Podstawy badań społecznych - Earl Babbie

Kup ebooka

219.00 zł
175.20 zł (219,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Dane oryginału

Earl Babbie, The Basics of Social Research, Seventh Edition

? 2017, 2014 Cengage Learning, Inc.

WCN: 03-300-602

ALL RIGHTS RESERVED. No part of this work covered by the copyright herein may be reproduced or distributed in any form or by any means, except as permitted by U.S. copyright law, without the prior written permission of the copyright owner.

Projekt okładki oraz stron tytułowych

Justyna Tarkowska

Mile Widziane (www.milewidziane.pl)

Wydawca

Sylwia Ciuła

Redaktor prowadzący

Barbara Surówka

Redakcja

Anna Wojczyńska

Korekta

Michał Orzechowski (Eduexpert Sp. z o.o.)

Produkcja

Anna Bączkowska

Fotoedycja

Iwona Maraszkiewicz, Barbara Chmielarska-Łoś

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek

Copyright ? for the Polish edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2025

ISBN 978-83-01-24440-8

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2025 r. (Wydanie II)

Warszawa 2025

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321; faks 22 69 54 288; infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; reklama@pwn.pl

www.pwn.pl

Przedmowa

Praca nad książką, którą trzymacie w dłoniach, trwa od około czterech dekad. Proces ten rozpoczął się na uniwersytecie, gdy zostałem poproszony o poprowadzenie seminarium poświęconego metodom badań sondażowych. Sfrustrowany brakiem dobrych podręczników na ten temat, zacząłem tworzyć tekst, który nazwałem roboczo "101 przepisów na badania sondażowe i inne bajki", a który w 1973 roku opublikowano pod poważniej brzmiącym tytułem Survey Research Methods [Metody badań sondażowych].

Mój podręcznik od razu zdobył popularność, jednak niewiele kursów uniwersyteckich ograniczało się do tak wąskiej dziedziny. Wykładowcy z różnych amerykańskich uczelni dopytywali, czy "ten sam gość" nie mógłby napisać ogólniej o metodach badań - dlatego dwa lata później ukazała się książka Badania społeczne w praktyce. Weszła ona do kanonu podręczników metodologii badań społecznych; w 2015 roku do księgarń trafiło jej czternaste wydanie. Oficjalny dwutomowy przekład na język chiński wydano w Pekinie w 2000 roku.

W kolejnych wydaniach Badań społecznych w praktyce wprowadzamy zmiany, które wynikają w dużej mierze z sugestii, komentarzy, próśb i poprawek moich kolegów z całego kraju i, coraz częściej, świata. Wiele z nich prosiło też o krótszą książkę, bardziej zorientowaną na praktykę.

O ile na początku drugiej połowy XX wieku skupiano się w większym stopniu na czystych badaniach jakościowych, pod koniec tego stulecia odrodziło się zainteresowanie stosowanymi badaniami społecznymi (zwanymi niekiedy socjologią w praktyce) oraz badaniami jakościowymi. Publikując Podstawy badań społecznych w 1999 roku, chciałem wesprzeć ten trend. Dzięki wydaniu siódmemu moje wsparcie ma stać się jeszcze dobitniejsze i skuteczniejsze.

Można też postrzegać tę książkę jako reakcję na zmiany metod nauczania i zmiany demograficzne w społeczności studenckiej. Krótszy podręcznik bardziej odpowiadał potrzebom alternatywnych form dydaktyki, a wydanie w miękkiej oprawie mniej obciążało studencki budżet. Standardowe kursy metodologii wciąż odwołują się do Badań społecznych w praktyce, cieszy mnie jednak, że pierwszych sześć wydań Podstaw... również zaspokoiło potrzeby licznej grupy wykładowców. Udoskonalenia wprowadzone w wydaniu siódmym mają sprawić, że moja książka posłuży tej grupie jeszcze lepiej.

Zmiany w wydaniu siódmym

Wprowadzone zmiany opierają się w dużym stopniu na informacjach zwrotnych od społeczności studenckiej i kadry akademickiej, a więc osób, które korzystały z poprzednich wydań. Na podstawie ich sugestii do każdego rozdziału dodane zostały dwa nowe elementy.

Zmiany ogólne

- Na początku każdego rozdziału znajduje się lista celów edukacyjnych, odpowiadających zagadnieniom omawianym w danym rozdziale.

- Jak w każdym wydaniu, wszędzie, gdzie to możliwe, ilustruję prezentowane kwestie danymi (zaczerpniętymi ze spisu ludności Stanów Zjednoczonych, badań opinii publicznej czy badań obserwacyjnych). Wprawdzie przytaczam owe dane w celach metodologicznych, ale dzięki nim można odnieść przedstawiany materiał do rzeczywistości.

Zmiany w poszczególnych rozdziałach

Oprócz zmian dotyczących całej książki wprowadziłem również modyfikacje w poszczególnych rozdziałach. Wiele z tych zmian powstało w odpowiedzi na komentarze i prośby czytelników ze społeczności studenckiej i kadry uniwersyteckiej.

Część 1. Wprowadzenie do badań

Rozdział 1. Działalność poznawcza człowieka a nauka

- Dodałem omówienie koncepcji "półtrwania faktów" Arbesmana.

- Zaktualizowałem dane na temat wskaźnika urodzeń, zaczerpnięte ze spisu ludności.

- Rozwinąłem omówienie rozumowania probabilistycznego.

Rozdział 2. Paradygmaty, teoria i badania społeczne

- Wyjaśniłem znaczenie obalalności hipotez.

- Uściśliłem zastosowanie pojęć paradygmatu i teorii.

- Dodałem kilka odniesień do klasycznych źródeł.

- Wstępnie omówiłem zagadnienia logiki i racjonalności.

Rozdział 3. Etyka i polityka w badaniach społecznych

- Dodałem informację o prowadzonym przez Narodowe Instytuty Zdrowia [National Institutes of Health] kursie historii badań z udziałem ludzi.

- Dodałem przykład łamiącego zasadę świadomej zgody eksperymentu przeprowadzonego w 2012 roku przez serwis społecznościowy Facebook.

Część 2. Struktura procesu badawczego

Rozdział 4. Projektowanie badań

- Dodałem ramkę z relacją studenta studiów magisterskich z badań terenowych.

- Rozbudowałem omówienie rysunku 4.1.

- Rozbudowałem ramkę poświęconą definiowaniu jednostek analizy.

- Dodałem nowy rysunek porównujący zmienną czasu w różnych schematach badań.

- Odniosłem się do książki pod redakcją Petera Lynna na temat badań dynamicznych.

- Dodałem podrozdział poświęcony trybom mieszanym.

- Zacytowałem analizę Akerlof i Kennedy'ego poświęconą ocenie badań nad degradacją środowiska naturalnego.

- Zamieściłem nowe badanie trendów poświęcone obawom społeczeństwa amerykańskiego.

Rozdział 5. Konceptualizacja, operacjonalizacja i pomiar

- Dodałem omówienie badań nad etnicznością w brytyjskim hrabstwie Kornwalia.

- Dodałem nową ramkę "Problemy i refleksje" pt. Trafność a aprobata społeczna.

- Dodałem omówienie wywiadu kognitywnego.

- Dodałem przykład bullyingu w miejscu pracy.

- Omówiłem badanie nad wpływem zastosowania pojęć "dziecko" lub "płód" na stosunek badanych do aborcji.

- Dodałem rozważania na temat definicji gwałtu i innych pojęć.

Rozdział 6. Indeksy, skale i typologie

- Zaktualizowałem dane z amerykańskiego Generalnego Sondażu Społecznego ilustrujące proces tworzenia skali Guttmana w odniesieniu do postaw wobec prawa kobiety do aborcji - posłużyłem się informacjami z badania z 2012 roku.

- Dodałem przykład stworzonego przez firmę Vision of Humanity wskaźnika Global Peace Index, mierzącego stan bezpieczeństwa na świecie.

- Dodałem przykład globalnego wskaźnika konkurencyjności [Global Competitiveness Index] opracowywanego przez Światowe Forum Ekonomiczne w celu oceny 142 gospodarek.

Rozdział 7. Logika doboru próby

- Zaktualizowałem dane dotyczące sondaży prezydenckich.

- Wprowadziłem pojęcie doboru opartego na łańcuchu rekomendacji [chain referral].

- Dodałem prognozę Michaela Bricka o powrocie do stosowania kwotowego doboru próby.

- Omówiłem zasady Federalnej Komisji Łączności [Federal Communications Commission, FCC] dotyczące dzwonienia na telefony komórkowe.

- Omówiłem szerzej proces doboru próby w przypadku sondaży internetowych.

- Zmodyfikowałem ramkę poświęconą wyborowi liczb losowych ze względu na nową tablicę w aneksie.

- Odniosłem przedstawiony w ramce proces doboru próby w Iranie do procesu doboru próby w Stanach Zjednoczonych (i dowolnym innym kraju).

- Dodałem przykład klasyfikacji ośrodków badania opinii publicznej, pochodzącej ze strony internetowej fivethirtyeight.com Nate'a Silvera.

Część 3. Typy obserwacji

Rozdział 8. Eksperymenty

- Omówiłem eksperyment badający wpływ rasy, płci i statusu rodzicielskiego osób szukających pracy na decyzje pracodawców o ich zatrudnieniu.

- Podałem przykład badań nad przeziębieniem, prowadzonych na szympansach albo na ludziach.

- Zastąpiłem muzułmanów Afroamerykanami w przykładzie dotyczącym ograniczania uprzedzeń.

Rozdział 9. Badania sondażowe

- Zaktualizowałem i uprościłem procedurę internetowej analizy danych pochodzących z GSS.

- Dodałem przykład typu sondażu i danych wrażliwych.

- Omówiłem procedurę stosowania w sondażach prób adresowych w połączeniu z losowym doborem numerów telefonu.

- Zaktualizowałem podrozdział poświęcony sondażom internetowym, uwzględniając ich zalety.

- Dodałem komentarz na temat sondaży prowadzonych metodami mieszanymi.

- Zwróciłem uwagę na przydatność sondaży internetowych do wyodrębnienia grup na podstawie korzystania z internetu, na przykład użytkowników platformy eBay.

- Skasowałem ramkę poświęconą technice Voice Capture.

- Zacytowałem raport Amerykańskiego Stowarzyszenia Badania Opinii Publicznej (AAPOR) na temat urządzeń mobilnych.

- Powołałem się na artykuł na temat sondaży prowadzonych na tabletach.

Rozdział 10. Jakościowe badania terenowe

- Dodałem omówienie książki Milnera Freaks, Geeks, and Cool Kids [Dziwolągi, kujony i luzaki].

- Dodałem rozważania na temat wpływu płci osoby prowadzącej wywiad pogłębiony na jego treść.

- Omówiłem szerzej kwestię etyki w badaniach terenowych.

- Dodałem omówienie metody odtwarzania relacji na podstawie głosu.

- Przeniosłem ramkę Aparaty i kredki w rękach badanych do rozdziału 13.

- Dodałem przykład badania uczestniczącego przeprowadzonego w RPA.

- Dodałem cytat o wykorzystaniu techniki wideo w celu gromadzenia danych.

Rozdział 11. Badania niereaktywne

- Dodałem dane ilustrujące dyskryminację zarobkową ze względu na płeć.

- Dodałem przykład badania porównawczo-historycznego na temat kawy z certyfikatem "fair trade".

- Skasowałem ramkę "Czy Ameryka jest numerem 1?".

- Skasowałem ramkę "Cierpienie na świecie".

- Dodałem informację o stronie internetowej Population Action International.

- Dodałem informację o Google Public Data.

- Dodałem informację o Topsy Social Analytics.

- Dodałem informację o Association of Religious Data Archives i narzędziu Measurement Wizard.

- Omówiłem pracę Tylera Vigena dotyczącą pozornych korelacji w dużych zbiorach danych [big data].

Rozdział 12. Badania ewaluacyjne

- Zaktualizowałem dane dotyczące kary śmierci i wskaźnika liczby zabójstw.

- Dodałem przykład ewaluacji jakościowej jamajskiego słuchowiska dla młodzieży.

Część 4. Analiza danych

Rozdział 13. Analiza danych jakościowych

- Przeniosłem tu ramkę Aparaty i kredki w rękach badanych z rozdziału 10.

- Dodałem przykład wykorzystania rysunków w prowadzonych w Australii badaniach nad infekcjami dróg rodnych.

Rozdział 14. Analiza danych ilościowych

- Zilustrowałem zastosowanie wykresów słupkowych i wykresów kołowych.

Rozdział 15. Badania społeczne - jak je czytać, jak o nich pisać

- Dodałem odniesienie do mojego e-booka, Avoiding Plagiarism [Jak unikać plagiatów].

Funkcje pedagogiczne

Chociaż miałem sygnały ze środowisk studenckich i akademickich, że poprzednie wydania tej książki okazały się skutecznymi narzędziami do nauki metod badawczych, postanowiłem skorzystać z okazji, żeby zmodyfikować swój podręcznik z perspektywy pedagogicznej - udoskonalając pewne elementy i dodając inne. Oto, czym zaowocowała moja praca w wydaniu siódmym.

- Cele edukacyjne: w każdym rozdziale zamieszczam listę celów edukacyjnych, która może posłużyć za przewodnik podczas zapoznawania się z zawartym tam materiałem.

- Wprowadzenie do rozdziału: każdy rozdział rozpoczyna się wprowadzeniem, w którym przedstawiam główne koncepcje danego rozdziału i, co istotne, odnoszę je do treści innych rozdziałów tej książki.

- Zrozumiałe i prowokacyjne przykłady: często słyszę od studentów, że przykłady - te prawdziwe i te hipotetyczne - pomagają im zrozumieć trudne lub abstrakcyjne idee. W tym wydaniu wprowadziłem wiele nowych przykładów, zachowując z poprzednich wydań te, które okazały się szczególnie wartościowe.

- Grafiki: gdy jako student uczestniczyłem w zajęciach o metodach badawczych, większość kluczowych koncepcji nabierała dla mnie sensu w formie graficznej. Wprawdzie tu moim zadaniem było przełożenie tych obrazów mentalnych na słowa, ale zamieściłem w książce również ilustracje. Dzięki postępom w dziedzinie grafiki komputerowej łatwiej mi było wyjaśnić artystom z wydawnictwa, jak chcę zilustrować materiały dla studentów. Jestem bardzo zadowolony z nowej oprawy graficznej tego wydania.

- Przykłady i rozważania w ramkach: wiem od czytelników, że podobają im się ramki, które zwracają ich uwagę na konkretne koncepcje i badania, a przy tym urozmaicają układ książki. W tym wydaniu uaktualniłem ramki "Problemy i refleksje", omawiając szerzej logikę różnych elementów badań. Ramki "Jak to się robi" zawierają teraz więcej praktycznych wskazówek, a ramki "Stosowanie pojęć w życiu codziennym" pokazują, jak koncepcje, o których mowa w rozdziale, odnoszą się do prawdziwych projektów badawczych i do naszej codzienności.

- Słowniczek na dole strony: kluczowe pojęcia zostały wyróżnione w tekście, a definicja każdego terminu znajduje się na dole strony, na której pojawia się on w książce po raz pierwszy. Dzięki temu łatwiej jest nauczyć się znaczenia wprowadzanych pojęć i zlokalizować je w poszczególnych rozdziałach, żeby zobaczyć każde z nich osadzone w kontekście.

- Główne zagadnienia: na końcu każdego rozdziału zamieściłem zwięzłą listę najważniejszych zagadnień, które zostały w nim omówione. Stanowi ona krótkie podsumowanie rozdziału i użyteczny przegląd zawartych tam treści. Lista głównych zagadnień pokazuje, na których kwestiach należy się skupić w każdym rozdziale.

- Kluczowe pojęcia: po liście głównych zagadnień zamieszczam spis pojęć kluczowych dla danego rozdziału. Pozwala to studentom utrwalić nowo poznane terminy socjologiczne. Wszystkie pojęcia zostały zdefiniowane w kontekście w ramach odpowiednich rozdziałów. Nowe pojęcia są wyjaśnione na dole strony oraz uwzględnione w słowniczku na końcu książki.

- Tworzenie propozycji badawczej: w tej serii powiązanych ze sobą ćwiczeń zapraszam czytelników, by wykorzystali wiedzę zdobytą w każdym rozdziale do opracowania własnej propozycji badawczej.

- Zadania powtórkowe: dzięki tej liście zadań studenci mogą sprawdzić, na ile zrozumieli koncepcje przedstawione w danym rozdziale, i zastosować nowo zdobytą wiedzę.

- Aneksy: tak jak w poprzednich edycjach w aneksach zamieszczam dodatkowe narzędzia badawcze. Są to między innymi wskazówki, jak korzystać z biblioteki czy tablic liczb losowych.

- Jasny i zrozumiały styl: to prawdopodobnie najważniejsza "pomoc pedagogiczna". Wiem, że wszyscy autorzy starają się wyrażać myśli jasno i zrozumiale, i jestem dumny z faktu, że to właśnie styl został uznany za jedną z największych zalet poprzednich wydań tej książki. Kiedy piszą do mnie studenci, właśnie o tym wspominają najczęściej. Pracując nad siódmym wydaniem, przyjrzeliśmy się z zespołem redakcyjnym dosłownie każdemu wersowi tej książki. Skracaliśmy, wygładzaliśmy, udoskonalaliśmy, a niekiedy przeorganizowywaliśmy tekst, żeby był tak przystępny, jak to tylko możliwe. Bez względu na to, czy macie ten podręcznik w rękach po raz pierwszy, czy świetnie znacie poprzednie wydania, proszę, otwórzcie go w dowolnym miejscu i oceńcie jego styl.

Suplementy

Siódmemu wydaniu Podstaw badań społecznych towarzyszą liczne suplementy, przygotowane po to, żeby stworzyć jak najlepsze warunki do nauki zarówno w sali wykładowej, jak i poza nią. Suplementy do poprzednich wydań zostały poddane gruntownej rewizji i zaktualizowane; pojawia się też kilka nowych. Proszę, sprawdźcie, które okażą się dla was przydatne - skorzystajcie ze wszystkich udostępnionych tu narzędzi.

