Rozdział 3
London
Godzinę po najdłuższym brunchu wszech czasów siedzę na bieżni pośrodku mojego salonu z wódką na kolanie.
W takim stanie znajduje mnie Alec. Przechodzi przez pokój, przyglądając mi się ostrożnie.
- Zły dzień? - pyta, zabierając ode mnie alkohol. Pije go duszkiem niczym chłopak z bractwa studenckiego, do którego kiedyś należał, po czym oddaje mi butelkę.
Mój współlokator ma na sobie uszyty na miarę garnitur. Jego ciemne włosy wciąż wyglądają równie dobrze jak rano, kiedy wychodził z mieszkania, a za te piwne oczy oprawione długimi, grubymi rzęsami można by zabić. Czasami zapominam, że pod tym skrupulatnie dopracowanym wizerunkiem biznesmena, jest po prostu imprezowiczem z krwi i kości.
- Imponujące - mówię i biorę znacznie mniejszy łyk.
- Wolę wódkę z lodem i cytryną, ale coś mi mówi, że to nie takie happy hour czeka nas wieczorem.
- Zaręczyła się - oznajmiam, wciąż zbyt zszokowana, żeby włożyć w te słowa jakiekolwiek emocje. - A on ma dziewczynę.
- Kimkolwiek są, czy zdają sobie sprawę, że są w dwóch zupełnie różnych związkach?
- Nie. - Potrząsam głową, żeby oczyścić myśli. - Sierra. Sierra się zaręczyła. Biorą z Benem ślub.
- Och - odpowiada z zamyśloną miną. - To świetnie. Albo i nie, sądząc po tym, ile wódki ubyło z tej butelki. Czekaj. Skumałem. Eks ma dziewczynę.
Nie umyka mojej uwadze, że Alec nie używa imienia Chrisa. Nigdy tego nie robi.
- Rozgryzłeś to stanowczo zbyt szybko.
- Nie pierwszy raz widzę dziewczynę, która wciąż myśli o swoim byłym.
- Nie myślę o nim - odpowiadam szybko.
Alec unosi brew. Ma taką minę, jakby zamierzał mi wypunktować kontrargumenty, żeby podważyć moje stwierdzenie.
- No dobra, nie tylko o nim.
Zdaję sobie sprawę, że cała ta sytuacja - znalezienie mnie siedzącej na bieżni w tank topie i leginsach, z leżącymi obok adidasami i butelką wódki - sprawia wrażenie, jakbym wciąż nie mogła zapomnieć o byłym.
Planowałam wrócić do domu i bieganiem pozbyć się pozostałości po dziwnym brunchu. Włożyłam jednak słuchawki, włączyłam jedną z treningowych playlist i jeszcze przed końcem pierwszej piosenki odtwarzałam już miniony dzień, znowu denerwując się z powodu Chrisa i tego, jakim dupkiem nadal jest. Zaczęłam stanowić dla siebie zagrożenie, więc przerwałam bieg i zabrałam się do picia alkoholu.
- Spotyka się z modelką.
- Ha! - Alec odrzuca głowę ze śmiechem. - Oczywiście, że tak.
Nie mówi nic więcej, kierując się do kuchni, skąd bierze dwie szklanki i wypełnia je lodem. Wraca i siada przede mną na podłodze. Rozlewa alkohol, odstawia niemal pustą butelkę za siebie, poza moim zasięgiem, po czym unosi swoją szklankę.
- Za modelkę zdzirę.
- Nie jest zdzirą. - Zgarniam drugą szklankę i upijam solidny łyk. Pali mnie w przełyk, wywołując kaszel. - Poza tym nie przepadam za nazywaniem kobiet zdzirami.
- Możesz się przez chwilę zachowywać jak złośliwa suka?
Jego pytanie wywołuje u mnie śmiech.
- Ukończyła studia z tytułem magistra pracy socjalnej i dwa razy w tygodniu działa jako wolontariuszka w banku żywności. Aha, i w college'u była wybitną biegaczką.
Alec gwałtownie unosi brwi.
- Nawet nie chcę wiedzieć, skąd masz taką wiedzę o tej kobiecie. Stalkowałaś ją online po powrocie do domu?
- Jego mama z wielką radością chwaliła się "uroczą, nową dziewczyną Chrisa". Nigdy za mną nie przepadała.
