Absurdalne poglądy na temat diagnostyki medycznej i leczenia
absurd 1
Antybiotyki szkodzą na jelita
To prawda, że antybiotyki mogą zaszkodzić, gdy są stosowane nierozsądnie, długotrwale, niezgodnie z aktualną wiedzą medyczną, niepotrzebnie i w niewłaściwych dawkach. Zarazem prawdą jest, że powikłania po antybiotykoterapii zdarzają się również u osób leczonych prawidłowo i zgodnie z zaleceniami. Nierozsądne stosowanie antybiotyków zachodzi wtedy, gdy leczymy nimi chorobę wirusową bez konsultacji z lekarzem (korzystając z antybiotyku pozostałego po poprzednim leczeniu) albo - co gorsza - zleca nam je lekarz "na wszelki wypadek". Długotrwałe stosowanie antybiotyków niezgodnie z wiedzą medyczną przewidują niektóre schematy leczenia, na przykład wielomiesięczne leczenie boreliozy według protokołu ILADS (International Lyme and Associated Disease Society) - Międzynarodowego Towarzystwa ds. Boreliozy i Chorób z Nią Powiązanych. Antybiotyki są stosowane niewłaściwie wtedy, gdy pacjent przerywa leczenie na własną rękę, zapomina o przyjmowaniu kolejnych dawek, nie stosuje się więc do zaleceń lekarza.
Antybiotyki mogą powodować poważne, czasami śmiertelne działania niepożądane. Dlatego ich zastosowanie powinno być poprzedzone oceną stosunku korzyści do ryzyka, najlepiej na podstawie antybiogramu. Niestety nie zawsze jest to możliwe. Czasami pacjent zgłasza się do lekarza z gorączką, ropnym zapaleniem migdałków podniebiennych, zatok lub nawet z ropiejącą raną, która nie chce się zagoić, i lekarz zleca antybiotyk empirycznie, ponieważ wykonanie antybiogramu wymaga pobrania materiału do badań (wymazu z gardła, rany, wydzieliny z nosa itp.), wyhodowania bakterii na odpowiednich pożywkach (podłożach) i określenia lekowrażliwości (Ryc. 1). Ten proces trwa 2-7 dni, a w przypadku bakterii beztlenowych i niektórych grzybów dłużej. Pacjent z gorączką nie może tak długo czekać na rozpoczęcie terapii.
Do najpoważniejszych działań niepożądanych po antybiotykach należą:
-aplazja szpiku (niedokrwistość aplastyczna) - we krwi poniżej normy spada zarówno liczba erytrocytów (czerwonych krwinek), jak i granulocytów obojętnochłonnych (neutrofili) czy płytek krwi (trombocytów), co stanowi bezpośrednie zagrożenie dla życia pacjenta;
-agranulocytoza - we krwi zmniejsza się liczba granulocytów obojętnochłonnych (neutrofilów) do wartości zagrażającej życiu, czyli poniżej 500 neutrofilów na ?l (mikrolitr);
-zespoły Lyella i Stevensa-Johnsona - objawy przypominają te występujące przy poparzeniu skóry II i III stopnia;
-polekowe uszkodzenie wątroby - w przypadku szybko postępującej martwicy może dojść do zgonu w krótkim czasie od pojawienia się pierwszych objawów.
Najgroźniejszym powikłaniem antybiotykoterapii jest rzekomobłoniaste zapalenie jelita grubego, które objawia się biegunką, czasami z krwią, wywołane wzrostem bakterii Clostridium difficile, wytwarzających toksynę A/B uszkadzającą błonę śluzową jelita (wykrywa ją badanie laboratoryjne kału). Mogą też wystąpić luźne stolce z bólem brzucha, śluz w stolcu itp.
Antybiotyk szkodzi na jelita, ale też leczy niektóre choroby jelit, objawiające się biegunką, gazami i wzdęciami.
Ryc. 1. Agar z krwią. Pożywka bakteryjna - podłoże stałe do hodowli bakterii. Czerwony kolor to wynik zastosowania 5-procentowego roztworu krwi baraniej. W diagnostyce mikrobiologicznej są też wykorzystywane inne podłoża, na przykład agar McConkeya, agar czekoladowy, agar SS, CHROMagar, agar Sabourauda (w przypadku grzybów), podłoża płynne i wiele innych. Zależy to od miejsca, z którego pobrano materiał do badań, i spodziewanych drobnoustrojów. Białe plamki na pożywce to kolonie bakteryjne, które pobiera się do dalszej analizy, wysiewa na kolejne podłoża, wykonuje barwiony preparat mikroskopowy albo testuje w inny sposób. Dopiero po zakończonej identyfikacji nastawia się antybiogram.
Kiedy antybiotyki poprawiają stan jelit?
Zakażeniom bakteryjnym przewodu pokarmowego wywołanym przez patogeny jelitowe - Salmonella, E. coli EHEC, E. coli ETEC, Listeria monocytogenes, Yersinia spp. - towarzyszą: biegunka ze śluzem i z krwią, skurczowe bóle brzucha, czasami wymioty, wysypka i gorączka. Podaje się wówczas (nie zawsze) antybiotyki lub chemioterapeutyki, takie jak: azytromycyna, fluorochinolony, nifuroksazyd, cefalosporyny, a w rzekomobłoniastym zapaleniu jelita grubego - wankomycynę i metronidazol. Podobne objawy mogą występować przy nieswoistych zapaleniach jelit, takich jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy choroba Leśniowskiego-Crohna, jednak posiewy kału są ujemne. O rozpoznaniu decydują badanie mikrobiologiczne stolca, wynik kolonoskopii i badania histopatologicznego wycinków pobranych z błony śluzowej jelita grubego. Duże znaczenie ma wywiad wyjaśniający związek czasowy pomiędzy wystąpieniem objawów a przyjmowaniem antybiotyków.
Zapamiętaj!
Jeżeli po antybiotykoterapii męczy cię biegunka, nie zwlekaj z wizytą u lekarza. Być może będzie potrzebne specjalistyczne leczenie.
Antybiotyki stosuje się też z powodzeniem w takich chorobach jelit jak zespół jelita drażliwego i zespół przerostu flory jelitowej w jelicie cienkim (SIBO). W zespole jelita drażliwego występuje nieprawidłowa czynność przewodu pokarmowego, której skutkiem są bóle brzucha, biegunki i zaparcia - często naprzemiennie, wzdęcia, gazy, śluz w stolcu. W zespole SIBO bakterie kolonizują dystalny odcinek jelita cienkiego (jelito kręte powyżej zastawki Bauhina), co powoduje ból brzucha, wzdęcia, czasami biegunkę i gazy. W obu przypadkach stosuje się antybiotyki (ryfaksyminę, metronidazol itp.). Antybiotykiem z wyboru jest ryfaksymina (Xifaxan) - nie wchłania się z jelit, nie powoduje więc powstawania oporności bakterii ani nie stwarza ryzyka uszkodzenia wątroby i szpiku w takim samym stopniu jak inne antybiotyki.
Badanie kału na obecność kalprotektyny różnicuje biegunkę pochodzenia czynnościowego w IBS od innej etiologii. W zaburzeniach czynnościowych kalprotektyna jest w normie (poniżej 50 ?g/g kału).
Ryc. 2. Przykłady antybiotyków stosowanych w niektórych chorobach i dolegliwościach ze strony jelit.
Podsumowując, antybiotyki mogą szkodzić na jelita, prowadząc do stanu zapalnego i rozwoju patogennych szczepów, takich jak Clostridium difficile czy przerost Candida albicans. W przypadku niektórych chorób jelit (IBS, SIBO), przebiegających z objawami, określone antybiotyki są jednak stosowane do ich leczenia.
absurd 2
Badanie flory jelitowej ma sens. Pozwala dobrać celowaną probiotykoterapię
Co ma nam dać wynik badania laboratoryjnego? Czy na jego podstawie lekarz postawi rozpoznanie, zaordynuje leki lub zleci inne postępowanie? Czy badanie ma wysoką czułość i swoistość diagnostyczną oraz wartość predykcyjną (ocenia prawdopodobieństwo występowania lub braku choroby)?
Wśród badań laboratoryjnych są takie, które mają mniejszą lub większą wartość diagnostyczną, oraz takie, których wartość nie została dokładnie oceniona. Nie są oszustwem, ale ich sens i celowość budzą wątpliwości, zwłaszcza jeśli są drogie. Wróżeniem z fusów jest na przykład badanie żywej kropli krwi.
Ostatnio promowanym przez niektóre medyczne laboratoria diagnostyczne badaniem jest analiza składu (jakości) i ilości flory bakteryjnej. Nie obejmuje ona wszystkich bakterii jelitowych, a jedynie te wskaźnikowe, których ilość może się zmieniać w razie wystąpienia patologii. Do takich bakterii należą m.in. Escherichia coli, Proteus, Pseudomonas, Clostridium difficile, Lactobacillus oraz grzyby z rodzaju Candida. Wynik badania składu flory jelitowej z reguły określa rodzaj organizmów wskaźnikowych oraz ich ilość, wskazuje jego wartość poniżej bądź powyżej "normy". Na tej podstawie często zlecana jest zindywidualizowana probiotykoterapia.
Badanie jako takie nie jest oszustwem i może być uwzględnione przez lekarza, o ile zostało autoryzowane przez diagnostę laboratoryjnego. Pozostaje tylko pytanie, jaką wartość ma znajomość składu mikrobioty jelit. Jeszcze więcej wątpliwości, także natury etycznej, budzi kwestia celowanej probiotykoterapii.
Mikrobiota jelit - flora jelitowa - jest strukturą bardzo dynamiczną i może zmieniać się w czasie z powodu diety, zmian hormonalnych (u kobiet w okresie miesiączki i owulacji), stresu fizycznego i psychicznego, przyjmowanych leków czy chorób współistniejących. Jak długo zatem jest ważny wynik takiego badania?
