Rozdział 1
1
O godzinie siódmej trzydzieści pięć Ishigami wyszedł z domu, jak w każdy
dzień roboczy. Choć był już marzec, wiatr wciąż kąsał chłodem. Mężczyzna
ruszył przed siebie, chowając brodę w fałdach ciepłego szalika. Nim
skręcił za róg ulicy, rzucił okiem na parking dla rowerów. Stało tam
wiele jednośladów, nie dostrzegł jednak żadnego zielonego.
Dwadzieścia metrów na południe od tego miejsca biegła ulica Shin-?hashi.
Jadąc nią w lewo, na wschód, można dotrzeć do Edogawy, zaś w prawo, na
zachód: do Nihonbashi. W drodze do tej drugiej dzielnicy pokonywało się
most Shin-?hashi nad rzeką Sumidą.
Najszybsza droga do miejsca pracy Ishigamiego wiodła prosto na południe.
Pokonawszy kilkaset metrów w tamtym kierunku, trafiało się na park
Kiyosumi Garden, a tuż przy nim znajdowało się prywatne liceum, w którym
pracował jako nauczyciel matematyki.
Światło zmieniło się na czerwone, skręcił więc w prawo, w kierunku mostu
Shin-?hashi. Dmący mu w twarz wiatr rozwiewał poły jego płaszcza. Wbił
dłonie w kieszenie, lekko pochylił się w przód i przyspieszył kroku.
Niebo gęsto pokrywały chmury, nadając odbijającej je Sumidzie
charakterystycznego, brudnawego koloru. W górę rzeki płynęła mała łódka.
Ishigami obserwował ją, pokonując most.
Gdy był już po drugiej stronie, zszedł po schodach ku brzegowi Sumidy.
Przeszedł pod mostem i podjął marsz wzdłuż rzeki. Bulwary ciągnęły się
po obydwu jej stronach, lecz rodziny z dziećmi czy zakochane pary
znacznie chętniej spacerowały w okolicach stojącego w zasięgu wzroku
mostu Kiyosu i rzadko docierały do tej nowej konstrukcji, nawet w dni
wolne. Powód takiego stanu rzeczy był raczej oczywisty: okryte niebieską
folią legowiska bezdomnych skupione w tej okolicy. Biegnąca powyżej
droga szybkiego ruchu najwyraźniej zapewniała im dobre schronienie przed
deszczem i wiatrem. Po drugiej stronie rzeki nie widać było ani jednej
niebieskiej folii. Całkiem możliwe, że bezdomni woleli trzymać się w grupie na wypadek jakichkolwiek problemów.
Ishigami obojętnie przeszedł obok tych niebieskich namiotów. Większość
miała niemal wysokość człowieka, choć niektóre sięgały mu ledwie do
pasa. Uznał, że bliższe prawdy byłoby określenie ich mianem kartonów niż
namiotów, w środku bowiem było miejsce jedynie na legowisko. W pobliżu
schronień i pudeł wisiało rozwieszone pranie przypominające o toczącym
się tu życiu.
Jakiś mężczyzna opierał się o wbudowaną w nabrzeże barierkę i szorował
zęby. Ishigami często go widywał. Miał ponad sześćdziesiąt lat, dłuższe
włosy przetykane siwizną zawsze związane z tyłu głowy. Wyraźnie dał
sobie spokój z pracą. Gdyby był skłonny podjąć się jakiejś fizycznej
fuchy, nie stałby tu o tej godzinie. Tego typu zajęcie najłatwiej
znaleźć właśnie w godzinach porannych. Raczej nie wybierał się też do
urzędu pracy. Nawet gdyby znaleziono tam odpowiednią dla niego ofertę, z tak niechlujną fryzurą raczej nie przeszedłby rozmowy kwalifikacyjnej.
Poza tym raczej mało kto chciałby zatrudnić osobę w jego wieku.
W pobliżu jednego z pudeł stał kolejny mężczyzna, zajęty gnieceniem
pustych puszek. Ishigami widywał go przy tej czynności już kilkukrotnie,
więc zaczął go nazywać "Puszkarzem". Mężczyzna miał około pięćdziesięciu
lat oraz niemało rzeczy osobistych, a wśród nich nawet rower. Jednoślad
na pewno pomagał mu szybciej zbierać puszki. Mieszkał na obrzeżach
obozowiska, głęboko pod mostem, co zdawało się swoistym przywilejem.
"Pewnie jest najstarszy z całej grupy", pomyślał Ishigami, zerkając na
niego.
Na ławce stojącej kilka kroków od granic niebieskiego obozowiska
siedział mężczyzna. Jego płaszcz kiedyś pewnie był beżowy, ale poszarzał
od nagromadzonego na nim brudu. Spod płaszcza wystawała cienka kurtka, a spod niej koszula z kołnierzykiem. Ishigami założył, że krawat tamtego
spoczywał w którejś kieszeni płaszcza. Kilka dni temu przyłapał go na
czytaniu magazynu poświęconego inżynierii przemysłowej, więc zaczął
nazywać go w myślach "Inżynierem". Miał krótkie włosy i ogoloną twarz.
Być może nie stracił jeszcze nadziei na ponowne zatrudnienie. Może nawet
zamierzał wybrać się dziś do urzędu pracy, choć pewnie nie uda mu się
nic znaleźć. I tak aż do czasu, gdy sięgnie dna. Ishigami zobaczył go po
raz pierwszy dziesięć dni wcześniej. Inżynier wciąż uczył się żyć w tym
miejscu. Próbował postawić wyraźną granicę pomiędzy sobą a ludźmi pod
niebieskimi foliami, ale że nie wiedział, jak radzić sobie jako osoba
bezdomna, to i tak tu został.
Ishigami kontynuował spacer wzdłuż Sumidy. Nieco przed mostem Kiyosu
natknął się na starszą panią wyprowadzającą trzy jamniki. Jeden z nich
miał czerwoną obróżkę, drugi niebieską, a trzeci różową. Kobieta
zwróciła na niego uwagę, gdy się zbliżył. Uśmiechnęła się do niego i skinęła głową. Odwzajemnił gest.
-?Dzień dobry -?pozdrowił ją.
-?Dzień dobry. Chłodny mamy ranek, czyż nie?
-?Owszem -?odparł i wykrzywił wargi, podkreślając, jak zimno mu było.
Wyminął kobietę, a ona życzyła mu jeszcze miłego dnia. Podziękował
zamaszystym skinieniem głowy.
Ishigami widywał ją wcześniej dźwigającą torbę wypełnioną zakupami,
czymś podobnym do gotowych kanapek. Najpewniej było to jej śniadanie.
Zakładał, że kobieta mieszkała sama, niedawno straciła męża. Widywał na
jej stopach sandały, a w nich nie mogłaby prowadzić1, więc
jej mieszkanie prawdopodobnie znajdowało się na jednym z pobliskich
osiedli. Samo mieszkanie też zapewne miała niemałe, by móc pomieścić w nim wszystkie trzy psy. Przez wzgląd na zwierzęta pewnie nie mogła
przeprowadzić się do mniejszego lokum. Kredyt za mieszkanie raczej już
spłaciła, ale wciąż musiała je utrzymać. Oszczędzała. Całą zimę nie była
u fryzjera, nie farbowała powstałego na włosach odrostu.
