Ostenda
poemat pomyślany jako sześć sonetów
in memoriam Samuela Przypkowskiego
Sonet I
Jak poprzez werble bębny w głuchy szloch kamieni
Opadał głos wysoki w trzaskaniu płomieni
W skowycie psów płonących i w lamencie dzwonów
Zataczał się wśród dymów i z głuchego tonu
Pękających kamieni nadaremnie wracał
W niebo płowe falsetem jak ognista raca
Widziałem jak upadłaś jak runęła wieża
W gruzach zegar strzaskany czasu nie odmierzał
I czas wstrzymany nagle schwycił nas za gardła
Bulgotał w krtani pluł krwią i Ostenda padła
Widzieliśmy Ostendę i prawie na poły
Widzieliśmy jej ze krwią zmieszane popioły
Oślepłem biały popiół w gorącym popiele
Stygną miłości nasze zanim łza spleśnieje
Sonet II
Tupot nóg świst oddechu chrzęst łamanych mieczy
Co było nie wiem cisza teraz klęsce przeczy
Cykady świerszczy w trawach szorstkich i wysokich
Gdy piach wilgotny tłumi pierzchające kroki
Białe i ostre światło świtu czystej Hostii
Kości bielsze niż popiół z białych ostów Ostii
Złom żelazny i małży strzaskane skorupy
Rośny zapach jaśminów i w jaśminach trupy
Daleki huk przyboju słony wiatr od morza
I niby drzazgi smolne spłonie ranna zorza
Nim szorstki język soli znów oszroni plaże
Wszystkie drogi odcięte Czas patrzy nam w twarze
Nie wierzmy horoskopom nadciągają sępy
Sczernieją kości białe i sztandarów strzępy
Sonet III
Dokąd poszły ich dusze widziałem ich ciała
Jak je śmierć pośród bitwy w swe władanie brała
Czarna chmura zawisła pod gradem gołębim
Padały niby zboże Hiszpan nas pognębił
Zostając między nami tyleż jest zwycięzców
Co stratowanych tyleż zwyciężonych jeźdźców
Co koni padłych białą pianą oszronionych
Tyleż studni zatrutych co i ust spragnionych
Pęka w gorączce kurzem słonym się pokrywa
Tyleż jest i Ostendy ile w zgliszczach bywa
I w nas co jeszcze żywi a już oglądamy
Miasto przez oczy tamtych i w nicość zdążamy
Co nam tedy sądzone widziałem ich ciała
Jak je fala odpływu w morze porywała
Sonet IV
Płynęli ku północy zamiast masztu z nożem
Wbitym w plecy lub w piersi pogodzeni z morzem
Z grzebieniem zamiast steru z włosami miast żagli
Mężczyźni którzy w bitwie ci co we śnie padli
Ślepi żeglarze w brzuchach wzdętych białych kobiet
Którzy w łonie swych matek grób znaleźli sobie
I brzuchy sine które w brzuchach ryb ginęły
Nim do brzegów wilgotnych kości dopłynęły
Pod okiem zimnej gwiazdy w fosforze planktonu
Płynęły żagle włosów świecące zielono
I wiatr w żagle kredowych paznokci chwytając
Uciekłem stamtąd rybom oczy zostawiając
Powtarzam co pamiętam z ziemią pogodzeni
Korytarzami płyną wiosennych korzeni
Sonet V
Glina tłusta skrwawiona Ostenda kwitnąca
Gaśnie gwiazda Ostendy w popiele stygnąca
Popiół w ziemię powraca wystrzela płomieniem
Byliśmy tutaj mówią zeszli między cienie
Wieje wiatr rozwiewa sny wloką się zegary
Na molo patrzą w morze zakochane pary
Kochaliśmy tej wiosny w tamtym karnawale
Mówiłem kiedy szliśmy przez balową salę
O sezonach minionych szczęściu co nas czeka
Wiatr rozwiewa twe włosy srebro śniedź powleka
Byliśmy tutaj mówią dogasają głownie
Wieje wiatr dymi popiół przemknęłaś koło mnie
Jak tamci którzy we mnie przeminęli ze mną
Ostenda zapomniana osuwa się w ciemność
Sonet VI
Herbata nam już stygnie czas światło zapalić
Czas by kwiaty te zmienić czas by listy spalić
Czas by kurze pościerać czas wyjść do ogrodu
Czas przyjaciół wspominać i piękno zachodu
Czas aby psa już kupić i wosk w świecach zmienić
Czas by się zdrzemnąć w cichym mruczeniu płomieni
Czas by miłość uprawiać czas słuchać muzyki
Czas okno w noc otworzyć gdzie dźwięczne słowiki
Czas aby się wykąpać czas adresy sprawdzić
Czas ciszę kontemplować i czas śmiercią gardzić
Czas o sztuce rozprawiać niżąc metafory
Czas krawaty przymierzać dobierać kolory
Jeszcze horyzont pusty czas uprawiać ogród
Jeszcze nie czas Ostendy jeszcze czas na powrót
Małe muzea
I
Małe muzea jak małe kraje
są a przecież mogłoby ich nie być
i my pracownicy małych muzeów
moglibyśmy nie być
pracownikami małych muzeów
Moglibyśmy mierzyć obwód
biustu Venus z Milo Opisywać
paletę starych mistrzów
Odczytywać ukryty sens
zawarty w mądrych płótnach
Słuchać bicia zegarów
umarłych epok które
odmierzają i nasz czas
Jesteśmy jednak pracownikami
małych muzeów Kilkadziesiąt
przeciętnych pejzaży
które nie trafią nigdy
do leksykonów historii
sztuki Trochę starych monet
Banknoty opowiadające
o inflacji
Skamieliny Zżarta przez mole
czapeczka którą nosił
miejscowy architekt
Warsztat tkacki
parę garnków
globus
To wszystko
co znalazło się
w inwentarzu
Ci z wielkich miast z wielkich krajów
którzy zazdroszczą nam naszych małych
muzeów nie wiedzą że wbrew pozorom
musimy się znać na wszystkim
Od historii wojen po techniki graficzne
Od haftu po garncarstwo i tkactwo
Lecz może może trzeba
tak samo dociekać kiedy
powstały nasze obrazy
bez których ludzkość nie byłaby
biedniejsza Dochodzić daty
zrobienia garnka jakich
co tydzień setki sprzedają
na jarmarkach
Obowiązują nas te same
wzory kart katalogów naukowych
kartotek
Nie budujemy sejfów
w ścianach Alarmowych sygnalizacji
automatycznych schronów
bo nas na nie nie stać
Lecz przepisy są jedne dla dużych
i małych muzeów
I od niczego nie jesteśmy zwolnieni
II
W małych muzeach
mówi się szeptem Zimą
gdy pod butami skrzypi śnieg
cisza rozsadza małe muzea
Oparte o kaflowy piec
przy stoliku na którym
leżą bilety stoją chude
piegowate dziewczyny
myślą o swoich dolegliwościach
o kłopotach w domu
ojcu który się upił
bracie który kogoś pobił
Pachną kwaśno potem
W szklance grzałką gotują herbatę
Wierzą w sny
lecz nie wiedzą co mogą znaczyć
te dwie czaszki
wypełnione krwią
mówiące wypij nas
i po spełnieniu rozkazu
napełniające się
znowu
Co mogą znaczyć
te dwie czaszki
z ostatniej nocy
Nie słyszały o Yoricku
Jest zima Stojąc pod piecem
czekają aż wskazówki na zegarku
wskażą trzecią Czekają
na lato Każdego lata
wychodzą za mąż
Jedno lato interesowały się
żużlem Ale chłopak
nie jest już w kadrze
narodowej Jeszcze
łaskoczą je pod nosem
i na szyi wąsy malarza
który przysiadł się do nich
w zeszłym sezonie
Latem słychać czasami
w małych muzeach
tupot nóg i dziewczęcy
pisk
Któregoś dnia ktoś wpisuje się
do księgi pamiątkowej w obcym
języku Któraś z nich
wyjeżdża do obcego kraju
i przez przypadek zostaje panią
van der Weyden lub Wassenhove
III
Muzea dzielą się na
duże i małe muzea
małe muzea podlegają
dużym muzeom
Małe muzea dzielą się na
małe muzea z przeszłością
i małe muzea z przyszłością
W lepszej sytuacji
wbrew pozorom
znajdują się te drugie
Niekiedy małe muzea
z przyszłością
stają się muzeami z przeszłością
a bez przyszłości
Pogląd że w małych muzeach
można czytać dużo książek
z zakresu literatury pięknej
słuszny jest tylko częściowo
IV