Wstęp od wydawcy polskiego
SZMACIANA LALKA. To ona zwróciła moją uwagę. Jej zdjęcie zostało umieszczone w poście, który rozprzestrzeniał się na facebooku z prędkością światła. Pod zdjęciem wpis, że autor zdjęcia, obrońca Azovstali otrzymał tą laleczkę od dziewczynki, która chciała mu w ten sposób podziękować za to, że ją broni. I oto teraz, gdy wracał z posterunku chcąc jak zawsze odwiedzić dziewczynkę, zamiast niej w miejscu gdzie przebywała, zastał tylko zgliszcza. Potężna bomba lotnicza zrzucona z ruskiego samolotu przebiła się przez wszystkie stropy i zabiła wszystkich, którzy znajdowali się w pomieszczeniu w którym przebywała ta dziewczynka. Tym obrońcą Azovstali, który opublikował ten poruszający post był Ivan Bogdan. Odezwałem się do niego przez facebook po rosyjsku. Odpisał mi że zasadniczo nie rozmawia w języku rosyjskim, ale dla mnie, dlatego że jestem z Polski, a Polska tak pomaga Ukraińcom, zrobi wyjątek. Korespondowałem z nim niemal codziennie. Obiecaliśmy sobie że po wojnie pójdziemy na wódkę. Któregoś dnia wysłał mi mailem 2 książki, które napisał, z prośbą abym je wydał jeśli mogę, w Polsce. Trochę mnie zdziwił ten jego pośpiech z wysłaniem tych książek. Jakby miał przeczucie, że czasu pozostało mu niewiele. I nagle ta cisza. Przerażająca cisza. Gdy nagle przestał odpisywać. Potem kapitulacja Azovstali. Oglądam filmiki publikowane przez Rosjan z poddania się "Azovców". Szukam go wzrokiem. Łatwo go będzie przecież rozpoznać, bo zamiast stopy ma wkręconą śrubę która pozwala mu łapać równowagę podczas chodzenia. Stopę stracił w Azowstali, ale mimo to wychodził na posterunki. Na zdjęciu na okładce widać tę jego stopę, a właściwie jej brak. Nawiązuję kontakt z jego dziewczyną, Aliną. Ona też go nie widziała. I potem jak grom z jasnego nieba spada na mnie wiadomość: Ivan zginął od bomby, podobnie jak dziewczynka, która podarowała mu szmacianą lakę. Jego ciała nie znaleziono. Po roku jego resztki oddano Ukraińcom. Badania DNA potwierdziły, że to on.
W jednym ze swoich codziennych przemówień prezydent Ukrainy, Vladimir Zeleński poinformował, że podpułkownik Ivan Bogdan został pośmiertnie odznaczony orderem "Bohatera Ukrainy".
Jego książka "Po drugiej stronie okopów" odsłania nam kulisy początków wojny w Donbasie na podstawie relacji Ukraińca, który uwikłany w wojnę staje się agentem rosyjskiego wywiadu.Jego opowieść jest wstrząsająca. Pokazuje zagmatwaną sytuację w Donbasie, gdzie nagle pojawiły się "zielone ludziki" Putina i mnóstwo organizacji, czasem zwyczajnie bandyckich, nie wiadomo komu podporządkowanych. Przeciętny człowiek nie może się zorientować kto jest kim i kto za kim stoi.Ten chaos świetnie pokazuje autor.
Akcja książki toczy się dwutorowo. Jeden wątek to relacja autora z jego przyjacielem, który pracuje w ukraińskim wywiadzie. Drugi wątek to relacja siedzącego w więzieniu Ukraińca, agenta rosyjskiego, z którym cyklicznie spotyka się Ivan Bogdan i spisuje jego relację. Ale to nie jest tylko zwykłe spisywanie tej relacji. Między autorem a więźniem toczy się swoisty dialog, który również autor publikuje.
No i jeszcze jedno. To nie jest książka dla ludzi o słabych nerwach. Opisy zdziczenia i wyjątkowego sadyzmu w stosunku do jeńców ukraińskich pokazują nam tą naciemniejszą stronę wojny.
Publikacja nie jest przeznaczona dla czytelników poniżej lat 18.
Czytanie tej książki nie jest lekkie, łatwe i przyjemne. Ale jeśli chcemy poznać też życie "po drugiej stronie okopów", z tej rosyjskiej strony, to musimy przeczytać tę książkę. Ciekawa jest bowiem tylko prawda, jakakolwiek by ona nie była...
P.S. Serdeczne podziękowania dla tłumaczki, p. Oli Stachury i jej taty, konsultanta historyczno-wojskowego, płk. w st. spocz. mgr. Marka Stachury.
Andrzej Ryba