Ishigami wyszedł po schodach na most Kiyosu. Żeby wrócić do szkoły,
musiał przejść nim na drugą stronę rzeki. Ruszył jednak w przeciwnym
kierunku.
Zatrzymał się przed niedużym lokalem z szyldem "Benten". Sprzedawano tu
bento. Ishigami otworzył szklane drzwi.
-?Dzień dobry, zapraszamy! -?Usłyszał dobiegający zza lady znajomy, a jednocześnie zawsze poprawiający humor głos. Hanaoka Yasuko, z białym
czepcem na głowie, uśmiechnęła się do niego.
W lokalu nie było innych klientów, co jeszcze bardziej go ucieszyło.
-?Poproszę... bento dnia poproszę...
-?Tak jest, jedno bento dnia. Zaraz podam -?odparła pogodnie.
Ishigami nie widział, jaką miała przy tym minę, bo akurat wpatrywał się
we wnętrze swojego portfela. Mieszkali po sąsiedzku, więc powinni mieć
jakieś tematy do rozmowy, żaden jednak nie przychodził mu w tym momencie
do głowy.
Gdy nadeszła pora zapłaty, wydusił:
-?Zimno dziś, prawda?
Szelest drzwi otwieranych przez kolejnego klienta zagłuszył jego słowa.
Uwaga Yasuko również skupiła się na nowo przybyłym.
Ishigami wyszedł ze sklepu z bento w dłoni. Tym razem udał się prosto na
most Kiyosu. Zboczył z trasy tylko po to, by wstąpić do "Bentena".
Kiedy kończył się poranny ruch, w lokalu robiło się spokojniej,
przynajmniej jeśli chodzi o liczbę klientów. Na zapleczu za to
rozpoczynały się wtedy przygotowania do pory obiadowej. Lokal
współpracował z kilkoma firmami, zobowiązując się do dostarczenia
posiłków ich pracownikom przed godziną dwunastą, więc kiedy nie było
żadnych klientów, Yasuko pomagała na kuchni.
Razem z nią w "Bentenie" pracowały cztery osoby.
Szefem kuchni, a jednocześnie właścicielem lokalu, był pan Yonezawa. W gotowaniu wspierała go jego małżonka, Sayoko. Za dostawy odpowiadała
dorabiająca sobie w sklepie Kanako, zaś Yasuko zajmowała się obsługą
klientów.
Wcześniej Yasuko pracowała w klubie nocnym na Kinshi-ch?. Pan Yonezawa
często wpadał tam na drinka, z kolei Sayoko doglądała interesu. O ich
małżeństwie Yasuko dowiedziała się kilka dni przed odejściem Sayoko z pracy, bezpośrednio z ust samej zainteresowanej.
Wśród klientów zaczęły krążyć pogłoski, jakoby menedżerka rzucała pracę
w barze na rzecz prowadzenia z mężem lokalu z bento. Sama Sayoko
twierdziła jednak, że wraz z mężem od dawna planowali otworzyć sklepik z daniami na wynos, a praca w klubie miała umożliwić jej zebranie środków
na realizację tego marzenia.
Yasuko wpadała do "Bentena" raz na jakiś czas, by sprawdzić, jak lokal
sobie radzi. Odnosiła wrażenie, że całkiem nieźle. Mniej więcej rok po
otwarciu właściciele zapytali ją, czy zechciałaby im pomagać. Zajmowanie
się wszystkimi aspektami działalności okazało się zbyt dużym wysiłkiem -
zarówno fizycznym, jak i mentalnym -?dla dwóch osób.
-?Nie możesz całe życie tkwić w tym szemranym, nocnym biznesie, Yasuko.
Misato też jest coraz większa, a chyba nie chcesz, żeby zaczęła mieć
kompleksy z powodu wykonywanej przez ciebie pracy -?powiedziała jej
wtedy Sayoko. -?Chociaż to oczywiście nie moja sprawa -?dodała szybko.
Misato to jedyna córka Yasuko. Po tym, jak jej rodzice rozwiedli się
pięć lat wcześniej, wychowywana była bez ojca. Sama Yasuko również
sądziła, że powinna rozejrzeć się za innym rodzajem zatrudnienia zarówno
ze względu na córkę, jak i na swój wiek. Nie wiedziała, jak długo
mogłaby pracować w klubie.
Podjęcie decyzji zajęło jej jeden dzień. Klub nie próbował jej
powstrzymywać. Gdy się z nią żegnali, życzyli jej szczęścia. Okazało
się, że nie ona jedna martwiła się o swoją przyszłość w roli hostessy w kwiecie wieku.
Poprzedniej wiosny, kiedy Misato rozpoczynała naukę w gimnazjum,
przeniosły się do obecnego mieszkania. Powodem przeprowadzki była zbyt
duża odległość pomiędzy ich poprzednim lokum a "Bentenem". W sklepiku
musiała stawiać się znacznie wcześniej niż w klubie, co wiązało się z koniecznością wstawania o szóstej rano i wyjeżdżania z domu pół godziny
później. Na zielonym rowerze.
-?Był dziś ten nauczyciel? -?zapytała Sayoko podczas przerwy.
-?Owszem, był -?odparła Yasuko. -?Przychodzi codziennie, nie?
Sayoko uśmiechnęła się i wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z mężem.
-?Co, o co chodzi?
-?Nic, nic. Rozmawialiśmy wczoraj, że chyba wpadłaś mu w oko.
-?Co proszę? -?Yasuko odchyliła się na krześle, unosząc w dłoni
filiżankę.
-?Wczoraj miałaś wolne, prawda? I akurat go nie było. Nie sądzisz, że to
dziwne, że przychodzi codziennie, chyba że akurat masz wolne?
-?Zwykły zbieg okoliczności.
-?Nie wydaje nam się... Prawda? -?Sayoko zwróciła się do męża, a on
przytaknął z uśmiechem na twarzy. -?Obserwujemy to od jakiegoś czasu.
Kiedy cię nie ma, nauczyciel nie przychodzi po bento. Mieliśmy
podejrzenia od jakiegoś czasu, ale wczoraj się w nich utwierdziliśmy.
-?Tyle że, abstrahując od świąt, mam wolne w najróżniejsze dni. To nie
tak, że nie ma mnie w jeden konkretny dzień tygodnia.
-?Tym bardziej! On mieszka niedaleko ciebie, prawda? Myślę, że
obserwuje, kiedy wychodzisz do pracy.
-?Ale... Nigdy go nie widziałam, wychodząc.
-?Pewnie obserwuje cię z ukrycia. Może przez okno?
-?Wątpię, żeby patrzył przez okno.
-?No, mniejsza o to. Jeśli faktycznie coś do ciebie czuje, na pewno w którymś momencie to wyzna. Cieszymy się jednak, że dzięki tobie mamy
stałego klienta. Twoje doświadczenie z Kinshi-ch? zaczyna procentować.
Yasuko uśmiechnęła się gorzko i wypiła resztę zawartości filiżanki.
Pomyślała o nauczycielu będącym przedmiotem ich rozmowy.
