Początek i koniec - Sandra Czoik
5.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
Wierzyliśmy, że Nanook to półczłowiek, władca niedźwiedzi. Od małego wpajano nam, że powinno się go upolować, a przedmioty wytworzone z jego ciała traktować z należytym szacunkiem.
Wiedza wiedzą, ale kiedy stanął przede mną - tak ogromny, majestatyczny i... groźny - nie potrafiłam wykonać żadnego ruchu. Gdy nasze oczy się spotkały, muktuk17 omal nie stanął mi w gardle.
Oblał mnie gorący pot. Chwilę później otrząsnęłam się z pierwszego szoku i już miałam sięgnąć po włócznię, ale rozległ się potężny głos, wprawiający moje serce w szybsze drgania:
- Nie radzę, krzywdę tym zrobisz prędzej sobie niż mnie.
Próbując wstać, poślizgnęłam się na śniegu przez parkę z futra karibu. I jak rak, wycofałam się w kierunku domu, a w głowie dzwoniła tylko jedna myśl: WIAĆ!
Kiedy kątem oka obserwowałam napastnika, wydawało mi się, że w jego oczach zabłysło politowanie. I gdyby tylko mimika tego zwierzęcia była tak bogata jak ludzka, to z pewnością skrzywiłby się, widząc me niemrawe poczynania.
- Anuri - wymówił moje imię, czym ponownie wprawił mnie w bezruch. - Nie przybyłem, żeby cię skrzywdzić.
- Ni-e? - wystękałam, patrząc na niego przerażonym wzrokiem.
Dopiero wtedy mój umysł zakodował, że on nie mówi. Nie otwiera pyska, nie wylatują z niego żadne dźwięki prócz warkotu, więc... jak?
Jakim cudem go słyszę i rozumiem?
- Zastanów się - odpowiedział na niezadane głośno pytanie i zrobił krok naprzód, posuwając powoli olbrzymie, białe łapska. - Przecież wiesz, powiedz to, a będziemy mogli przejść do sedna.
Przechylił łeb na prawo i nieprzerwanie świdrował mnie wzrokiem.
- Ty... - Przełknęłam głośno ślinę. - Porozumiewasz się ze mną w myślach.
To obłęd - dodałam już sama do siebie i usłyszałam parsknięcie.
Wzięłam kilka głębokich oddechów, próbując poukładać to, co się działo, ale na niewiele mi się to zdało. Panujący chaos nie tak łatwo wyciszyć.
- Skoro już mamy to za sobą, pozwól, że oficjalnie się przedstawię. Jestem Nanook, władca niedźwiedzi, wierny kompan Quailerteta.
- Ducha burzy i wiatrów?
- On raczej woli się tytułować Bogiem Burzy, a swoją towarzyszkę Boginią Wiatru - sprostował prześmiewczo. - Jak widzisz, jest w waszych wierzeniach szczypta prawdy. Zanim zacznę je wszystkie burzyć, poleciłbym, byś udała się do Szamanki, a ona wytłumaczy ci, kim tak naprawdę jesteś.
Cofnął się i łbem wskazał na dom. Nakazywał mi spełnienie rozkazu.
- Wiem, kim jestem - oburzyłam się. - A ty najwyraźniej nie, bo wtedy byś wiedział, że Szamanką jest moja matka.
- Ależ doskonale to wiem. Jako że dziś kończysz dwadzieścia jeden lat, jesteś gotowa poznać prawdę o sobie. - Odwrócił się. - Wrócę za dwie godziny - dodał, stojąc tyłem do mnie. - I wyruszymy w drogę.
I po prostu odszedł, zostawiając mnie z milionem pytań i z myślą, że zwariowałam.
***
- Anuri, dokąd ci tak śpieszno?
Głos taty zatrzymał mnie jedynie na ułamek sekundy. Musiałam porozmawiać z mamą, wyłącznie ona mogła mi wytłumaczyć, o co w tym chodzi, i uspokoić, że nie zwariowałam i naprawdę przed chwilą rozmawiałam z Nanookiem.
Rzuciłam więc tylko:
- Do mamy.
I już mnie nie było. Przystanęłam w progu kuchni i spojrzałam na mamę zajmującą się przygotowywaniem posiłku. Odkaszlnęłam, by zwrócić na siebie uwagę, jak zawsze, odkąd byłam małym dzieckiem.
- Możemy porozmawiać? - Zadałam to pytanie, gdy przykułam jej wzrok. - Miałam przed chwilą bardzo dziwną sytuację i...
- Przybył Nanook? - przerwała mi i porzucając dotychczasowe zajęcie, przeniosła całą uwagę na mnie.
Czyli nie zwariowałam. Naprawdę odwiedził mnie mistyczny niedźwiedź polarny. Normalka. Dzień jak co dzień.
- Mamo, nie wiem, co powinnam myśleć. Nic z tego nie rozumiem.
- Usiądź, czeka nas długa rozmowa. - Uśmiechnęła się z czułością i pogłaskała mnie po policzku.
Następnie podała mi kielich z winem z mewy, a ja posłusznie zajęłam miejsce.
- Jak wiesz, wszystkie nieożywione i ożywione rzeczy posiadają ducha. Gdy duch umiera, nadal żyje w świecie duchowym, a ja, jako Szamanka, mogę się z nimi porozumiewać. - Usiadła naprzeciw mnie. - A człowiek to trzy części.
- Dusza, ciało i imię - dopowiedziałam, nie bardzo rozumiejąc, do czego nasza rozmowa zmierza.
- Czyli jeśli po śmierci jakiejś osoby nadamy jej imię nowo narodzonemu dziecku, to...? - urwała, zachęcając, bym odpowiedziała.
- To dusza nadal będzie żyła w nowym ciele.
- Dokładnie. - Wzięła głęboki wdech i ciężko wypuściła powietrze nosem. - Więc kiedy dwadzieścia jeden lat temu nosiłam cię pod sercem, usłyszałam Qailerteta. Nakazał mi, abym nadała swojej córce imię Anuri.
Kielich wypadł mi z dłoni. Sądziłam, że rozmowa z mamą rozjaśni mój umysł, a wystarczyło kilka minut, by zapanował w nim jeszcze większy chaos.
- Chcesz powiedzieć, że niby ja żyłam wcześniej... I to z Duchem burzy i wiatru? To absurd, kompletny absurd!
Zerwałam się z miejsca i zaczęłam krążyć po pomieszczeniu, przyciskając palce do skroni. Rano wypiłam wino i teraz jeszcze poprawiłam, to pewnie to. Miałam jakieś dziwaczne wyobrażenia, bo najzwyczajniej w świecie się upiłam.
Musiałam się położyć i przespać, a wszystko minie. To tylko skutek uboczny. Nic więcej.
- Anuri, nie skończyłam.
Słyszałam jej głos - albo wydawało mi się, że go słyszę. Mniejsza.
Sen, wyłącznie on mi pomoże.
Rzuciłam się na posłanie i zacisnęłam powieki, licząc w myślach foki.
- Córcia, wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale proszę cię, nie bluźnij. Jesteś Anuri, żyjesz i umierasz, a potem odradzasz się na nowo w innym ciele w rodzinie, w której ojciec lub matka jest Szamanem. Łączysz się z Qailertetem, żyjecie razem, a później dopada cię klątwa krótko żywotności.
Z każdym słowem mamy miałam wrażenie, że coraz bardziej pulsuje mi żyła. Głowa zaczynała mocniej boleć, a żołądek się zaciskał.
- Tak łatwo o tym mówisz - sapnęłam, podciągając się do pozycji siedzącej. - I myślisz, że ja również przyjmę te wytłumaczenia jak gdyby nigdy nic?
- Rozumiem, że jesteś w szoku...
17 Muktuk - tradycyjna potrawa Inuitów, składająca się z surowej lub lekko przetworzonej skóry i tłuszczu wieloryba.