Wstęp
Byłbym najnieszczęśliwszym z ludzi, gdybym nie znalazł celu
w życiu - celu powszechnego i pożytecznego [...]. Teraz zaś całe moje
życie będzie dążeniem aktywnym i stałym do tego jednego celu.
(Tołstoj, 1917, s. 31)1
Co znaczy być człowiekiem? - to pytanie, na które od wieków próbują odpowiedzieć różne dziedziny nauki, takie jak kosmologia, filozofia, psychologia, teologia czy historia. Na przestrzeni dziejów niektórzy myśliciele opowiadali się za deterministycznym poglądem na naturę ludzką, inni podkreślali zaś, że w przeciwieństwie do zwierząt mamy swobodę dokonywania własnych wyborów i kreślenia ścieżki lub ścieżek naszego życia, niezależnie od ich moralnej wartości. Ten pogląd najlepiej oddają słowa renesansowego pisarza Giovanniego Pico della Mirandoli, który w swojej Mowie o godności człowieka kreuje obraz Stwórcy przemawiającego do pierwszego człowieka2:
Ty, niczym nieograniczany, dzięki swej woli, w której mocy cię pozostawiłem, sam ją sobie wyznaczysz. Umieściłem cię pośrodku świata, byś stamtąd dogodnie zgłębiał to, co jest w świecie. Nie uczyniliśmy ciebie ani istotą niebiańską, ani ziemską, ani śmiertelną, ani nieśmiertelną, byś sam siebie, niczym wolny i z nadania rzeźbiarz oraz twórca, wyraził swobodnie w formie, którą nad inne przedłożysz. Możesz wyrodzić się w niższe stworzenia, w zwierzęta, możesz zostać odrodzony dzięki postanowieniom twojego umysłu w istotach wyższych i boskich (1948, s. 119)3.
Słowa spisane w XV wieku trafnie oddają jedną z podstawowych zasad egzystencjalizmu, wedle której człowiek jest w stanie definiować i stwarzać siebie poprzez wybory, czyli poprzez samostanowienie. Związana z tą perspektywą wolność i ciążąca odpowiedzialność skutkują doświadczaniem niepokoju, lęku i udręki. Owa antydeterministyczna postawa przyczynia się też do poczucia alienacji, ponieważ przyjmując ją, przestajemy być członkami świata zdeterminowanego przez popędy i instynkty, świata, w którym pytania o cel i sens nie mają najmniejszego znaczenia, świata, w którym nie poświęca się czasu na realność i nieuchronność śmierci i w którym liczy się wyłącznie przetrwanie i przedłużenie gatunku. Wolny i samoświadomy człowiek prędzej czy później musi zmierzyć się z pytaniem: czy przestajemy być człowiekiem? Zwłaszcza gdy zda sobie sprawę z niezaprzeczalnego faktu, że śmierć to nieunikniona część życia. W historii cywilizacji znajdziemy wiele o tym, jak stawiano to podstawowe pytanie, a także odpowiedzi pochodzące z różnych wieków i najróżniejszych zakątków świata.
Jeśli daną epokę charakteryzuje mrok i chaos, określona perspektywa nadaje poczucie kierunku i wskazuje na jaźń. Historia pojawiania się różnych filozofii i szkół myślenia nie jest przypadkowa, a określone nurty pojawiają się, aby zaspokajać potrzeby, których nie sposób zignorować, uniknąć lub wyleczyć. Mówiąc ściślej, w kluczowych momentach dziejów ludzkości określone przekonania natury filozoficznej zdają się wypływać na powierzchnię. Tego rodzaju okresy przepełnione są lękiem, dezorientacją i pojawieniem się świadomości, że pewien sposób życia zmienia się bądź umiera. To właśnie dlatego potrzebne jest inne spojrzenie na egzystencję, które pomaga człowiekowi stawić czoła nowym wyzwaniom. Egzystencjalizm, choćby pod inną nazwą, jest taką właśnie perspektywą. Myślą podkreślającą wagę dokonywania wyborów dotyczących sposobu funkcjonowania nie na podstawie zachowania mas, lecz osobistego poczucia celu i sensu oraz kierunku, który wyłania się z naszego wnętrza. Takie wybory są wynikiem wewnętrznego poczucia wolności, która wymaga od nas przede wszystkim odpowiedzialności, szczerości, rzetelności i przekonania. Kiedy wydaje się, że wolność została nam odebrana wskutek działań politycznych lub warunków ekonomicznych, jesteśmy zmuszeni spojrzeć w głąb siebie i dostrzec, że wewnętrzną wolność można odnaleźć w postawie wobec zewnętrznych okoliczności, nawet jeśli początkowo może nam się wydawać, że sama świadomość bycia wolnym nie jest w stanie odwrócić biegu wydarzeń. Niemniej jednak to właśnie wolność definiuje nas jako istniejących ludzi.
Heidegger sugerował, że termin "egzystencja" powinien być używany wyłącznie do opisywania kondycji ludzkiej, a nie obecności pewnych obiektów, a nawet istot transcendentnych lub innych sfer: "Bytem, który jest jako egzystencja - jest człowiek. Jedynie człowiek egzystuje. Skała jest, lecz nie egzystuje. Drzewo jest, lecz nie egzystuje. Koń jest, lecz nie egzystuje. Anioł jest, lecz nie egzystuje. Bóg jest, lecz nie egzystuje" (Kaufmann, 1975, s. 215)-1. Na ludzką egzystencję składają się możliwości, które pozwalają definiować i redefiniować samego siebie, oraz nieunikniony, wywołany przez nie niepokój.
