Pod sterami serca - Krzysztof Sobczak

Kup ebooka

29.28 zł
24.30 zł (24,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 2

Z melancholii i rozpaczy, w których spędził kolejne trzy dni, wyrwał Marka telefon od Zuzi. Leżał na swoim łóżku, wpatrując się ponurym wzrokiem w sufit, gdy usłyszał dźwięk nadchodzącego połączenia. Spojrzawszy na wyświetlacz i zobaczywszy, że to kochana przez niego dziewczyna próbuje się z nim skontaktować, błyskawicznie nacisnął zieloną słuchawkę.

- Nawet nie wiesz jak się cie... - Marek chciał wyrazić swoją radość, lecz Zuzia nie dała mu ku temu okazji.

- Dzwonię, żeby się pożegnać. Jutro już mnie nie będzie na tym świecie i chciałam wszystko Ci wyjaśnić, bo zasługujesz aby znać całą prawdę. Odwzajemniam zatem w pełni Twoje uczucia i mogę Ci powiedzieć, iż spędziłam przy Tobie najwspanialsze chwile w moim życiu, mimo że znaliśmy się jedynie wirtualnie. W innych okolicznościach bylibyśmy razem, ale w obliczu faktu, że jutro już przeniosę się w zaświaty, nie będzie to możliwe.

W skutek powyższych słów radość z telefonu od Zuzi została u Marka wyparta przez szok i przerażenie. Zaczął się cały trząść z emocji. W obliczu innych usłyszanych rewelacji, informacja o odwzajemnianiu przez dziewczynę jego uczuć nie miała dla niego w tym momencie dużego znaczenia.

- Ale jak to w zaświa...

- Daj mi proszę dokończyć. Myślę, że ukrywałam to przed Tobą na tyle starannie, że niczego się nie domyśliłeś, dlatego teraz Ci wszystko powiem. Jestem uzależniona od narkotyków. Zaczęłam po nie sięgać o wiele wcześniej niż Cię poznałam, bo nie radziłam sobie z traumami jakich doświadczyłam w przeszłości. Po tym jak pojawiłeś się w moim życiu i nawiązaliśmy bardzo bliską relację, przez pewien czas udawało mi się nie ćpać. Było bardzo ciężko, ale chęć zbudowania z Tobą jak najlepszej relacji, starania się by to jak najlepiej wyglądało mnie motywowała, by zwalczać tę pokusę. W końcu jednak się poddałam i kilka tygodni temu znów zaczęłam dawać sobie w żyłę. W rocznicę śmierci mojego taty.

Z każdym kolejnym słowem dziewczyny Marek coraz bardziej się trząsł, a jego serce oraz oddech podkręcały tempo. Absolutnie nie spodziewał się usłyszenia tego co właśnie docierało do jego uszu.

- Z każdym dniem było coraz gorzej, ale mimo to starałam się z Tobą normalnie konwersować i rozwijać naszą relację. Było to możliwe jedynie w chwilach, gdy nie byłam odurzona a takich było coraz mniej. Gdy ostatnio znikałam codziennie na kilka godzin pod różnymi pretekstami czy też twierdziłam, że kładę się wcześnie spać, to w rzeczywistości aplikowałam sobie wówczas kokainę. Udawało mi się przez pewien czas łączyć ćpanie oraz konwersowanie z Tobą, lecz było to bardzo trudne. A gdy mi wyznałeś miłość, zdałam sobie sprawę, że to wszystko nie ma sensu.

Marek poczuł irracjonalne poczucie winy wynikające z faktu, że to właśnie pod wpływem wyznania przez niego swoich uczuć Zuzia wyciągnęła powyższy wniosek.

- Mam na myśli, że uświadomiłam sobie wtedy, iż sens mojego życia sprowadza się jedynie do Ciebie, a nie powinno tak to wyglądać. Trzeba mieć również przed sobą jakieś perspektywy na przyszłość, w kwestii samorozwoju, sukcesów itp. Ja natomiast przed sobą nie mam żadnych perspektyw, może jedynie poza zaćpaniem się na śmierć. Nie mam wątpliwości, że tak właśnie by to wyglądało. Pogrążałabym się w spirali uzależnienia coraz bardziej, aż w końcu doprowadziłoby mnie to do śmierci. Nie potrafiłabym zrobić nic, aby coś w życiu osiągnąć, narkotyki by torpedowały wszystkie starania. Zrozumiałam zatem, że jestem w życiu skazana na porażkę, a w obliczu takiego wniosku tylko jedna decyzja jest prawidłowa do podjęcia.

Marek wstrzymał oddech. Był niemalże pewien co za chwilę usłyszy.

I się nie pomylił.

- Decyzja o skończeniu ze sobą. Muszę załatwić jeszcze kilka spraw i jutro popołudniu już mnie nie będzie.

Marek poczuł, że w kącikach jego oczu gromadziły się łzy, które ostatkiem sił hamowały się przed spłynięciem po policzkach. Akcja serca chłopaka jeszcze bardziej przyspieszyła, trząsł się on coraz intensywniej, jakby był na dobrej drodze, aby stracić całkowicie kontrolę nad swoim ciałem. Mimo to uszanował jednak prośbę Zuzi i nie przerywał jej wypowiedzi.

- Nie zrozum mnie proszę źle, jesteś naprawdę cudownym chłopakiem i jestem pewna, że w innych okolicznościach stworzylibyśmy szczęśliwy związek. Nie można jednak sensu swojego życia sprowadzać do drugiej osoby. Naprawdę Cię bardzo kocham, ale żeby być szczęśliwym i spełnionym, nie można być wyłącznie zakochanym. Jeżeli nie ma się przed sobą atrakcyjnych perspektyw samorozwoju, satysfakcjonujących sukcesów, to życie jest pozbawione sensu. Nie można wszystkiego sprowadzać do drugiego człowieka, takie podejście byłoby krzywdzące również dla Ciebie. Nie mógłbyś bowiem być ze mną szczęśliwy, gdyż na dłuższą metę nie byłabym w stanie fundować Tobie szczęścia, nie mogąc samej go w życiu odnaleźć.

Głos Zuzi łamał się, lecz drzemała w nim wyraźna nutka pewności oraz zdecydowania. Pewności odnośnie faktu, że najlepszym rozwiązaniem rzeczywiście będzie rozbrat ze światem.

- Dlatego podjęłam taką właśnie decyzję i jak mówiłam, jutrzejszego popołudnia będę już w zaświatach. Dziękuję Ci jeszcze raz za wspaniałe chwile, które razem spędziliśmy i życzę, abyś znalazł jak najszybciej kogoś, przy kim będziesz szczęśliwy, bo jak nikt inny zasługujesz na szczęście. Żegnaj.

Nie dała Markowi szansy, by cokolwiek powiedział, od razu po przekazaniu wszystkiego co miała do przekazania kończąc rozmowę.

Chłopak nie był w stanie już okiełznać łez ani ataku paniki. Z trudem łapiąc oddech, desperacko podejmował kolejne próby dodzwonienia się do Zuzi, przeplatając je z pisaniem do niej SMS-ów, w których prosił, aby nic sobie nie robiła i zapewniał, że będzie cały czas przy niej oraz zawsze będzie fundował jej wsparcie. Na nic się to jednak zdało, gdyż nie otrzymał od Zuzi żadnej odpowiedzi.

Po kilku spędzonych w taki sposób godzinach, których upływu nawet nie odnotował, do Marka zaczęło docierać, że działając desperacko nic nie zdziała. Musiał się uspokoić i mając trzeźwy umysł, poszukać rozwiązania jak zapobiec samobójstwu Zuzy.

Ze słów dziewczyny wynikało, że planowała rozstać się ze światem jutrzejszego popołudnia. Była prawie dwudziesta trzecia, Marek miał zatem dużo czasu, by znaleźć sposób na utrzymanie ukochanej przy życiu.

A przynajmniej chciał sądzić, że to dużo czasu.

Uświadomiwszy sobie, że spokój umysłu jest kluczowy do powodzenia toczonych przez siebie rozmyślań, chłopakowi stosunkowo szybko udało się uspokoić. Liczył na to, że niezakłócona niczym nocna cisza będzie mu sprzyjała, lecz ta nie była do tego skora. Po kilku godzinach nieefektywnych rozmyślań zaczęła Marka drażnić, w obliczu czego postanowił poszukać wsparcia w muzyce. Rockowe dźwięki również okazały się jednak marnym sojusznikiem i zamiast natchnąć chłopaka, wyzwoliły z nim związane z Zuzią wspomnienia.