Jakbym to ja była problemem.
Uważała, że byłam zbyt niezdecydowana i brakowało mi ambicji. Tak, byłam niezdecydowana, ale czuję się urażona tym drugim. Nie miałam ambicji tylko dlatego, że zdobywałam wykształcenie z myślą o pracy, która nie była dla mnie odpowiednia. To się zmieniło, kiedy znalazłam coś, co mnie naprawdę pasjonuje. A może po prostu desperacko próbuję to sobie wmówić. Zawsze staram się dogadzać innym i nie znoszę świadomości, że według niej nie jestem dla jej syna wystarczająco dobra. Nawet jeśli nie chcę do niego wracać.
- Z każdym nowym szczegółem, który poznaję, coraz mniej lubię twojego byłego. Powinien był powstrzymać swoją matkę przed robieniem szumu wokół nowej dziewczyny w twojej obecności. Całkowicie. To nie w porządku.
Wzruszam ramionami. To całe spotkanie było niezręczne. Nie odpuszczam Chrisowi niczego - nigdy tego nie zrobię - ale nie ma dobrego sposobu na interakcje z byłym i jego rodziną. Jego tata miał w sobie na tyle taktu, aby wyglądać na nieco zawstydzonego, a ja zrobiłam wszystko, żeby wyglądać na zobojętniałą. Co mnie obchodzi, że spotyka się z mądrą i miłą modelką, która potrafi przebiec czterysta metrów w mniej niż dwie minuty? On mnie już nie interesuje.
- Ta, cóż, to nie ma znaczenia. Mam nadzieję, że są ze sobą bardzo szczęśliwi.
- Nie, wcale nie masz.
- Nie, nie mam, ale tylko dlatego, że on jest okropny. - Biorę kolejny łyk. - Będzie moim szwagrem.
- Z technicznego punktu widzenia: będzie szwagrem Sierry.
Jęczę.
- Jak mam go unikać do końca życia tak, jak sobie zaplanowałam?
- To łatwe. Wracaj ze mną do domu na wszystkie przyszłe wakacje.
- Kuszące - mówię z uśmiechem, bo wiem, że pozwalał mi do niego dołączać, kiedy tylko miałam na to ochotę. - Poza tym możemy pogadać o tej drugiej sprawie? Bo to nie przez niego jestem zła.
Alec wygląda, jakby powstrzymał się od riposty, więc dodaję:
- Serio. To nie przez niego. Wciąż jest wstrętny, próżny i dokładnie taki, jak go zapamiętałam, ale moja młodsza siostra wychodzi za mąż.
- Myślałem, że lubisz Bena.
- Lubię. Kocham Bena. Pomijając fakt, że jest bratem Chrisa, to w zasadzie jest idealny. Ale nie sądzisz, że są trochę za młodzi? Ledwie skończyła dwadzieścia dwa lata. Wszystko dzieje się szybko. Planują ślub pod koniec października.
Alec zdaje się nie nadążać, ponieważ po jego minie nie widać szoku i potępienia, na które czekam.
- To mniej niż trzy miesiące - dodaję.
- Być może to trochę za szybko. Sierra jest w ciąży?
- Nie. Piła na brunchu. Myślę, że po prostu są w sobie aż tak zakochani.
- Okej. - Śmieje się łagodnie. - Więc nie będą mogli przebierać w lokalach i DJ-ach. Nic z tego nie wydaje mi się powodem do zmartwień.
- Nie chcę, żeby podejmowała pospieszne decyzje i potem ich żałowała. To wszystko. - No bo jak dobrze można poznać kogoś po roku związku? Dwa razy więcej czasu zajęło mi zorientowanie się, że Chris oznaczał kłopoty.
Alec potakuje ze zrozumieniem.
- Jeśli umawianie się przez dwadzieścia pięć lat z kobietami czegoś mnie nauczyło, to tego, że kiedy się na coś uprą, nie zmienisz ich zdania.
- Zacząłeś chodzić na randki, nosząc jeszcze pieluchy?
- Zdziwiłabyś się, jak młody byłem - odpowiada.
Prycham, choć tak właściwie to nie byłabym zaskoczona. Urok i charyzma Aleca świadczą o wieloletnim doświadczeniu w uwodzeniu płci przeciwnej.
- I to wszystko, czego się nauczyłeś?