Nazywał się Ishigami. Zapukała do jego drzwi w dniu, kiedy się
wprowadziły. Wtedy też dowiedziała się, że uczył w pobliskim liceum. Był
niski i krągły, miał okrągłą, raczej dużą twarz oraz oczy wąskie jak
nitki. Jego głowę porastały krótkie, rzadkie włosy, przez co wyglądał na
ponad pięćdziesiąt lat, ale mógł być znacznie młodszy. Nieprzesadnie
dbał o swój ubiór, codziennie nosił podobny zestaw ubrań. Tej zimy w jego garderobie królowały brązowe swetry. Gdy przychodził kupić bento,
zawsze miał na sobie ten sam płaszcz. Odnosiła wrażenie, że często robił
pranie, bo na balkoniku przynależnym do jego mieszkania często suszyła
się jakaś odzież. Mieszkał sam i Yasuko podejrzewała, że nigdy nie był
żonaty.
Podejrzenie, że mógłby się w niej podkochiwać, wydawało jej się
nieprawdopodobne. Mężczyzna był dla niej jak pęknięcie w ścianie, o którego istnieniu wiedziała, ale na które nie zwracała uwagi, bo po
prostu nie musiała.
Gdy się mijali, wymieniała z nim uprzejmości. Zdarzało jej się dopytywać
go o kwestie związane z zarządzaniem mieszkaniem. Poza tym Yasuko
niewiele o nim wiedziała. Bardzo niedawno odkryła, że uczył matematyki.
Zobaczyła leżące przed drzwiami jego mieszkania stare, związane
sznurkiem podręczniki do tego właśnie przedmiotu.
"Mam nadzieję, że nie zaprosi mnie na randkę", pomyślała Yasuko. Zaraz
potem się jednak uśmiechnęła. Wyobraziła sobie, jak mogłoby wyglądać
tego typu zaproszenie padające z ust osoby o tak poważnej aparycji oraz
jaką minę by ta osoba zrobiła, spotkawszy się z odmową.
Jak zwykle przed południem w ich lokalu zaczynało się robić tłoczno, a apogeum obowiązków wypadało na dwunastą. Tradycyjnie koło pierwszej ruch
zaczął maleć.
Yasuko wymieniała papier w kasie fiskalnej, gdy szklane drzwi do sklepu
się rozsunęły i ktoś wszedł do środka. Spojrzała na klienta, mówiąc:
"Dzień dobry, zapraszamy". Zaraz potem zamarła. Szerzej otworzyła oczy i nagle zabrakło jej słów.
-?Dobrze wyglądasz -?powiedział mężczyzna z uśmiechem. Jego spojrzenie
pozostawało jednak mroczne.
-?Jak... Jak tu...
-?Aż tak cię to dziwi? Kiedy się na czymś skupię, jestem w stanie dojść
nawet do tego, gdzie pracuje moja była żona. -?Wsunął dłonie do kieszeni
granatowej wiatrówki i rozejrzał się po lokalu, jakby się nad czymś
zastanawiał.
-?Czego chcesz? -?zapytała Yasuko ostro, choć cicho. Nie chciała zwracać
uwagi państwa Yonezawów.
-?Nie denerwuj się tak. Od tak dawna się nie widzieliśmy, może mogłabyś
się chociaż na chwilę uśmiechnąć, co? -?Wargi mężczyzny wciąż
wykrzywione były w nieprzyjemnym grymasie.
-?Jeśli nie masz mi nic do powiedzenia, to wyjdź.
-?Tak właściwie... mam. Chciałbym ci coś powiedzieć. Możemy wyjść na
chwilę?
-?Żartujesz sobie? Chyba widzisz, że pracuję? -?Yasuko pożałowała tej
odpowiedzi, ledwie padła z jej ust. Sugerowała ona, że gdyby nie
obowiązki służbowe, mogłaby być skłonna do rozmowy z nim.
Mężczyzna oblizał wargi.
-?O której kończysz?
-?Nie zamierzam z tobą rozmawiać. Idź sobie, proszę, i nie wracaj.
-?Okrutna.
-?A czego się spodziewałeś? -?Yasuko zerknęła na zewnątrz. Miała
nadzieję, że pojawi się jakiś klient, ale niestety się na to nie
zapowiadało.
-?Nie zostawiasz mi wyboru, skoro się tak zachowujesz. Pójdę gdzieś
indziej. -?Potarł dłonią kark.
-?Niby gdzie? -?zapytała, pełna złych przeczuć.
-?Skoro ty nie chcesz mnie wysłuchać, pójdę zobaczyć się z córką. Uczy
się w okolicy, prawda? -?Powiedział to, czego Yasuko najbardziej się
obawiała.
-?Nie, nie zbliżaj się do niej.
-?To ty ze mną porozmawiaj. Mnie jest to naprawdę obojętne.
Yasuko westchnęła. Musiała się go jakoś pozbyć.
-?Kończę o szóstej.
-?Pracujesz od świtu do szóstej? Bardzo długo.
-?Nie twój interes.
-?Dobrze, w takim razie wrócę tu o szóstej.
-?Nie tutaj. Jak wyjdziesz na główną i skręcisz w prawo, zobaczysz duże
skrzyżowanie. Tuż przy nim jest restauracja. Spotkajmy się tam o szóstej
trzydzieści.
-?Dobra. Tylko mnie nie wystaw. Jeśli się nie pojawisz...
-?Będę. Wynoś się już stąd.
-?Dobra, dobra. Nie bądź taka niemiła. -?Jeszcze raz powiódł spojrzeniem
po wnętrzu, po czym wyszedł, energicznie zamykając za sobą przesuwne,
szklane skrzydło drzwi.
Yasuko przyłożyła dłoń do czoła. Czuła lekkie, bolesne pulsowanie.
Zbierało się jej na mdłości. W jej piersi wezbrała rozpacz.
Wyszła za Shinjiego Togashiego osiem lat wcześniej, kiedy jeszcze
pracowała jako hostessa w dzielnicy Akasaka. On był jednym z klientów
baru. Zajmujący się handlem zagranicznymi samochodami mężczyzna miał
ogromne wpływy. Dawał jej drogie prezenty, zabierał do eleganckich
restauracji. Gdy się jej oświadczył, czuła się jak bohaterka grana przez
Julię Roberts w Pretty Woman. Po tym, jak jej pierwsze małżeństwo
zakończyło się fiaskiem, musiała pracować i zajmować się córką, co ją
wykańczało.
Początki ich małżeństwa mijały w radości. Shinji miał stabilną pracę,
dzięki czemu Yasuko mogła zrezygnować z zatrudnienia w barze. Troszczył
się również o Misato, a sama dziewczynka zdawała się coraz bardziej
akceptować go w roli ojca. Wtedy wszystko się posypało.
Shinji został zwolniony z pracy.
Na jaw wyszły przekręty finansowe, jakich dopuszczał się na przestrzeni
ostatnich lat. Firma nie wniosła przeciwko niemu oskarżenia wyłącznie
dlatego, że obawiała się zarzutów o niewłaściwy nadzór nad pracownikami.
Ograniczyła się więc do sprytnego zatuszowania całej sprawy, jakby nic
się nie stało. A jednak wszystkie pieniądze, jakie Shinji pozostawił w Akasace, były brudne.
Od tamtego dnia mężczyzna całkowicie się zmienił. Czy też raczej:
odsłonił przed Yasuko swoją prawdziwą naturę. Pozbawiony zatrudnienia,
całymi dniami leżał w domu albo uprawiał hazard. Gdy zwracała mu z tego
powodu uwagę, reagował agresją. Zaczął częściej sięgać po alkohol.
Zdawał się permanentnie pijany, a w jego oczach pojawiło się szaleństwo.