W najprostszym ujęciu egzystencjalizm jest punktem widzenia podkreślającym wewnętrzną wolność przekraczającą ograniczenia narzucone nam wydarzeniami zewnętrznymi i ukazującym nam, w jaki sposób można ją wykorzystać przy podejmowaniu wyborów. Większość ludzi błędnie upatruje początków tego filozoficznego nurtu w XX wieku i pismach francuskiego filozofa Jean-Paula Sartre'a. Przypomnijmy więc, że już w jednej z pierwszych opowiedzianych w dziejach historii wyraźnie widać jego korzenie. Na kolejnych stronach pokusiłem się o omówienie eposu o Gilgameszu, w którym łatwo dostrzeżemy egzystencjalistyczną bazę. Niektóre kluczowe koncepcje egzystencjalizmu są również obecne w pracach filozofów tworzących przed Platonem (Heraklit, Sokrates)-1, a później w pracach Augustyna z Hippony, Blaise'a Pascala, czy w końcu - najbardziej widocznie - w pracach S?rena Kierkegaarda, którego dziś określa się mianem ojca egzystencjalizmu. Na tym oczywiście nie kończy się lista twórców podzielających przekonania leżące u podstaw ruchu. Do egzystencjalistów zaliczymy wszak Friedricha Nietzschego, Martina Bubera, Gabriela Marcela, a także pisarzy takich jak choćby Fiodor Dostojewski, Lew Tołstoj, Franz Kafka czy Albert Camus. Pragnę więc podkreślić, że zanim Sartre ukuł termin "egzystencjalizm", wielu "egzystencjalistów" mierzyło się z kryzysami swoich czasów, jednocześnie żarliwie angażując się w samoocenę, a następnie dzieląc się swoimi refleksjami na kartach traktatów, książek i powieści, a co najważniejsze poprzez praktykowanie stylu życia zgodnego z ich wewnętrznymi filozoficznymi konkluzjami.
Egzystencjalizm stanowi część historii ludzkości i nie ogranicza się do konkretnych dziedzin nauki, takich jak filozofia czy psychologia. Jest to w istocie sposób życia, a przynajmniej poczucie kierunku, które nie opiera się na abstrakcji i które najczęściej pojawia się w krytycznych momentach dziejów charakteryzujących się strachem i niepokojem. Jestem przekonany, że XXI wiek to czas, który rozpoczął się strachem przed tym, co "nieznane", a co domagało się naszej uwagi. Wskutek rozwoju nowych technologii ogromne niegdyś dystanse skróciły się do sekund, jakie dzielą nas od kliknięcia w link do artykułu mówiącego o tym, co dzieje się na drugim końcu świata. Biorąc pod uwagę to, że lęk stał się zjawiskiem globalnym, można zastanawiać się, czy postęp jest w tym wypadku błogosławieństwem czy przekleństwem. Przekonanie o zbawiennym wpływie technologii opiera się na krótkowzrocznej iluzji, wedle której zyskaliśmy większą kontrolę. Przeklęta strona postępu objawia się lękiem, który niczym zakaźna choroba w każdej sekundzie wdziera się do naszych domów, pochłaniając nas niepostrzeżenie, kawałek po kawałku. Ludzka egzystencja polega jednak na zmaganiu się z nieznanym, z zagubieniem i ze stanem zagrożenia życia, który przepełnia potencjał rozwoju i kreatywności.
Być może zamiast pytać, czym jest egzystencjalizm, powinniśmy spróbować wyróżnić niektóre z typowych zdarzeń definiujących ogólnie ludzkie doświadczenie?-1. We wstępie do The doctor and the soul (Lekarz i dusza)-1 Frankl pisze:
Znany psychiatra zauważył kiedyś, że zachodnia cywilizacja odwróciła się od księdza na rzecz lekarza. Inny narzeka, że w dzisiejszych czasach zbyt wielu pacjentów zgłasza się do lekarzy z problemami, które tak naprawdę powinny być kierowane do księdza. Ludzie nieustannie przychodzą do nas z pytaniem o sens ich życia [...], a część z nas idzie na łatwiznę, na przykład uciekając się do psychologii i udając, że duchowe cierpienie poszukującego sensu egzystencji pacjenta jest niczym innym jak objawem patologii (Frankl, 1960, s. IX).
Frankl sugeruje również, że to Freud stwierdził, że wyłącznie człowiek neurotyczny kwestionuje sens swojego życia. W rzeczywistości literatura naukowa obfituje w opisy badań wskazujących na coś zupełnie przeciwnego, czyli to, że osoby o silnym poczuciu znaczenia i celu w życiu najlepiej radzą sobie z nieuniknionym cierpieniem, niepewnością i nieuchronnością śmierci.
Dziś, kiedy lekarze, psychologowie i księża próbują unikać rozmów o sensie lub uciekają się do abstrakcyjnego myślenia czy pocieszania, część pacjentów zaczyna szukać odpowiedzi w okultyzmie i innych niekonwencjonalnych praktykach w nadziei na odnalezienie odpowiedzi na spędzające im sen z powiek, niedające spokoju pytania-1. Częściej niż kiedykolwiek popularnonaukowe książki psychologiczne, praktyki ezoteryczne czy telewizyjni "psychologowie" stają się źródłem wiedzy i sensu dla tych, którzy szukają szybkich rozwiązań, tymczasem ich przesłanie jest w najlepszym wypadku powierzchowne. Pójście na skróty może wydawać się kuszące, nie prowadzi jednak do rozwiązania problemu i podobnie jak słaby środek przeciwbólowy jedynie maskuje objawy przewlekłej migreny. Idąc na łatwiznę, nie unikniemy pytania o sens naszego istnienia, które będzie do nas wracać, zwłaszcza gdy najmniej się go spodziewamy. Pytania o sens pojawiają się bowiem głównie wtedy, kiedy zmagamy się z bezpośrednim źródłem cierpienia, takim jak utrata pracy, śmierć bliskiej osoby lub wiadomość o nieuleczalnej chorobie. Gdzie szukać pocieszenia w takich momentach? Leki, okrągłe zdania mędrców, techniki medytacyjne czy zmiana sposobu myślenia mogą opóźnić to, co nieuniknione, jednak w pewnej chwili człowiek musi skonfrontować się z tezą, że jego życie nie ma sensu, od cierpienia nie ma ucieczki, a przeznaczenia i śmierci nie sposób oszukać.
