Sobota, 16 grudnia
Jedna rzecz, którą dziś odkryłam.
1. Moja matka to diabeł wcielony, który postanowił zrujnować mi życie.
Źródło: Faktycznie zamierza mnie zmusić do codziennego pisania w tym cholernym dzienniku. Powiedziała, że będzie go sprawdzać co rano! W CZASIE WAKACJI. Tak się właśnie dzieje, kiedy wasza mama jest nauczycielką. Zawsze trzyma ze swoimi. Aha, obiecała nie czytać tego, co napiszę, tylko zaglądać, czy c o k o l w i e k napisałam - jakby to czyniło z niej świętą. Ale ja już znam jej prawdziwe oblicze - i ono zieje ogniem. A ponieważ w te wakacje planuję spalić się wyłącznie na słońcu, będę musiała robić, co mi każe. Nie oznacza to jednak, że napiszę cokolwiek wartego oddania. Ha, ha! Już ja pokażę i mamie, i pani Singh - dwie pieczenie na jednym ogniu. (Przy jednym ogniu? W jednym ogniu?!)
*
Cześć, Dzienniku Odkryć. Jakże miło mi cię znów spotkać. Tak, ja też się tego nie spodziewałam. Sądziłam, że z nami koniec. Kaput. Kaplica. Ale moja matka ma odmienne zdanie, a ja wykorzystałam już cały życiowy zapas buntu za jednym podejściem, kiedy rzuciłam taniec, więc jestem w zasadzie skazana na wykonywanie jej poleceń, przynajmniej do osiemdziesiątego czwartego roku życia lub dopóki nie umrze - w zależności od tego, co wydarzy się najpierw. (Obstawiam, że to pierwsze, bo matka, jak wspomniałam, jest diabłem wcielonym i pewnie będzie żyła wiecznie).
Ale ja jestem bojowniczką o wolność i uprawiam partyzantkę (słowo to NIE pochodzi od "party", o czym przekonałam się boleśnie w zeszłym roku na historii, ups), i potrafię na swój własny mały sposób stawiać opór. Na przykład, mama kazała mi pisać codziennie w dzienniku, ale nie powiedziała, co mam pisać. Dlatego wypełnię go kompletnymi bzdurami. Tylko patrzcie.
Bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, lalala, lalala, lalalala, ręka zaczyna mi się męczyć, prawdę mówiąc, bla, bla, bla, bla, bla, bla.
Mama mnie obserwuje. Sądzi, że naprawdę odrabiam zadanie. Ha, ha! Hahahahahaha!
Tłumy szaleją! [klask, klask, klask, klask] Ej, pamiętacie tę rymowankę?
"Moja mama, twoja mama żyją po sąsiedzku, kłócą się co drugi wieczór, kto ma lepsze dziecko. Dziewczyny są sexy, bo piją pepsi, a silne chłopaki, bo jedzą ziemniaki".
Pytanie: w jaki sposób picie pepsi sprawia, że ktoś jest sexy? Bo wypiłam jej całe morze i powiem wam, że z całą pewnością nie można by mnie nazwać sexy. Anna z kolei nigdy nie tyka tego napoju, a jest stuprocentową Laską przez duże L. Wiecie: taką, która emanuje seksownością, która ocieka pewnością siebie, która sprawia, że chłopakom jak w kreskówkach oczy wychodzą z orbit, a języki opadają na ziemię, gdy tylko ich mija, która jest tak całkowicie s o b ą i ma zabójczą twarz, a do tego boskie ciało. Nie pytajcie mnie, czemu się ze mną przyjaźni. Ja jestem w zasadzie jej przeciwieństwem, chociaż urodziła mnie Laska, która urodziła już inną Laskę, a potem jakimś cudem pojawiłam się ja. Jak w tym starym filmie Bliźniacy, w którym Arnold Schwarzenegger dostaje dobre geny, a Danny DeVito jakiś zlepek resztek. Moja siostra Eva to Arnold Schwarzenegger, a ja to zlepek DeVito.
Tak czy inaczej... Bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla, bla.
Powinno styknąć.