Pojawiają się także wątpliwości innej natury:
Nie ma ustalonych norm dla bakterii wskaźnikowych w jelitach, ponieważ każdy człowiek może mieć nieco inną mikrobiotę ze względu chociażby na różną dietę - na przykład człowiek stosujący dietę paleo będzie mieć inny skład mikrobioty niż osoba będąca na diecie wegańskiej itd. Wyjątek stanowią bakterie Clostridium difficile, wytwarzające toksyny A/B, których obecność przy współistnieniu objawów klinicznych jest ważną cechą podczas rozpoznawania rzekomobłoniastego zapalenia jelita grubego.
Obecność pewnych organizmów patogennych w połączeniu z objawami zgłaszanymi przez pacjenta ma znaczenie kliniczne jako ważna wskazówka diagnostyczna. Na przykład bakterie Clostridium difficile wytwarzają toksyny A/B, jeżeli pacjent cierpi na ostrą biegunkę; Candida albicans obficie się namnaża w posiewie ilościowym po stosowanej wcześniej antybiotykoterapii, zaś niektóre szczepy Escherichia coli, Salmonella i Shigella czy Campylobacter jejuni - przy biegunkach nieznanego pochodzenia itp. W tych przypadkach zaleca się posiew mikrobiologiczny na obecność bakterii i grzybów wraz z antybiogramem oraz mykogramem.
Ryc. 1. Pożywki bakteryjne wraz z widocznymi na nich wyhodowanymi koloniami bakterii.
Jakościowa i ilościowa zmiana składu flory jelitowej może być skutkiem, a nie przyczyną chorób przewodu pokarmowego.
Powyższe stwierdzenie jest bardzo istotne. Osoby z nieswoistymi stanami zapalnymi jelit (chorobą Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego) mają zmienioną mikrobiotę, ale nie wiadomo, czy jest to czynnikiem etiologicznym - powodującym chorobę - czy może jej skutkiem. Stwierdzenie nieprawidłowości w składzie flory jelitowej może być przesłanką do podjęcia niewłaściwego postępowania, bo zamiast leczyć stan zapalny jelit, pacjent będzie stosował probiotyki. W takich przypadkach trzeba oznaczyć kalprotektynę w kale lub wykonać kolonoskopię. I tutaj pojawia się kolejny wniosek:
Badanie składu flory jelitowej ma raczej niewielką wartość diagnostyczną, co w połączeniu z dużymi kosztami badania powinno ograniczać jego zlecanie.
Wyjątek stanowi wykrycie bakterii Clostridium difficile, wytwarzających toksyny A/B, duże ilości grzybów oraz patogenów jednoznacznie chorobotwórczych, takich jak niektóre szczepy Escherichia coli (ETEC, EHEC, EPEC), Salmonella czy Shigella.
Nie istnieje coś takiego jak zindywidualizowana probiotykoterapia, dobrana pod kątem składu flory jelitowej. Nie dajmy się nabrać na drogie suplementy diety.
Czasami tańsze probiotyki, ale o statusie leków, mogą wywierać zdecydowanie lepsze efekty (suplementy nie mają potwierdzonego działania). Bakterie probiotyczne z rodzaju Lactobacillus, Bifidobacterium czy Lactococcus wywierają ogólnie korzystny wpływ na organizm i żeby je przyjmować, nie trzeba badać swojej flory jelitowej.
No właśnie. A na wyniku takiego badania przedstawia się zwykle florę fizjologiczną oraz bakterie potencjalnie chorobotwórcze, czyli także te normalnie występujące w jelitach, a tylko w sprzyjających warunkach mogące wywołać chorobę.
Przyjmowanie określonych probiotyków u niektórych osób czasami może nasilać pewne objawy. Dzieje się tak zwykle z powodu dodatkowych substancji, które one zawierają, zwłaszcza fruktooligosacharydów (FOS), inuliny czy polifruktanów, zaliczanych do FODMAPs, czyli fermentujących węglowodanów i polioli, dodawanych jako prebiotyk. Ten "dodatek" kosztuje niektóre osoby utratę zdrowia, ponieważ FODMAPs fermentują w przewodzie pokarmowym, a powstające w wyniku tego procesu gazy nasilają ból brzucha, zaś kwasy organiczne, na przykład octowy, wywołują łagodny efekt przeczyszczający. Zwykle jednak ilość FODMAPs w synbiotykach (prebiotyk + probiotyk) jest mała i nie potęguje żadnych dolegliwości.
Najwięcej badań potwierdzających skuteczność bakterii probiotycznych w leczeniu biegunek, w tym poantybiotykowych, dotyczy szczepu Lactobacillus rhamnosus GG (LGG), a także drożdży Saccharomyces boulardi. Istnieją też specjalne szczepy bakterii stosowane jako terapia wspomagająca leczenie konkretnych schorzeń, na przykład Escherichia coli Nissle 1917 we wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego.
Zindywidualizowana może być antybiotykoterapia, ale nie probiotykoterapia. Wówczas na podstawie antybiogramu lekarz zleca antybiotyk, na który są wrażliwe wyhodowane bakterie. W tym przypadku ta "wrażliwość" bakterii została jednak sprawdzona na podłożach hodowlanych. Wiadomo, który antybiotyk zahamował ich wzrost. W przypadku probiotyków tego się nie sprawdza. Ponadto suplementy diety, nawet te drogie, nie są lekami, czyli nie mają potwierdzonego działania w badaniach klinicznych. Wydajemy zatem pieniądze na coś, co zadziała lub nie.
W przypadku stwierdzenia patogennych organizmów w jelitach konieczne może być podanie antybiotyku albo chemioterapeutyku. Powszechnie stosowane są ryfaksymina, metronidazol, wankomycyna czy nifuroksazyd. Probiotyki zwykle nie zastąpią leczenia antybiotykiem.
A teraz podsumowanie:
Badanie składu flory jelitowej można wykonać raczej w ramach ciekawostki, ale nie jest ono powszechnie zlecane i rekomendowane ze względu na nieznaną (nieustaloną) wartość diagnostyczną. Wynik takiego badania może być przydatny, jeżeli zostaną wykryte organizmy jednoznacznie chorobotwórcze: bakterie Clostridium difficile, wytwarzające toksyny A/B, Salmonella, Shigella, niektóre szczepy Escherichia coli czy Campylobacter jejuni. W pozostałych przypadkach przydatność tego badnia jest raczej niewielka. Lekarz i tak zleci dodatkowe badania, które dostarczą więcej informacji o stanie zdrowia pacjenta, takie jak kolonoskopia, oznaczenie kalprotektyny w kale, badanie enzymów wątrobowych (AST, ALT), parazytologiczne badanie kału czy USG jamy brzusznej - w zależności od zgłaszanych objawów klinicznych.
absurd 3
Badanie żywej kropli krwi oceni stan twojego zdrowia
Ostatnio coraz większym zainteresowaniem cieszy się badanie żywej kropli krwi, oferowane w gabinetach niektórych dietetyków, naturoterapeutów, a nawet lekarzy prowadzących własną praktykę. Koszt takiego badania waha się od 150 do 200 zł. Polega ono na pobraniu kropli krwi i obejrzeniu jej pod mikroskopem. Osoba, która je przeprowadza, zwykle kończy krótki (trwający kilka dni) kurs, na podstawie którego uczy się rozpoznawać różne choroby w obrazie mikroskopowym żywej kropli krwi. Najczęściej wynajduje się pasożyty, alergie, zakwaszenie organizmu, infekcję grzybiczą, zatrucie metalami ciężkimi, niedobór witamin i składników mineralnych. Nierzadko z obrazu żywej kropli krwi wnioskuje się również o stanie narządów wewnętrznych - wątroby, trzustki, serca czy nerek. Pacjent, który zgłasza się do gabinetu w celu wykonania tego badania, najczęściej otrzymuje informację o słabym stanie swojego zdrowia, dlatego są mu oferowane zestawy suplementów diety, nierzadko bardzo drogie, które mają go z tych chorób wyleczyć.
FAKT - Badanie żywej kropli krwi jest praktyką znachorską!
Badanie żywej kropli krwi nie ma nic wspólnego z diagnostyką medyczną. Przede wszystkim wynik badania laboratoryjnego (a takim jest badanie z krwi wykonywane przy użyciu mikroskopu) musi być autoryzowany (podpisany) przez diagnostę laboratoryjnego, czyli osobę, która ukończyła studia na kierunku analityka medyczna i uzyskała wpis na listę diagnostów laboratoryjnych, czyli ma prawo wykonywania zawodu diagnosty laboratoryjnego (takiej osobie jest nadawany unikatowy numer). Zgodnie z obowiązującym stanem prawnym wynik badania, który nie jest podpisany przez diagnostę laboratoryjnego, a na przykład przez dietetyka, lekarza, biotechnologa, chemika, profesora uczelni medycznej itd. nie ma mocy prawnej, czyli mówiąc inaczej - jest nieważny. Lekarz klinicysta nie może na podstawie takiego wyniku badania podejmować jakichkolwiek decyzji terapeutycznych, na przykład przepisać pacjentowi leków lub wydać mu innych zaleceń.
WAŻNE!
Gdy otrzymujesz do ręki wynik badania laboratoryjnego, na przykład morfologii krwi, badania hormonów, kału, glukozy, cholesterolu, trójglicerydów itp., zawsze sprawdź, czy jest podpisany przez diagnostę laboratoryjnego. Na wyniku badania powinna znajdować się pieczątka diagnosty z napisem: "diagnosta laboratoryjny", numerem prawa do wykonywania zawodu oraz podpisem tej osoby. Tylko taki wynik gwarantuje, że lekarz potraktuje go poważnie.
