Pod złotym niebem - Devney Perry

Reflow text when sidebars are open.
Droga Ilso!
Czy pamiętasz jeszcze te czasy, kiedy byłaś małą dziewczynką, a ja opowiadałem Ci różne historie? Snułem jakąś opowieść, żebyś się nie nudziła, gdy łowiliśmy ryby. Gotowałem obiad, Ty siedziałaś na blacie, machając bosymi nóżkami, a ja opowiadałem o kowbojach i bandytach. Albo siadaliśmy sobie na pomoście, podziwiając zachód słońca, i streszczałem Ci książkę, którą właśnie przeczytałem.
Tęsknię za tamtymi czasami. Tęsknię za tym, jak opierałaś głowę na moim ramieniu i ściskałaś moją rękę. Tęsknię za Twoim śmiechem. Tęsknię za liczeniem piegów na Twoim nosku.
Już dawno wyrosłaś z wieku, kiedy jeszcze lubiłaś moje opowieści, ale jest jedna, której nigdy Ci nie opowiedziałem. To moja ulubiona legenda, a brzmi ona tak:
Podczas gorączki złota Montana była dzikim obszarem, jednym z miejsc o najczystszym kruszcu w kraju. Pionierzy przybywali tu tłumnie, licząc na to, że im się poszczęści. Górnicy, bandyci i biznesmeni zjeżdżali konno, wozami lub dyliżansami. Niektórzy podróżowali tylko z tym, co mieli na sobie, a tutejsze surowe zimy przeżywali wyłącznie dzięki ogromnej wytrwałości i determinacji.
Montana zatrzymuje sobie tylko ludzi o żelaznej woli. A ci górnicy i pierwsi osadnicy byli twardzi jak skała, żyjąc właściwie bez środków. Zdołali przetrwać z dnia na dzień dzięki nadziei i modlitwie.
Wyobraź sobie miasteczka zbudowane z namiotów i rozpadających się budynków. Chaty i ziemianki. Saloony ze słupkami do przywiązywania koni i wahadłowymi drzwiami. Sklepy wielobranżowe sprzedające mąkę w workach, mleko krowie w kankach i twarde cukierki za centa.
Każdy mężczyzna nosił pistolet przy pasie, a kobiet nie było wystarczająco dużo, by utrzymać tych mężczyzn w ryzach. Byli też skorumpowani stróże prawa, potajemnie dowodzący bandami rozbójników, i zamaskowani strażnicy porządku publicznego, którzy pojawiali się znienacka, by zapewnić spokój.
I w tym właśnie miejscu robi się ciekawie. A jeśli ci strażnicy nie zawsze byli po właściwej stronie?
Istnieje zapomniana legenda o Garrack, jednym z bardziej znanych miast górniczych tamtych czasów. Głosi ona, że pewnego razu znany gang napadł na powóz ze złotem. Po napadzie grupa strażników - samozwańczych stróżów prawa - ruszyła w pogoń za złodziejami. Tyle że wrócili z pustymi rękami, a złoto przepadło. Ale czy na pewno?
W Garrack zaczęły krążyć plotki, że w rzeczywistości strażnicy dopadli złodziei, lecz zamiast zwrócić złoto prawowitym właścicielom, zostawili je dla siebie: ukryli je i czekali na odpowiedni moment, aby opuścić miasto bez wzbudzania podejrzeń.
Tyle że czekali zbyt długo. Spekulacje przerodziły się w oskarżenia, a mieszkańcy miasta zwrócili się przeciwko swoim stróżom prawa. Wszystkich strażników, którzy wyruszyli na poszukiwanie skradzionego złota, powieszono za zdradę, a tajemnica, gdzie ukryli skradziony łup, została pogrzebana wraz z nimi w nieoznakowanych grobach.
Złoto zostało naprawdę utracone i nigdy więcej go nie widziano.
Oto historia zaginionego złota z Garrack.
Powinienem opowiadać Ci znacznie więcej historii, Misiu Pysiu. Przyjedź do Montany. Wpadnij mnie odwiedzić, żebym mógł opowiedzieć Ci kolejne.
Kocham Cię
Tata