, informacja od agentki, że to on ostatecznie pojawi się na ekranie, dodała mu skrzydeł. Poczuł się doceniony. Postanowił zaszaleć tego wieczoru i bawił się ze studentami już prawie drugiego roku na całego. Nie trzymał też zbytniego dystansu z Joanną, jak zwykł to robić do tej pory, szczególnie kiedy obok byli inni studenci i profesorowie. Tańczył, śmiał się, żartował, wypił kilka kieliszków wina. W pewnym momencie dał znać Aśce, że to idealny moment, aby przenieśli się w bardziej ustronne miejsce, na czym i jej zależało, po czym pożegnał studentów i wyszedł z knajpy. Joanna odczekała kilka minut i też się pożegnała, Wiktoria puściła jej oczko, a kiedy przyjaciółka stała już w drzwiach wyjściowych, podbiegła i przytuliła ją z całych sił.
- Będzie dobrze. Odwagi. Trzymam kciuki.
Przez chwilę patrzyły sobie w oczy. Ten zastrzyk pozytywnej energii dodał Joannie otuchy. Potrzebowała tego, pomocnej dłoni, kogoś, na kim mogła polegać, kto całym sercem był po jej stronie.
- Zadzwonię.
Kiedy wyszła, Wiktoria wróciła na parkiet z kolegami z roku.
Wieczór był ciepły, Aśka i Mikołaj nie zamierzali brać taksówki, szczególnie że do mieszkania dziewczyn było około piętnastu minut spacerkiem. Joannie zrobiło się jednak zimno, pomyślała, że to ze zdenerwowania. Mikołaj zdjął marynarkę i założył jej na ramiona.
- Dzięki - szepnęła.
Zawsze był szarmancki i to jej się bardzo podobało, zresztą nie jej jedynej. Trzeba przyznać, że Mikołaj był prawdziwym dżentelmenem, umiał sobie zjednywać sympatię płci pięknej, a robił to z taką lekkością i wdziękiem, że panie, które miały z nim kontakt, co chwila wzdychały na jego widok.
- Chętnie bym cię teraz objął, żeby cię ogrzać - uśmiechnął się zawadiacko.
- Jestem za.
- Obiecuję, że jak tylko dojdziemy do mieszkania...
- Czemu nie możesz tego zrobić tutaj? - zapytała cicho, ledwo słyszalnie, jakby bała się, że swoim pytaniem go spłoszy.
Mikołaj zatrzymał się po tych słowach. Zrobiła to samo, spojrzała na niego.
- Przecież wiesz. Rozmawialiśmy o tym.
- Tak... masz rację. Zostawmy to. Chodźmy do domu.
Pomyślała, że zupełnie niepotrzebnie zaczynała ten temat, powinna była poczekać, aż będą sami i nie będą się musieli krygować czy udawać, że są zwykłymi znajomymi, których nie łączy nic poza relacją student-asystent. Mikołaj wyczuł jej rozczarowanie, ale nie chciał marnować tak pięknie rozpoczętego wieczoru. Nie mógł co prawda zdobyć się na żaden romantyczny gest, kiedy wokół byli ludzie, ale wpadł mu do głowy pewien pomysł. Uśmiechnął się sam do siebie. Pod blokiem spojrzał z czułością na Aśkę. Była piękna, jej oczy pełne blasku, chciał się w nich zatopić, jej kształtna sylwetka, która doprowadzała go do obłędu. Była jedną z piękniejszych kobiet, z jakimi kiedykolwiek się spotykał, a mógł mieć praktycznie każdą. Mógł wybierać jak w dorodnych owocach i sięgać po te, na które akurat przyszła mu ochota. Teraz miał ochotę na nią, młodą, piękną, dobrze zapowiadającą się koleżankę po fachu.
- Będę za dziesięć minut - powiedział i puścił jej oczko.
- Czekam - odparła i zniknęła w progu bloku.
Mikołaj tradycyjnie odbył mały spacer, by sprawdzić, czy nikt go nie śledzi. Choć dobrze żył z prasą, nigdy nie mógł być pewien, czy za rogiem nie czai się paparazzi, który będzie chciał zarobić na kompromitującym go zdjęciu.