Ze wszystkich konceptualizacji filozoficznych i psychologicznych, które próbowały odnieść się do tego rodzaju dylematów, egzystencjalizm najdokładniej i najszczerzej zgłębia pytanie o sens ludzkiej egzystencji. O ile się nie mylę, jest to jedyny nurt filozoficzny, który w pewnym sensie mimowolnie mierzy się z kwestią śmierci. Być może to właśnie z powodu otwartości na śmierć część osób sugeruje, że jest zbyt poważny, mroczny i przygnębiający. Takie wnioski są jednak chybione. Egzystencjalizm mimo poważnych, czasem spowitych w mroku prób zbadania ludzkiego doświadczenia jest jednocześnie najbardziej ożywczym, kuszącym, inspirującym, pełnym piękna, odkryć i wnikliwych doznań nurtem badającym kondycję człowieka.
We wstępie do swojej książki Mit Syzyfa Camus przestrzega: "Jest tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo. Orzec, czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć, to odpowiedzieć na fundamentalne pytanie filozofii" (1983, s. 3-4)-1. Na kolejnych stronach autor podejmuje próbę zmierzenia się z pytaniem, czy warto żyć, i bada beznadziejny przypadek mitycznego Syzyfa skazanego na udrękę i daremne wtaczanie skały na wzgórze przez całą wieczność. Syzyf Camusa triumfuje jednak, stwierdzając, że kamień, który toczy, nie jest karą, ale częścią jego życia. Kamień jest jego i może go toczyć tak, jak chce! Analizując popularny mit, Camus sugeruje, że sens może powstać nawet w przebiegu najbardziej absurdalnych doświadczeń życiowych i stanowczo stwierdza, że to człowiek musi być autorem i stwórcą znaczenia.
Rozważania nad sensem istnienia są nieuniknione i od zawsze pochłaniają myśli wielu osób w każdym zakątku świata. Lecz choć myśliciele udzielili już wielu odpowiedzi na pytanie o sens, pozostaje ono wciąż aktualne, wymaga bowiem zawsze osobistej odpowiedzi. Pytanie o sens życia jest naturalne i człowiecze, a "gdy go nie zadajemy, stajemy się mniej ludzcy" (Ford, 2007). Dziś, w pierwszych dekadach XXI wieku, potrzeba zgłębienia sensu życia jest być może silniejsza i bardziej nieunikniona niż kiedykolwiek w historii. Chociaż codziennie, z każdej strony otaczają nas rozpraszające bodźce, stała potrzeba znaczenia wzrasta i domaga się naszej uwagi.
Dennis Ford sugeruje, że chęć zgłębiania znaczenia jest wynikiem naszej samoświadomości-1:
Pytanie nie pojawia się, dopóki nieświadomi siebie w pełni angażujemy się w życie, to znaczy gdy bierzemy świat za coś oczywistego. Nie pytamy, czy film, kariera czy romans mają znaczenie, kiedy żyjemy chwilą, nic nie zakłóca naszych działań i oczekiwań i gdy kierujmy się wtórnymi instynktami wynikającymi z mitów kulturowych [...]. Większość z nas spędza większość czasu, żyjąc wygodnie i nieświadomie podążając za instynktami, których źródłem jest kultura (2007, s. 251).
To właśnie dlatego pojawienie się samoświadomości staje się momentem, który skazuje nas na kwestionowanie sensu istnienia. Pytania o sens nie da się łatwo uniknąć, ponieważ zawsze znajduje sposób docierania do naszej świadomości, zwłaszcza w chwilach, kiedy zupełnie nie oczekujemy wewnętrznego "przesłuchania". Nagle w naszej głowie kiełkuje myśl: "Dlaczego to robię?" albo "O co w tym wszystkim chodzi?". Czy samoświadomość jest więc błogosławieństwem czy przekleństwem? To pytanie wymaga gruntownej analizy.
