1
Wielki kasztanowiec, pod którym siedział nastolatek, powoli budził się do życia. Mimo że kalendarzowa wiosna miała rozpocząć się dopiero za dwa dni, temperatura powietrza sprzyjała wcześniejszej wegetacji. Las wokół ożywał, a ciepłe promienie marcowego słońca ogrzewały bladą twarz chłopaka. Przesiadując na wytartym kocu w kratę, Oskar Krajewski skupił się na lekturze książki. Od czasu do czasu gryzł jabłko i z zainteresowaniem podążał za poczynaniami bohaterów czytanej powieści. Kiedy zerwał się zimniejszy wiatr, zapiął kurtkę i nałożył na głowę kaptur. Obiecał sobie, że zostanie na miejscu jeszcze piętnaście minut, a potem pójdzie do domu. Nie miał zamiaru czekać i marnować całego dnia, zważywszy na to, że matka i brat poprosili go o pomoc, a on im odmówił. Zrobiło mu się trochę głupio. Widział minę mamy, która z pewnością miała żal o ten zaskakujący akt nastoletniego buntu. Starszy brat nic nie powiedział, wzruszył tylko ramionami.
Krajewski nie był niepokornym nastolatkiem. Miał szacunek do starszych, ustępował miejsca w autobusie, grzecznie dziękował i służył pomocą. Lecz czasami po prostu miał chęć oderwać się od wszystkiego, wziąć książkę i pójść tam, gdzie nikt go nie będzie szukać. Nie miał dziewczyny. Trzymał się na uboczu przez wzgląd na sytuację w domu, która go zawstydzała. Zawsze dobrze się uczył i często pomagał innym uczniom w klasie.
Powodem jego alienacji był brak pieniędzy. Nie chwalił się nowymi butami, ubraniami ani nawet pachnącym nowością plecakiem. Zazwyczaj matka kupowała rzeczy w lumpeksie, a buty dostawał po starszym bracie. Tak wyglądało jego życie. Był jak ostatnie ogniwo w łańcuchu pokarmowym rodziny Krajewskich.
Po piętnastu minutach skończył czytać kolejny rozdział, zamknął książkę, wkładając uprzednio zakładkę między strony. Wrzucił też do plecaka pusty pojemnik, w którym jeszcze jakieś pół godziny temu znajdowało się jedzenie. Kiedy podnosił się z kolan, usłyszał pisk hamulców roweru. Wyprostował się i odwrócił w kierunku wąskiej, wydeptanej ścieżki, wzdłuż której rosły poplątane wicie dzikiej jeżyny. Uśmiechnął się na samą myśl, że jednak jego pobyt w lesie zostanie przedłużony. Z bijącym sercem patrzył w kierunku ciemnej kniei.
Jola Ferenc prowadziła swój rower, przeklinając pod nosem, aż w pewnym momencie zaczęła nim szarpać, kiedy pnącza jeżyn owinęły się wokół koła jednośladu. Oskar podbiegł i pomógł koleżance. Dziewczyna ostatni raz siarczyście przeklęła i zostawiając rower koledze, udała się w stronę kasztanowca.
Krajewski obserwował każdy jej ruch z wypiekami na twarzy. Mimo że Jolka nie zachowywała się jak typowa nastolatka w jego wieku, posiadała coś, co na niego mocno działało.
- Długo tu siedzisz? - zapytała, wypluwając gumę. Usiadła po turecku na kocu i spojrzała w kierunku książki.
- Nie za długo. Chwilkę - skłamał. Tak naprawdę czekał na nią od dwóch godzin.
Oparł rower o drzewo i dosiadł się do niej.
- Chwilkę? Co to za słowo w ogóle?
Zawstydził się i zmienił temat. Rozmawiali o głupotach, co jakiś czas śmiejąc się do rozpuku. Oskar już od pierwszej klasy szkoły podstawowej mógł liczyć tylko na nią. Co prawda, nie rozmawiali za każdym razem, a na szkolnym korytarzu dziewczyna zdawała się często go nie zauważać, choć mówił jej zawsze ,,cześć", to i tak, gdy przychodziły soboty, spotykali się w tym magicznym miejscu. Nie pamiętał już, jak to się stało, że znaleźli ten azyl. Prawdopodobnie podczas którejś wycieczki szkolnej, zupełnym przypadkiem.
Co jakiś czas chłopak zerkał na pełne, słodkie usta koleżanki, soczystozielone oczy i piękną, porcelanową twarz. Jej wizerunek tak bardzo nie pasował do sposobu bycia, że czasami się zastanawiał, czy koleżanka nie udawała twardszej, niż była w rzeczywistości. Możliwe, że chowała się za maską, żeby nikt nie mógł doszukać się w niej delikatności i dobra w sercu.
- Wkurza mnie ta Frankowska. Znowu dostałam pałę. - Dziewczyna założyła ręce na piersi i zrobiła skwaszoną minę.
- Z klasówki?
- No przecież mówię! - Wywróciła oczami i chwyciła książkę. Wyjęła z niej zakładkę. - Co to jest? Ty to czytasz?
Spalił go wstyd. Miał wrażenie, że czytanie Rozważnej i romantycznej jest po prostu mało męskie. By jej pokazać, że książka nie ma dla niego żadnego znaczenia, odebrał od niej światowy bestseller i poszedł w stronę rzeki.
- Poczekaj, kurde! - zawołała. - Ej, Oskar!
Szum potoku z kamieniami wystającymi ponad powierzchnią wody ogłuszał. Był to piękny widok, stworzony przez matkę naturę.
- Co chcesz zrobić? - zapytała, wyciągając gumę do żucia z kieszeni kurtki.
- Zobaczysz. - Wyszczerzył się.
Było mu niezwykle szkoda tego pięknego egzemplarza. Dostał go od ciotki na dziesiąte urodziny, a kolekcja bestsellerów Jane Austen wciąż rosła w jego pokoju. Wziął zamach i rzucił książką przed siebie. Szelest kartek zniknął w rzece. Patrzył jeszcze w dal ze smutkiem w oczach, aż poczuł na sobie spojrzenie dziewczyny.
- Nie musiałeś tego robić. - Nie spuszczała z niego wzroku. - Jak chcesz, to sobie czytaj. To jest nawet fajne.
- Naprawdę? - zdziwił się.
- No.
Spędzili pod ulubionym drzewem jeszcze dwie godziny. Leżeli blisko siebie, patrząc w niebo. Nastolatek czuł ciepło dziewczyny, cieszył się, że mógł sobie pozwolić na nieznaczny dotyk. Dawało mu to więcej szczęścia niż tysiąc książek ulubionej autorki razem wziętych.
Wracając przez las, Jola zaproponowała koledze wspólny wypad nad zalew w poniedziałek po szkole. Jej propozycja zaskoczyła go na tyle, że przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć. Ostatecznie, mniej więcej w połowie drogi, z ciężkim sercem odmówił. Trochę się przestraszył - nie miał pojęcia, czego Jola oczekuje ani jakie ma plany.
Dziewczyna nie do końca rozumiała jego decyzję, ale postanowiła ją uszanować. Mimo to poczuła lekką irytację - wiedziała, że jej kumpel unika ludzi i zamyka się w swoim świecie, do którego wstęp miała tylko ona. Z jednej strony sprawiało jej to radość, bo lubiła jego towarzystwo, choć nie zawsze umiała to okazać. Był inny niż reszta chłopaków w szkole - nie zabiegał o uwagę, nie udawał kogoś, kim nie jest. Imponował jej swoją prostolinijnością, skromnością i kulturą. Cechami, których często brakowało jego rówieśnikom.
- No, nie daj się prosić. - Postanowiła spróbować jeszcze raz.
Zatrzymali się przy rozdrożu.
- Będę ja, Ala, Miron i Piotrek. Napijemy się piwka... Może nawet rozpalimy ognisko, kto wie?
- Nie lubię piwa. - Skrzywił się i zaczął denerwować. Miał nadzieję, że wyraził się jasno. - To nie moje towarzystwo.
Pożegnali się i rozeszli w swoich kierunkach.
Idąc już samotnie przez łąkę, Oskar wciąż myślał o spotkaniu. Żałował jedynie książki - dał się ponieść chwili, chcąc zaimponować dziewczynie, i teraz miał do siebie pretensje. Wolał nawet nie wyobrażać sobie reakcji ciotki, gdy się o tym dowie. Była równie wielką miłośniczką literatury jak on, a może nawet jeszcze większą.
Uwielbiał spędzać u niej czas, zwłaszcza w weekendy i podczas wakacji. Gdy tylko do niej przyjeżdżał, znikał w dużym pokoju pełnym regałów uginających się pod ciężarem książek. Czuł się tam jak w prawdziwej bibliotece, otoczony światem opowieści, który zawsze dawał mu ukojenie.
Piotrek Szabłowski nie lubił kujonów, a na pewno nie takich, którzy kręcili się koło jego lasek. Już kilka razy widział, jak Jolka spotykała się z tym kurduplem, Krajewskim.
Zapadł zmierzch. Szabłowski zapalił papierosa w swoim pokoju i usiadł przy uchylonym oknie. Zaczął palić w wieku trzynastu lat, a teraz, jako piętnastolatek, wypalał pół paczki dziennie. Jego matka nie akceptowała tytoniu, więc będąc nadal na jej garnuszku, musiał stosować się do tego, co nakazywała. Na swój sposób ją kochał, chociaż od jakiegoś czasu działała mu na nerwy.
Wydychając dym, rozejrzał się po podwórku. Jedyna latarnia, która powinna o tej porze się świecić, była wyłączona, więc chłopak nie widział niczego prócz nieprzeniknionej ciemności. Nastolatek z roku na rok coraz bardziej upodabniał się z wyglądu do swojego ojca. Codziennie przeglądał się w lustrze i zamiast siebie, widział zapitą mordę starego, który przyłaził na czworakach do domu i lał matkę do nieprzytomności. Chłopak nie miał jeszcze wtedy wystarczającej siły i odwagi, aby reagować na jego brutalne zapędy. Zmieniło się to zaraz po trzynastych urodzinach. Zlał ojca na kwaśne jabłko i zagroził, że jeśli jeszcze raz podniesie rękę na matkę, to go zabije. Jedna, jedyna groźba poskutkowała. Ojciec przestał pić, wziął się do roboty, a nawet zaczął ogarniać chlew wokół domu. Niestety, któregoś słonecznego dnia Romuald Szabłowski spadł z drabiny. Upadek był tak niefortunny, że skręcił sobie kark. Piotrek i matka zostali sami na podupadającej gospodarce.
- Jesteś pewny?
Naprzeciwko Piotrka stał Miron Kolter i dłubał palcem w uchu. Był najlepszym przyjacielem Szabłowskiego i jego jedynym powiernikiem tajemnic. Znali się jak łyse konie i traktowali jak bracia. Kolter także był jedynakiem. Jego rodzice się rozwiedli, kiedy skończył pięć lat.
Piotrek popatrzył na kolegę, zamknął okno i zgasił peta na parapecie. Ściągając przepoconą koszulkę, poszedł do szafki założyć nową.
- Będzie zajebiście, zobaczysz. Już wszystko załatwiłem. - Przybił piątkę Mironowi. - Poza tym, ten pajac nie przyjdzie, a my będziemy sam na sam z Jolką i Alką.
- Stary, to będzie coś!