W praktyce krew od pacjenta pobiera się do probówki, z której później wykonywany jest preparat, czyli rozmaz krwi. Wcześniej jednak krew miesza się z antykoagulantem (wypełniającym probówkę), czyli substancją zapobiegającą krzepnięciu (powstanie skrzepu uniemożliwia przeprowadzenie analizy). Pod mikroskopem widać wówczas zlepione krwinki, których nie można poddać właściwej ocenie, czyli na przykład określić ich kształtu i występowania ewentualnych nieprawidłowości, wielkości oraz zabarwienia (wysycenia hemoglobiną) - w przypadku krwinek czerwonych - albo dokonać zróżnicowania krwinek białych na odpowiednie populacje (monocyty, limfocyty, eozynofile, neutrofile, bazofile) i obliczyć ich składu odsetkowego (tzw. wzór Schillinga, czyli procent poszczególnych leukocytów w rozmazie krwi: limfocytów, granulocytów obojętnochłonnych, granulocytów zasadochłonnych, granulocytów kwasochłonnych i monocytów), nie mówiąc już o braku możliwości wykrycia komórek, które mogą wskazywać na poważną patologię, takich jak erytroblasty, mieloblasty, promielocyty czy plazmocyty. Krew pobrana z palca w kontakcie ze szkiełkiem podstawowym, które umieszcza się pod mikroskopem w celu przeprowadzenia badania żywej kropli krwi, zaczyna natychmiast krzepnąć, ponieważ nie zawiera antykoagulantu. Ponadto w tym badaniu pojawia się kolejny istotny problem - nie jest to cienki rozmaz, przez co właściwa ocena komórek jest jeszcze bardziej utrudniona, gdyż komórki zachodzą jedna na drugą. To w połączeniu z wyżej wymienionym zjawiskiem krzepnięcia krwi sprawia, że ocena takiego preparatu i wnioskowanie o stanie zdrowia pacjenta na jego podstawie stają się niemożliwe.
Tymczasem osoba, która odbyła kilkudniowy kurs oceny żywej kropli krwi, podejmuje się takiej interpretacji. W rzeczywistości dochodzi do absurdu polegającego na tym, że diagnosta laboratoryjny po pięcioletnich studiach w uczelni medycznej nie jest w stanie ocenić obrazu mikroskopowego żywej kropli krwi, zaś jest to możliwe dla osoby po krótkim kursie. Dlaczego? Ponieważ ocena ta jest czysto subiektywna - to badanie jest poetycką interpretacją obrazu spod mikroskopu. Zlepione w wyniku krzepnięcia krwi erytrocyty mają wskazywać na rulonizację (patologiczne układanie się erytrocytów w rulony, tak jak monety położone jedna na drugiej, ściśle do siebie przylegające) i problemy z pH (zakwaszeniem), ewentualnie nagromadzenie w organizmie metali ciężkich lub alergię, a być może nawet problemy z trzustką lub wątrobą. Znajdujące się pod szkiełkiem nakrywkowym lub na szkiełku podstawowym pęcherzyki powietrza wyglądają jak grzyby Candida, czyli pacjentowi trzeba zalecić kurację przeciwgrzybiczą, najlepiej jakimś suplementem zawierającym probiotyk, wyciąg z czosnku lub oregano renomowanej firmy - im droższy, tym lepszy. W tej poetyckiej interpretacji znajdą się także pasożyty, które w rzeczywistości są kurzem pokrywającym szkiełko lub innym zanieczyszczeniem albo rysą na szkiełku, oraz metale ciężkie, które w mikroskopie świetlnym w ogóle nie mają prawa być widoczne ze względu na swoje małe rozmiary. W diagnostyce laboratoryjnej, tej prawdziwej, mówimy wtedy o tzw. artefaktach.
Zapamiętaj!
Ocena mikroskopowa krwi wymaga odpowiedniego przygotowania:1. pobrania krwi na antykoagulant,2. wykonania odpowiednio cienkiego rozmazu, 3. barwienia rozmazu określoną techniką, 4. oceny mikroskopowej. W badaniu żywej kropli krwi przechodzi się od razu do punktu 4., przez co taki obraz nie jest możliwy do oceny i odpowiedniej interpretacji.
Badanie żywej kropli krwi
Rozmaz krwi w laboratorium
rozmaz
niezabarwiony
rozmaz wybarwiony metodą May-Grünwalda-Giemsy (MGG)
komórki niezróżnicowane, przez co ich ocena jest niemożliwa
komórki zabarwione na różne kolory, przez co ich ocena jest precyzyjna
artefakty związane z aktywacją procesu krzepnięcia
brak artefaktów - krew pobrana na antykoagulant, na przykład EDTA-K2
gruby rozmaz,
komórki nakładają się na siebie
cienki rozmaz,
komórki dobrze widoczne
erytrocyty ulegają zniekształceniu pod wpływem krzepnięcia, przez co interpretacja jest niemożliwa
erytrocyty zachowują swój kształt, można ocenić nieprawidłowości (na przykład schistocyty, echinocyty, lakrimocyty, stomatocyty)
niewidoczne ziarnistości leukocytów, nie można ich policzyć i zróżnicować
widoczne ziarnistości leukocytów, można określić ich wzór odsetkowy
nie widać płytek krwi
widać płytki krwi
nie widać wtrętów erytrocytarnych ani pasożytów
widać wtręty erytrocytarne, rzadko niektóre pasożyty krwi
nie widać pasożytów jelitowych (tasiemca, glisty, owsików czy przywry)
nie widać pasożytów jelitowych (takich jak tasiemiec, glista, owsik, przywra)
nie widać zakwaszenia ani metali ciężkich
nie widać zakwaszenia ani metali ciężkich
nie widać alergii, zatrucia, zaburzeń hormonalnych
nie widać alergii, zatrucia, zaburzeń hormonalnych
nie można postawić diagnozy,
lekarz nie uzna wyniku
często można postawić diagnozę,
lekarz uzna wynik
nie można zalecić leczenia
często można zalecić leczenie
Z krwi pobranej od pacjenta na antykoagulant wykonuje się rozmaz - kroplę krwi umieszcza się na brzegu szkiełka podstawowego i rozmazuje na tym szkiełku. Następnie preparat barwi się i ogląda pod mikroskopem. Odpowiednie komórki krwi zabarwiają się, na przykład erytrocyty i ziarnistości eozynofilów na czerwono, jądra komórkowe i ziarnistości bazofilów na niebiesko, co umożliwia prawidłową identyfikację komórek i ocenę rozmazu.
Dlaczego zatem osoby wykonujące badanie żywej kropli krwi i pobierające za to opłatę nie podlegają odpowiedzialności karnej?
Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych (KIDL) może sprawować kontrolę nad medycznymi laboratoriami diagnostycznymi i pracującymi w nich diagnostami laboratoryjnymi oraz nakładać na nich kary, jeżeli wykonują swoją pracę niezgodnie z zasadami. Osoby, które oferują badanie żywej kropli krwi, robią to poza laboratoriami medycznymi i nie są diagnostami laboratoryjnymi. Pozostają zatem poza kontrolą KIDL. W tym przypadku pozostaje jedynie uświadamianie społeczeństwa i przestrzeganie przed takimi badaniami, które nie tylko nie zapewniają rzetelnej diagnostyki, ale też nie mogą być podstawą do leczenia przez lekarza.
absurd 4
Nalot na języku, ból brzucha i wzdęcia? To musi być Candida!
Bardzo dużą popularnością cieszą się różne suplementy diety, które rzekomo mają leczyć organizm z inwazji grzyba Candida. Tu i ówdzie polecane są zwłaszcza olejek z dzikiego oregano, czosnek, cebula, dieta bez cukru, glutenu, nabiału, mięsa, głodówki, żywność ekologiczna, wyszukane probiotyki.
O obecności Candida w organizmie podobno mają świadczyć biały nalot na języku, nieprzyjemny zapach z ust, bóle głowy i rozdrażnienie, bezsenność, wzdęcia i ból brzucha, zaparcia, biegunki, znużenie i brak koncentracji, nerwowość i stres. Ponieważ wszyscy miewamy przynajmniej jeden z wyżej wymienionych objawów przynajmniej od czasu do czasu, zainteresowanie zwalczaniem Candidy jest bardzo duże, a suplementy dobrze się sprzedają. Nie dajmy się więc nabrać na drogie suplementy, które niczego nie leczą, oraz diety, które wykluczają wiele cennych składników odżywczych, doprowadzając do niedoborów żywieniowych.
Zapamiętaj!
Candida spp. to jednokomórkowy grzyb komensalny (żyje w organizmie na błonach śluzowych jamy ustnej i przewodu pokarmowego, czerpiąc z tego korzyść, ale zwykle nie wyrządzając krzywdy). Jego zwalczanie będzie nie tylko nieskuteczne, ale przede wszystkim niepotrzebne.
Głodówka i dieta nie mogą zniszczyć Candidy, ponieważ w niesprzyjających warunkach panujących w przewodzie pokarmowym grzyb ten wytwarza chlamydospory - przetrwalniki otoczone grubą ścianą. Wprawdzie czosnek i oregano zawierają grzybobójcze olejki eteryczne, bogate w lotne terpeny i terpenoidy, jednak substancje te wchłaniają się w górnych odcinkach przewodu pokarmowego i nie mogą działać na grzyba, który kolonizuje na przykład jelito grube. Czosnek, zawierający dużą ilość fruktooligosacharydów zaliczanych do fermentujących węglowodanów (FODMAPS), u niektórych osób może dodatkowo nasilać dolegliwości jelitowe.
