Pocałunek na wybiegu - Justyna Kozłowska

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (34,32 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Była noc, a w zasadzie to północ. Krzyś smacznie chrapał. Tak, kupiliśmy jedno większe mieszkanie, a dwa - moje stare i Krzysia zwyczajnie sprzedaliśmy. Wystarczyło nam na wyremontowanie naszego nowego warszawskiego nieba na ziemi. To nowe mieszkanko znajdowało się bliżej centrum stolicy. Miałam ja i Krzyś bliżej do naszej pracy. Poza tym w naszym nowym domu było o wiele, wiele bardziej przestronniej. Nasz mały apartament liczył cztery większe pokoje, większą niż tę którą miałam łazienkę, kuchnię oraz dodatkowo salon albo jadalnie - kto zwał tak zwał. W każdym razie chodzi o miejsce, w którym można by było spędzać wspólnie czas. Mała Malinka miała przede wszystkim swój pokój, w którym od rana do nocy się bawiła. Malinka była najsłodszym i najgrzeczniejszym równocześnie dzieckiem pod słońcem! Była - moim i Krzysia największym oczkiem w głowie. Chcieliśmy dla niej jak najlepiej w końcu. Moje dziecko jakoś znośnie przeżyło przeprowadzkę. Wiedziałam dobrze, ze i tak nie będzie z tego nic pamiętała. Że będzie tylko wiedziała z opowieści rodziców o tym, że zmieniliśmy miejsce zamieszkania, gdy ona miała dwa latka. Kot Rudolf mieszkał z nami, a mała Malinka nie wiem czemu uwielbiała łapać go za ogon. Kot zawsze wtedy uciekał a ona miała przednią zabawę. Malinka nie chodziła jeszcze do żłobka. Postanowiłam, że będę siedzieć w domu do czasu aż ona trochę nie podrośnie. Chciałam dla niej razem z Krzysiem jak najlepiej. Latem niemalże codziennie odwiedzałyśmy park i plac zabaw. Oczywiście jeśli pogoda na to pozwalała i nie było upałów, deszczów, chłodnego wiatru czy burzy. Malinka kochała chlustać się na huśtawce. Czasem robiłam jej zdjęcia i wsadzałam do naszego wspólnego, rodzinnego albumu. Była bardzo fotogeniczna. Kupowałam dla niej słodkie ciuszki głównie przez internet z dostawą prosto do domu przez kuriera. Miała tyle ciuchów, które niemalże do pełna zapełniły przestronną szafę, a raczej szafkę mojego dziecka. Na jednych ubraniach widniały księżniczki, na innych różne postacie z bajek. Co jak co, ale nie oszczędzałam na ubrankach, mimo, że wiedziałam, że moje dziecko szybko z nich wyrośnie. Po prostu było mnie stać na taką inwestycję. Siedziałam na łóżku, bo przyśnił mi się koszmar z Sebastianem w roli głównej. Że mi się odwdzięcza. Za to, że tak naprawdę to ja wsadziłam go do paki. Ale nie ważne. To był tylko sen. Ile razy coś mi się śni okropnego, kompletnie tym się nie przejmuje i nigdy to się nie sprawdza w rzeczywistości. Ten sen był jednak bardzo intensywny. Przeraziłam się. Zajrzałam przez leciutko uchylone drzwi mojej Malinki, która ostatnio smacznie spała, nie budziła się w nocy, odkąd skończyła dwa latka, nie marudziła, nie chciała jeść, ani się bawić w nocy. W domu nocami zaczynało być ciszej, a moi sąsiedzi za ścianą zaobserwowałam, że podobnie jak ja chodzili wyspani i uśmiechali się do mnie, mówiąc mi za każdym razem dzień dobry. Pewnie oni też budzili się, kiedy moja mała wrzeszczała w niebogłosy nocami. A było dużo takich nocy, nawet teraz tego wszystkiego już nie zliczę. W każdym razie teraz jest już wszystko okej. Ja i Krzyś wysypiamy się podobnie jak Malinka. A to chyba najważniejsze, bo dobry sen to przecież podstawa i bez tego człowiek by w ogóle nie funkcjonował. W końcu weszłam do kuchni, która pomalowana była na oliwkowo zielony odcień i była urządzona w modnym stylu. Meble były jasno-brązowe, no może ktoś by powiedział, że miodowe. Jak zwał tak zwał. Wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Nalałam napój w kartonie do wysokiego kubka w misie. Prawdopodobnie kupiłam ten kubeczek z myślą o tym, że za parę lat, może nawet za rok spodoba się mojemu dziecka. Był i jest taki słodki, że nie mogłam się oprzeć kupienia go. Nie kosztował zbyt wiele, ale to najmniej istotne. Po prostu wypiłam swoją porcję soku z myślą, że kwaśnawy napój trochę mi pomoże. Niestety mimo tego, że ugasiłam swoje pragnienie ni mogłam zasnąć. Pomyślałam, że odpalę internet w laptopie i poszukam, które bajki mogłabym kupić w internetowej księgarni dla Malinki. Hmmm... co my tutaj mamy? Syrenka? Kopciuszek? A może bajka o brzydkim kaczątku? A jeszcze lepiej Śnieżka. No dobra, wybrałam bajkę dla przedziału wiekowego mojego dziecka o jakichś misiach i księżniczkach. Do tego w środku można malować, kolorować kredkami co moja mała uwielbiała robić. Co z tego, że rysunki nie były idealne. Chodziło w końcu o to, żeby można było wykorzystać potencjał twórczy dziecka. Oczywiście sobie trochę żartuję. Malinka uwielbiała jak czyta się jej bajki. Nie wiem czy ma to po mnie czy po tatusiu, ale nie zasnęła bez tego. Trzeba było dzień w dzień, po kąpaniu wieczór w wieczór czytać bajki. Mamy w naszym domu ich tyle, że zapełniają cały jeden regał w pokoju mojego kochanego dziecka. Cóż, czasem czytam jej jedną bajkę kilka razy. Ciekawe na kogo wyrośnie? Na pewno będzie mądra i nie pójdzie w moje ślady. Nie chciałabym tego. Chciałabym, żeby miała wspaniałe życie. I żeby poszła w taką drogę, która jej będzie najbardziej odpowiadała. Nie chcę, żeby śledziła przestępców ani tym bardziej bawiła się w jakiegoś detektywa. Będę ją od tego chroniła. Zwyczajnie, jak matka kochająca swoją córkę najmocniej na świecie. Usiadłam na wygodnym, mięciutkim krześle a'la fotel i zaświeciłam niewielką lampkę z ogromnym, białym abażurem w kuchni. Postanowiłam, że wezmę do ręki gazetę, żeby zapomnieć na chwilę o tym koszmarze, który nie dawał mi tak naprawdę spokoju cały czas. Na gazecie była jakaś modelka. Nie znałam jej ani kompletnie nie kojarzyłam, mimo, że w swojej karierze dziennikarskiej poznałam wiele ludzi, w tym multum modelek. Okładka przedstawiała szczuplutką, wychudzoną wręcz blondynkę o długich do łokci cienkich włosach bez grzywki w białej letniej sukience w zielone liście. Przekartkowałam kilka stron, kiedy nagle wzdrygnęłam.

- Nie śpisz, kochanie? -Krzyś wszedł do kuchni tak cichutko, że w ogóle go nie zauważyłam. Dopiero przestraszył mnie jego głos. Niczym duch wetknął się do kuchni, kiedy ja przeglądałam jedną z lubianych i chętniej czytanych gazet modowych - babskich czasopism przeze mnie.

- Jakoś tak nie mogę zasnąć

- Niech zgadnę, miałaś koszmar

- W zasadzie to.. tak

- Nie przejmuj się. To głupstwo. Rozumiem, że ktoś cię zastraszał w tym śnie?

- Skąd wiesz?

- Nie wiem, zgaduję

- Tak, w zasadzie to... mam koszmary z Sebastianem. Najpierw jego zastraszanie tej dziewczyny, modelki, która popełniła samobójstwo, potem moje a teraz.. teraz te sny

- Sebastian cię zastraszał? Nie mówiłaś mi nic o tym - I w tym momencie ugryzłam się w język. Nie miałam nikomu mówić o tym, co się stało, o tych mailach z Dominiką Lorenz. O tym, że była bliską kuzynką Sebastiana i szykowała zepsuć mi wesele

- Przepraszam, przejęzyczyłam się

- Na pewno?

- Tak. Jest późno. Mogło mi się pomylić

- Jutro od rana muszę być na nogach, zamierzasz tak spędzić całą noc?

- Nie mogę zasnąć

- Chcesz zapalić fajkę na balkonie?

- Nie - Wzdrygnęłam - Jest za zimno, mimo, że to lato

- No dobrze, w takim razie zostawiam cię z gazetą. Muzę być jutro wypoczęty

Krzyś poszedł do naszej sypialni, gdzie stało na środku pokoju wielkie łóżko z materacem i stelażem i ciekawą, eukaliptusową, aksamitną, pikowaną tapicerką. Część mieszkania po jego zakupie była urządzona, część trzeba było remontować, kupować meble, dodatki. Mimo wszystko jakoś wyrobiliśmy się w niecałe pół roku z wyposażeniem naszego mieszkania. No nic. Kiedy byłam na 143 stronie zachciało mi się dopiero prawdziwie spać. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła godzina 3. Dopiłam sok, a potem cichutko, nie budząc nikogo - Krzysia, ani tym bardziej mojego dziecka - Malinki, ruszyłam w kierunku sypialni, gasząc w kuchni światło. Przez rolety i firanki było widać okrągły księżyc. Była pełnia. Może dlatego nie mogłam zasnąć. No nic. Ułożyłam się wygodnie do łóżka, przykryłam jednym kocem, bo w pomieszczeniu było naprawdę ciepło jak na początek sierpnia i jakoś zasnęłam. Obudziłam się dopiero nad ranem. Krzysia już przy mnie nie było, a mała zaczęła coś marudzić przez zamknięte drzwi słyszałam ją. Dochodziła godzina 7. Pomyślałam, że wstanę, zrobię sobie i małej śniadanie, przebiorę ją z piżamki w jedną ze słodkich sukienek, zmienię pieluszkę i wykonam z nią drobną toaletę - umyję buźkę, ząbki, rączki do śniadania i poczeszę małe rude, pomału kręcące się włoski, które wyraźnie odziedziczyła po mnie.

- Mama jeść - Odezwała się Malinka, kiedy przebierałam ją z piżamki w granatową, sztruksową sukienkę z myszką miki z przodu.

- Kochanie, zaraz zjesz, ale musisz się najpierw ubrać, dobrze? Umyjemy buzię, poczeszemy włoski i moje kochanie zje przepyszne śniadanko. Na co masz ochotę? Hmmm? Kanapeczka dla Malinki z kakao? Może być? - Dziewczynka zaklaskała w malutkie rączki - chyba zje śniadanie z chęcią. Z resztą, moje dziecko lubiło wszystko, co przyrządzałam. No, prawie wszystko. Malinka, w porównaniu do innych dzieci nie była niejadkiem, ale na odwrót - jadła prawie wszystko z wielkim smakiem i ochotą. Cieszyłam się, że nie marudzi przy śniadaniu, obiedzie, czy kolacji, a je wszystko no prawie wszystko z wielką chęcią. Przy najmniej rytuał jedzenia nie trwał w nieskończoność. Malinka zjadała każdy posiłek w góra 10 minut. Oczywiście jeszcze ją karmiłam plastikową, kolorową łyżeczką.

Zwykle po śniadaniu moje dziecko lubiło oglądać bajki. Tak, bajki Malinka uwielbiała i mogła oglądać je w nieskończoność. Włączałam jej telewizor na specjalny kanał dla małych dzieci. Leciały tam na okrągło bajki - jedna za drugą. W między czasie mogłam zrobić pranie, posprzątać, umyć, poodkurzać, podlać kwiatki, włączyć zmywarkę, czy z kawą zasiąść przed swoim laptopem w poszukiwaniu artykułów, które mogłyby mi się przydać do domu i które mogłabym zamówić online, przez internet. Prawie w ogóle nie wychodziłam sama z domu. Czasem przychodziła sąsiadka ze swoim maluchem, żebym popilnowała je, kiedy ona załatwi coś na mieście i na odwrót - ja zostawiałam małą, kiedy bardzo potrzebowałam wybrać się na większe zakupy. Malinka lubiła bawić się z małą Juleczką - córką naszych sąsiadów, którzy mieszkali po sąsiedzku, w mieszkaniu na tym samym piętrze, tuż obok nas. I tak jakoś zlatywał dzień. Malinka miała mnóstwo lalek i innych zabawek, na przykład klocki czy duże puzzle do układania. Była już po okresie, w którym wszystko brała do buzi i jadła. Puzzle więc mogła spokojnie układać je, kiedy ja odpoczywałam przy popołudniowej kawie po wykonaniu wszystkich domowych obowiązków. Czasem wpadał Camillo, który robił mi zakupy. Krzyś wracał bardzo późno do domu i nie myślał już o zakupach. Pracował jako trener na siłowni również w soboty, więc tym bardziej ciężko było mu znaleźć czas na zakup pampersów, czy innych akcesoriów dla małej. Z resztą, pomału przykładałam się do tego, by korzystała z małego nocniczka. No nic. Na wszystko przyjdzie jeszcze w końcu czas. Julka i Malinka bardzo dobrze się ze sobą dogadywały i były w podobnym wieku. Był sierpień, a dokładnie jego początek. Często wychodziłam z małą z wózkiem do pobliskiego parku. Nie nudziłyśmy się. Starałam się sprawić, by miała dobre dzieciństwo, mimo, że nie mieszka na wsi. W mieście też można się dobrze w końcu bawić. Plac zabaw w końcu czynny jest całą dobę codziennie. Park podobnie. Można wybrać się o każdej porze na spacer.

Rozdział 4

W jednej i tej samej chwili, myśląc o tym, kto mógłby by mi pomóc, pomyślałam sobie o Magdzie. Nie Magdzie sekretarce Top telewizji, ale Magdzie, sekretarce Świata gwiazd, gazety, która po całej tej aferze z Maciem Nilsonem i panem Kuleszą oraz zabójstwem jednej z dziewczyn, a konkretniej modelki, a dokładniej Emily West, niestety została wycofana ze sprzedaży i już nikt więcej do niej nic nie pisał. Na nieszczęście zmieniłam sobie nie tylko numer telefonu, ale sprawiłam sobie nową komórkę. Stara się zwyczajnie zepsuła i nie dało się jej już nijak włączyć. Miałam w niej zapisanych mnóstwo numerów, mnóstwo kontaktów, które dzisiaj na pewno by mi się przydały. No trudno. Zawsze zostaje jeszcze portal społecznościowy, w którym miałam dodaną w znajomych Magdę. Ucieszyłam się, kiedy przypomniałam sobie o tym. Szybko weszłam na laptop, który leżał sobie koło mnie na stole w kuchni, logując się na portal, w którym mogłabym porozmawiać z Magdą i umówić się z nią na spotkanie przy kawie w którejś z klimatycznych restauracji na obrzeżach miasta. Wchodząc na portal zatarłam ręce. Prawdopodobnie, przy najmniej tak czułam, że dziewczyna mi pomoże. Weszłam na jej profil, żeby wysłać do niej wiadomość. Po kliknięciu w jej imię i nazwisko zobaczyłam też aktualne jej zdjęcie. O rany, ale się zmieniła? - Pomyślałam w jednej chwili. Przefarbowała włosy na blond, a do tego trochę przytyła. Czy to na pewno ona? - Zastawiałam się, kiedy imię i nazwisko na portalu się zgadzało. Swoją drogą, ciekawe, co u niej słychać? Postanowiłam przejrzeć więcej jej zdjęć. Otwarłam całą galerię. O rany! Ma dziecko! A nawet dwójkę ślicznych urwisów! Ale numer! Kiedy ostatnio się rozstałyśmy Magda była w ciąży z pierwszym maluchem. Jak ten czas szybko zleciał od Świata gwiazd, od czasu, kiedy zlikwidowano naszą gazetę, od momentu, gdy już więcej razy się nie spotkaliśmy z całą naszą ekipą. No nic. Jej dzieci trochę już wyrosły. Miałam nadzieję, że uda mi się z nią spotkać. Chociaż na chwilkę, na dosłownie kilka minut. Postanowiłam, że napiszę do niej. Klikając w okienko "wyślij wiadomość", bez zbędnego zastanawiania się wysłałam jej wiadomość.

- Hej, nie wiem czy mnie jeszcze pamiętasz. Tu Ola, właściwie już nie Garden, ale moje stare nazwisko to właśnie Garden. Pracowałyśmy razem kilka ładnych parę lat temu w Świecie gwiazd, gazecie, która została zlikwidowana, z powodu przeszłości kryminalnej głównych redaktorów naczelnych. Mam nadzieję, że to ty. Trochę się zmieniłaś. Bardzo chciałabym się z tobą jakoś spotkać. Jeśli dysponujesz wolnym czasem zapraszam na kawę początkiem września do jakiejś knajpki w centrum Warszawy. Mam dziecko i od września posyłam go do żłobka, więc będziemy mieć chwilę na pogaduchy. - Po jeszcze jednym przeczytaniu mojej wiadomości i sprawdzeniu pisowni i gramatyki, kliknęłam na przycisk "wyślij". Tak naprawdę zbliżał się wrzesień wielkimi krokami. Pomyślałam, że to będzie idealny moment, by podpytać Magdę tym razem o pana Robinsona Monte. Ku mojemu wielkiemu, ogromnemu zaskoczeniu, była sekretarka w Świecie gwiazd, odpisała mi niemalże natychmiast!

- Cześć, Olu. No jasne, że ciebie pamiętam. Oczywiście możemy się spotkać. Dysponuję wolnym czasem. Moje dzieci trochę już wyrosły, chodzą do normalnej szkoły, a ja pracuję w banku, więc po mojej pracy myślę, że znajdziemy czas na to, by się jakoś spotkać. Co u ciebie słychać Olu, wzięłaś ślub? Kim jest ten przystojniak?

- Wszystko opowiem ci na spotkaniu. Pasuje ci pierwszy czwartek września? Godzina 15:00, pod Ogrodami na Puławskiego w niewielkiej knajpce z olbrzymim tarasem?

- Oczywiście, Olu. W takim razie jesteśmy umówione. Do zobaczenia

Zamknęłam komputer. Moja mała mówiła, że trochę jest głodna. Ja tak naprawdę podobnie zrobiłam się głodna. Postanowiłam, że zrobimy dzisiaj razem naleśniki. Zawołałam moją Malinkę i razem wykonywałyśmy ciasto na placki. Mała miała przy tym przednią zabawę. Ja ją trochę nadzorowałam, trochę jej pomagałam w tym. Malinka wsypywała mąkę do wysokiego, plastikowego naczynia, ja wbiłam dwa jajka, dolałam gazowanej wody, a na koniec moje dziecko wymieszało wszystkie składniki razem ze sobą drewnianą łyżką. Ja zajęłam się smażeniem naleśników na patelni. Dla małego dziecka byłoby to trochę ryzykowne. Mogłoby się niechcący coś jeszcze stać. Wlałam odrobinę, dosłownie kroplę oleju i chochelką nałożyłam pierwszą porcję ciasta na rozgrzaną patelnię. Malinka siedziała grzecznie przy kuchennym, dębowym stole na jednym z krzeseł, na które udało jej się wygramolić. Kiedy placki były gotowe, lekko zarumienione z dwóch stron, zapytałam się mojego dziecka, z czym ma ochotę zjeść naleśniki. Dziewczynka powiedziała, że chciałaby zjeść je z czekoladą. Sięgnęłam więc po nutellę do lodówki. Kiedy Malinka trochę podrosła, co jakiś czas zapełniałam swoją lodówkę. W porównaniu do dawnego stylu życia, kiedy lodówka bywała pusta, tym razem chciałam, by Malinka zawsze miała co jeść. I by jadła to, na co ma akuratnie ochotę. W lodówce znalazły się jogurty typu serek homogenizowany, które to uwielbiała jeść na deser, różne warzywa, coś do chleba, mleko na kakao, czy parówki razem z ketchupem. Starałam się jej dietę bardzo urozmaicać, ale też nie pozwalałam jej na wszystko. Jeśli chodzi o słodycze, mogła zjeść tylko dziennie porcję cukierków, kilka ciasteczek, albo garść żelków. Zależało mi bardzo na tym, by mała nie futrowała w siebie już od małego ogromnej ilości niezdrowego, chemicznego jedzenia. Kiedy jadła naleśniki, ja zrobiłam sobie dodatkowo kawę rozpuszczalną. W całej kuchni zapachniało aromatem parzonej kofeiny. Zjadłam w sumie dwa naleśniki, moja córeczka wsunęła tylko jednego. Nie stałam też przy moim dziecku i nie dokarmiałam jej. Chciałam, by jadła zwyczajnie to i tyle na ile ma ochotę. Kiedy moje dziecko pomaszerowało do sypialni oglądać kolejną bajkę, postanowiłam, że dokończę czytać wywiad o Robinsonie Monte. Cieszyłam, się, że jestem umówiona z Magdą. Jeśli oczywiście Magda będzie znała Robinsona Monte będziemy jak to się mówi w domu. Otworzyłam delikatnie laptopa. Weszłam na ten sam wywiad dziennikarza z projektantem mody, którego nie skończyłam jeszcze czytać. Przewróciłam oczami. Na czym to ja stanęłam? Ach wiem. Grzechy z przeszłości, no jasne. Postanowiłam czytać kolejne pytanie dalej.

- Czym marka Robinson Monte wyróżnia się spośród innych projektantów mody?

- Marka Robinson Monte przede wszystkim chce sprawić, by kobieta czuła się absolutnie dowartościowana. Ubierałem miliony gwiazd. Za każdym razem moje stroje spotykały się z dobrymi recenzjami. Zależy mi na tym, by kobieta czuła się kobieco. Może i moje stroje są trochę odważne, ale o to właśnie chodzi, żeby kobieta eksponowała wszystko, co ma do wyeksponowania. Poza tym bardzo długo budowałem swoją markę. To nie jest tak, że z dnia na dzień stajesz się rozchwytywany, a znane postacie chcą się ubierać u ciebie. Do takiego sukcesu, jaki ja osiągnąłem dochodzi się wręcz latami. Mi to zajęło szczerze mówiąc 10 lat. Chcę, żeby każda dama, która zakłada moje kreacje była ubrana jednocześnie seksownie, jednocześnie czuła się komfortowo, by czuła się pewniej. Moje klientki zazwyczaj mówią, że bardzo dobrze czują się w moich sukienkach. Moja praca ma więc pewną misję. Sprawiam, że kobiety z brzydkich kaczątek stają się istnymi łabędziami. Z kopciuszka zamieniają się w księżniczki.

- No właśnie, kobiety. Ile kobiet miał Robinson Monte?

- Oj, dużo. Ale nie będę o szczegółach tutaj mówił i opowiadał. Po prostu... po prostu poznałem wiele dziewczyn w swojej pracy, szczególnie kiedy zostałem projektantem mody i kiedy budowałem swoją markę. Z niektórymi tworzyłem bliższe relacje, z innymi zamieniłem tylko kilka zdań. Moimi kobietami życia były Jessica Hollins, albo Roberta de Lilly. Tak, z tymi dwoma kobietami łączyła mnie najlepsza więź. Mogę śmiało powiedzieć, że te dwie znane wszystkim postacie - Jessica jest sławną aktorką, z kolei Roberta jest sławną modelką, sprawiły, że kiedy byliśmy razem, nie widziałem świata poza nimi. Z Jessicą byliśmy małżeństwem przez ponad 5 lat, z kolei z panną de Lilly tylko zaręczyłem się. To były dwie wspaniałe kobiety, dlatego ich teraz tutaj wymieniam. Niestety coś nas poróżniło i zerwaliśmy ze sobą, wziąłem rozwód i do dnia dzisiejszego nie mamy ze sobą najlepszych kontaktów. - Hmm.. Jessica Hollins i Roberta de Lilly? Nie ma problemu! Dotrzemy także do nich! Zaklaskałam dwa razy w dłonie. Jesteśmy można powiedzieć, że w domu. Jeśli uda mi się spotkać z tymi dwoma byłymi pana Monte to one na pewno będą wiedziały najwięcej i zdadzą mi całą relację z grzechów projektanta na gorąco. Uśmiechnęłam się do siebie. Kasiu - chyba wygrasz tę sprawę. - Pomyślałam sobie. Pomyślałam również, by sprawdzić namiary do tych dwóch kobiet i oczywiście umówić się z nimi na spotkanie. Jeśli nie na spotkanie w cztery oczy to chociaż online? Tak, tak i jeszcze raz tak. Dziewczyny pięknie wyśpiewają mi, jaki był pan Monte. A jeśli powiem, że jestem dziennikarką i robię wywiad o nim tym bardziej otworzą mi drzwi do swojego domu. W przenośni i w rzeczywistości.

- Cześć. Jestem dziennikarką i chciałabym przeprowadzić z tobą wywiad. Masz czas, żeby się spotkać w Warszawie? Możemy, jeśli nie dasz rady to umówić się online, przez komunikator internetowy. Będzie mi bardzo miło, jeśli odpowiesz na kilka moich pytań. - Dwie, te same wiadomości wysłałam do Jessici i Roberty i czekałam na odpowiedź z ich strony. Po kilku minutach, od razu odpisała mi pierwsza, aktorka Jessica

- Cześć, W tym tygodniu odwiedzam Warszawę. Masz szczęście. Mogę umówić się z tobą na spotkanie w ten poniedziałek. Godzina 18:00, restauracja Klub Disco. Pasuje?

- Oczywiście. Dziękuję za szybką odpowiedź

Druga dziewczyna odpisała jeszcze tego samego dnia wieczorem. Podobnie jak Jessica, Roberta zgodziła się i podała czas i miejsce, w którym ma trochę wolnego dla mnie - dziennikarki, by opowiedzieć coś o panu Monte. Oczywiście każde z dwóch spotkań są trochę podchwytliwe. Oprócz tego, że popytam o nie same, zapytam się także szczegółowo o relacje z projektantem Robinsonem każdej z nich. W końcu były blisko z designerem, który zamieszany został jak się okazuje w aferę seksualną, prawdopodobnie jedną z większych takich afer jaka mogła tylko być. Prawdopodobnie także, przy najmniej tak sobie myślałam, że pan Monte bardzo podobnie jak pan Konrad Kulesza znęcał się nad dziewczynami, dając im potworną kasę za to, żeby milczały. Ciekawa byłam z jakiego powodu modelka i aktorka rozstały się z panem Monte. No nic. Na pewno wszystko mi ładnie wyśpiewają jak tylko się z nimi spotkam. Będę miała mocną podstawę do tego, by zatrzymano w końcu projektanta za jego niecne czyny i możliwe by rozbito tę całą szajkę.

Rozdział 5

Nastał w końcu wrzesień. Posłałam swoje dziecko do przedszkola czy żłobka, jak zwał tak zwał. Wróciłam także do Top telewizji. Sekretarka Magda w końcu powitała mnie. Mówiła, że bardzo przez te trzy ładne lata brakowało mnie bardzo. Że Ala, która zastępowała mnie była tak cicha jak myszka i bardzo się stresowała wywiadami, że każdy z nich wychodził bardzo kiepsko. I powiedziała też, że nikogo tak kompetentnego jeszcze nie zatrudniła przez ten czas, przez ten długi okres. Uśmiechnęłam się skromnie. To znaczyło, że w Top telewizji będę zatrudniona miałam nadzieję, że na stałe. Tak jak pomyślałam, tak też było. Kiedy przywitałam się z Camillo trzema pocałunkami w policzek, do naszego gabinetu wparowała Magda z egzemplarzem kartek. Zmrużyłam oczy. Nie wiedziałam o co chodzi.

- Proszę, podpisz to wszystko. Zatrudniam cię droga Olu na stałe. Skończył się w końcu twój staż. Mam nadzieję, że po drodze nie planujesz spłodzić jeszcze piątki dzieci - Obie się zaśmiałyśmy - Byłaby to ogromna strata dla naszej telewizji

- Jasne, to znaczy.. bardzo się cieszę, że w końcu mogę tutaj pracować normalnie, na umowę

- To my dziękujemy, że do nas wróciłaś, Olu

Podpisałam stos kartek. Po tym czynie nie mogłam uwierzyć, w to co powiedziała dalej Magda.

- Słuchajcie oboje - Camillo ty też. Zlecam wam zadanie. Chodzi o pewną aferę seksualną. Pewnie nie słyszeliście o niej - Milczałam, mimo, że dobrze domyślałam się o co chodzi. - Trzeba zrobić reportaż o jednej takiej aferze, niestety głośnej. Pewni bogaci mężczyźni gwałcili modelki za potworne pieniądze, żeby one milczały. Dostajecie materiały i róbcie swoje. Macie na to trochę dłużej niż ostatni, bo aż dwa tygodnie. Wierzę, że coś zdziałacie w tym kierunku. Poza tym jest toczony obecnie proces w sądzie na ten właśnie temat. Chodzi o to, by dotrzeć do odpowiednich osób, popytać i ukazać w telewizji prawdę. Że modelki są niewinne, a mężczyznom, którzy znęcali się nad biednymi modelkami należy się odpowiednia kara. Może się z tego wywiną, bo są potwornie bogaci, ale szczerze mówiąc w to wątpię.

No to jestem w domu. Pomyślałam sobie. Teraz, z kamerą będzie znaczniej prościej dotrzeć do odpowiednich osób. Pomogę Kaśce, prawniczce. Poza tym to będzie kolejna już moja mała misja. Nie mogłam się doczekać, aż pojedziemy z Camillo w teren. Powiedziałam mu o tym, po tym, jak Magda wyszła z naszego gabinetu. Że jedna prawniczka zwróciła się do mnie o pomoc właśnie w tej sprawie. Camillo się szczerze zaśmiał i powiedział, że szykuje się ze mną sporo pracy.