piękności na balu
- Gdyby była z piętnaście centymetrów wyższa, mógłby oprzeć brodę na rowku między jej piersiami - zauważyła Blair Waldorf, przyglądając się swojemu ekschłopakowi Nate'owi Archibaldowi. Tańczył z Jennifer Humphrey, niską i wyjątkowo dobrze zbudowaną dziewiątoklasistką, dla której z niewyjaśnionych przyczyn zerwał z Blair raptem parę tygodni temu. - Ale wtedy nie miałby jak oddychać.
Na szczęście tego wieczoru Blair nie zjadła kolacji. W prze-ciwnym wypadku pobiegłaby prosto do toalety, żeby zwymiotować z obrzydzenia.
Serena van der Woodsen, najstarsza i najnowsza przyjaciółka Blair, pokręciła w odpowiedzi jasnoblond czupryną.
- Nie rozumiem - powiedziała. - Nie mam nic przeciwko Jenny, ale zawsze uważałam, że ty i Nate jesteście idealną parą. Jesteście sobie przeznaczeni i powinniście spędzić razem resztę życia.
To nie były słowa w stylu Sereny. W końcu latem po dziesiątej klasie ona i Nate za plecami Blair stracili razem dziewictwo. Jeśli jakaś para była sobie przeznaczona, to raczej należałoby się spodziewać, że właśnie Serena i Nate. Ale jak w przypadku wszystkich związków Sereny, romans z Nate'em stanowił tylko chwilowy kaprys. Blair i Nate tworzyli stałą parę, na poważnie. Zawsze byli elementem pewnym i niezmiennym - jak odźwierny w wejściu do apartamentowca Sereny przy Piątej Alei. Nie sposób wyobrazić sobie przyszłości tych dwojga jako pary. Obserwując ich, Serena mogła posmakować, co to znaczy być w stałym związku. To trochę przerażające zobaczyć, jak bardzo sprawy mogą się posypać.
Blair wypiła duszkiem kieliszek szampana. Dziewczyny siedziały samotnie przy wielkim, okrągłym stole przykrytym udrapowanym muślinem i czarną taftą. Cała sala balowa hotelu St. Claire, w której na dobre rozkręcił się coroczny grudniowy bal Czerń i Biel, była bogato udekorowana. Dziewczyny w długich czarnych sukienkach na ramiączkach od Versacego i Dolce&Gabbany, z białymi piórami we włosach, tańczyły z chłopcami w szeleszczących czarno-białych smokingach projektowanych dla Gucciego przez Toma Forda. U sufitu wisiała gigantyczna kula z czarnych i białych róż. Blair miała silne wrażenie deja vu.
Jej matka wyszła za mąż raptem miesiąc temu za Cyrusa Rose'a, głośnego, pocącego się, grubego frajera, a przyjęcie weselne urządzono w tej sali. Wesele ponadto odbyło się w siedemnaste urodziny Blair, w dniu, w który planowała pójść na całość z Nate'em. Poświęciła długie godziny na przygotowania i raz za razem wyobrażała sobie ze wszystkimi szczegółami, jak to wszystko po kolei będzie przebiegało. Ale potem wpadła na Nate'a obściskującego się z tą małą w korytarzu hotelowym i zdała sobie sprawę, że to koniec. I nieważne już, jak seksownie wyglądała w ciemnobrązowej sukience druhny od Chloe, jak niesamowite miała włosy i jak wysokie miała szpilki od Manolo Blahnika. Nate za bardzo był zajęty maca-niem balonów tej czternastolatki z loczkami, żeby cokolwiek zauważyć.
Były to najgorsze urodziny w życiu Blair. Ale nie miała zamiaru o tym rozmyślać. To nie w jej stylu. Aha, jasne.
- Już nie wierzę w przeznaczenie - odezwała się do Sere-ny, z rozmachem odstawiając smukły kieliszek na stół i prawie tłukąc przy tym nóżkę. Przejechała palcami po długich ciemnobrązowych włosach, które tego samego dnia przystrzygł Antoine, jej nowy ulubiony fryzjer w salonie Red Door Elizabeth Arden.
Serena roześmiała się i przewróciła oczami.
- Więc dlaczego zawsze mówisz, że Yale to twoje przeznaczenie?
- To co innego - upierała się Blair.
