Bebok
A tam mieszka taki bebok
Nie był czymś niedookreślonym
Pomiędzy postawionym kołnierzem
i rondem kapelusza żadnej twarzy - tylko żółte oczy
Wyglądał słowem trochę niewyjściowo
Widziałem go w Looney Tunes
Wiedziałem dokładnie, gdzie przebywa
Zaraz za winklem, we wnęce
przy ostatnich schodkach w klatce
przy wejściu do piwnicy
Bo gdzie indziej?
Czekał tam, żeby rzucić plamę na podłogę
Ostatni krok z ostatniego stopnia schodów
To krok w przepaść
Plamy nie można przeskoczyć, bo drzwi
są zamknięte - skok prosto na nie
zrobiłby z ciebie taką plamę, która spłynie po szybie
Raz zatrzymałem się na piętrze
Skąd splunąłem zaraz obok jego kryjówki
Ale dalej tam był
Nie wierzyli mi, że tam jest
I ja zacząłem im wierzyć - musi go tam nie być
Już doliczam do drugiej ręki - ludzi, którzy głosują
za tym, że go nie ma
Zrzucam następnym razem piłkę ze schodów
Schodek po schodku spada, odbija się
i niknie we wnęce
Słońce świeci zza drzwi, to lato mistrzostw świata
To moja jedyna piłka - idę
Przez próg stratosfery
Nie ma Beboka, piłki też
Promienie z placu nie pozwalają
przyzwyczaić się oczom do ciemności
Stawiam krok w ciemność
Przewracam się na piłce
Pozbierałem się, i dzwoniłem na domofony kolegów
żeby wyszli już grać, skąd te zdrapane kolano
postanowiłem nie mówić - ale nie musiałem
Kto w wieku 8 lat nie może spać
i wychodzi biegać za piłką o 6 rano?
Kopałem o garaż, przegoniła mnie baba z okna
Może zatęskniłem za bebokiem wtedy
Parę słów i mógł, odkryłem, przestać straszyć
A asystować przy bramce
Przy sowizdrzalstwie
i zgrywaniu się