Tak oto Yasuko została zmuszona do powrotu do pracy, wszystko jednak, co
zarobiła, Shinji brutalnie zabierał dla siebie. Gdy próbowała cokolwiek
przed nim chować, on zaczął przychodzić do baru i odbierać stamtąd jej
wynagrodzenie, nim ona sama zdążyła to zrobić. Misato zaczęła się go
bać. By nie siedzieć z nim w domu sam na sam, coraz więcej czasu
spędzała w lokalu, gdzie pracowała jej matka.
Yasuko zaproponowała Shinjiemu rozwód, on jednak nie wyraził na to
zgody. Gdy zaczęła naciskać, znów stał się agresywny. Po kilku
miesiącach namysłu postanowiła zwrócić się o pomoc do prawnika
poleconego jej przez jednego z klientów. Temu udało się nakłonić
Shinjiego do podpisania dokumentów rozwodowych. Do mężczyzny dotarło, że
gdyby sprawa trafiła do sądu, nie miałby szans na zwycięstwo, a być może
zostałby obarczony koniecznością wypłaty małżonce odszkodowania za
szkody moralne i materialne.
Rozstanie nie rozwiązywało jednak wszystkich problemów. Nawet po
zakończeniu ich małżeństwa Shinji często kontaktował się z Yasuko.
Prosił, by do niego wróciła. Zapewniał, że uporał się ze swoimi
problemami, zmienił się, wrócił do pracy. Gdy Yasuko go unikała, zaczął
nachodzić Misato. Zdarzało mu się czekać na nią przed szkołą.
Gdy padł przed nią na kolana, Yasuko zrobiło się go żal, choć doskonale
wiedziała, że to jedynie gra. Być może wciąż tliła się w niej odrobina
sympatii dla niego, pozostałości uczucia z czasów małżeństwa. Dała mu
trochę pieniędzy, co okazało się błędem, bo ten gest zachęcił Shinjiego
do jeszcze częstszego nachodzenia jej. Na pozór zachowywał się wobec
niej ulegle, ale pozwalał sobie na coraz więcej.
Yasuko została zmuszona do zmiany miejsca pracy i zamieszkania. Z żalem
przeniosła też Misato do innej szkoły. Kiedy zaczęła pracować w klubie w Kinshi-ch?, Shinji przestał się pojawiać. Minął jakiś czas, a teraz od
niemal roku pracowała w "Bentenie". Wierzyła, że zostawiła tę plagę za
sobą. Nie chciała sprawiać kłopotów Yonezawom.
Nie chciała też niepokoić Misato. "Bez względu na wszystko, nie mogę
dopuścić, by znowu zaczął się przy niej kręcić", pomyślała Yasuko,
patrząc na zegar ścienny. Gdy zbliżała się umówiona godzina, ruszyła do
wyznaczonej restauracji.
Togashi siedział przy oknie, paląc papierosa. Na stole przed nim stała
filiżanka z kawą. Zajmując miejsce, Yasuko zamówiła kakao. W normalnych
okolicznościach wybrałaby jeden ze słodzonych napojów gazowanych,
których dolewki były darmowe, ale nie zamierzała spędzić tu dużo czasu.
-?Więc o co chodzi? -?zapytała, mierząc Shinjiego spojrzeniem.
-?Skąd ten pośpiech? -?Wypuścił z ust obłok dymu.
-?Mam dużo na głowie, więc jeśli faktycznie czegoś ode mnie chcesz, to
mów.
-?Yasuko. -?Wyciągnął rękę, jakby próbował sięgnąć po jej dłoń
spoczywającą na stole. Szybko się cofnęła, a on wykrzywił wargi w grymasie. -?Jesteś nie w sosie?
-?Dziwisz mi się? Czego ode mnie chcesz?
-?No, już nie zachowuj się tak. Może nie wyglądam, ale przychodzę tu na
poważnie.
-?W jakim sensie na poważnie?
Kelnerka przyniosła kakao. Yasuko natychmiast uniosła kubek do ust.
Chciała jak najszybciej wypić napój i stąd wyjść.
-?Wciąż mieszkasz sama, prawda? -?Shinji podniósł na nią spojrzenie.
-?Nie twój interes.
-?Samotnej kobiecie na pewno niełatwo jest wychowywać córkę. Z roku na
rok będzie cię kosztować coraz więcej. A praca w sklepiku z bento nie
daje gwarancji stabilnego zatrudnienia. Dlatego chciałbym, żebyś się
jeszcze raz zastanowiła. Zmieniłem się.
-?Niby w jaki sposób? Wróciłeś do pracy?
-?Niedługo wrócę. Coś znalazłem.
-?Ale jeszcze nie pracujesz.
-?Przecież mówię, że mam pracę. Zaczynam w przyszłym miesiącu. To nowy
biznes, ale kiedy się rozkręci, powinienem być w stanie zapewnić wam
lepszy byt.
-?Nie trzeba. Skoro zaczniesz się tak bogacić, na pewno bez problemu
znajdziesz sobie nową partnerkę. Proszę, zostaw nas już w spokoju.
-?Yasuko, naprawdę cię potrzebuję! -?Togashi ponownie wyciągnął rękę,
złapał jej dłoń.
-?Nie dotykaj mnie! -?Szarpnięciem wyswobodziła się z jego uścisku.
Z powodu gwałtowności tego ruchu kilka kropel kakao chlapnęło na palce
Togashiego.
-?Ała! -?syknął, cofając rękę. Gdy ponownie na nią spojrzał, w jego
spojrzeniu widoczna była wściekłość.
-?Nie pozwalaj sobie. Naprawdę sądziłeś, że ci uwierzę? Już mówiłam, nie
zamierzam do ciebie wracać, więc daj sobie spokój, dobra? -?Yasuko
wstała.
Togashi patrzył na nią w milczeniu. Ignorując go, położyła na stole
należność za kakao i skierowała się ku wyjściu.
Gdy wyszła z restauracji, wsiadła na zaparkowany w pobliżu rower i zaczęła pedałować. W obawie, że Togashi mógłby chcieć ją śledzić, wolała
nie zwlekać. Przejechała aleją Kiyosubashi, po czym, tuż za mostem
Kiyosu, skręciła w lewo.
Czuła, że postąpiła słusznie, ale wątpiła, by Togashi dał sobie spokój.
Była pewna, że niebawem znowu pojawi się w lokalu. Będzie ją nachodzić,
robić problemy w "Bentenie", może nawet pojawi się przed szkołą Misato.
Czekał, aż straci do niego cierpliwość, aż ustąpi i da mu pieniądze.
Dotarła do mieszkania i zabrała się za przygotowanie kolacji, choć tym
razem tylko podgrzewała przyniesione z "Bentena" resztki. Jej dłonie
często nieruchomiały. Nie potrafiła zapanować nad cisnącymi się do głowy
nieprzyjemnymi myślami, a te skutecznie odwracały jej uwagę od
gotowania.
Misato powinna wrócić lada moment. Popołudniami chodziła na zajęcia z badmintona, a po treningu często rozmawiała z kolegami i koleżankami,
przez co do domu wracała zwykle dopiero po siódmej.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Yasuko podejrzliwie podeszła do
wejścia. To na pewno nie była Misato. Ona miała klucz.
-?Tak? -?zapytała, nie otwierając drzwi. -?Kto tam?
-?To ja. -?Odpowiedź nadeszła po krótkiej przerwie.
Yasuko pociemniało przed oczami. Sprawdziły się jej najgorsze
przeczucia. Togashi poznał jej adres zamieszkania. Być może śledził ją
któregoś dnia, gdy wracała z "Bentena".
Nie doczekawszy się reakcji z jej strony, Togashi zaczął walić pięściami
w drzwi i krzyczeć.
Pokręciła głową i odryglowała drzwi, nie zdejmując jednak blokady
łańcuchowej. Uchyliła skrzydło na jakieś dziesięć centymetrów. Po
drugiej stronie ujrzała twarz byłego męża. Uśmiechał się szeroko,
ukazując pożółkłe zęby.
-?Idź stąd. Po co tu przyszedłeś?
-?Nie skończyliśmy rozmawiać, a ty po prostu wyszłaś, jak zwykle
niecierpliwa.
-?Powiedziałam ci, żebyś przestał mnie śledzić.
-?Wysłuchaj mnie chociaż. Wpuść mnie.
-?Nie. Idź stąd.
-?Jeśli mnie nie wpuścisz, będę tu siedział. Lada moment powinna wrócić
Misato, prawda? Jeśli nie pogadam o tym z tobą, pogadam z nią.
-?Nie mieszaj jej w to.
-?To mnie wpuść.
-?Wezwę policję.
-?Wzywaj. Prawo nie zakazuje odwiedzin u byłej żony. Gliny staną po
mojej stronie i powiedzą ci, że mogłaś mnie po prostu wpuścić.
Yasuko przygryzła wargę. Z żalem przyznała, że Togashi prawdopodobnie
miał rację. Zdarzało jej się wcześniej wzywać policję, funkcjonariusze
jednak nigdy jej nie pomogli. Poza tym nie chciała robić scen. Pozwolono
jej wynająć ten lokal bez poręczyciela, więc wolała nie ryzykować
eksmisji z powodu choćby najdrobniejszych nieprzychylnych plotek.
-?Ale tylko na chwilę.
-?Oczywiście. -?Na twarzy Togashiego odmalował się triumf.
Zdjęła blokadę i szerzej otworzyła drzwi. Zdejmując buty, Togashi
bacznie oglądał mieszkanie. Były w nim dwa pokoje i kuchnia. Tuż przy
wejściu znajdowało się pomieszczenie o powierzchni sześciu mat
tatami2, do którego przylegała nieduża kuchnia. W głębi
mieszkania znajdował się drugi pokój o powierzchni czterech i pół maty
tatami, a za nim balkon.
-?Mały i stary, ale niebrzydki pokoik -?stwierdził Togashi, siadając i wsuwając nogi pod kotatsu3. -?Co jest, wyłączony? -?Nacisnął
przycisk włączający ogrzewanie.
-?Wiem, po co przyszedłeś. -?Yasuko patrzyła na niego z wysokości. -
Chodzi ci tylko o kasę, prawda?
-?Co proszę? Co to ma niby znaczyć? -?Togashi wyjął z kieszeni kurtki
pudełko papierosów Seven Stars. Odpalił jednego z nich, po czym
rozejrzał się po pokoju. Nie dostrzegł żadnej popielniczki. Jego uwagę
zwróciła jednak puszka leżąca w koszu na niepalne odpady. Wychylił się
więc, sięgnął po nią i strzepnął popiół.
-?Wiem, że jesteś tu tylko po to, żeby wyciągnąć ode mnie pieniądze. Mam
rację, prawda?
-?Skoro tak twierdzisz.
-?Nie dostaniesz ode mnie ani jena.
-?Hmm, tak mówisz...
-?Wynoś się. I więcej nie wracaj.
W tym momencie drzwi do mieszkania otworzyły się i do mieszkania weszła
Misato w szkolnym mundurku. Zatrzymała się w progu, widząc
niespodziewanego gościa. Chwilę później go rozpoznała, a na jej twarzy
odmalowała się mieszanka przerażenia i zawodu. Rakieta do badmintona
wypadła jej z dłoni.
-?Misato, dawno się nie widzieliśmy. Ależ wyrosłaś! -?skomentował
Togashi pogodnie.
Misato zerknęła na Yasuko, zdjęła trampki i w milczeniu przeszła do
swojego pokoju. Szczelnie zasunęła za sobą drzwi.
-?Chciałbym zacząć od nowa, a ty? -?odezwał się Togashi po chwili. -?Czy
to naprawdę aż tak wielki grzech?
-?Już ci powiedziałam, że nie jestem zainteresowana. Chyba nie liczyłeś,
że się zgodzę? Mam wrażenie, że to tylko wymówka, żeby mnie nachodzić.
Czuła, że trafiła w sedno, Shinji jednak nie odpowiedział. Sięgnął po
pilota i włączył telewizor. Na ekranie pojawiła się jakaś kreskówka.
Yasuko westchnęła i poszła do kuchni. W jednej z szuflad przy zlewie
trzymała portfel. Wyjęła z niego dwa banknoty o nominale dziesięciu
tysięcy jenów.
-?Bierz i daj mi spokój -?powiedziała, kładąc pieniądze na kotatsu.
-?Co to ma być? Mówiłaś, że nie dasz mi ani jena.
-?To już ostatni raz.
-?Ale ja tego nie potrzebuję.
-?A jednak nie chcesz stąd wyjść z pustymi rękami. Wiem, że chciałbyś
więcej, ale nam też się nie przelewa.
Shinji popatrzył na dwadzieścia tysięcy jenów, a później spojrzał Yasuko
w twarz.
-?No dobra. Już sobie idę. Ale powtarzam, nie przyszedłem tu po
pieniądze. To ty nalegałaś, żebym je wziął. -?Wsunął obydwa banknoty do
kieszeni kurtki, wrzucił niedopałek do puszki i wysunął się spod kołdry.
Zamiast skierować się do wyjścia, ruszył w stronę drugiego pokoju.
Energicznie odsunął drzwi.
-?Ej! -?krzyknęła znajdująca się w tym pomieszczeniu Misato.
-?Co ty wyczyniasz?! -?wrzasnęła Yasuko.
-?Chciałbym się chociaż przywitać z pasierbicą.
-?Już nie jest twoją pasierbicą.
-?No cóż, niech będzie. Do zobaczenia, Misato -?rzucił do wnętrza
pokoju.
Yasuko nie widziała reakcji córki na całe zajście. Togashi wreszcie
skierował się do drzwi wyjściowych.
-?Wyrośnie z niej piękna kobieta. Aż się nie mogę doczekać.
-?O czym ty gadasz?
-?Mówię poważnie. Nie miną trzy lata, a zacznie na siebie zarabiać.
Wszędzie ją przyjmą.
-?Nie żartuj sobie. Wynoś się już.
-?Już wychodzę. Przynajmniej na razie.
-?Nie waż się wracać.
-?Cóż, zobaczymy.
-?Nie...
-?Mówię ci, nie pozbędziesz się mnie. Wiesz czemu? Bo zawsze poddajesz
się szybciej niż ja. -?Zaśmiał się cicho, po czym pochylił się, by
założyć buty.
W tym momencie za plecami Yasuko rozległ się jakiś hałas. Gdy się
odwróciła, zobaczyła stojącą tuż obok Misato w szkolnym mundurku.
Dziewczynka uniosła coś w dłoniach.
Yasuko nie zdążyła się odezwać ani jej powstrzymać. Misato uderzyła
Togashiego w tył głowy. Rozległo się głuche łupnięcie i mężczyzna upadł
na podłogę.
Rozdział 2
2
Z rąk Misato wypadł jakiś przedmiot. Miedziany wazon. Yasuko dostała go
z okazji otwarcia "Bentena".
-?Misato... -?Kobieta spojrzała na córkę.
Twarz dziewczynki pozostawała bez wyrazu. Ona sama stała teraz
nieruchomo, jakby uleciała z niej dusza, po krótkiej chwili jednak
otworzyła szeroko oczy. Wpatrywała się w coś za plecami Yasuko.
Kobieta odwróciła się i ujrzała dźwigającego się na nogi Togashiego.
Trzymał się za potylicę, krzywiąc przy tym twarz.
-?Ty mała... -?Zatoczył się, kipiąc gniewem. Spojrzenie miał wbite w Misato. Raz jeszcze się zachwiał, po czym postawił wielki krok w jej
stronę.
Na drodze stanęła mu Yasuko, zasłaniając swoim ciałem Misato.
-?Stój.
-?Z drogi. -?Złapał ją za ramię i szarpnął z całej siły.
Yasuko uderzyła o ścianę, tłukąc sobie biodro. Misato próbowała uciec,
ale Togashi złapał ją za ramię. Pod dziewczynką ugięły się kolana.
Mężczyzna rzucił się na nią, złapał za włosy i z całej siły uderzył ją w policzek.
-?Zabiję cię, dziwko! -?Z jego ust wyrwał się niemal zwierzęcy warkot.
"On ją zabije", pomyślała Yasuko. "Jak tak dalej pójdzie, Misato..."
Rozejrzała się wokół. Jej uwagę zwrócił kabel do kotatsu. Wyrwała
wtyczkę z gniazdka. Choć drugi koniec wciąż był przymocowany do stolika,
zacisnęła go mocniej w dłoniach. Zaszła wyjącego nad Misato Togashiego
od tyłu, otoczyła kablem jego szyję i z całej siły pociągnęła.
Mężczyzna zwalił się do tyłu z warknięciem. Wyczuł, co się święci, i uparcie próbował wsunąć palce między kabel a szyję. Yasuko trzymała
mocno. Wiedziała, że jeśli teraz zawiedzie, druga szansa może się nie
nadarzyć. Że mężczyzna uczepi się ich jak rzep psiego ogona.
Yasuko była jednak od niego znacznie słabsza. Kabel wyślizgnął się jej z rąk. Wtedy jednak do akcji wkroczyła Misato, odsuwając palce Togashiego
od jego szyi. Usiadła na jego torsie i za wszelką cenę próbowała go
unieruchomić.
-?Szybciej, mamo, szybciej! -?krzyknęła.
Nie było czasu na wahanie. Yasuko zacisnęła powieki i skupiła wszystkie
swoje siły w ramionach. Serce waliło jej jak młotem. Zaciskała wykonaną
z kabla pętlę, wsłuchując się w dudnienie swojego pulsu.
Straciła rachubę, ile to trwało. Odzyskała zmysły, dopiero gdy usłyszała
cichy głosik wołający:
-?Mamo, mamo!
Yasuko powoli otworzyła oczy. Kabel wciąż ściskała w dłoniach.
Tuż przed sobą miała Togashiego. Jego szare oczy, choć otwarte, zdawały
się wpatrywać w pustkę, a twarz posiniała z powodu braku tlenu. W miejscu, gdzie kabel werżnął mu się w szyję, widniał ciemny ślad.
Nie poruszał się. Z ust ciekła mu ślina, z nosa także coś się sączyło.
Yasuko krzyknęła i odrzuciła kabel. Głowa Togashiego opadła na maty
tatami z głuchym łupnięciem. Mężczyzna ani drgnął.
Misato podniosła się z lękiem w oczach. Spódnicę szkolnego mundurka
miała całkowicie pomiętą. Przykucnęła, po czym oparła się o ścianę. Nie
odrywała spojrzenia od Togashiego.
Matka i córka milczały przez chwilę, wpatrując się w nieruchomego
mężczyznę. Do uszu Yasuko docierało jedynie bzyczenie świetlówek.
-?I co teraz...? -?mruknęła. W głowie miała pustkę. -?Zabiłam go.
-?Mamo...
Yasuko spojrzała na córkę. Była biała jak papier, ale oczy miała
przekrwione, pod nimi zaś odznaczały się ślady łez. Yasuko nie
wiedziała, kiedy Misato zaczęła płakać.
Raz jeszcze popatrzyła na Shinjiego. Czuła się rozdarta. Z jednej strony
chciała, by wrócił do życia, z drugiej: ani trochę. Nic jednak nie
zapowiadało, żeby miał ożyć.
-?To... zły człowiek... był. -?Misato ugięła nogi, objęła swoje kolana i ukryła między nimi twarz, po czym zaniosła się płaczem.
Yasuko zamierzała ponownie zapytać: "Co teraz?", gdy rozległ się dzwonek
do drzwi. Podskoczyła ze zdziwienia. Misato uniosła głowę. Na jej
policzkach widniały świeże ślady łez.
Matka i córka spojrzały po sobie. Bez słów zadawały sobie to samo
pytanie: "Kto to może być o tej porze?".
Wtedy ponownie rozległo się pukanie do drzwi, a po nim męski głos:
-?Pani Hanaoka?
Znały ten głos, choć w tym momencie nie potrafiły go do nikogo
przypisać.
Yasuko tkwiła bez ruchu, jak sparaliżowana. Nie odrywała wzroku od
córki, w szczególności od jej twarzy.
Pukanie rozległo się ponownie.
-?Pani Hanaoka? -?Stojąca po drugiej stronie drzwi osoba najwyraźniej
wiedziała, że ktoś był w domu, i nie zamierzała odchodzić. W tym stanie
nie mogły jednak otworzyć drzwi.
-?Idź do pokoju. Zasuń za sobą drzwi i nie wychodź -?rozkazała szeptem
Yasuko. Wreszcie wróciła jej zdolność logicznego myślenia.
Kolejne stukanie. Yasuko odetchnęła głęboko.
-?Już idę! -?odpowiedziała, zmuszając się do utrzymania spokojnego tonu.
Od tej gry zależał ich los. -?Kto tam?
-?Sąsiad, Ishigami.
Yasuko nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Miała jednak świadomość,
jak nietypowe były hałasy, które chwilę temu dochodziły z ich
mieszkania. Sąsiedzi musieli zwrócić na nie uwagę, a Ishigami postanowił
przyjrzeć się sytuacji z bliska.
-?Ach, proszę chwileczkę poczekać. -?Yasuko starała się mówić normalnie,
choć nie była pewna, czy jej się udawało.
Misato wróciła do swojego pokoju i zasunęła za sobą drzwi. Yasuko
popatrzyła na ciało Togashiego. Musiała coś z nim zrobić.
Kotatsu stało w zupełnie innym miejscu niż zwykle, najpewniej z powodu
energicznie pociągniętego kabla. Przesunęła piecyk jeszcze trochę i okryła ciało przymocowaną do niego kołdrą. Miejsce wydawało się dość
nietypowe, ale nie widziała innego wyjścia z tej sytuacji. Upewniła się,
że wyglądała tak zwyczajnie, jak to możliwe, i zeszła do przedsionka.
