Pociąg pełen ludzi - ksiądz Piotr Morawski

Kup ebooka

25.00 zł
21.00 zł (17,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Zamaskowani w covidowe "białe dzioby"1 konduktorzy wzywają, jak to było za dawnych lat, wszystkich wsiadających do pociągu pasażerów z peronu. Patrząc przez trochę zaparowaną szybę, dostrzegam harmider spowodowany napięciem wywołanym dźwiękiem gwizdka konduktora i jeszcze ostatnich wdechów kończącego się papierosa. Wtedy przychodzi do mnie dość zabawna myśl, że ci wszyscy ludzie wyszli się odstresować, a znowu im ta sztuka nie wyszła. Ostatnia osoba wbiegła do pociągu. Konduktor kilka razy pomachał ręką, dając znać maszyniście, aby zaczął odjeżdżać ze stacji. Mnie ogarnia błogi spokój. Wreszcie rozpoczynam, już kolejną, swoją wymarzoną podróż. Wiem, że wielu z moich znajomych ma ze mnie ubaw, a dokładnie z mojej pasji, ale kiedy siedzę w pociągu, mimo że czasami się spóźnia, czuję, że to jest właśnie to. Siadam wygodnie w fotelu i podziwiam, szybko i trochę wolniej (zależy, jakim pociągiem jadę), widoki zmieniające się za oknem. Niczym nie muszę się martwić. Na niczym nie muszę skupiać swojej uwagi. Mogę odpocząć.

To tyle o mnie. Tak się czuję w pierwszym momencie rozpoczynającej się podróży.

Chcę, aby ta książka była o podróżach i o tym, czego one uczą. Drogi Czytelniku, pewnie zdarzyło Ci się już kiedyś jechać pociągiem i spotkałeś się z różnymi osobami i ich rozlicznymi problemami. Jadąc w jednym wagonie czy przedziale, nie jest sztuką usłyszeć, czym żyje ktoś jadący z punktu A do punktu B. Bez problemu dostrzegasz i możesz niekiedy odczuć na własnej skórze emocje towarzyszące takiej osobie. Ja, Ty i nasz współpasażer stajemy się kopalnią wiedzy. Stajemy się niezwykłymi punktami obserwacji, mnóstwa pytań i teorii.

Czy patrząc pod takim kątem, podróż pociągiem nie jest fascynująca?

Stańmy się psychologami. Spróbujmy strona po stronie, podróż po podróży poznać problemy i codzienność wielu z nas. Chciałbym, abyś usiadł wygodnie i razem ze mną przejechał się pociągiem. Przebędziemy kilka tras. Jedne będą dalekie, a inne zajmą nam niewiele czasu. Ale mogę Ci powiedzieć, że w każdej tej podróży poznamy coś nowego, co powie nam coś o człowieku.

Czas rozpocząć wyprawę. Jesteś gotowy?

1 Opis wyglądu konduktora w czasie pandemii. "Biały dziób" to nic innego jak maseczka.

Podróż I

Kilka lat temu razem z moim dobrym kolegą postanowiliśmy wybrać się na wspólne wakacje. Jako studenci liczyliśmy każdy grosz, dlatego, żeby choć trochę zaoszczędzić, obmyśliliśmy plan, że pojedziemy nocnym pociągiem. Zapowiadała się niezwykła przygoda. Ponad siedemset kilometrów do pokonania. Prawie dwanaście godzin w podróży. Może dziś brzmi to trochę przerażająco, ale dla takich szaleńców jak my to była przygoda życia. Pierwsza część podróży przebiegła spokojnie. Był środek wakacji, więc nic dziwnego, że drogę z naszego miasta rodzinnego do stolicy kraju pokonaliśmy, stojąc. Fakt, za późno kupiliśmy bilety. Dobrze, że to tylko niecałe dwie godziny jazdy. Po krótkiej chwili oczekiwania na Dworcu Centralnym nadszedł czas na przesiadkę. Na peronie było tyle ludzi, że słowo tabun to zdecydowanie za mało. Pociąg wynurzył się z tunelu i ślimaczym tempem zaczął pokonywać kolejne sektory peronu. Wagonów było szesnaście. Znaczyło to jedno: ludzi nie ubędzie, a wszystkie miejsca będą zajęte. W przedziale drugiej klasy miejsca było na osiem osób. Pierwsze hasło: nie pośpimy. Wszyscy na "hurra" zaczęli się przeciskać przez wąskie drzwi wagonów. Nie patrząc na numer wagonu, po prostu chcieli już być w pociągu. Na peronie panowała nerwowa atmosfera. Sam niestety dałem się ponieść emocjom. Doskonale wiem, że pociąg przecież nie odjechałby, dopóki wszyscy by nie wsiedli. Ale jak to mówi pewne przysłowie: "jak wszedłeś między wrony, to kracz tak jak ony". Z olbrzymim napięciem przeciskałem się między turystami i szukałem numeru swojego siedzenia. Ciśnienie trochę opadło, kiedy mogłem zrzucić z pleców plecak, a walizkę położyć na półce nad swoją głową. Uff... udało się, pozostało tylko patrzeć, jak przedział się zapełnia, i mogliśmy zacząć podróż. Złapałem się na tym, że zacząłem się denerwować tak błahą sprawą. Czy te nerwy miały mi w jakiś sposób pomóc? No przecież nie. Żadne napięcia nie niosą pomocy. Wręcz przeciwnie, zamiast wytwarzać spokój, powodują chaos. Niepotrzebnie wypowiedziałem tyle słów, za które długo musiałem się wstydzić i zadawać sobie pytanie: po co? Słowa wywoływały jeszcze większe emocje. Jeszcze bardziej mnie nakręcały i zamiast odpoczywać, sam prowokowałem zmęczenie. Myślę, że wiele razy możemy się łapać na takim doświadczeniu. Że nie raz każdy z nas znalazł się w "stadzie wron". Tylko zamiast coś dobrze wspominać, to plujemy sobie w brodę i ci bardziej wrażliwi będą bili się w piersi i zaczną gdybać.

Kiedy wyjechaliśmy z Warszawy, nagle w przedziale i, jak się później okazało, w pozostałych wagonach zrobiło się głośniej. Na korytarzach wytworzył się ruch. Coś zaczęło się dziać. Okazało się, że większość pasażerów tego pociągu to podróżni zmierzający na Woodstock. Jadąc na wielką imprezę muzyki, już w pociągu postanowili zrobić sobie rozgrzewkę. Były śpiewy, tańce, gry na różnego rodzaju instrumentach i przede wszystkim picie dużej ilości alkoholu, bo jakże inaczej. Pociąg podskakiwał - nie tylko na nierównościach, ale także pod wpływem imprezy w wagonach. Oprócz tych wcześniejszych nerwów z peronu wśród niektórych nastała kumulacja związana z przebojowością tych ludzi. Tym razem nie uległem presji większości. Ani też nie studziłem wcześniejszych nerwów sposobami pozostałych pasażerów z pociągu. Jedynie obserwując te dwa kontrasty osobowościowe, mogłem się spodziewać "wojny" między tymi ludźmi. Kobiety jadące w moim przedziale aż "ostrzyły" swoje pazury i były skłonne siłą uciszać tych na korytarzu. Natomiast ci drudzy zapraszali do wspólnej zabawy i degustacji tego, co w danym momencie było w obiegu. Jak to człowiek potrafi być z jednej strony wściekły i zawistny, bo coś dzieje się nie po jego myśli, a z drugiej strony dość często, troszcząc się o swoje dobre samopoczucie, zapomina, a nawet nie chce zwrócić uwagi na to, że robi to czyimś kosztem. Uważnie przyglądając się swojemu życiu, mogę powiedzieć, że nierzadko zdarza mi się być zarówno w jednej, jak i drugiej grupie. A wyciągając dalsze wnioski, mogę stwierdzić, że jestem chodzącym kontrastem. Z jednej strony może i dobrze, bo moje życie nie jest monotonne, ale z drugiej to daje do myślenia, ile jeszcze pracy przede mną. Ile muszę w sobie poprawić. Dziś dostrzegam, że to wydarzenie, ta historia i ci ludzie nie byli przypadkowi. Oni wzbogacili moje życie i stali się motywatorami, bym dostrzegł swoje wady i braki oraz zaczął już nie tylko obiecywać poprawę, ale konkretnie działać. Chciałbym, abyś popatrzył na swoje życie, Drogi Czytelniku, i może, posługując się tą historią, spróbował poznać siebie. Każdy z nas chce być jak najlepszy, a staniemy się tacy, kiedy poznany siebie w całości i zaczniemy metamorfozę naszego życia.

Kiedy opuściliśmy stację Kostrzyn, w pociągu zapanowała cisza. Dalszą część drogi mogliśmy przespać, choć to za duże słowo. Można było przymknąć oczy i czujnie drzemać. Imprezowe emocje wysiadły na peronie, a nerwy u pozostałych przestały się kumulować i ustały. I wreszcie ktoś głośno powiedział: "Można zacząć odpoczywać!". W Międzyzdrojach zakończyła się nasza podróż. Razem z kolegą opuściliśmy pociąg i udaliśmy się na wspólny urlop. Te kilkanaście godzin podróży okazało się czasem, który został w pamięci na długo. Czasem wspomnień i rozważań. Pytań i szukania odpowiedzi.