- To i jeszcze, żeby zawsze mówić "nie", kiedy kobieta pyta, czy jakiś ciuch ją pogrubia. - Uśmiecha się dumnie, a potem wyraz jego twarzy łagodnieje. - Nie możesz jej powstrzymać przed poślubieniem mężczyzny, którego kocha, tylko z powodu obawy, że pewnego dnia mógłby się zamienić w swojego brata. I, hej, jeśli to zrobi, znasz świetnego prawnika od rozwodów. Dwóch, jeśli Sierra skończy studia zgodnie z planem.
Patrzę na niego spode łba, po czym biorę kolejny łyk czystej. Wciąż pali, przez co się krzywię. Wolę raczej gazowane napoje o niskiej zawartości alkoholu albo drinki, ale Alec uwielbia wódkę i zawsze ma ją w barku.
- No dalej. Koniec użalania się nad sobą. Znam doskonałe miejsce, w którym wyrzucisz z głowy śluby i byłych chłopaków. - Alec zabiera mi ostrożnie szklankę spod ust. - Idź się przygotować.
- Nie mam dziś ochoty na kontakt z ludźmi.
- Zawsze tak mówisz. Będzie fajnie i nie przyjmuję odmowy. - Wstaje i zabiera nasze szklanki i wódkę do kuchni.
Kładę się na bieżni. Pachnie gumą i kurzem. Ohyda. Ale i tak się nie ruszam.
Zanim się orientuję, Alec staje nade mną, chwyta mnie za ręce i stawia na stopach. Pokój odrobinę wiruje.
Alec ze śmiechem kładzie dłonie na moich ramionach, pomagając mi utrzymać równowagę.
- Zmiana planów. Zabieram cię na kolację. Musimy zneutralizować trochę alkoholu w twojej krwi.
- Jaki był poprzedni plan?
- Drinki z kilkoma ludźmi ze stacji.
Pracujemy razem w lokalnej stacji telewizyjnej - ja jako graficzka, a on prowadzi poranny program pogodowy. Znajduje się znacznie wyżej w hierarchii społecznej w pracy, a właściwie to wszędzie. Ma tam przyjaciół, a ja współpracowników. W swoim dziale jestem jedyną kobietą i wychodzenie z nimi na miasto zawsze wydaje się wymuszone i niezręczne, podczas gdy Alec cieszy się sympatią wśród wielu różnych osób, które nieustannie go gdzieś zapraszają.
- Nie potrzebujesz więcej alkoholu, a nocy pełnej tańca i towarzystwa przystojnych nieznajomych. Chris jest idiotą i, szczerze, stać cię na kogoś lepszego.
- Powiedziałam mu, że się z kimś spotykam. - Unoszę kącik ust. - Podpuszczał mnie i zanim się zorientowałam... po prostu mi się wyrwało. A on wyglądał na tak zadowolonego, jakby się cieszył, że na niego nie czekałam.
- Może teraz, gdy znalazł sobie swoją dobroczynną modelkę, chce, żebyś była szczęśliwa. Może się zmienił. - Uśmiech, który Alec mi posyła, mówi mi, że w to nie wierzy.
- Jestem szczęśliwa. I tak jakby mam kogoś.
Przechyla głowę w bok.
- Luke - przypominam mu.
Gdy tylko wspominam o mojej sporadycznej relacji bez zobowiązań, Alec posyła mi pełen dezaprobaty uśmieszek, przez który wygląda jak ktoś, z kim lepiej nie zadzierać.
- Co? Zamierzasz mi powiedzieć, że on się nie liczy, bo to tylko seks?
- Nigdy nie wymówiłbym słów "to tylko seks", ale błagam, Luke? Ten koleś nie jest dla ciebie.
- Wiem, że mieszka z trzema innymi kolesiami, jego praca jest beznadziejna i nawet z samego rana pachnie trochę czosnkiem. - Z każdym moim słowem Alec zdaje się coraz bardziej z siebie zadowolony. - Ale jest miłym chłopakiem i dobrze się razem bawimy.
Albo bawiliśmy. Ostatnio zaczął się z kimś spotykać i chyba zrobiło się poważniej, bo od dwóch tygodni się nie odzywa.
- Poprzeczka jest tak nisko, że nawet nie wiem, co z tobą zrobić. - Klepie mnie po czubku głowy.
