OPOWIADANIE
Biała pavlova
tekst JOANNA RUDNIAŃSKA
Od razu wiedziałam, kim jest Obcy rozszarpujący od środka Johna Hurta, który grał drugiego oficera międzygwiezdnego statku Nostromo. 11 czerwca 1980 roku, siedząc w ciemnym kinie, znów poczułam go w bebechach. Znałam go, mieszkał we mnie wiele lat. Pozaziemski, wężowaty stwór o martwych oczach i szponiastych pazurach. Nie wiem, czy H. R. Giger, który go zaprojektował, był kiedyś naprawdę głodny. Ale wiedział, czym jest głód. Artyści wiedzą różne rzeczy, nawet się tego nie domyślając.
Mój Obcy zamieszkał we mnie w tym samym roku, w którym John Hurt i H. R. Giger przyszli na świat. W 1940, w drugim roku okupacji.
OBIADY. JADAŁAM JE W PONIEDZIAŁKI. Wujostwo R. zapraszali mnie raz w tygodniu na obiad. Nie byli naprawdę moimi krewnymi, byli przyjaciółmi mamy. Mieszkali w wielkim mieszkaniu przy Polnej - kilka pokoi w amfiladzie, z wysokimi drzwiami. Otwierała mi służąca o imieniu Henryka i przez sznur pokoi prowadziła do jadalni. Patrzyła na mnie z pogardą, podejrzewała, że jestem Żydówką. Wchodziłam głównym wejściem, a ona musiała korzystać z kuchennego. Zdejmowałam płaszcz i rzucałam go jej bez słowa, jej płaszcz był w lepszym gatunku, wiem, bo widziałam ją raz na ulicy w pelisie po ciotce. Już w przedpokoju witały mnie dwie jamniczki, wściekłe, niziutkie suki, czyhające na najmniejsze moje potknięcie. Wołano na nie Lala i Liska, ale ja nazywałam je w myślach Dżuma i Cholera. Pasowało to i do nich, i do zainteresowań wuja, który był bakteriologiem, profesorem medycyny. Wiedziałam, że podczas poprzedniej wojny zwalczył gdzieś epidemię cholery. Całowałam ciotkę w policzek, dygałam przed wujem i siadałam na swoim miejscu, naprzeciwko ciotki, przy długim stole, nakrytym sztywnym od krochmalu, białym obrusem. Jedliśmy tylko we trójkę. Rozmawiałam z ciotką, odpowiadając na jej pytania, opowiadając o pokoju, który wynajmuję na mieście, nie wspominając, że jest to śmierdząca komórka na Pradze, tuż obok wspólnej ubikacji, zdając sprawę z moich postępów w nauce i dając się egzaminować we francuskim, jednocześnie czekając na pierwsze danie. Wreszcie Henryka przynosiła kieliszek wódki, który stawiała przed wujem, a potem, już dla wszystkich, zakąskę, maleńki kawałeczek czegoś. Czasem nawet nie wiedziałam czego, tak to było małe. Pasztet? Ryba? Tarta z czymkolwiek. Malusieńka babeczka z szarym, słonym nadzieniem. Kokilka z zapieczonym budyniem o mięsnym smaku. Patrzyłam na ciotkę i z zestawu sztućców leżących przy moim talerzu wybierałam taki sam egzemplarz. Powoli podnosiłam do ust mały widelczyk lub łyżeczkę. To była tortura. Zapach mnie obezwładniał, czasem wydawało mi się, że zaraz zemdleję. Żułam powoli i uśmiechałam się. Dżuma i Cholera patrzyły na mnie z głodną uwagą, gotowe wskoczyć na stół i zeżreć wszystko, gdyby biesiadnicy oddalili się choćby na moment. Czułyśmy to samo, wiedziały o tym.
Następnie była zupa w małych filiżankach z dwoma uszkami, najczęściej zupa krem z fasolką masła roztapiającego się na powierzchni i kilkoma listkami zielonej pietruszki. Jadłam łyżką dwa razy mniejszą niż normalna łyżka do zupy i powstrzymywałam się, aby nie podnieść filiżanki do ust i nie wychylić jej zawartości jednym łykiem. Potem drugie danie i kompot. Na szczęście kompot Henryka podawała w dzbanku i mogłam sobie dolewać, ile chciałam, słodki kompot, który wypełniał mi żołądek, bo odrobina kartofli, mięsa i surówki nie mogła tego zrobić. Nawet wuj raz zwrócił na mnie uwagę i polecił mi zbadać sobie poziom cukru, skoro tyle piję. - Bo ten kompot jest taki smaczny - powiedziałam. Ach, jeszcze symboliczny deser i herbata w filiżankach większych niż te do zupy. Po obiedzie ciotka siadała do fortepianu i grała Szopena. Wuj przeglądał jakieś papiery i robił notatki, a ja zamykałam oczy i chłonęłam zapachy, które pozostały po obiedzie. Najpiękniejszy był zapach palonego masła. Ale zidentyfikowałam go dopiero po wielu latach.
