Od tłumacza
Coraz więcej ludzi mieszka w miastach. Od początków XXI wieku ponad połowa z nas to mieszkańcy miast, a odsetek ten wciąż rośnie. Siłę napędową rozwoju cywilizacyjnego, i to w każdym zakątku świata, miasta stanowią w zasadzie od zawsze. To w miastach dochodzi do największej skali wymiany towarów, usług, ale i myśli. To w nich rodzi się bogactwo. To w nich narodziła się demokracja i to one potrafiły czynić ludzi niewolnych wolnymi, co głosiły niemieckie napisy Stadtluft macht frei na bramach miast hanzeatyckich. Miasta od zawsze były też siedzibami władz bez względu na to, kto i w jaki sposób sprawował władzę. Uniwersytety, jako źródła wiedzy i siła napędowa rozwoju cywilizacyjnego, także powstawały w miastach. Wreszcie, nie byłoby rewolucji przemysłowej, gdyby nie miasta. Ale nie byłoby też coraz większej liczby coraz większych miast, gdyby nie uprzemysłowienie, więc zależność między tymi procesami jest obopólna.
Miasta to miejsca, w których mieszkańcy dobrowolnie godzą się na pewne ograniczenia i niedogodności związane z obecną w nich gęstością zaludnienia, koniecznością zwracania uwagi na to, jakich mają sąsiadów, a często też i na bardziej intensywną pracę. Jednak od setek lat to robią, licząc na lepsze zarobki, warunki życia i możliwości rozwojowe dla siebie i kolejnych pokoleń. Nie zatrzymał tego nawet obserwowany w ostatnich dziesięcioleciach bardzo szybki rozwój technologii umożliwiających komunikację na odległość. Rozwój Internetu wcale nie oznacza końca miast. Przeciwnie, choć zmieniają się powody, dla których ludzie chcą mieszkać w miastach, chętnych do prowadzenia miejskiego stylu życia wciąż przybywa.
Aby jednak skuteczniej równoważyć korzyści i niedogodności życia w miastach oraz aby ograniczać negatywne skutki urbanizacji dla środowiska i zdrowia ludzi - jak dowiadujemy się z pierwszego już zdania tej książki - każdy planuje. Planowanie jest więc ważne także w miastach. Bez niego ośrodki takie rosłyby w sposób chaotyczniejszy i bardziej konfliktogenny. Dlatego też, odkąd ludzkość decyduje się na zamieszkiwanie blisko siebie na małych przestrzeniach, poszukuje też sposobów na korzystniejsze w tym zakresie rozwiązania. Dlatego właśnie, wraz z rosnącym współczynnikiem urbanizacji planowanie i gospodarka przestrzenna miast, jako profesje, zyskują na znaczeniu. Niniejsza książka opisuje ich rozwój oraz pokazuje, w jaki sposób podejścia do planowania miasta zmieniały się w czasie.
Autor książki od pierwszych jej stron zwraca uwagę na to, że pewne koncepcje urbanistyczne są już bardzo stare. Przypominania o tym zresztą nigdy za wiele po to, aby kolejne pokolenia ludzi interesujących się zarówno historią urbanistyki, jak i bardziej współczesnymi koncepcjami planowania miast nie musiały "wymyślać koła na nowo". O wielu pomysłach na dobre zaplanowanie miasta wiemy bowiem od bardzo dawna. Kiedy słyszymy dziś o prostych receptach na rozwiązanie problemów transportowych, gospodarczych lub społecznych w mieście, gdy ktoś usiłuje nam wmówić, że idea "miasta piętnastominutowego" to innowacja lub wręcz rewolucja, to okazuje się, że ktoś już o tym bardzo wiele napisał lub to naszkicował. Zatem, choć książka jest zaledwie wprowadzeniem, to uświadamia, jaką bogatą i długą tradycję ma planowanie miast w różnych częściach świata. Przy okazji przypomina też, że miejska rzeczywistość jest skomplikowana. Wiedza o tym może stanowić antidotum na miejski populizm i uproszczenia, którymi niektórzy głośni komentatorzy i politycy usiłują nas karmić, choć ich wiedza o miastach świata jest odwrotnie proporcjonalna do częstotliwości zabierania głosu w tych sprawach. Dobrze opisuje to zjawisko - właśnie w miejskim kontekście - Łukasz Drozda w książce Miejskie strachy. Warto pamiętać, że wiele rzeczy, o których my słyszymy pierwszy raz - także w kontekście rozwoju i planowania miast - wymyślono dziesiątki, a niekiedy setki lat wcześniej. I o tym jest ta książka.
