PARĘ SŁÓW WSTĘPU
Przed Tobą pięć niezwykłych tygodni... Potem nic już nie będzie takie samo. Oczywiście tylko wtedy, jeśli dasz sobie zgodę na to, aby Twoje życie diametralnie się zmieniło.
Dużo czasu zajęło mi pisanie tej książki, pomimo że nie jest ona obszerna. Jednym z powodów był fakt, że nie czułam pewności, czy chcę pisać o sobie, doszłam jednak do wniosku, że ta pozycja niesie ze sobą wartość tylko wtedy, kiedy pokazane jest prawdziwe życie. Takie namacalne, z którym ogromna grupa kobiet może się utożsamiać.
Kiedy rozmawiam z kobietami o ich problemach, doświadczeniach, dzieciństwie, jakże często widzę powielające się schematy! Moje życie, choć inne niż wielu kobiet, także zostało zbudowane z podobnych elementów żalu, marzeń, zapłakanych nocy i radości, która kryła się gdzieś głęboko.
Jesteśmy tak bardzo do siebie podobne! A to sprawia, że moje problemy z poczuciem własnej wartości mogą też być Twoimi problemami. Moje rozwiązania - mogą przysłużyć się także Tobie.
Zapraszam Cię do pracy ze mną przez te pięć tygodni. Nie chciałabym, abyś przeczytała tę książkę i odłożyła ją na półkę. To nie jest tego typu pozycja. Zależy mi, abyś potraktowała go, jak przewodnik.
Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z pracą nad własnym poczuciem wartości, będzie to dla Ciebie idealny wstęp do dalszego rozwoju.
Jeśli już budujesz swoją wartość, wierzę, że ta książka pozwoli Ci poczuć w sobie jeszcze większą moc, że stanie się uzupełnieniem Twojej dotychczasowej wiedzy albo inspiracją.
Będzie mi bardzo miło, kiedy po skończonej pracy z tą książką, napiszesz do mnie i zostawisz mi parę słów na jej temat - w wiadomości, na mojej stronie na Facebooku albo na stronie książki.
A teraz usiądź i rozpocznij swój pierwszy dzień pracy. :)
MOTYWACJA
"Ty, jak nikt we Wszechświecie, zasługujesz na swoją miłość"...
Nie zawsze w to wierzyłam - właściwie nie wierzyłam przez większość własnego życia. Wszystko, co robiłam, było ukierunkowane na zadowalanie innych. Ludzie mnie otaczający mieli naprawdę dobrze. Ja wtedy sama dla siebie się nie liczyłam, więc dlaczego inni mieliby traktować mnie, jak kogoś wartościowego?
Stawiałam siebie na samym końcu ogonka. Nie słuchałam siebie, zaciskałam zęby i szłam dalej tak, aby innym było dobrze.
A za każdym razem miałam z sobą samą coraz mniejszy kontakt...
Pamiętam, jak na studiach nie wyłączałam telefonu ani na chwilę, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy ktoś zdecyduje się napisać do mnie sms z prośbą o przyniesienie moich notatek (które cieszyły się wielkim powodzeniem). Jestem typem skowronka, wstaję wcześnie, ale też wcześnie chodzę spać. Tymczasem studenci pisali do mnie w sprawie notatek koło dwudziestej drugiej czy dwudziestej trzeciej, gdy ja już spałam.
Pewnego razu zobaczyłam przed jednym z egzaminów, że każdy, dosłownie każdy, siedzący przed salą egzaminacyjną miał ksero moich notatek. Notatki pożyczyłam zaledwie kilku osobom...
Poczułam się w pewnym sensie dumna, ale z drugiej strony miałam dziwne wrażenie wykorzystania. Tylko chwilowe, bo zaraz potem stwierdziłam - ja, "siostra miłosierdzia", jak nazywała mnie moja mama - że przecież przysłużyłam się innym i nie mam powodów do uczucia dyskomfortu.
Służenie mam we krwi. Ta książka to także moje służenie - wobec Ciebie.
Ale teraz służę z zupełnie innego powodu. Kiedyś robiłam to dlatego, żeby zdobyć uznanie wśród otaczających mnie ludzi i dlatego byłam zawsze na każde zawołanie.
Bywało, że płakałam, bo nie miałam czasu na zrobienie czegoś dla siebie (chyba że akurat nikt niczego ode mnie nie chciał), bywało, że dawałam siebie wbrew swojej woli, czując się potem jak totalny nieudacznik, nic nie warty śmieć. Tak było, a ja nie chcę niczego przed Tobą ukrywać.