MindTap?: indywidualne doświadczenie edukacyjne

MindTap Sociology, serwis towarzyszący książce Podstawy badań społecznych, to nowa spersonalizowana internetowa platforma edukacyjna firmy Cengage Learning. MindTap łączy wszystkie dostępne narzędzia edukacyjne - treść rozdziałów, materiały powtórkowe i moduły opiekuna naukowego [research tutor] - w ścieżkę edukacyjną [learning path], którą można podążać podczas kursu metod badawczych. Osoby prowadzące zajęcia dostosowują sposób prezentacji tych narzędzi edukacyjnych do potrzeb konkretnej grupy; mogą również wzbogacać ścieżkę edukacyjną o własne treści. Więcej informacji na stronie www.cengage.com/mindtap.

MindTap Sociology, serwis towarzyszący książce Podstawy badań społecznych, jest łatwy w użyciu i pozwala osobom prowadzącym zajęcia zaoszczędzić czas na kilka sposobów:

- Daje możliwość modyfikowania kursu - zarówno stosowanych narzędzi, jak i prezentowanego tekstu - na bieżąco. Pozwala zatem uwzględniać najświeższe informacje i wnioski z trwających zajęć.

- Ułatwia dostosowywanie zajęć do konkretnych potrzeb poprzez podział materiału na segmenty, których kolejność można zmieniać; promuje interaktywność i zapewnia zaangażowanie grupy.

- Pozwala korzystać z narzędzi multimedialnych, ćwiczeń osadzonych w kontekście i suplementów, co zwiększa zaangażowanie osób uczestniczących w zajęciach i skutkuje lepszymi wynikami edukacyjnymi.

- Zapewnia podgląd aktywności studentów w czasie rzeczywistym, umożliwiając kadrze wczesną interwencję, co może przełożyć się na większe postępy i lepsze wyniki w nauce.

- Pozwala ocenić wiedzę na każdym etapie: po przeczytaniu materiału, podczas wykonywania ćwiczeń, prac domowych i quizów.

- Automatycznie ocenia prace domowe i quizy.

Internetowe zestawy danych z badań GSS z 2014 roku towarzyszące książce Podstawy badań społecznych

Razem z wydawcą od lat staramy się wspierać środowisko studenckie i kadrę uniwersytecką nowoczesnymi narzędziami interaktywnymi. Obecnie istnieje wiele doskonałych programów do analizy danych, dlatego udostępniamy dane, które można w nich analizować. Na potrzeby siódmego wydania zestawy danych zostaną zaktualizowane, aby uwzględnić wyniki badania GSS z 2014 roku. Zestawy te można pobrać ze strony www.account.cengage.com/login i udostępnić podczas zajęć.

Readings in Social Research Methods [Wybrane zagadnienia metodologii badań społecznych], wydanie trzecie

Koncepcje i metodologie badań społecznych zyskują praktyczny wymiar w tym interesującym zbiorze artykułów, który powstał jako uzupełnienie Podstaw badań społecznych. Diane Kholos Wysocki zawarła w swojej interdyscyplinarnej publikacji teksty dotyczące psychologii, socjologii, pracy socjalnej, wymiaru sprawiedliwości i politologii. Artykuły skupiają się na ważnych metodach i pojęciach omawianych zazwyczaj podczas zajęć poświęconych metodom badań społecznych i poszerzają wiedzę czytelników o obrazowe przykłady. Każdy z jedenastu rozdziałów dotyczy innej koncepcji badawczej i zaczyna się wprowadzeniem, w którym zostaje ona wyjaśniona.

Instructor's Manual with Test Bank [Podręcznik wykładowcy z bankiem testów]

W tym suplemencie znalazły się streszczenia rozdziałów, plany wykładów, cele behawioralne, sugerowane metody nauczania i zasoby dydaktyczne, propozycje materiałów filmowych, ćwiczenia internetowe oraz pytania/ćwiczenia pomagające zaplanować projekt badawczy. Dodatkowo do każdego rozdziału udostępniono przynajmniej 40 pytań wielokrotnego wyboru, 20-25 pytań typu prawda/fałsz i 5 pytań krótkiej lub poszerzonej odpowiedzi wraz z odpowiedziami i numerami stron. Wszystkie pytania są oznaczone jako nowe, zmodyfikowane w porównaniu do poprzedniego wydania banku testów lub przeniesione z niego bez żadnych zmian.

Cengage Learning Testing w systemie Cognero?

To elastyczny internetowy system, który pozwala tworzyć, edytować i zarządzać treścią banku testów, a także szybko układać wiele wersji testu. Testy można przesyłać z systemu LMS (Learning Management System), z sali wykładowej lub dowolnego innego miejsca.

Slajdy wykładowe PowerPoint?

Dzięki tym przydatnym slajdom opracowanym w programie Microsoft? PowerPoint wykłady staną się ciekawsze. Gotowa prezentacja zawiera streszczenia rozdziałów podręcznika, a osoby prowadzące zajęcia mogą z łatwością tworzyć, edytować i publikować wykłady dostosowane do własnych potrzeb.

Podziękowania

Nie jestem w stanie podziękować należycie wszystkim ludziom, którzy wpłynęli na kształt tej książki. Swój poprzedni tekst metodologiczny, Survey Research Methods [Metody badań ankietowych], zadedykowałem Samuelowi Stoufferowi, Paulowi Lazarsfeldowi i Charlesowi Glockowi. Tu pragnę jeszcze raz wyrazić im wdzięczność.

W pracy nad kilkunastoma już wydaniami Badań społecznych w praktyce i Podstaw badań społecznych wspierało mnie wielu kolegów po fachu. Mieli oni wkład również i w to wydanie Podstaw..., podobnie jak studenci i nauczyciele akademiccy z całego świata, którzy z własnej inicjatywy przekazali mi swoje komentarze i sugestie.

Z biegiem lat coraz większe wrażenie robi na mnie rola wydawcy w procesie powstawania takich książek jak ta. Od 1973 roku współpracowałem w wydawnictwie Wadsworth z różnymi zespołami redakcyjnymi z działu socjologii, a z każdą nową osobą musiałem zgrać się do takiego stopnia, jakbym zawierał kolejny związek małżeński. Na szczęście to wydanie książki niezwykle zyskało dzięki mojej współpracy z Jennifer Harrison i Martą Lee-Perriard z wydawnictwa Cengage Learning. Być może trzeba pisać podręczniki, żeby zrozumieć, jak wielki wpływ wywierają redaktorzy na proces tworzenia i publikowania książki, chciałbym jednak podkreślić, że dopisuje mi szczęście do współpracowników.

To pierwsza książka, którą przejrzałem i poprawiłem z pomocą Johna Chella, twórcy treści w wydawnictwie Cengage. Dzielił się ze mną swoją wiedzą z wielkim oddaniem, tylko lekko zakłóconym przez przyjście na świat jego córki, Cassidy.

Na przestrzeni lat moje książki redagowało wiele osób, ale z żadną nie mam dłuższej relacji niż z Gregiem Hubitem z Bookworks. Jego praca polega na stworzeniu zespołu specjalistów, którzy potrafią przeobrazić niedoskonały rękopis w książkę, którą trzymacie w dłoniach. Nie chciałbym wydawać podręcznika bez Grega.

Z mojego doświadczenia wynika, że edytorzy są cichymi bohaterami procesu wydawniczego. Mam szczęście i przyjemność pracować od kilku lat i kilku wydań z jedną z najlepszych edytorek, Marne Evans. Do licznych talentów Marne zalicza się niesamowita umiejętność słyszenia, co próbuję powiedzieć, i znajdowania sposobów, by pomóc usłyszeć to innym.

Nad ostatnimi wydaniach współpracowałem blisko z Deb Nichols, do której zredagowany rękopis trafia na korektę poskładową. To ona jako ostatnia bacznie ogląda tekst przed drukiem.

Zadedykowałem tę książkę mojej wnuczce, Evelyn Fay Babbie, która urodziła się, gdy robiliśmy korektę drugiego wydania, i mojemu wnukowi, Henry'emy Robertowi Babbiemu, który przyszedł na świat podczas korekty trzeciego wydania. Wnosili w moje życie radość również podczas korekty siódmego wydania i bardzo zależy mi na tym, aby dorastali w bardziej ludzkim i sprawiedliwym świecie niż ten, w którym się narodzili.

List od książki do studentów

Poprosiłam mojego autora i waszego wykładowcę, żeby ucięli sobie pogawędkę - dzięki temu my możemy porozmawiać na osobności. Zanim przejdziecie do lektury, chcę wam o czymś powiedzieć: wiem, że niekoniecznie o niej marzycie. Być może nie trafiliście na te zajęcia z własnej woli. Podejrzewam, że czytacie mnie, bo znalazłam się na liście lektur na obowiązkowym kursie metod badań społecznych. A to sytuacja trochę podobna do aranżowanego małżeństwa.

Wiem też, że te zajęcia prawdopodobnie budzą w was pewne obawy - najpewniej spodziewacie się, że będą trudne. Jeśli tak, to nie jesteście w tym odosobnieni. Oczywiście nie chcę wywoływać takich obaw. Jednak, jak wynika z moich wieloletnich doświadczeń, wiele osób czuje niepokój na początku kursu metod badań społecznych. W tej krótkiej pogadance chcę was zapewnić, że nie będzie tak źle, jak wam się wydaje. Możecie nawet polubić te zajęcia. Widzicie, mnóstwo studentów z całego świata pisze do mojego autora właśnie po to, żeby mu powiedzieć, że początkowo te zajęcia budziły w nich lęk, a później bardzo im się spodobały.

Dlatego postawmy sprawę jasno: nie jestem Freddym Kruegerem ani laleczką Chucky - potworem, który chce uczynić wasze studenckie lata piekłem. Nie jestem nawet dziekanką. Oczywiście znamy się zbyt krótko, żebym mogła nazwać się waszą przyjaciółką, ale wielu czytelników tak właśnie mnie traktuje. Jestem pewna, że się dogadamy.

Doktor Benjamin Spock, sławny autor i pediatra, rozpoczynał swoje książki o opiece nad dziećmi od zapewnienia młodych rodziców, że wiedzą na ten temat więcej, niż myślą. Chciałabym zwrócić się do was w podobnym duchu. Czytając mnie, szybko uświadomicie sobie, że znacie już całkiem dobrze praktykę badań społecznych. Właściwie przez całe życie prowadzicie takie badania. Z tej perspektywy moim celem jest wspieranie was w doskonaleniu posiadanych już umiejętności i pokazanie wam pewnych sztuczek, które mogły nie przyjść wam dotąd na myśl.

Jeśli stresujecie się tymi zajęciami, bo obejmują elementy statystyki, to muszę być z wami szczera. Rzeczywiście, będzie tu trochę statystyki. Ale ona jest inna, niż sądzicie. Nie wyobrażajcie jej sobie jako chmary niezrozumiałych liczb. Statystyka kieruje się logiką, która daje nam niesamowite możliwości. Czy wiedzieliście, że rozmowa z około dwoma tysiącami odpowiednio dobranych osób pozwala przewidzieć wyniki wyborów, w których głosuje ponad sto milionów ludzi? A skoro tak, to być może dojdziecie do wniosku, że jednak warto zapoznać się ze statystyką, żeby zrozumieć, jak to działa. (Ten przykład wciąż mi się nie znudził, choć podaję go od początku swojej podręcznikowej kariery).

W rozdziale 14 znajdziecie całkiem sporo statystyki, bo dotyczy on analizy danych ilościowych (liczbowych). Mój autor po prostu wciąż jeszcze nie znalazł sposobu na to, jak nie wspominając o statystyce, uczyć studentów prowadzenia analiz statystycznych. Przekonacie się jednak, że większy nacisk kładzie na logikę statystyki niż na obliczenia matematyczne.

Chyba powinnam zdradzić wam pewien sekret: mój autor nigdy nie uczęszczał na zajęcia ze statystyki.

Nie były mu potrzebne do licencjatu, a gdy rozpoczął studia magisterskie, z powodu drobnego nieporozumienia (za które naprawdę nie możecie go winić) powstało wrażenie, że ma już za sobą zajęcia z podstaw logiki, co w zasadzie nie było prawdą. Zaliczył zaawansowany kurs statystyki na najwyższą ocenę tylko dlatego, że logika myślenia statystycznego okazała się ważniejsza niż kalkulacje. Rozumiał sens statystyki bez zapamiętywania skomplikowanych wzorów.

A oto jeszcze bardziej kompromitujący sekret mojego autora, którego pewnie wolałby wam nie zdradzać. W swoim pierwszym podręczniku metod badawczych, napisanym trzydzieści pięć lat temu, w rozdziale poświęconym statystyce zawarł tylko trzy obliczenia - z czego w dwóch się pomylił. (Nawiasem mówiąc, teraz radzi sobie znacznie lepiej. Jednak jeśli znajdziecie we mnie jakiekolwiek błędy, proszę, napiszcie mu o nich. Jestem dużo szczęśliwsza, kiedy wszystko mi się zgadza między okładkami).

W tych zwierzeniach nie chodzi o to, żeby zbagatelizować wagę analiz statystycznych: przedstawię je wam z najwyższym szacunkiem. Chcę was tylko uprzedzić, że statystyka nie jest jakimś mistycznym światem, do którego wstęp mają wyłącznie geniusze matematyki. To przydatne narzędzie, które pozwoli wam zrozumieć otaczający świat. Mój autor i ja chcemy wam pomóc poznać je na tyle, żebyście mogli z niego skutecznie korzystać.

Co możecie zrobić, gdy podczas lektury albo zajęć natkniecie się na coś, czego zwyczajnie nie rozumiecie? Macie kilka możliwości. Możecie:

1. Założyć, że nie ma to większego znaczenia, i spokojnie żyć dalej.

2. Uznać, że brakuje wam inteligencji, żeby zrozumieć tak skomplikowane idee.

3. Zapytać kolegę, czy to rozumie.

4. Poprosić osobę prowadzącą zajęcia, żeby wam to wyjaśniła.

5. Gdy wszystko inne zawiedzie: napisać e-mail do mojego autora na adres ebabbie@mac.com.

Opcje 1 i 2 nie są dobrym wyborem. Postawcie na rozwiązania 3, 4 i 5 - w tej kolejności.

A co do opcji 5, pamiętajcie, proszę, że w każdym semestrze korzystają ze mnie - w różnych wersjach językowych - dziesiątki tysięcy studentów z całego świata, więc może trochę potrwać, zanim mój autor wam odpisze. Nie pomagają mu w pracy usłużne elfy z krainy metodologii. I jeszcze wskazówka: nie przysyłajcie pytań, które brzmią jak żywcem przepisane z egzaminu, typu: "Pod jakimi trzema względami badania jakościowe są lepsze od badań ilościowych?". Mój autor nie odpowiada na pytania tego rodzaju. To wy zdajecie egzamin z metodologii. On ma już wszystkie sesje za sobą. Poza tym jego odpowiedzi nie uwzględniałyby tych wszystkich ciekawych materiałów, którymi wzbogacają zajęcia wasi wykładowcy.

A skoro o nich mowa, to wiedzcie, że prowadzenie tych zajęć to niełatwe zadanie. Wprawdzie statystyki jest tu mniej, niż sądziliście, ale będziecie zapraszani do tego, żeby otwierać się na nowe sposoby widzenia i rozumienia świata. Ten proces bywa niekomfortowy, a osoba, która was przez niego prowadzi, wzięła na siebie obowiązek zapewniania wam wsparcia w tych chwilach zagubienia lub dyskomfortu. Nie bądźcie dla niej zbyt surowi.

Wykładowcy wiedzą, że sami zwykle wypadają poniżej średniej w ankietach studenckich. Uważam, że powodem jest budząca lęk tematyka kursu. Dlatego gdy przyjdzie pora na ocenę wykładowcy, postarajcie się nie kierować swoimi obawami co do materiału. Oczywiście istnieje też możliwość, że badania społeczne bardzo wam się spodobają. Mój autor, wasz wykładowca i ja naprawdę je lubimy. Zamierzamy zrobić wszystko, żebyście i wy złapali bakcyla.

Jeśli martwi was aktualna sytuacja na świecie (a moim zdaniem powinna), warto wiedzieć, że badania społeczne mają kluczowe znaczenie dla rozwiązania większości najpoważniejszych problemów, z jakimi się borykamy. Serio. Weźmy na przykład problem przeludnienia. Mój autor lubi nazywać go "matką wszystkich problemów społecznych". (Czytając mnie, z czasem przyzwyczaicie się do jego poczucia humoru. A przy okazji nie zapomnijcie zajrzeć do słowniczka).

W każdym razie wróćmy do przeludnienia. Najprościej mówiąc, na naszej planecie jest więcej ludzi, niż może ona wyżywić, mimo że wiele osób żyje w ubóstwie. Gdyby wszyscy wiedli takie życie jak mieszkańcy najbardziej rozwiniętych krajów, zasobów naturalnych wystarczyłoby nam na mniej więcej półtora tygodnia i zniknęlibyśmy bez śladu przez nasz ślad węglowy. Tymczasem co roku na świecie przybywa około 80 milionów ludzi. To tak, jakby co cztery lata pojawiały się kolejne Stany Zjednoczone.

Gdzie można szukać rozwiązania problemu tego rodzaju? Mój autor lubi mówić, że najpierw ludzie zaczęli się zastanawiać: "Skąd się biorą te wszystkie dzieci?", więc szukali odpowiedzi w dziedzinie biologii. Jednak kiedy już poznali tę odpowiedź, problem nie zniknął. Nasz gatunek nie zamierzał zrezygnować z seksu. Wobec tego ludzie poprosili o wsparcie przemysł gumowy. Sytuacja trochę się poprawiła, ale światowa populacja nadal rosła. W końcu w sprawę zaangażowano przemysł chemiczny: "Czy nie dałoby się wynaleźć pigułki, która pozwoli uprawiać seks bez ryzyka ciąży?". Niedługo potem powstały tabletki antykoncepcyjne, a sytuacja znów trochę się poprawiła, ale światowa populacja nadal rosła.

Jak dowiedziałam się od mojego autora, zasadniczą przyczyną wzrostu populacji są struktury społeczne, przez które ludzie mają więcej dzieci, niż potrzeba dla przetrwania naszego gatunku (wystarczyłoby mniej więcej dwoje na parę). Weźmy na przykład przekonanie społeczne, że kobieta nie jest "prawdziwą kobietą", dopóki nie urodzi dziecka, albo analogiczny pogląd, że mężczyzna nie jest "prawdziwym mężczyzną", dopóki nie spłodzi potomka. Niektórzy ludzie uważają, że powinni mieć dzieci, żeby ktoś zaopiekował się nimi na starość lub żeby ich nazwisko przetrwało (w większości przypadków chodzi o nazwisko ojca). Istnieje jeszcze wiele innych podzielanych społecznie opinii, które promują nadmierną dzietność.