Choroba wywołana przez Candida spp. - kandydoza - występuje, gdy nieszkodliwy grzyb Candida staje się pasożytem, a jego ilość na błonach śluzowych znacznie wzrasta wskutek zaburzenia równowagi między innymi organizmami komensalnymi. Kandydoza najczęściej pojawia się u chorych na AIDS, osób leczonych zmniejszającymi odporność lekami immunosupresyjnymi, po długotrwałym stosowaniu antybiotyków, u źle odżywianych niemowląt i ludzi wyniszczonych ciężką chorobą, na przykład nowotworem złośliwym. Prawdopodobieństwo, że można mieć kandydozę, będąc osobą spoza tych grup ryzyka, jest niewielkie. Nawet jeśli ten problem dotyczy ciebie, najpierw musisz wykonać prawidłową diagnostykę - mykogram (gatunków Candida spp. jest kilkadziesiąt). Po identyfikacji patogenu lekarz ustali właściwy lek. Podłoża dla grzybów i bakterii są powszechnie stosowane w diagnostyce mikrobiologicznej (patrz Ryc. 2).
Ryc. 2. Agar czekoladowy. Pożywka dla bakterii powszechnie używana w diagnostyce mikrobiologicznej. Czekoladowa barwa pochodzi od zhemolizowanej krwi (erytrocytów), które zmieniły barwę z czerwonej na brązową wskutek ogrzewania w czasie przygotowania podłoża. Widoczne na górze białe, podłużne plamy to wzrost zlewny bakterii. Poniżej punktowe, biało-kremowe plamki to czyste kolonie bakteryjne, które później identyfikuje się w dalszej diagnostyce.
Tak zwany test na Candidę ze szklanką wody to oszustwo.
W Internecie można przeczytać, jak zdiagnozować u siebie Candidę. Wystarczy podobno tylko szklanka przegotowanej wody. Test jest łatwy do wykonania i nic nie kosztuje, dlatego stał się popularny. Rano, przed jedzeniem i umyciem zębów, należy wypluć trochę śliny do szklanki z wodą. Jeśli po 10-15 minutach ślina opada na dno i rozwarstwia się, wynik testu jest dodatni: Candida. Ślina niezakażona grzybem wypływa na powierzchnię.
Test ten stworzyła osoba, która nie znała podstaw fizyki, a sądząc po tym, jak dużo osób taki test wykonuje, chyba mało kto uważał na lekcjach w szkole podstawowej. Wystarczy bowiem wiedzieć, że ślina ma większą gęstość niż woda (1,10 g/ml vs. 1 g/ml) i większą lepkość, która może się zmieniać w zależności od czasu i zawartości śluzu (glikoprotein). Tak czy inaczej ślina ma cechy płynu nienewtonowskiego. Ze względu na to opadanie śliny w wodzie i tworzenie różnych kształtów - rozwarstwianie się - są normalnymi, fizjologicznymi zjawiskami. A nawet gdyby grzyb Candida był w niej obecny, jest on prawidłowym składnikiem biocenozy jamy ustnej.
Candida należy do tzw. fake diseases, czyli chorób zmyślonych, których nie ma lub nie można ich potwierdzić wynikami badań. Temu grzybowi z rodziny drożdżaków przypisuje się różne powszechnie występujące objawy bez przeprowadzenia diagnostyki. Potem zaleca się suplementację i zmianę diety, co u niektórych działa, ale nie z powodu wyleczenia z kandydozy, lecz dzięki zmianie nawyków żywieniowych na lepsze (na przykład dzięki włączeniu suplementacji witaminowej i rezygnacji ze słodyczy).
Zapamiętaj!
Biały, delikatny nalot na języku tworzą złuszczone nabłonki, flora bakteryjna oraz brodawki nitkowate i resztki pokarmowe. Należy zgłosić się do lekarza, gdy zaobserwujemy serowaty nalot na wewnętrznej stronie policzków, podniebieniu czy dziąsłach, który krwawi podczas ścierania, nie daje się łatwo usunąć i pozostawia owrzodzenia. Suplementy diety ani dieta nie leczą kandydozy. Podstawą jej leczenia są leki przeciwgrzybicze dostępne na receptę.
absurd 5
Cholesterol nam nie szkodzi: dawniej norma była do 300 mg/dl, a teraz do 200 mg/dl
Cholesterol jest związkiem rozpuszczalnym w tłuszczach (lipofilnym), dlatego w diagnostyce laboratoryjnej w celu oceny lipidogramu oznacza się stężenie cholesterolu całkowitego, czyli HDL (lipoproteiny o wysokiej gęstości) i LDL (lipoproteiny o niskiej gęstości) razem z trójglicerydami. W rzeczywistości są to mieszaniny różnych związków chemicznych - cholesterolu, trójglicerydów, fosfolipidów i białka - nazywane potocznie dobrym (HDL) i złym (LDL) cholesterolem. Dalej HDL i LDL będę nazywał w uproszczeniu cholesterolem. W odniesieniu do cholesterolu nie używa się pojęcia "normy" (używanie go jest błędem), a raczej pojęć "wartość pożądana", "wartość zalecana" lub "wartość optymalna". Wynoszą one:
-dla cholesterolu całkowitego: poniżej 200 mg/dl,
-dla cholesterolu LDL: poniżej 100 mg/dl,
-dla cholesterolu HDL: powyżej 40 mg/dl (50 mg/dl w przypadku kobiet).
W przypadku trójglicerydów norma wynosi poniżej 150 mg/dl. Wysokie stężenie trójglicerydów we krwi zwiększa ryzyko nie tylko rozwoju chorób układu krążenia, ale również ostrego zapalenia trzustki.
Poszczególne wartości stężeń mogą się różnić w zależności od grupy docelowej, na przykład inne wielkości mogą być akceptowane u osób bez czynników ryzyka, a inne u ludzi z nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, chorobami nerek, otyłych, w podeszłym wieku, palących papierosy itp., obarczonych zwiększonym ryzykiem rozwoju powikłań sercowo-naczyniowych.
Wiele osób zadaje sobie pytania: "Czy cholesterol jest dobry, czy zły? Czy powoduje on miażdżycę, czy jej nie powoduje?". Odpowiedź brzmi: "To zależy".
Cholesterol jest niezbędny do życia, ponieważ bierze udział w syntezie witaminy D, kwasów żółciowych oraz hormonów sterydowych, a także odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie błon komórkowych.
Cholesterol spełnia swoje funkcje w określonym miejscu, na przykład w gonadach (synteza hormonów sterydowych) bądź w skórze (jako prekursor witaminy D). Jednak gdy odkłada się w naczyniach krwionośnych, tak jak w przebiegu nadciśnienia tętniczego, cukrzycy itp., powoduje uszkodzenie śródbłonka naczyń, nasila stan zapalny, bierze udział w powstawaniu tzw. komórek piankowatych z migrujących makrofagów i miocytów, co prowadzi do rozwoju miażdżycy. Mówiąc w bardzo dużym uproszczeniu, frakcja LDL cholesterolu transportuje go m.in. do śródbłonka naczyń, gdzie dochodzi do jego utleniania, w wyniku czego powstaje COP (cholesterol oxidation products), co zwiększa ryzyko rozwoju miażdżycy, zaś frakcja HDL cholesterolu transportuje go do wątroby, co jest ujemnie skorelowane z zapadalnością na miażdżycę. Dlatego LDL nazywa się "złym cholesterolem", zaś HDL "dobrym cholesterolem".
Podstawowy błąd poznawczy, który popełniają niektórzy naturoterapeuci, bagatelizując szkodliwy wpływ cholesterolu na zdrowie, jest taki, że upatrują oni w nim niezmiennie tego samego związku, który pełni w organizmie tylko ważne, niezbędne do życia funkcje, opisane powyżej, a tymczasem szkodliwość cholesterolu zależy od tego, gdzie się znajduje (we krwi, w śródbłonku naczyń, wątrobie, gonadach, skórze itp.); od tego, gdzie i w jakiej formie jest transportowany; od jego postaci (wolny cholesterol lub zestryfikowany) i od jego stężenia.
Na przykład cholesterol we krwi nie pełni żadnej funkcji - jest tylko transportowany w postaci lipoprotein, ponieważ jego lipofilowy charakter nie pozwoliłby na rozpuszczenie się w hydrofilowym środowisku osocza krwi. Nie można zatem powiedzieć: "Im więcej cholesterolu, tym lepiej". Cholesterol oznacza się we krwi żylnej (w surowicy), w której tych wszystkich ważnych funkcji on nie spełnia. Cholesterol pokarmowy pod względem struktury chemicznej jest taki sam jak ten, który oznacza się we krwi (cholesterol całkowity) lub który wchodzi w skład lipoprotein (LDL i HDL), jednak może tworzyć estry lub występować w postaci wolnej. To, czy nam zaszkodzi, zależy do tego, czy spowoduje wzrost stężenia frakcji LDL w surowicy krwi, wykrywany w badaniach laboratoryjnych wykonanych na czczo. Dlatego zamiast zastanawiać się, czy możesz jeść masło i jaja, najlepiej okresowo wykonywać badanie lipidogramu i dostosowywać swoją dietę do jego wyników.
Dlaczego dawniej normy były zdecydowanie wyższe - do 250-300 mg/dl, a teraz je obniżono? Czy nie dlatego, żeby większej liczbie osób zlecać przyjmowanie statyn, czyli leków zmniejszających ilość cholesterolu we krwi?
Otóż nie. Dawne metody oznaczania cholesterolu współcześnie zostały wyparte przez metody enzymatyczne. W związku z tym normy oznaczania cholesterolu dla wcześniej stosowanych metod były również inne, dlatego że metody te w różnym stopniu były podatne na interferencję (zakłócenia) ze strony białek, bilirubiny, hemoglobiny, kwasu moczowego, witamin A, D, C itp. Obecnie zgodnie ze standardami IFCC (Międzynarodowej Federacji Chemii Klinicznej i Medycyny Laboratoryjnej) dąży się do standaryzacji metod, tak aby wyniki były porównywalne. Najlepiej widać to na przykładzie glukozy: norma dla oznaczenia jej na czczo wynosi od 70-99 mg/dl, jest taka sama w całej Polsce, nie zależy od rozporządzeń konkretnego laboratorium, w którym wykonamy badanie.
