Przez ostatnie cztery czy pięć dni Kiki wstawała wcześnie rano, żeby wypielić chwasty wyrastające pomiędzy leczniczymi ziołami.
- Niech to, wciąż ich tylko przybywa!
Sapnęła z rezygnacją, patrząc na górkę usypaną z wyrwanych roślin.
- Wszyscy przychodzą tutaj pozachwycać się tym, jak zioła ładnie pachną! A nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, jaka z tym wiąże się harówka, wprost bez końca!
Jiji również pomagał, grzebiąc przednimi łapkami w poletku, i tylko od czasu do czasu prychał, żeby pozbyć się ziemi przyklejającej się mu do pyszczka.
- Ale wiesz... Im dłużej wyrywam te chwasty, tym mocniej się zatracam i zaczyna mi się to podobać!
Czarownica otarła wierzchem dłoni pot z czoła, drugą ręką zaś nadal pieliła grządkę.
- Hej, Kiki, popatrz no, idzie tu jakaś dziwna dziewczynka! - rozległ się nagle głos Osono. - Spójrz tam!
Kiki podniosła się i zwróciła się w stronę, gdzie patrzyła Osono; nadchodziła stamtąd dziewczynka imieniem Keke - ta sama, na którą natknęła się w okolicach alei cedrowej po rozstaniu z panią Karą Takami. Dźwigała na ramionach plecak tak ogromny, że niemal przeważał jej ciało do tyłu; na głowie miała czarny kapelusz o dziwnym kształcie, jakby skrywał pod spodem dwa rogi, do tego zaś założyła kompletnie niepasującą do reszty długą, powłóczystą spódnicę.
- Ojej, to ta dziewczynka, która kiedyś przyszła tu kupić rożki! - zawołała Osono.
- Heeej! - Keke uniosła ku nim rękę w nadmiernie przyjacielskim geście. - Liczę na owocną współpracę! - powiedziała, śmiejąc się do nich aż nazbyt poufale.
- Jaką współpracę, co ona wygaduje? - Osono podejrzliwie zerknęła na Kiki.
- Ja też nie mam zielonego pojęcia - odparła czarownica z osłupieniem i pokręciła głową.
Keke raptownie uniosła ramiona i zsunąwszy z nich plecak, uśmiechnęła się promiennie ze słowami:
- Jednak zdecydowałam, że pozwolę sobie tu trochę zostać!
- "Pozwolisz sobie tu zostać"? Tu, czyli gdzie? - wykrztusiły równocześnie Osono i Kiki.
- No przecież mówię, że tutaj, o co wam chodzi? W tym domu.
Keke wydęła usta i wycelowała w Kiki wojowniczo uniesiony podbródek.
- A kto o tym zadecydował? - zapytała Osono.
- No ja oczywiście, a kto inny! Co się tak dziwicie? Przecież nie proszę o żadne luksusy. Wystarczy mi składzik w głębi domu!
- A niech mnie, a skąd ten dzieciak wie, jak wygląda nasz dom?! - Osono aż podniosła głos, wzburzona.
- A co, nie wolno mi? Ja podchodzę do swoich spraw bardzo poważnie i jeśli chcę coś wiedzieć, to się tego dowiaduję i już! To jak będzie? Nie pasuję wam?
- Ale czemu tak nagle... - Kiki, próbując opanować wzburzenie, zacisnęła mocno dłonie na rąbku sukienki.
- No właśnie, to nie takie proste! Nie można ot, tak nagle zamieszkać w czyimś domu! - skrzywiła się Osono.
- A jakoś w przypadku Kiki to było proste, to dlaczego ja nie mogę? Czemu, czemu?
- To dlatego, że... Kiki jest czarownicą... - zaczęła Osono, przyglądając się uważnie Keke. - Ojej, a może ty też jesteś czarownicą?!
- Aha, czyli co, jak nie jestem czarownicą, to nie mogę tu zamieszkać? No racja, czarownice są pożyteczne, dlatego każdy chce je mieć blisko siebie. A więc to tak...
- Co też ty wygadujesz! - Osono aż zatrzęsła się ze wzburzenia i postąpiła krok do przodu.
- No-no-no, już dobrze, dobrze, spokojnie, spokojnie. Tak się składa, że ja też jestem czarownicą, tyle że początkującą. - Keke nagle uderzyła w inny ton głosu. Otworzyła szeroko oczy i przechyliła ciało na bok, przybierając mniej bojową postawę. W jednej chwili też jej twarz całkiem się zmieniła, tak że teraz wyglądała jak mała, niewinna dziewczynka.
- No to gdzie masz swoją miotłę? - Osono spuściła wzrok na jej ręce.
- Nie mam niczego takiego, ale nie tylko miotła jest dowodem na bycie czarownicą! - Na twarz Keke powróciła wcześniejsza zarozumiała mina.
- To co nim jest? - naciskała Osono.
- A muszę mieć coś takiego? Coś, co widać gołym okiem? - odparła zaczepnie dziewczynka.
Na te słowa coś odezwało się głęboko w sercu Kiki. Jej też przytrafiły się sytuacje, w których chciała zareagować podobnymi słowami. "Dowód na bycie czarownicą... To nie tylko miotła... Jaka szkoda, że nie mogę pokazać nikomu tego, co mam w sercu". Wiele razy pragnęła powiedzieć właśnie coś takiego.
- A więc ty też przybyłaś do tego miasta, żeby nauczyć się żyć jak prawdziwa czarownica? Chcesz tu zamieszkać? Mimo że ja już tu jestem? - spytała, mierząc Keke badawczym wzrokiem.
- A w czym problem, że ty tu jesteś? Może znajdą się tacy, którzy będą woleli mnie! - Keke pokazała jej język.
- Ale mnie uczono, że w mieście może być tylko jedna czarownica.
- To jakieś stare zasady, chyba czas już na zmiany? Ale faktycznie dawniej czarownice tak mówiły...
Keke zaśmiała się perliście, jakby uznała Kiki właśnie za jedną z owych dawnych czarownic. Mimo że twierdziła, iż jest początkująca, pewności siebie miała aż nadto i bez wahania podeszła bliżej.
...