Płaczem wznoszę modlitwę - Stanisław Stasieczek

Kup ebooka

2.02 zł
1.68 zł (1,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

"Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,

Wokoło lecą szmaty zapalone;

Gorejąc, nie wiesz, czy? Stawasz się wolny,

Czy to, co twoje, ma być zatracone?

Czy popiół tylko zostanie i zamęt,

Co idzie w przepaść z burzą? - czy zostanie

Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,

Wiekuistego zwycięstwa zaranie!..."

Cyprian Kamil Norwid

***

Pamięci tych, którzy ponieśli ofiarę życia w związku z zamachem na World Trade Center 11 września 2001 roku.

Od autora

Krótko po wydarzeniu, jakie miało miejsce 11 września 2001 roku, nosiłem się z zamiarem napisania wiersza poświęconego tragicznie zmarłym w wyniku zamachu na World Trade Center. Czas biegł naprzód, a ja, ilekroć zbliżała się rocznica tych wydarzeń, obiecywałem sobie, że taki wiersz powstanie. Dopiero po dekadzie podjąłem się trudu spisania strof oddających hołd tym, którzy zginęli tragicznie i to w tak niezwykłych okolicznościach. Tym bardziej że przypadała dziesiąta rocznica tych wydarzeń. Minęło już tyle lat, ale pamięć o tym dniu ciągle powracała. Przy tym chcę powiedzieć, patrząc przez pryzmat filozofii życia, że śmierć każdego człowieka rodzi w nas ból, ale odejście tak dużej liczby osób w odniesieniu do tragicznych wydarzeń wyzwala oprócz cierpienia protest i jest wielkim okrucieństwem zadanym przez drugiego człowieka. To zdarzenie skłoniło mnie do wyrażenia słowami bólu i potępienia takiego czynu.

Niniejszy tom poezji powstał z potrzeby serca, a zbliżająca się dziesiąta rocznica tamtych wydarzeń zainspirowała mnie do twórczości. Postanowiłem więc poświęcić te strofy tragicznym losom ludzi, którzy odeszli, i cierpieniu ich rodzin.

Dziś został ból i wspomnienie. Tym, którzy zginęli, składam hołd, tym, którzy cierpią z tego powodu, przekazuję moje współczucie. Niech ten tom wierszy będzie tego wyrazem.

Sen nas ostudzi

Ziemia jęknęła od trzasku ruin -

betonu, stali i luster szkieł...

Tak się zamienia płomieniem - skały,

jak dzień w noc, a noc w sen.

Sen nas przemieni na nowy dzień.

Napnie w nas krzywdę, ostudzi spokój,

wybuchnie echem spalonych serc

i spadnie kwiatem na kości cień,

co gdy bieleją - przestają żyć.

W ścieżkę zamyśleń poukładam czaszki,

na spopielałych drogach ciężkich od win

i spojrzę w ich myśli - oczodołów blaski.

Z oczu tęczowych wyczytam sen.

Zwątpienie w nas - myśli krwawiące

spadają kroplami na rozdartego serca pień,

by go nasączyć, ożywić wiarę -

na skronie spadnie jego liścia cień.

Sen nas ostudzi. - Zabliźni czas.

Dojrzałych pędów zielony sok

wystrzeli w niebo - popłynie śpiew,

zgasi nabrzmiały od winy mrok,

wyrośnie kwiatem przyszłości drzew.

Warszawa, 1.09.2011 r.

Rozdarte rany

Rozdarte rany. Pył na powiekach

skrzydłem gołębia uderzył w oczy.

Ciemność jak nawałnica zaklęta w rzeki,

kamienia grzmotem spadała pod stopy.

Jeszcze powrócę, oczy rozsmucę

ty w kiściach wzlecisz białego bzu,

i krwawym rytmem serca mojego,

zaśniesz jak dziecko w jesiennym dniu.

Daj, Panie, siły - uderz w mogiły

i przepędź nocy zły sen.

Jak Jeruzalem zakutym w skale -

kropli łzą odnajdę kamienny dzień.

My do wieczności przez bieli kości,

przez upór dymiący w zastygły czyn.