Dla cholesterolu oznaczanego metodą enzymatyczną schemat reakcji przebiega następująco:
estry cholesterolu => cholesterol + kwasy tłuszczowe (przy udziale esterazy)
cholesterol + O2 => cholestenon + H2O2 (przy udziale oksydazy)
H2O2 + 4-aminoantypiryna + sulfonian p-hydroksybenzoesowy (p-HBS) = > barwnik chinonoiminowy + H2O (przy udziale peroksydazy).
W wyniku tej reakcji powstaje czerwone zabarwienie, którego intensywność przy długości fali 520 nm jest proporcjonalna do stężenia cholesterolu w badanej próbce (reakcja barwna Trindera).
Zapamiętaj!
Zmiana metodyki oznaczania cholesterolu pociągnęła za sobą zmianę norm. Obserwacje i badania populacyjne na przestrzeni lat wykazały, że niższe stężenia w zakresie cholesterolu całkowitego i LDL wiążą się z mniejszą zachorowalnością na choroby układu krążenia.
absurd 6
Czerwony mocz po burakach? Masz nieszczelne jelita!
W rozdziale II (absurd 14) wyjaśniam, że choroba przesiąkliwego czy nieszczelnego jelita nie istnieje i należy raczej rozpatrywać tę kwestię w kontekście bariery jelitowej, na którą składają się bakterie jelitowe tworzące biofilm na błonie śluzowej, śluz wraz ze składnikami aktywnymi takimi jak immunoglobuliny wydzielnicze (IgA) oraz sam nabłonek walcowaty, budujący błonę śluzową i znajdująca się pod nią tkanka limfatyczna odpowiedzialna za odporność na śluzówce jelita.
Chyba każdy, kto kiedyś jadł buraki albo pił sok z czerwonych buraków, zauważył, że jego mocz zmienia barwę na ciemniejszą. Niekiedy staje się czerwonawy, a niekiedy ciemnożółty. Nie u wszystkich jednak zmiana barwy jest wyraźnie dostrzegalna. Stało się to podstawą teorii, że osoby, których mocz zmienia barwę, mają nieszczelne jelito, bo bariera jelitowa funkcjonuje u nich nieprawidłowo i przepuszcza barwnik buraczany do krwi, wydalany następnie z moczem.
Powyższa teza jest błędna już na etapie formułowania założeń. Osoby, które tak twierdzą, zakładają bowiem, że przy szczelnych jelitach sok z buraków nie może się wchłaniać, a jego obecność w moczu jest związana wyłącznie z jego przenikaniem przez uszkodzoną barierę jelitową. W rzeczywistości jednak sytuacja, kiedy sok z buraków dostaje się do krwi i dalej do moczu przez szczelną barierę jelitową, jest jak najbardziej możliwa. Gdyby bariera jelitowa stanowiła zaporę dla barwników, nie wchłaniałyby się również przeciwutleniacze, takie jak likopen, ?-karoten czy w ogóle karotenoidy, bioflawonoidy i betacyjaniny, zawarte w czerwonych, pomarańczowych, zielonych i czarnych owocach i warzywach.
Czerwony barwnik buraków to betanina (glikozyd), związek chemiczny zbudowany z cząsteczki glukozy oraz niecukrowego aglikonu - betanidyny. Związek ten jest barwny ze względu na układ sprzężonych wiązań podwójnych w cząsteczce betanidyny, które sprawiają, że staje się ona chromoforem, przez co absorbuje oraz odbija światło widzialne o określonej długości fali.
Zapamiętaj!
Szczelność jelit nie stanowi bariery chroniącej przed wchłanianiem składników pożywienia. Wchłanianie może odbywać się na zasadzie dyfuzji prostej, dyfuzji ułatwionej i transportu aktywnego, czasami sprzężonego z wymianą innych substancji (symport lub antyport). Ten rodzaj transportu przez błonę komórkową nabłonka jelitowego wymaga obecności białek transportowych oraz nakładu energii (hydrolizy wiązań wysokoenergetycznych w ATP). Barwniki buraków (betacyjaniny, w tym betanina) prawdopodobnie wchłaniają się z wykorzystaniem transportu:- częściowo biernego, w tym międzykomórkowego,- częściowo aktywnego w postaci glikozydów z udziałem transportera glukozy sprzężonego z jonami sodu (Na+).Mechanizmy wchłaniania czerwonego barwnika z buraka zachodzą także u osób z prawidłowo funkcjonująca barierą jelitową! Jego obecność w moczu nie jest zatem objawem nieszczelnych jelit.
Po spożyciu buraków lub wypiciu soku z buraków betanina - zawarty w nich czerwony barwnik - może w przewodzie pokarmowym:
-wchłaniać się w niewielkim stopniu i wydalać z moczem w postaci niezmienionej (0,3% do 0,9%),
-ulegać hydrolizie nieenzymatycznej w niskim pH soku żołądkowego do betanidyny i glukozy,
-ulegać hydrolizie enzymatycznej pod wpływem beta-glikozydazy w jelitach do betanidyny i glukozy,
-ulegać degradacji pod wpływem bakterii, zmiany pH, związków utleniających w przewodzie pokarmowym do cyklo-DOPA oraz żółtego kwasu betalamowego.
Zwróćmy szczególną uwagę na ostatni podpunkt. Czerwona betanina ulega w przewodzie pokarmowym degradacji, na przykład pod wpływem bakterii jelitowych, wysokiego lub niskiego pH (stabilność betaniny jest największa w zakresie pH od 4,0 do 6,0), enzymów, związków utleniających dostarczonych z pożywieniem, do żółtego kwasu betalamowego, który nie zmienia zabarwienia moczu. Osoby, które mają czerwony mocz po burakach, wydalają w nim czerwoną betaninę lub betanidynę (Ryc. 1).
Ryc. 1. Po spożyciu buraków lub wypiciu soku z buraka czerwony barwnik (betanina) jest wydalany z moczem lub ulega przemianom do żółtego kwasu betalamowego, który nie zmienia barwy moczu. Opracowanie własne.
Brak zmiany barwy moczu po spożyciu buraków lub wypiciu soku z buraka nie świadczy o szczelności jelit, ponieważ czerwony barwnik buraczany mógł ulec w przewodzie pokarmowym degradacji do kwasu betalamowego, mającego barwę podobną do barwy moczu.
Wchłanianie betaniny z przewodu pokarmowego człowieka i wydalanie jej z moczem w postaci niezmienionej są niewielkie (0,3%-0,9%). To oznacza, że niektóre osoby mogą wydalać trzy razy więcej tego barwnika, przez co ich mocz jest silniej zabarwiony. Jest to związane z indywidualną zdolnością do wchłaniania betaniny i obecnością w jelicie innych substancji pokarmowych, które mogą nasilać lub osłabiać to wchłanianie.
Zapamiętaj!
Czerwony mocz po burakach nie jest objawem nieszczelnego jelita. Po pierwsze - taka choroba nie istnieje. Po drugie - barwnik buraczany może się rozkładać do kwasu betalamowego, który ma żółtą barwę i nie zmienia zabarwienia moczu. Po trzecie - wchłanianie barwników z buraka może być bardzo zmienne u różnych osób, co ma związek z obecnością jednocześnie spożytego pokarmu, który osłabia lub nasila to wchłanianie albo jest cechą indywidualną.
absurd 7
Warto kupić sobie glukometr i od czasu do czasu kontrolować nim poziom cukru we krwi, zwłaszcza podczas ciąży
Na forach medycznych, dietetycznych i sportowych internauci doradzają sobie kupienie glukometru: "Sportowcy powinni skontrolować poziom cukru przed treningiem", "Kobiety w ciąży powinny regularnie mierzyć sobie cukier glukometrem, żeby wcześnie zareagować na wahania jego poziomu, bo zbyt wysoki cukier uszkadza płód", "Każdy powinien mieć w domu glukometr, tak samo jak ciśnieniomierz, i regularnie badać poziom cukru". Powyższe stwierdzenia są nieprawdziwe. Nie kupuj sobie glukometru, nie mierz nim poziomu cukru we krwi, chyba że są ku temu wskazania, na przykład masz rozpoznaną cukrzycę.
Zapamiętaj!
Glukometr nie jest narzędziem diagnostycznym. Nie można nim rozpoznawać cukrzycy ani zaburzeń normoglikemii. Osoby zdrowe nie powinny korzystać z glukometru.
Glukometr służy do monitorowania poziomu glikemii u osób z rozpoznaną cukrzycą. Europejska norma EN ISO 15197:2015 stanowi, że aż 95% wyników pomiaru stężenia glukozy we krwi wykonanych przy użyciu glukometru powinno zawierać się w przedziale nie większym niż ?15 mg/dl (0,83 mmol/l) w stosunku do pomiaru referencyjnego we krwi żylnej przy stężeniu glukozy < 100 mg/dl (<5,55 mmol/l) lub ?15% przy stężeniu glukozy ? 100 mg/dl (?5,55 mmol/l). Oznacza to, że dla wyniku 100 mg/dl otrzymanego w laboratorium glukometr powinien wskazać wartości z przedziału <85 mg/dl, 115 mg/dl>.
Ponadto 5% wyników może znajdować się poza tym zakresem, czyli być wyższych niż 115 mg/dl lub niższych niż 85 mg/dl.
Zapamiętaj!
Prawidłowe stężenie glukozy we krwi żylnej, czyli pobranej z żyły w laboratorium, wynosi na czczo od 70 mg/dl do 99 mg/dl. Kobiety w ciąży obowiązuje norma od 70 mg/dl do 91 mg/dl. Norma stężenia glukozy we krwi żylnej jest taka sama we wszystkich laboratoriach w całej Polsce.