Bo jak inaczej nazwać to, jak bardzo siebie nie szanowałam i pozwalałam na to innym?
Nie kochałam siebie. Nawet siebie nie lubiłam, bo targana emocjami nabywanymi od osób, z którymi akurat się spotykałam, miałam wahania nastrojów. Byłam kłótliwa, płakałam manipulując w tej sposób innymi, krzyczałam, popadałam w depresję...
Miałam siebie dosyć. Kiedy w 2006 r. spotykałam się z pewnym chłopakiem, który cierpiał na cyklofrenię, zaczęłam dostrzegać u siebie problemy, które byłam w stanie nazwać. Wtedy właśnie podjęłam decyzję o tym, że chcę nad sobą pracować i zmienić własną niechęć do siebie. Pomógł mi w tym o dziwo chłopak, który sam ze sobą miał problemy. Widząc to, co działo się z nim, patrzyłam na siebie i dostrzegałam rzeczy, których wcześniej nie potrafiłam rozpoznać.
Wybrałam się nawet do psychologa, do którego i on chodził. Ponieważ mi nie pomógł, poszłam do innego, ale również nie zostałam zrozumiana, a wręcz pomieszało się we mnie jeszcze bardziej. Wysyłali mnie do psychiatry, który, nie patrząc nawet na mnie, chciał po prostu wypisać mi leki.
Psycholodzy mi nie pomogli, dlatego postanowiłam sama sobie pomóc. Byłam bardzo zdeterminowana.
To była długa droga. Nie było wtedy praktycznych książek tego typu ani zbyt dużo dobrych warsztatów, które mogłyby mnie ukierunkować. Nie było webinarów, facebooka w Polsce chyba też nie było (przynajmniej mnie na nim nie było). Uczyłam się, czytając książki i wprowadzając konkretne zasady w swoim życiu. Przez te lata pokochałam siebie mocno, uwierzyłam, że jestem warta tego wszystkiego, czego pragnę, że jestem wartościową kobietą dokładnie taką, jaką jestem.
I dopiero wtedy, kiedy pokochałam siebie, mogłam pokochać szczerze inne osoby. Postawiłam wtedy granice.
To był trudny czas. Wiele osób odwróciło się ode mnie, bo nagle przestałam być na zawołanie. Bo zaczęłam mówić "nie". Zmieniły się także relacje z moimi rodzicami, ale o tym później.
Wiele moich znajomych odeszło. Stara ja odeszła tak samo, jak ci znajomi. Ale zrobiliśmy miejsce na nowe znajomości, które pielęgnuję do dziś, na nową mnie, która dziś inspiruje wiele kobiet w ramach mojej działalności.
Przeszłam długą i bardzo trudną drogę. Popełniłam w tym czasie wiele błędów. Zamykałam się w sobie, czując potrzebę przeanalizowania siebie, jaką się stawałam, zastanawiając się, czy to jest faktycznie osoba, którą chcę się stać.
Nie byłam rozumiana przez osoby, które były wtedy blisko mnie. Zarzucano mi egoizm i egocentryzm. Zarzucano mi, że myślę tylko o sobie, a nie o innych. Bolało, ale czułam podskórnie, że tak musi być, że te osoby są zaskoczone miłością, jaką zaczęłam wyrażać wobec siebie samej. Potem przeczytałam, że to jest naturalny proces i najlepsze, co wtedy możesz zrobić, to po prostu to zaakceptować i iść dalej wyznaczoną przez siebie drogą.
Dziś kocham siebie i osoby, które przetrwały przy mnie, mogą się cieszyć moją miłością nie tylko do siebie, ale dużo pełniejszą i prawdziwszą miłością do nich samych. Taka jest nagroda za to, że podjęłam decyzję o swojej zmianie i trwaniu w niej, pomimo licznych problemów.
Jeśli chcesz o tym ze mną porozmawiać, napisz do mnie. Z chęcią Ci odpowiem, bo wiem, że moje doświadczenie jest inspiracją do zmiany dla wielu kobiet. Może będzie także dla Ciebie.
Pamiętaj najważniejszą zasadę - to Ty najbardziej zasługujesz na własną miłość. Od Ciebie zaczyna się cała miłość świata.
Żeby, mimo konfliktów czy różnicy zdań,
być wobec innych w porządku,
trzeba najpierw być w porządku wobec siebie.
