Słodkie oblicze diabła
Serena van der Woodsen siedziała w salonie Waldorf- -Rose'ów, mając po jednej stronie matkę Blair, Eleanor Waldorf-Rose, a po drugiej Davitę Fjorde, organizatorkę przyjęć dla mieszkańców Złotej Mili na Manhattanie. Serena nie miała pojęcia, dlaczego została zaproszona do domu Blair, ale kiedy Eleanor zadzwoniła, nie bardzo mogła odmówić matce swojej tak zwanej najlepszej przyjaciółki. W końcu raptem niecały rok temu była druhną na weselu Eleanor.
- Oczywiście chcę, żeby przyjęcie było zaskakujące, cudowne i luksusowe, ale bez przesady. Nic wulgarnego.
Eleanor zmarszczyła idealny nosek i poprawiła rąbek obcisłej, brązowej spódnicy z jedwabiu od Valentino. Od urodzenia na wiosnę małej Yale była na ostrej diecie - żadnych węglowodanów i codziennie pilates. Najwyraźniej podziałało.
- Chociaż Cyrusowi strasznie spodobał się taniec brzucha na Korfu.
- Eleanor, moja droga, przestań się zamartwiać. To będzie przecudowne przyjęcie - rzuciła przeciągle Davita.
Cały czas bazgrała złotym długopisem Montblanc w oprawionym w rażąco różową skórę notatniku. Jej charakterystyczne, proste, długie do tyłka włosy w kolorze platynowy blond, gdy siedziała, sięgały prawie kościstych kolan w kabaretkach. Davita popstrykała, upuściła wypisany długopis i wyciągnęła identyczny z ogromnej, morelowej torby Marca Jacobsa, nie wypadając nawet na chwilę z rytmu.
Serena przesunęła palcami po minispódniczce, którą zrobiła sobie ze starych obciętych dżinsów Seven. Odkąd Blair i Nate odjechali w jej urodzinowy poranek ku wschodzącemu słońcu, walczyła, żeby jak zawsze być radosna. Siedzenie w salonie Blair wcale nie pomagało. Rozejrzała się po lśniącej, dębowej podłodze, ciężkich, szkarłatnych zasłonach z jedwabiu, sofie z żakardowo-jedwabnym obiciem w kolorze toffi i pomyślała o tym, że spędziła większość dzieciństwa, biegając po tym mieszkaniu. Zwykły budować z Blair fort ze wszystkich jedwabnych poduszek. Zrzucały je z kanapy i układały w stos pośrodku pokoju. Udawały, że reszta dywanu to ocean, a one utknęły na wyspie. Godzinami siedziały w miękkiej i ciemnej kryjówce, szepcząc sobie sekrety i chichocząc. Wtedy życie było o wiele prostsze - zanim wszedł pomiędzy nie Nate. Ale to nie jego wina.
Dlaczego to nigdy nie jest wina chłopaka?
Serena westchnęła i spróbowała się skupić na denerwującym, zbyt podniesionym głosie Eleanor, która trajkotała bez przerwy. Kostki lodu pobrzękiwały o szklanki z krwawą mary, gdy wymachiwała rękoma.
- No bo wiesz, kiedy Reynoldsowie mieli w zeszłym roku przyjęcie, wybrali jako motyw przewodni ten ohydny beżowy odcień, który kompletnie nie grał z cerą Mitzi - mówiła Eleanor, marszcząc ze zmartwienia brwi. - Wyobrażałam sobie blady róż jak wnętrze muszli albo kość słoniową, bo to absolutnie najulubieńsze kolory Blair, ale nie mogę przestać myśleć o Mitzi, która wyglądała, jakby miała zwymiotować na przyjęciu na jej cześć.
Davita pochyliła się i oznajmiła konspiracyjnym szeptem:
- Moja kochana, to przyjęcie zaplanowała Samantha Powers i jej ludzie. Amatorzy! Uspokój się i zrozum, że masz do czynienia z profesjonalistką! - Odrzuciła zbytnio rozjaśnione, platynowe włosy przez ramię i odwróciła się do Sereny. Jej opalona cera wyglądała całkiem jak zniszczona torebka z cielęcej skórki, która leżała obok niej na sofie. - Eleanor mówi, że jesteś najlepszą przyjaciółką Blair - powiedziała z uśmiechem stewardesy, notując dalej w różowym notatniku.
Albo najgorszym wrogiem.
Serena skinęła głową.
- Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami...
- Od zawsze! - skończyła za nią z wielkim entuzjazmem Eleanor.
