Odpowiemy przeciwuderzeniem!
- Przechodzę teraz do najistotniejszej części dzisiejszego raportu... -
szef OSS1, pułkownik William Donnovan, sięgnął po kilka kolejnych
kartek gęsto wypełnionych pismem maszynowym. Zgodnie z ustalonym
zwyczajem ostatni punkt jego wystąpienia podczas cotygodniowych narad w gabinecie prezydenta z udziałem kierowniczego gremium sił zbrojnych USA
dotyczył tajnych badań i doświadczeń, prowadzonych w państwach osi,
zwłaszcza w Niemczech i Japonii. Była to już wyłączna domena wywiadu, bo
tylko z jego źródeł przenikały co pewien czas informacje o wysiłkach
nieprzyjaciela nad opracowaniem nowych typów broni, amunicji i sprzętu,
jeszcze niewdrożonych do produkcji seryjnej, ale już znajdujących się w różnych fazach projektów, prototypów bądź poddawanych intensywnym próbom
poligonowym. Tym razem przedmiotem uwagi zebranych miała być broń
szczególnego rodzaju, najgroźniejsza ze znanych i po raz pierwszy użyta
w końcowym okresie I wojny światowej.
- Od dłuższego czasu - kontynuował Donnovan - nasza sieć sygnalizuje o niepokojących postępach Niemców w prowadzonych przez nich
przygotowaniach do użycia chemicznych środków bojowych, to znaczy gazów.
Zdołaliśmy już uzyskać pod tym względem dosyć pełny i przejrzysty obraz
sytuacji, którego lekceważyć nie można. Wnioski przedstawię później, na
wstępie chciałbym bowiem przypomnieć właściwości broni chemicznej. Jak
wiadomo, dla życia ludzkiego najgroźniejsze są, a raczej były do
niedawna, oznaczane żółtym krzyżem gazy żrąco-parzące, jak iperyt lub
luizyt, oraz wyróżniana krzyżem zielonym grupa gazów duszących w rodzaju
fosgenu czy chloropikryny. Niemcy przywiązują wagę także do innych,
pozornie mniej groźnych, rodzajów chemicznych środków bojowych. Gazy
łzawiące, występujące u nich pod fabryczną nazwą O-Salz albo handlową
Omega, mają zmusić zaatakowanych do założenia masek, utrudniając im w ten sposób orientację i ograniczając zdolność do wykonania wysiłku
fizycznego. Zupełnie przeciwne zadanie mają inne gazy drażniące z grupy
oznaczonej krzyżem niebieskim, jak np. adamsit. Działając na śluzówkę
nosa i gardła powodują gwałtowny kaszel, toteż bardzo mała ich ilość,
jaka przy wdechu dostaje się do dróg oddechowych, powoduje konieczność
zrzucenia maski. Produkcję gazów bojowych wznowiono w Niemczech po
dojściu do władzy partii narodowosocjalistycznej. Przygotowania do wojny
z użyciem gazów prowadzone były jednak już znacznie wcześniej, czego
wyrazem może być nacisk, jaki dowództwo Reichswehry kładło na rozwój
tzw. Nebeltruppen, oddziałów rakietowych miotaczy pocisków do kładzenia
zasłon dymnych i rozsiewania chemicznych środków bojowych. Inne
doświadczenia prowadzono nad rozpylaniem gazów z samolotów oraz
stosowaniem niewielkich przenośnych pojemników do skażania terenu.
W tysiąc dziewięćset trzydziestym czwartym roku dowództwo sił zbrojnych
wykupiło przedsiębiorstwo Montanindustrie GmbH, za pośrednictwem którego
mogło odtąd finansować oraz ukierunkowywać działalność niemieckiego
przemysłu zbrojeniowego. Wysokość prowadzonych poprzez Montanindustrie
inwestycji wzrosła z około szesnastu milionów marek w tysiąc dziewięćset
trzydziestym piątym roku do przeszło miliarda w roku tysiąc dziewięćset
trzydziestym dziewiątym. Zarówno Montanindustrie, jak i osławiony
koncern chemiczny I.G. Farbenindustrie, odegrały decydującą rolę w przygotowaniu i rozwinięciu produkcji gazów bojowych.
- Może nieco dokładniej - przerwał dowódca marynarki, admirał Ernest
King. - nie interesuje nas sama nazwa koncernu, skądinąd dobrze znana,
ale to, co się za nią kryje.