Biolodzy, chemicy i producenci gumy nie są w stanie zająć się przyczynami przeludnienia. To zadanie dla badaczy społecznych. Potrafią oni odkryć zasadnicze przyczyny takich problemów społecznych jak przeludnienie, uprzedzenia, wojna i zmiana klimatu (tak, nawet zmiana klimatu) oraz przeanalizować, jakimi metodami można z nimi walczyć.

Zarówno mojego autora, jak i waszych wykładowców motywuje do pracy ogromne zapotrzebowanie na wykwalifikowanych badaczy społecznych. Tłumaczy ono również, dlaczego czasem trzeba odbyć ten kurs, czy się tego chce, czy nie. Podczas tych zajęć wyposażamy was w narzędzia, dzięki którym można zmieniać świat. To wy zdecydujecie, jak wykorzystacie te nowe umiejętności - mamy jednak nadzieję, że posłużycie się nimi jedynie w słusznych celach.

Oddam teraz głos mojemu autorowi. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby te zajęcia były dla was ciekawe i pożyteczne.

Wprowadzenie

To książka o poznawaniu - nie tyle o tym, co wiemy, lecz skąd to wiemy. Na początek przyjrzyjmy się kilku rzeczom, które prawdopodobnie już wiecie.

Wiecie, że Ziemia jest okrągła. Prawdopodobnie wiecie również, że po ciemnej stronie Księżyca (tej odwróconej od Słońca) jest zimno, a w Japonii ludzie mówią po japońsku. Wiecie, że witamina C może zapobiegać przeziębieniu, a seks bez zabezpieczenia może prowadzić do AIDS.

Skąd o tym wiecie? Po krótkim namyśle zrozumiecie, że wiecie to wszystko, ponieważ ktoś wam o tym powiedział, a wy mu uwierzyliście. Być może przeczytaliście w "National Geographic", że w Japonii mówi się po japońsku, i wydało wam się to sensowne, więc nie podawaliście tej informacji w wątpliwość. Może nauczyciel fizyki lub wykładowca astronomii powiedzieli wam, że po ciemnej stronie Księżyca jest zimno, a może usłyszeliście o tym w wiadomościach.

Niektóre elementy waszej wiedzy wydają się wam oczywistością. Gdybym was zapytał, skąd wiecie, że Ziemia jest okrągła, pewnie odpowiedzielibyście: "Wszyscy to wiedzą". Takich rzeczy, które wiedzą wszyscy, jest mnóstwo. Oczywiście kiedyś wszyscy "wiedzieli", że Ziemia jest płaska.

Większość z tego, co wiecie, jest kwestią umowy i wiary. Tylko niewielka część waszej wiedzy opiera się na osobistych doświadczeniach i odkryciach. Ważnym elementem dorastania w każdym społeczeństwie jest proces, w którym uczymy się przyjmować za pewnik to, o czym wszyscy wokół nas "wiedzą". Nie możecie tak naprawdę przynależeć do grupy, jeśli nie wiecie tych samych rzeczy co pozostali jej członkowie. Gdybyście poważnie zakwestionowali kulistość naszej planety, inni ludzie szybko by się od was odsunęli. Mogliby nawet umieścić was na stałe w szpitalu z osobami, które kwestionują tego rodzaju pewniki.

Zatem większość waszej wiedzy wzięła się z przyjęcia tego, co wam powiedziano. Nie znaczy to jednak, że coś jest z wami nie w porządku. Tak po prostu zbudowane są ludzkie społeczeństwa. Wiedza opiera się na uzgodnieniach. Nie da się zgromadzić wszystkich potrzebnych informacji poprzez własne doświadczenia i odkrycia, dlatego świat jest urządzony tak, żebyście mogli po prostu uwierzyć w to, co powiedzą wam inni. Pewne rzeczy wiecie dzięki tradycji, innych dowiedzieliście się od "ekspertów". Nie twierdzę, że nie należy kwestionować przekazywanej nam wiedzy; zwracam jedynie uwagę na fakt, że zazwyczaj zgadzacie się ze społeczeństwem w kwestii tego, jak sprawy się mają.

Istnieją jednak również inne metody poznawania świata. Zamiast przyjmować to, co zostało uzgodnione w waszym społeczeństwie, możecie oprzeć się na bezpośrednim doświadczeniu, czyli poznawać rzeczywistość przez obserwację. Jeśli zanurkujecie w lodowatym strumieniu przepływającym przez Góry Skaliste, nikt nie będzie wam musiał mówić, że woda jest zimna.

Jeśli wasze doświadczenie stoi w sprzeczności z tym, co wiedzą wszyscy inni, istnieje spore prawdopodobieństwo, że poświęcicie własne doświadczenie w imię podtrzymania wspomnianej umowy. Wyobraźcie sobie na przykład, że przyszliście do mojego domu na przyjęcie. To wytworna impreza, więc potrawy i drinki są wyśmienite. Szczególnie przypadła wam do gustu jedna z przystawek, które roznoszę na tacy: panierowana, usmażona w głębokim tłuszczu przekąska o wyjątkowo ciekawym smaku. Zjadacie kilka - są takie pyszne. Sięgacie po kolejne. Wkrótce dyskretnie przemieszczacie się po salonie, żeby znaleźć się obok mnie, gdy tylko zjawię się z kolejną porcją tych smakołyków.

W końcu ciekawość bierze górę. "Co to jest?" - pytacie. Zdradzam wam ten sekret: "Raczycie się panierowanymi, smażonymi dżdżownicami". Ta wiadomość wywołuje w was gwałtowną reakcję: macie torsje i wymiotujecie na dywan w salonie. Jak można podać gościom takie paskudztwo?

W tej historii chodzi o to, że oba odczucia, jakie wzbudziła w was owa przystawka, były prawdziwe. Wasz początkowy zachwyt był bez wątpienia realny, podobnie jak wrażenie, które ogarnęło was na wieść o tym, co mieliście w ustach. Powinno być jednak jasne, że ten późniejszy wstręt wynikał wyłącznie z obowiązującej w waszym otoczeniu umowy, iż dżdżownice nie nadają się do jedzenia. Zapoznaliście się z nią w chwili, gdy rodzice pierwszy raz zastali was na ziemi ze sterczącym wam z ust, rozpaczliwie wijącym się robakiem. Kiedy rozwarli wam szczęki, żeby go wyciągnąć, dowiedzieliście się, że dżdżownice nie są posiłkiem akceptowanym w naszym społeczeństwie.

Abstrahując od tej umowy, skąd taka niechęć do dżdżownic? Prawdopodobnie zawierają dużo białka, a mało kalorii. To spełnienie marzeń dystrybutorów żywności: niewielkie, łatwe do spakowania przekąski. A przy tym są uznawane za przysmak w społeczeństwach, które nie umówiły się, że robaki są obrzydliwe. Niektórym smakowałyby dżdżownice, ale odrzuca ich proces panierowania i smażenia w głębokim tłuszczu.

Można się zastanawiać: "Czy dżdżownice tak naprawdę nadają się do jedzenia, czy też nie?". Ciekawsza wydaje mi się jednak inna kwestia: "Skąd można wiedzieć, jak jest naprawdę?". W tej książce chodzi o znalezienie odpowiedzi na to drugie pytanie.

Zastanów się

Decyzja o posiadaniu dziecka to sprawa bardzo osobista. Nikt nie ustala odgórnie, kto może założyć rodzinę w Stanach Zjednoczonych ani ile dzieci przyjdzie na świat w danym roku. Chociaż trzeba mieć zezwolenie, żeby wziąć ślub albo łowić ryby, to sprowadzenie na świat dziecka nie wymaga żadnych formalności. Wiele par zwleka z założeniem rodziny, niektóre ciąże są planowane, inne nie. A skoro mamy do czynienia z tyloma nieprzewidywalnymi okolicznościami, to skąd przedsiębiorstwa produkujące żywność dla niemowląt i pieluchy wiedzą, ile towaru wytworzyć w kolejnych latach? Po przeczytaniu tego rozdziału powinniście umieć odpowiedzieć na to pytanie.

Zob. ramka "Zastanów się ponownie" pod koniec rozdziału.

Earl Babbie

W poszukiwaniu rzeczywistości

CE1

Rzeczywistość to skomplikowana sprawa. Pewnie od dawna podejrzewaliście, że część tego, co "wiecie", może nie być prawdą, ale jak ostatecznie ustalić, co nią jest? Ludzie zmagają się z tym problemem od tysięcy lat.

Wiedza czerpana z rzeczywistości uzgodnionej

Jednym z rozwiązań wypracowanych w toku tych zmagań jest nauka, która pozwala odnieść się zarówno do rzeczywistości uzgodnionej, jak i do rzeczywistości doświadczanej. Środowiska naukowe kierują się określonymi kryteriami, które muszą zostać spełnione, żeby można było uznać za realne coś, czego nie doświadczyło się osobiście. Ogólnie rzecz biorąc, twierdzenie musi opierać się na logice i być potwierdzone empirycznie - musi mieć sens i nie może przeczyć faktycznej obserwacji. Dlaczego naukowcy żyjący na Ziemi uznają za prawdę twierdzenie, że po ciemnej stronie Księżyca jest zimno? Po pierwsze, ma ono sens, ponieważ ciepło powierzchni Księżyca pochodzi od promieni słonecznych. Po drugie, pomiary naukowe wykonane po ciemnej stronie Księżyca potwierdzają te przewidywania. Zatem naukowcy uznają realność zjawisk, których nie doświadczają osobiście - uznają rzeczywistość uzgodnioną - jednak stosują przy tym odpowiednie kryteria.

Earl Babbie

Niektórych rzeczy dowiadujemy się dzięki doświadczeniom, innych - dzięki umowie. Ten młody człowiek najwyraźniej czerpie wiedzę z doświadczeń osobistych.

Jednak, co istotniejsze w kontekście tej książki, nauka pozwala przyjąć szczególną postawę wobec odkrywania rzeczywistości poprzez osobiste doświadczenie, czyli wobec dociekania prawdy o świecie. Epistemologia to nauka o poznaniu, a metodologię (jedną z dziedzin epistemologii) można nazwać nauką o dowiadywaniu się. Ta książka omawia metodologię nauk społecznych, czyli sposoby, w które badacze społeczni dowiadują się różnych rzeczy o życiu społecznym człowieka. Przekonacie się, że niektóre z tych metod wpisują się w tradycyjny wizerunek nauki, podczas gdy inne zostały przystosowane specjalnie do zagadnień socjologicznych.

W pozostałej części tego rozdziału przyjrzymy się procesowi dociekania prawdy o świecie jako pewnej formie ludzkiej działalności. Najpierw potraktujemy je jak naturalną aktywność człowieka, której wszyscy oddajemy się każdego dnia. Następnie omówimy kilka rodzajów błędów, jakie popełniamy w tej codziennej działalności poznawczej, a na koniec zastanowimy się nad tym, czym różni się od nich nauka. Zobaczymy też, jakimi sposobami chroni się ona przed błędami popełnianymi przez ludzi na co dzień.

Rzeczywistość uzgodniona: "wiedza" stanowiąca nieodłączny element kultury wspólnej nam i otaczającym nas ludziom.

Epistemologia: nauka o poznaniu; systemy wiedzy.

Metodologia: nauka o dowiadywaniu się; procedury badań naukowych.

W ramce "Problemy i refleksje" pt. Badania społeczne zmieniają świat znajdziecie przykład kontrolowanego badania społecznego, które podważa coś, co "wszyscy wiedzą".

Codzienna działalność poznawcza

W zasadzie wszyscy ludzie pragną przewidzieć, co ich spotka w przyszłości. Co więcej, okazuje się, że w swoich przewidywaniach chętnie posługujemy się rozumowaniem przyczynowo-skutkowym i probabilistycznym. Po pierwsze, na ogół rozumiemy, że przyszłe zdarzenia są w pewien sposób wywołane lub uwarunkowane przez obecne. Dowiadujemy się, że wypłynięcie poza rafę może przynieść przykre spotkanie z rekinem. Podczas studiów uświadamiamy sobie, że pilna nauka owocuje lepszymi stopniami. Po drugie, uczymy się, że tego rodzaju wzorce przyczynowo-skutkowe mają charakter probabilistyczny: określone skutki zachodzą częściej, gdy wystąpią określone przyczyny, a rzadziej, gdy owe przyczyny nie wystąpią - przy czym ich wystąpienie nie zawsze wywołuje dany skutek. Zatem studenci przekonują się, że pilna nauka zaowocuje dobrymi stopniami w większości przypadków, ale nie za każdym razem. Rozumiemy, że wypływanie poza rafę wiąże się z niebezpieczeństwem, ale nie uważamy, że każda taka wyprawa skończy się tragicznie.

Jak zobaczymy w dalszych częściach tej książki, nauka ujednoznacznia pojęcia przyczynowości i prawdopodobieństwa oraz oferuje techniki pozwalające posługiwać się nimi bardziej precyzyjnie, niż robimy to w życiu codziennym. Doskonali umiejętności, które już mamy, dzięki czemu stajemy się bardziej świadomi, skrupulatni i zdyscyplinowani w swoich analizach.

Przyglądając się naszej codziennej działalności poznawczej, musimy odróżnić przewidywanie od rozumienia. Często snujemy przewidywania, nie rozumiejąc mechanizmu, na którym się opieramy - na przykład twierdzimy, że zanosi się na deszcz, kiedy strzyka nas w kolanie. Gdy owe przewidywania się potwierdzą, to chociaż nie rozumiemy, dlaczego tak się stało, często jesteśmy gotowi kierować się nimi w swoich działaniach. Pasjonat wyścigów, który odkryje, że w trzeciej gonitwie dnia zawsze wygrywa koń sklasyfikowany w rankingu jako trzeci, prawdopodobnie będzie stawiał na tego konia, nie wiedząc, skąd bierze się owa zależność, ani też o to nie dbając.

Bez względu na to, jakimi pierwotnymi popędami czy instynktami kierują się ludzie w swoich działaniach, zaspokojenie pragnień zależy w dużej mierze od umiejętności przewidywania przyszłych zdarzeń. Próba ich przewidzenia często dokonuje się jednak w kontekście wiedzy i rozumienia świata. Jeśli potrafimy zrozumieć, dlaczego dane zjawiska są wzajemnie powiązane, z jakich przyczyn zachodzą pewne prawidłowości, jesteśmy w stanie stawiać lepsze prognozy niż w sytuacji, gdy jedynie obserwujemy i zapamiętujemy owe prawidłowości. Stąd człowiek w swoich dociekaniach stara się znaleźć odpowiedzi na pytania zarówno "co?", jak i "dlaczego?", a dążymy do tego celu drogą obserwacji i szukania związków między wydarzeniami.

Jak już sugerowałem, nasze próby poznania świata tylko częściowo opierają się na bezpośrednim osobistym doświadczeniu czy własnych dociekaniach. Dużo częściej odwołujemy się do uzgodnionej w danej społeczności wiedzy, przekazywanej przez innych ludzi. Ta uzgodniona rzeczywistość równocześnie ułatwia i utrudnia nam samodzielne poznawanie świata. Aby zrozumieć, jak to się dzieje, zastanówmy się teraz nad dwoma ważnymi źródłami naszej wiedzy z drugiej ręki: tradycją i autorytetem.

Tradycja

Każdy z nas dziedziczy pewną kulturę, złożoną po części z głęboko ugruntowanej wiedzy o mechanizmach funkcjonowania świata oraz o wartościach, którymi należy się kierować w życiu. Możemy dowiedzieć się od innych, że jedzenie zbyt wielu słodyczy powoduje próchnicę, że obwód koła to w przybliżeniu dwadzieścia dwie siódme jego średnicy albo że masturbacja prowadzi do ślepoty. W tej kategorii mieszczą się wasze wyniesione z dzieciństwa przekonania na temat płci kulturowej, rasy, religii i innych narodów. Zdarza nam się samodzielnie weryfikować niektóre z tych "prawd", ale znaczną większość przyjmujemy bez wahania, bo przecież "wszyscy to wiedzą".

Rozumiana w ten sposób tradycja przynosi ludziom wyraźne korzyści w codziennej działalności poznawczej. Przyjmując za prawdę to, co wszyscy wiedzą, oszczędzamy sobie przytłaczającego zadania, jakim byłoby rozpoczynanie od zera poszukiwań prawidłowości i prób zrozumienia świata. Wiedza ma charakter kumulatywny, a odziedziczony zasób informacji stanowi punkt wyjścia do gromadzenia kolejnych. Często mówi się, że jesteśmy jak "karły na ramionach olbrzymów", czyli zaczynamy życie wyposażeni w bazę wiedzy poprzednich pokoleń.

Jednocześnie tradycja bywa przeszkodą dla ludzkich dociekań. Jeśli staramy się na nowo zinterpretować coś, co wszyscy już rozumieją, i to od zawsze, możemy z powodu swoich wysiłków zostać uznani za głupców. Co istotniejsze, większości z nas rzadko przychodzi w ogóle na myśl, by szukać nowej interpretacji czegoś, co powszechnie uchodzi za prawdę.

Autorytet

Pomimo potęgi tradycji zasób ludzkiej wiedzy rośnie każdego dnia. Niezależnie od działalności poznawczej podejmowanej na własną rękę przez całe życie korzystamy z nowych odkryć i wglądów dokonywanych przez innych ludzi. Od statusu odkrywcy zależy, czy owe osiągnięcia zostaną powszechnie zaakceptowane. Epidemiologowi, który twierdzi, że przeziębieniem można się zarazić przez pocałunek, uwierzycie chętniej niż swojemu wujkowi Pete'owi, który wygłosi tę samą tezę.

Problemy i refleksje

Badania społeczne zmieniają świat

Każdego roku około 770 tysięcy pacjentów umiera lub ponosi uszczerbek na zdrowiu w amerykańskich szpitalach z powodu niewłaściwego podania leku. Nowo opracowane systemy skomputeryzowanego wprowadzania zaleceń lekarskich [Computerized Physician Order Entry, CPOE] powszechnie uznawano za rozwiązanie tego poważnego problemu, wynikającego po części z tradycyjnego systemu ręcznego wypisywania recept.