- Hm - mruknęła Davita.
Podniosła ze srebrnej tacy cieniutką kanapkę z ogórkiem.
Oczywiście chleb miał odkrojoną skórkę. Powąchała ją ostrożnie, a potem odłożyła na tacę.
- Sereno - zaczęła Eleanor, wygładzając lśniące, obcięte na pazia, sięgające ramion blond włosy. - Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że zadzwoniłam, ale Blair jest absolutnie nieuchwytna, a ponieważ wy dwie znacie się od małego, jesteś idealną osobą do pomocy przy organizowaniu przyjęcia, które postanowiłam urządzić w Metropolitan Museum. Mamy kilka przełomowych wydarzeń do uczczenia. Po pierwsze, Blair i Aaron wyjeżdżają do college'u. Po drugie...
W tej samej chwili złota motorola Davity zaczęła dzwonić jak oszalała, piszcząc i brzęcząc w najbardziej denerwujący sposób. Davita podskoczyła, unosząc kościsty, wymanikiurowany palec i szybko wyszła z salonu. Jej cynowej barwy pantofle bez pięty Jimmy'ego Choo błyszczały jak iskierki w świetle, które wlewało się przez wychodzące na południe okna. Serena wróciła do wyciągania nitek ze strzępiącej się spódniczki. I tak ledwo mogła się skupić. Dzisiaj właśnie mijał równo miesiąc wspólnego żeglowania Blair i Nate'a. Sami na łodzi i jak okiem sięgnąć nikogo innego. Pewnie właśnie zajadają homara na maśle i gapią się z rozmarzeniem sobie w oczy. Serena zamrugała, żeby powstrzymać gorące łzy, gdy to sobie wyobraziła.
- No więc... - zaczęła radośnie Eleanor, przysuwając się na kanapie i kładąc opaloną dłoń na ręce Sereny. - Jak ci minęło lato? Odkąd Blair wyjechała, prawie w ogóle cię nie widywałam, a raptem za kilka dni wyjedziecie do New Haven!
- W porządku.
Serena zmusiła się do uśmiechu, wiercąc się na kanapie.
Przez ostatnie cztery tygodnie kręciła się po mieście pod pretekstem nacieszenia się Nowym Jorkiem przed wyjazdem. Tak naprawdę to po prostu szukała sobie zajęcia, żeby nie myśleć o Blair i Nacie. Niestety dokądkolwiek poszła - nad jezioro w Central Parku, żeby pokarmić kaczki, na zakupy do butików z ciuchami w stylu lat sześćdziesiątych przy Little West Twelfth Street, na schody Metropolitan Museum, żeby napić się kawy, a nawet na wystawę w magazynach na Brooklynie - wszystko przypominało jej o przyjaciołach. Dorastali razem i razem poznawali miasto. I prawdopodobnie razem je opuszczą. Ale teraz - proszę - była całkiem sama.
- Jak zwykle. Nic specjalnego - skończyła Serena. Zauważyła, że nogi Eleanor są bardzo szczupłe i opalone.
Może też powinna się zdecydować na pilates.
- "Nic specjalnego"! - Eleanor wykrzyknęła tak, jak to tylko matki potrafią. - Pozwolisz, że ci przypomnę, że niedługo będzie miał premierę twój pierwszy film, a ty za półtora tygodnia zaczynasz Yale! - Uścisnęła kolano Sereny tak mocno, że zabolało.
Serena wiedziała, że ma wiele powodów do radości, ale nie potrafiła znaleźć w sobie tyle entuzjazmu, co Eleanor. Może dlatego, że myśl o wyjeździe do Yale za dziesięć dni razem z Nate'em i Blair, żeby potem patrzeć przez cztery potworne lata na ich szczęśliwą miłość, odbierała jej całą radość.
- Czy Blair... wspominała w ogóle o mnie, kiedy pani z nią rozmawiała?
Eleanor złapała białą jedwabną chusteczkę ze stylowego stolika do kawy i zaczęła nerwowo ocierać czoło. Spryskała się nawilżaczem do twarzy Evian i ponownie otarła twarz miękką tkaniną.
- Wybacz, kochana, ale czy tu nie jest gorąco? Mówię ci, nigdy nie miej czterdziestu siedmiu lat. Te uderzenia gorąca są po prostu nieznośne! - Westchnęła teatralnie, rzucając za siebie wilgotną chusteczkę. - O co pytałaś, skarbie?
Serena wzruszyła ramionami, zupełnie nieprzejęta skandalicznym zachowaniem Eleanor. Przynajmniej ta jedna rzecz się nie zmieni. Żałowała tylko, że nie ma tu Blair albo Nate'a, z którymi mogłaby się z tego pośmiać.