Nie myli się, ale randkowanie jest wyczerpujące, a ja jestem wystarczająco zajęta. Luke to jedyne, na co mam teraz siłę. Aczkolwiek wieczorne wyjście brzmi świetnie.
- Kupiłam sobie dziś nowe buty.
- Idealnie. Jeśli tylko nie są adidasami, włóż je i spędźmy tę noc jak należy. Pierwszym krokiem, żeby poprawić sobie zły dzień, jest poużalanie się nad sobą. - Alec obrzuca mnie spojrzeniem z góry na dół. - Skoro to już odhaczyliśmy, czas przejść do imprezowania, żeby zapomnieć.
To bardziej w jego stylu, nie moim, ale na jedną noc mogę się na to zgodzić, więc kiwam głową.
- Wszystko w porządku? - pyta. - Naprawdę? Czy to kryzys na miarę Paige?
Paige to moja najlepsza przyjaciółka na świecie, więc przemknęło mi przez myśl napisanie do niej po brunchu, ale wiedziałam, że będzie zajęta. Poza tym potrzebowałam się trochę poużalać.
- Jest sobota.
- I w soboty nie jest dostępna w przypadku kryzysów? - pyta w sposób zdradzający lekkie zdziwienie.
- Seks Sobota. Nigdy nie planują niczego po piątej popołudniu. Zdaje mi się, że chyba nawet wyłączają telefony.
- Przepraszam, co?
Ups. Wydaje mi się, że nie powinnam była się tym dzielić. Potrząsam głową, pokazując, że nie zamierzam wyjaśniać.
- London Renee Bennett, natychmiast mi odpowiedz.
Wzbiera we mnie śmiech, który rozluźnia napięcie w piersi.
- Rezerwują sobotnie wieczory na seks.
Myśli. Myśli zbyt intensywnie. Paige zabije mnie za to, że mu powiedziałam.
- Rozumiem, że można zarezerwować całą noc na seks, ale każdą sobotę? I czy to oznacza, że tylko soboty?
- Powiedziałam już za dużo. Paige jest niedostępna, a ja czuję się dobrze. - Przyklejam na twarz szeroki uśmiech i staram się brzmieć najbardziej entuzjastycznie, jak tylko potrafię, gdy mówię: - Chodźmy potańczyć ze spoconymi nieznajomymi!
Unosi kącik ust i w końcu odpuszcza.
- Zrobię sobie drinka, zanim wezmę prysznic. Chcesz coś? Może kawę?
Podążam za nim do kuchni, czując się lepiej niż przez cały dzień. To moje ulubione miejsce w mieszkaniu. Nie jest wielkie, ale wyspa jest przytulna, a wszystkie szafki mają szklane witryny. Alec nie gotuje, ale wykonał dobrą robotę ze zorganizowaniem wszystkiego. Jego styl jest bardzo minimalistyczny i schludny - ogrom bieli i szarości. Przydałoby się odrobinę więcej kolorów, ale z racji tego, że wprowadziłam się po tym, jak już wszystko udekorował, wybieram myślenie o tym miejscu jak o wystawnym Airbnb lub hotelu.
- Nie, dzięki. - Zgarniam nożyczki z szuflady i przecinam taśmę na jednej z paczek, które dziś odebrałam.
Mój nastrój znacznie się poprawia, kiedy wyciągam pudełko z butami. Jest jeszcze lepiej, gdy ściągam wieko i odsuwam na bok czarny papier. Podnoszę jeden z butów i się uśmiecham. Nie sądzę, abym kiedykolwiek posiadała parę czerwonych szpilek, ale coś w nich powiedziało "wybierz nas".
Alec taksuje je wzrokiem z uniesioną brwią i kiwa głową z uznaniem, odkrawając kawałek cytryny do drinka.
- No dobra, okej. To naprawdę seksowne buty.
W brzuchu pojawiają mi się motyle wywołane lekką ekscytacją. Wyjście dziś na miasto i imprezowanie nie wymażą ukłucia wywołanego zaręczynami Sierry z bratem mojego eks. Jutro wrócę do obsesyjnego myślenia o tym, ale dziś... dziś wybieram świetne buty i wspaniałe towarzystwo.
- Co jest w drugim pudełku? - pyta mój współlokator, opierając się biodrem o kuchenny blat.
Odkładam but i marszczę brwi. Na poczcie byłam jak w transie, ogarnięta gniewem, że znowu miałam całą skrytkę w przesyłkach Brogana.
Zgarniam różową kopertę bąbelkową. Etykieta jest zabrudzona i nie potrafię rozczytać danych nadawcy. Tak właściwie, to przód wygląda tak, jakby paczka była ciągnięta za mułem transportowym przez cały kraj. Numer mojej skrytki pocztowej jest ledwo widoczny pod brązowymi i czarnymi smugami. Karton jest lekki i płaski.
- Nie mam pojęcia - odpowiadam, rozrywając opakowanie. Zaglądam do środka ze zmarszczonymi brwiami, wsuwam dłoń i wyciągam... majtki. Czerwone, koronkowe majtki. - Nie zamawiałam... - zaczynam, po czym upuszczam je i odskakuję gwałtownie. Przysuwam dłoń do ust i wzdrygam się, bo tą samą ręką dotykałam właśnie czyjejś brudnej bielizny.
- Co? - Alec przygląda się z rozbawieniem majtkom. - Pasują do twoich nowych butów.
Wykonuje ruch, jakby chciał je podnieść
- Nie!
- O co to zamieszanie? - Unosi je na palcu.
- Nie są moje. Ktoś musiał je wysłać do tamtego kolesia... tego, który wynajmował przede mną skrytkę pocztową.
- Cholera. Poważnie? - Brzmi, jakby był pod wrażeniem, a nie zdegustowany. A potem śmieje się, jakby to była najzabawniejsza rzecz na świecie.
Przewracam oczami i robię krok w przód, po czym wyrywam mu majtki z ręki i pospiesznie wyrzucam do kosza. Podczas gdy myję dłonie ogromną ilością mydła i gorącą wodą, Alec przygląda się paczce, w której przyszła bielizna, jakby miał nadzieję, że znajdzie ich więcej.
- Nie wspominałaś, że dostaje używaną damską bieliznę.
- Nigdy nie otwierałam przesyłek - mówię, ale teraz, gdy o tym wspomniał, zastanawiam się, co jeszcze znajdowało się w tych wszystkich kartonach i dużych kopertach, które zostały wepchnięte do mojej skrytki.
- Dlaczego nie?
- Oprócz tego, że to przestępstwo? - Wycieram dłonie ręcznikiem, a potem zastanawiam się, czy nie umyć ich raz jeszcze. - Jaki facet dostaje pocztą używane majtki?
- Szczęściarz. - Alec szczerzy się szeroko.
***
Najfajniejsze z wychodzeniem gdziekolwiek z Alekiem jest to, że wszystkich zna. To jedna z zalet bycia w telewizji, a - jak się dowiedziałam od mojego współlokatora - takich zalet jest mnóstwo. Ludzie rozpoznają go wszędzie, gdzie pójdziemy. Powinni. Jego wizerunek znajduje się na paru bilboardach w mieście. I nawet jeśli nasi rówieśnicy nie są do końca jego grupą odbiorczą, bycie lokalnym pogodynkiem to fascynujący zawód. Ludzie chcą go poznać i są zainteresowani słuchaniem o jego pracy.
Alec jest tak samo ujmujący i miły w rzeczywistości, jak prezentuje się w telewizji, a profity wynikające z jego pracy często przechodzą na mnie, kiedy z nim przebywam, więc nie narzekam.
Jak na przykład w restauracji - zostaliśmy przeprowadzeni obok kolejki ludzi czekających na miejsce prosto do stolika na tyłach, które rezerwują dla znanych gości pojawiających się w ostatniej chwili.
Znanych. Ta myśl sprawia, że mam ochotę parsknąć. To ten sam koleś, którego dieta opiera się głównie na makaronie z serem marki Kraft. Co sprawiło jeszcze zabawniejszym to, że szef kuchni wyszedł się z nami przywitać i zapytał, jak nam smakowało jedzenie. Myślę, że spodziewał się czegoś więcej niż tylko jednosłownego "wyśmienicie", które otrzymał. Ale potem przysłał nam deser, więc może nie był aż tak bardzo urażony z powodu braku odpowiednich kulinarnych przymiotników.
Zanim docieramy do Gagi, najlepszego klubu w mieście, jestem najedzona, szczęśliwa i gotowa zrobić dokładnie to, co Alec dla nas zaplanował - pić drinki i tańczyć z przystojnymi nieznajomymi.
