Płyn Lugola - Bohdan Zadura

Kup ebooka

34.90 zł
28.97 zł (29,67 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ostenda

poemat pomyślany jako sześć sonetów

in memoriam Samuela Przypkowskiego

Sonet I

Jak poprzez werble bębny w głuchy szloch kamieni

Opadał głos wysoki w trzaskaniu płomieni

W skowycie psów płonących i w lamencie dzwonów

Zataczał się wśród dymów i z głuchego tonu

Pękających kamieni nadaremnie wracał

W niebo płowe falsetem jak ognista raca

Widziałem jak upadłaś jak runęła wieża

W gruzach zegar strzaskany czasu nie odmierzał

I czas wstrzymany nagle schwycił nas za gardła

Bulgotał w krtani pluł krwią i Ostenda padła

Widzieliśmy Ostendę i prawie na poły

Widzieliśmy jej ze krwią zmieszane popioły

Oślepłem biały popiół w gorącym popiele

Stygną miłości nasze zanim łza spleśnieje

Sonet II

Tupot nóg świst oddechu chrzęst łamanych mieczy

Co było nie wiem cisza teraz klęsce przeczy

Cykady świerszczy w trawach szorstkich i wysokich

Gdy piach wilgotny tłumi pierzchające kroki

Białe i ostre światło świtu czystej Hostii

Kości bielsze niż popiół z białych ostów Ostii

Złom żelazny i małży strzaskane skorupy

Rośny zapach jaśminów i w jaśminach trupy

Daleki huk przyboju słony wiatr od morza

I niby drzazgi smolne spłonie ranna zorza

Nim szorstki język soli znów oszroni plaże

Wszystkie drogi odcięte Czas patrzy nam w twarze

Nie wierzmy horoskopom nadciągają sępy

Sczernieją kości białe i sztandarów strzępy

Sonet III

Dokąd poszły ich dusze widziałem ich ciała

Jak je śmierć pośród bitwy w swe władanie brała

Czarna chmura zawisła pod gradem gołębim

Padały niby zboże Hiszpan nas pognębił

Zostając między nami tyleż jest zwycięzców

Co stratowanych tyleż zwyciężonych jeźdźców

Co koni padłych białą pianą oszronionych

Tyleż studni zatrutych co i ust spragnionych

Pęka w gorączce kurzem słonym się pokrywa

Tyleż jest i Ostendy ile w zgliszczach bywa

I w nas co jeszcze żywi a już oglądamy

Miasto przez oczy tamtych i w nicość zdążamy

Co nam tedy sądzone widziałem ich ciała

Jak je fala odpływu w morze porywała

Sonet IV

Płynęli ku północy zamiast masztu z nożem

Wbitym w plecy lub w piersi pogodzeni z morzem

Z grzebieniem zamiast steru z włosami miast żagli

Mężczyźni którzy w bitwie ci co we śnie padli

Ślepi żeglarze w brzuchach wzdętych białych kobiet

Którzy w łonie swych matek grób znaleźli sobie

I brzuchy sine które w brzuchach ryb ginęły

Nim do brzegów wilgotnych kości dopłynęły

Pod okiem zimnej gwiazdy w fosforze planktonu

Płynęły żagle włosów świecące zielono

I wiatr w żagle kredowych paznokci chwytając

Uciekłem stamtąd rybom oczy zostawiając

Powtarzam co pamiętam z ziemią pogodzeni

Korytarzami płyną wiosennych korzeni

Sonet V

Glina tłusta skrwawiona Ostenda kwitnąca

Gaśnie gwiazda Ostendy w popiele stygnąca

Popiół w ziemię powraca wystrzela płomieniem

Byliśmy tutaj mówią zeszli między cienie

Wieje wiatr rozwiewa sny wloką się zegary

Na molo patrzą w morze zakochane pary

Kochaliśmy tej wiosny w tamtym karnawale

Mówiłem kiedy szliśmy przez balową salę

O sezonach minionych szczęściu co nas czeka

Wiatr rozwiewa twe włosy srebro śniedź powleka

Byliśmy tutaj mówią dogasają głownie

Wieje wiatr dymi popiół przemknęłaś koło mnie

Jak tamci którzy we mnie przeminęli ze mną

Ostenda zapomniana osuwa się w ciemność

Sonet VI

Herbata nam już stygnie czas światło zapalić

Czas by kwiaty te zmienić czas by listy spalić

Czas by kurze pościerać czas wyjść do ogrodu

