Pierwsi pod niebem Francji
Dzień 27 marca 1940 roku był dla odradzającego się we Francji polskiego
lotnictwa dniem historycznym. W Polskiej Bazie Lotniczej w Bron pod
Lyonem wyznaczono na godzinę dziesiętą uroczyste pożegnanie odlatującej
na front pierwszej polskiej eskadry myśliwskiej z 2 Dywizjonu
Krakowsko-Poznańskiego. Na uroczystość miał przybyć premier polskiego
rządu emigracyjnego i Naczelny Wódz generał Władysław Sikorski oraz
minister lotnictwa francuskiego de Roché.
Rano nad Bron przewalały się leniwie postrzępione chmury, siępił deszcz
i wiał ciepły wiatr. Nawierzchnia obszernego lotniska zazieleniła się
świeżą trawą, w której rozkwitły kępy żółtych mleczy. Około godziny
ósmej przestało padać, a przez chmury przedarły się jaskrawe promienie
słoneczne. Rozlegał się śpiew skowronków.
Na bramie wjazdowej na lotnisko, budynkach i głównym hangarze łopotały
na wolnym wietrze francuskie i polskie flagi. Na betonowej płycie przed
hangarem stały w dwóch wyrównanych szeregach - zwrócone do siebie
silnikami - jednosilnikowe myśliwskie samoloty typu Morane Saulnier
MS-406 1. Te z pierwszego szeregu połyskiwały niedawno
namalowanymi na kadłubach biało-czerwonymi szachownicami i niebiesko-biało-czerwonymi kołami (rozetami) na skrzydłach. To były
polskie maszyny, razem osiemnaście. Stojące naprzeciwko Morane'y
należały do dywizjonów francuskich. Przylecieli na nich poprzedniego
dnia francuscy dowódcy z lotnisk frontowych, by wziąć udział w uroczystości, a potem poprowadzić polskich sprzymierzeńców wojennych na
swoje lotniska.
Przez rozsunięte wrota hangaru widać było ustawiony w środku polowy duży
ołtarz i kręcących się żołnierzy. Znosili zielone gałęzie i kwiaty
doniczkowe, ustawiali fotele, krzesła i ławy. Obok hangaru na wysokim
maszcie powiewały obok siebie flagi francuska i polska. Kończono
ustawianie podwyższenia, na przykrytym suknem stole umieszczono
mikrofon, a także porozwieszano głośniki.
O dziewiątej wszystko było gotowe.
Pod hangarem zaczęli gromadzić się tłumnie mieszkańcy polskiego obozu
lotniczego - jedni w granatowych mundurach, inni w ubraniach cywilnych.
Najbardziej interesowały ich oczywiście Morane'y z szachownicami,
odgrodzone grubą liną i pilnowane przez francuskich wartowników.
Od strony budynku dowództwa pojawił się maszerujący równym krokiem
oddział lotników z dowódcą kapitanem dyplomowanym pilotem Stefanem
Baszkiewiczem. Czoło stanowiło osiemnastu pilotów w granatowych polskich
mundurach i brązowych skórzanych kurtkach, na ich czapkach widniały
polskie orzełki z husarskimi skrzydłami. Za nimi maszerowali wyrównanymi
czwórkami mechanicy podoficerowie i żołnierze w stalowych kombinezonach
i furażerkach. Oddział liczył około stu osób, prezentował się wspaniale.
Zgromadzeni powitali eskadrę gorącymi oklaskami. Wartownik opuścił linę,
odgradzającą samoloty, i oddział pomaszerował ku polskim Morane'om.
- Eskadra... Stój! - zakomenderował Baszkiewicz. - Do samolotów rozejść
się!
Organizację polskiego lotnictwa we Francji rozpoczęto już w drugiej
połowie października 1939 roku. Po klęsce wrześniowej większa część
lotników ewakuowała się do Rumunii i na Węgry, a stamtąd przedostała się
do Francji: koleją do Paryża lub statkami do Marsylii. Rozmieszczono ich
w naprędce zorganizowanych obozach przejściowych na francuskich
lotniskach w Le Bourget koło Paryża, w Clermont-Ferrand, Salon, Istres i w Bron pod Lyonem. Rozpoczęto pertraktacje na temat organizacji
odrodzonego polskiego lotnictwa z władzami francuskimi i brytyjskimi. Na
jednej z konferencji polsko-francuskiej w Ministerstwie Lotnictwa w Paryżu na początku listopada 1939 roku władze francuskie przydzieliły
polskim lotnikom garnizon lotniczy w Bron na główną stałą bazę, która na
razie miała służyć jako punkt zborny, a w niedalekiej przyszłości stać
się bazą szkoleniową dla organizujących się polskich dywizjonów
lotniczych.