Badania z dziedziny nauk medycznych na ogół potwierdzały przydatność nowej technologii, jednak w marcu 2005 roku środowiskiem medycznym wstrząsnął artykuł opublikowany w czasopiśmie "Journal of the American Medical Association". Socjolog Ross Koppel i jego współpracownicy (2005) posłużyli się kilkoma z technik badawczych omawianych w tej książce, żeby sprawdzić skuteczność systemu CPOE, i doszli do następującego wniosku: nowa technologia nie jest nawet w przybliżeniu tak efektywna, jak twierdzono; nie zapobiegała niewłaściwemu podaniu leków.

Jak możecie sobie wyobrazić, firmy produkujące i sprzedające ów sprzęt nie były zachwycone wynikami badania, które dało początek trwającej do dziś debacie w kręgach medycznych. Według ostatnich danych analiza Koppla została zacytowana ponad dwadzieścia tysięcy razy w innych artykułach, a on sam został cenionym ekspertem w zakresie tej tematyki.

Źródło: Kathryn Goldman Schuyler, Medical Errors. Sociological Research Makes News, "Sociological Practice Newsletter" (American Sociological Association, Section on Sociological Practice) 2006, zima, s. 1.

Podobnie jak tradycja, autorytet może zarówno ułatwiać, jak i utrudniać nasze próby zrozumienia świata. Szczególnie w obliczu kontrowersji warto zaufać osądowi osoby, która ma odpowiednie wykształcenie, kompetencje i kwalifikacje w danym obszarze. Kiedy jednak uznany autorytet popełnia błąd w swojej dziedzinie, może to stanowić poważną przeszkodę w dociekaniu prawdy na jej temat. W końcu błędy biologów dotyczą sfery biologii.

Poznawanie rzeczywistości jest również utrudnione, jeśli opieramy się na autorytecie ekspertów, którzy wypowiadają się na tematy spoza obszaru swoich kompetencji. Przykładem może być przywódca polityczny lub religijny, który nie dysponując żadną wiedzą biochemiczną, ogłasza marihuanę niebezpiecznym narkotykiem. Branża reklamowa opiera się w dużej mierze na tego rodzaju nadużyciach, dlatego popularni zawodnicy rozprawiają o wartości odżywczej płatków śniadaniowych, a aktorzy filmowi oceniają samochody.

Zatem zarówno tradycja, jak i autorytet są jak obosieczny miecz, kiedy posługujemy się nimi w poszukiwaniu wiedzy o świecie. By ująć to prościej: stanowią dla nas punkt wyjścia do własnych dociekań, ale mogą sprawić, że zaczniemy w niewłaściwym miejscu, albo popchnąć nas w złym kierunku.

Błędy w codziennej działalności poznawczej i jak ich uniknąć

Niezależnie od potencjalnych zagrożeń, jakie płyną z czerpania wiedzy z tradycji i od autorytetów, poszukując wiedzy na własną rękę, często zaliczamy potknięcia i upadki. Przyjrzyjmy się kilku powszechnym błędom, jakie popełniamy w codziennej działalności poznawczej, oraz sprawdźmy, w jaki sposób nauka zabezpiecza się przed tymi błędami.

Błędne obserwacje

Dość często popełniamy w swoich obserwacjach błędy. Na przykład: w co był ubrany wasz wykładowca metodologii podczas pierwszych zajęć? Jeśli musicie zgadywać, wynika to z faktu, że większość naszych codziennych obserwacji jest powierzchowna i półświadoma. To dlatego często nie możemy się zgodzić w kwestii tego, "co się naprawdę wydarzyło".

W przeciwieństwie do codziennej działalności poznawczej obserwacja naukowa jest działaniem świadomym. Już samo skupienie się na obserwacji pomaga ograniczyć błędy. Gdybyście musieli zgadywać, w co był ubrany wykładowca podczas pierwszych zajęć, prawdopodobnie popełnilibyście błąd. Natomiast gdybyście przyszli na pierwsze zajęcia z planem, by przyjrzeć się jego ubraniu i w pewien sposób zarejestrować swoją obserwację, zapewne potrafilibyście teraz opisać ów strój z większą precyzją. (Byłby to również sygnał, że powinniście znaleźć sobie jakieś hobby).

W wielu przypadkach ochronę przed błędnymi obserwacjami zapewniają mniej albo bardziej złożone urządzenia pomiarowe. Co więcej, pozwalają one osiągnąć stopień precyzji wykraczający poza możliwości ludzkich zmysłów. Na przykład owego pierwszego dnia zajęć mogliście zrobić wykładowcy zdjęcia. (Tu odsyłam was ponownie do wcześniejszej uwagi dotyczącej hobby).

Nieuprawnione uogólnianie

Szukając prawidłowości w konkretnych zjawiskach zachodzących wokół nas, często zakładamy, że kilka podobnych zdarzeń świadczy o istnieniu ogólnego wzorca. Inaczej mówiąc, mamy skłonność do dokonywania nieuprawnionych uogólnień na podstawie niewielkiej liczby obserwacji. Tego rodzaju błąd może utrudnić dotarcie do prawdy lub nadać naszemu rozumowaniu niewłaściwy kierunek.

Wyobraźcie sobie, że macie napisać reportaż z demonstracji w obronie praw zwierząt. Gotowy artykuł trzeba oddać już za dwie godziny. Pędzicie na miejsce protestu i zaczynacie rozmawiać z uczestnikami, pytając, dlaczego demonstrują. Jeśli dwie pierwsze osoby udzielą w zasadzie tej samej odpowiedzi, możecie najzwyczajniej założyć, że pozostałe trzy tysiące też by się pod nią podpisały. Niestety po publikacji tego artykułu wasz redaktor naczelny mógłby dostać mnóstwo listów od demonstrantów, którzy mieli zupełnie inną motywację.

Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę, że musimy do pewnego stopnia posługiwać się uogólnieniami, żeby przetrwać. Zapewne nie najlepszym pomysłem byłoby pytać za każdym razem, czy ten konkretny grzechotnik jest jadowity. Lepiej założyć, że wszystkie są jadowite. Jednocześnie jednak mamy skłonność do nieuprawnionych uogólnień.

Naukowcy chronią się przed tym błędem, dobierając odpowiednio dużą próbę obserwacji. Innym zabezpieczeniem jest replikacja badań. Polega ona zasadniczo na powtarzaniu badania w celu sprawdzenia, czy za każdym razem da ono te same wyniki. W ramach kolejnego etapu weryfikacji można też powtórzyć badanie w nieco zmienionych warunkach.

Wybiórcza obserwacja

Z nieuprawnionymi uogólnieniami wiąże się między innymi ryzyko, że doprowadzą one do wybiórczej obserwacji. Gdy już dojdziecie do wniosku, że w danym obszarze występuje określona prawidłowość, i nabierzecie ogólnego rozeznania co do jej przyczyn, w przyszłości będziecie skupiać się na zdarzeniach i sytuacjach, które pasują do owego wzorca, a ignorować te, które do niego nie pasują. To w dużej mierze wybiórczej obserwacji zawdzięczają swoją trwałość uprzedzenia rasowe i etniczne.

Innym obrazującym to przykładem są wspomnienia Lewisa Hilla (2000, s. 35) z dorastania na wsi w Vermont:

Sianokosy zaczynały się zaraz po 4 lipca. Farmerzy z naszej okolicy wierzyli, że każdy, kto weźmie się do pracy wcześniej, na pewno ucierpi z powodu późnoczerwcowych burz oraz ulew po Święcie Niepodległości. Najstarsi we wsi twierdzili, że nawałnice wywoływał huk wystrzałów podczas obchodów i dym z prochu strzelniczego. Matka mówiła mi, że zdaniem dziadka i innych weteranów wojny secesyjnej po każdej wielkiej bitwie porządnie lało. Oczywiście ich prognozy nie zawsze się sprawdzały, ale wszyscy pamiętali tylko te sytuacje, w których tak było.

Replikacja: powtarzanie eksperymentu, żeby ujawnić lub ograniczyć błędy.

Czasami plan badań z góry określa liczbę i rodzaj obserwacji, jakie należy przeprowadzić, żeby mieć podstawę do formułowania wniosków. Gdybyśmy chcieli się dowiedzieć, czy kobiety częściej od mężczyzn opowiadają się za legalnością aborcji, w naszym projekcie badawczym ustalilibyśmy konkretną liczbę obserwacji dotyczących tego zagadnienia. Moglibyśmy na przykład wytypować tysiąc osób, z którymi przeprowadzimy wywiady. Natomiast w przypadku bezpośredniej obserwacji określonego wydarzenia, takiego jak demonstracja na rzecz praw zwierząt, badacze społeczni dokładają starań, żeby znaleźć "nietypowe przypadki", niepasujące do ogólnego wzorca.

Nielogiczne rozumowanie

Sposobów radzenia sobie z obserwacjami, które przeczą naszemu wyobrażeniu o rzeczywistości, jest więcej. Do najbardziej niesamowitych wytworów ludzkiego umysłu z pewnością zalicza się koncepcja "wyjątku potwierdzającego regułę". Nie ma ona najmniejszego sensu. Wyjątek może zwrócić naszą uwagę na pewną realną albo rzekomą zasadę, ale w żadnym systemie logiki nie potwierdza on reguły, której przeczy. Mimo to często sięgamy po to zgrabne - choć nielogiczne - powiedzonko, żeby rozwiać mgłę rozbieżności między rzeczywistością a naszymi przekonaniami. Dotyczy to zwłaszcza stereotypów odnoszących się do grup. Kiedy osoba niebiała, kobieta lub gej swoim zachowaniem podważą stereotypową wizję danej zbiorowości, ma to w jakiś sposób "dowodzić", że ów stereotyp pozostaje "uzasadniony" dla reszty jej członków oprócz tego jednego wyjątku. Na przykład kobietę na stanowisku kierowniczym, która jest miła i kobieca, traktuje się jako "dowód" na to, że wszystkie inne kobiety na tym szczeblu są złośliwe i męskie.

Kolejny przejaw nielogicznego rozumowania w życiu codziennym został nazwany przez statystyków błędem hazardzisty. Polega on na założeniu, że długotrwała dobra albo zła passa zapowiada rychłą odmianę losu. Jeśli pokerzyście nie idzie karta przez cały wieczór, może nabrać przekonania, że za moment zacznie wygrywać; wielu graczy zostaje przy stoliku zdecydowanie zbyt długo, kierując się tym błędnym przeświadczeniem. (Rozsądniejszym wnioskiem byłoby uznać, że poker nie jest ich najmocniejszą stroną).

Chociaż w życiu codziennym każdy z nas niekiedy wykazuje się zawstydzającym brakiem logiki, naukowcy unikają tej pułapki, stosując systemy logiczne w sposób świadomy i jawny. W rozdziale 2 zajmiemy się głębszą analizą logiki nauki. Na razie wystarczy zwrócić uwagę, że w środowisku naukowym logiczne rozumowanie jest świadomym działaniem, a naukowcy pilnują nawzajem swojej uczciwości.

Zatem nauka stara się ustrzec nas przed powszechnymi błędami, jakie popełniamy w codziennym myśleniu o świecie. Rzetelna obserwacja i interpretacja rzeczywistości nie należą do zadań trywialnych, jak przekonamy się z pozostałej części tego rozdziału i z całej książki.

Zanim przejdziemy dalej, powinienem was ostrzec, że ustalenia naukowe ulegają nieustannym zmianom. Każdy przegląd historii nauki ujawni liczne przypadki zastępowania "starej" wiedzy "nową". Łatwo czuć wyższość wobec naukowców sprzed stu lub tysiąca lat, obawiam się jednak, że w naszym mniemaniu tego rodzaju przewroty naukowe mamy już za sobą, bo teraz wiemy, jak sprawy naprawdę się mają.

W książce The Half-Life of Facts [Półtrwanie faktów] Samuel Arbesman (2012) odpowiada na pytanie, jak długo dzisiejsze "fakty" naukowe przetrwają w obliczu rekonceptualizacji, powtórnych badań i nowych odkryć. Zwraca uwagę, że w ciągu czterdziestu pięciu lat zmieniła się aż połowa wiedzy medycznej na temat zapalenia i marskości wątroby.

Fakt, że wiedza naukowa ulega nieustannym modyfikacjom, w rzeczywistości świadczy o sile nauki. Podczas gdy przekonania kulturowe i przesądy mogą pozostać niekwestionowane przez wieki, naukowcy konsekwentnie starają się rozumieć świat coraz lepiej. Moim celem w tej książce jest przygotowanie was, byście dołączyli do tego przedsięwzięcia.

Podstawy nauk społecznych

CE2

Dwoma filarami nauki są logika i obserwacja. Naukowe rozumienie świata musi 1) mieć sens i 2) odpowiadać naszym obserwacjom. Oba te elementy są niezbędne dla nauki i odnoszą się do trzech głównych aspektów działalności naukowej: teorii, gromadzenia danych i ich analizy.

Mówiąc najogólniej, teoria naukowa opiera się na logice, a proces gromadzenia danych - na obserwacji. Z kolei analiza danych polega na poszukiwaniu prawidłowości w dokonanych obserwacjach, i - w uzasadnionych przypadkach - porównywaniu zaobserwowanego stanu rzeczy ze stanem przewidywanym w myśl zasad logiki. Wprawdzie większość tego podręcznika dotyczy gromadzenia i analizy danych - czyli metod prowadzenia badań empirycznych - ale pamiętajcie, że nauki społeczne obejmują wszystkie trzy elementy. Dlatego też w rozdziale 2 omawiam teoretyczny kontekst badań, w częściach 2 i 3 skupiam się na gromadzeniu danych, a część 4 stanowi wprowadzenie do analizy danych. Rysunek 1.1 przedstawia w schematyczny sposób, jak każdy z trzech aspektów nauk społecznych został uwzględniony w tej książce.

Teraz zajmiemy się kilkoma fundamentalnymi różnicami między naukami społecznymi a innymi sposobami rozpatrywania zjawisk społecznych.

Teoria zamiast filozofii czy wiary

Współcześnie teoria społeczna zajmuje się tym, jak jest, a nie tym, jak być powinno, jednak przez wiele setek lat występowały w niej obie te orientacje. Filozofowie społeczni swobodnie łączyli obserwacje dotyczące rozgrywających się wokół nich wydarzeń, spekulacje na temat ich przyczyn oraz pomysły, jak powinien funkcjonować świat. Wprawdzie dzisiejszym badaczom społecznym też może się to zdarzać, ale pamiętajcie, że domeną nauki społecznej są faktycznie zachodzące zjawiska i ich przyczyny.

Oznacza to, że sporów o wartości nie można rozstrzygać na gruncie teorii naukowej - ani samej nauki. Naukowcy nie mogą ustalić, czy kapitalizm jest lepszy, czy gorszy od socjalizmu, a jedynie porównać te systemy według pewnego zestawu uzgodnionych kryteriów. Aby określić naukowo, który z nich bardziej sprzyja ludzkiej godności i wolności, musielibyśmy najpierw przyjąć mierzalne definicje wolności i godności. Nasze wnioski byłyby w pełni uwarunkowane tymi uzgodnieniami i nie miałyby żadnego ogólnego znaczenia poza nimi.

Na tej samej zasadzie, gdybyśmy zgodzili się co do tego, że wskaźnik samobójstw albo, powiedzmy, datki na cele dobroczynne są dobrymi miernikami jakości religii, moglibyśmy naukowo określić, która religia jest lepsza: buddyzm czy chrześcijaństwo. Ponownie nasze wnioski byłyby nierozerwalnie związane z przyjętymi przez nas kryteriami. W praktyce ludzie nieczęsto są w stanie uzgodnić kryteria rozstrzygania dylematów dotyczących wartości, dlatego nauka rzadko przydaje się do rozwiązywania takich sporów. Właściwie zagadnienia tego rodzaju są do tego stopnia kwestią opinii i przekonań, że poświęcone im badania naukowe często postrzegane są jako zagrożenie dla tego, co "już wiadomo".

Temu problemowi przyjrzymy się bardziej szczegółowo w rozdziale 12 w kontekście badań ewaluacyjnych. Przekonacie się, że badacze społeczni coraz mocniej angażują się w analizy programów społecznych wyrażających określone perspektywy ideologiczne, takich jak akcja afirmacyjna czy reforma systemu opieki społecznej. Jednym z najpoważniejszych problemów, przed jakimi stają badacze, jest uzgodnienie kryteriów sukcesu czy porażki tego rodzaju inicjatyw. Tymczasem kryteria są niezbędne, żeby badania społeczne mogły przynieść nam użyteczne informacje w kwestiach dotyczących wartości. Analogicznie stoper nie pozwoli określić, czy dany sprinter jest lepszy od innego, jeżeli wcześniej nie uzgodnimy, że najważniejsze kryterium stanowi prędkość.

Teoria: systematyczne wyjaśnienie obserwacji odnoszących się do konkretnego aspektu życia, na przykład przestępczości nieletnich, stratyfikacji społecznej albo rewolucji politycznej.

RYSUNEK 1.1.

Nauka społeczna = teoria + gromadzenie danych + analiza danych Na rysunku przedstawiono schematycznie podstawowe etapy badania społecznego ze wskazaniem, w której części książki został omówiony każdy z nich.

Zatem nauki społeczne mogą pomóc nam poznać jedynie istniejący stan rzeczy i jego przyczyny. Do określenia, jak być powinno, są przydatne tylko wtedy, gdy ludzie zgadzają się co do tego, jakie kryteria świadczą o wyższości jednego z rozstrzygnięć - a taka zgodność zdarza się rzadko. Z tą świadomością przejdźmy teraz do omówienia kilku podstawowych czynników, dzięki którym nauki społeczne pozwalają nam tworzyć teorie o tym, jak i dlaczego właśnie w taki sposób wygląda nasza rzeczywistość społeczna.

Prawidłowości społeczne

Celem teorii społecznej jest przede wszystkim odkrywanie prawidłowości w życiu społecznym. Rzecz jasna, przyświeca on całej nauce, niekiedy jednak sprawia trudność osobom, które po raz pierwszy stykają się z naukami społecznymi.

To ogromna liczba formalnych norm sprawia, że w życiu społecznym występuje wiele prawidłowości. Na przykład w wyborach głosować mogą tylko osoby, które osiągnęły określony wiek. Do niedawna tylko mężczyźni mogli uczestniczyć w działaniach zbrojnych. Tego rodzaju formalne zasady regulują zatem zachowania społeczne.

