Chłopiec powrócił na plażę i wytężył słuch, ale do jego uszu dobiegał
jedynie szum morskich fal i krzyk mew.
Kiedy zapadła noc, przyszli po niego rodzice. Lecz już następnego ranka,
skoro świt, znów wrócił na plażę. Obraz nieznajomej nie dawał chłopcu
spokoju. Wydawało mu się nie do pomyślenia, aby osoba tak piękna mogła
kłamać. Jeśli ona któregoś dnia powróci, chciałby móc jej powiedzieć, że
choć nie dojrzał wyspy, to słyszał dzwony świątyni puszczone w ruch
przez fale.
Mijały miesiące. Z czasem chłopiec zapomniał o tajemniczej kobiecie,
lecz pamiętał o skrywającej skarby podwodnej świątyni. Gdyby posłyszał
dźwięki dzwonów, miałby przynajmniej pewność, że rybacy mówili prawdę. A gdy dorośnie mógłby zgromadzić dość pieniędzy, by zorganizować wyprawę w poszukiwaniu zatopionych skarbów.
Nie interesowała go już szkoła ani zabawy z kolegami. Stał się ulubionym
celem kpin innych dzieci, które powtarzały w kółko: "On nie jest taki
jak my. Woli przesiadywać nad brzegiem morza, niż bawić się z nami, bo
lęka się przegranej". I śmiały się głośno na widok chłopca siedzącego na
plaży.
Wciąż nie udawało mu się posłyszeć starych dzwonów, lecz każdego ranka
uczył się czegoś nowego. Na początku odkrył, że kiedy wsłuchuje się w szum morza, fale nie rozpraszają już jego uwagi. Trochę później przywykł
do krzyku mew, do brzęczenia pszczół, do szelestu wiatru w palmowych
liściach. W bez mała pół roku po pierwszym spotkaniu z tajemniczą
kobietą, żaden hałas nie był już w stanie go rozproszyć, lecz i tak nie
potrafił dosłyszeć bicia dzwonów zatopionej świątyni.
Czasami przychodzili do niego rybacy. "My je słyszymy" - mówili z przekonaniem. Chłopcu to się ciągle nie udawało. Z czasem słowa rybaków
stały się inne: "Jesteś zbyt przejęty tymi dźwiękami dzwonów. Daj temu
spokój i wracaj do zabaw z kolegami. Pewnie tylko rybacy mogą je
usłyszeć".
Po roku dał za wygraną. "A jeśli ci ludzie mają rację? Lepiej będzie,
jak urosnę i zostanę rybakiem. Wtedy każdego ranka będę wracał na brzeg
i kiedyś na pewno usłyszę dzwony. A zresztą, może to tylko legenda? Może
podczas trzęsienia ziemi roztrzaskały się wszystkie dzwony i nigdy już
nie zagrają?" - myślał w duchu.
Tego popołudnia postanowił wrócić do domu i dać sobie spokój z zatopioną
wyspą. Zbliżył się do oceanu, by go pożegnać i raz jeszcze ogarnął
wzrokiem jego bezmiar. A ponieważ nie zaprzątał już sobie głowy
dzwonami, mógł radować się po prostu śpiewem mew, szumem fal i szelestem
wiatru w palmowych liściach. W oddali posłyszał rozbawione głosy dzieci
i poczuł się szczęśliwy, że znów powróci do zabaw z rówieśnikami. Pewnie
na początku jego koledzy będą się z niego naśmiewać, ale szybko zapomną
o tym co się zdarzyło i, jak dawniej, znów przyjmą go do swego grona.
Rozpierała go radość i tak jak może to uczynić tylko dziecko -
podziękował za dar życia. Był pewien, że nie stracił czasu na marne, bo
nauczył się obcować z przyrodą i szanować ją. I nagle, niespodziewanie,
kiedy słuchał morza, mew, szelestu palm i głosów swoich przyjaciół w oddali, dobiegł go pierwszy dźwięk dzwonu.
I następny.
A potem jeszcze następny, aż w końcu odezwały się wszystkie dzwony
zatopionej świątyni, wypełniając radością jego serce.
Wiele lat później, kiedy był już dorosłym mężczyzną, powrócił do swojej
rodzinnej wioski. Nie zamierzał już wydobywać z głębin morza zatopionych
skarbów. Pewnie cała ta historia była jedynie wytworem jego dziecięcej
wyobraźni. Może nigdy nie słyszał bicia zatopionych dzwonów? Ale poszedł
na plażę, by posłuchać szumu fal i śpiewu mew. Jakież było jego
zdziwienie, kiedy na piasku ujrzał siedzącą kobietę, tę samą, która
kiedyś opowiedziała mu o wyspie i o świątyni.
- Co tu robisz? - spytał.
- Czekam na ciebie.
Chociaż od ich spotkania upłynęło wiele lat, była tak samo piękna jak
dawniej. Ten sam, wcale nie spłowiały welon okrywał jej włosy. Podała mu
zeszyt w błękitnej okładce.
- Pisz. Kiedy wojownik światła pragnie dowiedzieć się, czy jakaś osoba
jest godna zaufania, wtedy spogląda na nią oczami dziecka, bowiem dzieci
potrafią patrzeć na świat bez goryczy.
- A kim jest wojownik światła?
- Człowiekiem, który umie docenić, jakim cudem jest życie; który do
samego końca walczy o to, w co wierzy i potrafi usłyszeć bicie dzwonów
kołysanych w głębinach oceanu.
Mężczyzna nigdy dotąd nie sądził, że jest wojownikiem światła.
Nieznajoma zdawała się czytać w jego myślach:
- Wszyscy to potrafią. Ale nikt nawet nie podejrzewa, że jest
wojownikiem światła. Każdy człowiek może nim być.
Spojrzał na białe, niezapisane kartki zeszytu. Kobieta znów się
uśmiechnęła:
- Pisz.