Garnizon lotniczy Bron pod Lyonem usytuowany był na wschodnim obrzeżu
dużego przemysłowego miasta, miał stałe zabudowania i obszerne lotnisko
z hangarami, mógł pomieścić kilka tysięcy osób. Komendantem Polskiej
Bazy Lotniczej został pułkownik pilot Stefan Pawlikowski, były dowódca
Brygady Pościgowej z września 1939 roku, wsławionej w obronie Warszawy.
Pawlikowski w czasie pierwszej wojny światowej walczył jako myśliwiec w lotnictwie francuskim, był odznaczony Legią Honorową, co bardzo
ułatwiało mu kontakty z władzami francuskimi. Do pomocy miał
francuskiego doradcę w stopniu pułkownika, Morina.
Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych we Francji i Wielkiej Brytanii
mianował dowódcą polskiego lotnictwa przybyłego z Rumunii generała
pilota Józefa Zająca, nakazując mu szybką organizację jednostek
lotniczych, rzecz jasna w porozumieniu z władzami Francji i Wielkiej
Brytanii. Lotnicze władze brytyjskie zgodziły się na przyjęcie 2300
polskich lotników, w tym 300 osób personelu latającego, reszta - około
5000 osób - pozostała we Francji. Największym skupiskiem polskich
lotników w cywilnych ubraniach była Polska Baza Lotnicza w Bron.
Bezczynność i czas wyczekiwania nie wpływały korzystnie na utrzymanie
dyscypliny. Pułkownik Pawlikowski dwoił się i troił, aby jak najszybciej
rozpocząć organizację jednostek, umundurować to całe "cywilne wojsko" i przywrócić porządek. Tworzenie dywizjonów - na razie bez samolotów -
uprawniało żołnierzy do otrzymywania należnego uposażenia pieniężnego,
co powinno uspokoić nawet najbardziej niezadowolonych.
Naczelny Wódz przyznał rację Pawlikowskiemu i zaczął interweniować we
francuskim Ministerstwie Lotnictwa. Niebawem, uprzedzając podpisanie
dwustronnej umowy o organizacji Wojska Polskiego we Francji,
Ministerstwo Lotnictwa zezwoliło na rozpoczęcie organizacji czterech
polskich dywizjonów myśliwskich. Poczyniono również starania, aby
rozładować zatłoczone obozy zborne przez kierowanie personelu
technicznego do francuskich zakładów przemysłowych i naprawczych sprzętu
lotniczego, do transportu i prac administracyjno-porządkowych na
francuskie lotniska. Zaczęła również działać polsko-brytyjska komisja
werbunkowa, ustalająca listy polskich lotników na wyjazd do Anglii.
Pierwszy transport, składający się z kilkudziesięciu osób, odpłynął do
Anglii na początku grudnia, następne udawały się tam w odstępach dwu-,
trzytygodniowych.
W sztabie Polskiej Bazy Lotniczej zawrzała praca nad ustaleniem składów
osobowych czterech dywizjonów myśliwskich. Zaznaczono przy tym, że
liczba samolotów i osób personelu dywizjonów polskich będzie taka sama,
jak w dywizjonach francuskich, przy czym polski dowódca będzie miał do
pomocy doradcę francuskiego - pilota w stopniu majora. Francuski etat
wojenny przewidywał, że w dywizjonie myśliwskim powinno być 26
samolotów, 35 pilotów, około 160 osób personelu technicznego i pomocniczego oraz kilkanaście pojazdów mechanicznych.