"Na czczo" oznacza pozostawanie przed badaniem 8-12 godzin bez jedzenia i picia czegokolwiek oprócz czystej wody, bez palenia papierosów i żucia gumy. Na oznaczanie glukozy należy zgłosić się po przespanej nocy, nie będąc w stanie stresu emocjonalnego i fizycznego (ostre urazy, przeziębienie, grypa, zaostrzenie chorób przewlekłych, silny ból), ponieważ wydzielane wówczas hormony (kortyzol, adrenalina i noradrenalina) zwiększają stężenie glukozy we krwi, powodując, że wynik badania jest niemiarodajny.
Hormony stresu nasilają glikogenolizę (rozkład glikogenu do glukozy) i glukoneogenezę (wytwarzanie glukozy), a jednocześnie zmniejszają wrażliwość tkanek na insulinę. Oczywiście u osób niechorujących na cukrzycę jest to zjawisko przejściowe. Gdy poziom hormonów spada, cukier również wraca do normy. Okres półtrwania adrenaliny wynosi około 2 minut, kortyzolu nawet 2,5 godziny, dlatego po silnym stresie emocjonalnym lepiej nie badać glikemii na czczo w laboratorium tego samego dnia, ale odczekać przynajmniej 1-2 dni. W czasie choroby należy poczekać do czasu jej wyleczenia, a w przypadku chorób przewlekłych - do momentu uzyskania remisji.
Skąd biorą się różnice pomiędzy oznaczeniami z glukometru i w laboratorium? 1. W laboratorium krew jest pobierana z żyły na inhibitor glikolizy (fluorek sodu), a glukoza oznaczana w osoczu, zaś glukometr wykonuje pomiar z palca, czyli z krwi arterializowanej (włośniczkowej).2. Brakuje standaryzacji pomiaru przy oznaczaniu glukozy za pomocą glukometru (zmienna ilość płynu tkankowego w wyciskanej kropli krwi).3. Pomiary z krwi włośniczkowej, czyli te wykonywane samodzielnie przez pacjenta, zwykle charakteryzują się mniejszą precyzją.
Różnice między wskazaniami glukometru a pomiarem we krwi przeprowadzanym w laboratorium mogą być istotne. Dlatego nie należy diagnozować się samemu, wykonując pomiary w domu glukometrem. Dla osoby z cukrzycą różnica 10-15 mg/dl przy wskazaniach 100-115 mg/dl nie ma większego znaczenia. Natomiast ktoś, kto chce sprawdzić, czy jego poziom cukru mieści się w normie, może otrzymać wyniki znacznie odbiegające od normy (105 mg/dl, 110 mg/dl itd.), a mimo to mieć prawidłowe stężenie glukozy w badaniu laboratoryjnym. Pomiar w laboratorium może wykazać rozbieżności pomiędzy wynikiem uzyskanym za pomocą glukometru a wynikiem badania przeprowadzonego na podstawie krwi włośniczkowej pobranej z palca.
Glukometr mierzy tylko poziom glukozy we krwi. Oznacza to, że inne cukry (fruktoza, sacharoza, galaktoza, laktoza itd.) nie wchodzą w reakcję i nie zawyżają wyniku. Pomiar stężenia glukozy za pomocą glukometru wykorzystuje bowiem reakcję specyficzną dla glukozy z oksydazą glukozy (reakcję enzymatyczną). W wyniku tej reakcji powstają D-glukonolakton i nadtlenek wodoru, który dalej utlenia kompleks heksacyjanożelazianu (II) potasu ([Fe(CN)6]4-, żelazocyjanek) do heksacyjanożelazianu (III) potasu ([Fe(CN)6]3-, żelazicyjanek) według schematu:
[Fe(CN)6]4- => [Fe(CN)6]3- + e-
Przepływ elektronów (e-) jest proporcjonalny do ilości glukozy zawartej we krwi i rejestrowany przez glukometr (reakcja elektrochemiczna).
Ponadto nie można wykonać kilku oznaczeń i wyciągnąć z nich średniej. Błędu precyzji metody nie można mylić z błędem poprawności. Może się tak zdarzyć, że pomiary glukometrem będą obarczone pewnym błędem systematycznym, który ciągle zawyża lub zaniża wyniki, na przykład o 10-15 mg/dl. W takim przypadku nawet wykonanie kilku pomiarów z rzędu i obliczenie z nich średniej nie dają wyniku bardziej zbliżonego do prawdziwego.
absurd 8
Stres i jedzenie w pośpiechu są przyczyną wrzodów żołądka
To nieprawda - wrzody żołądka nie powstają ani pod wpływem stresu, ani na skutek jedzenia w pośpiechu. Głównym czynnikiem powodującym ich powstawanie jest bakteria Helicobacter pylori. Oczywiście nie u każdego, kto ma tę bakterię, pojawią się wrzody. Co więcej, u wielu osób, które są jej nosicielami, w ogóle nie wystąpią żadne objawy chorobowe. Zgodnie z aktualnymi wytycznymi powinno się jednak rozważyć leczenie antybiotykiem każdej infekcji, spowodowanej przed tę bakterię, ponieważ patogen ten jest czynnikiem rakotwórczym (kancerogen klasy 1 wg IARC - Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem) na równi z paleniem papierosów czy azbestem. Może powodować raka żołądka lub chłoniaka typu MALT (rodzaj tkanki chłonnej w przewodzie pokarmowym). Oczywiście to nie oznacza, że ryzyko zachorowania na nowotwór złośliwy w przypadku zakażenia Helicobacter pylori jest takie samo jak na skutek palenia papierosów. Istnieją jednak mocne dowody naukowe przemawiające za istnieniem takiego ryzyka. Dawniej uważano, że trzeba leczyć tylko osoby z objawami lub ze zmianami w badaniu endoskopowym (ezofagogastroduodenoskopii), a obecnie - każdego, u kogo wykryto obecność tej bakterii.
Infekcja Helicobacter pylori odpowiada nawet za 70% przypadków zachorowań na wrzody żołądka. Pozostałe 30% to czynniki uszkadzające błonę śluzową żołądka - przyjmowanie niesterydowych leków przeciwzapalnych (NLPZ), picie alkoholu i palenie papierosów (Ryc. 1). Leki NLPZ hamują wydzielanie ochronnych prostaglandyn (czynników mukoprotekcyjnych), zaś etanol i substancje smoliste zawarte w dymie papierosowym wywierają bezpośredni, miejscowy efekt drażniący i mogą być przyczyną zapalenia nadżerkowego, a nawet krwotocznego błony śluzowej żołądka. Nadżerka od wrzodu różni się głębokością powstałego ubytku w błonie śluzowej. W przypadku nadżerki ubytek jest płytki, nie przekracza błony podstawnej i może być wyleczony w ciągu kilku do kilkunastu dni bez pozostawienia blizny pod warunkiem ustąpienia czynnika drażniącego. Wrzód jest głębszy, sięga poniżej błony podstawnej, czasami nawet dochodzi do warstwy mięśniowej lub drąży przez całą grubość ściany żołądka, goi się w ciągu kilku tygodni i pozostawia bliznę. Wrzód to poważniejsza sprawa. Żadnej choroby nie należy jednak lekceważyć - nadżerki mogą dać początek wrzodom, zaś krwawiąc, mogą doprowadzić do powstania anemii.
Ryc. 1. Przyczyny wrzodów żołądka. Główną przyczyną jest infekcja bakterią Helicobacter pylori. Pozostałe to niesterydowe leki przeciwzapalne (NLPZ), palenie papierosów i alkohol, rzadziej inne przyczyny. Stres psychiczny i jedzenie w pośpiechu nie są obecnie wymieniane jako przyczyna wrzodów żołądka, ale mogą prowadzić do dyspepsji czynnościowej, czyli niestrawności niezwiązanej z żadną chorobą (na przykład z wrzodami, ze stanem zapalnym itp.), a spowodowanej tylko nieprawidłową czynnością (pracą) żołądka. Ponadto stres może nasilać objawy już istniejącej choroby wrzodowej. Opracowanie własne.
Ponadto należy pamiętać o wrzodach powstałych w związku ze stresem - nie tym psychicznym, a rozumianym jako ostra choroba, na przykład oparzenie znacznej powierzchni ciała, ciężkie zatrucie, niewydolność nerek i wątroby, sepsa itp.
Skąd wzięło się przekonanie, że stres lub jedzenie w pośpiechu powodują wrzody? Otóż ta teoria była uważana za prawdziwą do 1983 roku, kiedy Barry J. Marshall i J. Robin Warren odkryli prawdziwą przyczynę choroby wrzodowej, za co w 2005 roku otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.
Prawdą jest jednak, że stres i jedzenie w pośpiechu mogą spowodować dyspepsję czynnościową oraz nasilić objawy u osób z już istniejącą chorobą wrzodową. Wskutek stresu dochodzi do wydzielenia adrenaliny z rdzenia nadnerczy, kortyzolu oraz noradrenaliny. Ten ostatni hormon, działając na receptory ?-adrenergiczne oraz ?-adrenergiczne, wpływa m.in. na czynności wydzielnicze i perystaltykę przewodu pokarmowego. Dochodzi do zmniejszenia napięcia, zahamowania perystaltyki żołądka i wydzielania enzymów trawiennych, przez co pokarm dłużej w nim zalega. Stąd pochodzą nudności i brak apetytu towarzyszący silnemu zdenerwowaniu (Ryc. 2).
Ryc. 2. Wskutek reakcji stresowej pojawiają się objawy dyspeptyczne, dochodzi bowiem do wydzielania kortyzolu i adrenaliny oraz noradrenaliny (reakcja "walcz albo uciekaj"). Opracowanie własne.
Objawy dyspepsji czynnościowej (nieorganicznej) mogą być podobne do tych występujących w chorobie wrzodowej żołądka. By je odróżnić, należy wykonać gastroskopię.
Zapamiętaj!
Lekarz może od razu zlecić gastroskopię u osoby w wieku powyżej pięćdziesiątego roku życia z objawami alarmowymi, takimi jak utrata masy ciała i objawy krwawienia z przewodu pokarmowego (smoliste stolce lub przypominające fusy po kawie wymioty).
