JAK POWSTAŁ "PLASTUSIOWY PAMIĘTNIK"
Było to bardzo dawno temu. Wasze mamusie nosiły wówczas jeszcze krótkie sukienki, a czesały się w warkoczyki z kokardkami albo obcinały włosy "na poleczkę".
Redaktorka "Płomyczka" umyśliła sobie wtedy, żebym koniecznie pisała opowiadanie o szkole, które ciągnęłoby się w pisemku przez cały rok, a bohaterem opowiadania miał być taki ludzik z drzewa czy też z gałganków.
A ja wcale nie miałam ochoty o tym pisać!
- To będzie bardzo nudne! - powiedziałam.
Ale jak redaktorka coś postanowi, to na to nie ma sposobu!...
Co tu począć?
Od czego jednak człowiek ma przyjaciół?!...
Miałam taką siedmioletnią przyjaciółkę, Krysię. Nie czesała się ani w warkoczyk z kokardkami, ani "na poleczkę", tylko nosiła czuprynę, jak chłopak i palce miała zawsze pomalowane atramentem, bo właśnie przestała pisać ołówkiem i zaczynała gryzmolić pierwsze kulfony - piórem! A oprócz tego opowiadała i ozdabiała wspaniałymi rysunkami dziwne i piękne historie. Nieraz naradzałyśmy się z Krysią, o czym by tu ciekawym do "Płomyczka" napisać.
Myślę więc sobie: "Pójdę do Krysi, ona na pewno poradzi!".
Krysia wysłuchała mnie poważnie i mówi:
- Masz rację, jeżeli "on" będzie z drzewa albo z gałganków, to do niczego! Wyjdzie nudziarstwo!... Ale czekaj, siądziemy na ławce, może się coś wymyśli. Więc usiedliśmy na ławce pod krzakiem jaśminu - miś Krysi, Krysia i ja. Popodpieraliśmy głowy - miś łapką, a my - rękami... Myślimy... Myślimy...
I nic... Nikt z nas jakoś ani rusz - nic nie możemy wymyślić...
Ale Krysia mnie pociesza:
- Czekaj, nic się nie martw, to się samo znajdzie!
I rzeczywiście. W dwa dni potem do moich drzwi - buch!... buch!... buch!... ktoś gwałtownie zakołatał. Biegnę co tchu otworzyć - we drzwiach stoi Krysia.
Oczy jej płoną, spod beretu wygląda wiecheć czupryny, tornister przerzucony przez jedno ramię.
- Już mam!... Już wiem!... - krzyczy od progu.
- Co masz, co wiesz, Krysiu?!...
- Wiem, z czego "on" będzie!...
I Krysia zdziera z pleców tornister, z tornistra wyjmuje piórnik, a z piórnika, moi kochani - tyciusieńkiego ludzika jak ziarnko fasoli, z perkatym nochalkiem i odstającymi uszami. Stawia go sobie na dłoni i woła:
- Widzisz!... Teraz rozumiesz, z c z e g o "o n" będzie?!...
Kiwnęłam głową w zachwycie.
- Rozumiem. Z p l a s t e l i n y!...
- A na imię będzie mu P l a s t u ś! Takeśmy sobie z Tosią umyśliły! Bo to Tosia go ulepiła na lekcji!
- A któż to jest ta Tosia?
- Tosia to moja koleżanka. Ona jest najlepsza ze wszystkich. Musisz koniecznie napisać o Tosi i o Plastusiu!... Rozumiesz, można mu będzie dolepić uszy, jakie się chce, rozwałkować nos jak trąbę słoniową, no i będzie mieszkał stale u Tosi w piórniku!
- A może i o tobie napisać?
- Nie, o mnie nie pisz, ja jestem zawsze rozczochrana i palce mam zawsze uwalane atramentem!
- To wiesz, może ten Plastuś będzie wojował z atramentem, żeby dzieciom palców nie brudził?
- Tak... tak... niech wojuje i niech ma tysiąc przygód! A o Tosi, jaka ona jest, to już ja ci opowiem i przyprowadzę ją do ciebie!
* * *
Odtąd Plastuś stał na moim stole, a pamiętnik jego pisało się tak łatwo, jakby naprawdę on sam opowiadał w nim swoje przygody.
A teraz... Powiem wam w sekrecie: Krysia teraz już jest dorosła, pracuje jako lekarz i nawet nosi okulary.
Otóż jeżeli kiedy będzie was prześwietlała pani doktor, która nosi biały fartuch i okulary, jeżeli z wami wesoło pożartuje, a na jej biurku, obok różnych mądrych przyrządów, będzie stał Plastuś - poznacie go zaraz po odstających uszach i perkatym nochalu! - to zapytajcie wtedy pani doktor, czy jej na imię K r y s t y n a...
To będzie na pewno ta właśnie Krysia, która wymyśliła Plastusia...
* * *
Od tego czasu minęło wiele lat.
"Plastusiowy pamiętnik" pierwszy raz ukazał się w "Płomyczku" 2 września 1931 roku, a w książce wyszedł po raz pierwszy w roku 1936.
"Plastusiowy pamiętnik" tłumaczony jest na wiele języków obcych i zdaje się, że wszędzie, gdzie się ukaże - jest bardzo lubiany przez dzieci. Nic dziwnego - przecież dzieci na całym świecie mają piórniki i wojują z atramentem!
MARIA KOWNACKA