Marek nie potrafił okiełznać rzeczonych wspomnień. Podążał bezwładnie z ich nurtem, a w jego oczach ponownie pojawiły się łzy, dla których kilkugodzinny rozbrat z nimi okazał się najwyraźniej zbyt długi. Znów zaczęły one zatem znaczyć policzki chłopaka wilgocią, a proporcjonalnie do ilości w jakiej się wydzielały w Marku nasilało przekonanie, że nie uda mu się zapobiec utracie Zuzi i żadnych wspólnych chwil już nigdy nie doświadczą.

Kiedy chłopak pogrążał się coraz intensywniej w spirali takiego pesymizmu, nastąpił przełom.

Miało to miejsce w momencie, gdy wspomnienia obejmowały swoim zasięgiem drugą rozmowę telefoniczną. Marek słyszał w głowie słowa Zuzi dotyczące drzemiącej w niej mściwości, której ofiarą miał stać się były ukochany dziewczyny, przez którego została sromotnie skrzywdzona. To właśnie owe słowa stały się zalążkiem narodzenia się u chłopaka pewnej myśli, która w kolejnych minutach zaczęła przybierać coraz wyraźniejsze kształty, aż w końcu przyjęła ten finalny.

Był nim niestandardowy pomysł na zapobieżenie popełnienia przez Zuzię samobójstwa.

Marek nie zdawał sobie jeszcze sprawy, jak daleko idące negatywne skutki miał nieść dla niego samego opracowany przez siebie plan.

Rozdział 4

Gdy pociąg zatrzymał się na stacji w Gołdapi, Marek wraz z kilkoma innymi pasażerami opuścił jego objęcia, rotując się z niewielkim gronem ludzi, którzy z kolei wkroczyli do wagonów. Po chwili rozległ się głośny świst zwiastujący odjazd parowozu i ten począł się oddalać od terenu dworca.

Marek rozejrzał się po peronie. Nie było tu wielu ludzi. Poza tymi, którzy wraz z nim zakończyli podróż na gołdapskiej stacji i kierowali się ku wyjściu z dworca, zlokalizował jedynie spoczywającego na ławce bezdomnego dzierżącego w ręku czapkę z daszkiem. Skrzyżował się z nim spojrzeniami i wyłapał we wzroku mężczyzny błysk, którego interpretacja nie nastręczyła mu większych trudności. Sięgnął do kieszeni, natrafiając na złotówkę oraz kilka groszy i podszedł do bezdomnego, lokując monety w zaadaptowanej do roli skarbonki czapki. Ten uśmiechnął się z wdzięcznością, formułując krótkie podziękowanie. Marek skinął głową w ramach reakcji, po czym ruszył w kierunku wyjścia z dworca.

Gdy opuścił jego teren, sięgnął po telefon i kliknął ikonkę "google maps". Po chwili na ekranie aparatu ukazała się wirtualna, kartograficzna wersja miasta, w którym aktualnie się znajdował. Wpisał w wyszukiwarce frazę "XVI Liceum Ogólnokształcące" i wyświetlił oferowaną przez aplikację trasę do placówki edukacyjnej. Ruszył we wskazanym kierunku.

Celem jego wycieczki na teren rzeczonego liceum, jak i całej podróży do Gołdapi było spotkanie się z przyjacielem Zuzi. Wspominała ona kilka razy o Grześku, którego znała od dzieciństwa i z którym rozwinęła bliską przyjaźń. Marek bez większych problemów odnalazł chłopaka na facebooku, poprzez grono znajomych swojej ukochanej w owej aplikacji. W swoim biogramie Grzesiek Połczyński miał podaną szkołę, do której uczęszczał, wobec czego Marek szybko uzyskał wszystkie informacje konieczne do realizacji kolejnego etapu swego planu.

Zakładał on właśnie nawiązanie współpracy z Grześkiem. Miała ona objąć dwie płaszczyzny: Marek zamierzał posiąść od chłopaka wiedzę odnośnie marzeń jakie posiadała Zuzia. On sam nie rozmawiał z nią nigdy na ten temat, mimo dużej zażyłości nie odbywali wielu szczerych rozmów. Ich konwersacja przez zdecydowaną większość czasu koncentrowała się głównie na wymianie wirtualnych czułości.

Teraz Marek tego żałował, lecz na szczęście dzięki Grześkowi mógł załatać lukę w wiedzy o swojej ukochanej, która uniemożliwiłaby mu kolejny krok. Siłą rzeczy musiał bowiem poznać marzenia Zuzi, aby móc dążyć do ich realizacji w czasie gdy ona będzie szykowała zemstę na nim.