Jak można ustalić, czy jesteśmy nosicielami bakterii Helicobacter pylori? Pobrany przez lekarza podczas gastroskopii wycinek śluzówki jest oglądany pod mikroskopem (histopatologia). Można wówczas zaobserwować bakterie H. pylori, które wybarwiają się na niebiesko. Dysponujemy też metodami nieinwazyjnymi, na przykład testem oddechowych (mniej dostępnym). Najlepszy i najtańszy jest test na antygen H. pylori w kale. Można go kupić w aptece i wykonać samemu.
Zapamiętaj!
Testy na przeciwciała w klasie IgG i IgM z krwi są mało wiarygodne i nie powinny być wykonywane w celu potwierdzenia infekcji Helicobacter pylori ani oceny eradykacji (eliminacji) bakterii. Przeciwciała mogą się utrzymywać po wyleczonej infekcji.
Wprawdzie stres i jedzenie w pośpiechu nie powodują wrzodów żołądka, mogą jednak prowadzić do niestrawności (dyspepsji czynnościowej), dającej podobne objawy co wrzody. Ponadto stres może utrudniać leczenie i nasilać dolegliwości u pacjenta z chorobą wrzodową.
absurd 9
Hemoglobina 13,8 g/dl. Po leczeniu 14,0 g/dl. Lek zadziałał
W przypadku otrzymania nieprawidłowego wyniku badania laboratoryjnego lekarz zwykle zleca powtórne badanie albo leczenie, a jego skuteczność kontroluje za pomocą badania wykonanego po zakończonej terapii. Zazwyczaj lepsze wyniki badań po leczeniu od tych przed jego wdrożeniem wskazują na skuteczność terapii. O czym może świadczyć niewielka różnica - na przykład poziom glukozy ze 100 mg/dl obniżył się do 98 mg/dl, poziom hemoglobiny wzrósł z 13,8 g/dl do 14,1 g/dl, a OB spadło z 10 mm do 8 mm lub hsCRP zmniejszyło się z 3,5 do 3,2 mg/L? Okazuje się, że te różnice mogą być spowodowane nie poprawą stanu zdrowia, ale błędem przypadkowym w badaniu. Występuje on zawsze, nie da się go wyeliminować, ale można i należy dążyć do jego zmniejszenia. Błędy przypadkowe są związane z precyzją metody badania, czyli ze zgodnością wyników pomiarów między sobą. Im większy jest rozrzut (rozproszenie, dyspersja) tych wyników, tym precyzja mniejsza. Precyzji nie należy mylić z poprawnością - precyzja może być dobra, a jednocześnie poprawność słaba.
Na przykład wartość hemoglobiny (HGB, Hb) w tej samej próbce określana raz za razem w maksymalnie zbliżonych warunkach (w tym samym czasie, przez tę samą osobę) może być różna i dla pięciu oznaczeń wynosić: 13,8 g/dl; 13,9 g/dl; 14,0 g/dl; 14,0 g/dl; 13,8 g/dl.
Pacjentowi (mężczyźnie) raz pobrano krew na antykoagulant (EDTA-K2) i z tej samej próbki wykonano pięć razy oznaczenie, otrzymując różne wyniki. Dwa z nich są w normie (14,0 g/dl), a trzy wskazują na lekką anemię (13,9 i 13,8 g/dl) - norma stężenia hemoglobiny u mężczyzn: 14,0 g/dl-18,0 g/dl. Tak więc stężenie hemoglobiny nie uległo zmianie, ale wyniki kolejnych oznaczeń w danym badaniu nie były identyczne.
Ponadto próbka tego samego pacjenta z jednego pobrania krwi z żyły w innym laboratorium, stosującym taką samą metodę oznaczania hemoglobiny, otrzyma pięć następujących wyników: 13,6 g/dl; 13,9 g/dl; 14,2 g/dl; 14,0 g/dl; 13,8 g/dl.
Na pierwszy rzut oka maksymalna różnica między wynikiem najniższym (13,6 g/dl) a najwyższym (14,2 g/dl) wynosi aż 0,6 g/dl. W pierwszym laboratorium było to "tylko" 0,2 g/dl (najwyższy wynik wynosił 14,0 g/dl, a najniższy 13,8 g/dl), czyli rozrzut między wynikami oznaczeń był mniejszy. Można zatem przypuszczać, że precyzja pomiaru w pierwszym laboratorium jest "lepsza" niż w drugim, na co mogą mieć wpływ różne czynniki (na przykład doświadczenie personelu w wykonywaniu badania). Ilościowa ocena rozrzutu (rozproszenia) wyników pomiarów jest nazywana nieprecyzyjnością i wyrażana za pomocą odchylenia standardowego (SD, standard deviation).
Przyjmijmy, że dla metody oznaczania hemoglobiny to odchylenie standardowe wynosi SD = 0,2 g/dl. Wykonaliśmy dwa razy oznaczenie hemoglobiny, przed leczeniem i po leczeniu, i otrzymaliśmy wyniki: 13,8 g/dl oraz 14,0 g/dl. Czy one faktycznie różnią się między sobą, czy ta różnica może być spowodowana błędem przypadkowym?
Teraz trochę statystyki. Przedział: średnia ?2 SD obejmuje około 95% wartości danej cechy (rozkład normalny). W naszym przykładzie 2 SD = 0,4 g/dl. Punktem odniesienia jest pojedynczy pomiar sprzed leczenia, który wynosił 13,8 g/dl. Nie dysponujemy średnią z kilku pomiarów - jest nią pojedynczy pomiar. Przy założeniu nieprecyzyjności na niskim poziomie SD = 0,2 g/dl przedział od 13,4 g/dl do 14,2 g/dl może obejmować wyniki, które są spowodowane błędem przypadkowym pomiaru, a to znaczy, że różnica między nimi nie ma znaczenia klinicznego.
W powyższym przykładzie nie można stwierdzić, że leczenie zadziałało, ponieważ wzrost z 13,8 g/dl do 14,0 g/dl może być spowodowany jedynie błędem przypadkowym. Prawie nie dokonuje się takich obliczeń, a lekarz polega na swojej intuicji w ocenie wyników badań laboratoryjnych, tak jak na przykład w tym przypadku będzie musiał podjąć decyzję, czy leczyć pacjenta dalej, czy zmienić leczenie, a może tylko zlecić badania kontrolne bez leczenia farmakologicznego.
Ciekawostka!
Decyzja o tym, czy lek zadziałał i spowodował zmianę wyniku, jest intuicyjna, ponieważ na wynikach badań laboratoryjnych nie umieszcza się informacji o wskaźnikach nieprecyzji metody oznaczeń - odchyleniu standardowym i współczynniku zmienności. W wypadku bardzo małych różnic nie wiadomo, czy jest to faktyczna zmiana, czy tylko błąd przypadkowy, który nie ma znaczenia klinicznego.
absurd 10
Homeopatia leczy
Na temat homeopatii jako metody leczenia niekonwencjonalnego powstały całe książki. Tutaj chciałbym wyjaśnić tylko to, co dla niektórych jest niezrozumiałe lub budzi wątpliwości.
Homeopatia (homoios - podobny, pathos - cierpienie) wykorzystuje znane z naturoterapii przekonanie o pamięci wody, która podobno pamięta właściwości substancji biologicznie aktywnych wskutek dynamizowania (wytrząsania). W związku z tym założeniem obecność substancji aktywnej nie jest konieczna - jej funkcje przejmuje woda.
Już na tym etapie zachodzi sprzeczność z wiedzą nauk biologicznych. Po pierwsze, woda, a w zasadzie jej cząsteczka, jako związek dwóch atomów wodoru i jednego atomu tlenu, połączonych wiązaniami kowalencyjnymi spolaryzowanymi, jest związkiem chemicznym o określonych właściwościach fizykochemicznych w zależności od stanu skupienia. Wytrząsanie (dynamizowanie) substancji biologicznie aktywnej z wytworzeniem kolejnych rozcieńczeń aż do takich, że substancji tej nie ma już w wodzie, nie wywiera żadnego wpływu na zmianę jej właściwości - to znaczy woda w ten sposób pod względem fizycznym czy chemicznym w żaden sposób się nie zmienia. Przypisywanie jej właściwości leczniczych jest niezgodne z nauką i staje się niczym innym jak pseudonaukowym zakłamaniem. Po drugie, homeopatia opiera się na prawie podobieństw, czyli założeniu, że podobne leczy się podobnym. Mówiąc inaczej, substancje, które wywołują pewne choroby, mogą je leczyć, jeżeli są stosowane w małych dawkach. Twierdzenie to zostało sformułowane w 1796 roku przez niemieckiego lekarza Samuela Hahnemanna. Również i na tę teorię nauka nie znajduje żadnego potwierdzenia.
Zapamiętaj!
Homeopatia jest pseudonauką. Nie ma dowodów, że działa lepiej niż placebo. Lek homeopatyczny może zawierać tylko samą wodę i ewentualnie składniki dodatkowe, takie jak cukier czy barwniki.
Homeopatii nie należy utożsamiać z ziołolecznictwem. W tym drugim przypadku za efekty lecznicze odpowiadają substancje aktywne zawarte w ziołach, takie jak alkaloidy, garbniki, seskwiterpeny, kumaryny, glikozydy itp., a w przypadku homeopatii leczyć ma woda, która coś "pamięta". Fitoterapeuta tworzy lek na bazie ziół, a homeopata rozcieńcza go kilkadziesiąt razy wodą, tak że ziół już w nim nie ma.
Ziołolecznictwo może jak najbardziej działać lub przynajmniej zioła mogą być wartościowym uzupełnieniem konwencjonalnego leczenia. Niektóre dolegliwości można wyleczyć za pomocą samych tylko ziół. Istnieją preparaty ziołowe mające status leków OTC (dostępnych bez recepty), a nie suplementów diety. Są to zwykle leki dopuszczane do obrotu w inny sposób niż leki tradycyjne, ponieważ ich skuteczność nie została wykazana w badaniach klinicznych, ale opiera się na wieloletnim doświadczeniu i długotrwałym stosowaniu. Pozwala na to unijne prawo.
