Plagi świata - Ewa Krawczyk

Kup ebooka

39.90 zł
32.72 zł (35,81 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Czy pla­gi na­dal ist­nie­ją? Czy cho­ro­by za­ka­źne wci­ąż są gro­źne? Na­wet je­śli od­po­wie­dź na dru­gie py­ta­nie by­ła­by twier­dząca, szcze­gól­nie w do­bie pan­de­mii CO­VID-19, to czy po­dob­nie by­ło­by w wy­pad­ku od­po­wie­dzi na pierw­sze py­ta­nie? Czy pla­gi: dżu­ma, ospa praw­dzi­wa, cho­le­ra czy wąglik - za­ra­zy nęka­jące ludz­ko­ść, któ­re sza­la­ły na świe­cie w mi­nio­nych wie­kach, oka­le­cza­jąc i za­bi­ja­jąc mi­lio­ny lu­dzi - wci­ąż są nie­bez­piecz­ne? A może na­le­żą do prze­szło­ści i sta­no­wią dla nas cen­ną lek­cję?

Otóż cho­ro­by za­ka­źne nie prze­sta­ły być gro­źne i na­dal nam to­wa­rzy­szą. Nie­któ­re z nich nie po­wo­du­ją już zna­nych z hi­sto­rii strasz­li­wych epi­de­mii i pan­de­mii. Inne uda­ło się wy­eli­mi­no­wać w po­szcze­gól­nych re­gio­nach i na po­szcze­gól­nych kon­ty­nen­tach lub ca­łko­wi­cie się ich po­zbyć. Mimo to cho­ro­by za­ka­źne są obec­ne, nie­ko­niecz­nie tyl­ko w bied­niej­szych re­jo­nach świa­ta. Często są nie­zau­wa­ża­ne jako pro­blem, ba­ga­te­li­zo­wa­ne. Mi­kro­or­ga­ni­zmy po­wo­du­jące cho­ro­by za­ka­źne znaj­du­ją się w śro­do­wi­sku, za­ka­ża­ją zwie­rzęta i lu­dzi, cza­sem uda­je im się na­wet prze­kro­czyć ba­rie­rę mi­ędzy jed­nym ga­tun­kiem a dru­gim. Na sku­tek ła­two­ści prze­miesz­cza­nia się po ca­łym świe­cie i lu­dzi, i zwie­rząt (ta­kże ży­wych), i to­wa­rów rów­nież mi­kro­or­ga­ni­zmy cho­ro­bo­twór­cze pod­ró­żu­ją na nie­wiel­kie od­le­gło­ści czy z jed­ne­go kra­ńca świa­ta na dru­gi.

Skut­ki za­ka­żeń cho­ro­ba­mi za­ka­źny­mi mogą być krót­ko- i dłu­go­fa­lo­we, me­dycz­ne, spo­łecz­ne, eko­no­micz­ne czy kul­tu­ro­we. In­fek­cje często wy­wo­łu­ją po­wi­kła­nia ob­ni­ża­jące ja­ko­ść ży­cia i zdol­no­ść do nor­mal­ne­go funk­cjo­no­wa­nia, nie­rzad­ko są po­wo­dem śmier­ci. Stra­ta bli­skiej oso­by, zmniej­sze­nie przy­cho­dów, a za­tem zu­bo­że­nie da­nej ro­dzi­ny, a na wi­ęk­szą ska­lę - zmia­ny w za­trud­nie­niu pra­cow­ni­ków w ró­żnych za­wo­dach oraz prze­miesz­cze­nie się osób pra­cu­jących uprzed­nio na wsiach do miast w po­szu­ki­wa­niu pra­cy to przy­kła­dy kon­se­kwen­cji spo­łecz­nych, eko­no­micz­nych i so­cjal­nych. Co­raz le­piej udo­ku­men­to­wa­ny­mi na­stęp­stwa­mi epi­de­mii, pan­de­mii i dzia­łań ma­jących na celu ich ogra­ni­cze­nie (np. izo­la­cji czy kwa­ran­tan­ny) są pro­ble­my psy­chicz­ne i men­tal­ne, w tym de­pre­sje czy za­bu­rze­nia lęko­we. Po­śred­nim efek­tem cho­rób za­ka­źnych o za­si­ęgu epi­de­micz­nym jest tzw. in­fo­de­mia (opi­sa­na przez Świa­to­wą Or­ga­ni­za­cję Zdro­wia w zwi­ąz­ku z pan­de­mią cho­ro­by CO­VID-19). Cha­rak­te­ry­zu­je ją nie tyl­ko nad­miar fake new­sów (fa­łszy­wych wia­do­mo­ści) i spi­sko­wych teo­rii na te­mat przy­czyn cho­ro­by i me­tod jej za­po­bie­ga­nia, ale ta­kże nad­miar in­for­ma­cji w ogó­le oraz po­mie­sza­nie wia­do­mo­ści praw­dzi­wych i fa­łszy­wych. In­fo­de­mia po­wo­du­je dez­orien­ta­cję spo­łe­cze­ństwa, fru­stra­cję, nie­mo­żno­ść od­dzie­le­nia fak­tów od nie­praw­dy, a w kon­se­kwen­cji - utra­tę za­ufa­nia do au­to­ry­te­tów me­dycz­nych, in­for­ma­cji prze­ka­zy­wa­nych przez ośrod­ki na­uko­we, na­ukow­ców i lu­dzi do sie­bie na­wza­jem. Wszyst­ko to może zmniej­szyć efek­tyw­no­ść dzia­łań in­sty­tu­cji po­wo­ła­nych do wal­ki z epi­de­mią / pan­de­mią oraz mieć po­wa­żne skut­ki za­rów­no me­dycz­ne, jak i spo­łecz­ne.

Jak wi­dać, wy­stępo­wa­nie cho­rób za­ka­źnych nie tyl­ko wi­ąże się z bez­po­śred­ni­mi skut­ka­mi me­dycz­ny­mi dla po­szcze­gól­nych cho­rych, ale ta­kże po­wo­du­je glo­bal­ne kon­se­kwen­cje eko­no­micz­ne i spo­łecz­ne. O to­wa­rzy­szących nam cho­ro­bach za­ka­źnych nie wol­no więc za­po­mi­nać. Z wie­lo­ma z nich nie uda­ło nam się po­ra­dzić, z częścią wła­śnie prze­gry­wa­my, nie­któ­re z nich po­wra­ca­ją po prze­rwie i po­now­nie sta­ją się dla nas nie­bez­piecz­ne. Nie na­le­ży ich lek­ce­wa­żyć, trze­ba o nich wie­dzieć jak naj­wi­ęcej. Ce­lem ni­niej­szej ksi­ążki jest prze­gląd wiel­kich plag ludz­ko­ści, po­wra­ca­jących cho­rób za­ka­źnych, a ta­kże no­wych in­fek­cji i za­gro­żeń, któ­re wkrót­ce mogą za­cząć gnębić ludz­ko­ść. Albo już za­częły.

Wąglik

Wąglik jest cho­ro­bą zna­ną ludz­ko­ści od sta­ro­żyt­no­ści. Wzmian­ki o wy­bu­chach epi­de­mii (praw­do­po­dob­nie) wągli­ka po­ja­wia­ją się już w Sta­rym Te­sta­men­cie (pi­ąta pla­ga egip­ska mia­ła­by być wągli­kiem). O wągli­ku wspo­mi­nał We­rgi­liusz, cho­ro­bę tę opi­sy­wa­no ta­kże w śre­dnio­wie­czu. Mimo że i dziś za­nie­po­ko­je­nie bu­dzą do­nie­sie­nia, nie­licz­ne na szczęście, o wągli­ku u lu­dzi (ob­li­czo­no, że pod ko­niec XX w. na świe­cie wy­stępu­je ok. 2000 przy­pad­ków za­cho­ro­wań na wąglik rocz­nie), jest to cho­ro­ba głów­nie zwie­rzęca, ata­ku­jąca przede wszyst­kim ssa­ki ro­śli­no­żer­ne, w tym by­dło, kozy, owce i ko­nie. W re­jo­nach, gdzie szcze­pion­ki we­te­ry­na­ryj­ne nie są sze­ro­ko do­stęp­ne, do za­ka­żeń u zwie­rząt, w tym go­spo­dar­skich, do­cho­dzi ta­kże wspó­łcze­śnie. Mo­żli­we są rów­nież, na szczęście nie­zbyt częste, za­ka­że­nia u lu­dzi. Wąglik jest zoo­no­zą, co ozna­cza, że do in­fek­cji u lu­dzi do­cho­dzi po­przez kon­takt z za­ka­żo­ny­mi zwie­rzęta­mi bądź z za­ka­żo­ny­mi ma­te­ria­ła­mi zwie­rzęcy­mi. (Wiel­bi­cie­le kry­mi­na­łów Aga­thy Chri­stie pew­nie pa­mi­ęta­ją, że do zbrod­ni­czych ce­lów mo­żna użyć za­ka­żo­ne­go wągli­kiem pędz­la do go­le­nia. Na­uka po­twier­dzi­ła taką mo­żli­wo­ść: nie­do­sta­tecz­nie czy­ste pędz­le ze zwie­rzęce­go wło­sia by­wa­ły nie­gdyś źró­dłem in­fek­cji). Ry­zy­ko na­by­cia in­fek­cji od dru­gie­go czło­wie­ka jest ra­czej nie­du­że. Ta­kie przy­pad­ki były opi­sy­wa­ne, ale na­le­żą one do rzad­ko­ści.

Co jest przyczyną wąglika?

Wąglik wy­wo­łu­je bak­te­ria Ba­cil­lus an­th­ra­cis (po pol­sku: la­secz­ka wągli­ka). Ta duża bak­te­ria o wy­dłu­żo­nym kszta­łcie bar­wi się Gram-do­dat­nio i wy­twa­rza prze­trwal­ni­ki. To po­zwa­la jej prze­trwać nie­ko­rzyst­ne wa­run­ki śro­do­wi­ska, np. ni­skie tem­pe­ra­tu­ry czy brak czyn­ni­ków odżyw­czych, a kie­dy te się zmie­nią - wró­cić do swo­jej zwy­kłej for­my i po­wo­do­wać za­ka­że­nia na­wet po dzie­si­ąt­kach lat od chwi­li wy­two­rze­nia prze­trwal­ni­ków. Gdy prze­trwal­ni­ki do­sta­ną się do or­ga­ni­zmu zwie­rzęcia (dro­ga wziew­ną bądź po­kar­mo­wą) albo do or­ga­ni­zmu czło­wie­ka, uak­tyw­nia­ją się, a po­wsta­jące bak­te­rie za­czy­na­ją się na­mna­żać, wy­dzie­lać bar­dzo sil­ną tok­sy­nę (będącą w rze­czy­wi­sto­ści po­łącze­niem trzech bia­łek o ró­żnym dzia­ła­niu) i po­wo­do­wać ob­ja­wy cho­ro­by. Daw­ka za­ka­źna jest trud­na do okre­śle­nia. Z ba­dań eks­pe­ry­men­tal­nych wy­ni­ka, że może to być od kil­ku do kil­ku­dzie­si­ęciu ty­si­ęcy prze­trwal­ni­ków, czy­li mi­kro­sko­pij­na ilo­ść.

Pierw­sze me­dycz­ne opi­sy ob­ja­wów wągli­ka po­cho­dzą z ko­ńca XIX w. Za­ob­ser­wo­wa­no, że na wąglik cho­ru­ją lu­dzie ma­jący częsty kon­takt z ma­te­ria­ła­mi zwie­rzęcy­mi, a do­kład­niej z sie­rścią. Z tego po­wo­du wąglik na­zy­wa­no kie­dyś cho­ro­bą sor­to­wa­czy we­łny (ang. wool sor­ters' di­se­ase). W 1877 r. wy­bit­ny nie­miec­ki mi­kro­bio­log Ro­bert Koch wy­izo­lo­wał la­secz­kę wągli­ka w la­bo­ra­to­rium, jak rów­nież wy­ka­zał zwi­ązek mi­ędzy bak­te­rią a ob­ja­wa­mi cho­ro­bo­wy­mi. W 1881 r. po­wsta­ła pierw­sza szcze­pion­ka prze­ciw wągli­ko­wi, opra­co­wa­na przez fran­cu­skie­go mi­kro­bio­lo­ga Lu­dwi­ka Pa­steu­ra.

Przebieg choroby

Czło­wiek może za­ra­zić się wągli­kiem dro­gą po­kar­mo­wą, przez wdy­cha­nie prze­trwal­ni­ków, ale naj­częściej przez skó­rę (95% przy­pad­ków), uszko­dzo­ną np. przez ska­le­cze­nia lub ukąsze­nia owa­dów. Skór­na po­stać wągli­ka jest jed­no­cze­śnie najła­god­niej­szą po­sta­cią tej cho­ro­by. Na za­ka­że­nie tą dro­gą szcze­gól­nie na­ra­że­ni są ho­dow­cy zwie­rząt go­spo­dar­skich czy we­te­ry­na­rze. Z do­sta­jących się przez uszko­dzo­ną skó­rę prze­trwal­ni­ków Ba­cil­lus an­th­ra­cis szyb­ko (naj­częściej w ci­ągu 1-6 dni, choć może to trwać na­wet 2 mie­si­ące) po­wsta­ją zdol­ne do na­mna­ża­nia się ko­mór­ki bak­te­ryj­ne. Na­mna­ża­ją się one w miej­scu wnik­ni­ęcia, two­rząc pęche­rzyk z za­bar­wio­nym na czar­no pły­nem, któ­ry po wy­schni­ęciu za­mie­nia się w oto­czo­ny wy­ra­źną opu­chli­zną czar­ny strup. Stąd na­zwa wągli­ka an­th­rax (od grec­kie­go sło­wa ?????? [an­th­rax] -"węgiel"). Ten cha­rak­te­ry­stycz­ny dla wągli­ka strup jest bez­bo­le­sny. Cho­rzy zgła­sza­ją bóle gło­wy, złe sa­mo­po­czu­cie i go­rącz­kę. Po 1-2 ty­go­dniach strup od­pa­da i na­stępu­je pro­ces wra­ca­nia do zdro­wia, zwy­kle (w 90%) bez żad­nych po­wi­kłań, ale je­śli się one po­ja­wią, mogą być bar­dzo po­wa­żne. Po­stać skór­na wągli­ka daje się z suk­ce­sem le­czyć an­ty­bio­ty­ka­mi, cza­sem nie­zbęd­ne są ta­kże inne leki, np. ste­ry­dy. Te­ra­pia po­win­na być za­sto­so­wa­na bez­zwłocz­nie. Śmier­tel­no­ść wy­no­si wów­czas po­ni­żej 1%. Nie­le­czo­ny skór­ny wąglik wi­ąże się z 5-20-pro­cen­to­wą śmier­tel­no­ścią.

Kie­dy prze­trwal­ni­ki Ba­cil­lus an­th­ra­cis do­sta­ną się do or­ga­ni­zmu czło­wie­ka przez układ po­kar­mo­wy, np. przez spo­ży­cie źle przy­go­to­wa­ne­go mi­ęsa za­ka­żo­nych zwie­rząt, mamy do czy­nie­nia z wągli­kiem żo­łąd­ko­wo-je­li­to­wym. Ta po­stać wy­wo­łu­je ob­ja­wy cho­ro­by 2-5 dni po spo­ży­ciu prze­trwal­ni­ków i dzie­li się na dwa od­ręb­ne typy: wąglik gar­dła i jamy ust­nej oraz wąglik je­li­to­wy. W pierw­szym przy­pad­ku ob­ser­wu­je się zmia­ny wągli­ko­we na mig­da­łkach, gar­dle i pod­nie­bie­niu. Wy­dzie­la­nie tok­sy­ny skut­ku­je bó­lem oraz trud­no­ścia­mi w prze­ły­ka­niu i mó­wie­niu, a ta­kże w od­dy­cha­niu. Do za­ka­że­nia wągli­kiem je­li­to­wym do­cho­dzi, kie­dy prze­trwal­ni­ki do­sta­ną się do ślu­zów­ki je­lit. Zmia­ny wągli­ko­we, po­je­dyn­cze lub w gru­pach, wy­stępu­ją w je­li­tach i to­wa­rzy­szy im po­wi­ęk­sze­nie lo­kal­nych węzłów chłon­nych. Znacz­ne po­wi­ęk­sze­nie tych węzłów wraz z licz­ny­mi zmia­na­mi mogą po­wo­do­wać nie­dro­żno­ść je­lit, ich per­fo­ra­cję i krwa­wie­nia. Cho­rzy ska­rżą się na bóle brzu­cha, bie­gun­kę i wy­mio­ty. Po­nie­waż ta po­stać wągli­ka wy­stępu­je głów­nie w bied­niej­szych re­jo­nach świa­ta, gdzie zgła­sza­nie przy­pad­ków cho­rób za­ka­źnych bywa pro­ble­ma­tycz­ne, oce­na śmier­tel­no­ści waha się od 4 do 50%. Do śmier­ci pa­cjen­ta do­cho­dzi z po­wo­du krwo­to­ków, wstrząsu i sep­sy.