Oprócz tych oficjalnych przepisów możemy obserwować również inne normy społeczne, które tworzą kolejne prawidłowości. Istnieje większe prawdopodobieństwo, że na kandydatów republikańskich zagłosują republikanie niż demokraci. Profesorowie uniwersytetu zwykle zarabiają więcej niż robotnicy niewykwalifikowani. Mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety. (Tej kwestii przyjrzymy się dokładniej w dalszej części książki). Lista przykładów nie ma końca.

Prawidłowości społeczne mogą budzić zastrzeżenia trojakiego rodzaju. Po pierwsze, niektóre z owych reguł wydają się trywialne. Na przykład republikanie głosują na republikanów; wszyscy to wiedzą. Po drugie, można przywołać odwrotne przypadki, podważające daną prawidłowość. Niektórzy robotnicy zarabiają więcej niż niektórzy profesorowie. Po trzecie, można utrzymywać, że ludzie realizujący ową prawidłowość byliby w stanie ją zakłócić, gdyby tego chcieli.

Zajmijmy się tymi zastrzeżeniami po kolei.

Zarzut trywialności

W czasie II wojny światowej Samuel Stouffer, jeden z najwybitniejszych badaczy społecznych, założył w ramach armii amerykańskiej zespół badawczy, żeby prowadzić analizy wspierające wysiłek wojenny Stanów Zjednoczonych. Wiele z tych analiz skupiało się na poziomie morale wśród żołnierzy. Stouffer i jego współpracownicy (1949-1950) odkryli, że w społeczeństwie istnieje wiele przekonań na temat czynników warunkujących morale wojskowych. Analizy prowadzone przez zespół Stouffera polegały w dużej mierze na weryfikacji tych "oczywistych" prawd.

Na przykład od dawna rozumiano, że na poziom morale w wojsku wpływają awanse. Kiedy personel wojskowy może piąć się po szczeblach kariery, a system awansu uchodzi za sprawiedliwy, morale rośnie. Co więcej, rozsądnie byłoby zakładać, że żołnierze, którzy awansują, będą skłonni uznawać ów system za sprawiedliwy, podczas gdy żołnierze pomijani przy awansie prawdopodobnie uznają go za niesprawiedliwy. Co za tym idzie, sensowne wydaje się założenie, że żołnierze w jednostkach o powolnym tempie awansu będą częściej uznawać ów system za niesprawiedliwy, a żołnierze w jednostkach o szybkim tempie awansu - za sprawiedliwy. Jednak czy założenia te okazały się prawdziwe?

Stouffer wraz ze współpracownikami skupił się na dwóch jednostkach: żandarmerii wojskowej [Military Police, MP], w której tempo awansu było najniższe w całej armii, oraz korpusie lotniczym [Army Air Corps], poprzedniku amerykańskich sił powietrznych - U.S. Air Force, gdzie awans następował najszybciej. Badacze spodziewali się, że żołnierze z MP postrzegają system awansu jako niesprawiedliwy, a żołnierze z korpusu lotniczego - jako sprawiedliwy. Uzyskane wyniki pokazały jednak przeciwną tendencję.

Zwróćcie uwagę na dylemat, przed którym staje badacz w takiej sytuacji. Z jednej strony jego obserwacje wydają się pozbawione sensu. Z drugiej strony wyjaśnienie, które w oczywisty sposób ma sens, nie znajduje potwierdzenia w faktach.

Mniej ambitny naukowiec odłożyłby ten problem ad acta, "do dalszych analiz". Stouffer szukał jednak wyjaśnienia dla swoich obserwacji i ostatecznie je znalazł. Robert Merton, Alice Kitt (1950) i inni socjologowie z Uniwersytetu Columbii zaczęli pracować nad koncepcją, którą nazwali teorią grup odniesienia. Głosi ona, że przy ocenie własnej sytuacji życiowej kierujemy się w mniejszym stopniu obiektywnymi okolicznościami, a w większym - sytuacją otaczających nas ludzi, czyli naszej grupy odniesienia. Na przykład gdybyście żyli wśród osób ubogich, zarabiając 50 tysięcy rocznie, czulibyście się jak milionerzy. Natomiast gdyby inni w waszym otoczeniu zarabiali po 500 tysięcy dolarów rocznie, to samo 50 tysięcy dolarów wywoływałoby w was poczucie ubóstwa.

Stouffer zastosował ten tok rozumowania w swoich badaniach nad żołnierzami. Nawet jeśli dany żandarm od dawna nie dostał awansu, istniało niskie prawdopodobieństwo, że znał kogoś, kto awansował szybciej, choć na to nie zasługiwał. W żandarmerii wojskowej po prostu się nie awansowało. Tymczasem członek korpusu lotniczego, który awansował kilka razy w krótkim czasie, prawdopodobnie byłby w stanie wskazać kogoś, kto piął się po szczeblach kariery jeszcze szybciej, choć miał niższe kwalifikacje. Zatem grupą odniesienia dla żandarma wojskowego byli jego koledzy z żandarmerii, a członek korpusu lotniczego porównywał się z żołnierzami ze swojej jednostki. Jak widać, w ostatecznym rozrachunku Stouffer dotarł do takiej interpretacji postaw żołnierzy wobec systemu awansu, która 1) miała sens i 2) była zgodna z faktami.

Ta opowieść pokazuje, że dokumentowanie oczywistości jest cenną funkcją każdej gałęzi nauki, zarówno przyrodniczej, jak i społecznej. Charles Darwin ukuł termin "eksperyment głupca" na określenie dużej części własnych badań, w których weryfikował to, co wszyscy inni "już wiedzieli". Darwin rozumiał bowiem, że oczywiste tezy bardzo często okazują się błędne; stąd pozorna trywialność nie jest uprawnionym zarzutem wobec jakiegokolwiek przedsięwzięcia naukowego.

A co z wyjątkami?

Zarzut, że od każdej prawidłowości społecznej istnieją wyjątki, nie odbiera jej realności ani znaczenia. Jest bardzo prawdopodobne, że jakaś konkretna kobieta zarabia więcej niż większość mężczyzn, stanowi to jednak niewielkie pocieszenie dla większości kobiet o niższych zarobkach. Reguła pozostaje w mocy. Innymi słowy, prawidłowości społeczne to modele probabilistyczne, które nie stają się mniej realne tylko dlatego, że pewne przypadki nie pasują do ogólnego wzorca.

Uwaga ta odnosi się do nauk zarówno społecznych, jak i przyrodniczych. Na przykład fizyka subatomowa jest nauką opartą na modelach prawdopodobieństwa. Od genetyków dowiemy się, że potomstwo osoby o oczach niebieskich i osoby o oczach brązowych prawdopodobnie będzie brązowookie. Narodziny dziecka o niebieskich oczach nie unieważniają tej zaobserwowanej prawidłowości. Genetycy twierdzą jedynie, że istnieje większe prawdopodobieństwo, iż dziecko takich rodziców będzie miało brązowe oczy, i określają, w jakim procencie wszystkich takich przypadków tak się stanie. Podobnie badacz społeczny stawia pewną prognozę na podstawie zasad prawdopodobieństwa, gdy twierdzi, że kobiety, ogólnie rzecz biorąc, będą zarabiać mniej niż mężczyźni. Po zaobserwowaniu prawidłowości tego rodzaju badacz społeczny ma podstawy, żeby zastanawiać się, dlaczego ona występuje.

Możliwość ingerencji człowieka

Jeśli chodzi o ostatni zarzut, że świadoma wola aktorów mogłaby zaburzyć obserwowane prawidłowości społeczne, to nie stanowi on poważnego wyzwania dla nauk społecznych. Jest tak mimo faktu, że, jak się wydaje, analogiczna sytuacja nie występuje na gruncie nauk przyrodniczych. (Ciała fizyczne zapewne nie mogą łamać praw fizyki, choć probabilistyczny charakter fizyki subatomowej skłonił kiedyś niektórych obserwatorów do postawienia tezy, że elektrony obdarzone są wolną wolą). Nie da się ukryć, że prawicowy fanatyk religijny mógłby zagłosować na agnostyczną, lewicową Afroamerykankę, żeby wytrącić z równowagi politologów analizujących wybory. Wszyscy wyborcy mogliby znienacka poprzeć kandydata, któremu sondaże nie dawały szans na wygraną, gdyby chcieli sfrustrować ankieterów. Na tej samej zasadzie pracownicy mogliby wyjść do pracy wcześniej albo zostać w domach, w ten sposób zapobiegając korkom w godzinach szczytu. Tego rodzaju sytuacje nie zdarzają się jednak na tyle często, by mogły poważnie zakłócić obserwację prawidłowości społecznych.

Zatem prawidłowości społeczne występują naprawdę, a badacze społeczni potrafią je odkrywać i obserwować ich skutki. Jeśli owe prawidłowości z czasem ulegają zmianie, badacze społeczni mogą obserwować i wyjaśniać to zjawisko.

Ingerencja człowieka może jednak przybrać nieco inną formę, która czyni badania społeczne wyjątkowo trudnym przedsięwzięciem. Badania społeczne cechuje rekursywność, ponieważ to, czego dowiadujemy się o społeczeństwie, może na nie wpływać, przez co nasza wiedza się dezaktualizuje. Przykładowo pewnie od czasu do czasu trafiacie na ranking typu "Dziesięć najlepszych miejsc do życia". Zachwalane okolice nie są przeludnione, za to znajdują się tam wszystkie sklepy, jakie można sobie wymarzyć; szkoły i inne obiekty użyteczności publicznej działają sprawnie, przestępczość jest niska, a liczba lekarzy przypadających na mieszkańca - wysoka; zalety tych miejsc można wymieniać bez końca. Co się dzieje, kiedy te dane zostaną upublicznione? Ludzie przeprowadzają się w owe miejsca, robi się w nich tłoczno i po pewnym czasie nie mieszka się tam już tak przyjemnie. A oto jeszcze prostszy przykład: wyobraźcie sobie, jaki skutek wywoła badanie, którego efektem będzie publikacja listy najmniej obleganych plaż lub łowisk.

W 2001 roku przedsiębiorstwo Enron Corporation znajdowało się na krawędzi bankructwa, a część kadry menedżerskiej najwyższego szczebla po cichu sprzedawała swoje udziały w firmie. Ci sami ludzie uspokajali pracowników, że firma jest wypłacalna, i zalecali im pozostawienie środków w funduszu emerytalnym Enronu. W wyniku tego oszustwa pracownicy stracili większość zgromadzonych na emeryturę oszczędności w tym samym momencie, w którym zostali zwolnieni.

Wydarzenia w Enronie skłoniły dwoje członków kadry szkoły biznesu Uniwersytetu Stanforda, Davida Larckera i Anastasię Zakolyukiną (2010), do zbadania, czy można wykryć, kiedy biznesmeni kłamią. W tym celu przeanalizowali kilkadziesiąt tysięcy stenogramów telekonferencji, zidentyfikowali przypadki, w których biznesmeni mijali się z prawdą, i spróbowali ustalić wzorce kłamliwych wypowiedzi. Larcker i Zakolyukina odkryli między innymi, że kiedy biznesmeni wprowadzali rozmówcę w błąd, na ogół przejaskrawiali swoje opisy, na przykład określali perspektywy firmy jako "fantastyczne", a nie "dobre". Badania wytypowały również inne sygnały kłamstw, takie jak rzadsze wzmianki o udziałowcach i o sobie samych. Zwróćcie uwagę na to, jakiego typu informacje przyniosła omawiana analiza: ujawniła rozpoznawalne cechy kłamstw. Jak sądzicie, komu te wnioski przyniosą największe korzyści? Prawdopodobnie biznesmenom i specjalistom, którzy szkolą ich w sztuce komunikacji. Mamy podstawy zakładać, że w kolejnym tego rodzaju badaniu środowiska biznesowego, przeprowadzonym za, powiedzmy, dziesięć lat, zidentyfikowane wzorce kłamliwych wypowiedzi będą bardzo różniły się od tych używanych obecnie.

Zbiorowości zamiast jednostek

Powtórzmy: prawidłowości społeczne istnieją naprawdę i są godne badań teoretycznych i empirycznych. Badacze społeczni zajmują się przede wszystkim społecznymi, a nie indywidualnymi wzorcami zachowań. Owe społeczne wzorce odzwierciedlają zagregowane działania i wydarzenia w życiu wielu jednostek. Chociaż badacze społeczni często analizują motywacje i działania, które wpływają na jednostki, rzadko skupiają się na jednostce jako takiej. Ich teorie dotyczą natury życia grupowego, a nie jednostkowego. Podczas gdy psychologowie koncentrują się na tym, co się dzieje wewnątrz jednostek, badacze społeczni zajmują się tym, co zachodzi między jednostkami. Przedmiotem zainteresowania mogą być pary, małe grupy i organizacje, a nawet całe społeczeństwa czy wręcz interakcje między społeczeństwami.

Prawidłowości występujące w zbiorowościach bywają zdumiewające. Weźmy na przykład wskaźnik urodzeń. Ludzie zakładają rodziny z niezliczonych osobistych powodów. Niektórzy chcą spełnić życzenie swoich rodziców. Inni uważają, że przyniesie im to pełnię kobiecości lub męskości. Jeszcze inni pragną uratować swoje małżeństwo. Kolejna grupa to osoby, które zachodzą w nieplanowaną ciążę.

Ci z was, którzy mają dziecko, pewnie mogliby opowiedzieć o swoich motywacjach w dużo bardziej szczegółowy i osobisty sposób. Dlaczego założyliście rodzinę w danym momencie zamiast rok wcześniej albo później? Może spalił wam się dom i musieliście odłożyć tę decyzję o rok, żeby było was stać na wydatki związane z dzieckiem? Może mieliście poczucie, że posiadanie rodziny będzie świadczyć o waszej dojrzałości i przyspieszy wasz awans w pracy?

Każda osoba, która w zeszłym roku została rodzicem, zdecydowała się na to ze swoich powodów. Jednak mimo tej ogromnej różnorodności i specyfiki indywidualnych motywacji ogólny wskaźnik urodzeń w danym społeczeństwie (czyli liczba żywych urodzeń na tysiąc mieszkańców) jest z roku na rok zaskakująco stabilny. Tabela 1.1 pokazuje wskaźniki urodzeń w Stanach Zjednoczonych w ostatnich dekadach.

TABELA 1.1.

Wskaźnik urodzeń w Stanach Zjednoczonych (1980-2008)

1980

15,9

1981

15,8

1982

15,9

1983

15,6

1984

15,6

1985

15,8

1986

15,6

1987

15,7

1988

16,0

1989

16,4

1990

16,7

1991

16,2

1992

15,8

1993

15,4

1994

15,0

1995

14,6

1996

14,4

1997

14,2

1998

14,3

1999

14,2

2000

14,4

2001

14,1

2002

13,9

2003

14,1

2004

14,0

2005

14,0

2006

14,2

2007

14,3

2008

14,0

Uwaga: żywe urodzenia na tysiąc mieszkańców.

Źródło: U.S. Bureau of the Census, Statistical Abstract of the United States, Washington 2012, s. 65, tabela 78.

Gdyby wskaźnik urodzeń dla pięciu kolejnych lat w Stanach Zjednoczonych wyniósł 15,9; 35,6; 7,8; 28,9 i 16,2, demografowie zaczęliby padać jak muchy. Widać jednak, że życie społeczne jest zdecydowanie bardziej uporządkowane. Co więcej, prawidłowość ta występuje bez żadnych ogólnospołecznych regulacji. Wiemy już, że nikt nie planuje, ile dzieci przyjdzie na świat, ani nie decyduje o tym, kto zostanie matką lub ojcem. (Zajrzyjcie do ramki "Stosowanie pojęć w życiu codziennym" pt. Zastosowanie wskaźnika urodzeń, żeby przekonać się, na ile sposobów można wykorzystać analizę tej miary).

Teorie tworzone na gruncie nauk społecznych starają się wyjaśnić, dlaczego zagregowane wzorce zachowań cechuje taka regularność, mimo że mogą one uwzględniać różne jednostki w poszczególnych okresach. Można powiedzieć, że badacze społeczni nie próbują zrozumieć ludzi samych w sobie. Dążą natomiast do zrozumienia systemów, w jakich funkcjonują ludzie, które to systemy wyjaśniają, dlaczego owi ludzie postępują w dany sposób. Elementami tego rodzaju systemu nie są ludzie, tylko zmienne.

Stosowanie pojęć w życiu codziennym

Zastosowanie wskaźnika urodzeń

Zastanówcie się przez chwilę nad praktycznymi zastosowaniami danych, które właśnie poznaliście. W tym rozdziale w ramce "Zastanów się" pojawiło się pytanie, w jaki sposób przedsiębiorstwa produkujące żywność dla dzieci i pieluchy są w stanie zaplanować skalę produkcji w kolejnych latach. Stabilność wskaźnika urodzeń w Stanach Zjednoczonych sugeruje, że jest to mniejszy problem, niż mogłoby się wydawać.

Kto jeszcze uznałby analizy tego rodzaju za przydatne? Być może pracownicy służby zdrowia albo nauczyciele? Czy przychodzą wam na myśl inne grupy?

A gdybyśmy przedstawili wskaźnik urodzeń z podziałem na regiony kraju, pochodzenie etniczne rodziców, ich poziom dochodów itd.? Dzięki dodatkowym analizom dane te stałyby się jeszcze bardziej użyteczne. Myślę, że w miarę poznawania możliwości, jakimi dysponują badacze społeczni, zaczniecie dostrzegać praktyczną wartość ich pracy dla całego społeczeństwa.

Pojęcia i zmienne

Próbując zrozumieć innych ludzi, w naturalny sposób skupiamy się na ich cechach osobistych i konkretnych elementach danej sytuacji. Takim torem biegną po prostu nasze myśli.

Wyobraźcie sobie, że ktoś mówi do was: "Kobiety powinny wrócić do kuchni, gdzie ich miejsce". Prawdopodobnie interpretowalibyście tę wypowiedź w kontekście tego, co wiecie o tym, kto ją wygłosił. Jeśli był to wasz stary wujek Harry, zaciekły przeciwnik zmiany czasu na letni, systemu kodów pocztowych i komputerów, zapewne uznalibyście, że ta opinia o roli kobiet jest po prostu spójna z jego przestarzałym światopoglądem.

Gdyby jednak powyższe stwierdzenie padło z ust polityka wypadającego w sondażach gorzej od swojej kontrkandydatki, który zaczął również twierdzić, że kobiety nie nadają się do sprawowania urzędów publicznych, ponieważ są zbyt emocjonalne i nie rozumieją polityki, to moglibyście zinterpretować jego słowa w kontekście walki politycznej.

W obu przykładach próbujecie zrozumieć tok myślenia konkretnej osoby. Na gruncie nauk społecznych badacze wykraczają poza poziom indywidualny i starają się dowiedzieć czegoś o pewnych klasach lub typach jednostek. Rozpatrując opisane wyżej sytuacje, mogliby posłużyć się określeniem w rodzaju "staroświecki" albo "bigot" do opisu osoby, która wygłosiła przytoczoną opinię. Innymi słowy, badacze społeczni próbują zaliczyć daną jednostkę do grupy podobnych jednostek na podstawie konkretnego, zdefiniowanego kryterium.

Wartość: cecha człowieka lub rzeczy.

Zmienna: zestaw logicznie zgrupowanych wartości. Zmienna płeć biologiczna obejmuje wartości męska i żeńska.

Dzięki tego rodzaju analizie jednostki badacze społeczni są w stanie zrozumieć więcej niż jedną osobę. Kiedy odkryją, co sprawia, że bigoteryjny polityk myśli w określony sposób, zdobędą również wiedzę o innych osobach "takich jak on". A zatem badania społeczne nie dotyczą bigotów, tylko bigoterii.

O bigoterii mówimy tu jako o zmiennej, ponieważ przybiera zmienne wartości. Niektórzy ludzie są większymi bigotami od innych. Badacze społeczni chcą poznać system zmiennych, który sprawia, że w jednym przypadku bigoteria jest silna, a w innym - słaba.

Idea systemu złożonego ze zmiennych może wydawać się dość dziwna, więc przedstawmy ją za pomocą analogii. Lekarz skupia uwagę na pacjencie. Jeśli pacjent jest chory, zadanie lekarza polega na tym, żeby pomóc mu wydobrzeć. Natomiast cel badacza medycznego jest inny: ten naukowiec pragnie odkryć, na przykład, które zmienne wywołują chorobę. On również może interesować się pacjentem, ale jedynie jako nosicielem danej choroby.

Oczywiście badaczowi medycznemu zależy na zdrowiu realnych osób, jednak w jego analizach pacjent jest istotny tylko ze względu na to, czego można się dowiedzieć z danego przypadku o badanej chorobie. Właściwie jeśli określoną przypadłość można analizować bez udziału pacjentów, badacze medyczni korzystają z tej opcji.

Badania społeczne obejmują analizę zmiennych i wartości, które się na nie składają. Teorie społeczne formułuje się w języku zmiennych, a ludzie stanowią w nich wyłącznie "nośniki" owych zmiennych. Przyjrzyjmy się teraz dokładniej, co mają na myśli badacze społeczni, mówiąc o zmiennych i wartościach.

Wartości to cechy lub własności opisujące dany obiekt - w tym wypadku osobę. Przykłady wartości to: kobieta, Azjatka, wyalienowana, konserwatywna, nieuczciwa, inteligentna, rolniczka. Wartością nazywamy wszystko to, co moglibyście powiedzieć, żeby opisać siebie lub kogoś innego.

Z kolei zmienne to zestawy wartości zgrupowane według pewnej logiki. Zmienna zawód składa się z takich wartości jak rolnik, profesor i kierowca ciężarówki. Klasa społeczna to zmienna złożona z zestawu takich wartości jak klasa wyższa, klasa średnia i klasa niższa. Czasem warto pomyśleć o wartościach jako o kategoriach składających się na zmienną. Rysunek 1.2 przedstawia w sposób schematyczny, jak badacze społeczni rozumieją pojęcia zmiennych i wartości.

Płeć biologiczna i płeć kulturowa to przykłady zmiennych. Nie są równoznaczne, choć niekiedy trudno odróżnić je od siebie. W tym miejscu spróbuję uprościć tę kwestię i stosować przedstawiony tu podział w całej książce.

Najprościej rzecz ujmując, płeć biologiczna odnosi się do różnic biologicznych/fizjologicznych, a atrybutami składającymi się na tę zmienną są: męska i żeńska, mężczyźni i kobiety bądź też chłopcy i dziewczyny.

Z kolei płeć kulturowa to kategoria społeczna odnosząca się do ogólnych oczekiwań wobec mężczyzn i kobiet. Zwróćcie uwagę, że owe "ogólne oczekiwania" mogą wyglądać inaczej w poszczególnych kulturach oraz ulegać zmianom z biegiem czasu. Zauważcie również, że niektórzy mężczyźni będą wykazywać kobiece zachowania i cechy, a niektóre kobiety - męskie zachowania i cechy. Na zmienną płeć kulturowa składa się między innymi zestaw wartości męska i kobieca.

RYSUNEK 1.2.

Zmienne i wartości Zmienne takie jak wykształcenie i uprzedzenia oraz ich wartości (wykształcony/niewykształcony, uprzedzony/nieuprzedzony) stanowią podstawę analizy związków przyczynowo-skutkowych w badaniach społecznych.

Sytuacja poważnie komplikuje się wtedy, gdy kobiety jako klasa traktowane są inaczej niż mężczyźni jako klasa, choć nie ze względu na różnice fizyczne. Dobrym przykładem jest dyskryminacja płacowa ze względu na płeć. Jak przekonamy się w dalszej części książki, Amerykanki, ogólnie rzecz biorąc, zarabiają mniej od Amerykanów, nawet jeśli wykonują tę samą pracę i mają równe kwalifikacje. Nie ma to nic wspólnego z męskością ani kobiecością, ale nie wynika również logicznie z odmienności biologicznej obu płci. Zróżnicowanie wynagrodzeń wynika natomiast z ugruntowanych wzorców społecznych dotyczących kobiet i mężczyzn. Na przykład tradycyjnie w Stanach Zjednoczonych głównymi żywicielami rodziny byli mężczyźni, a kobiety zwykle pracowały poza domem po to, żeby zapewnić gospodarstwu domowemu dodatkowy dochód. Model ten jest już w dużym stopniu nieaktualny i zarobki kobiet często stanowią zasadniczą część rodzinnego budżetu, jednak struktura wynagrodzeń, zgodnie z którą mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety, nie nadąża za tymi zmianami.

Zatem pojęciem "płeć biologiczna" będziemy posługiwać się wszędzie tam, gdzie różnica między mężczyznami a kobietami ma związek z ich fizjologią i anatomią. Przykładowo istnieje korelacja między płcią biologiczną a wzrostem, jako że mężczyźni przeciętnie są wyżsi od kobiet. Nie jest to kwestia społeczna, a biologiczna. W tej książce większość sytuacji, w których zwracamy uwagę na różnice między mężczyznami a kobietami, będzie dotyczyła kwestii społecznych, jak w przykładzie o niższych zarobkach kobiet albo niedoreprezentowaniu kobiet na wybieralnych stanowiskach politycznych. W tych przypadkach będziemy posługiwać się pojęciem "płeć kulturowa". Wartości mężczyźni i kobiety często stosowane będą w odniesieniu do płci zarówno biologicznej, jak i kulturowej.

Związek między wartościami a zmiennymi stanowi istotę zarówno opisów, jak i wyjaśnień naukowych. Możemy, na przykład, opisać zajęcia uniwersyteckie w kategoriach zmiennej płeć biologiczna, odnotowując zaobserwowaną częstotliwość występowania wartości męska i żeńska: "Wśród uczestników zajęć mężczyźni stanowią 60 procent, a kobiety - 40 procent". Wskaźnik bezrobocia można traktować jako opis zmiennej status zatrudnienia siły roboczej z zastosowaniem wartości zatrudniony i bezrobotny. Nawet informacja o dochodach rodzin w danym mieście to suma składających się na tę zmienną wartości: 13 124 dolary, 30 980 dolarów, 55 000 dolarów itd. Czasem znaczenie pojęć, którymi opisywane są zmienne socjologiczne, jest stosunkowo jasne. Bywa jednak inaczej.

Omawiany związek między wartościami a zmiennymi komplikuje się, kiedy od opisu zjawisk przechodzimy do ich wyjaśniania. Kwestia ta stanowi istotę języka zmiennych używanego w teoriach naukowych. Oto prosty przykład obejmujący dwie zmienne: wykształcenie i uprzedzenia. Dla jasności przyjmijmy, że zmienna wykształcenie przybiera tylko dwie wartości: wykształcony i niewykształcony. (W rozdziale 5 omówimy, w jaki sposób definiuje się i mierzy owe wartości). I analogicznie zmiennej uprzedzenia również nadajmy dwie wartości: uprzedzony i nieuprzedzony.

A teraz przypuśćmy, że wśród osób niewykształconych 90 procent ma uprzedzenia, a pozostałe 10 procent ich nie ma. Przyjmijmy też założenie, że wśród osób wykształconych 30 procent ma uprzedzenia, a pozostałe 70 procent ich nie ma. Zostało to zilustrowane na rysunku 1.3.

Rysunek 1.3 obrazuje związek między zmiennymi wykształcenie i uprzedzenia. Można postrzegać go w kategoriach możliwych zestawień wartości tych dwóch zmiennych. Dwie dominujące opcje to: 1) osoby wykształcone i nieuprzedzone oraz 2) osoby niewykształcone i uprzedzone. Oto dwie inne przydatne metody ujmowania tego związku.

Na początku wyobraźmy sobie, że uczestniczymy w następującej grze: robimy zakłady o to, czy potraficie zgadnąć, kto jest uprzedzony, a kto nie. Ja wybieram kolejno po jednej osobie (nie zdradzając, kogo wytypowałem), a waszym zadaniem jest ocenić, czy ma ona uprzedzenia. Postępujemy tak ze wszystkimi dwudziestoma osobami przedstawionymi na rysunku 1.3a. Najlepszą strategią, jaką moglibyście obrać, byłoby obstawianie, że każda z nich jest uprzedzona, ponieważ dwanaście z tych dwudziestu osób zostało zaliczonych do tej kategorii. Zatem dwanaście razy mielibyście rację i popełnilibyście osiem błędów - co daje przewagę czterech dobrych odpowiedzi.

A teraz wyobraźmy sobie, że kiedy wybieram którąś z osób przedstawionych na rysunku, muszę wam powiedzieć, czy jest wykształcona, czy niewykształcona. W tej sytuacji najlepszą strategią byłoby założenie, że każda niewykształcona osoba ma uprzedzenia, a każda wykształcona osoba ich nie ma. Ta metoda przyniosłaby szesnaście trafnych odpowiedzi i cztery błędy. Wiedza, czy dany człowiek ma wykształcenie, pozwoliłaby wam skuteczniej ocenić, czy jest on uprzedzony, co świadczy o istniejącym między tymi zmiennymi związku.

W tym miejscu dla odmiany zastanówmy się, jak wyglądałaby klasyfikacja tych osób, gdyby zmienne wykształcenie i uprzedzenia nie były ze sobą powiązane. Przedstawia ją rysunek 1.3b. Zwróćcie uwagę, że połowa osób jest wykształcona, a połowa nie. Zauważcie również, że dwanaście z dwudziestu (czyli 60 procent) osób ma uprzedzenia. Skoro w każdej z grup wykształcenia sześć na dziesięć osób jest uprzedzonych, prowadzi to do wniosku, że nie ma żadnego związku między tymi zmiennymi. Wiedza, że dana osoba jest wykształcona, nie pomogłaby wam odgadnąć, czy wykazuje ona uprzedzenia.

Charakter związków między zmiennymi omówimy dokładniej w części 4 tego podręcznika. W szczególności przyjrzymy się kilku metodom odkrywania i interpretowania tych związków w ramach analizy badań. Na tym etapie dzięki ogólnemu rozeznaniu w tej kwestii łatwiej wam będzie zrozumieć logikę teorii tworzonych na gruncie nauk społecznych.

Teorie opisują, jakich związków między zmiennymi można się spodziewać z logicznego punktu widzenia. Przewidywania te często odwołują się do koncepcji przyczynowości. Spodziewamy się, że określone wartości jednej zmiennej stanowią przyczynę lub predyspozycję do wystąpienia konkretnej wartości innej zmiennej albo sprzyjają jej wystąpieniu. Jak widać na rysunku 1.3a, wykształcenie najwyraźniej z jakiegoś powodu sprawia, że mający je ludzie wykazują mniej uprzedzeń od osób, które go nie mają.

W dalszej części książki wyjaśnię, że wykształcenie i uprzedzenia w tym przykładzie traktowalibyśmy odpowiednio jako zmienną niezależną i zmienną zależną. Uprzedzenia nazywamy zmienną zależną, ponieważ ich wystąpienie uzależnione jest od czegoś innego, a mianowicie od zmiennej niezależnej, czyli tu - od wykształcenia. Poziom wykształcenia badanych osób może być różny, ale owo zróżnicowanie nie jest uzależnione od tego, czy mają one uprzedzenia.

Zwróćmy również uwagę, że zróżnicowanie poziomu wykształcenia może być uzależnione od innej zmiennej - na przykład od poziomu wykształcenia rodziców. Osoby, których rodzice mają wyższe wykształcenie, same zdobędą je z większym prawdopodobieństwem niż osoby, których rodzice byli słabo wykształceni. W tym przypadku poziom wykształcenia badanego stanowi zmienną zależną, a poziom wykształcenia rodziców - zmienną niezależną. Można powiedzieć, że zmienna niezależna jest przyczyną, a zmienna zależna - skutkiem. (Więcej informacji znajdziecie w ramce "Stosowanie pojęć w życiu codziennym" pt. Zmienne niezależne i zmienne zależne).

Zmienna niezależna: zmienna, której wartości nie stanowią przedmiotu analizy, tylko traktowane są jako dane. Zakłada się, że zmienna niezależna powoduje wystąpienie zmiennej zależnej lub determinuje jej wartość. Jeśli odkryjemy, że religijność jest w pewnym stopniu funkcją płci biologicznej - ponieważ kobiety są bardziej religijne od mężczyzn - to zmienną niezależną jest w tym przypadku płeć biologiczna, a zmienną zależną - religijność. Zauważmy, że zmienna uznawana w jednej części analizy za niezależną może zostać potraktowana jako zależna w innej jej części. Religijność może stać się zmienną niezależną w analizie przestępczości.

Zmienna zależna: zmienna, co do której zakłada się, że zostaje wywołana przez inną zmienną (zmienną niezależną) lub że jest od niej uzależniona. Jeśli stwierdzimy, że dochód jest w pewnym stopniu funkcją poziomu formalnego wykształcenia, wówczas dochód traktujemy jako zmienną zależną.

RYSUNEK 1.3.

Ilustracja związku między dwiema zmiennymi (dwie możliwości) Zmienne takie jak wykształcenie i uprzedzenia oraz ich wartości (wykształcony/niewykształcony, uprzedzony/nieuprzedzony) stanowią podstawę dla badania związków przyczynowo-skutkowych w badaniach społecznych.

Na tym etapie rozumiemy już, że w omówieniu rysunku 1.3 dokonaliśmy interpretacji danych. Przyjrzeliśmy się klasyfikacji dwudziestu osób w kontekście dwóch rozpatrywanych zmiennych. Tworząc teorię na gruncie nauk społecznych, na podstawie naszej wiedzy na temat każdej z tych zmiennych sformułowalibyśmy pewne oczekiwanie dotyczące ich relacji. Wiemy na przykład, że w toku edukacji ludzie stykają się z szerokim spektrum zróżnicowania kulturowego i wieloma odmiennymi punktami widzenia - krótko mówiąc, wykształcenie poszerza ich horyzonty. Z kolei uprzedzenia odzwierciedlają bardziej ograniczony światopogląd. Z logicznego punktu widzenia można by się zatem spodziewać, że wykształcenie i uprzedzenia są nie do pogodzenia. Na tej podstawie moglibyśmy sformułować przewidywanie, że wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia uprzedzenia występowałyby coraz rzadziej - a nasze obserwacje potwierdziłyby owo oczekiwanie.

Na rysunku 1.3 przedstawiono dwie możliwości: że wykształcenie obniża prawdopodobieństwo wystąpienia uprzedzeń oraz że nie ma na nie wpływu. Być może ciekawi was, jak jest w rzeczywistości. Oczywiście istnieje wiele rodzajów uprzedzeń. W tym przykładzie skupmy się na uprzedzeniach wobec gejów i lesbijek. Na przestrzeni lat w ramach amerykańskiego Generalnego Sondażu Społecznego [General Social Survey, GSS] zadawano respondentom pytanie, czy związek homoseksualny między dwiema dorosłymi osobami jest "zawsze niewłaściwy, prawie zawsze niewłaściwy, czasem niewłaściwy, czy może nigdy nie jest niewłaściwy". W 2012 roku 46 procent respondentów stwierdziło, że homoseksualizm zawsze jest czymś niewłaściwym. Odpowiedź ta miała jednak silny związek z wykształceniem badanych, jak widać w tabeli 1.2.

Zauważcie, że teoria ta dotyczy dwóch zmiennych, wykształcenia i uprzedzeń, a nie ludzi jako takich. Ludzie są nośnikami owych dwóch zmiennych, dlatego związek między nimi jesteśmy w stanie odkryć tylko poprzez obserwację ludzi. Ostatecznie teoria posługuje się jednak językiem zmiennych. Mówi o tym, jakich związków między konkretnymi wartościami rozmaitych zmiennych możemy się spodziewać z punktu widzenia logiki. Tego rodzaju analizę danych możecie przeprowadzić samodzielnie - wystarczy dostęp do internetu. Przejdźcie do ramki "Jak to się robi" pt. Analiza danych internetowych z wykorzystaniem Generalnego Sondażu Społecznego.

Stosowanie pojęć w życiu codziennym

Zmienne niezależne i zmienne zależne

Porozmawiajmy o randkach. Niektóre randki są wspaniałe, inne - koszmarne, a reszta plasuje się gdzieś między tymi skrajnościami. Zatem jakość randek jest zmienną, na którą mogą składać się wartości: świetna, w porządku i koszmarna. (Jeśli nie umawiacie się teraz na randki, spróbujcie pomyśleć o jakiejś hipotetycznej sytuacji albo zastąpić randkę podobną czynnością).

Czy zauważyliście, co wpływa na jakość poszczególnych randek? (Jeżeli z nikim się teraz nie spotykacie, możecie przywołać z pamięci dawne randki albo po prostu posłużyć się wyobraźnią). Być może ma ona jakiś związek z tym, jakiego typu osoba wam towarzyszy, co razem robicie, jak się zachowujecie, ile wydaliście itd. Czy jesteście w stanie zdefiniować ten czynnik w postaci zmiennej (na przykład atrakcyjność fizyczna, punktualność)? Czy potraficie określić, jaki zestaw wartości składa się na tę zmienną?

Pomyślcie o jakości albo właściwościach randek: co jest tu zmienną niezależną, a co - zależną? (Kiedy dotrzemy do rozdziału 12, poświęconego badaniom ewaluacyjnym, poznacie metody ustalania, czy zdefiniowana przez was zmienna ma realne znaczenie).

Tabela 1.2.

Wykształcenie a uprzedzenia wobec osób homoseksualnych

Poziom wykształcenia

Procent respondentów uważających, że homoseksualizm zawsze jest czymś niewłaściwym

Niższe niż średnie

61%

Średnie

48%

Policealne

46%

Licencjackie

37%

Magisterskie

27%

Cele badań społecznych

W rozdziale 4 przyjrzymy się dokładnie rozmaitym celom badań społecznych, warto jednak wspomnieć o nich już w tym miejscu. Zacznijmy od tego, że badania społeczne bywają narzędziem eksploracji - czyli służą wstępnemu rozeznaniu się w jakiejś dziedzinie, które może dać podstawy do dalszych analiz. W takich badaniach może chodzić o zebranie informacji o nowej grupie politycznej albo religijnej, o narkotyku, który niedawno pojawił się na ulicach itd. Stosuje się przy tym bardzo zróżnicowane metody, a wnioski zwykle są raczej sugestiami niż kategorycznymi stwierdzeniami. Mimo to wnikliwe badania eksploracyjne mogą rozwiać pewne błędne wyobrażenia i pomóc w ukierunkowaniu przyszłych badań.

Niektóre badania społeczne prowadzi się w celu opisu aktualnego stanu społeczeństwa. Ile wynosi wskaźnik bezrobocia? Jak przedstawia się skład rasowy danego miasta? Jaki procent populacji wyznaje określony pogląd polityczny albo planuje głosować na danego kandydata? Spekulacje i wrażenia zostają zastąpione skrupulatnym opisem wywiedzionym z obserwacji.

Często celem badań społecznych jest wyjaśnienie czegoś - przedstawienie przyczyn wystąpienia rozmaitych zjawisk w kategoriach związków przyczynowo-skutkowych. Dlaczego w niektórych miastach wskaźnik bezrobocia jest wyższy niż w innych? Dlaczego niektórzy ludzie mają silniejsze uprzedzenia niż inni? Dlaczego kobiety prawdopodobnie będą zarabiać mniej od mężczyzn wykonujących tę samą pracę? Zwykłe codzienne rozmowy przynoszą mnóstwo odpowiedzi na tego rodzaju pytania, jednak niektóre z owych odpowiedzi są po prostu błędne. Badania wyjaśniające prowadzone na gruncie nauk społecznych dostarczają bardziej wiarygodnych uzasadnień.

Chociaż niektóre analizy koncentrują się na jednym z tych trzech celów, konkretne badanie często odnosi się do każdego z nich. Na przykład kiedy Kathleen A. Bogle (2008) przeprowadziła wywiady pogłębione ze studentami, badając zjawisko "kręcenia ze sobą", odkryła pewne nieoczekiwane aspekty, zatem jej analiza miała element eksploracyjny. Czy kiedy dwie osoby "kręcą ze sobą", oznacza to, że uprawiają seks? W uzyskanych przez Bogle materiałach zarysowały się poważne rozbieżności co do tej kwestii; niektóre z badanych przez nią osób miały poczucie, że seks jest elementem definicji tego typu relacji, natomiast inne były przeciwnego zdania.

Bogle zdobyła również interesujące opisy zróżnicowanych doświadczeń studentów. Wprawdzie jej wywiady pogłębione z siedemdziesięcioma sześcioma studentami dwóch uniwersytetów w jednym regionie kraju nie pozwalają wyciągać wniosków ilościowych na temat wszystkich amerykańskich studentów, przynoszą jednak wspaniałą charakterystykę jakościową zjawiska "kręcenia ze sobą", obejmując nie tylko obowiązujące w nim normy, lecz także skrajne odstępstwa od tych norm. Nie każdy doświadczył tego, co Stephen, jeden z rozmówców Bogle, na którego partnerka zwymiotowała podczas seksu, by później w decydującym momencie nazwać go imieniem Anthony. (O różnicy między badaniami "ilościowymi" a badaniami "jakościowymi" dowiecie się więcej w dalszej części książki).

Wywiady Bogle wskazują również na pewne przyczyny, dla których studenci "kręcą ze sobą" w określony sposób - zatem analiza badaczki zawiera także aspekt wyjaśniający. Na przykład przekonania o zachowaniach rówieśników wpływały w dużej mierze na to, jak badane przez nią osoby "kręciły" z innymi. Trudno byłoby więc zaliczyć to badanie do analiz eksploracyjnych, opisowych albo wyjaśniających, ponieważ obejmuje ono elementy wszystkich trzech kategorii.

Warto zwrócić uwagę, że cel części badań ogranicza się do zrozumienia otaczającego nas świata, podczas gdy inne podejmowane są ze świadomą intencją wywołania zmian w społeczeństwie, dzięki którym będzie ono lepiej funkcjonować lub stanie się sprawiedliwsze.

Etyka działalności badawczej człowieka

Większość tej książki poświęcona jest logice i technikom prowadzenia badań społecznych, jednak wkrótce odkryjecie również etyczny wymiar tego wywodu. Dowiecie się, że w badaniach z zakresu socjologii i medycyny oraz innych analizach prowadzonych na ludziach często posługiwano się metodami, które później potępiono jako nieetyczne. W całym podręczniku, a w szczególności w rozdziale 3, przyglądamy się rozmaitym czynnikom odróżniającym badania etyczne od nieetycznych.

Zagadnienia etyczne staną się dla was bardziej zrozumiałe, gdy dowiecie się więcej o konkretnych technikach prowadzenia badań. Pamiętajcie, żeby brać pod uwagę ten jakże istotny aspekt podczas lektury kolejnych rozdziałów.

Trochę dialektyki badań społecznych

CE3

Nie ma jednej metody prowadzenia badań społecznych. (W przeciwnym razie ta książka byłaby znacznie krótsza). Ich znaczenie i potencjał wynikają właśnie z bogactwa uprawnionych orientacji badawczych.

Owe liczne podejścia wywodzą się z czterech ogólnych i wzajemnie powiązanych podziałów. Wprawdzie powstałe w ich wyniku kategorie można postrzegać jako konkurencyjne opcje, ale dobry badacz społeczny zgłębia każdą z nich. Pisząc o "dialektyce" badań społecznych, mam na myśli owocne napięcie między tymi komplementarnymi opcjami.

Wyjaśnianie idiograficzne i nomotetyczne

Każdy z nas kroczy przez życie, wyjaśniając różne rzeczy. Robimy to każdego dnia. Wyjaśniacie, dlaczego poszło wam kiepsko albo świetnie na egzaminie, dlaczego wasza ulubiona drużyna sportowa wygrywa albo przegrywa, dlaczego macie kłopot z umówieniem się na randkę. W naszych codziennych wyjaśnieniach stosujemy dwie odrębne formy rozumowania przyczynowego, choć zazwyczaj nie potrafimy ich rozróżnić.

Czasem próbujemy szczegółowo wyjaśnić pojedynczą sytuację. Na przykład kiepsko wypadliście na egzaminie z następujących przyczyn: 1) zapomnieliście, że tego dnia odbywa się egzamin, 2) chodziło o przedmiot, z którego jesteście najsłabsi, 3) spóźniliście się na zajęcia przez korki, 4) nie wyspaliście się poprzedniej nocy, bo wasz współlokator słuchał głośno muzyki, 5) byliście na nogach do rana, bo policja przesłuchiwała was w sprawie zaginięcia zestawu stereo waszego współlokatora - oraz jego samego, skoro już o tym mowa, albo 6) stado kojotów zjadło wasz podręcznik. Zważywszy na wszystkie te okoliczności, trudno się dziwić, że nie poszło wam najlepiej.

Tego rodzaju rozumowanie przyczynowe nazywamy wyjaśnieniem idiograficznym. "Idio-" w tym kontekście oznacza: "wyjątkowy, odrębny, swoisty albo odmienny", jak w słowie "idiosynkrazja". Po opracowaniu wyjaśnienia idiograficznego mamy poczucie, że w pełni rozumiemy przyczyny tego, co zdarzyło się w danym przypadku. Przy tym zakres naszego wyjaśnienia ogranicza się wyłącznie do rozpatrywanej sprawy. Wprawdzie elementy wyjaśnienia idiograficznego mogą mieć zastosowanie w innych sytuacjach, ale naszą intencją jest wyjaśnić w pełni pojedyncze zdarzenie.

Idiograficzny model wyjaśniania: podejście, w którym staramy się uwzględnić wszystkie specyficzne przyczyny określonego stanu bądź też zdarzenia. Załóżmy, że próbujecie podać pełną listę przyczyn, dla których wybraliście swoją uczelnię. W obliczu tych wszystkich argumentów trudno byłoby sobie wyobrazić, że podejmiecie inną decyzję.

Jak to się robi

Analiza danych internetowych z wykorzystaniem Generalnego Sondażu Społecznego

Wystarczy mieć dostęp do internetu, żeby móc samodzielnie zbadać związek między uprzedzeniami a wykształceniem. Do tej metody analizy danych wrócimy w rozdziale 14, ale jeśli jesteście jej ciekawi, w tym miejscu możecie sprawdzić, co was czeka.

Pod adresem http://sda.berkeley.edu/sdaweb/analysis/?dataset=gss12 znajdziecie stronę internetową przypominającą tę na rysunku przedstawionym na następnej stronie. Jak widzicie, podzielona jest na dwie części: z lewej strony znajduje się lista zmiennych, a z prawej - formularz zawierający różne filtry, opcje i pola. Na przedstawionej stronie pokazałem, jak przejść przez hierarchiczną listę zmiennych, żeby znaleźć pozycje kwestionariusza dotyczące postaw wobec homoseksualności. Na potrzeby tego przykładu wybrałem podpunkt "HOMOSEX".

W formularzu po prawej stronie oznaczyłem, że chcemy przeanalizować różnice postaw dla różnych poziomów wykształcenia, w tym przypadku mierzone zmienną o nazwie "DEGREE". Wpisując "YEAR(2012)" w pole "Selection Filter(s)", wskazałem, że chcemy przeprowadzić tę analizę za pomocą Generalnego Sondażu Społecznego [General Social Survey, GSS], przeprowadzonego w 2012 roku.

Jeśli chcecie spróbować sami, wypełnijcie formularz tak samo jak ja. Następnie kliknijcie przycisk "Run the Table" w dolnej części formularza - utworzona zostanie kolorowa tabela z wynikami. Później wybierzcie do analizy inne interesujące was zmienne albo sprawdźcie, czy związek między zmiennymi "HOMOSEX" i "DEGREE" kształtował się w zasadzie tak samo na przykład w 1996 roku.

Narodowe Centrum Badania Opinii [National Opinion Research Center, NORC] przy Uniwersytecie Chicagowskim prowadzi okresowy ogólnokrajowy sondaż amerykańskiej opinii publicznej w celu udostępnienia tych danych środowisku badaczy społecznych. Ten szeroko zakrojony projekt nosi nazwę GSS.

Od 1972 roku w ramach GSS prowadzone były coroczne wywiady osobiste na ogromnych próbach amerykańskiej populacji. Począwszy od 1994 roku, obniżono ich częstotliwość i obecnie realizowane są co dwa lata. Wprawdzie sondaż odbywa się rzadziej, ale każdy wywiad zajmuje ponad godzinę, dzięki czemu GSS pozwala zebrać różnorodne informacje o strukturze demograficznej i opiniach społeczeństwa amerykańskiego. Aby poszerzyć tematykę danej edycji sondażu, w różnych podzbiorach próby zadawane są różne pytania. Niektóre powtarzają się co roku, inne - od czasu do czasu. To umożliwia śledzenie zmian w takich kwestiach jak orientacje polityczne, uczestnictwo w obrzędach religijnych czy postawy wobec aborcji.

Generalny Sondaż Społeczny jest dla badaczy społecznych niezwykle ważnym zasobem, ponieważ każdy, od studentów studiów licencjackich po członków kadry uniwersyteckiej, zyskuje dostęp do rozległego zbioru danych, którymi w przeciwnym wypadku dysponowaliby jedynie nieliczni. W pierwszych edycjach udostępnianie wyników sondażu środowisku naukowemu polegało na wysyłaniu pocztą fizycznych nośników danych (kart lub taśm). Więcej na temat GSS można dowiedzieć się z oficjalnej strony prowadzonej przez Uniwersytet Michigan.

sda.berkeley.edu

A teraz przeanalizujmy wyjaśnienie innego rodzaju. Za każdym razem, kiedy przygotowujecie się do egzaminu w grupie, zdajecie go lepiej, niż gdy uczycie się w pojedynkę. Wasza ulubiona drużyna sportowa na meczach domowych radzi sobie lepiej niż na wyjeździe. Studenci, którzy uprawiają sport, częściej umawiają się na randki niż osoby z kółka biologicznego. Zauważcie, że ten typ wyjaśnień jest bardziej ogólny i obejmuje szerszy zakres doświadczeń lub obserwacji. W domyśle dotyczy związku między zmiennymi, na przykład 1) nauką w grupie albo w pojedynkę a 2) wynikiem egzaminu. Ten rodzaj wyjaśnienia - określany jako wyjaśnienie nomotetyczne - próbuje wytłumaczyć całą klasę sytuacji lub zdarzeń, a nie pojedynczy przypadek. Co więcej, stara się to osiągnąć "oszczędnymi" środkami, posługując się jednym albo co najwyżej kilkoma czynnikami wyjaśniającymi. Ponadto zadowala się wyjaśnieniem cząstkowym zamiast dążyć do utworzenia pełnej listy przyczyn.

Nomotetyczny model wyjaśniania: model, w którym staramy się zidentyfikować kilka czynników przyczynowych, które na ogół wpływają na pewną klasę stanów lub zdarzeń. Zastanówcie się, jakie dwa albo trzy kluczowe czynniki determinują wybór uczelni przez studentów - na przykład odległość od miejsca zamieszkania, renoma itd.

W każdym z tych przykładów moglibyście uściślić swoje wypowiedzi na temat przyczyn za pomocą takich wyrażeń jak "ogólnie rzecz biorąc", "zazwyczaj", "przy założeniu, że pozostałe uwarunkowania są identyczne" itd. Czyli: zazwyczaj idzie wam lepiej na egzaminach, jeśli przygotowywaliście się w grupie - ale nie zawsze. Podobnie wasza ulubiona drużyna wygrała niektóre mecze wyjazdowe i przegrała część spotkań na własnym boisku. A przystojny przewodniczący kółka biologicznego może umawiać się na mnóstwo randek, podczas gdy defensywny liniowy o ksywce "Terminator z Chlewu" spędza większość sobotnich wieczorów samotnie, waląc pięściami w ciężki sprzęt rolniczy. Tego rodzaju wyjątki są dopuszczalne w ramach ogólnego wyjaśnienia szerszej klasy zjawisk. Jak już podkreślaliśmy, prawidłowości są realne i znaczące nawet wtedy, gdy nie są doskonałe.

Zarówno idiograficzne, jak i nomotetyczne podejście do wyjaśniania zjawisk i stanów może okazać się przydatne w życiu codziennym. Odkryte przez was wzorce nomotetyczne mogą wam pomóc zaplanować proces przygotowywania się do egzaminów, za to wyjaśnienie idiograficzne będzie bardziej przekonujące z perspektywy waszego kuratora sądowego.

Na tej samej zasadzie rozumowania zarówno idiograficzne, jak i nomotetyczne stanowią skuteczne narzędzia badań społecznych. Badacze, których celem jest wyczerpujące wyjaśnienie zasad funkcjonowania konkretnego gangu młodzieżowego albo metod zarządzania konkretną korporacją międzynarodową, prowadzą badania idiograficzne: próbują zrozumieć daną grupę w możliwie największym stopniu.

Alexander Libin i Jiska Cohen-Mansfield (2000) przeanalizowali, w jaki sposób oba podejścia są wykorzystywane w badaniach nad osobami starszymi (czyli w analizach z dziedziny gerontologii). Niektóre badania skupiają się na doświadczeniach jednostek w kontekście ich konkretnej sytuacji życiowej, natomiast inne poświęcone są poszukiwaniom prawidłowości statystycznych, opisujących społeczność osób starszych w sposób ogólny. Autorzy podają również sugestie, jak połączyć podejście idiograficzne i nomotetyczne w gerontologii.

Badania społeczne często wiążą się z analizą ogromnych zbiorów danych statystycznych. A chociaż studiowanie ogólnych prawidłowości pozwala zdobyć cenne informacje, naraża również badacza na ryzyko, że straci z oczu poszczególne kobiety i mężczyzn, o których mówią owe dane. Zarówno poziom "makro", jak i poziom "mikro" są istotne dla zrozumienia dynamiki społecznej, a część badań społecznych skupia się właśnie na podstawowym poziomie analizy, czyli na szczegółach życia konkretnych osób. W tej książce uwzględniam najnowsze analizy odzwierciedlające to podejście do poznawania życia społecznego.

Jak wynika ze statystyk, narodziny dziecka pochodzącego ze związku nieformalnego, szczególnie wśród ubogiej części społeczeństwa amerykańskiego, prawdopodobnie przełożą się na liczne problemy w kolejnych latach. Zarówno dziecko, jak i matka narażone będą na trudności i cierpienie. Dzieci statystycznie mają mniejsze szanse na dobre wyniki szkolne i sukces w dorosłym życiu, natomiast matki prawdopodobnie będą wykonywały niskopłatną pracę, z trudem wiążąc koniec z końcem, albo pogodzą się z faktem, że żyją z pomocy społecznej. W ostatnich dekadach drastycznie rośnie liczba dzieci przychodzących na świat w związkach nieformalnych - trend ten obserwujemy szczególnie w środowisku osób ubogich. Odpowiadając na tę tendencję, w 2005 roku administracja prezydenta George'a W. Busha wprowadziła program Healthy Marriage Initiative [Inicjatywa na rzecz Zdrowego Małżeństwa], którego celem było zachęcanie par zakładających rodzinę do zawarcia ślubu. Inicjatywa ta wywołała żywiołowe reakcje u swoich zarówno zwolenników, jak i przeciwników.

