Plan na przyszłość - Marcelina Wach

Kup ebooka

44.00 zł
28.84 zł (28,84 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Zuza

Nic tak nie motywuje człowieka do działania, jak chęć zarobienia pieniędzy. Oczywiście są jednostki, które myślą tylko, jak czerpać zyski bez zbędnego angażowania się w postawione przed nimi zadania. Mam to szczęście, że nie zaliczam się do takich osób, a to dzięki wychowaniu rodziców. Przez lata wyrabiali u mnie najlepsze cechy, takie jak cierpliwość, aktywność i sumienność, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. To co później się ze mną stało, to już nie ich wina. Razem z tym, jak oni kształtowali mnie na porządnego człowieka, w środku mojej duszy rodził się mrok, który zajmował coraz więcej miejsca w moim życiu. Przy wszystkich dobrych wartościach, które wyniosłam z domu, zakorzeniła się we mnie zachłanność, by żyć inaczej niż moi rodzice. Nie chciałam bać się na każdym kroku tego, co przyniesie kolejny dzień i czy dam sobie radę z tymi kłodami, które los rzucał mi pod nogi. Za każdym razem, kiedy tak się działo, stawałam się silniejsza i odrobinę zmieniałam taktykę, prowadząc tę nierówną grę. Wiedziałam, że nie osiągnę sukcesu uczciwością i grą fair, a w związku z tym musiałam się trochę wysilić.

Matka Natura nie obdarzyła mnie wyjątkową urodą, tak jak inne dziewczyny z osiedla, przez co nie mogłam korzystać ze swojego wątpliwego uroku osobistego. Zawsze byłam patyczakiem za chudym nawet na bycie modelką, do tego wiewiórą przez naturalnie rude włosy. Jedyne, co w sobie ceniłam, to głębię spojrzenia moich zielonych oczu. Do pewnego wieku utożsamiałam się z książkową Anią Shirley, która jako dziecko nie mogła pogodzić się z tym, że wygląda inaczej niż inni. Żeby nie przeżywać wewnętrznie wszelkich docinków otoczenia, musiałam założyć zbroję, przez którą nie przepuszczałam niczego, co mogłoby mnie zaboleć. Powszechnie wiadomo, że nastolatki potrafią być wyjątkowo okrutne, a dzięki wytworzonemu pancerzowi mogłam jakkolwiek funkcjonować. Teraz, gdy jestem starsza, stwierdzam, że tę skorupę zdjęłam za późno i przed najbardziej niewłaściwą osobą, którą spotkałam w swoim życiu.

Przez mur, który zbudowałam wokół siebie, nie przebiła się żadna dziewczyna, potencjalna przyjaciółka. Efekt był taki, że wylądowałam na osiedlu z bandą chłopaków, których pasjonowały tylko spotkania na osiedlowej ławce, jaranie skrętów i picie piwa. Zaczęłam przebywać z nimi coraz częściej, a wszyscy sąsiedzi mieli nas za bandę niegroźnych młodych głupków, którzy nie wiedzą, co począć ze swoim życiem - przyznaję, że mieli rację. Często wracałam do domu najarana i nie było ze mną kontaktu. Mama załamywała ręce, patrząc na to, jak marnuję swoje życie, ale nie czepiała się za bardzo, bo w dalszym ciągu przynosiłam ze szkoły piątki. Nie mam pojęcia, jak to robiłam i kiedy znajdowałam czas na naukę, ale w efekcie zdałam przyzwoicie maturę i stanęłam przed wyborem kierunku dalszej edukacji. Nadszedł moment, kiedy postanowiłam odciąć się od ludzi, którzy nie mogli nic więcej wnieść do mojego życia. Mieszkaliśmy w jednej z poznańskich dzielnic, która nie cieszy się dobrą sławą. Tak... Dębiec od zawsze znajdował się wysoko na liście niebezpiecznych rejonów Poznania. Wiedziałam, że jeśli nic z tym nie zrobię, to dalej będę siedziała na tej pieprzonej ławce ze skrętem w dłoni. Podjęłam decyzję o tym, że zacznę studia w innym mieście. Wybór padł na Gdańsk w systemie na chybił trafił, niczym w totolotku.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Złożyłam papiery na Uniwersytet Gdański na wydział zarządzania i już wtedy wiedziałam, że dostanę się dzięki dobrym wynikom w nauce. Gdy wyjeżdżałam, mama zalewała się łzami, a tata oschle życzył mi powodzenia. Po zapewnieniach, że będę często dzwoniła, wsiadłam do pociągu i ruszyłam w kierunku przyszłości.

Na początku zachłysnęłam się życiem w innym mieście i nowymi miejscami. Pokochałam studenckie życie, które ku mojemu zdziwieniu niewiele różniło się od tego, które zostawiłam na poznańskiej osiedlowej ławce. Robiłam w sumie to samo, ale w bardziej cywilizowany sposób, bo w akademikach, klubach czy na domówkach. Poznałam wiele fantastycznych osób, ale w dalszym ciągu nie dopuściłam żadnej do prawdziwej mnie. Pracowałam ciężko, uczyłam się średnio i dużo balowałam. Na jednej z imprez poznałam człowieka, który doprowadził do kompletnej katastrofy w moim życiu - dla niego sprzedałam duszę samemu diabłu. Nigdy nie byłam zbyt religijna, ale to brzmi odpowiednio dramatycznie.

Paweł stanowił ucieleśnienie wszystkich pieprzonych cech książkowego niegrzecznego chłopca. Wysoki, z włosami zawsze ułożonymi od niechcenia, z sylwetką niczym mitologiczny Achilles i uśmiechem, od którego miękły nogi. Jednak to, w czym zatraciłam się najbardziej, to spojrzenie jego ciemnych, prawie czarnych oczu. Przepadłam w chwili, gdy okazał mi zainteresowanie. Kiedy myślę o tym z perspektywy czasu... Wówczas Paweł był dla mnie jak pieprzony Charles Manson, dla którego zrobiłabym wszystko.

Poznaliśmy się na domówce u kogoś, kogo widziałam może dwa razy w życiu i nie pamiętam nawet jego imienia. Później okazało się, że Paweł pojawił się tam przez przypadek, bo był bezczelnym i pewnym siebie typem, i po prostu wbił się obcym do domu, bo usłyszał muzykę. Nikt nic o nim nie wiedział, ale opinia o nim urosła do miana legendy. Mówiono, że nie odmawia żadnych imprez, używek, a dziewczyny bierze jak swoje. Pojawiał się tam, gdzie chciał i kiedy chciał. Gdy przekraczał próg, impreza nabierała kształtu, płonął ogień. Zawsze otoczony przez ludzi, którzy spijali z ust jego opowieści, porady i żarty. Na wspomnianej domówce starałam się nie ulec jego urokowi. Jak zwykle i bez dwóch zdań oczarował połowę dziewczyn i co najmniej tyle samo chłopaków. Nie patrzyłam, nie podchodziłam, ale nadstawiłam uszu, żeby usłyszeć jak najwięcej. Podszedł do mnie, gdy siedziałam na parapecie, paląc papierosa.

- Cześć, Marchewa - odezwał się pewnym, głębokim basem, zniekształconym chrypą od palenia papierosów. Już miałam odpyskować na tę tanią zaczepkę, ale właśnie wtedy zobaczyłam oczy, które zmieniły moje życie. Wszystkie cięte riposty wyparowały z mojej głowy w jednej chwili. Siedziałam i gapiłam się na niego, a on stał i czekał na jakąkolwiek reakcję.

- Oho, trafiłem na niemowę...

- Pierdol się, biały kruku gdańskich domówek - odpyskowałam mu chamsko.

- Uuuu... Przemówiła i to całkiem nieźle. Paweł jestem. - Zabrał mi papierosa i zaciągnął się jak swoim.

- Zuza - odpowiedziałam nieświadoma, że w tamtej chwili zaczął się początek mojego końca.

2

Zuza

Tamtą domówkę skończyliśmy o piątej nad ranem w parku, pijąc tanie wino. Dosyć szybko opuściliśmy imprezę, żeby być tylko we dwoje. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich tam obecnych i wiedziałam, że długo nie zejdę z ich języków. Stwierdziłam, że jestem bezpieczna, ukryta za swoją zbroją i w dupie mam ich zdanie. Nigdy wcześniej z nikim nie rozmawiałam, tak jak wtedy z Pawłem. Ku mojemu zdziwieniu okazał się inteligentnym facetem, który stawiał trafne, dające do myślenia pytania. Niewykluczone, że były one efektem ilości wypalonego przez nas zioła, bo przez większość czasu obgadywaliśmy i śmialiśmy się z ludzi, którzy mijali naszą ławkę. Naszą, bo tamtej nocy ochrzciliśmy ją wypitym przez siebie alkoholem.

- Ty? Widziałaś tamtego psa?! - wykrzyczał mi do ucha, śmiejąc się głośno.

- Kurwa, to nawet nie pies. Ja wiem! Szczur zjadł jej psa, a ona jest ślepa i tego szczura wzięła na smycz! - zabłysnęłam wymyśloną naprędce historią. Wtedy było to dla nas niesamowicie zabawne, ale dziś myślę, że byliśmy żałośni. Tamtej nocy ułożyliśmy wiele takich historyjek, ale przede wszystkim rozpoczęliśmy naszą wspólną historię. Paweł nawet nie próbował się do mnie dobierać, co sprawiło, że poczułam się swobodnie.

- Kurwa, mam wrażenie, że znamy się dłużej niż cztery godziny - wypalił Paweł beztrosko.

- Prawda? To niesamowite, że na końcu Polski spotkałam kogoś takiego, kogo bawi to samo co mnie. - Rozmarzona położyłam się na ławce, a głowę oparłam na jego udzie. Bezchmurne niebo ozdabiało kilka gwiazd. Marzyłam wtedy, żeby ta chwila trwała wiecznie. Było mi po prostu dobrze.

- Myślałaś, żeby je pofarbować? - Złapał kosmyk moich włosów i owinął go sobie wokół palca.

- Żartujesz? - Aż wytrzeszczyłam oczy.

- No nie. Jakiś brąz czy coś.

- Taaa... i potem będę chodziła w zielonych włosach. W życiu nie przyszło mi to do głowy - wyraziłam kategorycznie swoje zdanie na ten temat. Paweł zerwał się na równe nogi i złapał mnie za rękę.

- Wstawaj. Mam pomysł.

- Co? Jest, kurwa, piąta rano, a ty masz jeszcze jakieś pomysły? - Próbowałam się opierać.

- Nie marudź, tylko chodź. - Pociągnął mnie za sobą jak nic nieważącą szmacianą lalkę.

Szliśmy dosyć długo i dopiero podczas tego spaceru dotarło do mnie, że jest już jasno, a ludzie, którzy nas mijają, idą do pracy. Weszliśmy w jakąś wąską uliczkę. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy Paweł wziął do ręki kamień i wybił szybę w jakimś lokalu. Z przerażeniem czekałam, aż włączy się alarm, zjedzie się policja i zakują nas w kajdanki niczym w amerykańskich filmach. Nic takiego się nie stało, a Paweł, ciągle trzymając za rękę, poprowadził mnie w głąb pomieszczenia. Jak się okazało, był to sklep z perukami.

- A przyszliśmy tu w celu...? - zaczęłam zdziwiona.

- Nie chcesz się farbować, a ja chcę cię zobaczyć w innym kolorze. Tu mamy rozwiązanie. - Teatralnie rozłożył ręce i szeroko się uśmiechnął.

- Ale, kurwa, to jest włamanie - syknęłam do niego przerażona.

- Daj spokój. Nikomu nie robimy krzywdy. Tylko sobie poprzymierzasz i za chwilę nas tu nie będzie - przekonywał.

Uległam po raz pierwszy. Bawiliśmy się świetnie, zakładając różne peruki i robiąc sobie w nich zdjęcia. Wszystko szło świetnie, dopóki nie nakrył nas właściciel, który od wejścia zaczął się wydzierać.

- Fuck! Spadamy! - Paweł krzyknął do mnie i jednocześnie rzucił w stronę właściciela styropianową głową do prezentacji peruk. Nigdy tak szybko nie biegłam. Chwilę później on mnie dogonił, złapał za rękę i biegliśmy razem szczęśliwi ku wschodzącemu słońcu...

A gówno prawda. Byłam wystraszona, jak nie wiem co, serce o mało mi z piersi nie wyskoczyło, a za rękę trzymał mnie wariat, który, uciekając, zanosił się śmiechem.

Kiedy uznał, że już jest bezpiecznie, zatrzymał nas przy jakiejś kamienicy. Oparłam się plecami o ścianę, próbowałam wyrównać oddech i pozbyć się kolki. Paweł zerknął na mnie i z powrotem zaniósł się śmiechem. Patrzyłam na niego jak na debila, czekając na wyjaśnienia, a on w tym czasie zrobił mi zdjęcie telefonem. Ku mojemu zdziwieniu na fotografii miałam blond perukę, którą akurat przymierzałam, kiedy nakrył nas właściciel sklepu. Z tego wszystkiego wybiegłam tak, jak stałam. Szybko przeanalizowałam w głowie absurdalność sytuacji i też zaniosłam się śmiechem. To była pierwsza rzecz w życiu, którą ukradłam.

Po całej akcji rozstaliśmy się w doskonałych humorach. Bez zbędnej, patetycznej gadaniny wymieniliśmy się numerami telefonów i każde poszło w swoją stronę. Swój łup wcisnęłam na spód torebki i ruszyłam do akademika. Czekała mnie podróż tramwajem przez pół miasta. Ze względu na moje marne studenckie zarobki nie było mowy o taksówce. Usadowiłam się w jednym z wagonów i oparłam głowę o szybę. Zalały mnie emocje, których działanie skutecznie od siebie odsuwałam. Patrząc na krajobraz przesuwający się za oknem, śmiałam się w duchu z wydarzeń minionej nocy. Potraktowałam to jako przygodę i nie liczyłam na ciąg dalszy. Zbyt wiele historii słyszałam o Pawle, by łudzić się, że jeszcze się spotkamy.

Udało mi się przemknąć niezauważenie obok ciecia stróżującego w akademiku i dyskretnie wślizgnęłam się do swojego pokoju, żeby nie obudzić współlokatorów. Szybko zrzuciłam z siebie ciuchy i w samej bieliźnie wskoczyłam pod kołdrę. Zanim zamknęłam oczy, rzuciłam wzrokiem na blond perukę wystającą z torebki i zasnęłam z uśmiechem na twarzy.

Plan na przyszłość

Marcelina Wach

WARSZAWA 2022

Wydanie I

WYDAWNICTWO DLACZEMU

www.dlaczemu.pl

Dyrektor wydawniczy: Anna Nowicka-Bala

Redaktor prowadząca: Marta Burzyńska

Redakcja i korekta językowa: Ewa Hoffmann-Skibińska

Projekt okładki: Izabela Starosta

Łamanie i skład: Izabela Starosta

ISBN: 978-83-67357-05-0

Zapraszamy księgarnie i biblioteki do składania zamówień

hurtowych z atrakcyjnymi rabatami.

Dodatkowe informacje dostępne pod adresem:

kontakt@dlaczemu.pl