Krótkie wprowadzenie do planowania miast stanowi zatem merytoryczny przegląd rozwoju tej dziedziny wiedzy. Odwołuje się ono przede wszystkim do dorobku architektury i urbanistyki, choć czytelnik znajdzie w nim także odniesienia do ekonomiki i socjologii miast oraz do zagadnień ekologicznych. Osią tego przeglądu jest natomiast znana urbanistom i specjalistom studiów miejskich koncepcja cyklu życia miasta. Pozwala ona analizować przemiany struktury miasta w czasie - od momentu jego narodzin i rozwoju na relatywnie małym obszarze, gdy mieszkańcy koncentrują się w dzielnicach centralnych kosztem przedmieść (faza urbanizacji), poprzez okres względnej, a następnie absolutnej decentralizacji, gdy centrum rozwija się wolniej niż przedmieścia (faza suburbanizacji), aż do etapu, w którym aglomeracja czy cały zespół miejski doświadcza rozlewania zabudowy na bardzo dalekie od centrum przestrzenie, co niekiedy zwane jest wręcz dezurbanizacją, a ostatnio też (sub)urbanizacją planetarną. Kolejnym etapem cyklu życia miasta może być teżfaza re-urbanizacji, gdy rewitalizacja obszarów centralnych czyni je na nowo atrakcyjnymi i powoduje "powrót miasta do centrum". Choć Abbott nie odwołał się na kartach tej książki do koncepcji cyklu życia miasta wprost ani razu, to trudno nie dostrzec, że cały jej układ właśnie z nią najsilniej koresponduje. Pierwszy jej rozdział opisuje bowiem najwcześniejszy etap rozwoju miast, drugi poświęcony jest suburbanizacji właśnie, a kolejne dotykają problematyki zarówno de-, jak i re-urbanizacji, uwzględniając szereg współczesnych procesów, które na nie wpływają. Cieszy też, że ostatnie rozdziały książki poświęcone są najnowszym tendencjom związanym z wyzwaniami planowania miast wobec zagrożeń ekologicznych, w tym zmiany klimatu. Ponieważ wpływ miast na klimat czy zdrowie i jakość życia mieszkańców jest dziś kwestią szczególnie wrażliwą, a miasta są szczególnie narażone na ryzyko pojawiania się niespodziewanych zdarzeń naturalnych i antropogenicznych, takich jak powodzie, huragany, pożary, ale też kryzysy ekonomiczne, polityczne i humanitarne, za istotną wartość książki można uznać, że sporo miejsca autor poświęcił w niej rezyliencji. Ta ostatnia, zwana też miejską odpornością, to zdolność reagowania na powyższe zdarzenia, umiejętność ograniczenia ich złych skutków w trakcie oraz szybkość wychodzenia z kryzysów po ich zażegnaniu, o czym przeczytamy w dwóch końcowych rozdziałach książki.
Opracowanie to może okazać się szczególnie interesujące dla osób, które dopiero rozpoczynają przygodę z problematyką planowania miast, gospodarki przestrzennej czy szerzej studiów miejskich w wymiarze ekonomicznym, społecznym czy środowiskowym. Można potraktować je także jako wskazówkę, gdzie można pogłębiać wiedzę na poruszane w książce tematy. W każdym rozdziale znajdziemy bowiem odwołania do kolejnych pozycji literatury, pozwalających uszczegółowić wiedzę w niniejszym wprowadzeniu ledwie zasygnalizowaną. Warto mieć świadomość, że książka ta jest przeglądem, który, jak każdy przegląd autorski, pokazuje tylko jedno z wielu możliwych spojrzeń na planowanie miast. Dlatego poza nią warto w przyszłości czytać też inne pozycje nt. planowania miast, a liczne odesłania do literatury na końcu (w tym także zaproponowane przeze mnie odwołania do literatury polskojęzycznej) znakomicie to umożliwiają. Ciekawym zabiegiem Abbotta jest zresztą odwoływanie się nie tylko do książek akademickich, ale i do literatury pięknej i kinematografii. Pozwala to lepiej uzmysłowić sobie, że planowanie miast to domena, która dotyka bezpośrednio każdego człowieka, a przypominając, że miasta od wieków są obecne także w sztuce, humanizuje spojrzenie na urbanistykę i planowanie przestrzenne. Pozwala to też silniej oddać ducha czasów, które autor w poszczególnych rozdziałach opisuje. Umożliwia wreszcie lepsze uświadomienie sobie, jak często miasta i ich problemy, lepiej lub gorzej rozstrzygane przez różnorodne rozwiązania planistyczne czy techniczne, są godne opisu literackiego lub stają się przedmiotem innej formy ekspresji artystycznej. Przypomina to dobitnie, że planowanie miast to domena tylko trochę inżynieryjna, a za to bardzo ludzka i społeczna.
W książce tej - zwłaszcza w początkowych rozdziałach - dominuje perspektywa zachodnia, w szczególności anglosaska. Większość opisanych w niej przykładów miast, ich dzielnic oraz zastosowanych rozwiązań planistycznych czy technologicznych, pochodzi z miast amerykańskich, a w drugim rzędzie, kanadyjskich, brytyjskich i australijskich. Dotyczy to też przywoływanych często z amerykańskiej czy brytyjskiej historii konkretnych uregulowań prawnych i rozstrzygnięć procesów sądowych, które w systemie prawa zwyczajowego stają się, jako tzw. precedensy, podstawą prawną do działań w zakresie planowania miast w przyszłości. Nadaje to zresztą opracowaniu ciekawy z perspektywy środkowoeuropejskiej koloryt. Momentami czujemy się dzięki temu, jakbyśmy śledzili amerykańskie dramaty sądowe. Ale też przekonujemy się, że wbrew stereotypom o wszechobecnym dyktacie wolnego rynku w USA, amerykańskie planowanie miast to domena częstych interwencji i regulacji publicznych bardzo ważnych dla sprawnego zarządzania miastami.
Z biegiem kolejnych rozdziałów Carl Abbott zabiera czytelnika także poza Zachód. Wraz z autorem wybieramy się w podróż do miast chińskich czy koreańskich lub wpadamy na chwilę do miast Ameryki Południowej, by w ostatnich rozdziałach przeczytać też kilka interesujących przykładów z Azji Południowowschodniej i Afryki. Opowieść Abbotta podąża zatem z duchem czasu. W początkowych rozdziałach więcej przeczytamy o tym, co działo się w miastach USA, Anglii, Niemiec czy Kanady, w których w dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu procesy urbanizacji były faktycznie najbardziej spektakularne, a przez to są cennym źródłem wiedzy dla urbanistów. Natomiast w kolejnych rozdziałach dowiemy się coraz więcej o miastach Azji czy Afryki, które wiodą prym jako centra gospodarki, technologii czy przemian społecznych w XXI wieku. Dobrze, że ta zmiana geografii miast jest w książce obecna, i dobrze, że obecna jest w niej ta niezachodnia perspektywa. Pominięcie bowiem miast innych niż te ze świata nazwanego przez biologa ewolucyjnego Josepha Henricha WEIRD, czyli zachodniego, pełnego wykształconych ludzi, uprzemysłowionego, bogatego i demokratycznego (ang. Western, Educated, Industrialized, Rich, Democratic), nie oddałoby pełni różnorodności współczesnego świata. Świata wciąż dynamicznie urbanizującego się, ze wszystkimi tego pozytywnymi i negatywnymi konsekwencjami.
Mariusz E. Sokołowicz