STELLA
Jej dobry humor spowodowany rozmową z mężem nieoczekiwanie zepsuła matka, która wpadła z niezapowiedzianą wizytą. Charlotte rzadko odwiedzała córkę, ponieważ Stella wyraźnie dawała jej do zrozumienia, że nie jest u niej mile widziana. Kobieta kładła to na karb stresu związanego z wypadkiem i niepełnosprawnością będącą jego konsekwencją. Nie narzucała się zatem córce, lecz teraz czuła pilną potrzebę omówienia pewnego problemu.
- Trevor jest w biurze? - zapytała pro forma.
- Oczywiście.
- To dobrze, bo chciałam z tobą porozmawiać w cztery oczy.
Stella obojętnym gestem wskazała jej fotel i zaproponowała kawę. Z niechęcią skonstatowała, że matka jest w lepszej formie niż ona: zgrabna, elegancka, pełna energii... No i nie ma żadnych problemów z poruszaniem się.
Charlotte wyczuwała niechęć córki, lecz nie zastanawiała się nad nią zbytnio. Wszyscy w rodzinie uważali, że Stella kompletnie zdziwaczała po wypadku, i starali się podchodzić do tego ze zrozumieniem. W końcu miała za sobą trudne przeżycia.
- O czym chciałaś rozmawiać pod nieobecność mojego męża?
- O nim - odparła krótko.
Brwi Stelli uniosły się jak zawsze, gdy była zdziwiona.
- Nie rozumiem...
- Pamiętasz waszą ostatnią wizytę u nas w czasie świąt Bożego Narodzenia?
Skinienie głową musiało jej wystarczyć za odpowiedź.
- Trevor spędził wtedy większość popołudnia, bawiąc się z córeczką Simona...
Stella poczuła irytację. Oczywiście pamiętała, że Trevor bawił się w święta z córeczką jej brata. Mała była zachwycona, bo nikt inny z dorosłych nie poświęcał jej tyle uwagi.
- Myślę, że on chciałby zostać ojcem - oznajmiła Charlotte.
Teraz jej córka zdenerwowała się naprawdę. Jak matka mogła być tak nieczuła? Znała doskonale jej sytuację, w dodatku sama poniekąd do niej doprowadziła, a teraz... Nagle Stella uświadomiła sobie, że matka nie wie o tym, jaki wpływ miały na jej życie komentarze, które słyszała w młodości. Postanowiła wreszcie powiedzieć o tym głośno.
- Ależ ty masz tupet! Przez tyle lat tłumaczyłaś mi, że nie ma sensu spieszyć się z zachodzeniem w ciążę, bo macierzyństwo oznacza koniec wolności i beztroski. To przez ciebie nie zdecydowałam się na dziecko przed wypadkiem, chociaż Trevor już wtedy o tym wspominał. A teraz, kiedy jest za późno, oznajmiasz, że on pragnąłby zostać ojcem...?
Charlotte poderwała się gwałtownie, omal nie przewracając stolika i nie strącając na podłogę serwisu do kawy.
- O czym ty mówisz? Gdybyś naprawdę chciała mieć dziecko, tobyś je miała. Nie zwracałabyś uwagi na moje gadanie. Ale ty wolałaś się bawić, podróżować...
W oczach Stelli nagle błysnęły łzy.
- Wyjdź stąd - zażądała. - Jesteś podła.
Jej matka jednak nie wyszła, lecz opadła z powrotem na fotel.
- Wybaczam ci te insynuacje, bo wiem, jak się czujesz. Szkoda, że nie chciałaś pójść na terapię, ale trudno, to była twoja decyzja. Może psycholog wytłumaczyłby ci, że nie ma sytuacji bez wyjścia.
Widząc, że córka nie reaguje, dokończyła:
- Przecież możecie adoptować dziecko...
- Co...?
- Pomyśl tylko, ile szczęścia wniosłoby do waszego domu takie maleństwo. Wiem, że sama nie mogłabyś się nim zajmować, ale Trevora stać na nianię. On pragnie dziecka, więc na pewno pokochałby je jak własne. Wtedy w święta nie mógł oderwać wzroku od małej Ivonne...
- No nie wiem - westchnęła Stella, oszołomiona tym wywodem. - Musiałabym się zastanowić...
- Oczywiście, zastanów się, to poważna decyzja.
Widząc, że zdołała osiągnąć cel, Charlotte zrobiła się niemal czuła.
- Jestem pewna, że ty również byś je pokochała - powiedziała z dużym przekonaniem w głosie. - Czasami kobieta nie myśli o dziecku, ale kiedy ono przyjdzie na świat, jest szczęśliwa. Zaczyna dostrzegać sens życia, robić plany na przyszłość... W twojej sytuacji miałoby to dodatkową zaletę: przestałabyś wracać myślami do wypadku.
Charlotte mówiła dalej, lecz Stella już jej nie słuchała. Nigdy nie lubiła hipokryzji, więc te wszystkie zalety płynące z tego, że człowiek ma dzieci, postanowiła puścić mimo uszu. Ciekawe, kiedy matka je odkryła? Bo w czasach, gdy ona i Simon byli mali, czuła się uwięziona w domu i pozbawiona możliwości robienia kariery. Może dopiero gdy została babcią, polubiła takie maluchy...? To jednak nie dawało jej prawa do pouczeń!
Stella już miała o tym wspomnieć, gdy nagle Charlotte zmieniła temat.
- Poza tym powinnaś brać pod uwagę wpływ obecnej sytuacji na twoje małżeństwo. Nie chcesz chyba, aby Trevor był z tobą z litości lub poczucia winy?
- Trevor mnie kocha! - oznajmiła stanowczo.
- Tego nie kwestionuję, ale trudno nie zauważyć, że jest trochę rozczarowany. To będzie się z czasem nasilać. Zapewne nawet wtedy nie wystąpi o rozwód, bo ma wyrzuty sumienia, lecz może mu przyjść do głowy coś głupiego...
Teraz Stella chwyciła kulę i poderwała się na tyle gwałtownie, na ile pozwalał na to stan jej nogi.
- Wybacz, ale nie chcę cię więcej słuchać. Skoro wypiłaś kawę, możesz już iść.
Charlotte uświadomiła sobie, że córka właśnie wyrzuciła ją z domu. Mimo to pohamowała gniew i rzuciła jeszcze jedną uwagę, która miała skłonić Stellę do przemyśleń.
- Dobrze, pójdę, ale pamiętaj o jednym: jeśli mężczyzna chce mieć dziecko, to prędzej czy później znajdzie kobietę, która mu je urodzi!