W chwili, gdy przekraczamy próg klubu, Alec wpada na dziewczynę, która pracuje dla Mavericksów, lokalnej drużyny futbolowej. Albo kiedyś dla nich pracowała. Nie zapamiętałam szczegółów, ale zostajemy zaproszeni do strefy VIP i szybko odkrywam, że stoję z boku i nie bardzo uczestniczę w rozmowie.
Ktoś świętuje urodziny, sądząc po balonach i liczbie butelek szampana, które przyniesiono w ciągu tych trzydziestu minut, odkąd tu przyszliśmy.
Jesteśmy na skraju strefy VIP, ale obserwuję wchodzących i wychodzących ludzi. Dziewczyny w krótkich, seksownych sukienkach i potężnych mężczyzn, którzy prawdopodobnie są futbolistami. Większość z nich ubrana jest luźniej niż dziewczyny, ale wielu nosi diamenty na szyi i nadgarstkach - tak jak to zawsze robią zawodowi sportowcy. Czyżby zabrakło im pomysłów na zakupy? A może od zawsze marzyli o naszyjniku ważącym pięć funtów**?
Nie interesuję się zbytnio sportem, ku wielkiemu niezadowoleniu Aleca. Grał w tenisa i piłkę nożną przez całą szkołę średnią i trochę w college'u, a dzięki swojej pracy zawsze jest na bieżąco z tym, co dzieje się w lokalnych drużynach sportowych.
Klub sam w sobie jest świetny. Byłam tu już kiedyś z Alekiem, ale zostaliśmy tylko na jednego drinka, ponieważ jego ówczesna dziewczyna dowiedziała się wtedy, że mój bardzo towarzyski współlokator przespał się z barmanką. Nie, kiedy byli razem ani nic w tym stylu, ale Vickie (była) wciąż nie chciała przebywać blisko - cytuję - "tej pieprzonej dziwki".
Strefa VIP znajduje się na drugim piętrze klubu. Rozstawiono tu eleganckie czarne sofy i fotele, a z sufitu zwisają kryształowe żyrandole. Z parkietu na dole dobiega głośna muzyka, ale jest na tyle cicho, że można ze sobą rozmawiać, jeśli się krzyczy lub stoi wystarczająco blisko siebie.
Alec mnie szturcha i wciąga w jego rozmowę z Laurą; tą, która przyszła z Mavericksami.
Dziewczyna uśmiecha się i pochyla bliżej.
- Moi przyjaciele siedzą w kącie na tyłach - zwraca się bezpośrednio do mnie. - Chcesz z nami usiąść?
Alec czeka na moją aprobatę. Dobrze mu wychodzi dbanie o mnie, jako że nie jestem tak towarzyska jak on.
- Właściwie... to trochę się przejdę, może ruszę na parkiet.
- Chcesz, żebym poszedł z tobą? - oferuje Alec.
- Nie, poradzę sobie. - Macham mu na pożegnanie. Te nowe buty są odrobinę za ciasne i już mnie bolą stopy. Poza tym rozpoznaję spojrzenie, jakim Alec raczy Laurę. Lubi ją i ma nadzieję, że później będzie z nami wracać do domu.
Nie zdążam nawet dobrze dotrzeć do baru, gdy Alec ponownie do mnie dołącza.
- Mówiłam ci, że sobie poradzę - mówię mu. - Gdzie Laura?
- W strefie VIP. - Rozsiada się obok mnie. - Powiedziałem jej, że idę sprawdzić, co u ciebie, i zaszkliły jej się oczy. Dziewczyny uwielbiają moją troskliwą i wrażliwą stronę charakteru.
Mruczę pod nosem swoją dezaprobatę dla wykorzystywania mnie do podrywania kobiet. Nie żeby tak naprawdę potrzebował przynęty, jak sądzę. No i jest troskliwy oraz wrażliwy, więc to nie tak, że kłamie, aby zaciągnąć je do łóżka. Po prostu aż za dobrze odgrywa swoją rolę.
Zamawia nam drinki i zanim się oglądam, zauważa innego znajomego. Stara się, żebym nie odpadła z rozmowy, ale jest za głośno i zbyt tłumnie. Kiedy tylko trzymam w dłoni drinka, rozsiadam się wygodnie i obserwuję ludzi.
Na parterze nie jest aż tak ciekawie jak w strefie VIP i niedługo potem zaczynam rozglądać się po miejscu, w którym niedawno byliśmy. Dziewczyny są przepiękne. Mężczyźni również. Nawet ci, którzy nie są aż tak czarujący, ale wciąż atrakcyjni. To musi być jakaś magiczna moc zawodowych sportowców.
Moje spojrzenie zatrzymuje się na jednym konkretnym. Wysoki, właściwie jeden z najwyższych, co już wiele mówi, muskularny, ale nie w dziwaczny sposób, jakby nie był w stanie zmieścić się w drzwiach. Podczas gdy większość chłopaków ma na sobie dżinsy i koszulki, on włożył białą koszulę zapinaną na guziki, z podwiniętymi krótkimi rękawami, które eksponują potężne bicepsy. Jednak jest w nim coś jeszcze. Ma ładny uśmiech i ciepłe spojrzenie, a do tego jest ożywiony. Gdy mówi, ludzie wokół niego skupiają na nim całą swoją uwagę. Nie słyszę go z tego miejsca, ledwie docierają do mnie słowa Aleca stojącego obok mnie, ale gdy tamten koleś mówi, uśmiecham się w reakcji na jego mimikę i gwałtowne ruchy rąk.
Kiedy Alec wreszcie kończy nawiązywać nowe znajomości, wznosimy toast, zerujemy drinki i ruszamy na parkiet.
Alec jest przystojny i przezabawny, ale pomiędzy nami nigdy nie było niczego więcej poza przyjaźnią. Może to dlatego, że kiedy go poznałam, wciąż byłam w rozsypce po Chrisie i nie interesowali mnie inni kolesie, a może dlatego, że krótko po tym zaczęliśmy ze sobą mieszkać i zdawaliśmy sobie sprawę, że byłoby niezręcznie, gdybyśmy przekroczyli tę granicę. Niezależnie od powodu, jestem wdzięczna, że możemy tańczyć i dobrze się bawić. Mogę być w pełni sobą, bez zmartwień. Wiem, że będzie o mnie dbać, a on wie, że ja zrobię dla niego to samo.
Po kilku piosenkach, podczas których ani razu się nie rozdzieliliśmy, żeby zrealizować nasz plan zatańczenia z nieznajomymi, wracamy do baru. Alec nachyla się do mnie po zamówieniu naszych drinków.
- Pójdę do łazienki. Zaraz wracam.
Udaje mi się zająć niezatłoczone miejsce przy barze i odstawić drinka. Odsuwam włosy z karku, żeby się ochłodzić, i wciągam się w rozmowę dwóch dziewczyn obok mnie. Stoją naprzeciwko siebie z szeroko otwartymi oczami i wielkimi uśmiechami, w tej typowej pozie do babskich plotek, która sprawia, że tęsknię za moją najlepszą przyjaciółką. Mam nadzieję, że przeżywa dziś fantastyczny seks.
- Nie dbam nawet o to, że jutro rano prawdopodobnie nie pamiętałby mojego imienia - mówi dziewczyna bliżej mnie. Ma długie brązowe włosy sięgające jej do tyłka i prawie brzegu spódniczki.
Druga dziewczyna ma krótkie blond włosy. Są dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają i że można wyglądać seksownie niezależnie od koloru i długości włosów, bo obie są przepiękne.
- Dałam mu swój numer - oznajmia blondynka.
- Co? Kiedy?
- Zapisałam go na serwetce i wręczyłam mu, gdy kupowałaś nasze drinki.
- Jak zareagował? Powiedział coś? - Długie brązowe włosy kołyszą się na jej plecach i wyczuwam powiew jej szamponu. Ładnie pachnie.
- Powiedział tylko "dzięki". Myślisz, że zadzwoni?
- O ile ma choć odrobinę rozsądku.
Blondynka robi minę gdzieś pomiędzy pełną nadziei a zestresowaną i unosi dłoń ze skrzyżowanymi palcami, a potem obie zerkają wcale nie tak dyskretnie na przeciwną stronę baru.
Podążam za ich spojrzeniami do kolesia, o którym mówią. To ten ze strefy VIP, w białej koszuli. Z daleka wyglądał na przystojnego, ale z bliska to zupełnie inna liga.