Ojciec Blair poszedł do Yale i ona od zawsze marzyła, żeby też tam studiować. Była najlepsza w swojej klasie w szkole Con-stance Billard, a zajęć dodatkowych miała po prostu od zarąbania, więc podanie o wcześniejsze przyjęcie wydawało się najbardziej oczywistym rozwiązaniem. Ale w czasie rozmowy kwalifikacyjnej nie wytrzymała napięcia i zamieniła się w gwiazdę srebrnego ekranu. Z łamiącym sercem szlochem opowiedziała facetowi od rozmowy kwalifikacyjnej historię o matce, która rozwiodła się z jej ojcem, gejem, i właśnie miała zamiar poślubić człowieka, którego ledwo znała, a Blair nie może doczekać się college'u, żeby wreszcie zacząć nowe życie. A potem pocałowała go - stanęła na palcach i pocałowała go w zapadnięty, niedogolony policzek!
Blair zawsze wyobrażała sobie, że jest bohaterką czarno-białego filmu z lat pięćdziesiątych, kimś w stylu Audrey Hep-burn, jej idolki. Tym razem poniosła klęskę. Teraz była zmuszona złożyć podanie o przyjęcie w normalnym trybie, tak jak wszyscy. Rozmawiała nawet z ojcem, żeby zasponsorował wymianę studencką z Yale do Francji. Dzięki temu zyskałaby przewagę nad resztą. Mimo wszystko miała niewielkie szanse dostać się do Yale.
Wyjęła butelkę szampana ze srebrnego kubełka z lodem, który stał na środku stołu, i nalała sobie kieliszek.
- Przeznaczenie jest dla frajerów - stwierdziła. - To tylko nędzna wymówka, żeby pozwolić, aby sprawy same się toczyły, zamiast wziąć je we własne ręce.
Gdyby tylko wiedziała, jak załatwić swoje sprrawy, nie pieprząc wszystkiego przy okazji!
Serena nie potrafiła na niczym skupić się dłużej, zupełnie jak małe szczenię, i wypiła już za dużo wina, żeby poruszać poważne tematy.
- Nie rozmawiajmy o przyszłości, dobra? - zaproponowała. Zapaliła papierosa i wydmuchnęła dym nad głową Blair. - Wiesz, ten blondynek, z którym gada Aaron, gapi się na ciebie bez przerwy od dziesięciu minut. - Przykryła usta długimi, smukłymi palcami i zachichotała. - Ups! Idą tutaj.
Blair odwróciła się i zobaczyła, że jej przybrany brat, który nosi dredy i jest wegetarianinem, Aaron Rose, idzie do ich stolika z niewiarygodnie wysokim chłopakiem o nastroszonych blond włosach, jasnobrązowych oczach i w doskonale skrojonym smokingu od Armaniego. Blondyn bębnił smukłymi palcami w swoje nadzwyczaj długie nogi i gapił się na lśniące, czarne buty od Christiana Diora, jakby bał się, że się potknie. Za plecami tych dwóch chłopców parkiet roił się od ślicznych, prześlicznie ubranych dziewczyn z wyjątkowo przystojnymi facetami, obejmującymi się za szyje i kołyszącymi się do piosenki Becka.
- Powiedz Blair coś miłego - podsunęła Serena Aaronowi. - Dziewczyna martwi się przyszłością.
- A kto się nie martwi? - Blair przewróciła oczami. Aaron wykrzywił wąskie usta we współczującym uśmiechu.
Przyjechał na bal razem z Blair i Sereną, lecz od razu zostawił dziewczyny przy szampanie i papierosach, żeby poszukać swoich znajomych. Ale Blair ostatnio była przybita z powodu ślubu rodziców, koszmarnej rozmowy kwalifikacyjnej w Yale i całej reszty. Potrzebowała wsparcia.
- Przepraszam. Kiepski ze mnie partner na randkę. Może chcesz zatańczyć?
Blair go zignorowała. Czy wyglądała na kogoś, kto ma ochotę tańczyć? Zerknęła na wysokiego przyjaciela Aarona.
- Kim jesteś?
Blondyn uśmiechnął się szeroko. Zęby miał jeszcze bielsze od koszuli.
- Miles. Miles Ingram.
Syn Danny'ego Ingrama, słynnego właściciela restauracji i nocnych klubów, tak popularnych jak Gorgon w Nowym Jorku i Trixie w Los Angeles, i wiele innych.
- Chodzi ze mną do klasy w Bronxdale - dodał Aaron. - Zakładamy zespół. Miles gra na perkusji.
Blair sączyła szampana, czekając, aż powiedzą coś, co nie będzie tak strasznie nudne.