Do końca grudnia ustalono składy osobowe następujących polskich
dywizjonów myśliwskich:
- Dywizjon Myśliwski Warszawski z dowódcą podpułkownikiem pilotem
Leopoldem Pamułą, byłym zastępcą dowódcy Brygady Pościgowej w wojnie
obronnej Polski; personel dywizjonu dobrano z dywizjonów Brygady;
- Dywizjon Myśliwski Krakowsko-Poznański, na jego czele stanął major
pilot Mieczysław Mümler, wsławiony jako dowódca dywizjonu poznańskiego z września 1939 roku w słynnej bitwie nad Bzurą; piloci i personel obsługi
technicznej pochodził z dywizjonów myśliwskich krakowskiego i poznańskiego;
- Dywizjon Myśliwski Dębliński z majorem pilotem Józefem Kępińskim,
szefem szkolenia lotniczego i personelem dobranym z byłego Centrum
Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie;
- Dywizjon myśliwski (na razie bez nazwy) - jego dowódcą został major
dyplomowany pilot Eugeniusz Wyrwicki, były szef sztabu Brygady
Pościgowej; piloci i personel techniczny pochodzili z różnych dywizjonów
myśliwskich, biorących udział w wojnie obronnej Polski.
Dowódcy dywizjonów ze swoimi szczupłymi sztabami zabrali się energicznie
do zaprowadzenia dyscypliny wojskowej w swoich dywizjonach. Ważną rolę w tym względzie odegrało szybkie umundurowanie dotychczasowych "cywilów" w polskie lotnicze mundury z orzełkami na czapkach i guzikach. Ponieważ
nie dysponowano materiałem koloru stalowego, mundury uszyto z materiału
koloru granatowego, obowiązującego w lotnictwie francuskim. Oficerom i podoficerom wyznaczono etatowe funkcje i należne miesięczne uposażenie,
a szeregowcom okresowy żołd. Rozpoczęto szkolenie na sprzęcie lotniczym
w hangarach i specjalistyczne wykłady w odpowiednio przygotowanych
salach.
Sprawa przydziału dywizjonom samolotów do szkolenia w powietrzu
nastręczała jednak wiele kłopotów, a to z tego względu, że francuskie
dywizjony myśliwskie przezbrajały się wtedy w nowe samoloty Morane
MS-406. Ich produkcja nie nadążała za potrzebami, więc Polacy musieli
czekać. Pod koniec grudnia 1939 roku Francuzi zaproponowali mimo tych
kłopotów przeszkolenie jednej eskadry na Morane'ach MS-406. Pułkownik
Pawlikowski, odpowiedzialny za organizację i szkolenie dywizjonów
myśliwskich, zadecydował, aby tą pierwszą eskadrą była jedna z eskadr
Dywizjonu 2 Krakowsko-Poznańskiego majora Mümlera. Stanęło na tym, że
grupa 19 pilotów uda się do francuskiej myśliwskiej szkoły lotniczej
(Centre d'Instruction d'Aviation de Chasse) w Montpellier, zaś grupa
mechaników przejdzie przeszkolenie w Bron.
W eskadrze wyznaczonej na wyjazd do Montpellier znaleźli się: kpt. dypl.
pil. Stefan Baszkiewicz - dowódca eskadry, kpt. pil. Mieczysław
Wiórkiewicz, kpt. pil. Mieczysław Sulerzycki, kpt. pil. Jan Pentz, por.
pil. Władysław Goethel, por. pil. Kazimierz Bursztyn, por. pil. Stefan
Zantara, por. pil. Józef Brzeziński, ppor. pil. Erwin Kawnik, ppor. pil.
Wacław Król, ppor. pil. Włodzimierz Karwowski, ppor. pil. Władysław
Gnyś, ppor. pil. Bolesław Rychlicki, ppor. pil. Stanisław Chałupa, ppor.
pil. Władysław Chciuk, ppor. pil. Bohdan Anders, sierż. pil. Leopold
Flanek, plut. pil. Antoni Beda, kpr. pil. Eugeniusz Nowakiewicz. Jako
tłumacz do grupy pilotów został przydzielony porucznik Józef Sokołowski
- Francuz polskiego pochodzenia.
Francuski program przeszkolenia na samolotach myśliwskich obliczony był
na 3 miesięce, ale ze względu na dobre postępy polskich pilotów -
doświadczonych i zaprawionych przecież w walkach z hitlerowską Luftwaffe
pod polskim niebem - okres ten został skrócony do jednego miesięca.
Eskadra Montpellier, jak ją zaczęto nazywać, powróciła na lotnisko Bron.