Kiedy po dziesięciu minutach Mikołaj się nie pojawił, Joanna zaczęła się martwić. Nie tylko chciała, ale musiała z nim porozmawiać, i to jak najszybciej. Zaczęła nerwowo chodzić po pokoju, jej myśli krążyły tylko wokół jednego tematu: kiedy te drzwi się otworzą i stanie w nich Mikołaj, żeby mogła mu powiedzieć o dziecku. Gdy jednak drzwi się otworzyły, widok Mikołaja z wielkim bukietem czerwonych róż i butelką szampana totalnie ją zaskoczył i wzruszył jednocześnie. Cały plan rozsypał się jak filiżanka z porcelany, która upadła na kafelki.
- Potrafię być romantyczny.
- To fakt.
Podeszła do niego i pocałowała czule. Poczuła zapach jego skóry, ten sam dobrze jej znany zapach perfum, który tak ją podniecał. Wtuliła się w niego, poczuła zapach wina, które tego wieczoru pił Mikołaj. Zrobiło jej się niedobrze, zbladła. Ze wszystkich sił próbowała powstrzymać napływającą falę torsji. Wzięła kwiaty od Mikołaja i na chwilę schowała się w kuchni. Odkręciła wodę i zwilżyła szyję.
- Coś się stało?
Mikołaj wszedł i stanął tuż za nią. Czuła na karku jego oddech, co wywoływało miłe, delikatne dreszcze. Musiała szybko się pozbierać. Włożyła kwiaty do wazonu. Odetchnęła głęboko i się odwróciła, starając się ukryć złe samopoczucie. Zaczął całować jej szyję. Trudno było jej się oprzeć, ale wiedziała, że musi wyznać mu prawdę.
- Chciałam z tobą porozmawiać.
Mikołaj spojrzał na nią uważnie, chwycił butelkę i sięgnął do szuflady po korkociąg.
- Nie ma pośpiechu, możemy pogadać, noc jeszcze młoda.
Joanna nie wiedziała, jakich słów użyć, jak przekazać taką wiadomość. Stała przez chwilę w bezruchu i przygryzała dolną wargę, gorączkowo myśląc, jak powinna to rozegrać.
- Co się dzieje? - zapytał i podał jej kieliszek z szampanem.
Joanna popatrzyła na bąbelki unoszące się w szkle.
- Zaczynam się martwić.
- Nie... - Wzięła głęboki oddech. - Nie wiem, jak ci to powiedzieć.
- Najlepiej prosto z mostu.
- Musimy porozmawiać o wspólnej przyszłości.
- O czym?! - parsknął Mikołaj i upił łyk ze swojego kieliszka.
- Nie chciałeś się afiszować...
- I nadal nie chcę - wszedł jej w słowo. - Rozmawialiśmy o tym i wydawało mi się, że wyraziłem się jasno. Nie chcę, żeby ktokolwiek o nas wiedział... Czegoś ci brakuje w naszym układzie? - zapytał.
Zbliżył się, chwycił ją w talii i przyciągnął do siebie. Znów zaczął całować jej szyję, chcąc zamknąć trudny temat i przejść do przyjemniejszej części wieczoru. Joanna odsunęła się minimalnie i spojrzała mu w oczy. Targały nią emocje, zabolało ją, że użył słowa układ, by opisać ich związek. Z drugiej strony stał tak blisko, że prawie słyszała bicie jego serca i była pewna, że biło właśnie dla niej. Chciała się w niego wtulić, całować go i zapomnieć o całym świecie, a szczególnie o dziecku. Nie mogła jednak odwlekać w nieskończoność tej rozmowy i ukrywać przed nim prawdy. Nie chciała trwać w zawieszeniu. Musiała się zmierzyć z rzeczywistością.
- A jeśli wydarzyło się coś, co może zmienić tę sytuację?
- Co takiego?
- Jestem w ciąży - powiedziała cicho.
- Co?!
- Będziemy mieli dziecko.
Uśmiechnęła się delikatnie, bojąc się jego reakcji. Serce waliło jej jak oszalałe. Odetchnęła głęboko, ulżyło jej, powiedziała to, wyłożyła kawę na ławę, teraz czekała na ruch Mikołaja. Był zszokowany. Na jego twarzy emocje można było czytać jak z otwartej księgi. Złość mieszała się z zaskoczeniem. Brwi uniosły mu się złowieszczo. Chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Dopił trunek ze swojego kieliszka i napełnił go ponownie.