- To stara historia. Kilka czołowych niemieckich przedsiębiorstw
chemicznych, jak znana firma farmaceutyczna Bayer czy wytwórnia
barwników Hoechst powołały do życia w tysiąc dziewięćset dwudziestym
szóstym roku Industriegemeinschaft der deutschen Teerfarbfabriken,
wspólnotę interesów niemieckiego przemysłu barwników anilinowych. IG
Farbenindustrie czy IG Farben to skróty tej nazwy. Właśnie zakłady IG
Farben w Ludwigshafen wyprodukowały w tysiąc dziewięćset trzydziestym
szóstym roku pierwsze tony gazu łzawiącego, chloroacetofenonu, którego
wytwarzanie podjęła wkrótce potem fabryka w Seeltze koło Hanoweru.
Kolejnym etapem było zbudowanie w Ammendorf nowego zakładu,
wytwarzającego różne odmiany gazu parzącego, iperytu, skąd przekazano go
do składnic Wehrmachtu w tysiąc dziewięćset trzydziestym ósmym roku po
raz pierwszy. W tym czasie rozpoczął pracę w Lödenburg inny, nowy
zakład, gdzie produkowano gaz drażniący arsinol. Wspomniałem o tym, że
gazy parzące były przez wiele lat najgroźniejszym rodzajem chemicznego
środka bojowego. Tymczasem w latach trzydziestych udało się niemieckim
naukowcom pracującym nad otrzymaniem nowych środków owadobójczych odkryć
wyjątkowo toksyczne właściwości pochodnych organicznego kwasu
fosforowego. Tak powstał zupełnie nowy rodzaj gazów bojowych,
porażających centralny układ nerwowy. Dla dokładnego zrozumienia tej
sprawy potrzebny byłby obszerny wykład, powiem więc tylko, że ta brązowa
substancja paruje w powietrzu i dostać się może do organizmu zarówno
przez drogi oddechowe, jak i przez skórę. Jeden, dwa miligramy
wchłoniętego gazu powodują uporczywe, silne bóle głowy, osłabiając
zdolność koncentracji, pięć, dziesięć miligramów skurcze mięśni,
osłabienie wzroku i upośledzenie systemu przewodzenia sygnałów
nerwowych, a więcej niż piętnaście miligramów całkowite porażenie
systemu oddychania i śmierć. Od tego gazu nie chroni żadna ze
stosowanych obecnie masek przeciwgazowych. Na skalę laboratoryjną
otrzymano go po raz pierwszy w tysiąc dziewięćset trzydziestym siódmym
roku, a przeprowadzone wkrótce potem doświadczenia na zwierzętach
wykazały wyjątkową jego toksyczność: gdy dla fosgenu śmiertelne stężenie
wynosiło trzy tysiące pięćset miligramów w metrze sześciennym powietrza,
to w tym przypadku wystarczało tylko czterysta miligramów. Mieliśmy
sporo trudności z jego rozszyfrowaniem. W różnych meldunkach występowały
nazwy: Z-Stoff, Trilon-83, Gelan, Grünring-3 lub Stoff-100. Teraz wiemy,
że były to używane w różnych stadiach badań i eksperymentów kryptonimy
tego samego preparatu wytwarzanego obecnie pod nazwą Tabun. Wynalazcą
jego jest niejaki doktor Gerhard Schrader. Zdobyliśmy o nim trochę
informacji, może się to przydać. Wiek, czterdzieści lat, od tysiąc
dziewięćset trzydziestego roku pracuje w ośrodku badawczym firmy Bayer w Wuppertal-Elberfeld w Westfalii. Jest on także współtwórcą innego gazu,
który od jego nazwiska i nazwisk współpracowników: Ambrosa, Rittera i Lindego otrzymał nazwę "Sarin", choć stosowano także i inne, jak T-46
lub T-114. Jest on czterokrotnie silniejszy od Tabunu!
W dalszej części swego raportu William Donnovan dość szczegółowo omówił
dalszy rozwój produkcji gazów w Niemczech.
Poinformował zebranych, że produkcja ich wymagała zastosowania
szczególnych środków ostrożności i specjalnych technologii, stąd zapadła
decyzja wytwarzania ich w nowych zakładach. Szukając właściwej
lokalizacji, brano pod uwagę przede wszystkim odległość od brytyjskich
baz lotniczych. Wybór padł na niewielkie miasteczko Brzeg Dolny nad Odrą
na północ od Wrocławia, gdzie w 1939 roku rozpoczęto wstępne prace.
Wstrzymano je po zwycięstwie nad Francją, wznowione zostały po napaści
na Związek Radziecki.
Równolegle ze wzrostem produkcji Wehrmacht pod względem organizacyjnym
przygotowywał się do wojny chemicznej. Już w 1938 roku istniały dwa
liniowe dywizjony rakietowych moździerzy i wkrótce utworzono dwa dalsze,
które w chwili wybuchu wojny dysponowały stu miotaczami wzór 35. Każdy z nich mógł w ciągu jednej minuty wystrzelić na odległość trzech
kilometrów do piętnastu dziesięciocentymetrowych pocisków o wadze
siedmiu kilogramów. Koszt takiego miotacza wynosił tysiąc pięćset marek,
na jego wyprodukowanie potrzeba było tylko dwieście godzin roboczych. W razie potrzeby masowa produkcja nie przedstawiałaby większych trudności.
Do skażenia terenu skonstruowano półgąsienicowe pojazdy ze zbiornikami o pojemności dziewięciuset litrów, jak też samochody z przyczepami, przy
pomocy których można było rozsiewać w ciągu sekundy jeden kilogram
chemicznego środka bojowego.
Przygotowania takie prowadziła także i Luftwaffe. Ponieważ praktyczne
doświadczenia wykazały wkrótce, że bezpośrednie rozsiewanie środków
chemicznych z samolotów, wymagające wykonywania lotów na bardzo małych
wysokościach i z niewielką prędkością, nie może być stosowane we
współczesnych warunkach bojowych - przystąpiono do produkcji
dwustupięćdziesięciokilogramowych bomb, zawierających obok niewielkiego
ładunku wybuchowego, także sto pięćdziesiąt litrów gazu bojowego w płynnej postaci. Pozorujące zastosowanie gazów bojowych jednostki
miotaczy, pionierów i lotnictwa uczestniczyły we wszystkich większych
przedwojennych ćwiczeniach Wehrmachtu.
Mówiąc o niemieckich poglądach na możliwości zastosowania gazów
bojowych, Donnovan podkreślił, że Niemcy będą dążyć w działaniach
obronnych do stworzenia szerokiej skażonej strefy zaporowej na
podejściach do własnych pozycji, natomiast podczas działań zaczepnych do
zbombardowania miast w kraju przeciwnika w celu zakłócenia pracy w przemyśle, sparaliżowania komunikacji oraz wywołania paniki wśród
ludności.
Jakkolwiek Wehrmacht już w chwili wybuchu wojny dysponował znacznymi
ilościami chemicznych środków bojowych, to jednak z początku użycie ich
uważano w niemieckim kierownictwie politycznym i wojskowym za zbędne,
wobec szybkich zwycięstw w kolejnych kampaniach. Za niedostateczne
uważano natomiast zabezpieczenie ludności cywilnej. Do 1942 roku
wyprodukowano 28 milionów masek przeciwgazowych, co wystarczało dla
około 40 procent ludności. Poza tym jakość masek przeznaczonych dla
cywilów znacznie odbiegała od jakości masek wojskowych. Gdy te ostatnie
chroniły na przykład przed chloropikryną przez 35 minut, to cywilne
tylko 18 minut. W odniesieniu do fosgenu porównanie to było jeszcze
bardziej niekorzystne, wynosząc w wypadku maski wojskowej 31 minut,
natomiast cywilna chroniła tylko 5 minut.
Rozbudowa przemysłu gazów trujących trwała cały czas. Do istniejących
zakładów doszły jeszcze: Wolfen w Saksonii, gdzie wytwarzano fosgen,
Hüls, gdzie produkowano iperyt, i Hahnenberg, tam gazy drażniące.
Fabryka iperytu w Trostberg koło Gendorf rozpoczęła produkcję w maju
1942 roku, pod koniec tegoż roku zatrudniała już 1750 robotników i przeszło 300 pracowników umysłowych. Jak na wysoce zautomatyzowany
zakład chemiczny była to liczba znaczna, świadcząca o masowej produkcji.
Koszt tej budowy przekroczył 100 milionów ówczesnych marek.
Duże nakłady finansowe poniesiono w związku z budową zakładów w Dyhernfurth. Z końcem 1942 roku pracowało tam już blisko tysiąc
robotników i przeszło stu pracowników umysłowych. W najbardziej
niebezpiecznym dla zdrowia dziale napełniania płynnym gazem pocisków
artyleryjskich zatrudniono więźniów obozów koncentracyjnych. We wrześniu
1942 roku rozpoczęto tu wytwarzanie tabunu, równocześnie przystępując do
wznoszenia następnej części zakładów, gdzie miał być produkowany sarin.