Tu zamierzano przeszkolić już własnymi siłami drugą eskadrę i po
otrzymaniu Morane'ów MS-406 Dywizjon 2 Krakowsko-Poznański miał udać się
na frontowe lotnisko, by podjąć walkę z Niemcami. Niestety, Francuzi nie
dostarczyli obiecanych 26 maszyn i montpellierczykom udzielono urlopów
wypoczynkowych...
W lutym uruchomiono wprawdzie na lotnisku w Bron szkolenie myśliwskie,
ale następnego, 3 Dywizjonu Dęblińskiego, który w składzie
ekspedycyjnego korpusu francusko-brytyjskiego miał wziąć udział w trwającej wtedy wojnie radziecko-fińskiej po stronie Finlandii. Wojna ta
zakończyła się 12 marca 1940 roku, korpus został rozwiązany, zaś
szkolenie 3 Dywizjonu Dęblińskiego przerwano.
Wtedy montpellierczycy wznowili loty treningowe na Morane'ach. Pułkownik
Pawlikowski interweniował u Naczelnego Wodza, aby spowodował wysłanie
przeszkolonej eskadry w całości lub mniejszymi zespołami na staż bojowy
do francuskich dywizjonów na lotniska frontowe. Generał Sikorski wniosek
poparł i niebawem spowodował we francuskim Ministerstwie Lotnictwa, że
do Bron skierowano dla eskadry Montpellier 18 nowiutkich Morane'ów
MS-406. Polscy mechanicy przejęli je w swoje ręce, piloci zaraz
rozpoczęli trening bojowy, który zakończyli po kilku dniach intensywnych
lotów. Eskadra była gotowa do podjęcia frontowej pracy.
W porozumieniu z francuskimi władzami eskadrę Montpellier podzielono na
sześć oddzielnych kluczy - po 3 samoloty, 3 pilotów i kilkunastu
mechaników, nadając każdemu kluczowi numery od 1 do 6. Poszczególne
klucze miały udać się do wyznaczonych francuskich dywizjonów na lotniska
frontowe zaraz po pożegnalnej uroczystości, przygotowanej na 27 marca
1940 roku na lotnisku Polskiej Bazy Lotniczej.
Przydział pilotów do poszczególnych kluczy był następujący:
- klucz numer 1: kpt. dypl. Stefan Baszkiewicz (dowódca), por. Stefan
Zantara i sierż. Leopold Flanek; przydział do Groupe de Chasse 2
3/2 na lotnisko w Cambrai;
- klucz numer 2: kpt. Jan Pentz (dowódca), ppor. Włodzimierz Karwowski i ppor. Bohdan Anders; przydział do dywizjonu 2/6 na lotnisko w Vonarces;
- klucz numer 3: kpt. Mieczysław Sulerzycki (dowódca), ppor. Erwin
Kawnik i ppor. Bolesław Rychlicki; przydział do dywizjonu 3/6 w Wez
Thuisy;
- klucz numer 4: por. Kazimierz Bursztyn (dowódca), ppor. Władysław Gnyś
i ppor. Władysław Chciuk; przydział do dywizjonu 3/1 na lotnisko
Toul-de-Metz;
- klucz numer 5: por. Józef Brzeziński (dowódca), ppor. Stanisław
Chałupa i plut. Antoni Beda; przydział do dywizjonu 1/2 na lotnisko
Xaffévillers;
- klucz numer 6: por. Władysław Goethel (dowódca), ppor. Wacław Król i kpr. Eugeniusz Nowakiewicz; przydział do dywizjonu 2/7 na lotnisko
Luxeuil.
Dziewiętnasty pilot z eskadry Montpellier, kpt. Mieczysław Wiórkiewicz,
został wyznaczony na dowódcę eskadry szkolnej i pozostał na lotnisku
Bron w Polskiej Bazie Lotniczej.
Tuż po godzinie dziesiętej zafalowało w tłumie zebranych przed hangarem
lotników. Podawano sobie głośno wiadomość, że nadjeżdża generał
Sikorski. Francuska kompania honorowa wyrównała szeregi, a polska
eskadra - rozczłonkowana na klucze - ustawiła się przed Morane'ami z biało-czerwonymi szachownicami. Przed hangar zajechało kilka czarnych
limuzyn z polskimi i francuskimi proporczykami. Z pierwszej wysiadł
Sikorski w mundurze generalskim, z drugiej zaś minister lotnictwa de
Roché, a z innych towarzyszący im wyżsi oficerowie polscy i francuscy.
