1
Agata rzuciła okiem na zegarek. Od razu cyfry na wyświetlaczu
zaatakowały ją z ogromną mocą. Była spóźniona aż siedem minut! Przecież
nigdy wcześniej się jej to nie zdarzało! Nie mogła zrozumieć, dlaczego
zaspała. Spotkanie z młodzieżą miała zaplanowane na jedenastą, więc nie
nastawiła budzika, bo zazwyczaj jej organizm był przyzwyczajony, że o ósmej należało otworzyć oczy i być gotowym do pracy. A tu taka
niespodzianka! Totalny brak profesjonalizmu!
- Dzień dobry - powiedziała, wpadając do budynku. Organizatorka
spotkania już na nią czekała.
- Niepokoiłam się, że pani nie przyjdzie.
- Przepraszam, budzik mi nie zadzwonił - dodała, choć od razu poczuła
się idiotycznie. Nie dość, że skłamała, to za chwilę jeszcze będzie
południe. A czy ona jest celebrytką wylegującą się w łóżku do
piętnastej?
- Dzieciaki już czekają. Zapraszam.
Agata zrobiła kilka głębokich wdechów i wydechów, po czym poszła za
panią Kasią do pokoju, w którym czekali na nią młodzi ludzie spragnieni
wiedzy na temat warsztatu pracy dziennikarza.
Weszła do pokoju, mówiąc głośno jeszcze raz "dzień dobry". Przeprosiła
też za spóźnienie. Zdziwiło ją, że nie usłyszała ani jednego słowa w odpowiedzi, ale zaraz przez myśl przeszło jej, że może będzie miała do
czynienia z nieśmiałymi dzieciakami, które będą potrzebowały trochę
czasu, by się ośmielić. Nie przypuszczała, jak bardzo się myliła.
Podążyła za panią Kasią do jednego z foteli ustawionych przy niewielkim
stoliku, na którym piętrzyły się słodkości, a także stał pokaźnych
rozmiarów bukiet. I ledwo zdążyła posadzić swój niedawno odchudzony
tyłek na siedzeniu, kiedy usłyszała:
- Jezu, jaka nuda.
Powiało chłodem.
Na szczęście Agata miała chwilę, by zebrać myśli. Rozsiadła się w fotelu
i omiotła wzrokiem pokój, by namierzyć najbardziej znudzoną osobę. Nie
miała z tym żadnego problemu, bo jeden z chłopaków z bezczelnym
uśmiechem spoglądał na nią, a w dłoniach trzymał telefon komórkowy,
którego nie miał zamiaru odłożyć tylko dlatego, że za chwilę miały się
odbyć jakieś durnowate zajęcia.
- Radek - odezwała się pani Kasia. - Schowaj telefon.
- Nie - rzucił młodzieniec. Potem kilka razy ostentacyjnie ziewnął.
Agata w pierwszym odruchu miała ochotę podejść do niego, wyrwać mu
telefon i ciepnąć aparatem za okno. Powstrzymała się jednak, nie tylko
dlatego, że okno było akurat zamknięte. Na twarz przywołała piękny
uśmiech, ponieważ pomyślała, że pokona owego nastolatka swoim wdziękiem.
Szybko jednak do niej dotarło, że wdzięk ciągle wyleguje się pod kołdrą
w jej mieszkaniu, a ona bez niego czuje się podle. Cały czas ją mdliło.
W dodatku miała wrażenie, że zrobiła się purpurowa na twarzy.
- Rozumiem, że niektórzy są tu za karę - powiedziała uprzejmie.
- Przepraszam za Radka - odezwała się znów organizatorka. Potem
przedstawiła gościa i zachęciła młodzież do zadawania pytań. - Pani
Agata Żółtaszek sporo może wam opowiedzieć o tym, jak zostać
dziennikarzem i jak wygląda świat blogów internetowych. W taki sposób
też jeszcze pani pracuje, prawda?
- Sprawdzę pani profil - mruknął Radek i w najlepsze korzystał z telefonu. Po chwili Agata zauważyła, że kolejne trzy osoby również
wyjęły swoje komórki.
- Widzę, że dopadła was epidemia - powiedziała. - To już smartwica czy
tylko pierwsze objawy?
- Ale zabawne - skomentował Radek i znów głośno ziewnął. - To sarkazm
oczywiście - dodał, jakby chciał mieć pewność, że dziennikarka nadąża za
jego złośliwościami.
W tym momencie Agata najchętniej by wyszła, ponieważ nie widziała sensu
rozmawiania z tymi dzieciakami. Dziesięć osób w pokoju, z czego dwie to
opiekunki, cztery nie mogą oderwać wzroku od swoich telefonów, jedna to
prowadząca i do tego wszystkiego ona w roli nieszczęsnego gościa. A jakby jeszcze było mało, najmłodszy z chłopców właśnie wlazł pod krzesło
i tam wygodnie się rozłożył. No ale ten przynajmniej na Agatę patrzył i nie bawił się telefonem. Tylko jedna dziewczyna siedząca w kucki pod
ścianą wyglądała na zainteresowaną tym, co Agata miała do powiedzenia.
Jedna! Kobieta przywołała w pamięci scenę z Dnia świra. Poczuła się
jak nauczyciel podczas lekcji języka polskiego, wpatrujący się w tę
jedną, jedyną parę oczu, która niosła nadzieję na to, że słucha.
- Czy mogłaby pani opowiedzieć, jak to się stało, że zaczęła pani pisać
blog, przecież ukończyła pani dziennikarstwo na renomowanej uczelni, nie
lepiej byłoby zacząć od razu od jakiejś gazety? - spytała organizatorka
spotkania.
- Oczywiście, że byłoby lepiej - odparła zapytana. - Ale jak się nie ma,
co się lubi, to się lubi, co się ma.
- Ale zabawne - powtórzył niesforny nastolatek, a Agata w wyobraźni
targała go właśnie za włosy. Oczywiście z twa-rzy nie schodził jej
promienny uśmiech.
Po chwili zaczęła opowiadać o swoich zawodowych początkach. Dorzucała do
opowieści anegdoty, by zainteresować młodych ludzi. Wzbijała się, a może
z trudem wspinała na wyżyny swojego poczucia humoru, gdy bezczelny Radek
konsekwentnie ściągał ją w dół. Kiedy po raz setny tego dnia głośno
ziewnął i mruknął coś złośliwego, miała ochotę już nie tylko zabrać mu
komórkę, lecz także podejść do niego i kopnąć w tłustą dupę, a potem
wepchnąć jej właścicielowi w gardło telefon. Oczyma wyobraźni już to
prawie wi-działa. Zaraz jednak zganiła się za takie myślenie.
Po co mnie ta pani Kaśka tu zaprosiła? Nie szkoda jej czasu?,
zastanawiała się. Spojrzała na nią, by ocenić stopień jej zażenowania z powodu zachowania własnych wychowanków. Od razu zaczęła jej współczuć,
przecież ona, Agata, za chwilę stąd wyjdzie, odetchnie wolnością, a Katarzyna będzie musiała zostać i prawić kazania umoralniające, a jeszcze pewnie słuchać czegoś na temat durnego pomysłu dotyczącego
zapraszania gości na pogadanki. To miał być w jej zamyśle cykl z ciekawymi ludźmi. Póki co naprawdę ciekawie się małolaty bawiły,
trenowały wkurzanie dorosłych.
- Czy ktoś z was chciałby być dziennikarzem? - spytała głośno Agata.
- Ja - powiedział najwyższy z chłopców, a kobieta prawie go wycałowała z radości.
- O, to świetnie! - zawołała.
- To był sarkazm - rzucił Radek. - Już drugi - dodał dla pewności i spojrzał na nią ze złośliwym uśmiechem.
No nie!, wrzasnęła w myślach. Skopię ci dupę, smarkaczu, odetnę głowę i narzygam do środka!, dodała jeszcze. Potem przybrała sympatyczny wyraz
twarzy i zaczęła opowiadać o swojej pracy, patrząc już tylko na panią
Kasię. I może dwa razy przeniosła wzrok na dziewczynę siedzącą pod
ścianą. Ciągle słuchała!
- Ile pani zarabia? - spytał Radek, a Agacie od razu złośliwy uśmieszek
przemknął przez myśli. A to cię, gówniarzu, nagle interesuje?
- Nie odpowiem ci na to pytanie w liczbach, ale za-pewniam, że da się z tego żyć i to na przyzwoitym poziomie - odparła, unosząc kąciki ust.
- A jakim pani jeździ samochodem? - Teraz on się wyszczerzył. No
gówniarz jeden!, zezłościła się w sobie i miała ochotę rzucić kilka
przekleństw. Skopać takiemu tyłek to było zdecydowanie za mało!
- Widziałem, że przyjechała toyotą yaris - wtrącił dryblas siedzący przy
oknie.
- Nie najgorzej - mruknął Radek i już Agacie się wydawało, że udało się
kupić jego uwagę, gdy dryblas dodał, że na oko to dziesięcioletni wóz. I tu nadzieje prysły. Radek wyszczerzył się w złośliwym uśmiechu i kilka
razy ziewnął, dając jej do zrozumienia, że jest dwa zero dla niego.
Pozamiatane.
- Naprawdę pani wykonywała te wszystkie prace? - spytała nagle
dziewczyna siedząca w kucki na podłodze. - Była pani babcią klozetową?
To chyba obrzydliwe.
- Na pewno nie jest to jedno z najprzyjemniejszych zajęć -
odpowiedziała, a potem wyjaśniła, dlaczego zatrudnia się w nietypowych
miejscach i jak zbiera materiały na posty blogowe.
- Gówniana robota - zaśmiał się Radek.
- Może - odparła. - Ale nikt z was nie wie, co będzie robił w przyszłości. Nie chcę wam smęcić o szacunku do pracy, ale w takim
szalecie można naprawdę wiele się dowiedzieć o ludziach. Byłam też
kiedyś operatorem karuzeli, a niedawno woźną w szkole.
- I do tego wszystkiego trzeba kończyć dziennikarstwo? - ponownie ktoś
zakpił.
Agata czuła, że znów dzieciaki strzeliły jej gola. A z tyłu głowy nagle
zaczął pobrzmiewać głos mamy: "A nie mówiłam?". Przybiłaby teraz piątkę
z tymi smarkaczami i znów zaczęła brzęczeć nad jej uchem, by zajęła się
czymś pożyteczniejszym.
Westchnęła. Potem nerwowo rzuciła okiem na zegarek. Miała nadzieję, że
dobija do brzegu tego żenującego morza kpiny. Chciała stąd jak
najszybciej wyjść i odetchnąć świeżym powietrzem! Ponadto była potwornie
głodna i miała wrażenie, że pożarłaby konia z kopytami.
Dotrwała jednak dzielnie do końca spotkania, cały czas robiąc dobrą minę
do złej gry, choć powodów do uśmiechu raczej nie miała. Irytowała ją ta
bezczelna gówniarzeria, mdliło ją, a do tego przeraźliwie burczało jej w brzuchu. Kilka razy nawet pomyślała, że nie wytrzyma i zwróci zawartość
żołądka, choć podejrzewała, że nawet to wyszłoby mało spektakularnie, bo
od wczoraj nic nie jadła, i młodzież w odwecie ziewnęłaby jeszcze
głośniej.
Na koniec otrzymała bukiet kwiatów i podziękowanie za cudowne spotkanie.
Oczywiście była to opinia organizatorki, która postanowiła udawać, że
nie ma nic wspólnego z bezczelną młodzieżą zajmującą kanapę szyderców.
Najmłodszy z chłopców wyczołgał się spod krzesła, wziął od wychowawczyni
bukiet i rzucił go Agacie na kolana. Nawet nie zdążyła wstać, żeby w tej
pozycji przyjąć podziękowania.
Cudowne jest to, że wreszcie koniec, pomyślała, uśmiechając się
promiennie i zapewniając, że było niezwykle sympatycznie. Zaraz jednak w duchu dodała, że jeśli jeszcze raz przyjmie jakiekolwiek zaproszenie na
spotkanie z młodzieżą, to sama sobie skopie tyłek.
- Bardzo chętnie jeszcze do państwa przyjdę - dodała wbrew sobie.
Podejrzewała, że jej zdrowy rozsądek wziął urlop i właśnie hulał gdzieś
w ciepłych krajach. A niby można było zawsze na niego liczyć!
Teraz mnie pozostawił samą i pewnie złośliwie się szczerzył z daleka jak
ta gówniarzeria, pomyślała. A może wylegiwał się razem z wdziękiem w łóżku?
2
Pola długo zastanawiała się nad tym, czy powinna dać Robertowi drugą
szansę. Doskonale pamiętała, jak ją potraktował podczas pierwszego
spotkania. Żałowała, że nie uprzedziła go, iż porusza się na wózku
inwalidzkim. Zaoszczędziłaby sobie upokorzeń. A tak musiała znieść jego
zdziwioną minę, jąkanie i marne wymówki, że nie ma czasu, bo nagle o czymś sobie przypomniał. Przepłakała przez to kilka nocy, znów się
pocięła i wrócił cały ten syf związany z dawnym wypadkiem. Po raz
kolejny szukała ucieczki przed wewnętrznym bólem na zew-nątrz siebie.
Robert wystraszył się dziewczyny na wózku. Była co prawda tylko
koleżanką z Facebooka, ale ta wirtualna znajomość budziła nadzieje i kusiła, by przenieść ją do realnego świata. Szok jednak był zbyt duży.
Mężczyzna nie umiał udawać, że wózek inwalidzki nie zrobił na nim
wrażenia. Stchórzył, zachował się irracjonalnie i od razu wycofał się z tej znajomości, a przecież wypicie kawy z Polą nie zobowiązywało go do
niczego. Potem żałował, robił sobie wyrzuty, ale było już za późno.
Dziewczyna zobaczyła w jego oczach to, czego nawet nie starał się ukryć.
Opuściła kawiarnię, mówiąc, że zostawiła w domu niewyłączone żelazko.
Celowo rzuciła tak absurdalną wymówkę, by zrozumiał, że jest totalnym
dupkiem.
Robert nie potrafił cofnąć czasu. I gdyby nie siostra Poli, pewnie do
dzisiaj plułby sobie w brodę, że zmarnował szansę na poznanie
fantastycznej kobiety, z którą przecież wirtualnie się już zaprzyjaźnił.
Agata zwyzywała go, nie wysiliła się na dyplomatyczne próby wyjaśnienia
mu, że źle zrobił. Potraktowała go jak gówniarza i miała rację. Dawno
się tak nie zawstydził. Na szczęście to pozwoliło mu się opamiętać i jeszcze raz przeprosił Polę. Dziewczyna dała mu drugą szansę. Tym razem
postanowił jej nie zepsuć. Przeczytał w internecie wszystko, co znalazł
na temat kobiet poruszających się na wózkach. Przez kilka tygodni
oswajał temat i stwierdził, że jest gotowy do ponownego spotkania z dziewczyną.
Pola się bała. Bała się rozmowy z Robertem. Bała się, że znów zobaczy w jego oczach to, czego nie chciałaby dojrzeć. Bała się też samotności.
Samotność była jak śmiertelna choroba. Zabijała powoli. A jej jedynym
objawem był bezdenny smutek. Niby nic takiego, bo przecież nie skręcało
w żołądku, nie kłuło w sercu, a jednak tak trudno było go znieść.
Paraliżował tak mocno, że czuła ssanie potwornego żalu i z lękiem
spoglądała w przyszłość. I to, że była sparaliżowana od pasa w dół, nie
miało tu żadnego znaczenia. Samotności bała się też jej siostra. Pola
wiedziała o tym, bo nieraz o niej rozmawiały. Agata była siedem lat
starsza, więc jej strach był dojrzalszy i bardziej ponaglający.
Za tydzień w tym samym miejscu co ostatnio? - napisał Robert.
Tak. Pasuje mi - odpowiedziała. - Siedemnasta?
Dziękuję - odpisał krótko i przez chwilę trzymał jeszcze palec na
aparacie, by coś dodać, by obiecać, że drugi raz tego nie spieprzy, bał
się jednak, że znów urazi Polę. Bo co miał napisać? Że nie wystraszy się
jej wózka? Że nie będzie na nią patrzył z politowaniem i że dzielnie
zniesie jej niepełnosprawność? Zawahał się. Po chwili dopisał, że będzie
punktualnie. Potem dopiero odłożył telefon na bok. Dziewczyna już nie
odpisała.
Cieszyła się, że spotka się z Robertem, ale jej radość podszyta została
niepewnością i lękiem. Obiecała sobie, że nie będzie patrzeć mu w oczy,
by nie dojrzeć tam litości i współczucia. Tak, to był dobry plan!
3
- Córciu, gdzie ty jesteś? - spytała Wanda, kiedy wreszcie Agata
odebrała telefon.
- Jadę już - odparła. - Zaraz będę. - Westchnęła, nacis-kając czerwoną
słuchawkę. Wiedziała, że mama bardzo się o nią martwi. Obiecała, że
dzisiaj przyjedzie do rodziców. Chciała przy okazji porozmawiać z Polą.
Potrzebowała siostrzanej rady. Przez cały czas biła się z myślami, czy
powinna powiedzieć Emilowi, że jest w ciąży.
Parą nie są już od ponad czterech lat, a Agata nie zamierzała z nim
wiązać się ponownie. Lubiła go i na lubieniu chciała poprzestać, choć
musiała przyznać, że jej były chłopak zachowywał się trochę inaczej niż
wtedy, kiedy się spotykali. Pewnie właśnie ta zmiana w połączeniu z solidną dawką alkoholu spowodowała, że znaleźli się razem w łóżku. Ta
jedna noc i jeden poranek wystarczyły, by zaszła w ciążę. Jej organizm
tak bardzo dopominał się dziecka, że mogłaby być drugim w historii
niepokalanym poczęciem. Póki co jednak poczęcie zostało pokalane całkiem
dobrym seksem, na którego wspomnienie Agatę przechodziły dreszcze.
Odganiała od siebie te myśli, bo przecież wiedziała, że wcześniej czy
później znów zaczęłaby się nudzić z Emilem. W międzyczasie już zdążyła
się zadurzyć w dyrektorze szkoły, w której pracowała przez miesiąc jako
woźna. Wszystko wreszcie mogło się ułożyć tak, jak tego chciała, gdyby
nie nieplanowana ciąża.
- Nareszcie! - zawołała mama na widok samochodu córki.
Agata zaparkowała na wjeździe do garażu i nie zdążyła jeszcze dobrze
wysiąść, gdy zobaczyła mamę na chodniku. Uśmiechnęła się pod nosem. Tak
podejrzewała, że teraz będzie najbardziej rozpieszczaną córką w ciąży.
- Cześć, mamuś.
- No bo czekam już i czekam! - zawołała Wanda. - Chodź, zrobiłam pyszne
zielone koktajle, a ciasto drożdżowe z jagodami właśnie stygnie.
- Jest jakaś okazja? Coś świętujemy?
- A to musi być okazja, bym mogła nakarmić swojego przyszłego wnusia? -
odparła. - Albo wnusię - dodała po chwili. - Zresztą mizernie wyglądasz.
Nie podoba mi się, że schudłaś. I to teraz, gdy będziesz mamą!
Agata zaśmiała się, choć zmartwiło ją, że cały wysiłek odchudzania
pójdzie na marne. Tyle poświęceń na nic! Zaraz będzie wyglądać jak
wieloryb z wielkim brzuchem. A taki miała piękny plan! Założyła się z Polą w jej trzydzieste urodziny, że w ciągu trzech lat (bo przecież
chciała ze wszystkim zdążyć do swojej czterdziestki) schudnie, znajdzie
księcia z bajki, wyjdzie za mąż i urodzi dziecko. Nie spodziewała się,
że już w kilka miesięcy zrealizuje dwa punkty planu.
Gorzej było z księciem, bo niby dyrektor szkoły Darek miał wszelkie
cechy wskazujące na to, by stać się tym jednym jedynym, lecz okazało
się, że Agata musiała po kilku latach celibatu przespać się po pijaku z byłym chłopakiem. W dodatku Emil okazał się bęcwałem, który nie pomyślał
o zabezpieczeniu. I nic go nie usprawiedliwiało. A już na pewno nie
równouprawnienie w sprawach antykoncepcji!
- Cześć! - Pola podjechała do Agaty i siostry przytuliły się do siebie.
- Gdzie ty byłaś przez ostatnie dni? Nie dawałaś znaku życia - robiła
jej wyrzuty.
- Miałam dużo pracy - odparła. - A ponadto chciałam pobyć sama - dodała.
- Próbuję oswoić tę czarną dupę, w której się znalazłam.
- Nie wyrażaj się - upomniała ją mama. - Ty, pamiętaj. - Pokazała na
brzuch Agaty. - Że nie jesteś teraz sama. Dziecko to słyszy i zaraz po
urodzeniu będzie klęło jak szewc.
- A będzie - zaśmiała się córka. - Bo ostatnio rzucam mięsem we
wszystkie strony świata.
- Bez prezerwatyw? - zakpiła Pola. Jej siostra przecież nie klęła
wprost, zawsze zakładała na słowa prezerwatywy, które nie pozwalały ulać
się złości. Wyszukiwała zabawne zamienniki i w ten sposób tłumiła
wydźwięk wulgaryzmów.
- Teraz nie mam na nie czasu.
- Dlatego są efekty - podsumowała mama, pokazując znów jej brzuch.
Prezerwatywa raczej nie kojarzyła się jej ze słowami. - Ale ja się
cieszę. Mówcie sobie, co chcecie. Oswoiłam się z myślą, że będę babcią.
I nastaw się, że to będzie najbardziej rozpieszczony wnuk lub wnuczka we
wszechświecie.
Agata westchnęła, ale zaraz podniosły się jej kąciki ust. Wiedziała, że
jej rodzice oszaleją na punkcie malucha. Sama miała jeszcze mieszane
uczucia, bo w całej tej układance nie było miejsca dla Emila, ale nie
cofnęłaby chyba czasu. Tak bardzo marzyła o tym, by zostać mamą! Za trzy
lata skończy czterdziestkę, według niej był to więc ostatni dzwonek na
pierwsze dziecko.
- Ukroję wam ciasta - powiedziała Wanda i nie czekając na odpowiedź
córek, nałożyła na talerzyki solidne porcje domowego wypieku. Agata
poczuła, jak jej żołądek radośnie zamruczał w oczekiwaniu na takie
smakowitości.
- Wygląda i pachnie wspaniale - rzuciła Pola. - Ale porcja jak dla
chłopa.
- Oj tam, oj tam - zaśmiała się Agata. - Ja tam dam radę. Mały Żółtaszek
pewnie tylko na to czeka - dodała, głaszcząc czule swój brzuch, a za
chwilę już pomrukiwała z rozkoszy. Ciasto było wyborne. Rozpływało się w ustach. Tak dawno nie jadła maminego "drożdżaka". A nikt inny tak
dobrego nie robił!
- Mogę ci jeszcze odstąpić połowę swojej porcji - odezwała się Pola.
- Jedz - rzuciła Wanda. - Jesteś taka chuda, że wreszcie czas się po
kobiecemu zaokrąglić.
- Mamo, ty byś wszystkich utuczyła - westchnęła.
- Nic na to nie poradzę, że uwielbiam patrzeć, jak jecie.
- Pyszne - mruknęła Agata.
- A powiedz lepiej, jak się czujesz i czy byłaś u lekarza.
- Tak, byłam i wszystko jest w porządku.
- Mów, kiedy masz termin! - ponaglała mama.
- Na ósmego marca.
- Czyli musi być dziewczynka - ucieszyła się Wanda. - Chłopak by takiego
terminu sobie nie wybrał.
- Masz imię? - spytała Pola. Przez chwilę nie wtrącała się do rozmowy.
Całą uwagę skupiała na skubaniu ciasta. Cieszyła się oczywiście, że
siostra zostanie mamą, ale tak bardzo chciała kiedyś poczuć dokładnie
to, co ona, że odniosła wrażenie, jakby niedowład nagle objął całe jej
ciało. Tylko palce nerwowo skubały placek drożdżowy.
- Jeszcze nie, ale chrzestną tak - odparła Agata, wpatrując się w Polę.
Młodszej siostrze od razu zaszkliły się oczy.
- Serio?
- Nawet nie byłoby innej opcji. A nad chrzestnym do pary dla ciebie
jeszcze pomyślę - dodała, przytulając Polę. Wanda szybko do nich
dołączyła. Objęła swoje córki, potem każdą pocałowała. Była szczęśliwa.
Nagle też inaczej spojrzała na młodszą z córek. Poczuła dziwny spokój.
Ona też założy rodzinę, pomyślała. Tylko wszystko w swoim czasie.
- Będę zaraz robić obiad, mam nadzieję, że zostaniesz - powiedziała do
Agaty, a córka przytaknęła. I tak chciała porozmawiać z siostrą, więc
nigdzie się nie spieszyła.
- Idziemy do ciebie? - spytała Polę, a po chwili dokroiła sobie jeszcze
jeden kawałek ciasta drożdżowego, nalała do szklanki zimnego mleka i udała się razem z siostrą do jej pokoju. Tutaj usadowiła się wygodnie na
jej łóżku. Podłożyła sobie poduszkę pod plecy i wzięła talerzyk na
kolana. Kubek z mlekiem postawiła na biurku obok.
Pola przez chwilę się jej przyglądała. Miała wrażenie, że coś w jej
siostrze się zmieniło. Wyglądała jakoś inaczej. Nie wiedziała tylko, czy
to złudzenie, czy ciąża naprawdę dodała jej jakiegoś wewnętrznego
blasku.
- Borze szumiący, jakie to drożdżowe jest pyszne!
- Dobra, mów!
- Co? - spytała z pełnymi ustami, choć doskonale wiedziała, co miała na
myśli Pola.
- Co postanowiłaś z Emilem?
- Nie wiem - odparła. - Rozum podpowiada, że powinnam mu powiedzieć
prawdę, ale kiedy pomyślę, jak to wszystko zaraz się koszmarnie
skomplikuje, to mam odruch wymiotny. Zresztą te odruchy mam prawie cały
czas. Nie muszę nawet myśleć - dodała. - Jeżeli ktoś nazwał to porannymi
mdłościami, to chyba nigdy nie był w ciąży. Co chwilę rzygam.
- Ale drożdżowe to ci elegancko wchodzi - zaśmiała się Pola.
- Dziwne, nie? - Agata też parsknęła śmiechem. - Ale serio, nie wiem, co
mam robić.
- Ja bym Emilowi powiedziała. Nie możesz tego ukrywać. Dziecko tego ci
nie wybaczy.
- Wiem.
- On będzie dobrym ojcem, nawet jeśli nie będziecie razem.
- Najgorsze, że to też wiem.
- To w czym problem?
- Bo on mi nie da żyć, jak się dowie - jęknęła. - Zaraz będzie chciał we
wszystkim brać udział. A ja nie chcę!
- A co z Darkiem? - spytała Pola.
Agata odstawiła talerzyk i nakryła twarz poduszką. Dlaczego to wszystko
musi być takie skomplikowane?! W redakcji też będzie musiała przecież
powiedzieć. Naczelna się wścieknie. Ledwo ją zatrudniono na etat, a już
zaciążyła. Nikt nie uwierzy, że nie zrobiła tego z premedytacją!
- Nie wiem - znów jęknęła.
- Nie chcę się mądrzyć - zaczęła Pola. - Ale wiesz, że musisz wreszcie
im powiedzieć, bo zaraz będzie ci brzuch widać.
- Jezu! Wiem, ale jak mam to zrobić? To nie jest takie łatwe. Darek
pewnie od razu weźmie nogi za pas.
- To znaczy, że nawet nie warto było zaczynać tej znajomości -
skomentowała Pola. - A co z tym Akselem od Dżafarki? Macie jeszcze
kontakt?
- Ech... - Agata znów westchnęła. - Co jakiś czas do mnie dzwoni, ale z nim nic się nie zaczęło przecież. Spotykałam się z Darkiem, to nie
mogłam z nim, nie? Zresztą Aksel jest poza moim zasięgiem. Wygląda jak
wycięty z katalogu. Gdzie ja do niego?
- Ale on chyba też podchody do ciebie robił, bo nie wierzę, że chodziło
mu tylko o to, żebyś się zaopiekowała psem jego matki. Dżafarka była
tylko pretekstem, jestem tego pewna.
- Kurza twarz... A pamiętasz, jak po twoich urodzinach tu siedziałyśmy?
Narzekałam, że nie mam nikogo, że jestem za gruba i że nie zdążę mieć
dzieci, bo zaraz przekwitnę... A teraz co? Czarna dupa.
- No ale przynajmniej z trzema facetami i małym Żółtaszkiem w drodze. -
Pola zaśmiała się.
- A mówią, że od przybytku głowa nie boli... Ech, pojadę do Emila i mu o wszystkim powiem. Później pogadam z Darkiem - dodała. - I niech się
dzieje wola nieba. Trudno, nawarzyłam piwa, to teraz muszę je wysiorbać.
A co u ciebie? Jak z Robertem?
- Mam się z nim spotkać. Trochę się tym stresuję - powiedziała. Potem
palcami przejechała po poręczy wózka. Nie patrzyła na siostrę. Nagle
poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku. - Wiesz, a jak on znów będzie na
mnie patrzył jak na kalekę?
- Przestań! Myślę, że się ogarnął.
- Boję się trochę.
- Nie bój się. - Agata zsunęła się z łóżka i złapała siostrę za dłoń. -
Wszystko będzie dobrze, tak? Żółtaszki jesteśmy, nie?
- A chciałaś być jak Bridget Jones - zażartowała młodsza siostra.
- No to mam - zachichotała. - Teraz już chcę być tylko Żółtaszkiem. No...
- zawahała się. - Może kiedyś zechcę zmienić nazwisko, ale z pewnością
nie na Jones.
- A dziecko? Dasz mu nazwisko Emila?
- Pewnie powinnam - znów westchnęła. - Muszę z nim najpierw pogadać. Za
dużo stresów.
- O, słuchaj. - Pola nagle się ożywiła. - Chodźmy się odstresować, co?
Pójdźmy do kina! Tak dawno nigdzie razem nie byłyśmy.
Agacie spodobał się pomysł Poli. Nieważne, jaki film, ważne, że spędzą
razem trochę czasu.
4
Agata zwlekła się z łóżka. Nasunęła kapcie na stopy i powolnym krokiem
poszła w kierunku łazienki. Na samą myśl o tym, co miało się dziś
wydarzyć, robiło się jej niedobrze. Wszystko wokół zwalniało i rozciągało się, pozostawiając w powietrzu niemalże widoczne smugi. Jakby
przedmioty zmieniły stan skupienia.
Zakręciło jej się w głowie. Przytrzymała się futryny i wzięła kilka
bardzo głębokich wdechów. Dopiero jednak krótki prysznic przywrócił jej
jasność myślenia i wyostrzył kształty wokół.
- Wezmę to na klatę - szepnęła.
Stanęła przed lustrem i patrzyła przez chwilę na swoje odbicie.
Przeciągnęła dłonią po policzku. Miała już zmarszczki. Naciągnęła skórę
wokół oczu i przez kilka sekund trwała w tej pozycji, zastanawiając się,
kiedy zdążyła się postarzeć. Westchnęła, bo od razu przypomniała sobie
zdanie wypowiedziane do Poli. Będzie geriatryczną matką i nie da się
tego ukryć. Puściła skórę, która od razu ułożyła się w taki sposób, by
zaznaczyć ku-rze łapki.
- Nie ma co się rozczulać nad sobą - powiedziała cicho i wreszcie
przyspieszyła ruchy.
Godzinę później jechała samochodem w kierunku biblioteki. Upał na
zewnątrz wydawał się nie do zniesienia. Wiedziała, że za godzinę nie
będzie już czym oddychać. Nie lubiła takiej pogody. W dodatku ciągle nie
miała pojęcia, w jaki sposób ma powiedzieć prawdę Emilowi.
- Cześć, wiem, że spuściłam cię na drzewo, ale będziesz ojcem mojego
dziecka. Do widzenia - zakpiła.
Słowa zabrzmiały jednak żałośnie. Może powinna zacząć inaczej od:
"Bardzo cię lubię, seks z tobą był tak rewelacyjny, że będę pamiętać go
do końca życia, wychowując nasze wspólne dziecko". Uśmiechnęła się na
wspomnienie tamtej nocy, bo musiała przyznać, że było tak jak nigdy
wcześniej z Emilem. Zamyśliła się. Przecież nigdy wcześniej nie
spłodzili dziecka. Może to więc magia chwili? Poczęcie musi być z fajerwerkami?
Westchnęła i zaraz jej myślenie przeniosło się na trochę inne tory. Choć
może tory zostały te same, ale pojawiły się na nich wyboje.
Antykoncepcja! Nie zabezpieczył się, więc chyba powinna mu nawtykać i od
tego zacząć rozmowę. "Ty kutafonie..." - spróbowała, ale po chwili
stwierdziła, że to nieodpowiednie słowo. Powinna raczej zwrócić się do
niego po imieniu, a dopiero później walnąć z grubej rury coś w rodzaju:
"Do Huga ciężkiego! Dlaczego nie pomyślałeś wtedy o zabezpieczeniu?! I teraz taka melepeta jak ty ma być ojcem mojego dziecka?!". Pokrzyczała w myślach, a potem znów się uśmiechnęła, bo wydało się jej całkiem
inteligentne powiedzenie Emilowi, by wyczytał sobie pomiędzy słowami, że
spłodził potomka.
- Odbija mi - szepnęła kilka sekund później. Otarła dłonią pot z czoła.
Pociła się i z przerażeniem odkryła, że ma coraz bardziej mokro pod
pachami. Nie była pewna, czy to temperatura, czy stres. Podkręciła
klimatyzację, by po chwili poczuć przyjemny chłód. Dobrze, że miała w samochodzie dezodorant. Spryskała się nim przed wyjściem z auta.
Przyciągnęła do siebie ciężkie drzwi biblioteki. Musiała jeszcze pokonać
schody, by znaleźć się w wypożyczalni dla dorosłych.
Emila spostrzegła już od progu. Siedział przy wielkim biurku
wyglądającym jak kontuar. Oddzielał go od czytelników solidny blat.
Podniósł głowę, gdy weszła. Zauważyła, jak odgarnął grzywkę z czoła.
Uśmiechnął się i szybko wstał. Miał na sobie jasną koszulę, lekko
rozpiętą pod szyją. Agata przyznała w myślach, że Emil prezentował się
nienagannie. Coś jednak w jego twarzy jej nie pasowało. Dopiero po
chwili stwierdziła, że był to niewielki zarost. Prawdopodobnie od dwóch
dni mężczyzna się nie golił, ale należało przyznać, że dodało mu to
tylko męskości. Agata od razu przypomniała sobie ich wspólną noc.
Próbowała odgonić kosmate myśli, ale uśmiech na twarzy Emila nie dawał
jej tego zrobić zbyt szybko. Zarumieniła się więc lekko na policzkach,
ale powoli szła w jego kierunku, czując, jak nogi jej miękną i mają
problem z uniesieniem ciała. Przełknęła ślinę, zbierając się na
wypowiedzenie powitania.
- Cześć - odparł Emil i zmierzył ją z góry na dół, pewnie zastanawiając
się, po co przyszła. W bibliotece bywała rzadko. Miała w zwyczaju
kupować książki, a nie je wypożyczać. - Potrzebujesz czegoś? - spytał
bez ogródek.
- Tak... To znaczy nie - odparła. - Ale chciałam z tobą pogadać.
- O czym?
Agatę denerwowało to, że był taki cierpki. Żałowała, że tu przyszła.
- O, to ty. - Usłyszała nagle za sobą głos Marty, dziewczyny, która
przez kilka tygodni prześladowała ją anonimowymi esemesami, ponieważ
była zazdrosna o Emila. - Poszukać jakiejś książki? - spytała, złośliwie
się uśmiechając.
Agata od razu straciła odwagę, by porozmawiać z Emilem. Miała ochotę
uciec jak najszybciej z tego miejsca, zakopać się pod kołdrą i nie mieć
już nigdy do czynienia z tym facetem. Co z tego, że będzie ojcem jej
dziecka?
- A... - zająknęła się. - Znajdź mi Okruchy dnia - rzuciła pierwszy
lepszy tytuł, jaki przyszedł jej do głowy. Akurat tę książkę kupiła
ostatnio, więc skojarzyła się jej niemalże natychmiast. - Kazuo Ishiguro
- dodała.
- Chyba jest wypożyczona - powiedział Emil, ciągle nie spuszczając z oczu Agaty. To dziwne, że przyszła po książkę, przecież jeżeli chciała
coś koniecznie przeczytać, kupowała. Miała swoją ulubioną księgarnię
internetową i w niej zawsze zamawiała odpowiednie pozycje. Dlaczego
teraz chciała wypożyczyć? Zastanawiał się. Coś mu w tym nie pasowało.
Nie umiał tylko określić co. Agata wyglądała na zdenerwowaną. Czym się
tak stresowała? Spotkaniem ze mną?, pomyślał. - Zaraz sprawdzę - dodał
głośno.
- To nie będę przeszkadzać - powiedziała Marta. Chwyciła jakieś woluminy
i zniknęła w głębi biblioteki.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytał, pochylając się nad komputerem.
Sprawdzał, czy ktoś wypożyczył Ishiguro. Dzięki temu uwolnił Agatę od
świdrującego spojrzenia. Wzięła głęboki wdech. Potem wypuściła powoli
powietrze.
- A... - zająknęła się. - Nieważne, w sumie to nic ważnego.
- Na pewno? Przyjechałaś tu tylko po książkę?
- Tak... yyy... potrzebuję jej szybko, a w księgarni nie ma... - zaczęła się
nieudolnie tłumaczyć.
- Mam w domu - odparł. - Mogę ci pożyczyć.
O cholera, jęknęła w myślach. Mogła przewidzieć, że Emil w domu ma
całkiem niezły zbiór książek i pewnie trudno byłoby jej nagle wymyślić
tytuł czegoś, czego by nie miał.
- A... yyy... Nie, dzięki, poradzę sobie.
- No tak - stwierdził, podnosząc głowę znad komputera. - Jest
wypożyczona od wczoraj. Tak szybko pewnie nie wróci, a mamy tylko jeden
egzemplarz.
- Dobra, dzięki - rzuciła nerwowo. - To na razie.
Odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem zmierzała do drzwi
wyjściowych. Wiedziała, że Emil na nią patrzy. Zastanawiał się pewnie,
po co tu przyszła.
Jestem idiotką, wyrzucała sobie. Nie chciała mu powiedzieć, nie chciała
przecież, by wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało. Lubiła Emila,
ale czy miałaby dla niego miejsce tuż obok siebie i dziecka, tego nie
była pewna. Może później mu powie? Teraz nie trzeba było robić wielkiego
halo, to dopiero początek ciąży. A jak coś pójdzie nie tak? Tak, to
zdecydowanie za wcześnie na informowanie go o tym, że zostanie tatą.
Poczeka. Najlepiej do porodu. Czas był najlepszym sposobem na to, by
rozwiązywać problemy. Tak! Niech sobie płynie powoli, a ona spokojnie
pomyśli, jak rozwiązać węzeł gordyjski, który sama zawiązała.
- Agata! - zawołał za nią.
Aż podskoczyła, bo biblioteka to ostatnie miejsce, gdzie usłyszałaby
czyjś krzyk. Nie odwróciła się jednak. Przyspieszyła, by jak najszybciej
znaleźć się na zewnątrz. Chciała odetchnąć chłodnym powietrzem, ale za
drzwiami uderzyła ją ściana gorąca. Nie lubiła upałów! Nie dawały
możliwości uspokojenia własnych myśli. Miała wrażenie, że się w niej
zagotowały. Nie było sposobu na racjonalne podejście do sprawy. Logika
wyparowała pod wpływem uderzenia fali nagrzanego powietrza.
Otrzeźwił ją dopiero dźwięk telefonu. Była już przy samochodzie, gdy
zadzwonił. Spojrzała na wyświetlacz.
- O nie - szepnęła. - Jeszcze to...
5
Wejście do szatni znajdowało się na tyłach sali gimnastycznej. Prowadził
do niej podjazd przypominający układem niewielki labirynt. Pola wjechała
na niego. Czuła się zmęczona, choć trening miał się dopiero zacząć.
To nie będzie najlepszy dzień na koszykówkę, pomyślała, pokonując
kolejne metry podjazdu.
- A co ty tu robisz? - spytała, gdy niemalże w progu natknęła się na
Anetę. Wyglądała, jakby przed chwilą płakała. Jej twarz pokrywały
czerwone plamy. - Coś się stało?
- Nic - odparła dziewczyna, szybko pocierając powieki. Uśmiechnęła się
do Poli, łez jednak nie dało się ukryć.
Pola podjechała bliżej. Przyjrzała się drobnej blondynce na wózku. Znały
się z Anetą od wielu lat. Nawet były razem na obozie rehabilitacyjnym.
Spotykały się nie tylko na treningach, czasami wyskoczyły gdzieś na kawę
czy piwo, ale chyba nie nazwałaby jej przyjaciółką. W sumie niewiele
jeszcze o sobie wiedziały. Była pomiędzy nimi jakaś niewidzialna
bariera, która nie pozwalała przejść z etapu "koleżeństwo" do etapu
"przyjaźń".
- Mów - powiedziała kategorycznie. - Przecież widzę.
- Nie... - zawahała się. - To nic...
- Dobra, zrywamy się z treningu? - zaproponowała Pola. - I tak czuję się
potwornie zmęczona i chyba dzisiaj nie dam rady. - Kawa?
Aneta kiwnęła głową. Zjechały z podjazdu. Niedaleko sali gimnastycznej
znajdowała się dość przyjemna kafejka, więc skierowały się od razu do
niej. Łatwo było tam wjechać na wózku. Niestety nie do każdego lokalu w mieście to się udawało, bo albo schody stanowiły barierę nie do
pokonania, albo wewnątrz stoliki poustawiano tak blisko siebie, że nie
można było przejechać pomiędzy nimi.
Kiedy dziewczyny pokonały próg kafejki, kelnerka zaprosiła je do jednego
ze stolików. Odsunęła krzesła na bok, by zrobić miejsce. Potem podała
dwie karty i zniknęła za kontuarem. Pola poczuła na sobie wzrok gości z sąsiedniego stolika. Wiedziała, że obie wzbudzały ciekawość.
- Mów, co się dzieje - rzuciła od razu bez zbędnych wstępów.
- Szkoda słów...
- A łez nie szkoda?
- Wiesz, że się mądrzysz? - prychnęła, ale Pola nie poczuła się urażona.
Wiedziała, że Aneta potrzebuje czasu, by opowiedzieć o tym, co się jej
przydarzyło. Ona sama mogła się tylko domyślać, co było powodem rozpaczy
jej koleżanki. Mało prawdopodobne, by młoda dziewczyna płakała z powodu
odmownej decyzji banku w sprawie kredytu. To zawsze albo prawie zawsze
były sprawy sercowe. W ich przypadku dochodził jeszcze kryzys dotyczący
życia na wózku. Bo można było być twardzielką, mieć wszystko poukładane,
ale przychodził taki dzień, gdy na przykład nie dało się pokonać jakichś
schodów. Wtedy nagle wszystko się rozsypywało i potrzebowało się
wsparcia kogoś, kto pomoże ułożyć ten domek z kart od nowa. Najlepiej,
gdy nie byli to rodzice, bo dla nich zawsze i bezwzględnie należało być
silną.
- Wiem. - Pola uśmiechnęła się. Potem zamówiły frappé. Na tę pogodę było
idealne.
- Może mają panie też ochotę na lemoniadę arbuzową? - spytała kelnerka.
- Mamy świeżo przygotowaną i zapewniam, że jest wyśmienita.
- O, to ja się skuszę - odparła Pola. - A ty?
- Ja też poproszę, choć nie wiem, czy powinnam wlewać w siebie tyle
płynów - westchnęła.
- A co tam. - Pola machnęła ręką. - I tak nie poczujemy, że mamy pełne
pęcherze, więc możemy pić do woli - zażartowała. Od razu, niemalże
fizycznie, znów poczuła na sobie wzrok gości z sąsiednich stolików. - I mów wreszcie!
Aneta pociągnęła nosem. Jeszcze raz potarła powieki. Pola widziała, jak
zadrżały jej kąciki ust.
- Chłopak mnie zostawił... - Rozpłakała się, a chwilę później zaczęła ze
szczegółami opowiadać, co się stało.
- Wy długo byliście razem, nie? To ten, który przyjeżdżał na mecze? Jak
on miał? Michał?
Kobieta znów zachlipała. Pola podała jej paczkę chusteczek.
- Dwa lata... A dzisiaj rano wysłał mi esemesa... - Zachłysnęła się łzami. -
Że... że... nie da rady już dłużej... Rozumiesz? Jakbym była dla niego
ciężarem! A przecież jeszcze dwa dni temu zabrał mnie na spacer i było
tak normalnie!
- Dupek - warknęła Pola.
- To przez ten cholerny wózek!
- Tak ci powiedział?
- Nie musiał.
- Aneta... - zaczęła Pola, bo wiedziała, że takie myślenie prowadzi
donikąd. Ludzie poruszający się o własnych nogach też się rzucali,
rozstawali, zdradzali i tym podobne. Krzywdzić się można było zawsze i na różne sposoby, niezależnie od stanu zdrowia i "środka lokomocji". -
Nie myśl tak. Gdybyś nie jeździła na wózku i by cię rzucił, to
zwaliłabyś na zielone oko czy krzywy palec wskazujący?
- Ja mam krzywy palec? - pisnęła Aneta.
- Tak, i zielone oko - zakpiła. - Przestań. - Uspokajała ją, choć
jeszcze niedawno sama nie umiała sobie poradzić z jednym spojrzeniem
Roberta, z jego jąkaniem i zdziwieniem na jej widok, bo nie spodziewał
się, że spotka się z dziewczyną na wózku. Tego jednak nie powiedziała
Anecie. Starała się robić dobrą minę do złej gry, ale doskonale wszystko
rozumiała. Każda porażka w sprawach sercowych była łatwa do
wytłumaczenia: "To przez wózek". Niektóre dziewczyny stosowały
wytłumaczenie: "bo jestem za gruba", a one miały bardziej materialny
powód każdego rozstania.
- Łatwo ci się śmiać.
- Nie tak łatwo - westchnęła i odważyła się opowiedzieć o znajomości z Robertem, o swoim rozczarowaniu i jego litości w oczach.
- Faceci to dupki - skwitowała Aneta.
- No, dupki.
- Myślą penisem. Mają imperatyw bzykania i porzucania.
- Zgadzam się, ale tylko chwilowo. - Pola uniosła kąciki ust. - Czasami
są całkiem przyjemni. Bzykanie też.
- Ale ja mu tego nie daruję.
- Chcesz się zemścić? Wiesz... - zawahała się. - To nie jest najlepszy
pomysł.
- Może i nie najlepszy, ale jedyny, jaki mam. - Wydmuchała nos w chusteczkę.
- Co chcesz zrobić?
- Nie wiem - odparła. Pola zauważyła, że twarz Anety nagle się zmieniła.
Łzy niemalże natychmiast obeschły, a w oku pojawił się dziwny błysk. -
Chociaż... mam chyba plan. Pomożesz mi?
- Realizacja genialnych planów to moja specjalność - zaśmiała się.
Aneta pochyliła się nad stolikiem i zaczęła szeptać. Pola poczuła
przyjemną ekscytację. Uwielbiała adrenalinę!
6
- Cześć, Darek - rzuciła w słuchawkę natychmiast po odebraniu
połączenia. Ścisnęła mocniej aparat.
- Agata, co się dzieje? - spytał z troską w głosie. - Nie odzywasz się
od jakiegoś czasu? Coś się stało?
- Nie... - zawahała się. - Nic, byłam trochę zajęta, bo dostałam etat w redakcji, a wiesz, jak to jest w nowym miejscu pracy - skłamała.
- Kiedy się zobaczymy?
- Hm... Nie bardzo teraz mogę rozmawiać, oddzwonię do ciebie wieczorem,
co?
- Jasne...
Agata rozłączyła się. Dopiero wtedy poczuła, że z całych sił ściskała
telefon. Bała się. Darkowi też nie umiała powiedzieć prawdy. Bo jak to
wyjaśnić? Poszła na wesele brata byłego chłopaka, bo chciała mu pomóc
uniknąć pytań o brak dziewczyny, upiła się, a potem poszła z nim do
łóżka? Niby nie musiała czuć się winna, byli wolni i dorośli, nie
spotykała się jeszcze wtedy z Darkiem. Chyba by zrozumiał... Miał dzieci
z pierwszego małżeństwa, więc wiedział, że przeszłość nie ma znaczenia.
Tylko że po chwili uświadomiła sobie, że jej dziecko dopiero było w drodze, będzie więc wymagało mamy dwadzieścia cztery godziny na dobę
przez najbliższe lata.
Usiadła za kierownicą swojego samochodu. Bezmyślnie patrzyła przed
siebie. Była beznadziejna. Dlaczego nakręciła się na posiadanie potomka?
Trzeba było cały czas o tym myśleć?
- Halo! - Podskoczyła, gdy usłyszała pukanie w szybę.
- O nie - jęknęła i w pierwszej chwili miała ochotę przekręcić kluczyk w stacyjce i zwiać, gdzie pieprz rośnie. Nie miała ochoty na rozmowę o psach. Nie teraz!
- Pani Agatko! - Pukanie się powtórzyło. Otworzyła więc drzwi i wyszła z samochodu. Przywitała się z panią Luizą, trzymającą na rękach Dżafarkę.
Suczka zapiszczała z radości. Agata poczochrała ją po łebku. - Co pani
taka smutna? Stało się coś?
- Nie, nic, dziękuję. Zastanawiałam się, dokąd jechać.
- Cieszę się, że tak pani tęskniła za Dżafarką - powiedziała. - Co
prawda nie lubię, gdy znika na cały dzień, ale Aksel mówił, że pani
bardzo się z nią zżyła. Ja mogę coś zaradzić. W hodowli, z której brałam
moją sunię, niedługo pojawią się nowe szczeniaki, więc gdyby...
- Przepraszam - Agata weszła jej w słowo. - Nie bardzo rozumiem...
- No wie pani, suka jest szczenna - dodała.
Jednak nie o tę część wypowiedzi Luizy jej chodziło. Chciała cofnąć to,
co tamta powiedziała i przesłuchać jeszcze raz.
- Co Aksel mówił? - spytała.
- No że pani tęskni za sunią i chce z nią spędzić trochę czasu, dlatego
pozwoliłam, żeby mój syn na trochę ją do pani przywiózł, bo ja to
doskonale rozumiem...
- Aha... - mruknęła i zaczęła układać we wspomnieniu wszystkie wydarzenia.
Aksel sam przywiózł do nią suczkę, bo niby nie miał się kto nią zająć...
Tak przynajmniej mówił. A teraz co? Okazuje się, że kłamał? To drugie
mijanie się z prawdą, na jakim go złapała.
- Cholerny prawnik - wymamrotała cicho.
- Słucham? - spytała Luiza, bo nie zrozumiała Agaty.
- A nic, mówię tylko, że faktycznie Dżafarka skradła moje serce - dodała
trochę zbyt teatralnie.
- No to jak pani chce, to ja mogę taką sunię podobną do mojej
księżniczki załatwić.
- Co? - Agata nie mogła się skupić na tym, co mówiła Luiza. - A tak,
tak... - znów mruknęła. Próbowała przeanalizować jeszcze raz działania
Aksela. W co on pogrywał?
- Dobrze się pani czuje?
- Tak, muszę już jechać - odparła. - Proszę ode mnie pozdrowić syna.
7
Agata skuliła się ze strachu. Naciągnęła na kolana koc. Jest tchórzem.
Swoją przyszłość widziała w czarnych barwach, w dodatku nadawała jej
kształt puzzli rozsypanych po podłodze. Nie miała ochoty schylać się po
nie i dopasowywać do siebie nierównych krawędzi. Chciała dziecka, to ma.
Westchnęła. Chyba nawet zegar biologiczny, który do tej pory wygrywał
swoje kuranty już od świtu, tym razem ucichł i bezszelestnie przesuwał
wskazówki po tarczy.
Z zamyślenia wyrwał ją telefon. Wiedziała, że to Pola. Ustawiła dla niej
w aparacie swoją ulubioną melodię.
- Co tam? - rzuciła w słuchawkę.
- Idziemy dziś do kina - stwierdziła. Jej głos brzmiał kategorycznie.
- Dzisiaj? To chyba nie najlepszy pomysł.
- Dzisiaj, bo jutro już nie grają tego filmu - odparła siostra. -
Kupiłam nawet bilety. I co więcej, masz szczęśliwy dzień, bo ja stawiam.
- O rany - westchnęła Agata. - Nie jestem w nastroju.
- Ja też, właśnie dlatego idziemy.
- O której i na co?
Pola krótko odpowiedziała na jej pytania. Nie dopuszczała do dyskusji na
temat tego, czy dzisiejsze wyjście jest najlepszym pomysłem. Dobrego
momentu nigdy nie było, bo albo jedna, albo druga przeżywały jakiś
kryzys, więc trudno się było zgrać w nastroju i chęciach.
- Dobrze się czujesz? - spytała wreszcie młodsza siostra.
- Taaa - jęknęła. - Super.
- Byłaś u Emila?
- Taaa - powtórzyła tym samym tonem, jednak po chwili dodała żywiej: -
Ale nie chcę o tym gadać. - Liczyła na to, że uda się jej ukryć przed
siostrą swoją ucieczkę z biblioteki. Przecież powie kiedyś Emilowi.
Teraz po prostu nie była gotowa na tę rozmowę, a tym bardziej nie
chciała tłumaczyć tego siostrze.
- Dobra. Temat tabu, o nic nie pytam, nic nie mówię. W kinie tylko
przyjemne rzeczy.
- I lody... - Agata uśmiechnęła się do słuchawki. - Tak, duża porcja lodów
może uratować ten dzień.
- Niech będzie. Przyjadę po ciebie o siedemnastej, czekaj przed blokiem.
Agata się rozłączyła. Spojrzała na zegarek. Miała jeszcze trochę czasu
do wyjścia. Wzięła na kolana laptopa. Może uda się jej skupić na pracy.
W poniedziałek musi być w redakcji. Naczelnej też trzeba będzie
powiedzieć prawdę. Znów westchnęła. Dlaczego wszystko jest takie
skomplikowane?
Zanim otworzyła plik ze swoimi dokumentami, weszła na stronę dyskontu
książkowego i wybrała kilka pozycji na temat ciąży i macierzyństwa.
Miała zamiar zrobić research jak do dobrego artykułu. Przygotuje się do
bycia matką.
Pogłaskała się czule po brzuchu.
- Jak tam, okruszku? - spytała. - Będziemy doskonałym duetem, prawda?
Damy sobie radę.
Chwilę spoglądała na swój płaski jeszcze brzuch. Potem postanowiła całą
uwagę skupić na pracy. Blog od kilku tygodni zaniedbywała. Dawno nie
dodała żadnego posta. Nie mogła przecież napisać, że będzie mamą. Nie
teraz. Nie, zanim powie o tym Emilowi i naczelnej. Nie chciałaby, żeby
dowiedzieli się w ten sposób.
Sprawdziła komentarze. Niewiele ich zamieszczono, bo ruch na blogu jakby
nagle zamarł. Jej teksty o byciu woźną w szkole też nie cieszyły się aż
taką popularnością jak wtedy, gdy zatrudniła się jako babcia klozetowa
czy operatorka karuzeli. A pomysły na oryginalną pracę się jej
skończyły. Miała przecież etat w popularnej lokalnej gazecie! To, o czym
zawsze marzyła. Radość jednak wydawała się wyblakła i rozmyta. Ktoś
pozbawił ją wyraź-nych konturów.
Na dwie godziny udało się jej zanurzyć w słowach wystukiwanych na
klawiaturze laptopa. Pisanie pozwalało oderwać myśli od tego, co
dotyczyło teraźniejszości. Wyrazy odklejały kawałki problemów i unosiły
je na jasnym tle pulpitu gdzieś w nieokreśloną dal. Wiedziała, że wrócą
zaraz po tym, jak postawi ostatnią kropkę, dlatego nie warto było się
spieszyć. Palce miarowo przebiegały po klawiaturze. Rytm liter
przypominał grę na pianinie. Była w tym melodia jej myśli.
Dochodziła szesnasta czterdzieści, gdy Agata oderwała wzrok od tekstu i spojrzała na zegar. Zdziwiła się, że czas tak szybko minął. Nerwowymi
ruchami zaczęła przygotowywać się do wyjścia. Nie chciała, by Pola za
długo czekała w samochodzie. Niedbale rozsmarowała na twarzy podkład,
przypudrowała nos i podkręciła lekko rzęsy.
- Kurza stopa - jęknęła, kiedy zauważyła na spodniach drobinki jasnego
pudru. Strzepnęła pył, starając się nie wklepać go jeszcze bardziej w tkaninę.
Znów rzuciła okiem na zegar. Nie było czasu na przebieranie. Przyjrzała
się nogawce. Nie będzie widać!
Na szczęście winda była już na jej piętrze, więc zjechała szybko na dół.
Rozejrzała się w poszukiwaniu samochodu siostry. Odetchnęła. Jeszcze jej
nie było. Od razu jednak naszła ją myśl, że chyba ma dość codziennej
gonitwy. Cały czas się gdzieś spieszyła. Była tym zmęczona. I kiedy tak
dokonywała rozliczenia ze swoim dotychczasowym życiem, nagle zauważyła
wjeżdżającego w jej osiedle znajomego fiata.
- No, jesteś! - zawołała Pola, kiedy Agata otworzyła drzwi obok
kierowcy. Od razu przełożyła wózek siostry na tylne siedzenie.
- Obiecałam, to jestem. Jak już kupiłaś bilety, nie było wyjścia. Ale
nie mogłyśmy iść jutro?
- Nie - odparła. - Jutro byś tak samo stękała. - A ja jutro jestem
zajęta.
- Czym?
- No... - zawahała się, bo nie chciała siostrze powiedzieć prawdy. Umówiła
się z Anetą. Miały dokonać zemsty na niewiernym chłopaku. - Pracę mam.
Sporo zleceń mi ostatnio wpadło - dodała wymijająco, usprawiedliwiając
się w myślach, że to częściowo było zgodne z prawdą. Miała świadomość,
że gdyby Agata dowiedziała się o jej planach, za wszelką cenę starałaby
się jej wybić to z głowy, a ona przecież obiecała Anecie! Przy okazji
będzie miała sporo frajdy, dokopując temu facetowi.
Przed seansem kobiety zaopatrzyły się w napoje. I kiedy wreszcie Agata
zajęła wygodny fotel, a Pola ustawiła obok niej wózek, oddały się w pełni relaksowi. Co prawda miejsca może nie były najlepsze, bo na samym
dole sali, ale wyżej Pola nie dałaby rady wjechać wózkiem, a Agata z pewnością by jej tam nie wniosła.
Do sali weszło niewiele osób. Starsza siostra przyglądała się uważnie
wchodzącym. Lubiła patrzeć na ludzi. Starała się zapamiętywać ich ruchy,
sposób chodzenia i mimikę twarzy. W pewnym momencie jednak zetknęła się
wzrokiem z bardzo postawnym mężczyzną. Miał charakterystyczną sylwetkę,
która od razu skojarzyła się jej z niedźwiedziem grizli. Wzbudził w niej
niezidentyfikowany lęk. A przecież nigdy wcześniej go nie widziała! Była
tego pewna!
Poczuła dziwny skurcz. Powietrze zapachniało stęchlizną. Owiało ją
chłodem, a w myśli błysnęło: "Ten facet mnie zabije".