- Jesteś pewna, że to moje? - powiedział, nie patrząc na nią.
Joanna poczuła nagły chłód. Mikołaj w jednej chwili stał się obcy, całe jego ciepło wyparowało. Do Joanny jego słowa nie dotarły od razu, jakby jej mózg musiał je przetworzyć i dopiero potem zrozumieć. Była zszokowana, że w ogóle mógł pomyśleć w ten sposób.
- Co... co ty mówisz? Co to za pytanie? Oczywiście, że tak.
Poczuła wielki zawód, ból przekłuwający serce, łamiący je na pół.
- Jak w ogóle mogłeś pomyśleć, że nie jestem ci wierna?
- Zatrzymaj się na chwilę! Nie wymagałem wierności.
Joannie nie mieściło się w głowie to, co słyszy. Ciśnienie rozrywało jej głowę, krew pulsowała, nie mogła wziąć oddechu. Czuła, że musi się uspokoić i zebrać myśli.
- A ty? - zapytała cicho.
- Co ja? Chcesz wiedzieć, czy jesteś jedyną kobietą w moim życiu?
- A jestem?
- Jesteś naiwna. Naiwna i cwana.
- Co?! Mikołaj...
- Wymyśliłaś sobie, że się ustawisz, co?
- Mikołaj, co ty mówisz? Jak... jak możesz?
Z oczu zaczęły jej spływać łzy. Świat, który chwilę temu wydawał jej się ułożony i zaplanowany, nagle się rozpadł, jakby ktoś wymazał go gumką. Tym kimś okazał się Mikołaj, pierwszy mężczyzna w jej życiu, dla którego zwariowała z miłości, złamała wszystkie swoje zasady. Wpuściła go do serca i łóżka. Pozwoliła, by całkowicie zapanował nad jej uczuciami i ciałem. Starała się zaspokoić każdą jego zachciankę, a on bez mrugnięcia okiem deptał jej uczucia.
- Nie planowaliśmy wspólnego życia. Dobry seks, miło spędzone wieczory i tyle. Nie rozmawialiśmy o wspólnym życiu. Nigdy ci tego nie obiecywałem!
Mikołaj był wzburzony, podniósł głos, co zdziwiło Joannę. Nie widziała go nigdy w takim stanie. I choć sama była roztrzęsiona, wiedziała, że kłótnia nie przyniesie niczego dobrego.
- Uspokójmy się. Usiądźmy i porozmawiajmy.
- O czym chcesz spokojnie rozmawiać?! Nie chciałem się ujawniać, więc pomyślałaś, że złapiesz mnie na dziecko?!
- Mikołaj, nie mów tak. To są jakieś bzdury. Jesteś moim pierwszym facetem... kocham cię.
Joanna czuła, że zabrzmiało to naiwnie, desperacko, ale taka była prawda. Nie bacząc na konsekwencje, nie analizując, oddała siebie. Patrzył na nią. Zbierał myśli. Widziała, że w środku aż wrze. Mogła się spodziewać każdej reakcji. Najbardziej chciała, aby się roześmiał i powiedział, że to był głupi żart, że ją kocha i kocha ich wspólne dziecko, zamiast tego usłyszała coś, co wprawiło ją w osłupienie.
- Jestem żonaty.
Popatrzyła mu w oczy, nie mogła uwierzyć. Pytała go o to, zbywał ją. Pamiętała, jak mówił, że głupie pismaki wymyślają i nie można im we wszystko wierzyć. Tak bardzo chciała mu wierzyć, że oszukała swoją intuicję, a on przez cały ten czas kłamał. Oszukiwał ją, oszukiwał żonę, ale to ona była tą drugą. Chciała krzyczeć, poczuć wściekłość, ale zdawało jej się, że jest w środku pusta. Nie mogła wydobyć głosu. Oczy paliły ją, mimo to próbowała powstrzymać napływające łzy. Było jej wstyd, czuła ogromny żal. Zastanawiała się, jak mogła być taka głupia. Wierzyła mu bezgranicznie. Cokolwiek by jej powiedział, serce, głupie serce podpowiadało, że tak właśnie jest. Naiwna, jaka strasznie naiwna była.
- Kochasz ją?
- Aśka...
- Odpowiedz. Kochasz ją?