Ma szerokie ramiona i jest przynajmniej o stopę wyższy niż ktokolwiek w pobliżu. Jego brązowe włosy żyją własnym życiem. Podczas rozmów jeden z kosmyków opadł mu na czoło. Nie przeciąga po nim palcami ani nawet nie próbuje go w jakikolwiek sposób okiełznać. I mam wrażenie, że to nie dlatego, że nie jest tego świadomy, tylko go to po prostu nie obchodzi.
Wciąż bezwiednie podsłuchuję trajkoczące o nim dziewczyny, gdy jedna z nich mówi:
- Boże, nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jakby to było spędzić jedną noc z Broganem Sixem.
To imię wywołuje we mnie niepokój. Jestem pewna, że się przesłyszałam. Ale nie przestaję ich słuchać, aby sprawdzić, czy je powtórzą.
- Słyszałam, że miał trójkącik z tamtym dziennikarzem sportowym i jego narzeczoną.
- A ja słyszałam, że to była narzeczona i jedna z jej przyjaciółek.
Czuję się, jakbym przysłuchiwała się odcinkowi naprawdę dobrego reality show z randkami albo bardzo kiepskiej operze mydlanej emitowanej w ciągu dnia.
- Przepraszam - wtrącam się. Nie jestem w stanie dłużej się powstrzymać. Ich głowy obracają się w moją stronę. - Powiedziałaś, że jest tutaj Brogan Six?
Od razu czuję się głupio. Nie ma mowy, żeby to była ta sama osoba. No bo co to w ogóle za imię, Brogan Six? Założyłam, że to jakiś pseudonim.
Spoglądają po sobie, zanim wracają do mnie spojrzeniami i równocześnie potakują.
- Tamten koleś... - Kiwam podbródkiem w jego stronę. - Ten w białej koszuli z... - Wskazuję na swoje bicepsy, a potem włosy. - To Brogan Six? - wymawiam ostrożnie jego imię.
- Nie rozpoznajesz go? - pyta z niedowierzaniem brunetka. - To najprzystojniejszy futbolista w całej drużynie Mavericks.
Patrzą na mnie tak, jakby oczekiwały, że powiem coś jeszcze. Potrząsam głową i wracam do sączenia drinka.
Alec długo nie wraca. Prawdopodobnie znowu wpadł na kogoś znajomego. Staram się skupić na alkoholu i nie patrzeć na drugą stronę baru, ale na próżno.
Brogan Six.
Naprawdę istnieje i jest tutaj.
Nie jestem pewna, jak dokładnie wyobrażałam sobie mojego tajemniczego byłego właściciela skrytki pocztowej, ale nie tak.
Jest młody i atrakcyjny - zbyt atrakcyjny, aby musieć utrzymywać związki na odległość z dziesiątkami kobiet. Serio, co do diabła?
Boże, oczywiście. Teraz, kiedy wiem, kim on jest, zupełnie inaczej postrzegam wszystkie jego działania. Sposób, w jaki się uśmiecha, gdy podchodzą do niego kobiety, przedłużający się uścisk, który oferuje innej kobiecie. Jest totalnym uwodzicielem. Chociaż "uwodziciel" to nawet nie jest właściwe słowo. To po prostu menda. Mógłby mieć każdą dziewczynę, której by zapragnął, ale najwyraźniej mu to nie wystarcza. Musi je też zwodzić listownie?
Im dłużej go obserwuję, tym bardziej robię się zła.
To wszystko sprawia, że mam ochotę porządnie mu wygarnąć. I wiecie co? Pieprzyć to. To był ciężki dzień, a do tego przez tego faceta śmierdziałam babcinymi perfumami. Właściwie to moja torebka wciąż nimi śmierdzi. Już nigdy nie będzie taka jak wcześniej.
Alec wreszcie wraca, wskakując na stołek barowy obok mnie. Zgarnia swojego drinka.
- Co mnie ominęło? - Przygląda się mojej minie z uniesionym kącikiem ust. Nie potrafię sobie wyobrazić, co wyraża teraz moja twarz, ale to nie może być nic dobrego, ponieważ pyta: - Dobrze się czujesz?
- Tak. Właśnie zauważyłam kogoś, z kim muszę porozmawiać. - Wpycham mu resztę swojego drinka, żeby nie ulec pokusie chluśnięcia nim Broganowi Sixowi w twarz.
** Pięć funtów - około dwa i pół kilograma.