*
Fandom:
Rycerz z lustra (serial TV)
Relationships:
Elaine Shalott / Guinevere Pendragon, Lancelot of the Lake / Guinevere Pendragon
Characters:
Elaine Shalott, Lancelot of the Lake, Guinevere Pendragon, Arthur Pendragon, Merlin
Additional Tags:
Slowburn, Fix-it, Hurt/Comfort, Crossdressing, Elainevere Canon Queens, Alternate Universe - Canon Divergence, The Author Regrets Nothing, Additional Tags To Be Added
Stats:
Words: 72.034 Chapters: 25/? Comments: 3.821 Kudos: 20.230 Bookmarks: 3.987 Hits: 398.530
Dama z lustra
Lady Cordelia
Elaine z Shalott się dusiła.
Nie jak wtedy, gdy sądziła, że umiera, na tamtej łodzi, którą uciekła z wieży, gdzie przez tyle lat była uwięziona. I nie jak przez wszystkie wcześniejsze lata, kiedy czuła, że zabraknie jej powietrza wśród tamtych czterech ścian. To nie przypominało też ucisku bandaży wokół jej piersi, tak potężnego, że czasami groził jej utratą tchu.
Tym razem czuła, że dusi się naprawdę. Czuła, że rzeczywiście umiera. Za sprawą tych oczu, które spoglądały na nią spod uniesionych powiek. Na nią. Na jej wizerunek w lustrze. Na jej półnagie ciało, ciężko ranne po bitwie. Jednak Gwen wcale nie przyglądała się szramie na boku Elaine (wygojonej dzięki czarom Merlina). To było coś więcej.
Patrzyła na nią całą.
Świadoma, bardziej niż kiedykolwiek, kim ona jest.
- Lancelocie?
Głos Gwen zadrżał, podobnie jak ciało Elaine.
Spojrzały na siebie w lustrze. Po raz pierwszy wszystkie sekrety zostały odkryte.
- Gwen.
1
Gdybym chciała opowiedzieć historię miłosną dziejącą się w rzeczywistym świecie, osadziłabym ją na Zielonym Wzgórzu, pośród różnorodnych krzeseł i stołów ozdobionych świeżymi kwiatami. To tutaj wyobrażałam sobie tak wiele romansów, że aż straciłam rachubę. O dziewczynie, której wypada z ręki reszta, a gdy ją podnosi, napotyka nieznajomą dłoń, wyciągniętą, by jej pomóc. O dwóch chłopakach, którzy zawsze siadają przy dużym stole, żeby pracować przy komputerach, i których spojrzenia coraz częściej przypadkiem się spotykają. O studentce zakochującej się od pierwszego wejrzenia w dziewczynie uchwyconej przez promień słońca, który oblewa ją niczym anioła. O parze na katastrofalnej pierwszej randce, której nie zamieniliby na nic innego, tam, przy moim ulubionym stoliku w rogu, gdzie ciasta mojej mamy zawsze smakują najlepiej.
Czasami wyobrażałam sobie nawet, że jedna z tych historii przytrafia się mnie. Że może ktoś, kto często tu zagląda, pewnego dnia podnosi wzrok i widzi mnie po raz pierwszy. Albo może ktoś płaci banknotem z nabazgranym w rogu numerem telefonu. Albo ktoś wkłada do słoika na napiwki liścik skierowany do mnie i rzuca mi wyzwanie, żebym w jakiejś grze odkryła jego tożsamość.
Moja matka zawsze mówi, że takie rzeczy nie zdarzają się w rzeczywistości, ale w moim przekonaniu to, że nie przytrafiły się jej, nie oznacza, że są zupełnie nieprawdopodobne, chociaż muszę przyznać, że ludzie czekający na kawę o poranku nie wydają się zbyt romantycznie usposobieni. Szkoda, mówiąc szczerze.
- Ładny dzień, prawda?
Pan Harrison zagląda codziennie do kawiarni i dokładnie o ósmej zamawia swoją ulubioną kawę (letnie mocne espresso na odtłuszczonym mleku, z odrobiną kakao). Mieszka dwa kroki stąd i wygląda, jakby zawsze się spieszył, tak jak wszyscy w tym mieście. Mój wuj powtarza, że Avonlea było dużo spokojniejsze, gdy był młody - ludzie nie biegali tu i tam, autobusy były mniej zapełnione, a każdy przynajmniej witał się z sąsiadem i się uśmiechał. Mama zawsze mu mówi, że jest nostalgikiem.
Według mnie chodzi o to, że wuj Matthew ma duszę romantyka, tak jak ja, i żałuje, że nie urodził się w innej epoce. Zawsze uważałam, że byłby prawdziwym dżentelmenem, nieśmiałym i milczącym, tajemniczym, ale miłym.
Pan Harrison tylko burczy coś w odpowiedzi i zniecierpliwiony wyjmuje z kieszeni zmięty banknot.
- Nie cieszy się pan, że nadchodzi jesień? Mam nadzieję, że aleja szybko wypełni się spadającymi liśćmi. Nie ma nic piękniejszego niż spacer wśród liści o zachodzie słońca. Kolory są zachwycające i...
- Nie zaczynasz czasem jutro studiów?
Uśmiecham się szeroko, zadowolona, że pamięta. Niekiedy mam wrażenie, że mnie nie słucha, gdy do niego mówię.
- Tak! Jestem bardzo...
- Nie mogę się doczekać, aż poukładają ci w głowie - przerywa mi. Jest w złym humorze, jak zwykle.
Bierze z moich rąk kubek i odchodzi, nie czekając na resztę.
- Dziękuję! - wołam za nim. - Opowiem panu, jak minął mi pierwszy dzień!
Żegna się machnięciem dłoni, a ja odprowadzam go wzrokiem do drzwi.
- Ludzie nie chcą, żebyś z nimi rozmawiała - ostrzega mnie matka, która w tej chwili wychodzi z kuchni z tacą świeżo upieczonych rogalików. - Zawsze ci powtarzam, że powinnaś ich tylko obsługiwać, a nie opowiadać im o swoim życiu.
Wzdycham i opieram łokcie o ladę. Już o tym rozmawiałyśmy.
- Ale ja lubię rozmawiać z klientami! I jestem pewna, że przynajmniej niektórzy to doceniają. Poza tym "serwujemy kawę i rozdajemy uśmiechy" brzmi chyba lepiej niż tylko to pierwsze, prawda?
Moja matka potrząsa głową. Czasami wygląda tak, jakby trochę żałowała, że adoptowała mnie przed laty, ale potem częstuje mnie rogalikiem i wiem, że chociaż się nie uśmiecha, kocha mnie ponad wszystko.
- Ja też bym chciała, żeby studia poukładały ci w głowie - żartuje.
- Nie po to tam idę - odpowiadam z ustami pełnymi ciasta francuskiego. - Zamierzam zostać wielką pisarką.
- Już nią jesteś, kochana - mówi Rachel, która zjawiła się przy barze po tym, jak posprzątała stolik numer trzy. - Zdobyłaś nagrodę! Gdybyś nie była wielką pisarką, to by się nie wydarzyło.
Choć jestem wdzięczna za te słowa, mam duże wątpliwości, czy wygraną w konkursie literackim organizowanym przez firmę produkującą czekoladę można uznać za początek błyskotliwej kariery pisarskiej. Z tego, co wiem, jednym z osiągnięć Jane Austen nie było promowanie czegoś, co można by uznać za Nestlé tamtej epoki. Moje opowiadanie było przynajmniej bardzo romantyczne, to fakt. Może i ja pewnego dnia znajdę czekoladki na kawiarnianej ladzie i będę, tak jak bohaterka mojej opowieści, uroczą kelnerką, która dostaje coś, co do tej pory jedynie podawała.
Tak czy owak, Rachel zawsze próbuje mnie motywować. I szczerze mówiąc, podsuwa mi bardzo dobre historie.
- Następnym razem mogłabyś napisać coś o tych dwóch - mówi, wskazując głową na chłopaków, którzy siedzą przy jednym ze stolików. - Myślę, że ciemny szaleje za blondynem, ale ten opowiada mu o jakiejś akcji ze swoją dziewczyną...
- Trójkąt miłosny? Co za emocje! - wykrzykuję, zanim rzucę okiem.
- Co wam mówiłam o obgadywaniu klientów?
- Oj, Marillo, przecież wiesz, że nikogo nie obgadujemy - broni się Rachel.
- Tylko czerpiemy inspirację ze świata rzeczywistego - dodaję z niewinnym uśmiechem.
Moja matka przewraca oczami.
- To mniej się inspirujcie i bierzcie się do roboty!
- Tak, proszę pani! - wykrzykujemy chórem.
Jest niedziela, więc kawiarnia zaczyna się zapełniać, i na tym nie koniec. Przed moimi oczami rozgrywają się historie mnóstwa różnych bohaterów: dramaty, jak ten, którego można się domyślać po smutnych oczach mężczyzny zamawiającego czarną kawę, któremu daję w prezencie czekoladkę, oraz komedie, jak ta, za której sprawą grupka dziewczyn wybucha śmiechem; są też oczywiście historie miłosne, jak romans dwóch kobiet w średnim wieku, które całują się w głębi kawiarni - te historie sprawiają, że marzę o miłości na całe życie.
Czasami mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która nie ma żadnej historii godnej opowiedzenia, dlatego lubię szperać w historiach innych ludzi. W końcu moja historia jest bardzo prosta: rodzice, którzy zginęli w pożarze, proste, monotonne życie w sierocińcu, kobieta, która zdecydowała się mnie adoptować, i szczęście, że zostałam wybrana przez pomyłkę, a nie zrządzeniem losu. Jestem tak mało warta uwagi, że Marilla Cuthbert nie wybrała mnie w pierwszej kolejności na swoją córkę: chciała chłopca, ale za sprawą błędu w papierach ten dzieciak trafił do innej rodziny.
Słyszałam, jak w gabinecie dyrektorki Marilla urządza awanturę, ponieważ miałam wtedy dziesięć lat i jedynymi ciekawymi historiami w sierocińcu były te, które sama wymyślałam, oraz te, które ktoś przynosił z zewnątrz. Moja matka wyszła stamtąd, fukając, a Matthew otoczył ją ramieniem - wtedy zobaczyli mnie przed drzwiami, gdzie usiadłam, żeby podsłuchiwać. Na początku wyobraziłam sobie, że to para, która rozpaczliwie pragnie dziecka. Może stracili własne. Albo nigdy nie mogli go mieć.
- Proszę się nie martwić - powiedziałam im. - Jest wiele takich dzieci jak on, na pewno wkrótce będą państwo mieli jedno dla siebie! Proszę pomyśleć, że to dobrze dla niego, bo został zabrany, zanim skończył siedem lat. Nikt nie chce tych, którzy są w tym wieku.
Matthew zamrugał. Marilla Cuthbert na początku ledwie na mnie spojrzała. Przynajmniej do chwili, gdy jej brat mnie zapytał:
- A ty ile masz lat?
- Dziesięć! I zostanę tu na zawsze - oznajmiłam.
Ale tak się nie stało, ponieważ brat i siostra wymienili spojrzenia i wrócili do gabinetu dyrektorki.
Nie wyszli z sierocińca, dopóki nie zabrali mnie ze sobą.
Istnieje inna część mojej historii, która prawdopodobnie jest bardziej ekscytująca. To niewielki fragment, który może okazać się ciekawszy właśnie dlatego, że stanowi tajemnicę. Ponieważ raczej nie jest częścią mojej historii, historii Anne Shirley, sieroty, lecz tajemniczej postaci uwielbianej przez innych, która może mieć dowolne życie i o której nikt nic nie wie, a każdy zna tylko jej opowieści.
Lady Cordelia.
Niezwykle popularna autorka fanfików.
Osoba, którą jestem w internecie.
Rachel ma rację: już teraz jestem wielką pisarką, ale nie dzięki nagrodzie Nestlé czy konkursom pisarskim w szkole, tylko dzięki tysiącom ludzi, którzy śledzą moje opowieści w małym zakątku sieci. Problem tkwi w tym, że Rachel Lynde oszalałaby, gdyby się dowiedziała, o czym czasami piszę. Marilla być może też. Matthew na pewno dostałby zawału, biorąc pod uwagę jego nieśmiałość.
Po części właśnie dlatego to tajemnica. Z drugiej strony (i ta strona bardziej się liczy) robię to, bo mam nadzieję, że pewnego dnia zostanę uznaną pisarką, pisarką, którą wszyscy będą podziwiać - w końcu Jane Austen nie zasłynęła z wygranej w konkursie organizowanym przez firmę produkującą czekoladę, a siostry Brontë nie byłyby tak znane, gdyby napisały tylko różne teksty na podstawie Dumy i uprzedzenia. Historia nie pamięta autorek fanfików, choć Diana upiera się, że najpoczytniejszą książką na naszej planecie jest właśnie fanfik o cieśli, który zainspirował wielu artystów do tworzenia strasznie drogich fanartów, na wieki wieków amen.