Pocałunki na pokaz - Jayci Lee

Kup ebooka

11.99 zł
9.83 zł (8,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Chloe Han nie miała tajemnic, szczególnie przed rodziną. Uważała, że mieć je to głupota.

Jej najstarsza siostra Angie i obecnie już jej mąż, Joshua Shin, trzymali jego alter ego jako kompozytora - oraz swój romans - w sekrecie tak długo, aż to się obróciło przeciwko nim. Jej druga starsza siostra, Megan, zataiła tożsamość mężczyzny, z którym spędziła noc i z którym będzie miała dziecko, Daniela Paka - oraz ich późniejszy romans - lecz w końcu sprawa z hukiem wyszła na jaw i wybuchł skandal.

Ona na szczęście była jak otwarta księga. Dla rodziny stanowiła ostoję i właśnie taką rolę pragnęła dalej pełnić. Poza tym w jej życiu nie wydarzyło się nic na tyle pikantnego, by warto było trzymać buzię na kłódkę. Ciężkie westchnienie wydobyło się z jej piersi.

- Coś nie tak? - Angie spojrzała na nią z niepokojem.

- Nie, nic. - Chloe strzepnęła niewidoczny pyłek z nogawki dżinsów. - Czemu pytasz?

- Bo westchnęłaś niczym Kłapouchy.

- Nie westchnęłam, tylko zrobiłam długi wydech - odparła Chloe. - A przy okazji, gdzie Megan? I dlaczego jeszcze nie ujawniła, kto ją zastąpi?

Westchnęła ponownie. Megan znowu bawi się w sekrety, pomyślała. Chloe zdawała sobie sprawę z tego, że jest w złym nastroju, częściowo z braku snu, ale też dlatego, że wczoraj, grając w "Lidze Legend", dostała tęgie lanie od swojego odwiecznego rywala SerialFiddlera.

- Powiedziała, że to niespodzianka, nie tajemnica - przypomniała Angie. - I ktokolwiek to będzie, jest tylko kandydatem albo kandydatką. Ostatnie słowo należy do nas. Ostatecznie to my będziemy grały z tą osobą.

Na myśl o zbliżających się narodzinach siostrzeńca gniew Chloe nieco osłabł. Zostanie ciocią i będzie rozpieszczała małego do niemożliwości. Angie z pewnością też.

- Gotowe na szok?

Angie i Chloe aż się wzdrygnęły, gdy Megan z ogromnym brzuchem wtargnęła do sali prób. Uśmiech zniknął z jej ust, gdy przez uchylone drzwi dobiegł męski głos mówiący coś do niej szeptem.

- To jest krępujące? - powtórzyła Megan i zmarszczyła brwi. - Ależ skąd. Ja tylko chcę przygotować ci godne wejście. - Głos mruknął coś ponaglająco. - Nonsens. Jasne, że chcesz zrobić wejście. Zaczekaj jeszcze sekundę.

- Megan, kochanie - odezwała się Angie. - Nie dręcz dłużej tego biedaka. Obiecujemy należycie go przywitać.

- Dlaczego robisz tyle zamieszania? - Chloe się zniecierpliwiła. - Kim ta osoba może być, że...

Głos uwiązł jej w gardle. Zerwała się z krzesła i w panice rozejrzała się wokół w poszukiwaniu drogi ucieczki, gdyż jeden z najbardziej utalentowanych i najprzystojniejszych skrzypków - jej idol jako nastolatki - właśnie wszedł do pokoju.

- Łał. Anthony Larsen. - Angie wstała i mówiła dalej denerwująco normalnym tonem: - Teraz rozumiem, dlaczego Megan starała się tak celebrować twoje wejście.

Anthony uśmiechnął się, a Chloe omal nie pisnęła. Rzucił jej zaciekawione spojrzenie, potem przeniósł wzrok na Angie.

- Cała przyjemność po mojej stronie.

Gdy Chloe wciąż stała jak posąg, Megan podeszła do niej i objęła ją ramieniem.

- Nie przywitasz się z Anthonym?

Chloe najchętniej by ją udusiła. Gołymi rękami. Jak tylko będzie zdolna się ruszyć. Lub oddychać.

Anthony przechylił głowę i odezwał się przyjaźnie:

- Miło mi cię poznać, Chloe. Megan wiele mi o tobie mówiła.

- Jestem Chloe - mruknęła.

Megan prychnęła z irytacją, a Chloe posłała jej mordercze spojrzenie, potem przeniosła wzrok na Anthony'ego. Miał piękne orzechowe oczy. Och, jak kiedyś marzyła, by móc w nie patrzeć z bliska tak jak w tej chwili...

- Mnie też jest miło cię poznać. - Była dumna z siebie, że potrafi nadać głosowi swobodne brzmienie. - Moja siostra nie żartowała, że ma dla nas niespodziankę.

Zaczerwienił się, co nadało mu chłopięcy wygląd. Co o tyle dziwne, że był dziesięć lat starszy od Chloe.

- Wolałbym, żeby tego nie robiła. Nie jestem celebrytą. Pewnie to ja byłem bardziej podekscytowany poznaniem pozostałych członkiń Hana Trio niż wy poznaniem mnie.

- Czy nie jest słodki? - wtrąciła Megan.

- Nie pesz go - skarciła ją Angie, a Anthony odchrząknął.

- Już dobrze. - Megan opadła na krzesło. - Anthony, jesteś gotowy zacząć przesłuchanie?

- Niezupełnie - odparł i potarł kark. - Megan mówiła, że w tym sezonie gracie Divertimento Es-dur Mozarta. Może zagramy fragment?

- Dobry wybór. - Chloe wyciągnęła altówkę. Z instrumentem w ręku poczuła się pewniej. - Druga część?

- Adagio? - Angie ze zdziwieniem uniosła brwi. - Nie stosujemy taryfy ulgowej.

- Jasne, że nie. - Megan spojrzała na światowej sławy skrzypka. - Nie chcemy go obrazić.

Chloe posłała Anthony'emu szyderczy uśmieszek.

- Zobaczymy, co potrafisz, maestro Larsen.

Spojrzenie jego pociemniałych oczu zatrzymało się na jedno mgnienie na jej wargach, burząc jej z trudem osiągnięty spokój. Zanim zdążyła przeanalizować, co się dzieje, Anthony usiadł obok niej.

Wsunął skrzypce pod brodę, wymienił spojrzenia z Angie oraz Chloe i przeciągnął smyczkiem po strunach. Postronny słuchacz mógłby odnieść wrażenie, że cała trójka jednocześnie zagrała pierwszą nutę, lecz Chloe i jej siostry wiedziały, że Anthony zaczął zbyt nieśmiało. Lekki uśmiech na jego wargach świadczył, że o tym wie. Melancholijna muzyka falami wzbierała wokół. Chloe była pod wrażeniem gry Anthony'ego, który nie starał się popisywać wirtuozerią i w odpowiednich chwilach dawał pierwszeństwo altówce lub wiolonczeli.

- Początki zawsze bywają trudne - stwierdziła Angie, gdy skończyli.

- Ale obiecujące - dodała Chloe.

Anthony potrafił tchnąć w muzykę tyle pasji, że dech jej zapierało. Wiedziała, że co prawda nie osiągną takiej harmonii, z jakiej słynie Hana Trio, lecz zaprezentują nowe wyraziste brzmienie utworów ze stałego repertuaru. Dla słuchaczy to może być ekscytujące.

- Spróbujemy jeszcze raz? - zaproponował Anthony i palcami przeczesał włosy. - Potrafię grać lepiej.

- Właśnie po to wciąż ćwiczymy - odezwała się Megan, wstając. - Dobrze, maestro Larsen. Proszę na chwilę wyjść na korytarz, a my tu pogadamy. Moje siostry mogą zdecydować, że chcą odbyć z tobą pełną próbę, więc powiedz swojemu wewnętrznemu perfekcjoniście, żeby na chwilę wziął na wstrzymanie.

- Boże, nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz tak się denerwowałem! - Zaśmiał się krótko. - Potraktujcie mnie łagodnie, drogie panie.

- Postaramy się - zapewniła Chloe. Chciała już teraz zdradzić, że został przyjęty, ale uznała, że siostry też powinny się wypowiedzieć. - To nie potrwa długo.

Z lekko przechyloną głową przyglądał się jej przez dwa uderzenia serca i wyszedł. Wyobraźnia mnie ponosi, pomyślała. Nie miała urody Angie czy Megan, ale było w niej coś, co budziło zainteresowanie. Nie wierzyła jednak, że mężczyzna taki jak Anthony uzna ją za atrakcyjną.

- Bla, bla, bla - zaczęła Megan. Gdy Angie spojrzała na nią jak na wariatkę, wzruszyła ramionami. - Musimy choć udawać, że dyskutujemy, nie? Ale bądźmy realistkami. O czym tu dyskutować? Bierzemy go.

- Ty nie będziesz musiała z nim grać. - Angie przewróciła oczami. - Co sądzisz, Chloe?

- Czy ktoś tak sławny nie powinien być narcyzem? - Wciąż nie mogła uwierzyć, że Anthony Larsen jest zwyczajnym człowiekiem. - Trochę się spodziewałam, że urządzi tu solowy popis, ale tego nie zrobił. Ani razu.

- Czyżbyś była rozczarowana? - Megan spojrzała na nią z ukosa.

- Oczywiście, że nie jestem rozczarowana.

Musiała przyznać, że dla niej samej byłoby lepiej, gdyby okazał się bufonem. Nie chciała znowu popaść w zauroczenie człowiekiem, które trwało o wiele dłużej, niż siostry podejrzewały, i dotąd nie minęło. Oczywiście nie dopuści do tego, zwłaszcza że mają współpracować. Chociaż łatwiej by jej było, gdyby nie był tak atrakcyjny.

- Ma niewątpliwy talent, ale jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie jego gotowość do pracy w zespole - stwierdziła Angie. - Mamy ponad miesiąc, zanim Megan pójdzie na macierzyński. Powinnyśmy dać mu dużo czasu na przystosowanie się do naszego stylu gry.

- Czyli zostaje przyjęty - podsumowała Megan. - Chloe, zawołaj go, zakomunikujemy mu dobrą nowinę.

- Czemu ja?

- Bo jesteś najmłodsza. Poza tym ja nie mam siły wstać i dojść do drzwi.

Chloe otworzyła drzwi z szarpnięciem. Potem zrobiła krok do przodu i omal nie zderzyła się z Anthonym.

- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.

- Nic się nie stało. - Ich spojrzenia się spotkały. Anthony był wysoki i stał bardzo blisko. - Wyszłam, nie patrząc przed siebie.

- Niemniej przepraszam.

Nie cofnął się, tylko przyglądał się jej z fascynacją. Napięcie między nimi stawało się namacalne.

- Spieszyłam się, bo... bo mamy dobrą wiadomość - powiedziała odrobinę za głośno. - Zapraszam.

Gdy ją mijał, poczuła, że jej ciało drży jak napięta struna. Zachwiała się, lecz szybko odzyskała równowagę. Podniosła głowę i rzuciła mu spanikowane spojrzenie. Żar w jego oczach parzył. Cofnęła się i wbiegła do sali prób.