Naj­gro­źniej­szą po­sta­cią wągli­ka jest po­stać płuc­na, po­wsta­jąca na sku­tek wdy­cha­nia prze­trwal­ni­ków po ok. 6 dniach od eks­po­zy­cji. W przy­pad­ku wągli­ka nie jest to ty­po­we za­pa­le­nie płuc, do­cho­dzi ra­czej do za­jęcia oko­licz­nych węzłów chłon­nych przez roz­wi­ja­jące się bak­te­rie, a na sku­tek wy­twa­rza­nej przez nie tok­sy­ny na­stępu­je krwo­tocz­ne za­pa­le­nie węzłów chłon­nych i gro­ma­dze­nie pły­nu w ja­mie opłuc­nej. W pierw­szej fa­zie cho­ro­by pa­cjen­ci mają nie­zbyt wy­so­ką go­rącz­kę i ska­rżą się na bóle gło­wy i mi­ęśni, zmęcze­nie oraz lek­ki dys­kom­fort w klat­ce pier­sio­wej. Po jed­no- lub kil­ku­dnio­wej po­pra­wie na­stępu­je dru­ga faza za­ka­że­nia, czy­li znacz­ne i gwa­łtow­ne po­gor­sze­nie sta­nu zdro­wia pa­cjen­ta, ce­chu­jące się bar­dzo wy­so­ką go­rącz­ką, za­bu­rze­nia­mi od­dy­cha­nia, si­ni­cą i sep­są. Na sku­tek roz­prze­strze­nie­nia się in­fek­cji po ca­łym or­ga­ni­zmie może ta­kże do­cho­dzić do za­ata­ko­wa­nia po­zo­sta­łych na­rządów, np. w po­ło­wie przy­pad­ków stwier­dza się krwo­tocz­ne za­pa­le­nie opon mó­zgo­wo-rdze­nio­wych i mó­zgu z ob­fi­tym gro­ma­dze­niem krwi w tkan­ce mó­zgu i prze­strze­niach po­do­po­no­wych.

Wągli­ko­we za­pa­le­nie opon mó­zgo­wo-rdze­nio­wych i mó­zgu nie­mal za­wsze jest śmier­tel­ne. Po­stać płuc­na rów­nież cha­rak­te­ry­zu­je się wy­so­ką śmier­tel­no­ścią: 100%, je­śli nie zo­sta­nie roz­po­częte le­cze­nie, 95%, je­śli do pod­jęcia le­cze­nia doj­dzie pó­źniej niż 48 go­dzin od po­ja­wie­nia się ob­ja­wów. Szyb­ko wdro­żo­na agre­syw­na te­ra­pia może ob­ni­żyć śmier­tel­no­ść do 45%.

Wszyst­kie wy­żej opi­sa­ne po­sta­ci wągli­ka były zna­ne me­dy­cy­nie od za­wsze. Sto­sun­ko­wo nie­daw­no, bo w 2000 r., opi­sa­no nowy ro­dzaj cho­ro­by - wąglik u osób wstrzy­ku­jących so­bie do­żyl­nie nar­ko­ty­ki (he­ro­inę). Do pierw­sze­go ta­kie­go przy­pad­ku do­szło w Nor­we­gii, na prze­ło­mie 2009 i 2010 r. po­nad 100 osób za­cho­ro­wa­ło w Szko­cji, a ko­lej­na epi­de­mia wy­bu­chła w 2012 r. w Szko­cji, choć przy­pad­ki wągli­ka no­to­wa­no też w Wa­lii i An­glii, jak rów­nież w Niem­czech, we Fran­cji i w Da­nii. Wąglik u osób wstrzy­ku­jących so­bie he­ro­inę jest za­ka­że­niem ci­ężkim, wi­ąże się nie tyl­ko ze zlo­ka­li­zo­wa­ny­mi w miej­scu za­strzy­ku zmia­na­mi, ale rów­nież z uogól­nio­ną re­ak­cją ca­łe­go or­ga­ni­zmu, w tym z krwo­tocz­nym za­pa­le­niem opon mó­zgo­wo-rdze­nio­wych i nie­wy­dol­no­ścią wie­lo­na­rządo­wą. Po­nad jed­na trze­cia pa­cjen­tów umie­ra.

Le­cze­nie wągli­ka po­le­ga na za­sto­so­wa­niu an­ty­bio­ty­ków (np. amok­sy­cy­li­ny, do­ksy­cy­kli­ny, klin­da­my­cy­ny, cy­pro­flok­sa­cy­ny i in­nych) po­je­dyn­czo albo - w ci­ężkich przy­pad­kach - w sko­ja­rze­niu kil­ku le­ków. Te­ra­pia wspo­ma­ga­jąca np. od­dy­cha­nie bywa nie­zbęd­na w po­sta­ciach uogól­nio­nych. Cho­rym po­da­je się ta­kże an­ty­tok­sy­nę ce­lem zneu­tra­li­zo­wa­nia tok­sy­ny bak­te­ryj­nej. An­ty­bio­ty­ki sto­su­je się ta­kże pre­wen­cyj­nie (w przy­pad­ku kie­dy ktoś ze­tknął się z wągli­kiem, ale nie ma ob­ja­wów za­ka­że­nia). Ist­nie­je szcze­pion­ka prze­ciw­ko wągli­ko­wi. Jest ona za­le­ca­na nie po­pu­la­cji ogól­nej, a je­dy­nie oso­bom w szcze­gól­ny spo­sób na­ra­żo­nym na za­ka­że­nie (np. pra­cow­ni­kom la­bo­ra­to­riów, w któ­rych bada się wąglik, czy we­te­ry­na­rzom), oraz jako ewen­tu­al­ny śro­dek pro­fi­lak­tycz­ny po­da­wa­ny po eks­po­zy­cji na wąglik.

Czy musimy martwić się o wąglik?

Może i był on pla­gą nęka­jącą ludz­ko­ść w cza­sach hi­sto­rycz­nych, ale czy za­gra­ża nam obec­nie?

Rze­czy­wi­ście, nie no­tu­je się zbyt wie­lu przy­pad­ków cho­ro­by, szcze­gól­nie w kra­jach eu­ro­pej­skich. Z kil­ku względów sy­tu­acja jest jed­nak na tyle po­wa­żna, że war­to pa­mi­ętać o wągli­ku.

Po pierw­sze, wąglik może być uży­ty jako broń bio­lo­gicz­na. Zo­stał za­kla­sy­fi­ko­wa­ny do gru­py A czyn­ni­ków bio­ter­ro­ry­stycz­nych, czy­li na­le­ży do tych naj­gro­źniej­szych: ła­twych i ta­nich w pro­duk­cji i trans­por­cie, sze­rzących się szyb­ko, wy­wo­łu­jących dra­ma­tycz­nie prze­bie­ga­jącą in­fek­cję, bu­dzącą strach, a na­wet pa­ni­kę. Jak uczy cho­cia­żby hi­sto­ria li­stów z wągli­kiem, czy­li czte­rech czy pi­ęciu nada­nych w 2001 r. w Sta­nach Zjed­no­czo­nych do me­diów oraz do ame­ry­ka­ńskich se­na­to­rów li­stów za­wie­ra­jących prze­trwal­ni­ki bak­te­rii Ba­cil­lus an­th­ra­cis, za­sto­so­wa­nie wągli­ka jako na­rzędzia bio­ter­ro­ru nie jest nie­mo­żli­we. Prze­trwal­ni­ki bak­te­rii były wów­czas spe­cjal­nie przy­go­to­wa­ne tak, aby ła­two roz­prze­strze­nia­ły się w for­mie ae­ro­zo­lu. Ogó­łem za­ka­że­niu ule­gły 22 oso­by, z cze­go 20 było pra­cow­ni­ka­mi urzędów pocz­to­wych albo pra­cow­ni­ka­mi me­diów lub prze­by­wa­ło w po­bli­żu bu­dyn­ków, w któ­rych znaj­do­wa­ły się za­wie­ra­jące wąglik li­sty (cho­ro­ba dwóch osób, któ­re nie mia­ły żad­ne­go kon­tak­tu z li­sta­mi, do dziś sta­no­wi za­gad­kę). Pięć z tych osób zma­rło z po­wo­du płuc­nej po­sta­ci wągli­ka, przy czym uwa­ża się, że licz­ba ta by­ła­by znacz­nie wy­ższa, gdy­by nie szyb­ko za­sto­so­wa­ne po­stępo­wa­nie pro­fi­lak­tycz­ne.

Nie było to pierw­sze za­sto­so­wa­nie wągli­ka w ta­kim celu. Jako bro­ni bak­te­rii wągli­ka praw­do­po­dob­nie uży­wa­ły ar­mie bry­tyj­ska i ja­po­ńska w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej. Naj­wi­ęk­sza tra­ge­dia zwi­ąza­na z wągli­kiem, po­ka­zu­jąca przy oka­zji nie tyl­ko sku­tecz­no­ść bak­te­rii Ba­cil­lus an­th­ra­cis, ale i to, jak nie­prze­wi­dy­wal­nym na­rzędziem jest broń bio­lo­gicz­na w ogó­le, wy­da­rzy­ła się w Zwi­ąz­ku Ra­dziec­kim w 1979 r. Zwi­ązek Ra­dziec­ki pro­wa­dził wów­czas ba­da­nia nad bro­nią bio­lo­gicz­ną w bli­skim sąsiedz­twie mia­sta Swier­dłowsk (obec­nie Je­ka­te­ryn­burg), w spe­cjal­nych taj­nych za­kła­dach ba­daw­czych o na­zwie Bio­pre­pa­rat. Pew­ne­go wie­czo­ru praw­do­po­dob­nie na sku­tek błędu pra­cow­ni­ka (praw­do­po­dob­nie, bo wła­dze ra­dziec­kie, aby za­cho­wać zda­rze­nie w ta­jem­ni­cy, sku­tecz­nie nisz­czy­ły do­wo­dy) na ze­wnątrz za­kła­du wy­do­sta­ła się chmu­ra sprosz­ko­wa­ne­go wągli­ka, któ­rą wiatr roz­pro­szył po oko­li­cy.

Z po­wo­du płuc­nej po­sta­ci cho­ro­by zma­rło przy­naj­mniej 66 osób pra­cu­jących i miesz­ka­jących w pro­mie­niu 4 km od Bio­pre­pa­ra­tu (nie­ofi­cjal­ne dane mó­wią o 105 zgo­nach).

Po dru­gie, w naj­bli­ższych la­tach mo­że­my się spo­dzie­wać zwi­ęk­sze­nia licz­by przy­pad­ków wągli­ka na świe­cie, i to nie­ko­niecz­nie tego za­sto­so­wa­ne­go w ce­lach zbrod­ni­czych, ale wy­stępu­jące­go nie­ja­ko na­tu­ral­nie.

Przy­pad­ki za­ka­żeń będą rów­nież skut­kiem nie­chlub­nej ak­tyw­no­ści czło­wie­ka. Wąglik za­czy­na bo­wiem znów nam za­gra­żać w zwi­ąz­ku z glo­bal­nym ocie­ple­niem i sta­je się nie­ocze­ki­wa­nym wska­źni­kiem stop­nia za­awan­so­wa­nia obec­ne­go kry­zy­su kli­ma­tycz­ne­go.

Mo­gli­śmy się o tym prze­ko­nać w 2016 r., kie­dy w Ja­mal­sko-Nie­niec­kim Okręgu Au­to­no­micz­nym w ob­rębie Fe­de­ra­cji Ro­syj­skiej na wąglik za­cho­ro­wa­ło ok. 40 osób, przede wszyst­kim dzie­ci, pa­dło też wie­le re­ni­fe­rów. Przy­czy­ną epi­de­mii były nad­zwy­czaj­nie wy­so­kie tem­pe­ra­tu­ry pa­nu­jące wte­dy w Ark­ty­ce, któ­re spo­wo­do­wa­ły sto­pie­nie frag­men­tów wiecz­nej zmar­z­li­ny. Znaj­do­wa­ły się w niej za­mro­żo­ne cia­ła pa­dłych wie­le lat wcze­śniej re­ni­fe­rów wraz z za­mro­żo­ny­mi w nich prze­trwal­ni­ka­mi la­secz­ki wągli­ka. Na sku­tek roz­mro­że­nia prze­trwal­ni­ki do­sta­ły się do gle­by. Roz­wi­nęły się z nich bak­te­rie, któ­re na­stęp­nie za­ra­zi­ły lu­dzi i zwie­rzęta. Po trze­cie, jak wspo­mnia­no wy­żej, wąglik może nie­spo­dzie­wa­nie za­cząć po­wo­do­wać za­ka­że­nia u osób, u któ­rych tego typu in­fek­cji wcze­śniej nie opi­sy­wa­no. Mowa tu o lu­dziach za­ży­wa­jących he­ro­inę.

Po czwar­te, co jest zu­pe­łnie za­ska­ku­jące, inne bak­te­rie mogą prze­jąć rolę wągli­ka. Nowe szcze­py la­secz­ki Ba­cil­lus ce­reus, do­tąd wi­ąza­nej z na ogół nie­zbyt gro­źny­mi ob­ja­wa­mi ze stro­ny ukła­du po­kar­mo­we­go, w ostat­nich la­tach na sku­tek na­tu­ral­nych pro­ce­sów ewo­lu­cji za­częły po­wo­do­wać cho­ro­bę do złu­dze­nia przy­po­mi­na­jącą wąglik. Ta­kie wągli­ko­po­dob­ne za­ka­że­nia no­to­wa­no u lu­dzi i ró­żnych ga­tun­ków ssa­ków, a opi­sa­no je w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, Chi­nach i kra­jach afry­ka­ńskich.

War­to więc, aby le­ka­rze i na­ukow­cy pa­mi­ęta­li o wągli­ku i jego ob­ja­wach - by ewen­tu­al­ne nowe przy­pad­ki cho­ro­by, po­wo­do­wa­ne i przez la­secz­kę wągli­ka, i przez bak­te­rie ją na­śla­du­jące, mo­żna było szyb­ko roz­po­zna­wać i le­czyć.

Tyfus plamisty

Ty­fus pla­mi­sty jest ko­lej­ną cho­ro­bą za­ka­źną ko­ja­rzącą się z prze­szło­ścią. Rze­czy­wi­ście, wiel­kie epi­de­mie ty­fu­su wy­stępo­wa­ły w daw­nych stu­le­ciach, dziś nie jest to cho­ro­ba częsta. Mimo to war­to o niej pa­mi­ętać, szcze­gól­nie ze względu na skłon­no­ść ro­dza­ju ludz­kie­go do wznie­ca­nia kon­flik­tów, wo­jen i nie­po­ko­jów spo­łecz­nych.

Ty­fus bo­wiem, na­zy­wa­ny cza­sem przy­ja­cie­lem wo­jen, zwy­kł po­ja­wiać się tam, gdzie w nie­hi­gie­nicz­nych wa­run­kach gro­ma­dzi­li się lu­dzie, a wy­bu­chy epi­de­mii często to­wa­rzy­szy­ły klęskom gło­du (ta­kże zwi­ąza­nym z su­sza­mi), kon­flik­tom zbroj­nym oraz mi­gra­cjom. Nie­któ­re ob­li­cze­nia wska­zu­ją, że ty­fus po­chło­nął wi­ęcej ofiar niż kon­flik­ty zbroj­ne.

Dzieje tyfusu plamistego

Po­cząt­ki ty­fu­su jako pla­gi nęka­jącej ludz­ko­ść nie są zbyt do­brze po­zna­ne. Nie­któ­rzy hi­sto­ry­cy twier­dzą, że opi­sy­wa­na przez grec­kie­go hi­sto­ry­ka Tu­ki­dy­de­sa epi­de­mia cho­ro­by, do któ­rej do­szło w V w. p.n.e., jak też za­ka­że­nia, któ­re sze­rzy­ły się w Eu­ro­pie w II, a na­wet w VI w. n.e., mia­ły coś wspól­ne­go z ty­fu­sem. Znacz­nie bar­dziej praw­do­po­dob­ne przy­pusz­cze­nia do­ty­czą cza­sów pó­źniej­szych: XIII, XV i XVI w., choć (tak jak w przy­pad­ku wspo­mnia­nych wy­żej za­ka­żeń) ba­da­czom uda­ło się usta­lić, że wy­bu­cha­ły wów­czas inne epi­de­mie (ospy praw­dzi­wej i duru brzusz­ne­go). Po­nad­to udo­ku­men­to­wa­ne wte­dy za­ist­nie­nie epi­de­mii dżu­my czy ospy praw­dzi­wej nie wy­klu­cza by­naj­mniej rów­no­le­głe­go po­ja­wia­nia się ty­fu­su.