Przy robotach budowlanych pracowało tam trzy tysiące więźniów.
Rozpoczęto też budowę fabryki zwanej "Seewerke" w Falkenhagen niedaleko
Frankfurtu nad Odrą W 1943 roku pracowało tam przeszło półtora tysiąca
robotników budowlanych i blisko sześciuset monterów zajmujących się
instalowaniem urządzeń produkcyjnych.
Mówiąc o strukturze organizacyjnej tej dziedziny przemysłu pułkownik
William Donnovan powiedział, że realizację całego programu powierzono IG
Farbenindustrie. Powołano tak zwany Komitet C, był to skrót od nazwy
"Chemiczne Środki Bojowe", na którego czele stał chemik, profesor Otto
Ambros. Ustalono, że wchodził on także w skład urzędu do spraw surowców
przy kierowanym przez Speera Ministerstwie Produkcji Wojennej, dzięki
czemu fabryki chemicznych środków bojowych miały stale zapewnione
pierwszeństwo w dostawach.
Kierownictwo IG Farben zorganizowało całe specjalistyczne
przedsiębiorstwo budowlane pod nazwą "Luranil", które realizowało
wymienione inwestycje. Natomiast dla zarządzania nowymi zakładami
utworzono podlegającą także IG Farben firmę Anorgana.
Prace badawcze koncentrowały się w istniejącym od 1934 roku w cytadeli
dawnej twierdzy Spandau Laboratorium Obrony Przeciwgazowej, które
rozrosło się następnie do składającego się z sześciu zakładów instytutu.
Prowadziły je także mniejsze firmy, przeważnie farmaceutyczne, jak
Orgacid, Ergenthan, Lonal i wiele innych.
- To ciekawe - zauważył szef sztabu wojsk lądowych, generał George
Marshall, odkładając fajkę. - W tej kwestii proponowałbym przygotowanie
osobnego dokumentu. Te wszystkie zakłady czy wytwórnie warto dokładniej
rozpoznać. Interesuje mnie jednak inne pytanie. Docierają do nas
wiadomości, że w obozach koncentracyjnych założonych przez hitlerowców
na terenie Polski przystąpiono do masowego zabijania więźniów gazem o nazwie "cyklon". Co wiemy na ten temat? Czy idzie o jakiś zupełnie nowy,
nieznany jeszcze gaz bojowy, czy też o chemiczny środek, który w stężonej dawce powoduje śmierć ludzi?
- Nie obciąłbym formułować wiążących opinii, ale ta druga wersja zdaje
się być bardziej prawdopodobna. Przemawia za nią już sam fakt
likwidowania więźniów w zamkniętych pomieszczeniach czy raczej komorach,
a więc w warunkach sztucznie stworzonych, czego nie wymaga użycie gazu
bojowego. O ile nam wiadomo, cyklon produkowany jest na dużą skalę w zakładach podległych bezpośrednio IG Farbenindustrie...
Milczący dotąd prezydent Roosevelt spojrzał uważnie na referującego,
jakby właśnie ten szczegół zainteresował go najbardziej.
- Będę oczekiwał bliższych informacji w tej sprawie - powiedział. - Nie
wykluczam, że wykorzystamy ją już wkrótce, jeśli sygnały o postępowaniu
Niemców w obozach koncentracyjnych będą się powtarzać.
Donnovan skinął głową i dodał:
- Dołożymy wysiłków, aby spełnić polecenia pana prezydenta. W pełni
podzielam opinię, że ostrzeżenie nieprzyjaciela, który dopuszcza się
masowych morderstw na więźniach, posługując się gazem, byłoby wskazane.
Ta sprawa, chciałbym zauważyć, należy jednak do administracji, a nie do
wywiadu. Jeśli panowie pozwolą - zmienił ton - przejdę do zasadniczych
wywodów. Otóż mamy również meldunki, że w pobliżu obozu w Auschwitz
czynione są przygotowania do rozpoczęcia budowy wytwórni, która ma zająć
się produkcją dwufosgenu, najsilniejszego obecnie gazu duszącego. Tak
więc, jak wynika z całokształtu danych, Niemcy nie szczędzą wysiłków,
aby i w tej dziedzinie rozwinąć swoje zaplecze, znane od dawna z wysokiej wydajności. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale wyłania
się pytanie, czy według ich kalkulacji jest ono dostatecznie silne, by
zaryzykować atak gazowy z wszystkimi jego następstwami...
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki