Po północy - Sandra Sagaz

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (10,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Szczęśliwe życie Joanny we Francji, tak jak szybko się zaczęło, tak i szybko się skończyło. Nie trwało nawet jednej dekady. Bo cóż to jest siedem lat? Tak więc jej małżeństwo nie trwało długo. Po śmierci Johna, mężczyzny swojego życia, i córki Kamili wszystko straciło dla niej sens. Wypadek samochodowy, w którym zginęli najbliżsi, wywrócił jej życie do góry nogami i sprawił, że zawalił się jej cały świat. Kobieta straciła grunt pod nogami, a po ceremonii pogrzebowej o mało nie popełniła samobójstwa, zażywając duże ilości proszków uspokajających, które popiła dużą ilością wysokoprocentowego alkoholu. Bliskie otoczenie - Emma, ciotka i wierny prawnik - miało sobie za złe, że po pogrzebie pozostawiło ją samą sobie w mieszkaniu. Jej pewność siebie i spokój ducha skrywały za woalką depresję i wewnętrzne, całkowite rozbicie w kawałki. Jej twardy charakter, upór i niemalże rysowana na twarzy obojętność zwiodły wszystkich. Nic nie wskazywało na to, żeby kobieta chciała zakończyć swoje życie. Zachowywała się jak do tej pory, tyle że z etykietą wdowy, tak jak powinna się była zachowywać. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby nie niepokój i natychmiastowa reakcja Emmy. Pasierbica piorunem zareagowała, kiedy macocha nie odebrała od niej kolejnego połączenia. Zaniepokojona, raz-dwa wsiadła do samochodu i jak najszybciej pojawiła się u niej. Miała szczęście, że nie zapomniała zapasowego klucza od mieszkania rodziców, który nosiła w torebce. Zawsze miała go przy sobie i pilnowała jak wierny stróż.

Nowy związek ojca Emmy kwitł i nowożeńcy potrzebowali dla siebie nowej przestrzeni. Dom trochę przytłaczał ojca wspomnieniami, dlatego kiedy nowożeńcy się wyprowadzili, Emma stała się jedynym jego mieszkańcem. Lubiła patrzeć na wszystkie rzeczy zaczepione na ścianie przez swoją matkę, której ciepła od dłuższego czasu jej brakowało. Nigdy nie myślała o wyprowadzce z rodzinnego domu, bo to tak, jakby zostawić rodzicielkę na zawsze. Pamiątki bardzo ją przybliżały do cudownych wspomnień z dzieciństwa.

Gdyby tego feralnego dnia Emma zapomniała klucza i zawróciła do domu, byłoby za późno - za późno na wszystko, na cokolwiek i opłakiwałaby już nie tylko ojca i siostrę, ale i macochę.

Joanna zaraz po pogrzebie przeszła załamanie nerwowe i osiem miesięcy spędziła w zakładzie zamkniętym. Była to dokładnie ta sama placówka, w której dawno temu t6yprzebywała znajoma ciotki, pani Natasza. Po wyjściu ze szpitala dojrzałej kobiecie wcale nie było lepiej. Przepisane środki ją otępiały i rozluźniały. Choć nie zagoiły bolesnych ran, to sprawiały, że w nocy mogła spokojnie spać. Góry, miasto, myśli o uliczkach, którymi spacerowała z rodziną i wspólni znajomi, przytłaczały ją do tego stopnia, że zamierzała wrócić na stałe do Polski. Zaraz po wyjściu ze szpitala czterdziestokilkuletnia kobieta ruszyła na lotnisko z niewielką torbą. Nie wróciła do mieszkania i pracy, czego najchętniej życzyłaby sobie pasierbica, pilnująca rodzinnego interesu. Emma chciała ją wesprzeć na swój sposób, a jeszcze bardziej potrzebowała wsparcia macochy w firmie. Jednak kobieta dotkliwie doświadczona przez los wycofała się z życia zawodowego, czego całkowicie nie mogła zrozumieć Emma. Widok młodej kobiety w czasie odwiedzin w klinice bardzo Joannę przytłaczał, bo jej twarz to wypisz wymaluj zmarły małżonek. Do uwitego wspólnego gniazdka radosnych wspomnień Joanna bała się wracać. Emma z początku nie mogła zrozumieć: ucieczki macochy przed światem, który kiedyś tworzyła z Johnem, i braku jej zainteresowania ważnymi sprawami firmy. Młoda kobieta czuła się odrzucona, co z trudem, ale jednak z czasem zrozumiała. Szczerze to Joannę nic nie obchodziły pieniądze, straty czy zyski. Nadal cierpiała, miała żal i nie chciała wracać w miejsca, które przypominały jej o zmarłych. Zdecydowanie jeszcze nie była gotowa do powrotu do pracy i zarządzania firmą. Emma jako jej wspólnik po śmierci ojca dbała o rozwój i finanse przedsiębiorstwa. Dziewczyna mimo młodego wieku i krótkiego stażu radziła sobie nieźle. Kto jak kto, ale ona umiała znaleźć odpowiednich ludzi na stanowiska, aby wszystko się kręciło i układało. Kiedy Joanna trafiła do szpitala, Emma zatrudniła dwóch doświadczonych pracowników do pomocy i tej swojej decyzji nigdy nie żałowała. Kiedy macocha zakomunikowała telefonicznie, że wyjeżdża do Polski, Emma poczuła, że ruch, który wykonała, był właściwy i że dobrze zrobiła, że ma obecnie pomocników. Chciała, żeby Joanna odzyskała siły i była szczęśliwa. O ile po tak wielkiej stracie można jeszcze kiedykolwiek być szczęśliwym.

Problemy w pracy

W drodze do pracy Tomasz odebrał telefon.

- Gdzie u licha jesteś, kolego? Mamy tu istne piekło! - dopytywał zdenerwowany asystent.

- Zaraz będę na miejscu - powiedział ze smutkiem, jakby miał kaca.

- Pospiesz się. Co, znowu całą noc balowałeś? - dopytywał asystent, znający go dobrze. Pozwalał sobie ze swoim szefem na luźną rozmowę, bo w pracy był dla niego dobrym kolegą, na którego można było liczyć. Tworzyli razem zgrany duet - i pomyśleć, że łączyła ich tylko praca. Tomasz nikomu się nigdy nie zwierzał ze swoich prywatnych spraw i nikt nie wiedział, że jest w separacji z żoną od bardzo dawna. Nie wiedzieć czemu mimo obrączki noszonej na palcu od początku wszyscy uważali go za singla. Fakt, obrączka była od zawsze za duża i nosił ją na środkowym palcu. Nie starał się nigdy tłumaczyć swojej sytuacji rodzinnej, dlatego jego stan cywilny nie był od początku współpracownikom firmy dobrze znany. Ani razu w czasie przerw nie podjął rozmowy o swoich bliskich, dlatego nikt nie znał jego życia prywatnego. Faktem było to, że zazwyczaj spóźniał się do pracy po nocy spędzonej z prezesową. O skrywanym romansie nikt jednak w pracy nie wiedział, a on zaczął się zaledwie po tygodniu pracy mężczyzny w firmie. Oboje to starannie ukrywali. Ona potrzebowała jego, bo czuła się samotna, a często w pobliżu nie było męża. Zazwyczaj spotykali się, kiedy małżonek wyjeżdżał na długo w delegacje. Tomek był w separacji i był z nią z nudów. Nikt z załogi na pewno się nie spodziewał romansu nowo zatrudnionego pracownika z szefową.

- Nie, nie spędziłem nocy z żadną panią lekkich obyczajów, ale dzięki tej babce zaoszczędzę na nich - zażartował, śmiejąc się głośno.

- Jak jest taka dobra, to musisz mnie z nią poznać - asystent w rozmowie z nim próbował się rozluźnić, bo sytuacja w pracy była nie do wytrzymania.

- Daj spokój, przecież się żenisz - przypomniał mu Tomasz.

- Zbieraj swoją dupę i szybko dawaj tu, bo pali się nam, stary - powiedział niemal szeptem do słuchawki w obawie, że ktoś może usłyszeć rozmowę.

- Jestem prawie na miejscu.

- Szybko, bo starej odbija - rzucił pospiesznie i się rozłączył.

Tomasz wiedział, o co chodzi z nastrojem szefowej. Kiedy urządzała sceny w biurze i tłumaczyła swój pogorszony nastrój trudną sytuacją firmy, zawsze czegoś chciała. Na pewno kolejny raz chciała tego, żeby ktoś odwalił za nią robotę i tyle. Raban nie do wytrzymania robiła, kiedy na miesiąc lub dwa mąż wyjeżdżał w delegację, a ona bez wsparcia gryzła się z problemem. Z samotności, której nie znosiła, odbijało jej i strasznie histeryzowała z powodu byle drobnostki. Bez niej zespół szybko mógłby go naprawić. Praca z nią była ciężka do zniesienia.

Do tej pory prywatne, potajemne spotkania z szefową były Tomaszowi obojętne. Żona go zdradzała i, nie mając zobowiązań, z nudów korzystał z okazji, żeby wypełnić pustkę podczas wieczorów. Ten biurowy układ trwał od samego początku. Po zaledwie dwóch dniach pracy szefowa sama zadzwoniła z propozycją wieczornego spotkania. Razem zjedli kolację w restauracji, a później zameldowali się w pokoju hotelowym, który wynajęła kobieta. Niczego od siebie nie wymagali, byli w wolnym związku. Tomasz stanowisko menagera piastował od samego początku, więc nie można było mu zarzucić, że przez romans się nachapał. Nic z tych rzeczy. Pracowity był zawsze i stanowisko mu się należało, a to zdobył, mając właściwe kompetencje i dobre opinie z poprzednich firm. Po przeprowadzce musiał się gdzieś w pobliżu zatrudnić i na pewno nigdy by nie przypuszczał, że z szefową będzie łączyło go znacznie więcej. Ona, aby mężczyzna czasem nie zrezygnował z ich potajemnych schadzek, przy którymś spotkaniu zaraz po wyjeździe męża zaczęła mu obiecywać awans na jej zastępcę. Dla mężczyzny nie miało to żadnego znaczenia. Puszczał to mimo uszu. Nie liczył na to, a po kolejnych spotkaniach w to całkowicie zwątpił. Nie rozumiał, po co kochanka okłamuje go i obiecuje nie wiadomo co. W pracy wrzało, że stanowisko najprawdopodobniej będzie miał dwa lata starszy od niego kolega i prawa ręka jej męża, dlatego nie rozumiał oszustwa kobiety. Pewny za to był, że to jest zachęta, żeby nie przestawał się z nią widywać. Najpierw go to bawiło, później trochę zaczęło drażnić i zaczął rozglądać się za inną pracą. Miejscowość była mała i aktualnie o zmianę posady było tutaj trudno. Pozbawiony alternatywy, przychodził do pracy i z nudów nadal w wolne wieczory się z nią spotykał. Mężczyzna dostawał drogie gadżety w prezencie. Kobieta wręcz zasypywała go nimi i był pewny po poważnej rozmowie z nią, że boi się, że od niego mąż mógłby dowiedzieć się o zdradzie. Trwało to dwa tygodnie, aż pojawiła się okazja na dobre dla niego zmiany. Tego dnia, kiedy poznał Joannę, odezwał się z niebagatelną propozycją właściciel byłej firmy, w której pracował.

Noc spędzona z Joanną wszystko zmieniła w jego życiu. Nie chciał spotykać się z żadną inną kobietą, a na pewno nie z szefową. Już nie. Chciał od życia czegoś więcej. Nie potrzebował spotkań z nudów, a prawdziwych, trwałych relacji, no i chyba zapragnął prawdziwego związku i totalnych zmian życiowych.

Wchodząc do biura firmy kosmetycznej, Tomasz wyjął z kieszeni telefon i już w windzie włączył w telefonie dyktafon.

Wyszedł z windy na korytarz i zaraz usłyszał:

- Jak dobrze, że jesteś. Stara świruje. Mówi, że wszystko zależy od ciebie - zaczepił go zdesperowany asystent. Wydawało mu się, że przerażony, spocony kolega zaraz narobi w gacie.

Tomasz nie miał ochoty na spotkanie z prezesową. Zastanawiał się nad złożeniem wypowiedzenia. Wiedział, że kobieta będzie mu wypominała, że nie odbierał od niej w nocy telefonów. Nieodebranych połączeń naliczył od niej siedem. Zamiast iść od razu do niej, tak jak to wcześniej robił w takich sytuacjach, wszedł do swojego gabinetu i usiadł za biurkiem. Włączył komputer i w Wordzie spisał dokument. Asystent stanął w drzwiach, zdziwiony, że Tomasz usiadł za biurkiem. Przełożony uniósł wzrok znad monitora i zauważył u swojego asystenta rozczarowaną, wręcz przerażoną minę.

- Powiedz jej, że już przyjechałem i za dwie minuty u niej będę.

Asystent w pośpiechu wyszedł i wykonał polecenie. Tomasz skończył pisać, wydrukował dokument i wsadził go do aktówki. Następnie wyjął z kieszeni telefon i upewnił się, czy dyktafon działa. Sprawdził swoją rozmowę z asystentem, po czym skasował nagranie. Ponownie włączył dyktafon i wsadził telefon do kieszeni marynarki. Wstał od biurka, wziął aktówkę i opuścił swoje stanowisko pracy. Zanim wszedł do pokoju szefowej, zakomunikował sekretarce o swoim przybyciu. Młoda kobieta podniosła słuchawkę, wybrała numer, zapowiedziała, kto przyszedł, a potem, wskazując zachęcająco ręką drzwi szefowej, odezwała się z uśmiechem:

- Szefowa prosi, to pilna sprawa.

Tomasz wszedł do gabinetu prezesowej. Widok mężczyzny ją ucieszył, zaraz wstała od biurka. Drzwi za Tomaszem się zamknęły i na widok wyprostowanej szefowej zapytał:

- Jaki tym razem mamy problem, szefowo?

- Proszę, siadaj!

- Dziękuję, postoję.

- Klient nie otrzymał dostawy. Ba, my nawet jej nie wysłaliśmy. Sprawdzałam to. I co teraz mam mu powiedzieć?!

- Powiedz, że auto się zepsuło i dostawa będzie z poślizgiem góra za trzy dni. My zrobimy resztę na wczoraj.

- A jak go nie przekonam?

- Próbuj. Twój klient.

Zdenerwowana, chwyciła za telefon i oddzwoniła. Była przekonująca i z zadowoleniem przerwała połączenie, krzycząc na cały gabinet:

- Udało się!

- Wystarczyło tylko trochę pomyśleć. Nieprawdaż?

- Kotuś, ty to jesteś genialny - powiedziała wylewnie. Odeszła od biurka i podeszła do mężczyzny z kokieterią. Przysunęła się bliżej, robiąc do niego maślane oczy. On się natychmiast odsunął i powiedział oschle:

- Zaraz zlecę wszystkim robotę na cito.

- A co to jest? - zapytała, widząc w jego ręce skoroszyt z dokumentami.

- To pilne i nie może czekać - odpowiedział.

- Może, może, wszystko może na nas poczekać - wyszeptała niemal do jego ucha, ciągnąc go za krawat i w ten sposób przysuwając go do siebie.

- Co pani wyprawia?

- Ależ mówmy sobie po imieniu, kochanie. Zrób to, do czego jesteś stworzony, Tomaszu.

- Znaczy co mam zrobić?

- Pocałuj mnie. Będziesz moim zastępcą? Chcesz przecież tego? Prawda, kochanie?

Mężczyzna nie miał ochoty całować kobiety. Swoją nachalnością była teraz wręcz odpychająca. Nie wiadomo, dlaczego odczuł do niej wstręt, a wręcz obrzydzenie. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie miał. Gdyby do tej pory nie poznał Joanny, pewnie uległby jej namowie. Tym razem było inaczej. Teraz miał blokadę i czuł do szefowej wstręt. Kiedy się odwróciła, rzucił przed nią dokument.

- Masz! Podpisz! - rozkazał. Może było to szczeniackie posunięcie, ale miał już kobiety po dziurki w nosie.

- Co to ma być?! - zapytała i spojrzała na dokument, lekko zmieszana. Mężczyzna ją zdecydowanie zaskoczył i swoim tonem wymusił, żeby otworzyła okładkę.

- Najpierw to przeczytaj! - powiedział ciągle oschłym, gardłowym głosem. Kobieta, wystraszona męskiego głosu, nie czytała dokumentu, a zaraz krzyknęła:

- Rany, co to jest?!

- Podpisz, w przeciwnym wypadku nagranie z telefonu trafi jeszcze dzisiaj do twojego męża. Będzie miał dowód twojej niewierności i podstawę do rozwodu.

- Tomasz, no nie. Nie rób mi tego. Kotku...

- Więc podpisz! - odpowiedział stanowczo. Kobieta była pewna, że mężczyzna może jej zaszkodzić.

- Ty gnoju! Ty szantażysto! - wrzasnęła.

Kobieta "przyparta do muru" wyjęła z przybornika długopis i podpisała dokument. Tomasz schował go do aktówki i natychmiast ruszył w kierunku drzwi wyjściowych.

Otworzył drzwi i pospiesznie wyszedł. Nie wiedział, czy dobrze postąpił, jedno było pewne - chciał na stałe uwolnić się od kobiety.

- Ty cwany gnoju! - zaklęła za nim Klaudia i rzuciła w drzwi dziurkaczem. Rozpłakała się. - Po co ci stanowisko obiecywałam, zasrany karierowiczu! - westchnęła, zdenerwowana, myśląc, że podpisała jego awans na zastępcę.

Kobieta się myliła - i to jeszcze jak! Niestety to była jego rezygnacja. Tak oto Tomasz złożył dzisiaj wypowiedzenie i wyszedł z gabinetu prezesowej jak gdyby nigdy nic, mobilizując resztę załogi do szybkiego działania, aby towar dojechał w ciągu trzech dni do zawiedzionego klienta, który zgłosił reklamację. Mężczyzna miał dwa tygodnie na rozliczenie się z obecną firmą. Gdyby nie zachęta powrotu do byłego pracodawcy, pewnie by nie zaprzątał sobie głowy odejściem. Kusiła go obiecana podwyżka o dwadzieścia procent i możliwość pracy zdalnej. Mobilna - tylko w nagłych przypadkach.

Od jakiegoś czasu, spotykając się z Klaudią, ciągle myślał o zmianie pracy. Nadarzyła się okazja i, skuszony nową propozycją, postanowił porzucić aktualne zajęcie. Miał być dyrektorem nowo otwieranej filii w województwie, w którym aktualnie zamieszkał.

Wściekła Klaudia puściła biuro przed lunchem. Tomasz opuścił firmę dużo wcześniej, bo zaraz po przekazaniu dokumentu do kadr. Wracając do domu, był zadowolony, że tym razem nie dał się wciągnąć w grę szefowej i że definitywnie z nią skończył. Wiedział, że wcześniej czy później mąż kobiety pozna prawdę o tym, co wyprawia żona podczas jego nieobecności. Nie chciał być facetem przyłapanym na gorącym uczynku przez zazdrosnego męża. Odetchnął z ulgą, że on nim z pewnością już nie będzie.