W książce Promises I Can Keep. Why Poor Women Put Motherhood before Marriage [Obietnice, których mogę dotrzymać. Dlaczego biedne kobiety przedkładają macierzyństwo nad małżeństwo] (Berkeley 2005) Kathryn Edin i Maria Kefalas stawiają pytanie, które być może powinno było paść, zanim zaczęto promować rozwiązania wspomnianego problemu: "dlaczego biedne kobiety rodzą nieślubne dzieci?". Obie badaczki społeczne przez pięć lat prowadziły bezpośrednie wywiady indywidualne z wieloma młodymi kobietami w tej sytuacji. Niektóre informacje uzyskane podczas tych wywiadów stały w absolutnej sprzeczności z rozmaitymi popularnymi przypuszczeniami. Wielu Amerykanów lamentowało nad tym, że ubodzy ludzie nie chcą zawierać związków małżeńskich. Tymczasem badane kobiety zwykle miały dobre zdanie o instytucji małżeństwa i deklarowały, że kiedyś chciałyby wyjść za mąż. Wiele z nich było jednak skłonnych wziąć ślub tylko z kimś godnym zaufania i stabilnym. Uważały, że lepiej nie mieć męża niż żyć w złym małżeństwie.

Jednocześnie badane miały silne poczucie, że w ostatecznym rozrachunku ich wartość jako kobiet zależy przede wszystkim od urodzenia dzieci. Większość wolała być samodzielnymi matkami niż kobietami bezdzietnymi, co w ich oczach stanowiło prawdziwą tragedię. To tylko jeden wniosek spośród wielu, które są sprzeczne z powszechnymi przekonaniami - być może również waszymi.

Jak widać, badacze społeczni mogą posługiwać się dwoma odrębnymi rodzajami wyjaśnień. Tak jak fizycy w niektórych eksperymentach traktują światło jako cząsteczkę, a w innych - jako falę, tak też badacze społeczni dziś mogą poszukiwać stosunkowo powierzchownych uniwersaliów, a jutro studiować ściśle zdefiniowane zjawisko. Oba te podejścia są naukowe i satysfakcjonujące; oba mogą być również ciekawe.

Teoria indukcyjna i dedukcyjna

Podobnie jak wyjaśnienia idiograficzne i nomotetyczne, rozumowania zarówno indukcyjne, jak i dedukcyjne odgrywają pewną rolę w naszym życiu codziennym. To kolejne ważne rozróżnienie dla badań społecznych.

Do wniosku, że lepiej wypadacie podczas sesji po nauce w grupie, można dojść dwiema drogami. Zgodnie z pierwszą z nich w połowie studiów możecie zacząć się zastanawiać, dlaczego czasem zdajecie egzaminy śpiewająco, a czasem wypadacie kiepsko. Kolejnym krokiem byłoby zrobienie listy wszystkich dotychczasowych egzaminów wraz z uzyskanymi wynikami. Później należałoby ustalić, jakie okoliczności były wspólne tym egzaminom, które poszły wam dobrze, a jakie tym, które zdaliście gorzej. Czy lepsze wyniki osiągnęliście z testów wielokrotnego wyboru, czy z esejów na zaliczenie? Czy wyższe oceny dostawaliście z egzaminów porannych, czy popołudniowych? Z nauk przyrodniczych, humanistycznych czy społecznych? Czy lepsze stopnie przyniosła wam samodzielna nauka, czy...? BUM! Nagle uświadamiacie sobie, że prawie zawsze wypadacie najlepiej na egzaminach, do których przygotowywaliście się w grupie. Ten model dociekań znany jest jako indukcja.

Rozumowanie indukcyjne przechodzi od szczegółu do ogółu. Na podstawie zestawu konkretnych obserwacji odkrywa się wzorzec, który w jakimś stopniu porządkuje wszystkie zaobserwowane zdarzenia. Przy okazji zauważcie, że wasze odkrycie świadczy tylko o istnieniu danego wzorca - rzadko przynosi odpowiedź na pytanie, dlaczego ów wzorzec istnieje.

Teraz przejdźmy do drugiej, zupełnie innej metody rozumowania, która doprowadzi was do tego samego wniosku na temat nauki do egzaminów. Wyobraźcie sobie, że zbliża się wasza pierwsza sesja. Zastanawiacie się, jaki sposób przygotowań będzie najlepszy - ile materiału powtórzyć, w jakim stopniu skupić się na notatkach z zajęć. Dowiadujecie się, że niektórzy w ramach nauki przepisują swoje notatki. Potem rozmyślacie, czy uczyć się systematycznie, czy zarwać noc tuż przed egzaminem. Możecie też zadać sobie pytanie, czy przygotowywać się z kolegami, czy w pojedynkę. Moglibyście porównać zalety i wady obu tych opcji.

Indukcja: model logicznego rozumowania, w którym zasady ogólne zostają wywiedzione z konkretnych obserwacji. Jeśli zauważycie, że żydzi i katolicy są bardziej skłonni zagłosować na demokratów niż protestanci, możecie dojść do wniosku, że mniejszości narodowe w Stanach Zjednoczonych częściej popierają Partię Demokratyczną, a wówczas waszym zadaniem będzie wyjaśnić, dlaczego tak jest.

Nauka w grupie może być mniej wydajna, jeśli reszta osób poświęci wiele czasu na zagadnienia, które wy już rozumiecie. Jednak kiedy tłumaczymy coś innym, utrwalamy to sobie jeszcze bardziej. Poza tym inne osoby mogą orientować się w tych zagadnieniach, które wam wydają się jeszcze niezrozumiałe. Wspólny namysł nad jakąś kwestią może naprowadzić was na nowy punkt widzenia, który inaczej mógłby wam umknąć. Ponadto kiedy umawiacie się na naukę z innymi, rośnie prawdopodobieństwo, że faktycznie będziecie się uczyć zamiast tylko przeglądać materiał, a nie na przykład oglądać retrospektywę ulubionego reżysera.

Stosując tę procedurę, moglibyście podsumować zalety i wady obu rozwiązań, wyciągając logiczny wniosek, że nauka w grupie będzie dla was korzystniejsza. Wydałby się wam on równie racjonalny, jak zasada, że wypadniecie na egzaminie lepiej, jeśli się do niego przygotujecie. Czasem mówimy, że tego rodzaju stwierdzenia są prawdą "w teorii". Aby sprawdzić swój wniosek w praktyce, moglibyście do połowy egzaminów uczyć się samodzielnie i do połowy - w grupie. Ten sposób pozwoliłby wam zweryfikować logikę waszego rozumowania.

Ów drugi model dociekań, czyli dedukcja, przechodzi od ogółu do szczegółu; od 1) wzorca, którego można się spodziewać z logicznego lub teoretycznego punktu widzenia, do 2) obserwacji, które pozwalają sprawdzić, czy ów przewidywany wzorzec występuje naprawdę. Zauważcie, że w procesie dedukcji zaczyna się od pytania "dlaczego?" i przechodzi do pytania "czy?", natomiast proces indukcji przebiega w przeciwnym kierunku.

Jak przekonacie się w dalszej części książki, te dwa tak różne podejścia są równie uprawnione na gruncie nauki. Każde z nich może stymulować proces badawczy, skłaniając badacza do zadawania określonych pytań oraz kształtując sposób, w jaki szuka na nie odpowiedzi. Co więcej, zobaczycie, jak indukcja i dedukcja idą ze sobą w parze, pozwalając nam rozumieć świat coraz lepiej i pełniej.

Zwróćcie również uwagę, że podział na rozumowanie dedukcyjne i indukcyjne niekoniecznie pokrywa się z podziałem na wyjaśnianie nomotetyczne i idiograficzne. Na przykład gdybyście posługiwali się dedukcją i modelem idiograficznym, moglibyście w ramach przygotowań do randki zgromadzić wszystkie informacje o osobie, z którą się umawiacie, by zgodnie z zasadami logiki spróbować przewidzieć, jakiego rodzaju strój, zachowanie, fryzura czy metoda higieny jamy ustnej z największym prawdopodobieństwem zapewnią wam udane spotkanie. Albo, używając indukcji i modelu idiograficznego, moglibyście przeanalizować, z jakiego konkretnego powodu poprzedni wybranek po randce wezwał na pomoc policję. Z podejściem nomotetycznym i dedukcyjnym mamy do czynienia wtedy, gdy wykładacie innym swoje "reguły randkowania", wyjaśniając ze znawstwem, dlaczego zaimponują towarzyszowi wywodem na temat zagrożeń związanych z satanistycznymi przekazami ukrytymi w tekstach rockandrollowych piosenek. Jeśli po latach z perspektywy czasu zaczniecie się zastanawiać, dlaczego nie umawialiście się częściej z ludźmi z branży muzycznej, możecie oddać się nomotetycznej indukcji. Zatem w życiu codziennym i w badaniach mamy do dyspozycji cztery możliwe podejścia.

Do indukcji i dedukcji wrócimy jeszcze w dalszych rozdziałach. Teraz przejdźmy do trzeciego ogólnego podziału, który skutkuje dużym zróżnicowaniem badań społecznych.

Determinizm kontra sprawczość

Dwa poprzednie podrozdziały opierały się w implicytny sposób na kwestii bardziej fundamentalnej. Studiując metody badań społecznych, a szczególnie zagadnienia przyczynowości i wyjaśniania zjawisk w kontekście analizy danych, staniecie w obliczu jednego z najbardziej frustrujących dylematów na przecięciu badań społecznych i filozofii społecznej. Mowa o dylemacie "determinizm kontra sprawczość", który osiągnie punkt krytyczny, gdy będziecie analizować przykłady przyczynowych badań społecznych.

Wyobraźcie sobie, że przyznano wam grant na badania nad genezą uprzedzeń rasowych. Będziecie mogli je przeprowadzić po opracowaniu racjonalnej miary, która pozwoli wam wyróżnić osoby wykazujące wyższy i niższy stopień uprzedzeń. Możecie odkryć na przykład, że mieszkańcy konkretnych regionów kraju są, ogólnie rzecz biorąc, bardziej uprzedzeni od mieszkańców innych regionów. Jak się wydaje, pewne orientacje polityczne sprzyjają uprzedzeniom, podobnie jak określone orientacje religijne. Niepewność finansowa może nasilać uprzedzenia i skutkować poszukiwaniem kozła ofiarnego. A jeśli uda się wam dowiedzieć czegoś o dorastaniu osób badanych - na przykład ustalić stopień uprzedzeń wyrażany przez ich rodziców - możecie dotrzeć do kolejnych czynników wywołujących uprzedzenia.

Zazwyczaj żadna z owych "przyczyn" nie będzie przesądzać o wystąpieniu uprzedzeń, ale każda z nich zwiększa prawdopodobieństwo, że dana osoba będzie je wykazywać. Wyobraźmy sobie, na przykład, kobietę, która wychowywała się w zasadniczo uprzedzonym regionie i miała uprzedzonych rodziców. Obecnie wyznaje poglądy polityczne i religijne potwierdzające owe uprzedzenia i obawia się utraty pracy. Łącznie wymienione czynniki sprawiają, że prawdopodobieństwo wystąpienia uprzedzeń u takiej osoby jest bardzo wysokie.

Dedukcja: model logicznego rozumowania, w którym konkretne oczekiwania dotyczące hipotez zostają wywiedzione z zasad ogólnych. Wychodząc od ogólnej reguły, że wszyscy dziekani są wredni, możecie przewidywać, że wasz dziekan nie pozwoli wam przepisać się na inne zajęcia w ciągu roku akademickiego. Przewidywanie to byłoby owocem procesu dedukcji.

Zwróćcie uwagę na to, jak istotne jest w powyższych rozważaniach słowo "prawdopodobieństwo". Jak wiemy już z tego rozdziału, badacze społeczni zajmują się probabilistycznymi modelami przyczynowości. Stąd współwystępowanie wszystkich wymienionych przyczyn uprzedzeń przełożyłoby się na wysokie prawdopodobieństwo, że kobieta z przykładu zostałaby zaklasyfikowana jako uprzedzona według przyjętych przez nas miar. Wprawdzie w tym ujęciu determinizm nie jest absolutny, ale mimo wszystko jest ono deterministyczne.

Analiza ta nie uwzględnia czynnika nazywanego "wyborem", "wolną wolą" albo "sprawczością" - badacze społeczni preferują ten ostatni termin. Jaką rolę odgrywa w powyższym podejściu jednostka? Jak się czujecie na myśl, że mielibyście zostać poddani tego rodzaju analizie? Załóżmy, że uważacie się za osoby pozbawione uprzedzeń - czy bylibyście skłonni przyznać, że nastawienie to zostało wam narzucone przez siły i czynniki, na które nie macie żadnego wpływu? Zapewne nie, a taka właśnie logika leży u podstaw analiz przyczynowych tak często podejmowanych przez badaczy społecznych.

Napotykamy tu pytanie filozoficzne: "czy ludzie zostają zdeterminowani przez swoje otoczenie, czy też ich uczucia i zachowania są owocem osobistych wyborów albo sprawczości?". Nie będę udawał, że potrafię ostatecznie rozstrzygnąć tę kwestię, z którą filozofowie i inni myśliciele mierzą się od zarania dziejów. Mogę się jednak podzielić roboczym wnioskiem, jaki wyciągnąłem na podstawie kilkudziesięciu lat obserwacji i analizy ludzkich zachowań.

Wstępnie uznałem, że 1) każdy z nas dysponuje dużą wolnością wyboru i sprawczością, ale 2) łatwo pozwalamy, by kontrolę nad nami przejęły siły i czynniki środowiskowe, jak te opisane w przykładzie dotyczącym uprzedzeń. Proces ów stanie się dla was oczywisty, gdy zapoznacie się z licznymi przykładami analizy przyczynowej, omówionymi w tej książce i innych źródłach poświęconych badaniom społecznym.

Co jeszcze bardziej wstrząsające, przysłuchując się bacznie codziennym rozmowom - zarówno własnym wypowiedziom, jak i słowom innych - zauważycie, że nieustannie wypieramy się sprawczości i swobody podejmowania decyzji. Oto kilka przykładów:

"Nie mogłabym umawiać się z palaczem".

"Nie mógłbym powiedzieć tego mojej matce..."

"Nie mógłbym pracować w przemyśle, który produkuje broń jądrową".

Lista podobnych zdań mogłaby się ciągnąć przez wiele stron, ale mam nadzieję, że te wystarczą, żeby zilustrować moją myśl. Z punktu widzenia ludzkiej sprawczości moglibyście zrobić każdą z tych rzeczy, choć być może postanowilibyście ich nie robić. Rzadko jednak wyjaśniamy własne zachowania albo uczucia w kategoriach wyboru. Jeśli znajomi ze studiów zapraszają was na imprezę albo do kina, a wy odpowiadacie: "Nie mogę. Mam jutro egzamin", to w rzeczywistości moglibyście przecież machnąć ręką na sesję i do nich dołączyć; nie robicie tego (prawda?) z własnego wyboru. Rzadko jednak bierzecie odpowiedzialność za tę decyzję. Zrzucacie winę na siły zewnętrzne: dlaczego profesor musiał wyznaczyć egzamin akurat na dzień po wielkiej imprezie?

Widać to wyraźnie w kontekście miłości. Kto z nas wybiera, że się zakocha? Wolimy mówić, że "wpadliśmy po uszy", jakby chodziło o rów melioracyjny. Hymnem na cześć tego punktu widzenia są słowa piosenki Josepha McCarthy'ego z 1913 roku:

"Zmusiłaś mnie, żebym cię pokochał.

Ja wcale tego nie chciałem".

Jak zaznaczyłem na początku tej dyskusji, filozofowie do dziś borykają się z pytaniem, czy nasze zachowania są zdeterminowane zewnętrznie, czy wynikają z naszej sprawczości. Dylemat ten będzie przypominał o sobie przez całą książkę. Nie jestem w stanie udzielić definitywnej odpowiedzi, chciałem was jednak na niego uczulić.

Ważnym aspektem tego problemu jest kwestia odpowiedzialności. Wprawdzie nie mieści się ona w zakresie tematycznym tej książki, ale chciałbym tu o niej wspomnieć. Badania społeczne prowadzone są w kontekście debaty społeczno-politycznej o tym, kto ponosi odpowiedzialność za sytuację życiową i doświadczenia obywateli. Na przykład: czy to uboga osoba odpowiada za swój niski status społeczno-ekonomiczny, czy raczej inni ludzie, organizacje bądź instytucje?

Badania społeczne zazwyczaj próbują zidentyfikować metody, jakimi struktury społeczne (od wzorców interakcji po całe społeczeństwa) wpływają na doświadczenia i sytuację życiową pojedynczych członków społeczeństwa. Zatem wasze ubóstwo może wynikać z przyjścia na świat w bardzo biednej rodzinie, w której mieliście niewielkie szanse na awans społeczny. Inne możliwe przyczyny to zamknięcie firmy, eksport miejsc pracy czy globalna recesja.

Zauważcie, że to podejście jest sprzeczne z omawianą koncepcją sprawczości. Co więcej, badacze społeczni zazwyczaj uważają, że problemy społeczne należy rozwiązywać na poziomie społeczeństw - na przykład za pomocą ustaw. Tymczasem pogląd ten odbiera jednostce sprawczość. Przyjmując, że wasze ubóstwo, zły stopień albo odrzucone podanie o pracę to efekt działania sił, na które nie macie wpływu, przyznajecie się do braku kontroli nad własnym życiem. Założenie, że to wy stoicie za sterami, wzmocni was bardziej niż postrzeganie siebie jako bezradnych ofiar okoliczności. A przyznając sobie sprawczość, nie musicie odmawiać znaczenia siłom społecznym działającym w waszym otoczeniu. Możecie nawet dać wyraz osobistej odpowiedzialności za swój los, podejmując próbę zmiany sił społecznych, które oddziałują na wasze życie. To skomplikowane podejście do siebie i świata wymaga zdrowej tolerancji dla niejednoznaczności, która jest ważną umiejętnością w świecie badań społecznych.