- Kocham.
Nie takiej odpowiedzi się spodziewała. Chciała, aby powiedział, że nie, że to był błąd, że od dawna walczy o rozwód.
- Kim dla ciebie jestem? Po co to było?
Nie odpowiadał.
- Posłuchaj. Jeśli to naprawdę moje dziecko, będę ci pomagał finansowo, ale nikt nie może o tym wiedzieć.
- Wyjdź.
Patrzył na nią, zastanawiał się, co zrobić. Co mógłby powiedzieć, żeby uciszyć Joannę, żeby nie narobiła głupstw? Był na siebie wściekły, emocje wzięły nad nim górę, nie tak powinien był poprowadzić tę rozmowę.
- Gdybyś potrzebowała kasy na badania...
- Idź już, Mikołaj.
Joanna była na skraju swoich emocji. Czuła, że tego dnia umarła jakaś cząstka jej serca. Mikołaj wyszedł z mieszkania, a ona opadła bezwładnie na podłogę i zaczęła płakać. Czuła się poniżona, zbrukana. Chciała zniknąć. Strach, który się pojawił, okazał się obezwładniający. W głowie pojawiało się tysiące pytań. Dlaczego? Co takiego zrobiła, że Mikołaj odebrał jej siebie, coś najcenniejszego, co ją w życiu spotkało? Nie mogła uwierzyć, że ten sam człowiek, który ją obejmował, mówił, jaka jest zachwycająca, jaka cudowna, ten sam, który zasypiał w jej ramionach, mógł potraktować ją jak gówno, które przykleiło się do jego buta. Docierało do niej, jak bardzo była naiwna w tym związku, idealizowała Mikołaja na każdym kroku, ślepo mu wierzyła. Oddałaby za niego życie bez zastanowienia, a on się tylko nią bawił, wykorzystał i wyrzucił, kiedy pojawiły się problemy. Nie mieściło jej się to wszystko w głowie, nie znajdowała wytłumaczenia dla jego zachowania. Nie potrafiła też zrozumieć, jak mogła mu na to wszystko pozwolić, czuła się tak samo winna jak on.
***
Wiktoria nie mogła uwierzyć, że Mikołaj zachował się w taki sposób. Choć gdzieś w głębi duszy wątpiła w jego dobre intencje, nie spodziewała się, że potrafiłby postąpić aż tak podle. Nie wiedziała, jak pocieszyć Joannę, która wpadła w jakąś katatonię. Cierpiała, nie wstawała z łóżka, nie odzywała się, przestała jeść. Wiktoria próbowała ze wszystkich sił poprawić jej samopoczucie, cokolwiek jednak wymyślała, odbijała się jak od ściany. Joanna straciła sens w życiu, a Wiktoria nie potrafiła jej pomóc go odzyskać, choć z całych sił się starała. Jej przyjaciółka miała poczucie ogromnego zawodu, podjęła ryzyko, otworzyła się przed Mikołajem, a on zdeptał wszystko, co było między nimi i w co wierzyła. Aśka wiedziała, że najłatwiej byłoby zapomnieć, wymazać ten etap ze swojego życia, ale była w ciąży i to dziecko sprawi, że już zawsze będzie miała przed oczami dowód tego, jaka głupia i naiwna była. Brak perspektyw i wiary w to, że się uda, dodatkowo ją przygnębiał. Nie p otrafiła sobie wyobrazić przyszłości, straciła z oczu cel, do którego zmierzała od tak dawna. Jakby ktoś postawił na jej drodze mur, a ona, zamiast myśleć nad sposobem, by go pokonać, całkowicie się poddała.
- Musisz myśleć o dziecku.
Wiktoria po raz kolejny próbowała do niej dotrzeć racjonalnymi argumentami. Obiecała sobie, że się nie podda, nie zostawi jej w tej trudnej sytuacji i będzie ją wspierać bez względu na okoliczności.
- Słyszysz?...
Joanna nie była łatwym przeciwnikiem. Patrzyła tępo w jeden punkt i nie zamierzała wykrzesać z siebie ani odrobiny dobrej woli czy chęci współpracy. Wiktoria wiedziała, że taki stan nie może trwać zbyt długo, tym bardziej że zbliżały się dni zdjęciowe do serialu i obie musiały się stawić na planie w formie.