Generał przyjął meldunek od pułkownika Pawlikowskiego, a następnie od
dowódcy kompanii honorowej. Orkiestra odegrała Mazurka Dąbrowskiego i Marsyliankę. Po dokonaniu przeglądu kompanii honorowej Sikorski
skierował się do hangaru i zajął miejsce w fotelu przed ołtarzem.
Rozpoczęło się nabożeństwo celebrowane przez dostojników polskiej
hierarchii kościelnej. Na zakończenie mszy odśpiewano pieśń "Boże, coś
Polskę...".
Naczelny Wódz i dostojni goście przeszli teraz na przygotowaną trybunę.
Generał Sikorski wygłosił do lotników podniosłą mowę. Zwracając się do
pilotów, udających się na front, powiedział:
"Spotyka was, myśliwcy, wielki zaszczyt. Będziecie pierwszymi Polakami,
którzy poza granicami Polski rozpoczną walkę o ponowne odzyskanie
niepodległości naszej Ojczyzny. Na waszych skrzydłach w postaci
francuskich samolotów o polskich barwach narodowych będziecie nieść w swych bojowych lotach honor Polski. Wraz ze swymi francuskimi
towarzyszami broni weźmiecie odwet na wrogu za najazd i skrwawienie
naszej polskiej ziemi. Niechaj waszym obronnym pancerzem w chwilach
niebezpieczeństw walki w powietrzu będą słowa modlitwy za waszą
pomyślność, płynącej do Boga od waszych matek, żon i córek w Polsce,
oraz moje gorące życzenia jako waszego Naczelnego Wodza. Będziecie naszą
skrzydlatą husarią w powietrzu, która w historii naszego kraju zawsze
szła na czele rycerstwa, okrywając się sławą zwycięstw pod sztandarem,
na którym wypisane było nasze wielkie hasło: Bóg, Honor i Ojczyzna"3.
Przemówienie zakończył gromkim okrzykiem:
- Niech żyje Polska! Niech żyje Francja! Niech żyją i rozwijają się
polskie skrzydła!
- Niech żyją! - podchwycili donośnym głosem zebrani.
Zaraz potem Naczelny Wódz udał się przed rząd polskich samolotów.
Odbierał kolejno meldunki od dowódców kluczy, ściskał pilotom dłonie i jeszcze raz życzył im bojowych sukcesów. Wszyscy byli bardzo wzruszeni,
coś chwytało za gardło, a do oczu cisnęły się łzy...
Niebawem huk osiemnastu silników samolotowych napełnił lotnisko.
Poszczególne klucze ruszyły na start, by następnie w wyrównanej kolumnie
sześciu trójek przedefilować na wysokości pięciuset metrów nad trybuną
Naczelnego Wodza. Uroczystość dobiegła końca.
Nie wszystkie jednak klucze mogły odlecieć tego dnia na wyznaczone
lotniska frontowe, a to ze względu na trudne warunki atmosferyczne
panujące na lotniskach docelowych (niskie deszczowe chmury i zamglenia).
Dopiero nazajutrz mógł opuścić lotnisko Bron klucz kapitana
Baszkiewicza, a klucz porucznika Goethla 29 marca. Ekipy techniczne
kluczy odjechały pociągami i następnego dnia osięgnęły wyznaczone
lotniska. Klucze polskie zostały powitane na francuskich lotniskach
frontowych bardzo serdecznie. Polacy byli przecież sprzymierzeńcami
Francji w trwającej od pół roku wojnie ze wspólnym wrogiem - Trzecią
Rzeszą. Odżyły dawne historyczne koneksje polsko-francuskie z wojen
napoleońskich i pierwszej wojny światowej. Wprawdzie sprzymierzone z Polską militarnym sojuszem zachodnie mocarstwa, Francja i Wielka
Brytania, nie wywiązały się ze swoich zobowiązań wobec Polski we
wrześniu 1939 roku, nie udzielając jej konkretnej pomocy, to jednak
udzieliły jej moralnego poparcia, wypowiadając wojnę Niemcom. Rządy obu
mocarstw uważały, że i tak uczyniły dużo: ogłosiły ogólną mobilizację
sił lądowych i lotniczych, a Royal Navy rozpoczęła morską blokadę
Rzeszy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki