Powietrze i ulica
Gdzież to ja jestem? O kraju dawny,
Kiedy lipa nie wita gości ostoją
Tu gdzie stolicę ma teraz ptak stawny,
Którego nawet góry się boją?
Cóż to ci matko? Bóle i żałości
Krew jeno przemówić zdoła -
Rwąc i dzieląc twoje wnętrzności
Potem tylko grawer kamieni zawoła:
Ach, bracia pobili braci
A synów pożarli jak zbójcy!
Teraz, pociecha ostatnia płaci,
Co miesiąc nowemu twórcy?
Nieszczęsna siostro, dziecię też pewnie!
Z tego łona wzięte
Przez słowa płynące rzewnie,
Cieniem niedoli przeklęte.
Spójrz w ulice niezgodą usłane
Pamięci rany jeszcze nie skrzepły,
Tam leżą ciała krwią zapisane,
Tu gdzie oddech w sercu wciąż ciepły.
Wszystkich donikąd wrogość wyzuje,
Okrutna chciwa zemsta zdobyczy
Jak dziki cień nad mądrość wzlatuje,
Który miłości nie czyni, a jeno rany kaleczy.
Jeśli nikt oczu jutrzenką nie obróci
W niechybnej karze tego zegara
Weź Boże mnie, niech czas śmierć skróci
Niech za wszelki gniew, starczy Ci jedna ofiara.
Oj syta ci ja syta
Najadła się i napiła bieda do syta,
Rozłożyła plecy do słońca
I modli w podzięce.
Usłyszała to chmura na niebie
Skąd taka radość u ciebie.
Dwa tygodnie jak byłam na pogrzebie
Obdarli żywego do końca,
Oj syta ci ja syta.
Tydzień temu u babki jak brała rentę,
Oj syta ci ja syta.
Wczoraj latałam po kraju,
Patrzyłam jak brali po pięćset
Oj nie udźwignie,
Jaka ci ja syta będę, oj syta, a syta.
Pociemniała chmura przez chwilę,
Później jasną przybrała minę
I rzekła: też mi to nowina.
Oj mówi bieda:
Lęk ci ja chmurko, przez chwilkę miałam
Że zamiast ryby, dostaną po wędce.
* * * Patrzymy w
Patrzymy w otaczające nas obrazy
i kiedy one łączą się z myślą,
postrzegamy, jak wiele ukrytej jest
prawdy pomiędzy fikcją...