Dominika Lebda
MOTYWACJA
Nigdy nie potrafiłam mówić o sobie dobrze, w superlatywach. Niestety, w moim domu mówiło się jedynie o brakach, o wadach, o błędach. Nigdy nie chwaliło się za nic ani nie wyrażało jakiejkolwiek aprobaty. Moi rodzice sami nie zostali tego nauczeni, dlatego nie mam im tego za złe. Nie zmienia to jednak faktu, że przez to ja także nie nauczyłam się mówić innym, jak są wspaniali, jak świetnie im poszło, jak jestem z nich dumna, ani nie mówiłam tego do siebie samej.
Pierwsze próby zwracania się zdrobniale do innych trenowałam na praktykach pielęgniarskich na moich studiach. Podglądałam koleżankę, która mówiła do swoich małych podopiecznych "słoneczko", "maleństwo", itd, a ja, jak uczeń, trenowałam na swoich maluchach. Po latach praktyki nie miałam już z tym problemu, ale wciąż nie potrafiłam mówić tak o sobie.
Jak nie raz już pisałam, pracę nad sobą samą zaczęłam dopiero w 2006 r., pod koniec studiów. Odkryłam wtedy coś takiego jak afirmacja. Słyszałaś o niej? Afirmowanie czegoś to opisywanie tego w sposób pozytywny. Ale żeby móc o sobie mówić pozytywnie, musiałam dowiedzieć się, co dobrego jest we mnie. Z jakich pozytywnych elementów się składam?
Wtedy przeczytałam o zadaniu, aby w ciągu 10 minut wypisać 50 pozytywnych informacji na swój temat. Usiadłam któregoś dnia i zaczęłam... Wypisałam 6. Czas mijał, a ja kompletnie nie wiedziałam, co takiego jeszcze mogę napisać. Wszystko już zostało wyczerpane! Pomijając, że to, co wypisałam, także napawało mnie wstydem - bo czy faktycznie ja taka byłam, czy to tylko moje wielkie życzenia?
Nie zamierzałam nawet nikomu tego pokazywać, bo jeszcze okazałoby się, że wcale tak nie jest, a ja zostałabym uznana za egocentryczkę. A jak wiesz, bardzo dbałam o to, co inni o mnie myślą i mówią. Zakładałam maskę osoby, u której wszystko gra, i tylko nieliczni byli dopuszczani do problemów, jakie miałam...
"Jeśli nie czujesz się komfortowo ze sobą,
nie możesz się czuć komfortowo z innymi"...
Dokładnie tak - moja własna obecność mnie krępowała do czasu, aż zaczęłam nad sobą pracować, a i w okresie pierwszych lat błądzenia w samorozwoju także często takie chwile się zdarzały. I tak samo czułam się wśród obcych sobie osób.
Mam wrażenie, że postrzegano mnie jako osobę towarzyską, bo organizowałam imprezy w mieszkaniu, do którego się wyprowadziłam (dzięki rodzicom), bo spotykałam się z wieloma chłopakami, czasem jednocześnie, szukając u nich akceptacji mojej osoby, bo śmiałam się podczas grupowych rozmów. Ale nikt nie wie, jak źle czułam się w towarzystwie osób, z którymi nic mnie nie łączyło albo jeszcze nie zdążyło połączyć, bo widziałam ich po raz pierwszy.
Nikt też nie wie, jak bardzo nie wierzyłam w pozytywne słowa w moim kierunku, wypowiadane przez inne osoby. Kiedy słyszałam, że komuś na mnie zależy, nie uwierzyłam ani razu w tamtych czasach totalnego chaosu emocjonalnego i mentalnego. Kiedy słyszałam, że ktoś chce spędzić ze mną życie, nie wierzyłam. Bo dlaczego ze mną, skoro jest tyle dużo bardziej wartościowych ode mnie kobiet?
Przekreśliłam wiele związków i znajomości, ale chcę, żebyś wiedziała, że to nie jest żal. Wierzę w przeznaczenie i w to, że każda osoba oraz każde zdarzenie z naszego życia ma ogromny wpływ na to, kim jesteśmy dziś. Wszystko ma swój sens. Tamte moje związki i znajomości ukształtowały mnie obecną, kobietę, wierzącą w siebie niezachwianie i mającą mnóstwo miłości do innych.
Dziś nie mam problemów, aby mówić o sobie w superlatywach, ale nie oznacza to, że uważam siebie za nieomylną. Jestem człowiekiem i jak każdy, mam prawo się pomylić. Jednak dziś widzę to obiektywnie i traktuję każdą taką sytuację jak naukę, a nie jak punkt, który ktoś odbiera mi z mojej puli poczucia własnej wartości.
Jak wiesz, nie miałam swojego nauczyciela, który prowadziłby mnie za rękę po moim samorozwoju, dlatego moja praca była długa. Ale Ty możesz oprzeć się na moim doświadczeniu i mojej chęci pomocy Tobie, dlatego liczę, że wykonasz zadania, które dla Ciebie przygotowałam, a potem podzielisz się nimi w naszej grupie, albo chociaż napiszesz w te sprawie do mnie wiadomość prywatną.
Pamiętaj, że tylko praca daje efekty. A jeśli jesteś prowadzona przez kogoś, kto ma w danym temacie doświadczenie, tym efekty będą większe. Razem możemy zdziałać naprawdę dużo.
"Moc możemy świadomie kształtować.
Gdy z niej korzystamy,
tym bardziej ją wzmacniamy."
Ewa Mukoid
ĆWICZENIA
ZADANIE 1
Bardzo jestem ciekawa, jak Ty wykonasz to zadanie. Weź dzisiejszy szablon i wypisz 50 pozytywnych informacji na swój temat. W pierwszej chwili zadanie to może wydawać się trudne, jednak ostatecznie będziesz w stanie wypełnić puste pola. Mocno w Ciebie wierzę.
Co możesz wypisać?
Elementy swojego wyglądu (na pewno jest coś, co podoba Ci się w Twoim wyglądzie), cechy swojego charakteru (pomyśl obiektywnie, stań z boku i przypomnij sobie, co mówią o Tobie bliscy Ci ludzie), wiedzę na jakiś temat, umiejętności, które posiadasz, talenty, jakie posiadasz.
Jest tego cała masa. Może dojść do sytuacji, że zabraknie Ci miejsca. To dobrze, to bardzo dobry znak. Ale tylko pod warunkiem, że te pięćdziesiąt informacji na Twój temat, to informacje, które do Ciebie przemawiają.
Piszę Ci o tym, bo potkałam się raz z szablonem, w którym widniały hasła, jakby wypisane ze słownika. Kobieta ta absolutnie nie czuła się ze sobą dobrze, a w jej życiu pojawiały się sytuacje, które ją przygniatały i dodatkowo obniżały poczucie własnej wartości. Dużo rozmawiałam z nią o jej problemach i czarnowidzeniu, nastawieniu na kryzys, zamiast na sukces. A potem przeczytałam na szablonie, że jest optymistką, że jest skuteczna, pewna siebie, wartościowa, itd.
Miałam wrażenie, że czytam o kimś innym. Patrzyłam na tą listę i widziałam niemal oczami wyobraźni, jak szuka kolejnego przymiotnika, który mógłby określić kobietę.
Może się mylę. Może ona w głębi siebie tak o sobie myśli, ale z jakiegoś powodu ta prawdziwa jej wersja przysłonięta została przez rzeczywistość? To nie była moja klientka, tylko znajoma, której dałam ten szablon po jednej z trudniejszych rozmów. Nie prowadziłam z nią żadnego programu rozwojowego, więc nie wiem do końca, skąd to wszystko się u niej wzięło.
W międzyczasie nic się nie zmieniło i jej życie stopniowo, ale sukcesywnie się zawalało. Ale lista pozytywnych opinii na swój temat została wypisana w ciągu godziny.
Nie chciałabym, abyś tak podeszła do tego zadania. Chciałabym, abyś naprawdę czuła, że cecha, którą wypisujesz, jest rzeczywiście Twoją cechą. Chciałabym, żebyś podeszła do tego zadania nie przy okazji, ale naprawdę usiadła i zastanowiła się nad sobą. Może Ci to zająć nawet cały ten tydzień, ale bądź pewna pozytywnych informacji, które o sobie napiszesz. Trzymam za Ciebie kciuki.
ZADANIE 2
Wypisz w punktach, z jakimi pytaniami zgłaszają się do Ciebie inne osoby.
Jakich rad od Ciebie oczekują?
Jeśli przychodzą do Ciebie z jakimś problemem, widocznie uznają, że jesteś w stanie im pomóc. W czym jesteś tak dobra, że inni Ci ufają?
Czego oczekują od Ciebie?
Wypisz wszystkie cechy charakteru, jakie są potrzebne do spełnienia próśb innych osób oraz umiejętności i wiedzę, które posiadasz. Zobaczysz wówczas, jakie dodatkowe cechy posiadasz.
Poprzez to zadanie chcę Ci uświadomić, że masz w sobie dużo więcej wartości, której być może sobie nie uświadamiasz. Wartości, która jest Twoją wielką siłą i może być Twoim motorem do działania.
Kiedy popatrzysz na siebie oczami innych osób, które Cię doceniają i dla których w jakiejś dziedzinie jesteś autorytetem, a przy okazji jesteś otwarta na to, co się wokół Ciebie dzieje, możesz wreszcie zacząć dostrzegać to, co być może dotąd Ci umykało.
Czy nie byłoby pięknie uwierzyć w końcu przyjaciółce, która podziwia Cię za Twój spokój wewnętrzny albo za to, jak świetnie potrafisz się zorganizować? Czy przyjemnie byłoby z myślą, że jesteś kobietą, która jest ceniona za samodzielność i za to, że potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji? Albo która tak doskonale gotuje, że wszyscy domownicy tylko czekają na kolejny posiłek...
Zapytałam kiedyś jedną z moich przyjaciółek, w czym według niej jest dobra. To pytanie mocno ją zaskoczyło. Długo nie dostałam żadnej odpowiedzi. Ja sama natychmiast podałabym jej kilka obszarów, ale chciałam, aby to ona spojrzała na siebie z boku i poszukała w sobie tej wartości. Po długiej chwili powiedziała mi, że nawet jeśli coś przychodzi do głowy, to głupio jej o tym mówić. Od dziecka była uczona, że ma się nie chwalić, że "dziewczynki nie powinny się przechwalać".
Znasz to? Z czymś Ci się to kojarzy?
Jeśli czytasz tę książkę, to znaczy, że sama szukasz w sobie większej wartości, a to oznacza, że przez poprzednie lata bardzo Ci jej brakowało.
Podejrzewam, że znaczna większość współczesnych kobiet była wychowywana w takim nurcie. Dziewczynka miała być tzw. "grzeczna".
W moim słowniku nie ma nawet takiego słowa. Kiedy jakiś czas temu mój syn wrócił z przedszkola i powiedział mi, że dostał nagrodę, "bo był grzeczny", zapytałam go, co to znaczy, że był "grzeczny". Odpowiedź mnie nie zaskoczyła... Usłyszałam, że "słuchał pani"... Pozostawię to bez komentarza, dziecku oczywiście wytłumaczyłam, jak to z tym byciem "grzecznym" i "nieposiadaniem własnego zdania" jest.
Dziewczynka miała siedzieć cicho, najlepiej tak, żeby za bardzo nie było jej widać. Miała się uśmiechać i być posłuszną. Oczywiście, nie w każdym domu panował taki model, ale z zdecydowanej większości tak.
Współczesne kobiety pozbawione poczucia własnej wartości pochodzą nie tylko z tego typu domów. Znam też wiele takich, gdzie za wyrażanie własnego zdania dostawało się tzw. "manto". Albo dziewczynki były zamykane w pokojach, miały szlabany, itd.
Generalnie wszystko skłania się ku temu, że my, jako dzieci, nie byłyśmy dowartościowywane, a kiedy próbowałyśmy tę wartość w sobie zobaczyć lub chciałyśmy ją pokazać innym, tłamszono ją w nas.
Moja przyjaciółka o której pisałam wyżej, wyrosła w takim właśnie domu. Kiedy podczas naszej rozmowy chciała powiedzieć coś dobrego na swój temat, nie potrafiła, bo od razu odczuwała wstyd, jak wtedy, gdy była mała. Natychmiast odzywało się w niej jej wewnętrznego dziecko (które ma w sobie każda z nas). Dziecko, które zostało brutalnie skrzywdzone psychicznie.
Jeśli i Ty masz taki opór, spróbuj go obejść. Zaakceptuj, że jest. On jest częścią Ciebie. Jedyne, co możesz zrobić, to przyjąć go, jako element Twojej osobowości, a potem pracować nad samorozwojem, przede wszystkim nad poczuciem wartości.
Nie walcz ze sobą. Walka ma złą energię. Bardzo smutną i bardzo destrukcyjną. Przyjmij wszystko, co dotyczy Ciebie z miłością i stań się jedną piękną pełnią.
Tylko kiedy ukochasz w sobie swoje wewnętrzne dziecko, możesz pełniej żyć jako dorosła kobieta. Ty sama potrzebujesz dać sobie więcej miłości i więcej wyrozumiałości. Potrzebujesz bardziej otoczyć siebie samą opieką.
Spróbuj zrobić to właśnie w tym tygodniu. Nigdy nie będzie lepszego momentu niż TERAZ.