Czas przyjaciół wspominać i piękno zachodu

Czas aby psa już kupić i wosk w świecach zmienić

Czas by się zdrzemnąć w cichym mruczeniu płomieni

Czas by miłość uprawiać czas słuchać muzyki

Czas okno w noc otworzyć gdzie dźwięczne słowiki

Czas aby się wykąpać czas adresy sprawdzić

Czas ciszę kontemplować i czas śmiercią gardzić

Czas o sztuce rozprawiać niżąc metafory

Czas krawaty przymierzać dobierać kolory

Jeszcze horyzont pusty czas uprawiać ogród

Jeszcze nie czas Ostendy jeszcze czas na powrót

Małe muzea

I

Małe muzea jak małe kraje

są a przecież mogłoby ich nie być

i my pracownicy małych muzeów

moglibyśmy nie być

pracownikami małych muzeów

Moglibyśmy mierzyć obwód

biustu Venus z Milo Opisywać

paletę starych mistrzów

Odczytywać ukryty sens

zawarty w mądrych płótnach

Słuchać bicia zegarów

umarłych epok które

odmierzają i nasz czas

Jesteśmy jednak pracownikami

małych muzeów Kilkadziesiąt

przeciętnych pejzaży

które nie trafią nigdy

do leksykonów historii

sztuki Trochę starych monet

Banknoty opowiadające

o inflacji

Skamieliny Zżarta przez mole

czapeczka którą nosił

miejscowy architekt

Warsztat tkacki

parę garnków

globus

To wszystko

co znalazło się

w inwentarzu

Ci z wielkich miast z wielkich krajów

którzy zazdroszczą nam naszych małych

muzeów nie wiedzą że wbrew pozorom

musimy się znać na wszystkim

Od historii wojen po techniki graficzne

Od haftu po garncarstwo i tkactwo

Lecz może może trzeba

tak samo dociekać kiedy

powstały nasze obrazy

bez których ludzkość nie byłaby

biedniejsza Dochodzić daty

zrobienia garnka jakich

co tydzień setki sprzedają

na jarmarkach

Obowiązują nas te same

wzory kart katalogów naukowych

kartotek

Nie budujemy sejfów

w ścianach Alarmowych sygnalizacji

automatycznych schronów

bo nas na nie nie stać

Lecz przepisy są jedne dla dużych

i małych muzeów

I od niczego nie jesteśmy zwolnieni

II

W małych muzeach

mówi się szeptem Zimą

gdy pod butami skrzypi śnieg

cisza rozsadza małe muzea

Oparte o kaflowy piec

przy stoliku na którym

leżą bilety stoją chude

piegowate dziewczyny

myślą o swoich dolegliwościach

o kłopotach w domu

ojcu który się upił

bracie który kogoś pobił

Pachną kwaśno potem

W szklance grzałką gotują herbatę

Wierzą w sny

lecz nie wiedzą co mogą znaczyć

te dwie czaszki

wypełnione krwią

mówiące wypij nas

i po spełnieniu rozkazu

napełniające się

znowu

Co mogą znaczyć

te dwie czaszki

z ostatniej nocy

Nie słyszały o Yoricku

Jest zima Stojąc pod piecem

czekają aż wskazówki na zegarku

wskażą trzecią Czekają

na lato Każdego lata

wychodzą za mąż

Jedno lato interesowały się

żużlem Ale chłopak

nie jest już w kadrze

narodowej Jeszcze

łaskoczą je pod nosem

i na szyi wąsy malarza

który przysiadł się do nich

w zeszłym sezonie

Latem słychać czasami

w małych muzeach

tupot nóg i dziewczęcy

pisk

Któregoś dnia ktoś wpisuje się

do księgi pamiątkowej w obcym

języku Któraś z nich

wyjeżdża do obcego kraju

i przez przypadek zostaje panią

van der Weyden lub Wassenhove

III

Muzea dzielą się na

duże i małe muzea

małe muzea podlegają

dużym muzeom

Małe muzea dzielą się na

małe muzea z przeszłością

i małe muzea z przyszłością

W lepszej sytuacji

wbrew pozorom

znajdują się te drugie

Niekiedy małe muzea

z przyszłością

stają się muzeami z przeszłością

a bez przyszłości

Pogląd że w małych muzeach

można czytać dużo książek

z zakresu literatury pięknej

słuszny jest tylko częściowo

IV