Miles uśmiechnął się do niej szeroko i zabębnił palcami w oparcie wolnego krzesła.
- Jesteś o wiele ładniejsza, niż myślałem - powiedział. Był milutki, ale to bębnienie palcami potrafiło naprawdę wkurzyć. Nie odpowiedziała uśmiechem. Podniosła kieliszek. Aaron pewnie odmalował ją przed przyjacielem jako potworną jędzę, a Miles spodziewał się, będzie miała brodawki na nosie i miotłę pod tyłkiem.
Niezupełnie. Aaron nie lubił mówić o swojej nowej przybranej siostrze, bo chciał ją zatrzymać dla siebie. Ale spokojnie, bez pośpiechu - dojdziemy do tego później.
Aaron odgarnął dredy za ucho.
- A to Serena - wyjaśnił Milesowi.
Miles obrzucił wzrokiem idealne rysy twarzy Sereny, jej głębokie błękitne oczy, smukłą figurę i fantastyczną czarną sukienkę od Gucciego. Pozwolił sobie zatrzymać na niej wzrok przez chwilę - trudno było się powstrzymać, po czym odwrócił się do Aarona.
- To dziwne. Nie mówiłeś, że Blair jest taka piękna. Aaron wzruszył ramionami. Wyglądał na zakłopotanego.
- Przepraszam.
Dziewczyny zapaliły i nadal czekały, aż wydarzy się coś szalonego. Biorąc pod uwagę, co przed chwilą Blair powiedziała na temat przeznaczenia, to one powinny zadbać, aby coś się wydarzyło.
Aaron odchrząknął.
- Na pewno nie masz ochoty zatańczyć? - zapytał znowu
Blair.
Blair zauważyła, że Aaron nie ma muszki, a koszulę wypuścił ze spodni i rozpiął pod szyją. Najwyraźniej chciał przez to dać coś do zrozumienia. Zaciągnęła się i dmuchnęła mu dymem prosto w twarz.
- Nie, dzięki.
Piosenka Becka skończyła się i ludzie tłoczyli się wokół stolików, żeby wlać w siebie trochę procentów.
- Nóg nie czuję! - jęknęła Kati Frank, opadając na krzesło naprzeciwko Blair i zdejmując szpilki.
- Ja też - wtrąciła Isabel Coates, opadając na krzesło obok Kati.
Przez ostatnie dwa lata, kiedy Serena była w Hanover Aca-demy w New Hampshire, Isabel i Kati nie odstępowały Blair na krok. Razem kupowały kosmetyki w Sephorze, razem piły cappuccino w Le Canard i nawet do toalety chodziły razem. Blair rządziła życiem towarzyskim, więc kiedy z nią były, czuły się niemal sławne, wszędzie przyjmowano je jak królowe. Ale przed Dniem Kolumba
wyrzucili Serenę ze szkoły z internatem. Wróciła więc do Nowego Jorku i ukradła Blair dziewczynom. Kati i Isabel znowu stały się zwykłą Kati i zwykłą Isabel.
- Dziewczyny, a dlaczego nie tańczycie? - zapytała Kati. Blair wzruszyła ramionami.
- Nie jestem w nastroju.
- Musimy tylko przetrwać ten tydzień przed końcem semestru - westchnęła Isabel. Znudzenie na twarzy Blair pomyliła ze zmęczeniem. - A potem wyrwiemy się gdzieś na Boże Narodzenie.
- Macie szczęście, że wyjeżdżacie gdzieś, gdzie jest ciepło - dorzuciła Kati. - Ja będę musiała jechać na głupie narty do głupiego Aspen. Znowu!
- To i tak masz lepiej niż ja w moim nudnym domku w Con-necticut - odparła Isabel.
- Ja się cieszę. Będzie niesamowicie. - Serena uśmiechnęła się podekscytowana.
Kati i Isabel spiorunowały ją wzrokiem.
Blair i Serena razem wyjeżdżały na ferie świąteczne na St. Barts. Matka Blair i ojciec Aarona spędzali miesiąc miodowy, żeglując po Karaibach i ustawili wszystko tak, żeby w święta spotkać się z Blair, Aaronem i młodszym bratem Blair, Tylerem, w ekskluzywnym kurorcie Isle de la Paix na St. Barts. Każde mogło zabrać ze sobą kogoś z przyjaciół, więc Blair zaprosiła Serenę po tym, jak pogodziły się w łazience w czasie wesela matki.