Miron i Piotrek byli prawiczkami. Mimo że uchodzili za twardzieli i lali się z każdym o wszystko, by pokazać, kto rządził, nie zaliczyli jeszcze ani jednej panienki. Choć zmieniali dziewczyny jak rękawiczki, nadal nie doszli do magicznej strefy, po której przekroczeniu staliby się prawdziwymi mężczyznami z krwi i kości. Teraz wszystko miało się zmienić. Piotrek przygotował plan, w którym on, jak i jego przyjaciel, pozbędą się wstydliwego problemu.
- Załatwię na poniedziałek kilka tabsów. To wystarczy, żeby rozluźnić dziewczyny - zapewnił Szabłowski.
Kolter uśmiechnął się na samą myśl o zbliżeniu z blondwłosą Alicją Popiel. Ala była najlepszą przyjaciółką Jolki i miała tylko jeden defekt. Dziewczyna nikogo do siebie nie dopuszczała. Wszyscy w szkole wiedzieli, że jest żelazną dziewicą. Nikomu nie dała się jeszcze pocałować, a co dopiero bzyknąć. Na samą myśl o niej twardniało Mironowi w rozporku. Teraz również pod luźnymi spodniami odkrył podnoszące się przyrodzenie. Usiadł szybko i ukrył swój sprzęt pod poduszką, aby przyjaciel niczego nie zobaczył.
- Tylko wkurwia mnie ta cipa, która kręci się koło Jolki. On sobie myśli, że bzyknie mi dziewczynę? - Piotrek grzmotnął pięścią w gruszkę treningową wiszącą w rogu pokoju.
Szabłowski ćwiczył codziennie. Dbał też o dietę. Jego klatka piersiowa, bicepsy i płaski brzuch z wyraźnie zarysowanym kaloryferem były idealnym wabikiem na laski. Dodatkowo sam musiał przyznać przed sobą, że był cholernie przystojny. Miał czarne włosy zgolone po bokach na zero, a na górze stawiał wszystko na żel. Zauważył też, że dziewczyny lubią go z dwudniowym zarostem, więc zazwyczaj starał się wyglądać tak, jak sobie tego życzyły.
Miron z kolei nie posiadał tak idealnego ciała jak jego brat krwi, ale był nieco wyższy od kumpla i bardziej napakowany. Kawał chłopa, któremu doskwierał trądzik na twarzy. Używał przeróżnych maści, toników, kremów, ale nic to nie dawało. Choć dwoił się i troił, to nadal nie mógł pozbyć się okropnej szpetoty skóry twarzy.
- Daj spokój. On przecież nie ma kutasa - zaśmiał się kolega.
Piotrek chwycił kolejnego papierosa, ale po chwili zastanowienia zrezygnował. Chciał w jakiś sposób odreagować stres, więc usiadł na łóżku i położył laptopa na kolanach. Przez chwilę musiał czekać, aby stare pudło się włączyło. Przez ponad trzy minuty wyklinał pod nosem, patrząc na obracające się logo systemu operacyjnego.
Przyjaciel wyłączył górne światło i przekręcił zamek w drzwiach. Doskonale wiedział, co zamierzał zrobić przyjaciel. Usiadł obok niego i wlepił wzrok w ekran.
Szabłowski wklepał w wyszukiwarkę dwa słowa i wcisnął ENTER na klawiaturze. Ich oczom ukazała się strona poświęcona filmom z kategorii BDSM. Oboje lubowali się w oglądaniu zakazanych materiałów - im więcej było widać, tym lepiej.
Kursor powędrował na jedno z nagrań i młody mężczyzna kliknął PLAY.
- O kurwa. Ale ją załatwi... - mruknął Kolter, napawając się widokiem brutalnego gwałtu.