W najstarszej prawdopodobnie historii, jaka kiedykolwiek została opowiedziana, Eposie o Gilgameszu, poznajemy władcę miasta Uruk - ludzkie dziecko bogów, które panuje nad poddanymi, wykazując się niezrównaną mocą, dumą i absolutną arogancją. Z czasem zaczyna traktować ich jak bezsilne istoty, które muszą spełniać jego zachcianki i oddawać mu pokłony. Żadna panna młoda nie może kochać się z mężem, zanim zrobi to król. Nikt nie może mu się oprzeć ani rzucić mu wyzwania, bowiem to Gilgamesz jest niepokonanym władcą Uruk. Kiedy ludzie proszą bogów, by zrobili coś z ich krnąbrnym potomkiem, ci w swojej mądrości tworzą Enkidu, barbarzyńcę, który żyje wśród zwierząt i zachowuje się tak jak one. Enkidu zyskuje samoświadomość, gdy nawiązuje relacje z kobietą imieniem Szamchat i uprawia z nią seks, a kiedy do tego dochodzi, nie może już utożsamiać się z dzikimi zwierzętami, które kiedyś stanowiły jego stado. Co więcej, po przemianie same zwierzęta całkowicie go unikają. W pewnym sensie Enkidu zostaje więc skutecznie wygnany z Edenu, gdzie bezmyślna, oparta na instynkcie prostota determinowała jego zachowania i kierowała jego życiem. Teraz musi się wyprowadzić, znaleźć nowy dom i odnaleźć się wśród innych samoświadomych ludzi. Człowiek przypominający bestię jest prawdopodobnie jedyną osobą, która ma szanse stawić czoła władcy, jednak po ich pojedynku zamiast wrogości rodzi się między nimi braterska więź. Razem świętują, walczą, sprzeciwiają się bogom, a ostatecznie zwyciężają w niemożliwej do wygrania bitwie. Enkidu musi jednak umrzeć, przeklęty przez stworzycieli za nieposłuszeństwo. Krótko przed śmiercią przeklina Szamchat, która przez namiętne doznania uczyniła go człowiekiem, dała świadomość i wprowadziła do cywilizowanego świata. Przeklina ją za odebranie mu niewinności, błogiej ignorancji, życia wśród zwierząt i czasu, w którym ważne były tylko podstawowe zasady przetrwania. Ostatecznie jednak, "wspominając dobre życie, które otrzymał, i czas spędzony z przyjacielem, który ukochał go jak brata, zmienia zdanie i zanim wyzionie ducha, błogosławi Szamchat i życzy jej dobrze" (Sadigh, 2010, s. 82). W pewnym sensie Enkidu zdaje sobie sprawę, że radość, której doświadczył, będąc człowiekiem, była znacznie cenniejsza niż prosty żywot, jaki wiódł na wolności. Samoświadomość może być więc przekleństwem dla kierujących się zwierzęcymi instynktami i prawdziwym błogosławieństwem dla tych, którzy marzą o życiu pełnym możliwości, kreatywności i wyborów.
Samoświadomość zmusza nas również do uzmysłowienia sobie nieuchronności naszego upadku, z czego nie zdają sobie sprawy zwierzęta. Kiedy Gilgamesz widzi śmierć swojego brata i towarzysza, zdaje sobie sprawę, że z czasem spotka go ten sam los. Desperacko szukając sekretu nieśmiertelności, podróżuje daleko i boryka się z trudnymi, niemożliwymi wręcz wyzwaniami. Po drodze spotyka mądrą karczmarkę, która próbując go pocieszyć, daje mu bardzo przyziemne rady dotyczącego tego, jak żyć i jak umierać. Chociaż śmierci nie da się uniknąć, istnieją sposoby celebrowania przemijającego życia, które sprowadzają się do przeżywania każdego dnia w pełni i z radością. Kobieta mówi do Gilgamesza:
Życia, co go szukasz, nigdy nie znajdziesz. Kiedy bogowie stwarzali człowieka, śmierć jemu przeznaczyli, życie zachowali we własnym ręku. Ty, Gilgameszu, napełniaj żołądek, dniem i nocą obyś wciąż był wesół. Codziennie sprawiaj sobie święto. Dnie i noce spędzaj na grach i pląsach (Foster, 2001, s. 100)-1.
Owe mądre słowa nie zaspokajają jednak potrzeby przeciwstawienia się śmierci. Gilgamesz kontynuuje poszukiwanie, aż po wielu rozczarowaniach dochodzi do wniosku, że to nie nieśmiertelność nadaje życiu sens, ale służba swoim ludziom. W końcu wraca do poddanych jako ktoś, kto nie walczy ze śmiercią i nie zaprzecza jej nieuchronności, ale traktuje ją jako część życia. Gilgamesz odkrywa wewnętrzną wolność, której nawet bogowie nie mogą mu odebrać, i odpowiedzialność, która nadaje tej wolności znaczenie. Dokonuje tym samym zupełnie nowego odkrycia na temat tego, co znaczy być człowiekiem, jednostką, która teraz musi podzielić się zrozumieniem sensu istnienia ze swoimi ludźmi (Sadigh, 2010, s. 87).
Pochylając się nad niektórymi zasadami definiującymi egzystencjalizm, Robert C. Solomon sugeruje, że "postawa egzystencjalna to przede wszystkim postawa samoświadomości. Człowiek czuje się oddzielony od świata i innych ludzi. W izolacji czuje strach, małość i brak sensu"(Solomon, 1987, s. 239). Nie możemy uciec od problemów, które czynią nas ludźmi, nawet jeśli dysponujemy wieloma sposobami łagodzenia ich skutków, zagłuszania ich przesłania i lekceważenia wyzwań, które przed nami stawiają. Obsesje, kompulsywne działania, nałogi, a zwłaszcza konformizm stanowią próbę zaprzeczenia temu, że jako istoty samoświadome stajemy się osobami posiadającymi wolny wybór i ponoszącymi za niego odpowiedzialność. Sartre zapewnia: "Tak więc pierwszym krokiem egzystencjalizmu będzie uświadomienie człowiekowi, czym jest on sam, i złożenie na niego całkowitej odpowiedzialności za własne istnienie" (2007, s. 23)-1. Rzeczywiście, odpowiedzialność, umiejętność reagowania na sytuacje życiowe i bezpośrednie zaangażowanie wymagają tego rodzaju świadomości.
Zastanawiając się nad egzystencjalnymi koncepcjami Kierkegaarda dotyczącymi istoty człowieczeństwa, Anderson pisze:
Jako egzystujące jednostki nie rodzimy się już uformowanymi jaźniami, jednak mamy potencjał stania się sobą i to powinno być naszym głównym życiowym zadaniem. Inni nie mogą nam pomóc. Jesteśmy z tym zupełnie sami bez "ponadczasowych prawd", które pomogłyby zdecydować, co jest dla nas istotne. Tylko zobowiązanie do czegoś pozwala nam istnieć (Anderson, 2000, s. 70).
To stwierdzenie dobrze oddaje sens filozofii Kierkegaarda i jest wyjątkowo zgodne z omówioną już tezą Pico della Mirandoli na temat natury ludzkości. Obu myślicieli łączy wiara, że tworzymy i odtwarzamy to, czym się stajemy, nawet w przypadku braku konkretnego zestawu reguł lub bezpośredniego przewodnictwa. To dlatego z każdym kolejnym wyborem zbliżamy się do stworzenia samego siebie, jaźni, która będzie nas prowadzić i pełnić rolę wehikułu, za pomocą którego będziemy w stanie definiować sens własnego istnienia. Jednocześnie oznacza to jednak, że możemy grać w grę zwaną życiem, nawiązywać kontakty, robić to, czego się od nas oczekuje, i nie uformować tożsamości, czyli tego, co definiuje nas jako jednostkę.
Kierkegaard (1990) przypomina nam, że bez świadomego podejmowania działań i dążenia do osobistych celów raczej nie uda nam się dokonać czegoś wyjątkowego, pełnego pasji lub po prostu szczerego. Jego zdaniem pozbawione wyborów i czynów życie jest wyłącznie złudzeniem. Bez samoświadomości możemy wprawdzie unikać prawdziwych problemów egzystencjalnych, istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że od czasu do czasu będziemy doświadczać okropnego poczucia pustki, zwłaszcza w momentach fizycznego lub emocjonalnego cierpienia lub wyzwań duchowych, których nie sposób zignorować. Ukrywanie się za maską intelektu pozornie wyjaśniającego nasze doświadczenia w logiczny i racjonalny sposób jest ścieżką, która na pierwszy rzut oka wydaje się dobra dla wielu z nas. Po cóż nam sens, kiedy wiemy, że życie zaczyna się i kończy i że ostatecznie etyka i zobowiązania stanowią wyłącznie jeden z jego aspektów? Należy jednak zadać pytanie, jak długo wzniesiona na tym założeniu fasada może pozostać nienaruszona. Podejmując duży wysiłek, możemy kryć się przed samym sobą, a przed innymi udawać, że dobrze nam się wiedzie, jednak to ułuda, której nie da się długo utrzymać. Nawet jeśli uda nam się oszukać innych, to czy jesteśmy w stanie zawsze oszukiwać samego siebie?-1
Po raz kolejny Kierkegaard, psycholog par excellence, ostrzega nas, że nawet unikając kluczowych pytań o egzystencję, prędzej czy później będziemy musieli zmierzyć się z wewnętrznym głosem:
Czy nie wiesz, że przychodzi taka godzina północna, w której każdy musi się zdemaskować, czy uważasz, że z życia zawsze można żartować, czy sądzisz, że krótko przed północą można się jakoś wymknąć? Nie przeraża Cię to? (Kierkegaard, 1987b, s. 160)-1.
Filozof opiera się na rzeczywistych obserwacjach, aby nadać swojemu przesłaniu jeszcze większą wagę i uświadomić nam, że to, co przekazuje, nie jest ćwiczeniem umysłowym, ale stanem, który można zaobserwować zarówno dziś, jak i w minionych stuleciach:
Widziałem w życiu ludzi, którzy tak długo oszukiwali innych, że w końcu ich prawdziwa istota nie potrafiła się już objawić; widziałem ludzi, którzy tak długo bawili się w chowanego, że w końcu obłęd ukazał innym w obrzydliwy sposób ich tajemne myśli, które dotąd tak dumnie skrywali (Kierkegaard, 1987b, s. 160)-1.
Kierkegaard nie tylko przedstawia scenariusz nieuchronności konfrontacji z samym sobą, lecz jednocześnie wskazuje na zgubny potencjał intrapsychicznej obrony, która w końcu załamuje się na oczach innych w najbardziej niszczycielski sposób, czyli poprzez doświadczenie rozładowywania napięcia patologicznie i dekonstruktywnie. Jako ludzie mamy tendencję do rozpraszania się codziennością, ale mimo to na pewno pojawiają się momenty, w których staniemy przed pytaniem o sens własnego życia i ocenę swoich działań.
Cierpienie będące nieuniknionym aspektem egzystencji działa niczym katalizator, który może przyspieszyć odkrywanie własnego ja i silniejsze angażowanie się w życie lub doprowadzić do oderwania się od niego. Według Frankla "im bardziej człowiek próbuje uniknąć przykrości lub cierpienia, tym głębiej pogrąża się w rozpaczy" (Frankl, 1967, s. 127). Pośród niepewności życia to właśnie cierpienie może stać się potencjalnym źródłem energii do poszukiwania głębszego poczucia sensu i tworzenia nowych wartości nadających pełniejszy wymiar naszym doświadczeniom. Robert G. Olson sugeruje, że
frustracja, brak poczucia bezpieczeństwa i bolesne starania stanowią nieunikniony los człowieka, a jedyne życie, jakie warto przeżyć, to takie, w którym można stawić czoła temu faktowi; jeśli bowiem egzystencjaliści mają rację, to właśnie życie pełne frustracji, niepewności i bolesnych zmagań samo w sobie generuje wartości, a wartości w ten sposób generowane są jedynymi realnie możliwymi do zrealizowania i prawdziwie godnymi ludzkiego dążenia (Olson, 1962, s. 14).
Przesycona ciągłym zmaganiem się z absurdem kondycja ludzka stwarza więc wyjątkową okazję do narodzin samoświadomej istoty, która nie tylko jest w stanie przetrwać absurdalne sytuacje, alienację i trudności, lecz jednocześnie angażuje się w twórcze działania o dużej duchowej wadze, mające wartość transformacyjną tak na poziomie osobistym, jak i społecznym. Jeśli jednak nie uda nam się odpowiednio docenić tego potencjału, może okazać się, że ujrzymy coś zupełnie przeciwnego: zamiast kreatywności - zniszczenie, a zamiast nowych wartości nihilizm, czyli ich całkowitą utratę. Na każdym rozdrożu ludzkiej egzystencji ujawniają się wybory, a nasza indywidualna reakcja na nie określa to, kim się stajemy.
Pytanie o sens życia to centralne pytanie całego ruchu egzystencjalistycznego, a myśli o egzystencji pojawiają się w naszej głowie, gdy mierzymy się z trudnościami, niepewnością czy ogromnym cierpieniem. Postawę egzystencjalną obserwujemy zarówno w najstarszych cywilizacjach, jak i w latach poprzedzających i następujących po wojnach i plagach, a zwłaszcza po drugiej wojnie światowej. Dzisiaj, kiedy wraz z nowym wiekiem pojawiły się w naszym życiu nowe źródła udręki i niepewności, po raz kolejny wracamy do kluczowych pytań o to, kim jesteśmy i w jaki sposób możemy przetrwać.
W swoich rozważaniach na temat znaczenia psychologii egzystencjalnej Dmitry Leontjew pisze:
ludzie muszą na nowo nauczyć się żyć w niestabilnym, nieprzewidywalnym świecie, bez pewników, wskazówek i gwarancji, świecie, który zaprasza nas do podejmowania ryzyka i doświadczania poczucia winy i własnych błędów, ale także triumfów i nagród. W egzystencjalnym światopoglądzie nie ma immanentnego tragicznego pierwiastka, poza świadomością, że świat jest kruchy [...]. Psychologia egzystencjalna ma dawać ludziom odwagę do brania odpowiedzialności za działanie bez pewności powodzenia (Leontjew, 2004, s. 105).
Tego rodzaju psychologia ludzkiej egzystencji staje się możliwa dopiero wtedy, gdy mierzymy się z tezą, że życie może być pozbawione sensu. To właśnie kryzys sensu wymaga bowiem autorefleksji i wnikliwego wejrzenia w głąb siebie. Autorefleksja jest i musi być pierwszym krokiem w kierunku zajęcia się kwestią sensu lub bezsensu istnienia. Mimo to coraz częściej jesteśmy świadkami impulsywnych, a wręcz odruchowych metod poznawania, które stoją w opozycji do spoglądania do wewnątrz, które jest tak ważne, zwłaszcza w przebiegu rozważań na temat egzystencji. Osoby, które przeżyły wielkie nieszczęścia, pokazały nam, że najbardziej niszczycielski wróg nie czai się na zewnątrz, ale w nas samych. Prawdziwa bitwa polega na konfrontacji poczucia sensu z bezsensownością. Jeśli bowiem uda nam się odkryć lub stworzyć poczucie sensu, nasze życie wypełni świadomość obranego kierunku i wewnętrznego spełnienia. Dlatego jednym ze stale przewijających się motywów jest ten mówiący, że "aby życie miało sens, musi łączyć się z innymi rzeczami lub wartościami poza nim samym" (Nozick, 1981, s. 594). Ta idea będzie powracać na stronach tej książki, zarówno przy okazji Kierkegaarda, jak i Frankla czy Tołstoja. Sens istnienia należy odnaleźć w życiu w sposób zaangażowany, najpierw afirmując, a następnie przekraczając siebie.
Badając to, co składa się na wypełnione sensem życie lub działanie, Garrett Thomson przedstawia dwie propozycje. Przede wszystkim sugeruje, że znaczące przedsięwzięcia cechuje wewnętrzna wartość, przez co nie są one ani definiowane, ani mierzone za pomocą kryteriów zewnętrznych. Ponadto, podobnie jak Kierkegaard, uważa, że znaczenie istnienia nie jest abstrakcją, ponieważ wyłania się ze sposobu, w jaki żyjemy. "To ważne wnioski" podkreśla, "mają bowiem zastosowanie nawet wtedy, gdyby okazało się, że Bóg ma dla nas jakiś cel, i nawet jeśli istnieje wieczne życie po życiu. Nawet jeśli istnieje cel, o który warto walczyć, cały sens tkwi w walce" (Thomson, 2003, str. 58).
Skupienie się na odkrywaniu znaczenia przez jednostki i definiowanie go jako zjawiska wywodzącego się z wnętrza jest nie do przecenienia. Żyjemy w świecie, w którym wiedza i informacje są postrzegane jako jedno i to samo. Co gorsza, nawet różnica między informacją a mądrością zdaje się zanikać. Wszystko, czego potrzebujemy, to wystarczająco szybki elektroniczny gadżet, który pozwala nam wyszukiwać w sieci "właściwe" rozwiązanie naszych kłopotów. Niestety, tak zdobyte odpowiedzi powodują raczej zamieszanie i oddalają nas od własnego ja, co z czasem prowadzi do coraz silniejszego poczucia wewnętrznej pustki, której należy unikać lub którą trzeba leczyć. Kolejnym sposobem pogłębiania duchowej pustki jest wmuszanie w człowieka znaczenia słowami: "To jest sens twojego życia, to dlatego jesteś tu i właśnie to musisz zrobić". Wszelkie tego rodzaju próby zwiększają jedynie dystans dzielący człowieka i wewnętrzną jaźń, burzą nadzieję na odkrycie samego siebie i tworzą kierowany przez czynniki zewnętrzne byt wrażliwy na chaos i zamęt. Chorobę wynikającą z bycia "przymuszanym do sensu" najlepiej obrazują słowa Kierkegaarda:
Z dnia na dzień człowiek marnieje, staje się coraz chudszy. Z jakiego powodu? Ponieważ cierpi niedostatek. "Nie, z pewnością nie - powie lekarz. - To nie to, faktycznie chodzi o jedzenie, ale raczej o to, że pacjent je, kiedy nie musi, kiedy nie jest głodny, stosuje środki pobudzające apetyt i w ten sposób niszczy układ trawienny i zanika, tak jakby faktycznie cierpiał niedostatek". A więc to religijność. Najbardziej fatalną z rzeczy jest zaspokojenie pragnienia, którego jeszcze nie odczuwamy, ale którego się spodziewamy lub które stymulujemy, aby doprowadzić się do stanu, który ma przypominać pragnienie, które następnie zaspokajamy. To szokujące! A jednak to właśnie czynią ludzie religijni, okradając innych z tego, co stanowi o znaczeniu życia i pomagając im marnieć (Bretall, 1973, s. 444).