- Musisz jeść... Martwię się o ciebie... Musimy myśleć o dziecku. Ustalić plan... Aśka... ze wszystkim sobie poradzimy... Ty i ja... tylko musisz pozwolić sobie pomóc.
- Nie chcę o nim myśleć.
Joanna zamknęła oczy, dając przyjaciółce do zrozumienia, że to koniec ich rozmowy. Wiktoria musiała znaleźć inny sposób, aby do niej dotrzeć. Miała nadzieję, że dzięki wizycie na planie zdjęciowym Joanna przypomni sobie, jak bardzo pragnie zostać aktorką, i zacznie walczyć. W tamtym momencie Wiktoria niczego bardziej nie pragnęła niż tego, aby jej przyjaciółka podniosła rękawicę i zmierzyła się z życiem. Współczuła jej całym sercem. Żałowała, że nie spotkała do tej pory Mikołaja. Miała ochotę powiedzieć mu, co o nim myśli. Zapytać, jak mógł zachować się w taki sposób. Dlaczego tak bardzo skrzywdził Joasię? Dlaczego ją okłamywał? Nie umiała ani tego zrozumieć, ani usprawiedliwić. Czuła, że świat powinien się dowiedzieć, że za tym pięknie wykreowanym wizerunkiem dżentelmena kryje się podły człowiek bez zasad. Joanna jednak nie chciała, aby Wiktoria się mieszała. Sama też nie zamierzała nic z tym zrobić. Wierzyła, że karma wraca.
***
Debiut przed kamerą był dla Wiktorii tak ekscytujący, że uśmiech nie znikał z jej twarzy. Bacznie przyglądała się całej ekipie i ich pracy. Zadawała pytania, cieszyła się tym czasem, utwierdzając się w przekonaniu, że to jest właśnie jej wymarzona praca. Czuła dobrą energię, która wypełniała ją i dawała adrenalinowego kopa.Chciała wypaść jak najlepiej, zostawić po sobie dobre wrażenie. Kątem oka widziała, jak Joanna próbuje uczestniczyć w tym, co się działo. Była z niej dumna, pomimo wszystko próbowała być profesjonalna i nie dać po sobie poznać, że ma jakiekolwiek problemy. Wiktoria widziała jednak, że kiedy operator wyłączał kamerę, a zainteresowanie Joanną malało, ona uciekała do garderoby, gdzie nikt jej nie widział. Wiktoria zostawała, przełamywała swoje bariery i zapoznawała się z ludźmi. Pokazywała się ze swojej najlepszej strony, chciała, żeby ją zapamiętali. Naiwnie łudziła się, że z tego epizodu może się rozwinąć coś większego i że chociaż od czasu do czasu będzie się pojawiała na planie. Bardzo by to pomogło i tak już dość mocno nadszarpniętemu budżetowi. Ostatnio w piekarni dziadków nie działo się kolorowo, koszty utrzymania rosły, a w małym miasteczku pojawiła się druga piekarnia oferująca niższe ceny. Oczywiście dziadkowie robili wszystko, by przelewać pieniądze regularnie, ale Wiktoria miała coraz większe wyrzuty sumienia, że jej zachcianka pożera znaczną część ich zysków, i chciała jak najszybciej się uniezależnić.
- Dobra robota - powiedział reżyser, który podszedł do niej po zdjęciach.
Wyciągnął do niej rękę, podała mu swoją, drżąc z podniecenia. Przez głowę przeszła jej myśl, że może jej plan zadziałał i reżyser chce jej właśnie o tym powiedzieć, odsunęła ją jednak jak najszybciej, uznając się za zbyt naiwną.
- Dziękuję. To była przyjemność.
- Cieszę się. Który rok w Akademii?
- Właśnie skończyłam pierwszy.
- Czyli już z górki - roześmiał się.
- Można tak powiedzieć.
Odwzajemniła jego uśmiech, nieco skrępowana. Zawsze się tak czuła w towarzystwie dużo starszych mężczyzn. Nie umiała pozbyć się wrażenia, że znają jej myśli, są w stanie prześwietlić ją na wylot. Szczególnie kiedy ktoś patrzył na nią tak jak teraz Mirek.
- Posłuchaj, widzę w tobie potencjał... - zaczął nieco ciszej, jakby konspiracyjnie.