Kamera rejestrowała każdy moment cierpienia. Dziewczyna była unieruchomiona łańcuchem przy kostkach i nadgarstkach, skazana na łaskę człowieka, którego twarz skrywała biała maska. Łańcuch przytwierdzony do łóżka brzęczał cicho przy każdym jej ruchu, ale... jej się to podobało. Mimo że opierała się każdemu razowi wymyślnych tortur, cicho zawodziła w ekstazie. Im mocniej zamaskowany mężczyzna tłukł delikatne ciało, tym chciała więcej i intensywniej. Operator kamery podążał obiektywem za wszystkim, co sprawiało pożądany, satysfakcjonujący ból. Na ekranie okrucieństwo rosło, przekraczając granice tego, co można pojąć.
- Stary, to mnie kręci! - Piotrek zaczął masować swojego penisa.
Miron nie był tak perwersyjny jak kolega, lecz lubił przyglądać się poniżaniu i szmaceniu kobiet. Ukradkiem zerkał też na przyjaciela, którego erekcja była dosyć dobrze widoczna. Kolter nie był gejem, podobały mu się dziewczyny i ich ponętne ciała. Najbardziej uwielbiał biusty - im większe, tym lepsze. Jednakże jakiś czas temu odkrył, że jego fascynacja nie ogranicza się tylko do płci pięknej. Od czasu do czasu zerkał na chłopaków w szkole, w szatni, kiedy przebierali się po lekcjach wychowania fizycznego. Czasami też włączał sobie filmy, w których bzykali się sami faceci. W tej chwili akurat zainteresował się Piotrkiem pocierającym swój sprzęt. Zaczął wyobrażać sobie, co kryło się w rozporku, i to go podnieciło. Nastolatek zacisnął dłoń, aby nie posunąć się do nieodwracalnej reakcji. Nie chciał stracić kumpla. Skupił się na filmie, choć pociąg do Szabłowskiego siedział mu w głowie jak cierń w skórze.
Późną nocą, kiedy zrobiło się niebywale zimno, a zza okna dochodziły pomruki wzmagającego się wiatru, Oskar otworzył oczy i zaspany usiadł na łóżku. Świszczące podmuchy przywodziły na myśl ujadanie wściekłych psów, a donośne szuranie gałęzi o dach i ściany wzmagały tylko uczucie niepokoju. Chłopak wstał i zasłonił okno. Chciało mu się pić, jak zawsze, kiedy w mieszkaniu kaloryfery zaczęły grzać pełną parą. Wyszedł z pokoju.
Idąc ciasnym korytarzem, miał nieodparte wrażenie, że ściany powoli się zwężają, jakby chciały go uwięzić. Ciemność nigdy nie była jego sprzymierzeńcem - nawet delikatny półmrok czający się w zakamarkach budził w nim niepokój.
Wszedł do kuchni i stanął jak wryty. Obok lodówki stał wielki jak dąb mężczyzna. W pierwszym odruchu nastolatek chciał czmychnąć w głąb korytarza i zacząć krzyczeć w niebogłosy. Włosy zjeżyły mu się na karku. Po chwili jednak rozpoznał w twarzy kolosa swojego brata. Chłopak uśmiechnął się i uspokoił. Ostre rysy zniknęły, twarz brata odzyskała smukłe linie, a złowrogi wzrok zmienił się w miękki materiał dobroci.
Sławek Krajewski wyjął z lodówki mleko w butelce, a następnie ją zamknął. Przywitał się z bratem i oboje usiedli przy stole.
Pomieszczenie zostało wyposażone w meble solidnej roboty. Zrobił je na wymiar ojciec chłopców. Kierując się sugestiami matki, odwzorował każdy szczegół, o który poprosiła kobieta. Było to niezwykle ważne, gdyż Alina Krajewska ze szczególną starannością przygotowała ten projekt.
Sławek nalał mleka do dwóch szklanek i zakręcił butelkę. Jego krótkie włosy, ścięte na jeża, dodawały mu niebezpiecznego wyrazu, lecz w głębi duszy był miły i uczynny. Dwudziestojednolatek nawet ubrany w same spodnie od piżamy emanował męskością. Był barczystym, muskularnym facetem, dla którego zdrowie i rodzina stały się życiowym priorytetem.
- Nie możesz spać? - zapytał młodszego.
- Tato znowu nagrzał w piecu jak wściekły. Jakby były mrozy po minus pięćdziesiąt - odparł Oskar, chwytając za szklankę.
- Mamie jest zawsze zimno. - Sławek uśmiechnął się i spojrzał życzliwie na brata. - Widziałem cię dzisiaj z tą Jolką. Podoba ci się, co?
Chociaż w kuchni panował mrok, światło sączące się z okapu rzucało delikatny blask na twarz Oskara. Miał wrażenie, że rozpalone policzki świecą w ciemności. Starał się robić wszystko, aby brat niczego nie zauważył. Napił się mleka i uciekł wzrokiem w stronę okna, gdzie silny wiatr miotał gałęziami pobliskiej jabłoni. Chłopak czuł się teraz jak to drzewo - targany sprzecznymi uczuciami, bezsilny wobec kaprysów pogody.
- Nie wstydź się, bracie. To bardzo fajna dziewczyna. Trochę pyskata, ale fajna.
Oskar go kochał. Nigdy nie miał odczucia, że Sławek jest przeciwko niemu. Zazwyczaj gadali godzinami, zwierzali się sobie i wspierali wzajemnie. Niestety, od jakiegoś czasu Sławek zaczął pracować i poznał dziewczynę, u której spędzał sporo czasu. Mimo tych niepokojących nowości zawsze mógł na niego liczyć. Rozumieli się bez słów. Młodszy z braci potrafił rozpoznać humor starszego, a nawet w nieznany mu sposób poprawić jego wisielczy nastrój. Byli kompanami na dobre i złe.
- Jolka zaprosiła mnie nad zalew z okazji pierwszego dnia wiosny i takie tam. Ale wiesz, że ja nie lubię grup... - Zamyślił się. - No i odmówiłem.
- Daj spokój. Przecież to świetna okazja, żeby wyrwać się do ludzi. Powinieneś pójść. - Sławek wychylił szklankę i odstawił na blat puste naczynie. - Takie jest moje zdanie, ale zrobisz, jak zechcesz.
- Gdybyśmy poszli tam tylko we dwoje, to... - Oskar wbił wzrok w swoją szklankę. Obejmował naczynie obiema dłońmi. Czuł zimno pod opuszkami i delikatne mrowienie. - Wiesz? Chyba masz rację.
Jeszcze przez jakiś czas siedzieli w kuchni i rozmawiali o przeróżnych rzeczach, które przydarzyły się im w ciągu dnia. Sławek opowiedział więcej o swojej dziewczynie, Majce, o tym, że strasznie mu na niej zależy. Wyglądał na naprawdę zakochanego, co wpędzało Oskara w niemałe zakłopotanie.
- Dobra, czas spać. Trzymaj się. - Starszy klepnął młodszego w ramię.
Pożegnali się tuż po północy. Sławek musiał wstać wcześnie rano do pracy, choć była niedziela. Pracował w tartaku. Praca fizyczna dobrze go ukształtowała, a mięśnie i idealna postawa stały się dla młodszego z braci celem w życiu.
Kładąc się do łóżka, Oskar już nie zwracał uwagi na niemiłosierny hałas dochodzący z zewnątrz. W tej chwili jego myśli krążyły wokół Joli, jej niezwykłej propozycji i szczęściu, które niewątpliwie rozgrzewało jego serce. Słowa brata zmotywowały go, aby coś zmienić. Może pożegnanie zimy w towarzystwie koleżanki odmieni jego relacje z ludźmi? Alienacja, chowanie głowy w piasek, zagrzebywanie się w świecie książek nie przynosiło już takiej satysfakcji, co kiedyś. Chłopak odczuwał pustkę, którą ignorował, ale z każdym dniem było mu coraz ciężej przyjmować do wiadomości, że życie to nie tylko cztery ściany pokoju i książki Jane Austen.