Wspomniany przez Kierkegaarda człowiek jest "karmiony" pewną wiedzą, mimo że nie zaczął nawet pytać, czego pragnie. To dlatego, choć wciąż odżywiany, staje się "coraz chudszy", ponieważ karmi się nie tym, co trzeba i w niewłaściwym czasie. Religie, teorie i filozofie mogą być źródłem inspiracji, jednak żadna z ich nauk nie odpowie na pytanie o sens istnienia człowieka, który musi sam odnaleźć go lub stworzyć. Człowiek musi żyć znaczeniem na co dzień i stosować je w swoim działaniu. Do równania życia musimy podstawić w pełni osobiste zaangażowanie, bez którego skazujemy się na ślepe wyznawanie reguł, edyktów, filozofii czy teologii i niewłączanie ich do szczerej, ludzkiej egzystencji.
W tym duchu Frankl (1984) sugeruje, że na pytanie o znaczenie może odpowiedzieć wyłącznie jednostka, która je zadaje i która szuka na nie odpowiedzi. Innymi słowy nie istnieje prosta recepta czy mapa, która pozwoli nam odnaleźć sens. Los każdej osoby jest wyjątkowy i dlatego każdy z nas potrzebuje innego atlasu, a nie prostego, dwuwymiarowego zestawu wskazówek. Wynika to z dynamiki życia i dynamiki człowieka i z tego, że w każdej sytuacji może pojawić się nowa potrzeba nadania znaczenia temu, co robimy i w jaki sposób dążymy do osiągnięcia celu. Znaczenie określane w danej chwili zawsze znajduje swoje spełnienie w przyszłości.
Przeżywając życie bez znaczenia, musimy spodziewać się zarówno osobistych, jak i społecznych konsekwencji. Joske pisze, że brak sensu może skutkować czymś, co określa mianem "bezwartościowości, bezcelowości, trywialności i daremności" (Joske, 1982, s. 252). Owe symptomy wyraźnie wskazują na to, że poszukiwanie źródła kierunku może być wymagające. Wszak poczucie bezwartościowości przekłada się zwykle albo na głęboką utratę poczucia własnej wartości, albo przeciwnie - na narcystyczną postawę, u której podstaw leży próba ukrycia egzystencjalnej pustki. Trywialność i daremność także mogą przekładać się na utratę wartości i pogłębiać nihilistyczną postawę skutkującą autodestrukcją lub niszczeniem innych ludzi. Nie mając poczucia sensu, zaczynamy nieroztropnie szukać szybkich rozwiązań dręczących nas problemów, a podejmując impulsywne decyzje, możemy krzywdzić siebie i innych i wpadać w nałogi, których celem jest zatuszowanie wewnętrznej nicości. Po raz kolejny widzimy więc, że samo znaczenie może okazać się przewodnikiem, który wskaże nam drogę pośród niepewności.
Poczucie braku sensu sprawia, że radzenie sobie ze stresującymi, wymagającymi wydarzeniami może okazać się wyjątkowo trudne, zwłaszcza jeśli stresory są nieprzewidywalne, silne i długotrwałe (Maddi, 1998). Znaczenie może więc też pełnić rolę tarczy, którą osłonimy się przed nadmiernym, długofalowym stresem. Obszerna, oparta na wiedzy empirycznej literatura dotycząca zjawiska "twardej osobowości" jasno sugeruje, że osoby o największym poczuciu sensu i celu radzą sobie znacznie lepiej niż pozostali i skuteczniej rozwiązują nawet najbardziej stresujące problemy.
Kiedy uważnie przyjrzymy się biografiom osób, które przeżyły ogromne tragedie, a mimo to były w stanie pozytywnie wpłynąć na życie innych, dostrzeżemy pewne podobieństwa w ich postawie i zachowaniu, z których najczęstszym okazuje się właśnie przekonanie o sensie i celowości. Kolejną charakterystyczną cechą jest żarliwa chęć przekształcenia osobistej tragedii w okazję do pomocy innym, podobnie dotkniętym przez los ludziom lub dążenie do zapobieżenia cierpieniu wynikającemu z tych samych przyczyn. Osoby o twardej osobowości nie myślą o sobie jako o ofiarach tragedii, lecz jako o ocalonych, którzy dzięki swoim przejściom mają przesłanie, którym chcą się podzielić (Baumeister, 1991, Taylor, 1983).