Oczywiście wracają do Nowego Jorku na sylwestra. Po ukończeniu dwunastego roku życia żadna szanująca się dziewczyna nie wita Nowego Roku gdzieś na wakacjach z rodzicami.
- Świetnie będzie - zgodziła się Blair z szelmowskim uśmiechem. Oczami wyobraźni już widziała siebie: ze skórą gładką od olejku, w nowym bikini od Missoniego na nieskazitelnym białym piasku plaży, twarz ma schowaną za ogromnymi ciemnymi okularami od Chanel, a zabójczo przystojni chłopcy w szortach do surfingu przynoszą jej egzotyczne drinki w łupinach kokosa. Zapomni o Yale i Nacie, i o matce, i o Cyrusie. Będzie przypiekać się na kolor kawy z mlekiem, leżąc pod gorącym słońcem. Oczywiście wiedziała, że Kati i Isabel aż skręca z zazdrości, bo nie zaprosiła żadnej z nich na St. Barts, ale miała to absolutnie gdzieś.
Jeszcze tylko tydzień.
Chuck Bass stanął za Blair i położył swoje wielkie, ciepłe ręce na jej odsłoniętych, wyćwiczonych dzięki tenisowi ramionach.
- Właśnie widziałem Nate'a i tę małą z Constance obści-skujących się w kącie - oznajmił, jakby ktokolwiek chciał o tym wiedzieć.
Chuck był przystojny, tak jak ci mroczni faceci z reklam wody po goleniu. Był też najbardziej napalonym chłopakiem w całym Nowym Jorku. W październiku próbował napastować Serenę w apartamencie hotelu Tribeca Star (należącym do jego rodziny), kiedy straciła przytomność, bo za dużo wypiła. W tym samym tygodniu prawie namówił małą Jenny Humphrey, żeby zdjęła dla niego sukienkę w damskiej toalecie na imprezie "Buziak w usteczka".
Chuck to wyjątkowo odrażający typ, ale nadal wszyscy go tolerowali, bo był jednym z nich. Chodził do małej prywatnej szkoły tylko dla chłopców. W podstawówce uczył się tańczyć w studiu Arthura Murraya i brał lekcje tenisa w Asphalt Green. Śpiewał w chórze kościelnym kaplicy hotelu na plaży w południowej Francji. Był zapraszany na najlepsze imprezy i na najbardziej ekskluzywne prywatne wyprzedaże, tak jak oni wszyscy. Urodził się, żeby żyć w wielkim świecie, tak jak oni wszyscy. Nawet gdy został odrzucony, i tak wracał po więcej. Absolutnie nic go nie zrażało.
Blair próbowała strącić jego dłonie.
- I co z tego?
Chuck nadal trzymał dłonie tam, gdzie je położył.
- Nate'owi nigdy nie udało się ciebie namówić, nie? - Zaczął masować jej ramiona. - Pomyślałem sobie, że może mnie przypadnie ten zaszczyt.
Blair zesztywniała. Do tej pory nie miała specjalnych problemów z Chuckiem, ale teraz zrozumiała, dlaczego Serena tak serdecznie go nie cierpi. Odsunęła krzesło, wyszarpując się spod jego dłoni, i wstała.
- Muszę zrobić siusiu - oznajmiła wszystkim przy stole, Chucka ignorując całkowicie. - A potem wynośmy się stąd. Możemy się zabawić u mnie w domu.
Aaron wstał i zrobił krok w jej stronę, odgarniając w zażenowaniu dredy za uszy.
- Wszystko w porządku? - zapytał z troską.
W tej chwili zachowanie w stylu Pan Wrażliwy wkurzało Blair równie mocno, co obrzydliwe zagrywki Chucka.
- Tak.
Odwróciła się i przemaszerowała przez salę w dziesięcio-centymetrowych szpilkach od Christiana Louboutina z obcasami z perspeksu i w superobcisłej czarnej sukience Gucciego. Patrzyła przed siebie, żeby nie zauważyć Nate'a z małą Ginny, czy jak ona się nazywała.
Ludzie zaczęli zbierać się na parkiecie, rozmawiali z pod-nieceniem. Flow - najprzystojniejszy lider spośród wszystkich liderów różnych zespołów - zaraz się zjawi. Ale Blair miała to gdzieś. Nie szalała na punkcie sławnych ludzi. Nie musiała: była gwiazdą filmu, który nieustannie widziała w wyobraźni, najsłynniejszą osobą, jaką znała.