Podwieczorek nad strumykiem - Andrzej Gierech

Kup ebooka

8.08 zł
6.71 zł (8,08 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Z Jodłowej Puszczy

Gdy pustą noc trzymałem w ramionach

obrazy niebieskich sfer

wciskały się bez kolejki

Zeszyt Zielony sfrunął z uwięzi

- twoja kronika wyprawy

liryka jodłowych gór

W stodole po sianokosach

Ciekoty Żeromskiego

spaniem częstowały

noc usta wilży

czułym zabawom w sianie

księżyc zasłaniał oczy

grał z nami w chowanego

Z Masłowej szybowce

na głos jutrzni

w blasku słońca

do lotu gotowe

na lnianym podobrazie

niebo po horyzont

białe owce pasie

wicher dyryguje jodłami

jęki chorałów słychać

I jodłom i górom złotym

pokłon składałaś

i radośniałaś i piękniałaś

gotując dla nas zupę

w garnku.

Na Łysogórskim gołoborzu

staliśmy w chmurach urzeczeni

Wycie orkanu słychać Wtuliłaś

we mnie swe ramiona - grzmot jak gong

sabat ogłaszał - 7 czarownic

na miotłach obok nas leciało

Chciwie złapałem cię za rękę

Srebrna nić na gałązce jodły

świeci do dziś.

Z wiatrem pod rękę

Dziwię się dziewczynie

w figlarnej sukience

co z wiatrem na kawę

chodzi pod rękę

Wiatrowi się nie dziwię -

zazdroszczę wiatrowi

Ciebie oczajduszo

do szeregu

róża wiatrów

wzywa

Bacz jednak gdy zefirowi

randkę ze słodką damą

dajesz

młodzikowi

Wicher zaś szalony

wyślij szybko

złym piratom

za ocean

w darze

A dziewczynę zostaw

Bławatek pyszne lico splata

wierzę że ten brylant

sam zaniosę za horyzont

poza krańce świata

Trzymając za rękę

częstując zachwytem

upojne kolory nieba

rajskim ukażę kalcytem

I ten obraz kuszący

strunę duszy chwyci

Dziewczynę wtedy

w jej słodkim udarze

chciwie milionami całusów

nieskromnie obdarzę

Puste niebo

Pasjanse kładę nieprzerwanie

odmierzam ciszę twoją jak lunatyk

tak muzykuję Ewo!...

Sputnika śpiew na pustym niebie chwytam

swych ramion moc potwierdzam we śnie

bez ciebie Ewo!...

Błądzę bez celu po znajomych miejscach

szukam twych śladów motylu kochania

wołam cię Ewo!...

Zrywam pęk dziewcząt kawiarnianych

i rozmów pustych godziny liczę

ich kwiat nie płonie Ewo!...

Obecnie nie znam już twego uśmiechu

co dzień odsłaniam trwogę szarym rankiem

o ciebie Ewo!...

Pod powiekami twój portret płonie

zadusi mnie tęsknoty sznur

za tobą Ewo!...

Dzisiaj myślami stopy twe obmywam

pod narty świeży puch ci kładę

słońce zapalam ci Ewo!...

Teraz złorzeczę sobie w twarz pluję

świt jasny w czarną otchłań zmieniam

żyję i umieram -

ciebie tylko wielbię i ciebie całuję

Nad morze po renesans miłości

Po renesans miłości

nad morze wracamy.

Na dzikiej plaży dziś bryłę

bursztynu znalazłaś łatwo

cieszysz się i smucisz nad losem

owada uwięzionego przed wiekami.

Mówisz, że skargę przepełnioną bólem

do księgi bursztynu złożył.

Spójrzmy jak rybitwa szybuje nad wodą,

lotem błyskawicy nurkuje po zdobycz.

Ryba miota się w stalowym dziobie,

ogonem bije i płetwy rozkłada

- daremnie.

Łabędzie z powagą suną blisko plaży,

malują godność, pozorują spokój.

Krzyk mewy szum fal zagłusza.

Wiatr śpiewa, ukryte myśli

śle prosto do nieba.

Sierpniowy dzień się chyli,

wieczór nadchodzi.

Morze oddycha ciszą.

Horyzont zasypia w objęciach

bezkresu morza.

Różową tarczę słońca

po stopniach rutyny

zatapia co dzień

głębia morskiej otchłani.

Spłynął mrok z przestworzy.

Szara godzina stanęła obok.

Duch morza za serce chwyta,

prowadzi do świata, którego nie znamy.

Zbliża się noc - wracamy.