W taki właśnie sposób zamierzał doprowadzić do całkowitego zaniechania przez swoją ukochaną samobójczych zamiarów. Liczył również, że zmaterializowanie się żywionych przez nią marzeń sprawi, że Zuzi będzie łatwiej porzucić narkotyki. A właściwie to wyzwoli w niej motywację do tego, by ponownie spróbować je odstawić. On natomiast zamierzał ją wtedy z całych sił wspierać w tym procesie.

Dopiero teraz zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że jednak niekoniecznie będzie mógł mieć możliwość bycia wówczas przy ukochanej i stanowienia dla niej wsparcia. Wcześniej nie uwzględniał w ogóle takiej możliwości, ale teraz uderzyła go ona realnością ziszczenia się. Przecież po tym co wczorajszego dnia zafundował Zuzi, potęgując intensywne cierpienie dziewczyny, nie było powiedziane że kiedykolwiek będzie chciała ona jeszcze z nim być. Jeśli wszystko pójdzie po myśli Marka i zrealizuje marzenia swojej ukochanej, zamierzał wyznać jej całą prawdę, licząc że zrozumie intencje jakimi się kierował. W tym momencie dotarło do niego jednak, że nie mógł być pewien, iż rzeczywiście zrozumie.

Przez chwilę myśli chłopaka koncentrowały się na tym właśnie obszarze, lecz szybko je przetransferował na tory bieżących spraw. Uznał, że kwestią kształtu relacji z Zuzią po zrealizowaniu swego planu zajmie się właśnie po jego zrealizowaniu. Teraz musiał się skupić na tym, by efektywnie przeprowadzić rozmowę z Grześkiem.

Drugą kwestią, w której zamierzał poprosić przyjaciela swej ukochanej o pomoc było pilnowanie jej. Pilnowanie zarówno pod kątem narkotyków, ale także na płaszczyźnie zemsty. Marek nie wiedział bowiem jak daleko Zuzia byłaby gotowa się w jej ramach posunąć. Właśnie dlatego zamierzał poprosić Grześka, aby w razie potrzeby powstrzymał ją przed posuwaniem się do rzeczy, którymi mogłaby sobie zaszkodzić.

Pod budynek gołdapskiego liceum chłopak dotarł na niecały kwadrans przed zakończeniem lekcji przez Grześka. Wiedzę o tym, do której uczęszczał on klasy, Marek zdobył na podstawie słów Zuzi, jakie udało mu się odkopać w pamięci.

Gdy pewnego dnia opowiadała ona o swym przyjacielu, wspomniała, iż Grzesiek był laureatem licznych olimpiad matematycznych, także tych organizowanych na wyższych szczeblach niż szkolny. Nie było to jeszcze może jednoznaczne z tym, że uczęszczał on do klasy matematycznej, lecz Marek bez problemu ustalił, iż sprawy tak się właśnie prezentowały. Na internetowej stronie liceum znajdowała się bowiem wzmianka o jednym z niedawnych sukcesów Grześka, w której pojawiła się informacja, że uczęszczał do klasy 3B o profilu matematyczno - fizycznym.

Marek sprawdził zatem dostępny na tej samej szkolnej witrynie plan lekcji klasy 3B, dzięki czemu wiedział o której godzinie oczekiwać chłopaka pod budynkiem szkoły.

Kilka minut po czternastej, o której planowo kończył lekcje, Grzesiek wyszedł ze szkoły. Marek, chcąc się upewnić że trafnie zidentyfikował przyjaciela Zuzi, spojrzał na ekran telefonu. Swym zasięgiem obejmowała go fotografia Grześka mająca status zdjęcia profilowego na facebooku. Szybkie spojrzenie wystarczyło Markowi, by upewnić się iż wysoki, smukły brunet w jeansowej kurtce, który opuścił właśnie szkolny budynek był tym na kogo czekał.

Zaczął iść w kierunku Grześka, mocno zestresowany. Nie wiedział jak zacząć rozmowę z chłopakiem. Jego aspołeczność sprawiała, iż w realnym świecie praktycznie nie potrafił rozmawiać z ludźmi.

- Możemy porozmawiać? - zapytał gdy zrównał się z podążającym w kierunku furtki Grześkiem. Ten spojrzał na niego zaskoczony.

- Znamy się?

- Mamy wspólną znajomą i o niej właśnie chciałem porozmawiać. To bardzo ważne, chodzi o jej życie.