Na tym etapie dociekań możemy już dostrzec krytyczną przemianę zachodzącą u osób, które odnajdują sens swojego istnienia. Tacy ludzie żyją z pasją i służą innym poprzez zobowiązania, jakie podejmują. Odkrycie osobistego sensu zmusza ich zatem do przekroczenia granic narcystycznego ja i dzielenia się swoim doświadczeniem. Ludzie czujący sens zdają sobie sprawę, że to właśnie interakcja z innymi sprawia, że ich życie nabiera kształtu i że to dzięki niej ich wybory zaczynają określać to, kim się stają. Jak mówi Simone de Beauvoir, "ponieważ jednostkę definiuje się poprzez jej stosunek do świata i innych jednostek, istnieje ona wyłącznie poprzez przekraczanie siebie, a jej wolność może być osiągnięta jedynie poprzez wolność innych. Jednostka usprawiedliwia swoje istnienie ruchem, który podobnie jak wolność wypływa z jej serca, ale prowadzi poza nią... Człowiek jest wolny; znajduje swoje prawo we własnej wolności. Najpierw musi ją przyjąć i nie uciec przed nią, a żeby tego dokonać uznaje ruch konstruktywny (człowiek nie istnieje bez robienia czegoś) i negatywny, który odrzuca ucisk, zarówno w stosunku do siebie, jak i innych" (Beauvoir, 1976, s. 156). Kreatywność, poczucie celu i pasja stanowią niejako skutek uboczny zyskania opisanej powyżej świadomości.
Według Rollo Maya w porównaniu z człowiekiem, który po prostu dostosowuje się do sytuacji życiowych, osoba kreatywna nie tylko adaptuje się, ale doskonale radzi sobie pod presją, jest bowiem zorientowana na działania przepełnione sensem obejmujące zarówno ją, jak i innych. Jego zdaniem "twórczy człowiek jest w stanie doceniać istnienie w trzech wymiarach - afirmować siebie, afirmować bliźnich i afirmować przeznaczenie. Życie ma dla niego znaczenie, a to, że jest wartościowy dla swoich bliskich, dodaje mu otuchy [...]. Wszystko to oznacza z kolei, że odpowiedź na podstawowe pytanie jest pozytywna: człowiek ma zaufanie do swego przeznaczenia" (May, 1940, s. 19). Idąc za Mayem, można dojść do wniosku, że podobnie jak poszukiwanie sensu również kreatywność jest kwestią wyboru. Zarówno odkrywanie znaczenia, jak i twórcze działanie stanowią sedno człowieczeństwa. Żadna z tych czynności nie dzieje się w sposób nieświadomy lub pośredni, ponieważ każda wymaga woli i intencjonalności. Obie rodzą się z wolności i wymagają od nas autentyczności, indywidualności i samotranscendencji.
1 L. Tołstoj, Dzienniki 1847-1894, przeł. M. Leśniewska, Kraków 1973, e-book 2008.
2 W swoich pismach Pico posługuje się słowem "Adam", jednak ja obstaję przy "człowieku", ponieważ jest to dokładniejsza definicja hebrajskiego Adama, często tłumaczonego właśnie jako "człowiek".
3 G. Pico della Mirandola, Mowa o godności człowieka, przeł. Z. Nerczuk, M. Olszewski, Warszawa 2010, s. 39.
-1 M. Heidegger, Czym jest metafizyka? w: tenże, Znaki drogi, przeł. S. Blandzi, Warszawa 1995, s. 320.
-1 Niektórzy błędnie posługują się tu określeniem filozofii presokratejskiej, tymczasem Nietzsche wyraźnie rozdziela filozofów tworzących przed Platonem i przed Sokratesem. Co znaczące, wielu filozofów przed Platonem kładzie o wiele mniejszy nacisk na metafizykę, a ich pełne życiowej pasji dzieła dotyczące natury egzystencji o wiele bardziej skupiają się na tu i teraz.
-1 Należy tu dokonać rozróżnienia między doświadczeniami wspólnymi dla ludzi, i dajmy na to, zwierząt. W przypadku człowieka nie musimy badać doświadczeń związanych z jedzeniem lub zaspokajaniem innych potrzeb biologicznych. Chodzi nam bowiem o wyjątkowe doświadczenia, które czynią nas ludźmi, takie jak zmaganie się z nieuchronnością śmierci, niepokój towarzyszący podejmowaniu decyzji, borykanie się z utratą sensu czy absurdem.
-1 V. Frankl, The doctor and the soul, New York, 1960.
-1 Nawiasem mówiąc, doskonały przykład znajdziemy w naszym krótkim omówieniu Wojny i pokoju, której bohater Piotr Bezuchow zmienia religie i miota się między różnymi wspomagającymi praktykami w nadziei na odnalezienie choćby śladu sensu w swoim życiu.
-1 A. Camus, Mit Syzyfa w: Eseje, przeł. J. Guze, Warszawa 1975, s. 86.
-1 Według Ronalda Davida Lainga (1990), termin "samoświadomość" może mieć dwa bardzo różne znaczenia. Pierwsze to "świadomość siebie samego i świadomość siebie jako obiektu czyjejś obserwacji" (s. 106). Drugie wiąże się ze skrępowaniem ("Patrzyli na mnie w sposób, który sprawił, że sam zacząłem się sobie przyglądać"). W pismach egzystencjalistów mamy do czynienia z pierwszym znaczeniem, czyli z samoświadomością prowadzącą do pytań o tożsamość i cel.
-1 Gilgamesz. Epos starożytnego dwurzecza, przeł. R. Stiller, Warszawa 1980, e-book 2011.
-1 J.P. Sartre, Egzystencjalizm jest humanizmem, przeł J. Krajewski, Warszawa 1998, s. 28-29.
-1 To pytanie stanowi centralny motyw w historii Iwana Iljicza, do której niedługo wrócimy.
-1 S. Kierkegaard, Albo-albo, przeł. M. Hammermeister, Gdańsk 2015, t. 2, s. 141.