W XVI w. ty­fus był cho­ro­bą roz­po­wszech­nio­ną na Pó­łwy­spie Ape­ni­ńskim. W 1546 r. opis ty­fu­su oraz od­ró­żnie­nie tej cho­ro­by od dżu­my przed­sta­wił wło­ski le­karz i po­eta Gi­ro­la­mo Fra­ca­sto­ro. W pó­źniej­szych wie­kach ty­fus (ang. ty­phus) był po­wszech­nie my­lo­ny z du­rem brzusz­nym (ang. ty­pho­id fe­ver). Te dwa scho­rze­nia roz­ró­żnił an­giel­ski le­karz John Hu­xham w 1739 r., co zo­sta­ło po­twier­dzo­ne przez pó­źniej­szych ba­da­czy i le­ka­rzy. My­le­nie duru brzusz­ne­go z ty­fu­sem zda­rza się na­dal, np. w ar­ty­ku­łach po­pu­lar­no­nau­ko­wych. Są to dwie ró­żne cho­ro­by za­ka­źne o po­dob­nych ob­ja­wach, ale wy­wo­ły­wa­ne przez inne drob­no­ustro­je (dur brzusz­ny po­wo­du­ją bak­te­rie Sal­mo­nel­la Ty­phi).

Dzie­si­ąt­ku­jące żo­łnie­rzy epi­de­mie ty­fu­su wy­bu­cha­ły pod­czas za­wie­ruch wo­jen­nych. Ofia­rą ty­fu­su pa­dła praw­do­po­dob­nie ar­mia Na­po­le­ona - jak wia­do­mo z da­nych hi­sto­rycz­nych, z ma­sze­ru­jących na Mo­skwę w 1812 r. kil­ku­set ty­si­ęcy żo­łnie­rzy Wiel­kiej Ar­mii wró­ci­ło tyl­ko kil­ka ty­si­ęcy. Uwa­ża się, że mniej wi­ęcej 20% sta­nu oso­bo­we­go ar­mii zma­rło na sku­tek tej cho­ro­by. Ty­fus zbie­rał rów­nież ob­fi­te żni­wo w cza­sie pierw­szej woj­ny świa­to­wej, jak też po niej. W la­tach 1917-1925 na te­re­nach Ro­sji i Eu­ro­py Wschod­niej roz­wi­nęło się 25 mln za­ka­żeń, a 3 mln lu­dzi zma­rło z po­wo­du ty­fu­su. Naj­strasz­niej­sza faza epi­de­mii wy­stąpi­ła pod­czas woj­ny pol­sko-bol­sze­wic­kiej. Nie­wol­ne od wy­bu­chów epi­de­mii były też cza­sy dru­giej woj­ny świa­to­wej - ty­fus po­ja­wiał się nie tyl­ko wśród żo­łnie­rzy na fron­tach, ale i wśród lud­no­ści cy­wil­nej zmu­szo­nej do prze­by­wa­nia w eks­tre­mal­nie trud­nych wa­run­kach pa­nu­jących w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych i get­tach.

Po dru­giej woj­nie świa­to­wej licz­ba wy­bu­chów epi­de­mii ty­fu­su za­częła się zmniej­szać. W kon­se­kwen­cji cho­ro­ba za­częła być po­wo­li uwa­ża­na za pro­blem mi­nio­ny. Opi­sy­wa­no je­dy­nie po­je­dyn­cze jej ogni­ska w ró­żnych re­jo­nach świa­ta, głów­nie w Afry­ce (np. Ugan­da, Etio­pia), a ta­kże w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Pod ko­niec XX w. ty­fus pla­mi­sty był uwa­ża­ny za cho­ro­bę wy­stępu­jącą spo­ra­dycz­nie, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem te­re­nów Etio­pii. Pod ko­niec lat dzie­wi­ęćdzie­si­ątych sy­tu­acja nie­ste­ty za­częła się zmie­niać, a po­now­ne wy­bu­chy epi­de­mii cho­ro­by wi­ąza­no z za­miesz­ka­mi, woj­na­mi i ze zły­mi wa­run­ka­mi ży­cia. Dużą epi­de­mię ty­fu­su opi­sa­no w 1997 r. w cza­sie woj­ny do­mo­wej w Bu­run­di (praw­do­po­dob­nie na­wet 100 tys. lu­dzi ule­gło wte­dy za­ka­że­niu), a mniej­sze ogni­ska w Ro­sji, Peru, re­jo­nach Afry­ki Pó­łnoc­nej oraz we Fran­cji wśród osób bez­dom­nych.

Pod ko­niec XIX w. ame­ry­ka­ński le­karz Na­than Brill po raz pierw­szy za­ob­ser­wo­wał na­wro­to­wą i spo­ra­dycz­nie wy­stępu­jącą po­stać ty­fu­su. Spo­strze­że­nia Bril­la po­twier­dził w la­tach trzy­dzie­stych XX w. ame­ry­ka­ński bak­te­rio­log i le­karz Hans Zins­ser. Ta po­stać ty­fu­su nosi na­zwę cho­ro­by Bril­la-Zins­se­ra.

Szczepionka Weigla

Ogrom­ne za­słu­gi w ba­da­niu ty­fu­su, a przede wszyst­kim w pra­cach ma­jących na celu opra­co­wa­nie szcze­pion­ki prze­ciw tej cho­ro­bie miał pol­ski bio­log pra­cu­jący we Lwo­wie Ru­dolf We­igl. W 1930 r. stwo­rzył on szcze­pion­kę prze­ciw ty­fu­so­wi dzi­ęki za­sto­so­wa­niu no­wa­tor­skiej me­to­dy ho­dow­li zwy­kle nie­spo­ty­ka­nych zwie­rząt la­bo­ra­to­ryj­nych, czy­li wszy. Pod­czas pro­duk­cji szcze­pion­ki wszy mu­sia­ły być kar­mio­ne ludz­ką krwią. We­igl w swo­im in­sty­tu­cie za­trud­niał tzw. kar­mi­cie­li wszy. Umiesz­cza­no im na cie­le po­jem­nicz­ki z wsza­mi. Owa­dy mia­ły więc kon­takt ze skó­rą. Cała pro­ce­du­ra mo­gła być kon­tro­lo­wa­na z ze­wnątrz i prze­rwa­na w od­po­wied­nim cza­sie. Aby wy­pro­du­ko­wać szcze­pion­kę, wszy do­świad­czal­ne były za­ka­ża­ne bak­te­ria­mi Ric­ket­t­sia pro­wa­ze­kii, któ­re na­mna­ża­ły się w je­li­tach owa­dów. Je­li­ta były na­stęp­nie wy­ci­na­ne, two­rzo­no z nich za­wie­si­nę, bak­te­rie in­ak­ty­wo­wa­no (za­bi­ja­no) za po­mo­cą for­ma­li­ny i w ten spo­sób po­wsta­wa­ła szcze­pion­ka.

W cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej, gdy Lwów zo­stał za­jęty przez Niem­ców, szcze­pion­ka tak bar­dzo za­in­te­re­so­wa­ła hi­tle­row­skie wła­dze oku­pa­cyj­ne, że po­zwo­li­ły We­iglo­wi na kon­ty­nu­ację ba­dań. Za­żąda­ły też od nie­go szcze­pion­ki dla nie­miec­kie­go woj­ska. We­igl się zgo­dził, ale jego in­sty­tut przy­go­to­wy­wał dla nie­miec­kich żo­łnie­rzy szcze­pion­kę nie­pe­łno­war­to­ścio­wą.

Pe­łno­war­to­ścio­wy pre­pa­rat był na­to­miast do­star­cza­ny do gett we Lwo­wie i w War­sza­wie. War­to wspo­mnieć, że We­igl dzi­ęki in­sty­tu­cji kar­mi­cie­li wszy i wy­sta­wia­niu za­świad­czeń o ta­kim za­jęciu ura­to­wał, jak się ob­li­cza, na­wet 3 tys. osób za­gro­żo­nych śmier­cią bądź wy­wóz­ką na ro­bo­ty do Nie­miec. Wśród nich byli m.in. po­eta Zbi­gniew Her­bert, ma­te­ma­ty­cy Ste­fan Ba­nach i Bro­ni­sław Kna­ster, bio­lo­dzy He­le­na i Se­we­ryn Krze­mie­niew­scy, a ta­kże kom­po­zy­tor i dy­ry­gent Sta­ni­sław Skro­wa­czew­ski. Wie­le lat po swo­jej śmier­ci Ru­dolf We­igl zo­stał od­zna­czo­ny me­da­lem Spra­wie­dli­wy wśród Na­ro­dów Świa­ta.

Czym jest tyfus?

Ty­fus pla­mi­sty jest cho­ro­bą za­ka­źną po­wo­do­wa­ną przez typ bak­te­rii pa­so­ży­tu­jących we­wnątrz ko­mó­rek go­spo­da­rza - ri­ket­sje, a do­kład­niej ga­tu­nek o na­zwie Ric­ket­t­sia pro­wa­ze­kii. Ri­ket­sje te od­kry­li wspó­łpra­cu­jący ze sobą bra­zy­lij­ski le­karz Hen­ri­que da Ro­cha Lima oraz cze­ski zoo­log i pa­ra­zy­to­log Sta­ni­slaus von Pro­wa­zek. Ro­cha Lima na­zwał bak­te­rię na cze­ść swe­go zma­rłe­go na ty­fus wspó­łpra­cow­ni­ka, a ta­kże in­ne­go ba­da­cza ri­ket­sji Ho­war­da Ric­ket­t­sa (któ­ry rów­nież uma­rł po za­ka­że­niu ty­fu­sem). Cho­ro­ba wy­stępu­je u lu­dzi i jest prze­no­szo­na przez wszy ludz­kie odzie­żo­we (Pe­di­cu­lus hu­ma­nus cor­po­ris), a ten zwi­ązek zo­stał od­kry­ty przez fran­cu­skie­go bak­te­rio­lo­gia Char­le­sa Ni­col­le'a w 1909 r. Za­uwa­żył on, że...

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej

Cholera

W sierp­niu 1852 r. co­dzien­ne ga­ze­ty war­szaw­skie po­da­ły in­for­ma­cję, że w War­sza­wie jed­ne­go dnia od­no­to­wa­no 800 cho­rych na cho­le­rę, 185 no­wych za­cho­ro­wań i 119 zgo­nów. Wspó­łczes­nemu czy­tel­ni­ko­wi taka wia­do­mo­ść może się wy­dać dość nie­praw­do­po­dob­na. Co wspól­ne­go może mieć cho­le­ra z War­sza­wą? Cho­le­ra to prze­cież cho­ro­ba wy­stępu­jąca w kra­jach eg­zo­tycz­nych, o cie­płym kli­ma­cie, ra­czej nie­spo­ty­ka­na na te­re­nach eu­ro­pej­skich ani te­raz, ani w prze­szło­ści. Fak­tycz­nie, obec­nie cho­le­ra nie jest po­strze­ga­na jako szcze­gól­ne za­gro­że­nie w Eu­ro­pie czy Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ale nie za­wsze tak było. W XIX w. do­szło do sze­ściu pan­de­mii tej cho­ro­by (szó­sta pan­de­mia roz­po­częła się pod ko­niec XIX w., w 1899 r., i trwa­ła do lat dwu­dzie­stych XX w.). W 1852 r. sza­la­ła trze­cia pan­de­mia, któ­ra szcze­gól­nie spu­sto­szy­ła Ro­sję, a przy tym ta­kże Kró­le­stwo Pol­skie. Hi­sto­ry­cy ob­li­cza­ją, że w za­bo­rze ro­syj­skim za­cho­ro­wa­ło wów­czas po­nad 100 tys. lu­dzi, z cze­go nie­mal 49 tys. zma­rło w cier­pie­niach. Wol­ne od cho­le­ry nie były wów­czas rów­nież te­re­ny za­bo­ru au­striac­kie­go, gdzie w 1855 r. wsku­tek cho­ro­by zma­rło 75 tys. osób. Nie były to ostat­nie pan­de­mie cho­le­ry, któ­re do­tknęły zie­mie pol­skie, jak rów­nież Eu­ro­pę.

Pó­źniej Eu­ro­pa za­po­mnia­ła o cho­le­rze. Dzi­ęki za­sto­so­wa­niu sku­tecz­nych i nie­skom­pli­ko­wa­nych me­tod za­po­bie­ga­nia wy­bu­chom epi­de­mii tej cho­ro­by uda­ło się ją bar­dzo moc­no ogra­ni­czyć. Nie zna­czy to jed­nak, że cho­le­ra zu­pe­łnie znik­nęła.

Wprost prze­ciw­nie. Wie­le osób, zwłasz­cza w Eu­ro­pie, za­pew­ne nie ma świa­do­mo­ści, że w rze­czy­wi­sto­ści je­ste­śmy w trak­cie ko­lej­nej pan­de­mii tej cho­ro­by. I to naj­dłu­ższej pan­de­mii w za­pi­sa­nej hi­sto­rii ludz­ko­ści. Siód­ma pan­de­mia cho­le­ry, bo o niej mowa, roz­po­częła się w 1961 r. w Azji Po­łu­dnio­wej, na­stęp­nie cho­ro­ba po­ja­wi­ła się w Afry­ce (w 1971 r.), a w 1991 r. do­ta­rła na kon­ty­nent ame­ry­ka­ński. W od­ró­żnie­niu od sze­ściu po­przed­nich pan­de­mii, któ­re wy­ga­sa­ły po 6-24 la­tach, obec­na pan­de­mia wy­da­je się nie tra­cić im­pe­tu, a wręcz prze­ciw­nie: w nie­któ­rych kra­jach, zwłasz­cza do­tkni­ętych kon­flik­ta­mi zbroj­ny­mi czy ka­ta­stro­fa­mi na­tu­ral­ny­mi, przy­pad­ków cho­ro­by wci­ąż jest bar­dzo dużo.

Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia oce­nia, że rocz­nie na ca­łym świe­cie na cho­le­rę cho­ru­je 1,3-4 mln lu­dzi, a po­nad 140 tys. umie­ra z jej po­wo­du. Z ko­lei w 2017 r. WHO otrzy­ma­ła ra­por­ty o po­nad 1,2 mln przy­pad­ków i 5654 zgo­nach w 34 kra­jach. W zwi­ąz­ku z roz­bie­żno­ścia­mi mi­ędzy oce­na­mi a ra­por­ta­mi wśród na­ukow­ców pa­nu­je kon­sen­sus, że przy­pad­ków cho­le­ry jest naj­praw­do­po­dob­niej znacz­niej wi­ęcej, a wie­le z nich po pro­stu nie jest zgła­sza­nych do WHO. Sza­cu­je się rów­nież, że glo­bal­nie po­nad mi­liard lu­dzi miesz­ka na te­re­nach en­de­micz­ne­go wy­stępo­wa­nia cho­le­ry. Duże epi­de­mie tej cho­ro­by były opi­sy­wa­ne przede wszyst­kim w Afry­ce oraz w Azji Po­łu­dnio­wej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej (w ta­kich kra­jach jak m.in. Afga­ni­stan, Irak, Mo­zam­bik, Ma­la­wi, Ke­nia, De­mo­kra­tycz­na Re­pu­bli­ka Kon­ga). W 2010 r. gro­źna epi­de­mia cho­ro­by po­ja­wi­ła się na Ha­iti. Za­ra­zi­ło się nią wów­czas 600 tys. lu­dzi, a 8 tys. zma­rło. Ob­jęty kon­flik­ta­mi Je­men, jed­no z bied­niej­szych pa­ństw arab­skich, do­świad­cza obec­nie strasz­li­wej epi­de­mii cho­le­ry: za­cho­ro­wa­ło tam już po­nad 1 mln osób, licz­bę zgo­nów sza­cu­je się na 3 tys., a sy­tu­acja może być tyl­ko gor­sza, zwłasz­cza w ob­li­czu znisz­czo­nej in­fra­struk­tu­ry, nie­mal nie­ist­nie­jącej opie­ki zdro­wot­nej, trud­no­ści w do­star­cza­niu po­mo­cy hu­ma­ni­tar­nej z ze­wnątrz, nie wspo­mi­na­jąc już o pa­nu­jącej pan­de­mii CO­VID-19, któ­ra do­dat­ko­wo nad­we­ręża środ­ki prze­zna­cza­ne na po­moc oby­wa­te­lom. Sy­tu­ację zwi­ąza­ną z cho­le­rą w Je­me­nie, po­gor­szo­ną przez woj­nę do­mo­wą oraz znisz­cze­nie sys­te­mu ochro­ny zdro­wia, okre­śla się jako ka­ta­stro­fę wy­wo­ła­ną przez czło­wie­ka, ang. man-made di­sa­ster, w od­ró­żnie­niu od ka­ta­strof na­tu­ral­nych, po­wsta­jących na sku­tek dzia­ła­nia sił na­tu­ry. W 2016 r. spe­cja­li­ści sza­co­wa­li, że glo­bal­nie licz­ba przy­pad­ków cho­le­ry będzie wzra­sta­ła, szcze­gól­nie w Afry­ce i Azji. Dla­te­go też w 2017 r. WHO wraz z wie­lo­ma in­ny­mi or­ga­ni­za­cja­mi mi­ędzy­na­ro­do­wy­mi zde­cy­do­wa­ła o wdro­że­niu pla­nu znacz­ne­go ogra­ni­cze­nia cho­le­ry do 2030 r., za­kła­da­jące­go li­kwi­da­cję cho­le­ry w 20 kra­jach oraz zmniej­sze­nie licz­by zgo­nów o 90%.

Eli­mi­na­cja cho­le­ry, a zwłasz­cza jej ca­łko­wi­ta li­kwi­da­cja, jest bar­dzo trud­na, choć wy­da­je się, że wie­le z tych trud­no­ści stwa­rza czło­wiek, a nie sama cho­ro­ba. Wy­ni­ka to z kil­ku po­wo­dów.

Dy­na­mi­ka wy­stępo­wa­nia cho­le­ry jest szcze­gól­na. Ist­nie­ją pa­ństwa, w któ­rych no­tu­je się lata bez żad­nych przy­pad­ków cho­ro­by, po czym w ko­lej­nych la­tach mamy do czy­nie­nia z nie­spo­dzie­wa­ny­mi wy­bu­cha­mi epi­de­mii; gdzie in­dziej z ko­lei cho­ro­ba może wy­stępo­wać sta­bil­nie, w po­sta­ci en­de­micz­nej. Ob­ja­wy cho­ro­by są nie­zbyt spe­cy­ficz­ne, ła­two je więc prze­ga­pić, szcze­gól­nie w okre­sach wy­ci­sze­nia, co na­stęp­nie prze­kła­da się na spa­dek za­in­te­re­so­wa­nia cho­ro­bą i za­ła­ma­nie sys­te­mów mo­ni­to­ro­wa­nia. Wresz­cie ze względu na spe­cy­ficz­ną styg­ma­ty­za­cję miejsc, w któ­rych cho­le­ra wy­stępu­je, pa­ństwa czer­pi­ące duże zy­ski z tu­ry­sty­ki mają ten­den­cję do nie­zgła­sza­nia lub ukry­wa­nia przy­pad­ków cho­le­ry, aby nie od­stra­szać po­ten­cjal­nych tu­ry­stów. Rządy nie­któ­rych kra­jów, za­miast po­rząd­nie za­jąć się ochro­ną zdro­wia oby­wa­te­li, wolą za­mia­tać wszyst­ko pod dy­wan. Przy­kła­dem jest cho­cia­żby We­ne­zu­ela - w 1993 r. ty­si­ące lu­dzi cho­ro­wa­ło na cho­le­rę i umie­ra­ło, a tam­tej­szy rząd ogło­sił ko­niec epi­de­mii. W wie­lu wy­pad­kach ba­da­nia nad po­cząt­ka­mi i roz­wo­jem epi­de­mii są utrud­nio­ne, po­nie­waż wi­ążą się z kwe­stia­mi po­li­tycz­ny­mi (szcze­gól­nie że nie­któ­rzy spe­cja­li­ści su­ge­ru­ją tu rolę kry­zy­su kli­ma­tycz­ne­go). Cie­ka­wost­ką może być fakt, że po­moc może na­de­jść z nie­spo­dzie­wa­nej stro­ny - NASA (agen­cja rządu USA od­po­wie­dzial­na za pro­gram ame­ry­ka­ńskich lo­tów ko­smicz­nych) dzi­ęki od­po­wied­nim mo­de­lom oraz wy­kry­wa­niu kon­kret­nych zmian śro­do­wi­sko­wych ob­ser­wo­wa­nych z prze­strze­ni ko­smicz­nej jest w trak­cie opra­co­wy­wa­nia me­tod prze­wi­dy­wa­nia ry­zy­ka wy­bu­chów epi­de­mii cho­le­ry na okre­ślo­nych te­re­nach.

Co wywołuje cholerę?

Cho­le­ra jest cho­ro­bą za­ka­źną po­wo­do­wa­ną przez Gram-ujem­ną, ru­chli­wą bak­te­rię o na­zwie prze­cin­ko­wiec cho­le­ry (Vi­brio cho­le­rae). Do cho­ro­by do­cho­dzi wsku­tek za­ka­że­nia or­ga­ni­zmu czło­wie­ka przez bak­te­rie i wy­twa­rza­nia spe­cy­ficz­nej tok­sy­ny dzia­ła­jącej w ukła­dzie po­kar­mo­wym. W uprosz­cze­niu wy­gląda to tak, że prze­cin­ko­wiec cho­le­ry do­sta­je się do je­lit, ko­lo­ni­zu­je ich na­bło­nek i za­czy­na pro­du­ko­wać tok­sy­nę, któ­ra po­wo­du­je wie­le re­ak­cji, ko­ńczących się wy­dzie­la­niem ogrom­nej ilo­ści wody do świa­tła je­li­ta. Ce­chą cha­rak­te­ry­stycz­ną cho­le­ry jest bar­dzo ob­fi­ta, wod­ni­sta bie­gun­ka. Kał bie­gun­ko­wy nie przy­po­mi­na kału w nor­mal­nej, fi­zjo­lo­gicz­nej po­sta­ci, a wy­gląda ra­czej na zmęt­nia­łą wodę - mówi się cza­sem, że bie­gun­ka w prze­bie­gu cho­le­ry jest po­dob­na do wody po go­to­wa­niu ryżu. Bie­gun­ce mogą to­wa­rzy­szyć skur­cze i bóle w ja­mie brzusz­nej, złe sa­mo­po­czu­cie i wy­mio­ty; wy­so­ka tem­pe­ra­tu­ra jest ra­czej rzad­ka. Prze­bieg bie­gun­ki może być sto­sun­ko­wo ła­god­ny, ale w nie­któ­rych przy­pad­kach cho­ro­ba może przy­brać ci­ężką po­stać, z utra­tą elek­tro­li­tów (chlor­ków, sodu, po­ta­su) i utra­tą wody, na­wet do 1 l na go­dzi­nę, co może do­pro­wa­dzić do zgo­nu w ci­ągu kil­ku go­dzin. Ci­ężka po­stać cho­le­ry, mo­gąca pro­wa­dzić do od­wod­nie­nia, to nie­wiel­ki, 10-20-pro­cen­to­wy od­se­tek przy­pad­ków.

Rzad­ką po­sta­cią cho­le­ry jest tzw. su­cha cho­le­ra, w cza­sie któ­rej nie na­stępu­je wy­dzie­la­nie wody do je­lit. Śmie­rć pa­cjen­ta na­stępu­je wsku­tek nie­wy­dol­no­ści ukła­du krąże­nia.

Cho­le­ra jest cho­ro­bą wy­so­ce za­ka­źną. Do za­ka­że­nia do­cho­dzi na sku­tek spo­ży­cia wody lub po­ży­wie­nia ska­żo­ne­go ludz­ki­mi od­cho­da­mi. Okres in­ku­ba­cji trwa od kil­ku go­dzin do 5 dni. Oso­by za­ka­żo­ne, na­wet je­śli nie mają żad­nych ob­ja­wów lub są one ła­god­ne, wy­dzie­la­ją bak­te­rie z ka­łem na­wet do 10 dni po za­ka­że­niu i mogą być w ten spo­sób źró­dłem za­ka­że­nia dla in­nych osób, np. ze swo­je­go oto­cze­nia. Le­cze­nie pa­cjen­ta z cho­le­rą po­win­no zo­stać roz­po­częte na­tych­miast i je­że­li jest prze­pro­wa­dzo­ne po­praw­nie, nie po­win­ny wy­stąpić żad­ne po­wi­kła­nia. Śmier­tel­no­ść nie­le­czo­nej cho­le­ry może do­cho­dzić na­wet do 70%, sku­tecz­ne le­cze­nie ob­ni­ża ten od­se­tek do 0,5%.

W ob­rębie ga­tun­ku Vi­brio cho­le­rae wy­stępu­je kil­ka­set tzw. se­ro­grup, ale tyl­ko dwie z nich, gru­pa O1 i gru­pa O139, wy­wo­łu­ją epi­de­mie. Se­ro­gru­pa O1 jest dzie­lo­na na dwa bio­ty­py: bio­typ kla­sycz­ny i bio­typ El Tor. Pierw­szych sze­ść pan­de­mii spo­wo­do­wał naj­praw­do­po­dob­niej bio­typ kla­sycz­ny, na­to­miast obec­na siód­ma pan­de­mia zo­sta­ła wy­wo­ła­na przez bio­typ El Tor.

Leczenie

Cho­le­ra jest cho­ro­bą ła­twą w le­cze­niu. Głów­nym ce­lem te­ra­pii jest na­wod­nie­nie pa­cjen­ta, tra­cące­go duże ilo­ści wody i elek­tro­li­tów w trak­cie bie­gun­ki. W tym celu sto­su­je się tzw. do­ust­ny płyn na­wad­nia­jący (ang. oral re­hy­dra­tion so­lu­tion, ORS), czy­li opra­co­wa­ną przez WHO mie­szan­kę cu­kru oraz soli sodu i po­ta­su. Przy­kła­do­wo sto­so­wa­ne obec­nie sa­szet­ki pro­du­ko­wa­ne przez WHO / UNI­CEF, za­wie­ra­jące ORS o tzw. ob­ni­żo­nej osmo­lar­no­ści, le­piej dzia­ła­jące u dzie­ci ze skraj­nym nie­do­ży­wie­niem, skła­da­ją się z chlor­ku po­ta­su, chlor­ku sodu, cy­try­nia­nu sodu oraz glu­ko­zy. Taka sa­szet­ka słu­ży do przy­go­to­wa­nia - z uży­ciem czy­stej wody - li­tra pły­nu, któ­ry jest sto­so­wa­ny jako lek w prze­bie­gu cho­rób bie­gun­ko­wych. Do­ro­sła oso­ba cho­ra na cho­le­rę pierw­sze­go dnia cho­ro­by w wy­pad­ku śred­nio ci­ężkiej bie­gun­ki może po­trze­bo­wać ok. 6 l ta­kie­go roz­two­ru po­da­wa­ne­go do­ust­nie. W przy­pad­kach ci­ężkiej bie­gun­ki sto­so­wa­ne jest na­wad­nia­nie do­żyl­ne.

Po­nad­to w te­ra­pii cho­le­ry, szcze­gól­nie w przy­pad­kach ci­ężkich i śred­nio ci­ężkich, cho­rym po­da­wa­ne są an­ty­bio­ty­ki (np. flu­oro­chi­no­lo­ny, ma­kro­li­dy czy te­tra­cy­kli­ny). An­ty­bio­ty­ki skra­ca­ją czas wy­da­la­nia bak­te­rii z ka­łem i trwa­nia bie­gun­ki oraz zmniej­sza­ją ilo­ść pły­nów nie­zbęd­nych do na­wad­nia­nia. Obec­nie opor­no­ść prze­cin­kow­ca cho­le­ry na sto­so­wa­ne an­ty­bio­ty­ki gwa­łtow­nie na­ra­sta, w zwi­ąz­ku z tym ma­so­we pro­fi­lak­tycz­ne po­da­wa­nie an­ty­bio­ty­ków nie jest za­le­ca­ne.

Kontrola i zapobieganie

Wy­stępo­wa­nie ta­kiej cho­ro­by za­ka­źnej jak cho­le­ra w XXI w., w do­dat­ku nie mar­gi­nal­nie, ale u wie­lu ty­si­ęcy lu­dzi na świe­cie, sta­no­wi - a ra­czej po­win­no sta­no­wić - wstyd dla ludz­ko­ści. Zna­czące­go ogra­ni­cze­nia licz­by cho­rych i umie­ra­jących na cho­le­rę mo­żna do­ko­nać bar­dzo ła­two, za po­śred­nic­twem po­łącze­nia i wpro­wa­dze­nia dwóch ini­cja­tyw: tzw. WASH oraz szcze­pień prze­ciw cho­le­rze. WASH to skrót po­cho­dzący od an­giel­skich słów (safe) wa­ter, sa­ni­ta­tionhy­gie­ne, czy­li za­pew­nie­nie lu­dziom czy­stej pit­nej wody, do­stęp­nych me­tod od­po­wied­nie­go po­zby­wa­nia się nie­czy­sto­ści oraz za­cho­wy­wa­nie od­po­wied­nich za­sad hi­gie­ny. Cho­le­ra jest bo­wiem do­sko­na­łym od­bi­ciem fa­tal­nych wa­run­ków, w ja­kich żyją mi­lio­ny osób. Ok. 1 mld lu­dzi na świe­cie ko­rzy­sta z to­a­let, z któ­rych od­cho­dy nie są ni­g­dzie usu­wa­ne czy od­pro­wa­dza­ne. Bez żad­nych to­a­let czy la­tryn żyje obec­nie ok. 1 mld lu­dzi na świe­cie, z cze­go pra­wie 700 mln osób wy­pró­żnia się na otwar­tych prze­strze­niach, a od­cho­dy do­sta­ją się do oko­licz­nych zbior­ni­ków wod­nych. 10% ludz­ko­ści spo­ży­wa je­dze­nie, któ­re w cza­sie pro­duk­cji było pod­le­wa­ne ście­ka­mi. Z punk­tu wi­dze­nia ety­ki obec­no­ść cho­le­ry sta­no­wi sku­tek wiel­kich i nie­mo­ral­nych nie­rów­no­ści w spo­łe­cze­ństwach, ubó­stwa mi­lio­nów lu­dzi oraz eg­zy­sten­cji w wa­run­kach po­ni­żej ak­cep­to­wal­ne­go po­zio­mu. Do­ty­czy to często lu­dzi ci­ężko do­świad­czo­nych przez los - bied­nych, ofiar wo­jen (pod­czas po­ty­czek na­stępu­je znisz­cze­nie wo­do­ci­ągów czy sys­te­mów oczysz­cza­nia ście­ków), a ta­kże ucho­dźców, prze­pędza­nych z miej­sca na miej­sce oraz stła­cza­nych w prze­lud­nio­nych i nie­za­pew­nia­jących pod­sta­wo­wych wa­run­ków hi­gie­nicz­nych obo­zach. Wsty­dem i skan­da­lem jest za­tem, że tak (sto­sun­ko­wo) ła­twa w za­po­bie­ga­niu cho­ro­ba wci­ąż do­ty­ka lu­dzi.

Oprócz prak­tyk za­wie­ra­jących się w WASH pod­czas wal­ki z cho­le­rą bie­rze się pod uwa­gę edu­ka­cję do­ty­czącą prak­tyk hi­gie­nicz­nych i proz­dro­wot­nych, za­po­bie­ga­nie nie­do­ży­wie­niu, za­le­ca­nie kar­mie­nia pier­sią oraz pro­gra­my szcze­pień z uży­ciem do­stęp­nych szcze­pio­nek. W tej chwi­li re­ko­men­do­wa­ne są przez WHO trzy szcze­pion­ki do­ust­ne po­da­wa­ne w dwóch daw­kach. Szcze­pion­ki po­win­ny być sto­so­wa­ne tam, gdzie cho­le­ra wy­stępu­je en­de­micz­nie, ale ta­kże w wy­pad­ku wy­bu­chów epi­de­mii oraz ka­ta­strof, kie­dy ry­zy­ko epi­de­mii jest duże, ale za­wsze w po­łącze­niu z me­to­da­mi WASH. Na­le­ży pod­kre­ślić, że w przy­pad­ku cho­le­ry sto­so­wa­nie wy­łącz­nie szcze­pień nie będzie sku­tecz­ne. Szcze­pie­nia za­wsze po­win­ny uzu­pe­łniać inne me­to­dy wal­ki z tą cho­ro­bą.

Ospa prawdziwa

Edward Jen­ner uwa­żał, że ospa praw­dzi­wa jest "naj­bar­dziej prze­ra­ża­jącą pla­gą ludz­ko­ści". Hisz­pa­ński kon­kwi­sta­dor Pe­dro Pi­zar­ro w uko­ńczo­nej w 1571 r. kro­ni­ce Spra­woz­da­nie z pod­bo­ju i pod­bo­ju kró­lestw Peru (Re­la­ción del de­scu­bri­mien­to y co­nqu­ista de los re­inos del Perú) przy oka­zji wspo­mnie­nia o śmier­ci na ospę kró­la In­ków Hu­ay­ny Ca­pa­ca nad­mie­niał z ko­lei, że gdy­by nie śmie­rć wład­cy, Hisz­pa­nom pod­bi­cie kró­le­stwa In­ków nie po­szło­by tak ła­two, "al­bo­wiem był to król bar­dzo mi­ło­wa­ny przez pod­da­nych". To po­twier­dza zna­ne fak­ty, że cho­ro­by z kon­ty­nen­tu nie­zna­ne w No­wym Świe­cie, w tym ospa praw­dzi­wa, nie­wąt­pli­wie mia­ły wpływ na wy­nik kon­kwi­sty.

Ospa, przy­wle­czo­na na zie­mie Ame­ryk przez eu­ro­pej­skich zdo­byw­ców, spu­sto­szy­ła im­pe­rium In­ków. Roz­prze­strze­nia­ła się gwa­łtow­nie po kon­ty­nen­cie ame­ry­ka­ńskim wśród zu­pe­łnie na nią nie­od­por­nej rdzen­nej lud­no­ści. Przy oka­zji udo­wod­ni­ła, że pla­gi cho­rób za­ka­źnych w prze­szło­ści wpły­wa­ły nie tyl­ko na ży­cie i zdro­wie po­je­dyn­czych lu­dzi, lecz ta­kże na dzie­je i ukła­dy po­li­tycz­ne ca­łych pa­ństw, kró­lestw czy kon­ty­nen­tów. Ospa praw­dzi­wa była jed­ną z tych plag, któ­re nęka­ły ludz­ko­ść od wie­ków i po­tra­fi­ły zmie­niać jej hi­sto­rię.

Historia ospy prawdziwej

Po­cząt­ki ospy praw­dzi­wej są nie do ko­ńca po­zna­ne, ta­jem­ni­cze i bli­ższe mi­tom i le­gen­dom niż hi­sto­rycz­nym źró­dłom. Być może to wła­śnie ospa była przy­czy­ną zgo­nów w sta­ro­żyt­nym Egip­cie przed trze­ma ty­si­ąca­mi lat. Być może cha­rak­te­ry­stycz­ne śla­dy na twa­rzy mu­mii fa­ra­ona Ram­ze­sa V (zma­rłe­go w 1157 r. p.n.e.) to zna­mio­na prze­by­tej ospy. Ist­nie­je rów­nież do­mnie­ma­nie, że ospa była obec­na w Chi­nach ok. 1000 lat p.n.e. Pew­no­ści jed­nak nie ma. Ba­da­nia ge­ne­tycz­ne mu­mii wład­ców egip­skich mo­gły­by po­móc roz­wi­ązać tę za­gad­kę. Mo­żli­we, że tak się sta­nie, są bo­wiem za­pla­no­wa­ne na 2022 r. Wy­ni­ki naj­now­szych ba­dań DNA prze­pro­wa­dzo­nych na szcząt­kach lu­dzi zma­rłych przed wie­ka­mi po­twier­dza­ją, że ospa praw­dzi­wa to­wa­rzy­szy­ła ludz­ko­ści przy­naj­mniej od ok. 600 r. n.e. Ich au­to­rzy su­ge­ru­ją, że tę datę mo­żna prze­su­nąć na­wet na mniej wi­ęcej 300 r. n.e. In­te­re­su­jącym do­mnie­ma­niem jest rów­nież to, że ów­cze­sna ospa mo­gła pod względem ob­ja­wów prze­bie­gać nie­co ina­czej niż ospa, któ­rą zna­my z cza­sów bli­ższych wspó­łcze­sno­ści. Kli­nicz­ne ob­ja­wy ospy jako nie­bez­piecz­nej cho­ro­by o ci­ężkim prze­bie­gu opi­sy­wał w swo­ich trak­ta­tach (po­rów­nu­jąc ją przy oka­zji z odrą) per­ski le­karz i fi­lo­zof Rha­zes, ży­jący w X w. n.e.

Ospa praw­dzi­wa jest cho­ro­bą za­ka­źną, któ­ra prze­no­si się wy­łącz­nie mi­ędzy lu­dźmi, nie ata­ku­je zwie­rząt. Pod­czas epi­de­mii ospy oso­by wra­żli­we na in­fek­cję albo umie­ra­ją, albo na­by­wa­ją od­por­no­ści, co po­wo­du­je, że z cza­sem epi­de­mia wy­ga­sa i za­ni­ka. Może roz­wi­nąć się po­now­nie, na­wet na tym sa­mym te­re­nie, ale dzie­je się to do­pie­ro wów­czas, kie­dy po­ja­wi się wy­star­cza­jąca licz­ba osób po­dat­nych na za­ka­że­nie (czy­li kie­dy uro­dzi się od­po­wied­nia licz­ba dzie­ci). Cykl po­wsta­wa­nia epi­de­mii ospy praw­dzi­wej wy­ma­ga od­po­wied­nio du­żej licz­by po­dat­nych na in­fek­cję osób zgro­ma­dzo­nych bli­sko sie­bie w śro­do­wi­sku. Po­dob­na sy­tu­acja wy­stępu­je w przy­pad­ku odry. W wy­pad­ku odry ob­li­czo­no licz­bę po­pu­la­cji wra­żli­wych na za­ka­że­nie dzie­ci, nie­zbęd­nej do za­pew­nie­nia wi­ru­so­wi prze­trwa­nia w te­jże po­pu­la­cji - jest to 200-300 tys. osób. Wy­da­je się, że po­pu­la­cja po­dob­nej wiel­ko­ści by­ła­by w sta­nie pod­trzy­mać ist­nie­nie wi­ru­sa po­wo­du­jące­go ospę praw­dzi­wą. Wie­lu ba­da­czy uwa­ża, że na za­do­mo­wie­nie się wi­ru­sa ospy w po­pu­la­cji czło­wie­ka wpływ mia­ły udo­mo­wie­nie zwie­rząt, rol­nic­two i osie­dla­nie się lu­dzi w du­żych sku­pi­skach.

Kie­dy mia­sta roz­wi­ja­ły się i ro­sły, roz­prze­strze­nia­ła się ospa, a jej epi­de­mie za­bi­ja­ły na­wet 30% cho­ru­jących osób. Dzia­ło się tak w Chi­nach, In­diach, a ta­kże w Eu­ro­pie.

W XV w. cho­ro­bę na­zwa­no ospą - smal­l­pox - aby od­ró­żnić ją od in­nej cho­ro­by za­ka­źnej, w któ­rej prze­bie­gu zmia­ny na skó­rze były wi­ęk­sze, gre­at pox (czy­li kiła). Wraz z pod­bi­ja­niem ko­lo­nii ospa po­ja­wi­ła się na Wy­spach Ka­ra­ib­skich (na po­cząt­ku XVI w.), a na­stęp­nie na kon­ty­nen­cie ame­ry­ka­ńskim, gdzie bru­tal­nie za­bi­ja­ła ludy tu­byl­cze, po­dat­ne na za­ka­że­nie. Ta­kie skut­ki mia­ła zresz­tą nie tyl­ko ospa, ale rów­nież za­ka­że­nia in­ny­mi cho­ro­ba­mi za­ka­źny­mi, np. odrą. Hi­sto­ry­cy sza­cu­ją, że w la­tach 1492-1650 epi­de­mie po­wo­do­wa­ły śmie­rć dzie­wi­ęciu na 10 osób - człon­ków ple­mion in­dia­ńskich, któ­rzy po raz pierw­szy ze­tknęli się z "no­wy­mi" dla nich eu­ro­pej­ski­mi pla­ga­mi.

W XVI-XVIII w. ospa praw­dzi­wa zo­sta­ła za­wle­czo­na do Afry­ki i Au­stra­lii. W po­ło­wie XVIII w. była do­brze za­do­mo­wio­na nie­mal na ca­łym świe­cie. W XVIII i XIX w. sza­la­ła w Eu­ro­pie, po­wo­du­jąc licz­ne za­cho­ro­wa­nia i będąc przy­czy­ną zgo­nów. Wie­lo­krot­ne wy­bu­chy epi­de­mii ospy w XVIII-wiecz­nej An­glii po­wo­do­wa­ły śmie­rć głów­nie dzie­ci do lat pi­ęciu, z ko­lei zgo­ny w cza­sie epi­de­mii w XIX w. do­ty­czy­ły w wi­ęk­szym stop­niu do­ro­słych. Pod ko­niec XIX w. w po­łu­dnio­wej Afry­ce oraz Ame­ry­ce Pó­łnoc­nej i Po­łu­dnio­wej opi­sa­no przy­pad­ki ła­god­niej­szej po­sta­ci ospy.

XVIII-wiecz­na pan­de­mia ospy praw­dzi­wej wpły­nęła na in­ten­syw­ne ba­da­nia nad me­to­da­mi za­po­bie­ga­nia cho­ro­bie, co za­owo­co­wa­ło wy­na­le­zie­niem sku­tecz­nej szcze­pion­ki i roz­po­częciem ma­so­wych szcze­pień. Do cza­su upo­wszech­nie­nia szcze­pień w XIX w. na­dal utrzy­my­wa­ła się duża licz­ba za­cho­ro­wań. W XX w. ospa spo­wo­do­wa­ła 300-500 mln zgo­nów, a jak się ob­li­cza - w po­przed­nim ty­si­ąc­le­ciu była przy­czy­ną 10% śmier­ci lu­dzi na ca­łym świe­cie. W 1959 r. Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia przy­jęła re­zo­lu­cję o do­pro­wa­dze­niu do ca­łko­wi­tej eli­mi­na­cji (era­dy­ka­cji) ospy - w tym cza­sie rocz­nie no­to­wa­no 15 mln przy­pad­ków tej cho­ro­by na świe­cie. W 1967 r. wy­si­łki na rzecz era­dy­ka­cji ospy zo­sta­ły zin­ten­sy­fi­ko­wa­ne: roz­po­częto ak­tyw­ne wy­kry­wa­nie przy­pad­ków cho­ro­by, oso­by cho­re były izo­lo­wa­ne, a kon­tak­tu­jących się z nimi pod­da­wa­no kwa­ran­tan­nie i szcze­pie­niu, szko­lo­no per­so­nel me­dycz­ny. Ostat­ni na­tu­ral­ny przy­pa­dek za­ka­że­nia ospą roz­po­zna­no w So­ma­lii w 1977 r. Dzi­ęki po­wszech­ne­mu pro­gra­mo­wi szcze­pień uda­ło się ca­łko­wi­cie zli­kwi­do­wać ospę. WHO ofi­cjal­nie ogło­si­ła era­dy­ka­cję wi­ru­sa ospy 8 maja 1980 r. W 1984 r. kam­pa­nie szcze­pień prze­ciw­ko ospie zo­sta­ły wstrzy­ma­ne. Ist­nie­jące szcze­py wi­ru­sa ospy mia­ły zo­stać znisz­czo­ne, do ce­lów ba­daw­czych mia­no prze­cho­wać je tyl­ko cza­so­wo w dwóch miej­scach: w sie­dzi­bie ame­ry­ka­ńskiej agen­cji Cen­trów Kon­tro­li i Pre­wen­cji Cho­rób (CDC, ang. Cen­ters for Di­se­ase Con­trol and Pre­ven­tion) i ro­syj­skim Pa­ństwo­wym Ba­daw­czym Cen­trum Wi­ru­so­lo­gii i Bio­tech­no­lo­gii "Wek­tor".

Jak przebiega ospa prawdziwa?

Ospa jest cho­ro­bą wi­ru­so­wą, wy­wo­łu­je ją wi­rus ospy (va­rio­la vi­rus) na­le­żący do po­kswi­ru­sów (ro­dzi­na Po­xvi­ri­dae). Do za­ka­że­nia do­cho­dzi­ło dro­gą kro­pel­ko­wą, po­przez wdy­cha­nie kro­pe­lek wy­dzie­li­ny dróg od­de­cho­wych wy­dy­cha­nych przez oso­bę za­ka­żo­ną, a ta­kże przez kon­takt ze zmia­na­mi na skó­rze. Po wnik­ni­ęciu wi­ru­sów do or­ga­ni­zmu na­stępo­wał okres in­ku­ba­cji za­ka­że­nia trwa­jący 7-19 dni, po któ­rym u cho­re­go ob­ser­wo­wa­ne były nie­spe­cy­ficz­ne ob­ja­wy wstęp­ne, jak wy­so­ka go­rącz­ka, bóle gło­wy i sta­wów oraz złe sa­mo­po­czu­cie. Naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­nym ob­ja­wem ospy była zmie­nia­jąca się syn­chro­nicz­nie na ca­łym cie­le wy­syp­ka, po­cząt­ko­wo plam­ko­wa, po­tem grud­ko­wa, wresz­cie pęche­rzy­ko­wa, po czym po­ja­wia­ły się stru­py, któ­re po wy­schni­ęciu i od­pad­ni­ęciu po­zo­sta­wia­ły ty­po­we dla ospy trwa­łe bli­zny. Śred­ni­ca zmian na skó­rze wy­no­si­ła 0,5-1 cm. Cho­rzy byli za­ka­źni dla in­nych osób od mo­men­tu po­ja­wie­nia się zmian wy­syp­ko­wych do chwi­li ich za­nik­ni­ęcia lub od­pad­ni­ęcia. Śmier­tel­no­ść ospy za­le­ża­ła od jej po­sta­ci. Zna­na z hi­sto­rii "kla­sycz­na" po­stać cho­ro­by, tzw. va­rio­la ma­jor, była śmier­tel­na w 30% przy­pad­ków, ła­god­niej­sza od niej va­rio­la mi­nor cha­rak­te­ry­zo­wa­ła się 1-pro­cen­to­wą śmier­tel­no­ścią. U ok. 5-10% cho­rych z va­rio­la ma­jor cho­ro­ba mo­gła przyj­mo­wać jesz­cze gro­źniej­sze po­sta­ci: krwo­tocz­ną albo zło­śli­wą. Obie z nich były nie­mal za­wsze śmier­tel­ne.

Do zgo­nu w prze­bie­gu ospy praw­dzi­wej do­cho­dzi­ło na sku­tek gwa­łtow­nej re­ak­cji za­pal­nej, wstrząsu i nie­wy­dol­no­ści wie­lo­na­rządo­wej.

Walka z ospą

Z ospą pró­bo­wa­no wal­czyć od wie­ków, za­nim na­uka wresz­cie so­bie z nią po­ra­dzi­ła. Po­cząt­ko­wo sto­so­wa­no tzw. wa­rio­la­cję, czy­li pró­by uod­par­nia­nia lu­dzi za po­mo­cą ma­te­ria­łu ze zmian cho­ro­bo­wych po­bra­nych od cho­rych na ospę i wpro­wa­dza­nych przez wcie­ra­nie w za­dra­pa­nia na skó­rze bądź wdmu­chi­wa­nie sprosz­ko­wa­nych zmian do nosa ko­lej­nej oso­by. Tech­ni­ka ta była sto­so­wa­na w ró­żnych miej­scach glo­bu praw­do­po­dob­nie już w X w. n.e. w Chi­nach, a ta­kże w Afry­ce. W Eu­ro­pie w XVIII w. roz­pro­pa­go­wa­ła ją lady Mary Wor­tley Mon­ta­gu, żona bry­tyj­skie­go am­ba­sa­do­ra w Tur­cji. Wa­rio­la­cja zy­ska­ła po­pu­lar­no­ść rów­nież we Fran­cji, w Szko­cji oraz w Ame­ry­ce Pó­łnoc­nej dzi­ęki pra­cy le­ka­rza Za­bdie­la Boyl­sto­na i pam­fle­ci­sty Cot­to­na Ma­the­ra. Pró­by uod­por­nie­nia lu­dzi na ospę tą me­to­dą spo­ty­ka­ły się jed­nak ze spo­rym opo­rem. Wpływ na to mia­ło m.in. ry­zy­ko zwi­ąza­ne z tech­ni­ką wa­rio­la­cji - po uod­por­nie­niu mo­gła się roz­wi­nąć pe­łno­obja­wo­wa ospa, a śmier­tel­no­ść w ta­kich przy­pad­kach wy­no­si­ła ok. 2%.

Do­pie­ro dzi­ęki bry­tyj­skie­mu le­ka­rzo­wi Edwar­do­wi Jen­ne­ro­wi w 1796 r. na­stąpił prze­łom w za­po­bie­ga­niu ospie. Do uod­por­nie­nia lu­dzi Jen­ner użył ma­te­ria­łu po­cho­dzące­go ze zmian spo­wo­do­wa­nych przez wi­ru­sa spo­krew­nio­ne­go z wi­ru­sem ospy, mia­no­wi­cie wi­ru­sa ospy kro­wiej (kro­wian­ki). Wi­rus ten jest na tyle po­dob­ny do wi­ru­sa ospy praw­dzi­wej, że za­bieg wy­na­le­zio­ny przez Jen­ne­ra za­bez­pie­czał przed za­ka­że­niem ospą praw­dzi­wą, ale bez ry­zy­ka wy­wo­ła­nia ospy, jak przy wa­rio­la­cji.

Jen­ner nie był pierw­szym, któ­ry za­sto­so­wał tego typu roz­wi­ąza­nie, ale swo­je pra­ce pro­wa­dził sys­te­ma­tycz­nie i pu­bli­ko­wał ich wy­ni­ki, jest więc ofi­cjal­nie uzna­wa­ny za twór­cę no­wo­cze­snej wak­cy­no­lo­gii (tech­ni­ka za­sto­so­wa­na przez Jen­ne­ra nosi na­zwę wak­cy­na­cji, od łac. vac­ca, czy­li kro­wa). Wak­cy­na­cja, jako me­to­da sku­tecz­na oraz bez­piecz­niej­sza od wa­rio­la­cji, za­częła być sto­so­wa­na po­wszech­nie. Szcze­pion­ka była zresz­tą zmie­nia­na i udo­sko­na­la­na i to dzi­ęki niej po pra­wie 200 la­tach spe­łni­ło się prze­wi­dy­wa­nie Jen­ne­ra, czy­li era­dy­ka­cja ospy.

Era­dy­ka­cja ospy praw­dzi­wej za po­mo­cą szcze­pień była mo­żli­wa dzi­ęki zbie­go­wi ko­rzyst­nych oko­licz­no­ści, ta­kich jak fakt, że ospa nie ma re­zer­wu­aru zwie­rzęce­go, za­ka­że­nia są ła­twe do zi­den­ty­fi­ko­wa­nia, wi­rus nie ule­ga uśpie­niu (la­ten­cji) ani nie po­wo­du­je prze­wle­kłych in­fek­cji. Szcze­pion­ka była ta­nia, ła­twa w pro­duk­cji, bez­pro­ble­mo­wa w trans­por­cie, sku­tecz­na oraz pro­sta w po­da­wa­niu, na­wet przez oso­by bez kwa­li­fi­ka­cji me­dycz­nych, a szcze­pie­nia były sto­so­wa­ne dzi­ęki wspó­łpra­cy na po­zio­mie mi­ędzy­na­ro­do­wym.

Obecna sytuacja

To praw­da, że ospa zo­sta­ła ca­łko­wi­cie wy­eli­mi­no­wa­na i nie sta­no­wi ta­kie­go za­gro­że­nia dla lu­dzi jak daw­niej. Ale czy mo­żna zu­pe­łnie się nią nie mar­twić? Ospa nie daje o so­bie za­po­mnieć. I nie cho­dzi tyl­ko o rzad­kie - i dość prze­ra­ża­jące - zda­rze­nia, jak zna­le­zie­nie za­po­mnia­nych pro­bó­wek za­wie­ra­jących wi­ru­sy ospy w la­bo­ra­to­rium, gdzie ta­kie pro­bów­ki nie mia­ły pra­wa się znaj­do­wać (zda­rzy­ło się to w jed­nym z ame­ry­ka­ńskich la­bo­ra­to­riów w 2014 r.). Przede wszyst­kim ospa teo­re­tycz­nie może być uży­ta jako broń bio­lo­gicz­na. Ist­nie­ją dane wska­zu­jące, że w ta­kim celu ospa mo­gła być te­sto­wa­na - a na­wet sto­so­wa­na - w prze­szło­ści. A hi­sto­ria uczy, że nie­któ­rzy lu­dzie nie cof­ną się przed ni­czym, by wy­rządzić krzyw­dę bli­źnim. Wi­rus ospy praw­dzi­wej, choć po­wi­nien być ści­śle pil­no­wa­ny i skła­do­wa­ny w okre­ślo­nych miej­scach, może do­stać się w nie­po­wo­ła­ne ręce. Osi­ągni­ęcia bio­lo­gii syn­te­tycz­nej po­zwa­la­ją przy­pusz­czać, że mo­żli­we by­ło­by skon­stru­owa­nie ta­kie­go wi­ru­sa w la­bo­ra­to­rium. Po­nad­to od­por­no­ść po­pu­la­cji ludz­kiej na ospę praw­dzi­wą ma­le­je ze względu na lata upły­wa­jące od wstrzy­ma­nia kam­pa­nii szcze­pień. Dla­te­go uza­sad­nio­ne wy­da­ją się ba­da­nia za­rów­no nad ewen­tu­al­ny­mi le­ka­mi sku­tecz­ny­mi w le­cze­niu cho­rych na ospę, jak i nad no­wy­mi szcze­pion­ka­mi.

Ist­nie­je też do­dat­ko­we za­gro­że­nie. Wi­rus ospy praw­dzi­wej nie był je­dy­nym wi­ru­sem spo­śród po­kswi­ru­sów, któ­re po­wo­do­wa­ły i na­dal po­wo­du­ją za­ka­że­nia u lu­dzi. Co ja­kiś czas po­ja­wia­ją się do­nie­sie­nia np. o ospie ma­łpiej (ang. mon­key­pox), i to nie tyl­ko o po­je­dyn­czych przy­pad­kach, jak w Wiel­kiej Bry­ta­nii w 2018 r., ale na­wet o wy­bu­chach nie­wiel­kich epi­de­mii w Sta­nach Zjed­no­czo­nych (2003 r.), a przede wszyst­kim o gwa­łtow­nie wzra­sta­jących i zna­czących li­czeb­nie przy­pad­kach cho­ro­by w pa­ństwach afry­ka­ńskich (Ni­ge­ria, De­mo­kra­tycz­na Re­pu­bli­ka Kon­ga) w ci­ągu ostat­nich 20 lat. Ospa ma­łpia jest cho­ro­bą bar­dzo przy­po­mi­na­jącą ospę praw­dzi­wą pod względem ob­ja­wów, prze­bie­ga­jącą jed­nak ła­god­niej i ze śmier­tel­no­ścią zbli­żo­ną do va­rio­la mi­nor.

Ba­da­nia na­uko­we wska­zu­ją (choć nie wszyst­kie i nie wszy­scy ba­da­cze się ze sobą zga­dza­ją), że szcze­pion­ka prze­ciw ospie praw­dzi­wej za­bez­pie­cza­ła rów­nież przed ospą ma­łpią i że to wła­śnie wstrzy­ma­nie ak­cji szcze­pień prze­ciw ospie praw­dzi­wej spo­wo­do­wa­ło, iż lu­dzie stra­ci­li od­por­no­ść i w zwi­ąz­ku z tym za­czy­na­ją cho­ro­wać na ospę ma­łpią. Za­gro­że­nie zwi­ąza­ne z in­ny­mi po­kswi­ru­sa­mi nie po­zwa­la nam za­tem czuć się bez­piecz­nie i nie po­win­ni­śmy za­po­mi­nać o strasz­li­wej pla­dze ludz­ko­ści, jaką była ospa praw­dzi­wa.

Dżuma

Kie­dy za­sta­na­wia­my się nad pla­ga­mi nęka­jący­mi ludz­ko­ść w prze­szło­ści, na myśl przy­cho­dzi nam przede wszyst­kim dżu­ma. Obec­na w świa­do­mo­ści ludz­kiej, do­ku­men­tach hi­sto­rycz­nych, dzie­łach li­te­rac­kich, rze­źbiar­skich czy ma­lar­skich, a na­wet w po­wie­dze­niach i przy­sło­wiach, nie­wąt­pli­wie za­słu­gu­je na mia­no wiel­kiej pla­gi, zgu­by czy za­ra­zy. Jej epi­de­mie po­wo­do­wa­ły ogrom­ne zmia­ny spo­łecz­ne, de­mo­gra­ficz­ne, eko­no­micz­ne i kul­tu­ro­we. Po­nad­to hi­sto­ria dżu­my może bu­dzić zro­zu­mia­łe oba­wy o to, czy coś ta­kie­go jak epi­de­mia czar­nej śmier­ci może się znów wy­da­rzyć. Czy wci­ąż gro­zi nam ta pla­ga? A może to tyl­ko hi­sto­ria, do­świad­cze­nie ostrze­ga­jące przed cho­ro­ba­mi za­ka­źny­mi? Czy dżu­ma na­dal ist­nie­je, czy jej pa­to­gen wci­ąż jest obec­ny w na­szym śro­do­wi­sku, czy może nie ma się cze­go oba­wiać?

Historia

Dżu­ma nęka ludz­ko­ść od co naj­mniej VI w. n.e., co zo­sta­ło udo­ku­men­to­wa­ne hi­sto­rycz­nie. Od tego cza­su na ca­łym świe­cie opi­sa­no trzy pan­de­mie tej cho­ro­by oraz wie­le lo­kal­nych epi­de­mii. W Eu­ro­pie dżu­ma spo­wo­do­wa­ła naj­wi­ęk­sze szko­dy w okre­sie mi­ędzy XIV a XVII w., zna­cząco wpły­wa­jąc na li­czeb­no­ść po­pu­la­cji. W ci­ągu tych mniej wi­ęcej 300 lat wy­bu­chło ok. 20-30 epi­de­mii (o tylu wie­my ze źró­deł hi­sto­rycz­nych). Licz­ba lud­no­ści w Eu­ro­pie utrzy­my­wa­ła się wów­czas na sto­sun­ko­wo ni­skim po­zio­mie i za­częła wzra­stać w szyb­szym tem­pie do­pie­ro po po­ło­wie XVII w. Oce­nia się, że na prze­strze­ni dzie­jów dżu­ma spo­wo­do­wa­ła śmie­rć ok. 200 mln lu­dzi.

Ist­nie­ją po­dej­rze­nia, że pierw­sza od­no­to­wa­na epi­de­mia dżu­my wy­bu­chła na­wet wcze­śniej niż w VI w. n.e. Opi­sy cho­rób zna­ne z Bi­blii, z tek­stów pi­sa­nych 1000 lat p.n.e., jak rów­nież po­da­wa­ne przez grec­kie­go le­ka­rza, ży­jące­go na prze­ło­mie I i II w. n.e. Ru­fu­sa z Efe­zu, mogą wska­zy­wać na dżu­mę, ale mogą być ta­kże świa­dec­twa­mi wy­bu­chów epi­de­mii in­nych cho­rób za­ka­źnych, np. ospy praw­dzi­wej. Pierw­szym nie­kwe­stio­no­wa­nym przy­pad­kiem sze­ro­ko roz­prze­strze­nio­nej epi­de­mii dżu­my była tzw. dżu­ma Ju­sty­nia­na (od imie­nia ów­cze­śnie pa­nu­jące­go ce­sa­rza bi­zan­tyj­skie­go). Na­zwa­na pierw­szą pan­de­mią, roz­po­częła się praw­do­po­dob­nie w pó­łnoc­nej Afry­ce w 532 r., roz­prze­strze­ni­ła na te­re­ny ba­se­nu Mo­rza Śró­dziem­ne­go i do­ta­rła do Kon­stan­ty­no­po­la. Za nie­kwe­stio­no­wa­ny po­czątek pierw­szej pan­de­mii dżu­my uwa­ża się wy­buch ma­so­wych za­ka­żeń tą cho­ro­bą w sto­li­cy Ce­sar­stwa Bi­zan­ty­ńskie­go, Kon­stan­ty­no­po­lu, w la­tach 541-542. Na­stęp­nie za­ra­za roz­nio­sła się na kon­ty­nen­cie eu­ro­pej­skim aż do re­jo­nów pó­łnoc­nych, środ­ko­wej i wschod­niej Azji i pó­łnoc­nej Afry­ki, gdzie aż do 750 r. wy­bu­cha­ły po­mniej­sze epi­de­mie dżu­my. Ist­nie­ją in­for­ma­cje wska­zu­jące, że do 565 r. na dżu­mę zma­rła po­ło­wa miesz­ka­ńców Bi­zan­cjum (naj­praw­do­po­dob­niej te dane są prze­sa­dzo­ne). Hi­po­kra­tes i Ga­len wi­ni­li za pan­de­mię szko­dli­we mia­zma­ty i tru­jące wy­zie­wy uno­szące się w po­wie­trzu. Uwa­ża­li też słusz­nie, że mo­żli­we jest prze­nie­sie­nie za­ka­że­nia bez­po­śred­nio od oso­by cho­rej na zdro­wą.

Dru­ga pan­de­mia dżu­my sta­no­wi naj­strasz­niej­szą epi­de­mię cho­ro­by za­ka­źnej albo przy­naj­mniej jed­ną z naj­strasz­niej­szych, ja­kie do­tknęły ludz­ko­ść. Po­cząt­ki pan­de­mii cho­ro­by zna­nej jako czar­na śmie­rć ob­ja­wi­ły się w Azji Środ­ko­wej, skąd w la­tach 1332-1346 roz­prze­strze­ni­ła się ona na za­chód do Eu­ro­py i na te­re­ny Azji i Afry­ki Pó­łnoc­nej. W Eu­ro­pie po­ja­wi­ła się praw­do­po­dob­nie naj­pierw na Sy­cy­lii za spra­wą przy­wie­zio­nych na stat­kach szczu­rów i by­tu­jących na nich za­ra­żo­nych pcheł. Czar­na śmie­rć sza­la­ła na kon­ty­nen­cie eu­ro­pej­skim przez ko­lej­ne lata, za­bi­ja­jąc wie­lu lu­dzi. W Lon­dy­nie i w We­ne­cji zma­rło ok. 100 tys. miesz­ka­ńców, w Ge­nui - przy­naj­mniej 40 tys. (po­ło­wa po­pu­la­cji mia­sta). Ogó­łem czar­na śmie­rć za­bi­ła, jak się ob­li­cza, od 15 do po­nad 25 mln Eu­ro­pej­czy­ków, uni­ce­stwia­jąc ok. jed­nej czwar­tej-jed­nej trze­ciej lud­no­ści kon­ty­nen­tu. Strasz­li­we skut­ki przy­nio­sła nie tyl­ko ta pan­de­mia, ale też na­stępu­jące po niej licz­ne epi­de­mie dżu­my, nęka­jące ludz­ko­ść aż do po­cząt­ku XVIII w. W la­tach 1349-1665 tyl­ko kil­ka de­kad było wol­nych od epi­de­mii tej cho­ro­by. Po­nie­waż przy­czy­na za­ra­zy nie była zna­na i wci­ąż obo­wi­ązy­wa­ła teo­ria o szko­dli­wych wy­zie­wach w po­wie­trzu, lu­dzie sto­so­wa­li od­po­wied­nie środ­ki za­rad­cze i lecz­ni­cze. W cza­sie epi­de­mii no­szo­no spe­cjal­ne stro­je z cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi dłu­gi­mi pe­le­ry­na­mi i przede wszyst­kim z wy­dłu­żo­ny­mi na kszta­łt pta­sie­go dzio­bu ma­ska­mi: dzio­by te za­wie­ra­ły sub­stan­cje za­pa­cho­we ma­jące chro­nić przed za­tru­tym po­wie­trzem (chro­ni­ły przed odo­rem roz­kła­da­jących się zwłok). Na uli­cach pa­lo­no ogni­ska, co, jak sądzo­no, rów­nież mia­ło uzdat­niać nie­zdro­we po­wie­trze. Za­bi­ja­no koty, uwa­ża­ne za roz­no­si­cie­li za­ra­zy. Ubra­nia no­szo­ne przez zma­rłych pa­lo­no. Za­my­ka­no pu­blicz­ne ła­źnie, gdzie, jak uwa­ża­no, do­cho­dzi­ło do roz­no­sze­nia cho­ro­by. Nie obe­szło się bez szu­ka­nia ko­złów ofiar­nych w spo­łecz­no­ściach mniej­szo­ści - w cza­sie pan­de­mii do­cho­dzi­ło do po­gro­mów Ży­dów, któ­rych ob­wi­nia­no o za­tru­wa­nie wody za­ra­zą. Z tam­tych cza­sów po­cho­dzi kon­cep­cja kwa­ran­tan­ny. Jej na­zwa wzi­ęła się od na­ka­zu 40-dnio­wej izo­la­cji cho­rych, wpro­wa­dzo­ne­go na te­re­nach wo­kół Mo­rza Śró­dziem­ne­go w XIV w.

Dru­ga pan­de­mia dżu­my, czar­nej śmier­ci, po­dob­nie jak na­stępu­jące po niej epi­de­mie, jest do­brze udo­ku­men­to­wa­na w li­te­ra­tu­rze, ta­kże pi­ęk­nej (De­ka­me­ron Boc­cac­cia, Dzien­nik roku za­ra­zy Da­nie­la De­foe i inne), jak rów­nież w sztu­ce - w ma­lar­stwie czy rze­źbie (ta­niec śmier­ci, przed­sta­wie­nia św. Ro­cha, o któ­re­go wsta­wien­nic­two pro­szo­no w cza­sie epi­de­mii tej cho­ro­by). Pa­mi­ęć o dżu­mie prze­trwa­ła w po­wie­dze­niach i przy­sło­wiach wie­lu na­ro­dów.

Dżu­ma zmie­ni­ła bo­wiem nie­od­wra­cal­nie ży­cie lu­dzi, po­de­jście do ży­cia i prak­tyk me­dycz­nych, a ta­kże całą geo­po­li­ty­kę kon­ty­nen­tu eu­ro­pej­skie­go, jego de­mo­gra­fię i za­trud­nie­nie lu­dzi w po­szcze­gól­nych ga­łęziach go­spo­dar­ki. Wpły­nęła na za­le­żno­ści eko­no­micz­ne i kul­tu­ro­we. Upo­wszech­nie­nie sto­so­wa­nia per­fum wi­ąże się z po­wsta­niem pierw­szej za­pa­cho­wej wody ko­lo­ńskiej (eau de Co­lo­gne), opra­co­wa­nej w 1709 r. w Ko­lo­nii wła­śnie, i sto­so­wa­nej jako le­kar­stwo chro­ni­ące przed dżu­mą (w ce­lach lecz­ni­czych pro­pa­go­wa­ne były wów­czas roz­ma­ite sub­stan­cje po­cho­dze­nia ro­ślin­ne­go). Dziś wie­my, że eks­trak­ty, np. zio­ło­we, za­war­te w per­fu­mach nie są sku­tecz­ny­mi środ­ka­mi de­zyn­fek­cyj­ny­mi, ale nie­wąt­pli­wie ma­sku­ją nie­przy­jem­ne za­pa­chy. W cza­sie tej pan­de­mii, w 1656 r., po­wsta­ło pierw­sze dzie­ło na­uko­we au­tor­stwa nie­miec­kie­go je­zu­ity i ba­da­cza Atha­na­siu­sa Kir­che­ra (wy­da­ne w 1658 r.), su­ge­ru­jące, że za wy­wo­ły­wa­nie dżu­my od­po­wie­dzial­ne są mi­kro­or­ga­ni­zmy. Kir­cher wpraw­dzie ob­ser­wo­wał ra­czej zle­pio­ne krwin­ki niż bak­te­rie (na tyle po­zwa­lał ów­cze­sny mi­kro­skop), ale ta­kie spo­strze­że­nie i wnio­sek opi­sał. Ostat­nie epi­de­mie w ra­mach dru­giej pan­de­mii dżu­my w Eu­ro­pie wy­stąpi­ły w dru­giej po­ło­wie XVIII w. Były to epi­de­mie w Me­sy­nie w 1743 r. i w Mo­skwie w la­tach 1770-1771.

W XIX w. wy­bu­chła trze­cia pan­de­mia dżu­my. Roz­po­częła się naj­praw­do­po­dob­niej w pro­win­cji Jun­nan w Chi­nach w 1855 r. (data jest spor­na). Na­stęp­nie roz­prze­strze­ni­ła się w Azji, obu Ame­ry­kach, Au­stra­lii i Afry­ce - tym ra­zem w Eu­ro­pie w mniej­szym stop­niu niż w cza­sie po­przed­niej pan­de­mii. Kie­dy cho­ro­ba do­ta­rła w 1894 r. do pro­win­cji Gu­ang­dong i do Hong­kon­gu, rządy ja­po­ński i fran­cu­ski wy­de­le­go­wa­ły tam w ce­lach ba­daw­czych swo­ich na­ukow­ców: Shi­ba­sa­bu­r? Ki­ta­sa­to i Ale­xan­dre'a Yer­si­na. Obaj nie­mal jed­no­cze­śnie i nie­mal na­tych­miast od­kry­li w ma­te­ria­łach po­bra­nych od pa­cjen­tów i w or­ga­ni­zmach pa­dłych w tym re­jo­nie szczu­rów nie­zna­ny mi­kro­or­ga­nizm. Pierw­szy od­kry­cie opi­sał Ki­ta­sa­to, ale jego ar­ty­kuł opu­bli­ko­wa­ny w na­uko­wym cza­so­pi­śmie "The Lan­cet" (w 1894 r.) za­wie­rał dość istot­ne błędy, pod­wa­ża­jące na­wet fakt od­kry­cia przez nie­go czyn­ni­ka spraw­cze­go dżu­my (być może Ki­ta­sa­to oglądał prób­ki za­nie­czysz­czo­ne in­ny­mi bak­te­ria­mi). Za od­kryw­cę bak­te­rii po­wo­du­jącej dżu­mę uzna­no więc ofi­cjal­nie Yer­si­na. Drob­no­ustro­jo­wi nada­no na­zwę Bac­te­rium pe­stis, po­tem Ba­cil­lus pe­stis, Pa­steu­rel­la pe­stis, a wresz­cie Yer­si­nia pe­stis od na­zwi­ska od­kryw­cy (pol­ska na­zwa: pa­łecz­ka dżu­my). W ko­lej­nych la­tach Yer­sin opi­sał zwi­ązek mi­ędzy dżu­mą, lu­dźmi a szczu­ra­mi. Ja­po­ński ba­dacz Ma­sa­no­ri Oga­ta za­pro­po­no­wał teo­rię gło­szącą, że za prze­no­sze­nie dżu­my od­po­wie­dzial­ne są pchły. Te wa­żne od­kry­cia po­zwo­li­ły na opra­co­wa­nie i wdro­że­nie ade­kwat­nych me­tod za­po­bie­gaw­czych (in­sek­ty­cy­dy, środ­ki wal­ki ze szczu­ra­mi, szcze­pion­ki i an­ty­bio­ty­ki) w celu sku­tecz­ne­go ogra­ni­cze­nia wy­stępo­wa­nia epi­de­mii dżu­my. W XXI w. dzi­ęki ana­li­zom ge­ne­tycz­nym osta­tecz­nie udo­wod­nio­no, że Yer­si­nia pe­stis rze­czy­wi­ście była od­po­wie­dzial­na za wy­wo­ła­nie wszyst­kich zna­nych w hi­sto­rii pan­de­mii dżu­my.

Bakteria powodująca dżumę

Yer­si­nia pe­stis jest nie­wy­twa­rza­jącą prze­trwal­ni­ków (form po­zwa­la­jących bak­te­riom prze­trwać w nie­ko­rzyst­nych wa­run­kach śro­do­wi­ska) Gram-ujem­ną pa­łecz­ką, któ­ra może za­ka­żać ró­żne ga­tun­ki zwie­rząt, w tym czło­wie­ka. By­tu­je głów­nie w or­ga­ni­zmach ma­łych ssa­ków (wa­żną gru­pę sta­no­wią gry­zo­nie), a ta­kże pa­so­ży­tu­jących na nich pcheł. Licz­ne czyn­ni­ki zja­dli­wo­ści po­sia­da­ne i wy­twa­rza­ne przez bak­te­rię po­zwa­la­ją wy­so­ce sku­tecz­nie ad­ap­to­wać się i do or­ga­ni­zmu ssa­ka, i do or­ga­ni­zmu bez­kręgow­ca, uni­kać od­po­wie­dzi im­mu­no­lo­gicz­nej za­ka­żo­nych or­ga­ni­zmów, a ta­kże prze­no­sić się z udzia­łem pcheł. Dżu­ma na­le­ży do zoo­noz, czy­li cho­rób za­ka­źnych czło­wie­ka, któ­ry­mi mo­że­my za­ka­zić się od zwie­rząt. Do za­ka­że­nia u lu­dzi może do­jść przez ugry­zie­nie za­ka­żo­nej pchły, kon­takt z za­ka­żo­ny­mi ma­te­ria­ła­mi i tkan­ka­mi (zwie­rzęcy­mi i ludz­ki­mi), a ta­kże dro­gą kro­pel­ko­wą, przez wdy­cha­nie kro­pe­lek lub ae­ro­zo­lu od za­ka­żo­nych pa­cjen­tów z tzw. po­sta­cią płuc­ną cho­ro­by. Wra­żli­wi na za­ka­że­nie są wszy­scy lu­dzie nie­za­le­żnie od płci i wie­ku, choć w ostat­nich la­tach dżu­mą za­ra­ża­ją się głów­nie dzie­ci. Nie­le­czo­na dżu­ma cha­rak­te­ry­zu­je się bar­dzo wy­so­ką śmier­tel­no­ścią: 30-100%.

Objawy dżumy

Roz­wój dżu­my na­stępu­jący po za­ka­że­niu Yer­si­nia pe­stis jest gwa­łtow­ny. Okres wy­lęga­nia cho­ro­by trwa zwy­kle kil­ka dni (na ogół 2-3), rzad­ko daje nie­spe­cy­ficz­ne ob­ja­wy wstęp­ne, jak zmęcze­nie czy brak ape­ty­tu. Pierw­szy­mi ob­ja­wa­mi dżu­my są go­rącz­ka, dresz­cze i bóle gło­wy (są dla niej tak ty­po­we, że cza­sem jest zwa­na cho­ro­bą gło­wy, ang. head di­se­ase). U cho­re­go ob­ser­wu­je się pro­ble­my z cho­dze­niem, za­bu­rze­nia mowy i słu­chu, skó­ra sta­je się go­rąca i su­cha, twarz na­brzmia­ła i czer­wo­na. Pa­cjent spra­wia wra­że­nie, jak­by był pod wpły­wem al­ko­ho­lu bądź in­nych środ­ków odu­rza­jących. Na­stęp­nie bak­te­rie z miej­sca na skó­rze, gdzie wnik­nęły do or­ga­ni­zmu po­przez ugry­zie­nie przez za­ka­żo­ną pchłę (po­wsta­je tam ro­snąca bo­le­sna zmia­na skór­na), wędru­ją ukła­dem lim­fa­tycz­nym do naj­bli­ższe­go węzła chłon­ne­go, gdzie się na­mna­ża­ją. W węźle po­wsta­je stan za­pal­ny, węzeł po­wi­ęk­sza się (na­wet do wiel­ko­ści jaja ku­rze­go) i sta­je się bar­dzo bo­le­sny. W bar­dziej za­awan­so­wa­nym sta­dium cho­ro­by taki węzeł może się otwie­rać, two­rząc ranę wy­pe­łnio­ną ropą. Za­ka­żo­ne przez Yer­si­nia pe­stis węzły chłon­ne na­zy­wa­my dy­mie­ni­ca­mi. Taka po­stać dżu­my - dżu­ma dy­mie­ni­cza - wy­stępu­je naj­częściej. Za­ka­że­nie od czło­wie­ka z tą po­sta­cią dżu­my jest rzad­kie.

Dru­gą po­sta­cią dżu­my jest po­stać roz­sia­na, kie­dy to albo po fa­zie za­jęcia węzłów chłon­nych, albo bez tej fazy bak­te­rie do­sta­ją się do ukła­du krwio­no­śne­go i tą dro­gą za­ka­ża­ją na­rządy we­wnętrz­ne or­ga­ni­zmu. Do­cho­dzi wów­czas do sep­sy, za­pa­le­nia płuc, za­pa­le­nia opon mó­zgo­wo-rdze­nio­wych, a wresz­cie nie­wy­dol­no­ści wie­lo­na­rządo­wej. Tę po­stać dżu­my na­zy­wa­my po­socz­ni­co­wą.

Ci­ężką po­sta­cią cho­ro­by jest dżu­ma płuc­na. Do za­ka­że­nia do­cho­dzi dro­gą kro­pel­ko­wą, po­przez wdy­cha­nie kro­pe­lek wy­dzie­li­ny z dróg od­de­cho­wych oso­by za­ka­żo­nej, ewen­tu­al­nie na sku­tek roz­sia­nia bak­te­rii po or­ga­ni­zmie czło­wie­ka.

Po­stać płuc­na dżu­my często roz­wi­ja się pio­ru­nu­jąco, czas in­ku­ba­cji może wy­no­sić tyl­ko 24 go­dzi­ny. Ob­ja­wa­mi są ci­ężkie za­pa­le­nie płuc, wy­so­ka go­rącz­ka, ka­szel, trud­no­ści z od­dy­cha­niem, krwio­plu­cie. Po­stać płuc­na dżu­my jest pra­wie za­wsze śmier­tel­na, je­śli szyb­ko nie zo­sta­nie roz­po­częte le­cze­nie.

Zdro­wie­nie jest dłu­go­tr­wa­łe, pe­łne kom­pli­ka­cji, okre­sy względ­nej po­pra­wy prze­pla­ta­ją się z okre­sa­mi po­gor­sze­nia. W le­cze­niu sto­su­je się an­ty­bio­ty­ki po­je­dyn­czo albo w po­łącze­niach (gen­ta­my­cy­na, strep­to­my­cy­na, do­ksy­cy­kli­na, a ta­kże flu­oro­chi­no­lo­ny). An­ty­bio­ty­ki są sku­tecz­ne w te­ra­pii cho­ro­by, a ich bły­ska­wicz­ne za­sto­so­wa­nie ra­tu­je ży­cie.

Jak wygląda obecna sytuacja?

For­mal­nie rzecz bio­rąc, trze­cia pan­de­mia dżu­my na­dal trwa, je­ste­śmy za­tem w jej trak­cie. Na szczęście dżu­ma nie jest już aż tak de­struk­cyj­na jak w cza­sie epi­de­mii wy­stępu­jących w po­przed­nich stu­le­ciach. Dżu­ma ni­g­dy na do­bre nie znik­nęła, nie zo­sta­ła zli­kwi­do­wa­na, a wy­bu­chy nie­wiel­kich lo­kal­nych epi­de­mii wci­ąż zda­rza­ją się to tu, to tam. Naj­now­sza hi­sto­ria od­no­to­wu­je epi­de­mię w In­diach w 1994 r. i w Al­gie­rii w 2003 r. Ogni­ska cho­ro­by opi­sy­wa­no w USA, Chi­nach, a ta­kże na Ma­da­ga­ska­rze w 2017 r. (ta epi­de­mia wy­wo­ła­ła po­wa­żne za­nie­po­ko­je­nie ze względu na nie­ocze­ki­wa­nie duży od­se­tek cho­rych z dżu­mą płuc­ną). Na Ma­da­ga­ska­rze zresz­tą wy­stępu­je 75% wszyst­kich obec­nie wy­kry­wa­nych przy­pad­ków cho­ro­by, rocz­nie za­pa­da tam na nią 200-700 osób. WHO in­for­mu­je, że poza Ma­da­ga­ska­rem dwo­ma in­ny­mi kra­ja­mi, gdzie dżu­ma wy­stępu­je en­de­micz­nie (cały czas jest obec­na), są Peru i De­mo­kra­tycz­na Re­pu­bli­ka Kon­ga. W ska­li świa­ta w la­tach 2010-2015 od­no­to­wa­no 3248 przy­pad­ków dżu­my i 584 zgo­ny z jej po­wo­du. Po­dej­mo­wa­ne przez de­ka­dy w wie­lu pa­ństwach pró­by sys­te­ma­tycz­ne­go i ca­łko­wi­te­go wy­eli­mi­no­wa­nia dżu­my (era­dy­ka­cji) i jej źró­deł nie przy­nio­sły skut­ku, choć zmniej­szy­ły licz­bę przy­pad­ków.

Dżu­ma na­dal jest źró­dłem nie­po­ko­ju ze względu na jej po­ten­cjal­ne za­sto­so­wa­nie jako bro­ni bio­lo­gicz­nej. Nie­któ­rzy spe­cja­li­ści uwa­ża­ją wpraw­dzie, że oba­wy te są prze­sa­dzo­ne m.in. dla­te­go, że Yer­si­nia pe­stis nie jest bak­te­rią wy­twa­rza­jącą prze­trwal­ni­ki, co utrud­nia jej uży­cie w tym celu. Jed­na­kże hi­sto­rycz­ne pró­by uży­wa­nia pa­łecz­ki dżu­my do ata­ków bio­ter­ro­ry­stycz­nych, wy­so­ka za­ka­źno­ść dżu­my (wy­star­czy nie­wie­le ko­mó­rek bak­te­rii do wy­wo­ła­nia za­ka­że­nia), a ta­kże dra­ma­tycz­ny, a za­tem wpły­wa­jący na mo­ra­le, prze­bieg za­ka­że­nia od­mia­ną płuc­ną cho­ro­by nie po­zwa­la­ją za­po­mnieć o ewen­tu­al­nych po­my­słach za­sto­so­wa­nia pa­łecz­ki dżu­my do prze­pro­wa­dze­nia ma­so­wej zbrod­ni. M.in. w celu ochro­ny lu­dzi przed ata­kiem bio­lo­gicz­nym pro­wa­dzo­ne są ba­da­nia nad no­wy­mi, lep­szy­mi niż do­tych­czas sto­so­wa­ne szcze­pion­ka­mi prze­ciw­ko dżu­mie, sku­tecz­ny­mi w za­po­bie­ga­niu zwłasz­cza po­sta­ci płuc­nej.

Trąd

Trąd (zwa­ny ta­kże cho­ro­bą Han­se­na) wy­da­je się ko­lej­ną cho­ro­bą bu­dzącą gro­zę kie­dyś, ale już nie dzi­siaj. Rze­czy­wi­ście, taka opi­nia jest częścio­wo słusz­na. Trąd z li­sty za­gro­żeń dla zdro­wia pu­blicz­ne­go (we­dług de­fi­ni­cji WHO dana cho­ro­ba na­le­ży do tej gru­py, kie­dy licz­bę przy­pad­ków oce­nia się na po­wy­żej 1 na 10 000 osób w po­pu­la­cji) usu­ni­ęto w 2000 r. Ale czy to ozna­cza, że zu­pe­łnie nie mu­si­my się tą cho­ro­bą przej­mo­wać? Że na­stąpi­ła jej era­dy­ka­cja? Nie­ste­ty nie. Trąd cały czas to­wa­rzy­szy ludz­ko­ści. W 2018 r. od­no­to­wa­no po­nad 200 tys. no­wych przy­pad­ków za­cho­ro­wań na świe­cie. Ok. 2-3 mln lu­dzi zo­sta­ło oka­le­czo­nych przez tę cho­ro­bę. W do­dat­ku często były to dzie­ci. Są one szcze­gól­nie na­ra­żo­ne na za­ka­że­nie. Licz­ba za­ka­żeń u dzie­ci i mło­dzie­ży po­ni­żej 15. r.ż. wci­ąż jest sto­sun­ko­wo wy­so­ka. W 2016 r. od­no­to­wa­no bli­sko 19 tys. no­wych in­fek­cji u dzie­ci, a w 2017 r. - nie­mal 17 tys. Na­wet je­śli te licz­by nie ro­bią du­że­go wra­że­nia, a trąd nie wzbu­dza aż ta­kie­go stra­chu jak kie­dyś, to zwi­ąza­ne są z nim do­dat­ko­we pro­ble­my, nie tyl­ko me­dycz­ne, lecz ta­kże spo­łecz­ne oraz psy­cho­lo­gicz­ne, w zna­czący spo­sób wpły­wa­jące na ży­cie i kom­fort ży­cia trędo­wa­tych. Cho­ro­ba Han­se­na bo­wiem często wi­ąże się z ubó­stwem, nie­do­ży­wie­niem, ze stło­cze­niem lu­dzi na ma­łej prze­strze­ni, z trud­no­ścia­mi z do­tar­ciem do opie­ki le­kar­skiej, ale rów­nież z dys­kry­mi­na­cją i ze styg­ma­ty­za­cją cho­rych, w tym na­le­żących do uprzed­nio mar­gi­na­li­zo­wa­nych grup, np. ko­biet. Styg­ma­ty­za­cja cho­rych na trąd jest uzna­wa­na za po­wa­żny ukry­ty pro­blem (ang. hid­den bur­den) zwi­ąza­ny z tą cho­ro­bą.

Historia

Trąd jest uwa­ża­ny za jed­ną z naj­star­szych cho­rób zna­nych ludz­ko­ści. Na­le­ży jed­nak pa­mi­ętać, że to, co cho­cia­żby w Bi­blii okre­śla się mia­nem trądu, ozna­cza­ło naj­praw­do­po­dob­niej inne cho­ro­by / za­ka­że­nia skór­ne, zresz­tą znacz­nie bar­dziej za­ka­źne niż trąd. Co nie zmie­nia fak­tu, że w świa­do­mo­ści ludz­kiej zwi­ązek mi­ędzy trądem a nie­czy­sto­ścią, grze­chem, klątwą, stra­chem przed za­ka­żo­ny­mi i chęcią od­izo­lo­wa­nia trędo­wa­tych od zdro­wych człon­ków spo­łecz­no­ści ist­niał i na­dal ist­nie­je. Na­wet je­śli wia­do­mo, że strach przed in­fek­cja­mi czy styg­ma­ty­za­cja cho­rych są po­chod­ny­mi przez wie­ki wy­kszta­łco­nej u lu­dzi chęci ochro­ny spo­łe­cze­ństw przed cho­ro­ba­mi, da­jący­mi się zro­zu­mieć w przy­pad­ku cho­rób wy­so­ce za­ka­źnych, to w wy­pad­ku trądu trud­no zna­le­źć ta­kie wy­tłu­ma­cze­nie. Dys­kry­mi­na­cja cho­rych jest zde­cy­do­wa­nie ostrzej­sza, niż wy­ni­ka­ło­by to z za­gro­że­nia tą cho­ro­bą.

Trąd jest wy­wo­ły­wa­ny przez bak­te­rie o na­zwie My­co­bac­te­rium le­prae (prąt­ki trądu), na­le­żące do tego sa­me­go ro­dza­ju, co prąt­ki gru­źli­cy. Prąt­ki trądu są bar­dzo trud­ne do ba­da­nia. W od­ró­żnie­niu od wie­lu ga­tun­ków bak­te­rii nie uda­je się ho­do­wać ich na sztucz­nych podło­żach, do­stęp­ne są tyl­ko mo­de­le zwie­rzęce, przede wszyst­kim pan­cer­ni­ki. Mimo że trąd jako cho­ro­ba nie sta­no­wi szcze­gól­nej nie­spo­dzian­ki dla ludz­ko­ści, trud­no­ści w pra­cy nad My­co­bac­te­rium le­prae są jed­ną z przy­czyn, dla któ­rych na­uka wci­ąż nie wie wszyst­kie­go o tej cho­ro­bie i wy­wo­łu­jącym ją drob­no­ustro­ju. Do­ty­czy to zwłasz­cza epi­de­mio­lo­gii, by­to­wa­nia bak­te­rii i ich roz­prze­strze­nie­nia. Trąd jest cho­ro­bą, któ­ra w pew­nym mo­men­cie hi­sto­rii była obec­na na wi­ęk­szo­ści kon­ty­nen­tów. Nie­re­gu­lar­no­ść wy­stępo­wa­nia trądu wci­ąż jest za­gad­ką dla na­ukow­ców. Ko­ja­rzy się go z re­jo­na­mi o cie­płym kli­ma­cie tro­pi­kal­nym i sub­tro­pi­kal­nym, tym­cza­sem jego wy­stępo­wa­nie np. w nie­któ­rych kra­jach skan­dy­naw­skich jest ca­łkiem nie­źle udo­ku­men­to­wa­ne. Co cie­ka­we, licz­ba za­ka­żeń na ca­łym świe­cie spa­dła, nim jesz­cze zo­sta­ła opra­co­wa­na i wdro­żo­na sku­tecz­na te­ra­pia. Dziś trąd jest obec­ny przede wszyst­kim w pi­ęciu kra­jach (In­die, Bra­zy­lia, In­do­ne­zja, Ban­gla­desz i Etio­pia). Od­no­to­wu­je się w nich po­nad 80% no­wych za­ka­żeń, ale na­wet tam roz­miesz­cze­nie przy­pad­ków trądu jest nie­rów­no­mier­ne. Są re­jo­ny, gdzie tych przy­pad­ków jest dużo, i re­jo­ny, gdzie jest ich mało. Rocz­nie no­tu­je się ok. 200 tys. no­wych przy­pad­ków na ca­łym świe­cie.

Przy­czy­na trądu zo­sta­ła wy­ja­śnio­na pod ko­niec XIX w. Ger­hard Ar­mau­er Han­sen, nor­we­ski le­karz zaj­mu­jący się pa­cjen­ta­mi cho­ry­mi na trąd i prak­ty­ku­jący w oko­li­cach mia­sta Ber­gen, na pod­sta­wie swo­ich ob­ser­wa­cji do­sze­dł do wnio­sku, że jest to cho­ro­ba za­ka­źna.

Po­nad­to w ma­te­ria­łach kli­nicz­nych po­bra­nych od cho­rych za­ob­ser­wo­wał bak­te­rie. Nie uda­ło mu się jed­nak od­po­wied­nio za­bar­wić tych drob­no­ustro­jów ani udo­wod­nić, że są one od­po­wie­dzial­ne za wy­wo­ła­nie ob­ja­wów cho­ro­by. Po­ka­zał swo­je od­kry­cia nie­miec­kie­mu bak­te­rio­lo­go­wi Al­ber­to­wi Ne­is­se­ro­wi, któ­ry w tam­tym cza­sie przy­je­chał do Ber­gen. Ne­is­se­ro­wi uda­ło się za­bar­wić bak­te­rie. Co wi­ęcej, na­tych­miast opu­bli­ko­wał on swo­je spo­strze­że­nia bez wspo­mi­na­nia na­zwi­ska Han­se­na, przy­pi­su­jąc so­bie całą za­słu­gę. Han­sen nie dał za wy­gra­ną i rów­nież opu­bli­ko­wał swo­je wy­ni­ki. Roz­po­częła się dys­ku­sja mi­ędzy ba­da­cza­mi. Osta­tecz­nie ów­cze­sne au­to­ry­te­ty ogło­si­ły, że od­kryw­cą prąt­ka trądu jest Han­sen. Od tego cza­su za­częto na­zy­wać trąd cho­ro­bą Han­se­na. Do­dat­ko­wo Han­sen, aby udo­wod­nić zwi­ązek mi­ędzy bak­te­rią a scho­rze­niem, pró­bo­wał za­ka­zić jed­ną ze swo­ich pa­cjen­tek prób­ką po­bra­ną od in­ne­go pa­cjen­ta cho­re­go na trąd. Zro­bił to bez zgo­dy owej pa­cjent­ki. Ko­bie­ta zło­ży­ła za­ża­le­nie na to, jak po­trak­to­wał ją le­karz, co sko­ńczy­ło się po­stępo­wa­niem ad­mi­ni­stra­cyj­nym wo­bec Han­se­na. (Przy oka­zji war­to do­dać, że i Ne­is­ser nie był wol­ny od nie­etycz­ne­go za­cho­wa­nia wo­bec pa­cjen­tek. Ko­bie­tom, w wi­ęk­szo­ści pro­sty­tut­kom, bez ich zgo­dy na prze­pro­wa­dza­ne na nich do­świad­cze­nia i wie­dzy o nich wstrzy­ki­wał su­ro­wi­cę po­bie­ra­ną od cho­rych na kiłę). Hi­sto­rycz­ny wy­rok był wa­żny ze względu na prze­ni­ka­jące wów­czas do po­stępo­wa­nia me­dycz­ne­go ta­kie istot­ne kwe­stie etycz­ne jak do­świad­cze­nia me­dycz­ne z udzia­łem lu­dzi czy zgo­da pa­cjen­ta na in­ter­wen­cje me­dycz­ne.

Objawy trądu

Wbrew dość po­wszech­ne­mu mnie­ma­niu trądem jest się trud­no za­ra­zić. U ogrom­nej wi­ęk­szo­ści do­ro­słych lu­dzi (do 95%) na­wet po dość du­żej eks­po­zy­cji na po­ten­cjal­ne za­ka­że­nie nie doj­dzie do roz­wo­ju cho­ro­by. Nie da się za­ra­zić wsku­tek zwy­kłych co­dzien­nych kon­tak­tów z cho­rą oso­bą, ta­kich jak roz­mo­wa, uścisk dło­ni czy sie­dze­nie w jej po­bli­żu. Lu­dzie są w za­sa­dzie je­dy­nym źró­dłem in­fek­cji, choć ist­nie­ją do­mnie­ma­nia, że mo­żli­we jest ta­kże za­ka­że­nie od zwie­rząt prze­no­szących trąd, przede wszyst­kim pan­cer­ni­ków. Bak­te­rie prze­no­szą się mi­ędzy lu­dźmi naj­praw­do­po­dob­niej dro­gą kro­pel­ko­wą, cho­ciaż być może rów­nież inną, np. przez skó­rę. My­co­bac­te­rium le­prae jest drob­no­ustro­jem po­wo­li na­mna­ża­jącym się, więc okres in­ku­ba­cji cho­ro­by jest bar­dzo dłu­gi. Śred­nio ob­li­cza się go na 5 lat, ale może do­cho­dzić do 20 i wi­ęcej. Bak­te­ria woli na­mna­żać się w ni­ższych tem­pe­ra­tu­rach, stąd zmia­ny cho­ro­bo­we po­ja­wia­ją się zwłasz­cza na fi­zjo­lo­gicz­nie chłod­niej­szych par­tiach cia­ła.

Trąd jest cho­ro­bą prze­wle­kłą. Do­ty­czy głów­nie ner­wów ob­wo­do­wych, skó­ry i błon ślu­zo­wych. Po­dej­rze­wa się trąd, je­śli ob­ser­wu­je się je­den lub kil­ka z na­stępu­jących ob­ja­wów: obec­no­ść bla­dych lub czer­wo­na­wych pla­mek na skó­rze, za­nik albo zmniej­sze­nie czu­cia w ob­rębie tych zmian, wi­docz­ne po­gru­bie­nie ner­wów ob­wo­do­wych, uczu­cie drętwie­nia albo mro­wie­nia w dło­niach lub sto­pach, osła­bie­nie rąk albo stóp, guz­ki na skó­rze twa­rzy albo na ma­łżo­wi­nach usznych wraz ze znie­kszta­łce­nia­mi tych części cia­ła czy nie­bo­le­sne rany na rękach lub no­gach.

Cha­rak­te­ry­stycz­ne dla trądu są stan za­pal­ny w oko­li­cach ner­wów oraz in­fek­cja ko­mó­rek ner­wo­wych. Jak się uwa­ża (choć nie jest to do ko­ńca zba­da­ne), ten stan wraz z za­ka­że­niem szcze­gól­nej po­pu­la­cji ko­mó­rek w ukła­dzie ner­wo­wym (ko­mó­rek Schwan­na) sta­no­wi głów­ną przy­czy­nę uszko­dze­nia ner­wów w prze­bie­gu trądu. Po­twier­dze­nie za­ka­że­nia mo­żna uzy­skać po­przez wy­kry­cie prąt­ków w wy­cin­kach skó­ry pa­cjen­ta. Ist­nie­je kil­ka ró­żnych kli­nicz­nych kla­sy­fi­ka­cji trądu. Jed­ną z głów­nych jest po­dział na typ z nie­wiel­ką licz­bą prąt­ków - ła­god­niej­sza po­stać cho­ro­by, w któ­rej wy­stępu­je tyl­ko do pi­ęciu zmian na skó­rze (nie jest usta­lo­ne, czy tacy cho­rzy są za­ka­źni dla oto­cze­nia) - oraz na typ z dużą licz­bą prąt­ków - kie­dy zmian na skó­rze jest wi­ęcej niż pięć. Cho­ro­ba prze­bie­ga w ró­żnych for­mach, przede wszyst­kim w for­mie gru­źli­czo­po­dob­nej (plam­ko­wo-znie­czu­la­jącej) i le­pro­ma­tycz­nej (gu­zo­wa­tej), dzie­lo­nych na po­śred­nie gru­py. De­ge­ne­ra­cja ner­wów może pro­wa­dzić do utra­ty funk­cji mo­to­rycz­nych i czu­cio­wych. Cho­ro­ba może ata­ko­wać rów­nież oczy, jądra, wątro­bę, śle­dzio­nę czy szpik kost­ny, a ta­kże nisz­czyć ko­ści i pro­wa­dzić do znie­kszta­łce­nia cia­ła i ka­lec­twa.

Postępowanie w wypadku trądu

Trąd jest cho­ro­bą ule­czal­ną. Pierw­sza sku­tecz­na te­ra­pia - lek dap­son - po­ja­wi­ła się w la­tach czter­dzie­stych XX w. Wy­da­wa­ło się na­wet, że ludz­ko­ści uda się ca­łko­wi­ta eli­mi­na­cja trądu za po­mo­cą tego leku. Z cza­sem jed­nak prąt­ki sta­ły się na nie­go opor­ne, co spo­wo­do­wa­ło zmia­nę za­le­ceń te­ra­peu­tycz­nych WHO. Obec­nie w le­cze­niu trądu sto­so­wa­ne jest po­łącze­nie trzech le­ków: dap­so­nu, ry­fam­pi­cy­ny i klo­fa­zy­mi­ny. Le­cze­nie trwa dłu­go, sze­ść mie­si­ęcy w przy­pad­ku typu z nie­wiel­ką licz­bą prąt­ków, rok w wy­pad­ku typu z dużą licz­bą prąt­ków, ale sku­tecz­nie za­bi­ja bak­te­rie i do­pro­wa­dza do wy­le­cze­nia cho­re­go. Od 1995 r. le­cze­nie trądu za­pew­nia­ne przez WHO jest dar­mo­we.

W za­po­bie­ga­niu wy­stąpie­niu cho­ro­by częścio­wo sku­tecz­na jest szcze­pion­ka prze­ciw­gru­źli­cza (BCG). Pra­ce nad lep­szy­mi szcze­pion­ka­mi, któ­re za­bez­pie­cza­ły­by za­rów­no przed gru­źli­cą, jak i przed trądem, są w toku.

W przy­jętej przez WHO stra­te­gii wal­ki z trądem nie­zwy­kle wa­żna jest li­kwi­da­cja styg­ma­ty­za­cji i dys­kry­mi­na­cji cho­rych. Do­ty­czy to w szcze­gól­no­ści ko­biet, na­ra­żo­nych z po­wo­du trądu na wy­rzu­ce­nie poza na­wias spo­łe­cze­ństwa, roz­wo­dy (w nie­któ­rych kra­jach roz­wód z po­wo­du trądu wspó­łma­łżon­ka jest le­gal­ny), bez­dom­no­ść, brak za­bez­pie­cze­nia fi­nan­so­we­go i nie­mo­żno­ść za­pew­nie­nia opie­ki dzie­ciom. Trąd u ko­biet sta­no­wi za­tem praw­dzi­wą pla­gę, wpły­wa­jącą nie tyl­ko na samą cho­rą, ale też na człon­ków jej ro­dzi­ny i całą spo­łecz­no­ść.