LA GRANGE, DU CROISY
DU CROISY
Mości la Grange!
LA GRANGE
A co?
DU CROISY
Popatrzno się na mnie, bez żartów.
LA GRANGE
No i...?
DU CROISY
I cóż powiesz o naszej wizycie? Bardzoś zadowolony?
LA GRANGE A tobie jak się zdaje, czy mamy z czego
być kontenci?DU CROISY
Prawdę mówiąc, niebardzo.
LA GRANGE
Co do mnie, wyznam otwarcie, jestem poprostu oburzony. Słyszane
to rzeczy, aby dwie prowincjonalne gąski drożyły się z sobą w ten
sposób i traktowały tak z partesu przyzwoitych ludzi! Ledwie
krzesła raczyły podać! A co się naszeptały do ucha, naziewały,
naprzecierały oczu, pytając się wzajem: "Która godzina?" Ledwie
raczyły wybąkać taklub nie, na wszystko cośmy do nich mówili.
Przyznaj, że najostatniejszych wywłoków nie możnaby przyjąć z
większem lekceważeniem!
DU CROISY
Bardzo, widzę, wziąłeś to do serca.
LA GRANGE
A wziąłem, i to tak dalece, że pragnę się pomścić. Wiem dobrze,
co jest przyczyną tej niełaski. Atmosfera, jaką stworzyły nasze
"wykwintnisie", zatruła swemi wyziewami nietylko Paryż, ale i
zaścianki: zdaje się, że nasze dzierlatki dobrze się nią
zachłysnęły. Obie nibyto "wykwintnisie" a w gruncie prowincjonalne
lafiryndy; zgaduję też dobrze, czegoby trzeba aby im przypaść do
smaku. Jeśli zechcesz, wypłatamy im sztuczkę, która okaże dosadnie
całą ich niedorzeczność i nauczy je na przyszłość znać się trochę
na ludziach.
DU CROISY
Cóż za sztuczka?
LA GRANGE
Mam służącego, imieniem Maskaryla, który uchodzi w wielu oczach
za pięknoducha: toć, w dzisiejszych czasach, niema nic tańszego pod
słońcem! Hultaj namiętnie lubi odgrywać rolę dystyngowanej osoby;
bawi się w wytworne maniery i czułe wierszyki, i ma pogardę dla
reszty służby, którą nazywa wprost bydłem.
DU CROISY
Bardzo ładnie; cóż więc zamierzasz?
LA GRANGE
Co zamierzam? Pragnę... Ale wyjdźmy stąd lepiej.