Podrzutek - Anton Czechow

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Podrzutek.

Odbywając swoją zwykłą przechadzkę wieczorną, asesor kolegjalny Migujew zatrzymał się przy słupie telegraficznym i westchnął głęboko. Tydzień temu w tem samem miejscu, kiedy wracał wieczorem z przechadzki do domu, dopędziła go jego była pokojówka Agnia i powiedziała ze złością:

- Poczekaj! Takiego ci narobię bigosu, że zobaczysz, co to jest gubić niewinne dziewczęta! I dziecko ci podrzucę, i do sądu podam, i żonie powiem... I zażądała, żeby złożył w banku na jej imię pięć tysięcy rubli. Migujew przypomniał sobie to wszystko, westchnął jeszcze raz i z serdeczną skruchą wyrzucał sobie swoje chwilowe oszołomienie, które sprawiło mu tyle kłopotów i udręczeń. Migujew doszedł do domu i siadł na ganku, by odpocząć. Była właśnie godzina dziesiąta i z poza chmur wyglądał rąbek księżyca. Na ulicy nie było ani żywej duszy: starsi letnicy już układali się do snu, młodzi zaś - spacerowali po lesie. Szukając w kieszeni zapałek, by zapalić papierosa, Migujew dotknął się łokciem czegoś miękkiego, zajrzał odniechcenia pod swój prawy łokieć i nagle twarz mu się wykrzywiła takim wyrazem przerażenia, jakgdyby ujrzał koło siebie żmiję. Na ganku, koło samych drzwi, leżało jakieś zawiniątko. Coś podłużnego było zawinięto w czemś, co na dotyk wydało mu się stebnowaną kołderką. Jeden koniec zawiniątka był otwarty i asesor kolegjalny, wsunąwszy przezeń rękę dotknął czegoś ciepłego i wilgotnego. Skoczył w przerażeniu na nogi i obejrzał się naokoło, jak zbrodzień, który ma zamiar uciec od pilnującej go straży. - Podrzuciła - wycedził przez zęby, z wściekłością ściskając pięście. - Oto leży... leży, nieprawe! Boże drogi! Oniemiał ze strachu, wściekłości i wstydu... Co teraz pocznie? Co powie żona, kiedy się dowie? Co powiedzą koledzy? Jego Ekscelencja zapewne poklepie go po brzuchu i powie: - "Winszuję... Che-che-che... Stary, a jary... filut Semion Erastowicz". - Całe letnisko dowie się teraz o jego tajemnicy i być może, poważne matrony nie zechcą go przyjmować w swoich domach. O podrzutkach piszą we wszystkich gazetach - i w ten sposób skromne nazwisko Migujewa zostanie rozsławione po całej Rosji. Średnie okno willi było otwarte i słychać było wyraźnie, jak Anna Filipowna, żona Migujewa, nakrywała do wieczerzy; na dziedzińcu, tuż koło bramy, stróż Jermoła żałośnie brzdękał na bałabajce... ...Dość, by się dziecko obudziło i zaczęło piszczeć, a tajemnica się wykryje... - Prędzej, prędzej - bełkotał. - W tej chwili, póki nikt nie widzi... Zaniosę je gdzieś, położę na cudzym ganku. Migujew ujął zawiniątko jedną ręką i cicho, miarowym krokiem, by nie wydawać się podejrzanym, poszedł wzdłuż ulicy... ...Wyjątkowo paskudne położenie - myślał, starając się nadać sobie wygląd obojętny - asesor kolegjalny idzie z dzieckiem po ulicy. Mój Boże, jeżeli kto zobaczy i zmiarkuje - zginąłem... Położę je na tym ganku... Nie, tu są okna otwarte i może ktoś patrzy. Gdzieżby więc? Już wiem, zaniosę je do willi kupca Miełkina. Kupcy - to bogaci i litościwi ludzie, może nawet będą zadowoleni i wezmą na wychowanie. I Migujew zdecydował się bezwarunkowo zanieść dziecko do willi Miełkina, chociaż ta znajdowała się na samym krańcu letniska, nad rzeką.
CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI