Rzymsię burzy
Dwudziestegodrugiego stycznia 2016 roku, na Piazza Gentile da Fabriano, tuż przyLungotevere Flaminio, zaledwie parę kroków od słynnego Ponte dellaMusica, rozpadł się dom. Mieszkańcy ocaleli cudem, albowiem AgeaRodriguez, zajmująca apartament na poddaszu, usłyszała dziwne odgłosydochodzące z korytarza. Było grubo po północy. Kobieta pomyślała, żedo kamienicy włamali się złodzieje, zaalarmowała więc sąsiadów, apotem zadzwoniła na policję. W Rzymie to nic dziwnego. Kradzieżedomowe są tutaj nagminne, dlatego w mieście okratowane są w zasadziewszystkie okna mieszkań od parteru do trzeciego piętra. No i poddaszateż. Niezależnie od statusu dzielnicy. Tym razem jednak żadnegozłodzieja nie było. Policjanci po przyjeździe zauważyli za to, że wkamienicy zaczynają pękać mury. Po chwili ktoś zobaczył, że w jednejścianie widnieje dziura wielkości ludzkiej głowy. Wezwano strażpożarną. Rozpoczęła się ewakuacja. Jedenaście rodzin powędrowało naulicę.
Nadranem trzy piętra z hukiem runęły na plac i ruchliwą ulicę, biegnącąnieopodal Tybru. Teatr Olimpico, który znajduje się w tym samymbudynku, nie ucierpiał, ale kilka samochodów zostało zmiażdżonychprzez beton i cegły.
Jednaz mieszkanek opowiadała dziennikarzom, że przez cały tydzień zpiątego piętra dochodziły odgłosy remontu. Ktoś szykował sobie wmieszkaniu "open space". Prawdopodobnie powycinał kolumnynośne i niewykluczone, że struktura domu wybudowanego w połowie latdwudziestych nie zniosła kolejnych drgań, które, jak przyznalizgromadzeni przed telewizyjnymi kamerami mieszkańcy, "przypominaływystrzały artyleryjskie". Dlatego dom padł.
Plac,przy którym kamienica stała i ciągle stoi, ale jakby niepełna,doskonale znam. Na rogu znajduje się uczęszczana knajpa, Ponte dellaMusica to też miejsce popularne, nieopodal znajduje się muzeum Maxxi,którego budynek zaprojektowała Zaha Hadid. Z via Calderini, gdziemieszkam, to rzut beretem.
Wroku 2015 na dziedzińcu Maxxi, które z mozołem dorabia się własnejoryginalnej kolekcji, Pedro Cabrita Reis, znany artysta portugalski,odsłonił instalację zatytułowaną Lacasa di Roma.Rzecz była częścią projektu L'alberodella Cuccagna. Nutrimenti dell'arte,którego pomysłodawcą i kuratorem był Achille Bonito Oliva.
Zbetonowego bloku Maxxi wystawały kikuty sztucznie dobudowanego"domu", który został odarty z tynku, a po dawnejświetności zostały tylko poranione cegły przypominające antyk, aletylko z daleka. Z bliska widać było robotę zupełniedwudziestowieczną, czyli delikatne, jakby jednorazowe ażurowecegłówki, przez które można było zobaczyć wielki plac otaczającypółokręgiem muzeum, na którym, jak zawsze zresztą, bawiły się dzieci.(To jedyne rzymskie muzeum, w którym tłumy przebywają przed wejściemdo budynku, w środku natomiast pustki).
Taniewielka instalacja zdawała się być oczywistością, drewnem, któreartysta przywiózł do lasu, albowiem akurat w tych okolicach,nieopodal Auditorium zaprojektowanego przez Renzo Piano,współczesnych ruin aż nadto.
Codrugi dom przypomina tekturową makietę, mogącą się za chwilę rozpaść- do momentu, w którym skończyłem pisać książkę, w stolicyWłoch zdążyło rozwalić się jeszcze kilka budynków. Prawie zawsze namiejsce tragedii przyjeżdżała młoda prezydent miasta - VirginiaRaggi z Ruchu Pięciu Gwiazd, zapewniając, że nad wszystkim czuwa, żeod teraz będzie lepiej, że za jej rządów domy będą piąć się w górę iśmieci znikną z ulic. Mówiła, że rzymianie zmiany zauważą już podwóch tygodniach jej rządów.
Ktow to uwierzył? Chyba nikt. Bo i teraz prawie każda ulica w mojejdzielnicy obfituje w dziury tak wielkie, że nawet droga z Przemyślado Drohobycza na Ukrainie wydaje się być lepsza. Jechać wieczoremprzez te, bynajmniej nie peryferyjne ulice Rzymu to prawdziwewyzwanie.
Ludziejednak nie zwracają już na to uwagi. Wszyscy przyzwyczaili się dosmrodu śmieci w pojemnikach, które stoją gdzie popadnie. Znają dziuryna pamięć. Niektórzy tylko podejmują nierówną walkę z administracją icierpliwie zgłaszają je w odpowiednich urzędach. Albo biorą udział winternetowych sondażach ogłaszanych od czasu do czasu w dzienniku "LaRepubblica": "Okolica w której mieszkam przypomina strefęwojenną. Dziury w drogach? To jeszcze nic. Dziury w głowachurzędników są jeszcze gorsze. Degradacja miasta postępuje z roku narok"; "Jeszcze trzydzieści lat temu Rzym był miastemwspaniałym. A dzisiaj? Otaczają mnie hałdy śmieci, brud. Do nosawciska się smród. Ceny mamy takie jak w Paryżu, standard jak wKairze".
KiedyAlberto Moravia opisywał ów kwartał w swojej nudnawej z lekkaksiążeczceUwaga(L'attenzione,polskie wydanie w roku 1968), wszystko tu lśniło czystością, podobniezresztą jak całe miasto, a zwłaszcza centrum. A centrum było wtedyjakby dalej niż dzisiaj. Bo chociaż Ponte Milvio z Piazza del Popolołączy najstarsza w Rzymie linia tramwajowa, w głowach tubylców viaFlaminia znajdowała się zawsze na marginesie Wiecznego Miasta.Dzisiaj wszyscy mówią, że to śródmieście...
Nowoczesnyi szybki tramwaj jedzie dziesięć minut. O ile nie będzie zepsuty albonie będą prowadzone prace na torowisku, co zdarza się regularniekilka razy w roku.
Aw latach sześćdziesiątych co tu było? Wybudowane w czasachMussoliniego wielkie osiedle mieszkaniowe, koszary policji i wojska,przeróżne instytucje militarne i monumentalne kamienice. Dalej zaTybrem, przy via Cassia, jak pisał Moravia,"domybyły już rzadsze, potem [...] pustkowie pomiędzy dwoma zarosłymitrawą wzniesieniami, nad którymi górowały żywopłoty z bzu".
Obecnie?To całkiem dobry rzymski adres. Może nie tak dobry jak Parioli czyPrati, niemniej jednak na mieszkanie tutaj trzeba wyłożyć porządnąsumkę. Adwokaci, dyplomaci (którzy w pobliżu mają swoją Farnesinę,czyli Ministerstwo Spraw Zagranicznych), lekarze, stare babcie idziadkowie, którzy pamiętają fantastyczne lata sześćdziesiąte isiedemdziesiąte, kiedy kapitalistyczne Włochy kwitły, a pracownikom zroku na rok przybywało fajnych urlopów i dodatków, całkowicieskolonizowali te okolice. Nie narzekam. Babcie i dziadkowie nie są coprawda bardzo kontaktowi, można nawet powiedzieć, że kontakty mająoni w całkowitym poważaniu, niemniej jednak imprez nie robią, głośnomuzyki nie słuchają, chodzą spać przykładnie o dwudziestej trzeciej,zatem kłopot z nimi żaden.
Wruinach mieszkają ruiny. Niegdysiejsze pałace zostały zawłaszczoneprzez nieruchome mumie, które w windach wywieszają karteczki:"prosimy o dokładne zamykanie drzwi, albowiem mieszkamy naszóstym piętrze a nogi już nie tak młode". Czasami, kiedy domłodszych mieszkańców nie docierają takie sygnały, toczona jest walkana słowa.
Mumianie wejdzie przecież po schodach. Ruina nie wdrapie się na ruinę.Ruiny milczą. W tych okolicach tylko nieliczni odpowiadają napozdrowienie, jeszcze rzadszy jest uśmiech. Ruina nie ma twarzy.
Nochyba, że tą ruiną jest wspomniane Auditorium. Ta ruina ma twarzponowoczesną: jeszcze nie nazbyt zniszczoną, niemniej jednak trochęjuż opuszczoną i zaniedbaną, chociaż - jak widzę - odczasu do czasu czyszczoną i pucowaną.
Tenkompleks znakomitych, genialnie wręcz zaprojektowanych salkoncertowych, których akustyka bywa wychwalana przez najlepszychkrytyków muzycznych na świecie, gdzie przyjeżdżają największepianistyczne sławy z Krystianem Zimermanem na czele, ma dzisiaj jużkompletnie zryte fasady, wystrzępione chodniki, błyszcząca niegdyśblacha okrywająca dachy przypomina te, które używane są do budowybaraków dla bezdomnych, a wokół śmietniska. W słońcu, ten wzniesionyw 2002 roku kompleks, wygląda jakby ledwo trzymał się na nogach.
Przyznamsię, że kiedy w zeszłym roku zobaczyłem na dziedzińcu Auditoriumlodowisko, na którym więcej było wody niż lodu, pomyślałem, że todoskonała metafora, oddająca charakter nie tylko tego budynku, aletakże całego współczesnego Rzymu. Błyszczy nie błyszcząc, jest ajednocześnie go nie ma, istnieje ale w formie kruchej, po którejtrzeba stąpać delikatnie, żeby nie uszkodzić, niewątpliwie jestpiękny, ale bardziej w słońcu niż w deszczu (co, dzięki Bogu, tutajczęsto się nie zdarza), fantastyczny i żałosny - jednocześnie.
Nikogonie trzeba namawiać, żeby tutaj przyjechał, wystarczy rzucić okiem nanazwiska artystów: jutro ma koncert Ennio Morricone, a tłumy rzucąsię do kas biletowych. To jasne.
Tutajnawet na biletowanym spotkaniu autorskim z Orhanem Pamukiem (coprawda kosztującym tylko dwa, trzy euro) pojawią się hordy studentów.Rzymianie chwalą się, że w ciągu kilku lat od otwarcia kompleksrocznie odwiedza ponad milion widzów.
Iten biedny milion, żeby zobaczyć i usłyszeć to co na świecienajcenniejsze, musi - idąc z przystanku autobusowego czytramwajowego - przeskakiwać olbrzymie progi chodnikowe, omijaćzaparkowane byle jak samochody, unikać dziur i kałuż, uskakiwać zdrogi pędzącym motocyklistom. Renzo Piano zrobił to co można jaknajlepiej. Jednak"didaskalia"wołają o pomstę do nieba. Kilka metrów od Auditorium znajduje sięnajbrzydsza chyba arena sportowa świata (Palazzetto dello Sportzaprojektowany przez Piera Luigiego Nerviego i AnnibaleVitellozziego), pozostałość po olimpiadzie z 1960 roku, gdzie podczasigrzysk rozgrywano mecze koszykarskie i siatkarskie. Tym celom halasłuży zresztą i dzisiaj, niemniej jednak z zewnątrz wygląda takwigwam umierającego indiańskiego wodza (Virginia Raggi zapowiedziałarenowację areny, ale naturalnie żadnych terminów nie sprecyzowała).
Paradoksalniebyła wioska olimpijska, która dzisiaj została wchłonięta przezmiasto, jest przez architektów podawana za pozytywny przykładkatalizatora zmian w krajobrazie miejskim, jaki trudno znaleźć winnej europejskiej metropolii. Miasteczko powstało w miejscukoszmarnej dzielnicy, w której stały drewniane baraki przyjezdnejbiedoty, przed wojną zaś urządzano tam parady wojskowe, a miejscenazywano Campo Dux. Pod koniec dziewiętnastego wieku z kolei, miejsceto było świadkiem spektakli Buffalo Bill's Wild West, na któreciągnęły tłumy robotników z Testaccio.
Dzisiajbiedota znowu tutaj wróciła. Cyganie koczują w kamperach, prostytutki- jak w czasach olimpiady - przyjmują gości w przyczepachkempingowych.
Wspaniałyeuropejski brutalizm i fantastycznie zaprojektowane miasteczkoidealne? Zapraszam w te okolice po zmroku, wtedy bloki byłej wioskiolimpijskiej zaczynają przypominać podparyskie slumsy, a dosztukowanei całkiem współczesne rzeźbo-bryły, które ktoś poustawiał na placachmiędzy budynkami, przywiodą na myśl pokraczne i zwielokrotnionepająki z horrorów klasy B (jak chociażby Il Cubo di Ceroli, któryustawiono niedaleko siedziby Włoskiego Komitetu Olimpijskiego zokazji Mundialu w roku 1990).
Mamwątpliwości, czy owe dzieła przetrwają nawet w formie ruin tak długojak domy sprzed 2,5 tysiąca lat, które w Wiecznym Mieście od czasu doczasu odkrywają archeolodzy.
Jakiśczas temu media obiegła informacja, że pod gmachem Palazzo Canevaro(w którym mieścił się kiedyś Instytut Geologiczny, tuż obok Piazzadella Repubblica) znaleziono doskonale zachowane resztki domurzymskiego, liczącego około czterdziestu metrów kwadratowych, zokresu rządów Tarkwiniuszy.
"Jaktwierdził nadzorca dóbr archeologicznych Wiecznego Miasta FrancescoProsperetti to zaskakująca wiadomość, zwłaszcza jeśli weźmiemy poduwagę fakt, iż dotychczas uważano, że w VI wieku p.n.e. obszarWzgórza Kwirynalskiego był całkowicie niezamieszkany.
Domznajduje się na terenie wykopalisk, gdzie już dokonano innegociekawego odkrycia - odkopano pozostałości dużej świątyni,pochodzącej prawdopodobnie z V wieku p.n.e." - pisał owydarzeniu portal imperiumromanum.edu.pl.
Wdniu, w którym przeczytałem tę wiadomość, na placu Gentile daFabriano, gdzie do dzisiaj stoją ruiny domu, zawaliło się jeszczejedno piętro. 10 lutego 2016 roku, nad rankiem, strażacy znowubezradnie przyglądali się, jak solidne przedwojenne rzymskie muryzapadają się w sobie. Tym razem wgniotły kolejny balkon. LungotevereFlaminio ciągle była zamknięta. Policja w dzień i w nocy ochraniałabudynek. A dziennikarze o temacie zapomnieli. Ludzie, którzy znaleźlisię na bruku zostali poinformowani, że wszelkie szkody będą musielinaprawiać sami. Miasto w niczym nie pomoże, bo ma teraz inne,poważniejsze sprawy na głowie - musi obecnie wykwaterować zmieszkań komunalnych dosyć bogatych delikwentów, którym wiele lattemu ktoś pozwolił mieszkać w apartamentach, za które miesięczniepłacili dziesięć euro. Zamiast kilku tysięcy.
Apozostawieni na lodzie ludzie z Lungotevere Flaminio muszą najpierwzapłacić za szkody, których nie spowodowali, następnie wytoczyćsprawę w sądzie sąsiadowi, który do tragedii doprowadził, poczekać zdziesięć lat, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że sąsiad dowięzienia nie pójdzie i za szkody też nie zapłaci.
Napobliskich ulicach walają się jeszcze teraz odłamki cegieł, awszystko, chociaż od tragedii minął już miesiąc, pokryte jest kurzem.Nikt nie wie, co zrobić z tą współczesną ruiną.
Policjant,który w okolicach pilnuje ruchu, wzrusza tylko ramionami, kiedy pytamgo, co się stanie z budynkiem. Mówi, że to przecież nicnadzwyczajnego.
- Odczasu do czasu coś się wali - podsumowuje z miną filozofa. -Taki kraj. Pałac cesarza Nerona, Domus Aurea, też się zawalił...
- Alekiedy to było? - pytam.
- Jakkiedy? Kilka lat temu... - mówi, dziwiąc się, że nie wiem. -Kilkanaście lat zabytek był remontowany. I tak go wyremontowali, żesię zawalił.
DomusAurea, wzniesiony w latach sześćdziesiątych naszej ery, byłnajwiększą i najbogatszą rezydencją Nerona (przed wejściem stałprawie czterdziestometrowy posąg władcy w stroju Apolla). Przezkolejne wieki popadał w ruinę, aż w końcu porosły go chwasty.Restaurację rozpoczęto w latach siedemdziesiątych osiemnastego wieku,a prace dokumentował między innymi Franciszek Smuglewicz, któryprzyjechał do Wiecznego Miasta również po to, żeby dekorować wnętrzakościoła św. Stanisława (tzw. polskiego). Od 2005 roku we wnętrzachDomus Aurea archeologowie pracowali i zabezpieczali cenne sklepienia,rzeźby i podłogi.
Wmarcu 2010 roku część dachu jednak runęła na ziemię. Podobno z powoducieków wodnych, które podmyły fundamenty. Podobno zabrakło pieniędzy.Podobno ówczesny minister kultury Rocco Buttiglione był tak wściekłyz tego powodu, że zaczął oskarżać innych ministrów o zaniedbania.Podobno cięcia kasy na ratowanie zabytków, były w czasach rząduSilvio Berlusconiego regularne (podobno nawet o 35 procent).
wserii piętnastkaukazały się:
HenrykBereza"Względy", "Zgłoski", "Zgrzyty"
KazimierzBrakoniecki"Dziennik berliński"
MaciejCisło"Błędnik"
WojciechCzaplewski"Książeczka rodzaju"
MarekCzuku"Stany zjednoczone"
JanDrzeżdżon"Łąka wiecznego istnienia"
AnnaFrajlich"Czesław Miłosz. Lekcje", "Laboratorium"
PawełGorszewski"Niecierpiące zwłoki"
MałgorzataGwiazda-Elmerych"Czy Bóg tutaj"
TomaszHrynacz"Noc czerwi"
LechM. Jakób"Do góry nogami", "Poradnik grafomana","Poradnik złych manier", "Rzeczy",
PawełJakubowski"Kopuła"
ZbigniewJasina"Drzewo oliwne"
JolantaJonaszko"Bez dziadka. Pamiętnik żałoby"
GabrielLeonard Kamiński"Pan Swen (albo wrocławska abrakadabra)"
PiotrKępiński "Po Rzymie. Szkice włoskie"
BogusławKierc"Cię-mność"
ArturDaniel Liskowacki"Capcarap", "Kronika powrotu", "UliceSzczecina", "Ulice Szczecina (ciąg bliższy)"
KrzysztofLisowski"Czarnenotesy (o niekonieczności)", "Motyl Wisławy. I innepodróże"
KrzysztofMaciejewski"Dziewięćdziesiąt dziewięć", "Osiem"
TomaszMajzel"Opowiadaniaw liczbie pojedynczej", "Treny Echa Tropy"
PiotrMichałowski"Cisza na planie"
MirosławMrozek"Odpowiedź retoryczna"
EwaElżbieta Nowakowska"Merton Linneusz Artaud"
HalszkaOlsińska"Bliskie spotkania", "Małostki", "Złotażyła"
PawełOrzeł"Cudzesłowa"
MirosławaPiaskowska-Majzel"(Po)między"
KarolSamsel"Jonestown", "Prawdziwie noc", "Więdnice"
BartoszSawicki"Krucha wieczność"
EugeniuszSobol"Killer"
EwaSonnenberg"Wiersze dla jednego człowieka"
WojciechStamm"Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste"
GrzegorzStrumyk"Re _ le rutki"
LeszekSzaruga"Kanibale lubią ludzi"
WiesławSzymański"Skrawki"
MichałTabaczyński"Legendy ludu polskiego. Eseje ojczyźniane"
PawełTański"Glinna", "Kreska"
MariaTowiańska-Michalska"Akrazja", "Engram", "Z Ameryką w tle"
AndrzejTurczyński"Źródła. Fragmenty, uwagi i komentarze"
MiłoszWaligórski"Długopis"
HenrykWaniek"Notatnik i modlitewnik drogowy (1984-1994)"
SławomirWernikowski "Passacaglia"
Leszek Żuliński "Suchełany"