Wiosenna noc

Wiosenna noc -

to para zakochanych

gwiazdy spadają do stóp

czułe spojrzenie twoje

trwaj chwilo trwaj po grób

Spragnionych zmysłów czas nadchodzi

płomienie żądz chwytamy chciwie w dłonie

już rozkwitł dla nas kwiat jabłoni

życie powraca i ogień w sercach płonie

Dyskretna woń pierwszych kwiatów

świece kasztanów jak amfory greckie

łaknie kret znów tęgich batów

zniewagi bolą - obelgi niecne

Z wystawy Urbino zaprasza Wenus

magiczność jej do cna już sczezła

Tylko u Ewy oczy jak lazur nieba

i dusza czysta jak łza

Wiosenna noc -

z mchu rozpalam łoże Zatopi noc

twój opór dnia I zmysłów żar

uniesie w niebo nasze ciała

ten krzyk - rajskiej miłości dar

Nad Uplikiem

W rajskim ogrodzie nad jeziorem

wysmukłą łanię wśród sosen

dojrzałem. Jak głodny wilk z oczu cię

nie spuszczam jak byk z porożem

nie oddam nikomu Przepych jej ciała

świat olśniewał wokół

Ryk mego serca kruszy opór łani

- dusza kochana już od zarania

Usta twoje wargami otwieram

łabędzią szyję chciwie całuję

Polne koniki w koncertach się stroją

Piersi twe w mych dłoniach

dojrzałe pełne grona z ciemną

maliną w środku

Leśne echo ciszą powraca

Zwabiony żuk biegnie tu

na zwiady czyżyk szybując nad

wodą pióra przed snem umywa.

Niżej piersi twój brzuch

- pszeniczne łany Van Gogha -

oknem nieboskłonu Wenus

w jedwabnej poświacie

pierwsze promienie rozdaje.

Krok po kroku ma dłoń

słodkie zakamarki twego

ciała całuje i na brzeg

łaknącej gwiazdy prowadzi

Księżyc ruszył znad chmury

w lustrze jeziora swe ciało

brylantami złoci Srebrzyste

światło rozpala kochanie

Zapada noc

Szum planet śpiewa na orbicie

Cisza stanęła wokół.

Serca w ekstazie migocą

- pulsuje muzyka sfer

Spojrzenie

Gdy przed miesiącem

dałaś mi znienacka spojrzenie

ze źródła palących pragnień,

zwiastując - jestem!

- w salonie, w różanym gaju,

i na sofie.

Spojrzenie jaśniejsze

od zorzy poranka -

kiedy oblubienica przed nocą

wita kochanka.

Szukałem cię w mych myślach

gładkich i kudłatych

- wszak nie sposób usunąć

z męskich tęsknot

głodu czułego spojrzenia.

A może już przed wiekami

dostałem je wprost

z serca twej duszy?

i w żyłach krew ruszyła wtedy

na spotkanie z tobą?

Los sprawił jednak, że przez te

lata głuche ciała nasze i dusze

nie smakowały rozkoszy spotkania.

Te okrycia dusz naszych

płaszcze i kapelusze - niespokojne lica.

Twoje wiatr porwał z kłującego łącza.

Moje zaginęły w czasie.

Dziś spadłaś na krawędź pożądania

i czczej godziny -

Afrodyta luby znak przesyła.

Przyszłaś niepostrzeżenie

jak zagubiony promień słońca,

który błyskiem swym przedarł się

przez czarne skrzydła nocy.

A może to był sen,

cudne manowce

rozkosznego świata zakątek?

W kosmicznym pyle bywają czasem

sny nieodgadnione,

rajskich ogrodów otwarte wrota,

sny tajemne,

jak spojrzenie, które i tak

nawet nie pytając o zgodę

zabiorę, gdy wkrótce wyruszę

w daleką drogę.

Samotna jodła

na drodze którą przemierzałem

spotkałem samotną jodłę

doprawdy całkiem jak ja

czemu tu stoisz taka zagubiona

niemądre pytanie zadaję

a ona tłumaczy

żyliśmy tu od lat wielu

w gromadzie sporej

przyjaźń i miłość na całe życie

blisko mnie silny młodzian

uwodził żółtymi kwiatami

- uścisk jego niósł ukojenie

wszyscy odeszli za sprawą człowieka

piłami strzelali po kolei

mord sakramentalny

na naszych ciałach

leżą teraz krzyżem w sągach

jak przed kremacją pomarli

więc skoroś od nich

po co mi dokuczasz

dziś wiatr bez pardonu

chłoszcze moje włosy

i kibić wygina

wysycham bez przyjaciół

nie pojmiesz tego tyś wróg nasz

- człowiek

protestuję głucho

jam także samotny

ledwie kołaczę między chmurami

przed wszechświata obrazem staję

śpiewu nie słyszę

dotyku dłoni czułej zapomniałem

ciepłego gestu nie widziałem od wieku

mnie czas pocałunkiem zdradził

rdzą pokryty epizod waży dzisiaj

małą łzę

wzrok rzuciła na mnie

spojrzała mi w oczy

zieloną gałązkę w pobliżu serca

trzymam do dziś