Mój zdecydowany sprzeciw wzbudza przyznawanie w Polsce statusu leków preparatom homeopatycznym (lekom homeopatycznym), które są na mocy prawa traktowane na równi z lekami niehomeopatycznymi. Zgodnie z ustawą z 6 września 2001 roku Prawo Farmaceutyczne (Dz.U. 2001 Nr 126 poz. 1381) - art. 2 pkt. 29: "produktem leczniczym homeopatycznym jest produkt leczniczy wytworzony z homeopatycznych substancji pierwotnych lub ich mieszanin, zgodnie z homeopatyczną procedurą wytwarzania opisaną w Farmakopei Europejskiej lub, w przypadku braku takiego opisu, w farmakopeach oficjalnie uznanych przez państwa członkowskie Unii Europejskiej lub państwa członkowskie Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - strony umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym".
Jednocześnie Naczelna Rada Lekarska w stanowisku nr /08/ z dnia 4 kwietnia 2008 roku wypowiedziała się jednoznacznie krytycznie na temat homeopatii, stwierdzając, że są to "bezwartościowe leki o niepotwierdzonym naukowo działaniu" oraz że stosowanie homeopatii jest niezgodne z Kodeksem Etyki Lekarskiej: "Naczelna Rada Lekarska negatywnie ocenia zjawisko stosowania homeopatii i podobnych nienaukowych metod przez niektórych lekarzy i lekarzy dentystów, a także organizowanie szkoleń w tych dziedzinach przez instytucje i organizacje mające sprawować pieczę nad prawidłowym wykonywaniem zawodów medycznych. Stale narasta liczba dowodów oraz przekonanie środowisk naukowych w medycynie, że homeopatię należy zaliczać do nienaukowych metod tzw. medycyny alternatywnej, która proponuje stosowanie bezwartościowych leków o niezweryfikowanym naukowo działaniu (...). Naczelna Rada Lekarska uważa, że działania takie stoją w sprzeczności z art. 57 Kodeksu Etyki Lekarskiej, który mówi: "Lekarz nie może posługiwać się metodami uznanymi przez naukę za szkodliwe lub bezwartościowe. Nie może także współdziałać z osobami zajmującymi się leczeniem, a nieposiadającymi do tego uprawnień"".
Ciekawostka!
W obecnym stanie prawnym stosowanie leków homeopatycznych jest zgodne z ustawą Prawo farmaceutyczne, preparaty homeopatyczne mają pełnoprawny status produktów leczniczych, ale Naczelna Rada Lekarska uważa ich stosowanie za nieetyczne i niezgodne z wiedzą lekarską. Nietrudno zauważyć, że jest to sprzeczne ze sobą!
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) uznał w lipcu 2010 roku, że Naczelna Izba Lekarska naruszyła przepisy ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, wydając wyżej wymienione stanowisko w sprawie stosowania homeopatii, i w konsekwencji nałożył na nią karę pieniężną w wysokości prawie 50 000 zł. Naczelna Rada Lekarska odwołała się od tej decyzji do sądu i w dwóch instancjach uzyskała korzystne wyroki - 30 grudnia 2014 roku Sąd Okręgowy w Warszawie - Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uchylił decyzję UOKiK, a 1 kwietnia 2016 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił apelację UOKiK od tego wyroku. Tak więc można powiedzieć, że zwyciężyła nauka oparta na faktach. Niestety, w niektórych państwach europejskich homeopatia jest przedmiotem wykładanym na uniwersytetach medycznych.
Czy zatem kupować leki homeopatyczne?
Nie powiem "tak", nie powiem "nie". Wiele osób chwali sobie preparaty homeopatyczne. Być może siła placebo działa. Jednak jeżeli o mnie chodzi, wolałbym zapłacić za coś o udowodnionym działaniu.
absurd 11
Raka można wyleczyć dietą i głodówką
Osoby chorujące na raka lub inny nowotwór złośliwy (rak jest tylko jednym z nowotworów pochodzenia nabłonkowego) często poszukują alternatywnych metod leczenia, w większości niepotwierdzonych naukowo i nieskutecznych, a nawet mogących poważnie zaszkodzić. Pacjent onkologiczny powinien podejmować rozmowę z lekarzem prowadzącym o możliwościach leczenia choroby nowotworowej oraz informować go o stosowaniu terapii alternatywnych.
Funkcjonuje wiele "cudownych" terapii raka. Zwykle efektów ich stosowania nie widać albo są krótkotrwałe, a ich najważniejszą cechą jest wysoki koszt, który ponosi pacjent, skłonny wydać ostatni grosz, aby odzyskać zdrowie. Do takich niepotwierdzonych naukowo sposobów leczenia zalicza się na przykład metodę Ashkara (leczenie za pomocą kapusty i cieciorki), terapię Gersona (lewatywy z kawy i soków owocowo-warzywnych), terapię Burzyńskiego (terapia pewnymi prostymi związkami chemicznymi o charakterze białek lub peptydów występujących naturalnie w ludzkim organizmie), leczenie witaminą B17 czy dużymi dawkami witaminy C. Co więcej, pacjent stosujący podobne metody leczenia często dostaje koktajl witaminowy w kroplówce, którego składniki często nasilają wzajemnie swoje toksyczne działanie - na przykład amigdalina (witamina B17) staje się bardziej toksyczna w połączeniu z witaminą C.
Co prawda, chemioterapia też ma liczne, niejednokrotnie poważne działania niepożądane, jednak jej skuteczność została potwierdzona w badaniach klinicznych. Oczywiście w niektórych rodzajach nowotworów złośliwych, bo nie we wszystkich przypadkach działa. Lekarz onkolog kliniczny, który prowadzi pacjenta przez proces diagnostyczno-terapeutyczny, kierując się zasadą lege artis, proponuje pacjentowi takie sposoby leczenia, które mają szansę zadziałać, i gdy korzyści z ich stosowania przewyższają potencjalne ryzyko.
Ważne!
Nie można wyleczyć raka za pomocą głodówki ani jakiejkolwiek diety! Dieta co najwyżej wspomaga proces leczenia, ale nigdy nie jest podstawowym sposobem terapii.
Rak żywi się tylko cukrem.
To nieprawda. Komórki nowotworowe faktycznie preferują glukozę jako źródło energii i potrzebują jej bardzo dużo, ponieważ intensywnie się dzielą (proliferują). W przeciwieństwie do zdrowych komórek podstawowym metabolizmem raka jest jednak glikoliza w warunkach tlenowych (Ryc. 1). Zdrowe tkanki w takiej sytuacji przeprowadzają cykl Krebsa (jeden z etapów oddychania komórkowego, w którym powstaje energia niezbędna do życia), ponieważ jest nieporównywalnie wydajniejszy energetycznie - glikoliza dostarcza 2 cząsteczki ATP netto, zaś pełny cykl oddychania tlenowego wytwarza 32 cząsteczki ATP netto (dawniej uważano, że 36 cząsteczek ATP netto). Oddychanie komórek nowotworowych jest mniej energetycznie wydajne niż zdrowych tkanek, przez co ilość zużywanej glukozy w celu podtrzymania czynności życiowych musi być większa. Rak czerpie glukozę m.in. z diety. Dlatego niektórzy błędnie twierdzą, że wystarczy odciąć komórkom nowotworowym to źródło energii, czyli przestać jeść cukier, a przestaną się dzielić i obumrą. Dlaczego tak się nie stanie?
Ryc. 1. Porównanie metabolizmu komórki zdrowej (po lewej) i nowotworowej (po prawej). Komórka nowotworowa przeprowadza glikolizę, pozyskując niewielką ilość energii z jednej cząsteczki glukozy. W tych samych warunkach zdrowa komórka przeprowadza pełne oddychanie tlenowe, które jest znacznie wydajniejsze energetycznie. Obie komórki wykorzystują glukozę jako źródło energii. Opracowanie własne.
Rak zawsze znajdzie sobie źródło glukozy.
Osoby, które twierdzą, że dieta bez cukru wyleczy raka, zapominają, że organizm może przekształcić białka strukturalne w cukry, czyli pozyskać glukozę z innych źródeł niż pożywienie. W skład białek wchodzą m.in. aminokwasy glukogenne (alanina, glicyna, arginina, walina). Glukoneogeneza (powstawanie glukozy) szczególnie łatwo zachodzi z glicyny i alaniny. Przy braku glukozy organizm zużytkuje na jej produkcję białko pokarmowe. Natomiast przy niedoborze białka w diecie, na przykład gdy chory na raka nie będzie jadł wskutek rozwijającego się zespołu kacheksja-anoreksja, organizm rozłoży białka budulcowe mięśni do aminokwasów, a z nich wytworzy glukozę. Efektem tego będzie sarkopenia (utrata masy mięśniowej). Procesy kataboliczne w chorobie nowotworowej są bardzo nasilone - chory szybko traci masę ciała i w dalszym etapie, jeżeli choroba nie jest leczona, dochodzi do wyniszczenia organizmu. Ponadto erytrocyty (czerwone krwinki) w liczbie około 4 500 000-5 000 000 w mikrolitrze krwi (krwi jest około 5 l) w procesach metabolicznych zużywają wyłącznie glukozę i są pod tym względem bardziej "wybredne" niż rak, ponieważ:
Rak może pozyskiwać energię także z kwasów tłuszczowych.
W stanie niedoboru glukozy przy szybko proliferujących (dzielących się) komórkach nowotworowych, gdy brakuje źródła energii lub organizm nie nadąża z jego pozyskiwaniem, komórki nowotworowe mogą przestawić swój metabolizm w kierunku zużywania...
.
.
.
...(fragment)...
Całość dostępna w wersji pełnej