Jej uwagę zwróciły brudne buty Togashiego. Wcisnęła je pod szafkę na
obuwie. Ostrożnie, by nie narobić hałasu, nałożyła blokadę łańcuchową.
Drzwi były otwarte przez cały ten czas. Ucieszyła się, że Ishigami ich
nie otworzył.
Gdy uchyliła skrzydło drzwi, ujrzała okrągłą, sporych rozmiarów twarz
sąsiada. Jego wąskie niczym nić oczy uważnie ją obserwowały, a sama
mimika niczego nie zdradzała. Było w tym coś niepokojącego.
-?Tak...? W czym mogę pomóc? -?Yasuko się uśmiechnęła. Poczuła, jak
drętwieją jej policzki.
-?Usłyszałem jakieś hałasy. -?Twarz Ishigamiego pozostawała bez wyrazu.
-?Czy coś się stało?
-?Nie, nic. -?Zamaszyście pokręciła głową. -?Przepraszam, że pana
niepokoiłyśmy.
-?Mam nadzieję, że nie wydarzyło się nic poważnego?
Yasuko zwróciła uwagę, że spojrzenie sąsiada przesunęło się ku wnętrzu
mieszkania. Zrobiło jej się gorąco.
-?Cóż, zobaczyłam karalucha i... -?rzuciła pierwsze, co przyszło jej do
głowy.
-?Karalucha?
-?Tak. Pokazał się jeden, więc... ja i córka... próbowałyśmy się go pozbyć...
I narobiłyśmy hałasu.
-?Trup na miejscu?
-?Słucham...? -?Yasuko zamarła, słysząc to pytanie.
-?Czy udało wam się unieszkodliwić karalucha?
-?Ach, tak. Już załatwione. Sytuacja opanowana. Tak.
-?Rozumiem. Jeśli mógłbym jakoś pomóc, proszę dać mi znać.
-?Dziękuję bardzo. Raz jeszcze przepraszam za hałas. -?Yasuko skinęła
głową i zamknęła drzwi. Przekręciła klucz w zamku.
Gdy Ishigami wrócił do siebie i do jej uszu dobiegło kliknięcie drzwi
jego mieszkania, odetchnęła z ulgą. Przykucnęła, gdzie stała. Za sobą
usłyszała szelest odsuwanych drzwi. Zaraz po nim rozległo się ciche:
"Mamo...".
Yasuko podniosła się powoli. Gdy jej spojrzenie padło na wybrzuszoną
kołdrę pod kotatsu, znów poczuła rozpacz.
-?Nie... Nie miałyśmy wyjścia -?wydusiła po chwili.
-?I co teraz? -?Misato zmierzyła matkę spojrzeniem.
-?Jak to co? Zadzwonimy... na policję.
-?Chcesz na siebie donieść?
-?Co innego mi pozostało? Zabiłam go, nie przywrócimy go do życia.
-?Ale co będzie z tobą, kiedy się do tego przyznasz?
-?No cóż... -?Yasuko wsunęła dłoń we włosy. W jej głowie panował całkowity
chaos. Matematyk z sąsiedztwa pewnie uznał ją za dziwaczkę, ale tak po
prawdzie, nie obchodziło jej to.
-?Nie pójdziesz do więzienia? -?dociekała córka.
-?Cóż, w sumie, możliwe -?odpowiedziała wreszcie Yasuko. Uśmiechnęła się
z rezygnacją. -?Ostatecznie, wiesz, zabiłam człowieka.
Misato energicznie pokręciła głową.
-?Ale to bez sensu!
-?Dlaczego?
-?Bo to nie twoja wina. To wszystko przez niego. Nie miał już z nami nic
wspólnego, a mimo to ciągle nas dręczył... Nie możesz pójść do więzienia
przez kogoś takiego.
-?Morderstwo to morderstwo.
Powiedziawszy to na głos, Yasuko poczuła się lepiej. Odzyskała zdolność
spokojnego myślenia. Zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie nie miały
innego wyjścia z tej sytuacji. Nie chciała, by do Misato przylgnęła
łatka córki morderczyni. Jeśli jednak nie uda jej się uniknąć więzienia,
musiała rozegrać swoje karty tak, by społeczeństwo nie patrzyło na nią
zbyt surowo.
Yasuko spojrzała na leżący w rogu pomieszczenia bezprzewodowy telefon.
Ruszyła w jego kierunku.
-?Nie! -?Misato podbiegła i wyrwała słuchawkę z dłoni matki.
-?Puść!
-?Nie, nie możesz! -?Dłoń córki zacisnęła się wokół nadgarstka Yasuko.
Miała zaskakująco mocny chwyt, być może dzięki zajęciom z badmintona.
-?Puść, proszę.
-?Nie, nie pozwolę ci na to, mamo. Prędzej wezmę to na siebie.
-?Co ty pleciesz?
-?To ja uderzyłam go jako pierwsza, a ty próbowałaś mi pomóc. Pomagałam
ci, zabiłam go razem z tobą.
Yasuko wzdrygnęła się na te słowa. Rozluźniła trzymającą telefon dłoń.
Misato wykorzystała tę okazję i wyrwała jej słuchawkę. Przycisnęła ją do
piersi, jakby próbując ukryć, po czym przeszła w róg pokoju, odwracając
się tyłem do matki.
Yasuko się zamyśliła. Czy detektywi wezmą jej opowieść za dobrą monetę?
Czy nie podadzą w wątpliwość twierdzenia, że własnoręcznie zabiła
Togashiego? Uwierzą jej na słowo?
Nie, policjanci na pewno przeprowadzą śledztwo. Z telewizyjnych seriali
wiedziała, że będą "zbierać dowody". Wykorzystają wszelkie dostępne im
metody, by zweryfikować słowa podejrzanego. Przesłuchają sąsiadów,
przeszukają miejsce zbrodni i tak dalej.
Pociemniało jej przed oczami. Bez względu na to, czym groziliby jej
policjanci, nie pisnęłaby słowa o udziale Misato w tym wszystkim. Jeśli
jednak prawda wyszłaby na jaw, wszystko stracone. Wątpiła, by jej
błagania o uniewinnienie córki zostały wysłuchane.
Yasuko zastanawiała się, czy udałoby jej się tak spreparować dowody, by
sugerowały wyłącznie jej udział, ale szybko odrzuciła ten pomysł.
Uznała, że wprawne oko szybko wychwyciłoby jej amatorskie próby.
"Muszę za wszelką cenę chronić Misato", pomyślała Yasuko. Bez względu na
wszystko, nawet za cenę własnego życia, nie chciała przysporzyć jej
więcej cierpień, niż już zaznała, będąc córką takiej matki jak ona. "Co
robić? Jak najlepiej z tego wybrnąć?"
Wtem znajdujący się w dłoniach Misato telefon zaczął dzwonić.
Dziewczynka szerzej otworzyła oczy i spojrzała na matkę. Yasuko bez
słowa wyciągnęła rękę. Misato zawahała się, ale ostatecznie powoli
oddała jej słuchawkę.
Yasuko wzięła głęboki wdech i odebrała.
-?Tak, słucham, Hanaoka przy telefonie.
-?Z tej strony Ishigami, sąsiad.
-?Ach... -?"Znowu on. Czego tym razem chce?" -?Czy coś się stało?
-?Nie, znaczy... Zastanawiałem się, co pani zamierza.
-?W sprawie? -?Nie wiedziała, do czego nawiązywał.
-?Jakby to... -?odezwał się Ishigami po krótkiej przerwie. -?Jeśli
zamierza pani wezwać policję, nie zamierzam się wtrącać, ale jeśli nie
ma pani takiego zamiaru, może mógłbym jakoś pomóc.
-?Słucham? -?Yasuko nadal nie rozumiała, o czym mówił.
-?Może... -?ciągnął Ishigami zduszonym głosem. -?Może złożę pani wizytę?
-?Co? Nie. Znaczy... Proszę się nie kłopotać. -?Yasuko oblał zimny pot.
-?Szanowna pani -?przerwał jej Ishigami. -?Kobiecie ciężko będzie pozbyć
się ciała w pojedynkę.
Yasuko zabrakło słów. Skąd on wiedział?
"Musiał coś usłyszeć", pomyślała. "Pewnie podsłuchał moją wcześniejszą
rozmowę z Misato. Albo w ogóle słyszał wszystko, od samego początku
szamotaniny z Shinjim. To koniec", uznała. "Nie wywiniemy się. Muszę się
zgłosić na policję, ale za nic nie mogę zdradzić, że Misato była w to
zamieszana".
-?Słyszała mnie pani?
-?Ach, tak. Słyszałam.
-?Czy wobec tego mogę przyjść?
-?Tak po prawdzie... -?Nie odsuwając telefonu od ucha, Yasuko spojrzała na
córkę. Misato zdawała się jednocześnie zaskoczona i zmartwiona.
"Na pewno łamie sobie głowę, z kim rozmawiam i o czym".
Jeśli Ishigami faktycznie podsłuchał całe zajście, musiał wiedzieć, że
Misato była powiązana z tym morderstwem. Gdyby powiedział o tym policji,
wszelkie zaprzeczenia ze strony Yasuko na niewiele by się zdały.
Kobieta poczuła ucisk w żołądku.
-?Dobrze. I tak chciałam prosić pana o pewną przysługę, więc jeśli dałby
pan radę podejść...
-?Oczywiście. Zaraz będę -?zapewnił Ishigami.
Ledwie Yasuko zakończyła połączenie, Misato zapytała:
-?Kto dzwonił?
-?Ten nauczyciel zza ściany. Pan Ishigami.
-?Co chciał?
-?Opowiem ci później, na razie idź do pokoju. I zamknij za sobą drzwi.
Szybko.
Misato wróciła do pokoju ze zdziwieniem odmalowanym na twarzy. Ledwie
zasunęła za sobą panel, w mieszkaniu dało się słyszeć hałas zamykanych
po sąsiedzku drzwi.
Kilka sekund później rozległ się dzwonek. Yasuko wróciła do przedsionka,
przekręciła klucz w zamku i zdjęła łańcuszek. Gdy otworzyła drzwi,
ujrzała Ishigamiego z nietypowym jak na niego wyrazem twarzy. Z jakiegoś
powodu założył na siebie granatową, dżinsową kurtkę. Wcześniej jej nie
miał.
-?Zapraszam.
-?Dziękuję. -?Ishigami skłonił się i wszedł do środka.
Gdy Yasuko zamykała drzwi, on przeszedł do salonu i bez chwili wahania
uniósł kołdrę pod kotatsu. Zrobił to wszystko z taką pewnością siebie,
jakby wiedział, że znajdzie tam zwłoki.
Przyklęknął na jedno kolano i spojrzał na ciało Togashiego. Zdawał się
nad czymś głęboko zastanawiać. Yasuko zauważyła, że na dłoniach miał
bawełniane rękawice robocze. Kobieta niepewnie spojrzała na zwłoki. Z twarzy mężczyzny odpłynęły już wszystkie kolory. Coś -?ślina albo jakaś
inna wydzielina -?zasychało mu na podbródku.
-?Czyli... wszystko pan słyszał? -?zapytała Yasuko.
-?Niby co?
-?Naszą sprzeczkę. To dlatego pan zadzwonił?
Ishigami zwrócił pozbawioną wyrazu twarz w jej stronę.
-?Nie, nie słyszałem żadnej sprzeczki. Te mieszkania są zaskakująco
dźwiękoszczelne. Bardzo mi się to podobało, dlatego się tu wprowadziłem.
-?Więc skąd...?
-?Skąd wiedziałem, co się stało?
Yasuko przytaknęła.
Ishigami wskazał jeden z kątów pokoju. Leżała tam pusta puszka, wokół
której znajdowało się trochę popiołu.
-?Kiedy przyszedłem do pani po raz pierwszy, wyczułem zapach papierosów.
Pomyślałem, że może ma pani gości, ale nie zauważyłem żadnych butów,
które mogłyby tę teorię potwierdzić. Odniosłem jednak wrażenie, że ktoś
leżał pod kotatsu. Zauważyłem też wypięty z gniazdka kabel. Gdyby
jednak ktoś chciał się ukryć, poszedłby do innego pokoju, a nie położył
w takim miejscu, co znaczyło, że ktokolwiek leży pod przykryciem, nie
chowa się, tylko jest chowany. Dodając do tego typowe dla szamotaniny
odgłosy, jakie wcześniej słyszałem, oraz wyjątkowo niedbałą pani
fryzurę, jestem w stanie sobie wyobrazić, co tu zaszło. I jeszcze jedno:
w tym bloku nie ma karaluchów. Wiem, o czym mówię. Mieszkam tu od wielu
lat.
Oszołomiona Yasuko wpatrywała się w spokojną, nieoddającą żadnych emocji
twarz Ishigamiego. Przyszło jej do głowy, że mężczyzna pewnie w bardzo
podobny sposób zwracał się do dzieci podczas szkolnych lekcji. Odwróciła
głowę, by sąsiad nie odniósł wrażenia, że gapiła się na niego zbyt
natrętnie. Równocześnie miała wrażenie, jakby sama znajdowała się pod
jego baczną obserwacją.
"Zaskakująco opanowany i bystry z niego człowiek", pomyślała. "W innym
razie nie byłby w stanie wyciągnąć tak daleko idących wniosków, stojąc
dosłownie w progu mieszkania". Jednocześnie poczuła ulgę. Wyglądało na
to, że Ishigami nie znał szczegółów zajścia.
-?To mój były mąż -?wyjaśniła. -?Rozwiedliśmy się już wiele lat temu,
ale on wciąż mnie nachodził. Musiałam dawać mu pieniądze, żeby się
odczepił... Dziś było to samo. Nie mogłam już tego znieść, zdenerwowałam
się i... -?Przerwała, po czym opuściła głowę. Nie zamierzała mu mówić, jak
dokładnie umarł Togashi. Zamierzała obstawać przy tym, że Misato nie
brała w tym udziału.
-?Planuje pani zgłosić się na policję?
-?Wydaje mi się, że nie mam innego wyjścia. Szkoda mi tylko Misato, ona
nie ma z tym nic wspólnego. -?Ledwie wypowiedziała te słowa, przesuwne
drzwi rozsunęły się ze świstem, a w progu stanęła Misato.
-?Nie! Nie możesz tego zrobić.
-?Milcz, Misato.
-?Nie mam zamiaru. Nie chcę. Niech mnie pan posłucha! Tego człowieka za...
-?Misato! -?krzyknęła Yasuko.
Dziewczynka gwałtownie zamknęła usta i spojrzała na matkę z wyrzutem.
Miała zaczerwienione oczy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki