Rozdział 2 - Pociąg Widmo
Po obiedzie czekały nas zajęcia w lesie. Na początku trzeba było utworzyć pary mieszane. Mateusz sparował się z Emilką. Szczęściara, gdybym był z nim w zespole, nie mielibyśmy sobie równych. Marek dołączył do Nancy, a ja z Moniką. Drużynowy rozdał każdemu kompas, mapę i gwizdek, którego można było użyć jedynie w ostateczności, na przykład w razie niebezpieczeństwa czy zagubienia się.
Każdy zespół dostał inną trasę do przejścia. Po drodze napotykaliśmy punkty kontrolne z numerkami. Przy każdym było zadanie do wykonania. Należało też na podstawie opisu określić kierunek każdej trasy. Na koniec przy każdym z punktów trzeba było przybić sobie pieczątkę, co było dowodem na przekroczenie danego punktu.
- Jesteś dobra w określaniu kierunków Moniko?
- Raczej nie miałam z tym problemów.
Szliśmy już jakiś czas. Ptaki ćwierkały. Promienie słoneczne, choć słońce jeszcze wysoko, z trudem przebijały się przez gęsto rosnące gałęzie.
- Słyszysz? Znowu słychać lokomotywę. O, tam! - Ruszyłem w stronę torów.
- Zgubimy się! Jesteśmy w środku lasu!
- Tory nie są daleko. - Ja jednak biegłem dalej w stronę tego dźwięku, nie zważając na nic. Szukałem wzrokowego potwierdzenia tego, co słyszałem. Drzewa się przerzedziły. - Jest! - Ujrzałem go. W końcu go ujrzałem. I to nie był zwykły pociąg. - Pociąg widmo... - Staliśmy kilka metrów od torów i patrzyliśmy na niego. Był jakby przezroczysty, ale jednak widoczny. Biła od niego jasna poświata. Lokomotywa i dwa wagony. Odjechał. Staliśmy tak chwilę i nadal wpatrywaliśmy się w tory, choć już go nie było.
Podeszliśmy bliżej. Popatrzyliśmy w kierunku, w którym odjechał, ale śladu po nim nie było.
- To ten sam pociąg, który śni mi się po nocach.
- Wracajmy do obozu. Chyba mamy już wszystko.
- Oni nam nie uwierzą.
Staliśmy na samym końcu kolejki do stołówki. Zbliżała się pora kolacji, ale wszystko się opóźniało.
- Musimy to zobaczyć. - Mati chyba nadal nam nie wierzył.
- Powinniśmy zacząć od najważniejszego, czyli wyszukania jakichkolwiek informacji.
- Może popytajmy miejscowych? W miasteczku jest stara stacja kolejowa. Zawsze gdy chodzę po drobne zakupy do sklepu, widzę starszego gościa, który wygląda, jakby czekał na pociąg. Może będzie wiedział coś więcej?
- A jeśli go nie będzie?
- On zawsze tam jest. Za każdym razem, gdy tamtędy przechodzę.
- Co tam się dzieje, dlaczego nas nie wpuszczają? - Niecierpliwił się chłopak, który stał przed nami.
- Podejdę pod okno kuchni. Może się czegoś dowiem. - Mati potruchtał na tyły budynku. Po paru minutach wrócił z zakłopotaną miną. - Będę mówił szeptem, więc podejdźcie bliżej. Nie chcę wywoływać paniki. - Stanęliśmy w kręgu i nieco odsunęliśmy się od pozostałych. - Mieliśmy dziś dostać kompot do kolacji. Ale raczej z niego zrezygnują.
- Co z nim nie tak?
- Kucharka, która go robiła, odeszła od niego tylko na parę chwil. Gdy wróciła, w garnku pływały trzy martwe szczury.
- Co w tym dziwnego? Gryzonie szukają jedzenia. Pewnie chciały się napić i wpadły do środka.
- Problem w tym, że te szczury były martwe i bez głów.