Davita wpadła z powrotem do pokoju, z trzaskiem zamykając komórkę.
- No dobrze, moje panie - powiedziała z szerokim uśmiechem. Miała ewidentne licówki na zębach, tak wielkie i tak białe jak tafelki z literkami w scrabble. - Na czym stanęłyśmy?
- Cóż... - Eleanor wskazała na Serenę, a złote bransoletki od Cartiera zabrzęczały głośno, uderzając o siebie.
- Właśnie mówiłam Serenie, że mamy wiele powodów do świętowania. Poza tym, że wszyscy wyjeżdżają do college'u, jest jeszcze...
- Wróciliśmy!! - drwiący, melodyjny dziewczęcy głos zabrzmiał w holu wejściowym.
Serena wszędzie by rozpoznała ten głos. Serce zabiło jej mocniej. Po odgłosie toreb rzucanych na marmurową podłogę rozległy się charakterystyczne, szybkie, lekkie kroki. Serena z trudem przełknęła ślinę, patrząc, jak Nate i Blair zjawiają się w progu wielkiego, umeblowanego antykami salonu Waldorf- -Rose'ów. Trzymali się za ręce, ozłoceni słońcem, jaśniejący i piękniejsi niż kiedykolwiek.
Jakby to w ogóle było możliwe.
Zielone oczy Nate'a rozbłysły, kiedy zobaczył Serenę siedzącą na kanapie, a ona uśmiechnęła się słabo. Jej żołądek zwinął się jak naleśnik. Już sam jego widok w poplamionych, wymiętych spodenkach khaki i znoszonym, szarym T-shircie przyprawił ją o zawrót głowy. Ostatni raz, gdy go widziała, stał na szczycie schodów w jej domu w Ridgefield, podczas gdy ona kręciła się na dole. Cały świat dosłownie zamilkł, gdy podsłuchała, jak mówi Blair, że ją kocha. Kocha! Gdy te słowa zadźwięczały w jej uszach, coś wreszcie do niej dotarło. Patrzyła, jak Nate prowadzi Blair na górę i wtedy zrozumiała z taką pewnością, jakiej nie miała nigdy wcześniej, że go kocha. A teraz stał przed nią z jej byłą-odwieczną-znów byłą przyjaciółką i Serena wiedziała, że to prawda. Kochała Nate'a całym sercem. W głębi ducha zawsze to wiedziała. Dlaczego nie zrobiła z tym niczego, zanim nie było za późno?
Pokręciła głową i nakazała sobie zachowywać się jak normalny człowiek, a nie ogłuszony miłością świr. Skoczyła na równe nogi i przebiegła przez pokój, a jej fioletowe klapki w kwiatki uderzały w podłogę. Objęła Blair i przycisnęła mocno. Natychmiast poczuła, jak dusi ją zapach dezodorantu Nate'a Right Guard, który przylgnął do skóry przyjaciółki. Odsunęła się, patrząc z nadzieją na Blair, która nadal trzymała Nate'a za rękę.
- Tęskniłam.
Ale Blair nie odpowiedziała uśmiechem. Właściwie wcale nie wyglądała na ucieszoną widokiem przyjaciółki - była wręcz wściekła. Serena zaczęła obgryzać paznokieć kciuka. Czyżby Blair znalazła list? O Boże. Dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej?
Kiedy znowu objęła sztywną, opaloną Blair, wbrew sobie zerknęła ponad jej ramieniem na Nate'a. Od słonej wody jego kędzierzawe włosy falowały mocniej niż zwykle. Opadały mu na opalone czoło. Odgarnął je i uśmiechnął się szeroko, gdy pochwycił spojrzenie Sereny. Usta miał spękane i opuchnięte, jakby całował się z Blair przez całą noc - co pewnie rzeczywiście robił. Już sama ta myśl sprawiła, że prawie się popłakała.
- Świetnie wyglądasz, Natie - westchnęła z rozmarzeniem Serena, nie mogąc powstrzymać słów, które jej się wyrywały z ust.
Odsunęła się delikatnie od Blair. Pasemka złotych włosów wysunęły jej się z kucyka. Nate gwałtownie wypuścił rękę Blair i ruszył do Sereny z otwartymi ramionami. Serena pospiesznie go objęła, łapiąc w pasie i przytrzymując mocno. Odpowiedział z siłą, której zabrakło objęciom Blair. Czy jednak znalazł jej list?
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.