Na te słowa zrobiło jej się jakoś cieplej na duszy, jakby właśnie zdała jeden z ważniejszych egzaminów.
- Dziękuję, zawsze wkładam serce w to, co robię. - Skarciła się w myślach za te słowa, zabrzmiały uczniowsko.
- Dam ci wizytówkę, zadzwoń do mnie koniecznie. Myślę, że będę mógł ci pomóc. - Podał jej kartonik, uśmiechnął się i ruszył w stronę reżyserki.
Wiktoria stała przez chwilę wpatrzona w czarną wizytówkę z białymi napisami i zastanawiała się, czy to będzie jej przepustka do świata filmu i seriali. Miała wrażenie, że unosi się nad ziemią, ktoś ją dostrzegł, docenił za to, w jaki sposób pracowała dziś na planie. Była wniebowzięta. Chciała od razu biec i opowiedzieć Joannie, co się wydarzyło, ale zatrzymała się w pół kroku. Postanowiła porozmawiać z przyjaciółką, jak tylko wrócą do domu. Najpierw jednak chciała zrobić coś, co uwieczni ten moment, chciała celebrować pierwszy raz na planie serialu i pierwszy mały sukces. Wysłała Joannę przodem, a sama pobiegła do cukierni, żeby kupić ciastka. Wiedziała, że to nie wymaże ostatnich wydarzeń z życia Joanny, ale liczyła na to, że dzięki małym krokom, małym przyjemnościom odzyska dawną radość. Wybrała dwa kawałki bezy z kremem i owocami. Jak na skrzydłach pędziła do mieszkania. Ten dzień dał jej zastrzyk pozytywnej energii. Chciała go celebrować, napa wać się tym cudownym uczuciem satysfakcji po skończonym dniu zdjęciowym. To, że jej rola była bardzo mała, nie miało dla niej żadnego znaczenia, cieszyła się każdym momentem, w którym była na planie. Była częścią tego serialu, poczuła się aktorką. Nabrała odwagi, utwierdziła się w przekonaniu, że to jest jej droga życiowa, że postawienie wszystkiego na tę kartę było słuszną decyzją.
- Mam nadzieję, że jesteś głodna. Przyniosłam bezę z malinami.
Weszła do domu cała w skowronkach. Jako że przyjaciółka jej nie odpowiedziała, zajrzała do kuchni i do sypialni, ale nie było tam Joanny. Uśmiech zniknął z twarzy Wiktorii.
- Aśka.
Drzwi do łazienki uchyliły się, a po chwili Joanna stanęła w przedpokoju cała zakrwawiona, blada i przestraszona. Z oczu płynęły jej łzy. Dłonie miała we krwi.
- Mój Boże...
Wiktoria zdążyła powiedzieć tylko tyle, zanim jej przyjaciółka upadła na podłogę i uderzyła głową w szafkę na buty.
Wtedy też siedziała w ciemnej sali szpitalnej na niewygodnym krześle i patrzyła na śpiącą na łóżku Joannę. Miała zakrwawione ubranie. Patrzyła na ciemne, wyschnięte plamy i usilnie próbowała je zetrzeć, zasłonić, żeby ich nie widzieć, żeby nie przypominały tego, co się właśnie wydarzyło. Joanna poroniła. Wiele lat później, siedząc przy niej, Wiktoria doskonale pamiętała to uczucie przygnębienia, które jej wtedy towarzyszyło. Uczucie strachu, a jednocześnie gotowość do niesienia pomocy. Kiedy wtedy siedziała przy śpiącej przyjaciółce, obiecała sobie, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by ta zapomniała o nieszczęściu, jakie ją spotkało, i aby wróciła do normalnego funkcjonowania. Jak mawiała jej babcia, czas goi rany. Wiktoria wiedziała, że nic nie wydarzy się z dnia na dzień, ale chciała być przy niej. Pomóc jej przejść przez każdy z etapów godzenia się i radzenia sobie z tą okrutną stratą. Nie dość, że straciła miłość, która zdawała się dla niej wszystkim, to jeszcze straciła dziecko, które miało dawać jej radość. Została obnażona, poniżona, odarta ze złudzeń i marzeń. Okrutna lekcja życia, jaką dostała, już na zawsze z nią zostanie. Ważne, aby miała powód, by się podnieść.