Dalsza część artykułu dostępna w pełnej wersji
Rzecz gustu,
CZYLI REDAKCJA "PISMA" POLECA WE WRZEŚNIU
3-6 września 2020
Festiwal Łódź Czterech Kultur
Na początku miesiąca, między 3 a 6 września, wypatrujcie też interdyscyplinarnego Festiwalu Łódź Czterech Kultur. W przestrzeni miejskiej odbędą się koncerty, spektakle i projekcje pod hasłem "Przyszłość bez powrotu". W planach między innymi premiera kooperatywy artystycznej Teatru Żydowskiego i Mariusza Szczygła na kanwie jego książki Nie ma.
WIĘCEJ: 4kultury.pl
4 września 2020
Ethno Port w Poznaniu
Tegoroczną edycję festiwalu muzyki folkowej Ethno Port, planowaną na 4 i 5 września zorganizowano w formule hybrydowej. W Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu odbędą się koncerty, a w sieci równolegle wydarzenia online. Jak co roku festiwal zaprezentuje bogate spektrum muzyki etnicznej, choć tym razem, z powodu pandemii, głównie w rodzimym wydaniu.
WIĘCEJ: ethnoport.pl
4-13 września, 9-18 września 2020
Festiwal Millennium Docs Against Gravity
Największy festiwal kina dokumentalnego w Polsce w tym roku w wyjątkowej odsłonie. 17. edycja organizowana pod hasłem "Zobacz, czy rozumiesz świat, i czy świat rozumie ciebie" odbędzie się między 4 a 13 września w Warszawie, Wrocławiu, Katowicach, Poznaniu, Lublinie i Bydgoszczy, a w Gdyni - między 9 a 18 września. Po seansach w kinach część filmów będzie można zobaczyć online. W październiku zaś ruszy projekt "Podłącz się", w ramach którego kilkanaście dokumentów zostanie udostępnionych w sieci za darmo.
WIĘCEJ: mdag.pl
11 września 2020
Festiwal Tyrmanda w Stalowej Woli
Miejski Dom Kultury w Stalowej Woli po raz pierwszy organizuje Festiwal Tyrmanda - święto literatury, jazzu i architektury. Między 11 a 13 września odbędą się między innymi koncerty muzyki jazzowej, spotkania z Beatą Chomątowską, Pawłem Sołtysem i Filipem Springerem, a także spacery architektoniczne oraz wystawy poświęcone życiu autora Złego.
WIĘCEJ: mdkstalowawola.pl
do 18 października 2020
Wystawa "Strach" w Galerii Arsenał elektrownia
Do 18 października w galerii Arsenał elektrownia w Białymstoku potrwa wystawa poświęcona emocji, która od pewnego czasu najtrafniej określa naszą rzeczywistość: strachowi. Zaprezentowane tam prace artystek i artystów z Europy Środkowo-Wschodniej mierzą się z pytaniami o globalny i lokalny charakter strachu oraz jego polityczność. Zarówno wystawa, jak i program towarzyszący, realizowane są w ramach Festiwalu Wschód Kultury/Inny Wymiar 2020.
WIĘCEJ: galeria-arsenal.pl
TYMCZASEM // FELIETON
Szpaki. Jednoaktówka
W tym roku modne są dacze, ale miejsce, który widzimy, nie jest daczą. Nie było też działką, gdy modne były działki. Ani chałupą, kiedy w modę weszły chałupy. Może najlepiej pasuje określenie dom letni ("Przyjeżdżacie też zimą? Nie, to dom letni"). Więc: dom letni, lato, kilka osób w różnym wieku i różnym stadium urlopu. Komary w normie.
- Widzieliście dziś pisklaki?
- Odleciały - odpowiadamy chórem, ponieważ rano widzieliśmy kota. Oblizywał się, bydlak.
- Tak? - pyta dziecko. - Dokąd?
- Na studia. Studiują szpakologię.
- Szpakoznawstwo.
- Szpaki mają młode trzy razy w sezonie - mówi Marta, ponieważ zguglowała ptactwo. - Ktoś ma ochotę na deser?
- Czyli zrobią sobie nowe dzieci, tak? - pyta dziecko.
- Czyli będą mieć więcej pieniędzy i czasu dla siebie. Wreszcie będą mogły podróżować albo znaleźć jakieś hobby i obudzić w sobie dawne pasje.
- Nie w Polsce - zauważa przyjaciel domu. - W Polsce nie będą mieć więcej pieniędzy.
- Dlaczego?
- Ponieważ norma społeczna mówi, że stare szpaki powinny nadal wspierać młodego szpaka i robić mu przelewy. Dobre ciasteczka.
- Tym bardziej młody szpak nie powinien narzekać.
- Podlot - poprawia Marta, ponieważ polubiła wiele profilów dla ornitologów.
- Tym bardziej podlot nie powinien narzekać, rodzice wypruwali sobie żyły, żeby w gnieździe nigdy nie zabrakło przeżutych robaków, którymi wymiotowali mu prosto do dzioba.
- Jak się nazywają?
- Ciasteczka z Maszynki. Można je kupić w Kazimierzu - mówię.
- Ciekawa strategia - mówi przyjaciel domu. - Zazwyczaj producenci ukrywają, że coś jest z maszynki.
- Te są ze sklepu Dwójka - mówi Marta - Nazywają się Domowe.
Zapada napięta cisza.
- Mieliśmy tam nie chodzić.
- Ale tego dnia, jak my jechałyśmy samochodem, a wy wracaliście pieszo przez wąwóz, i okazało się, że zapomnieliśmy kupić wodę, a sklep Dwójka był najbliżej. I wtedy.
- W sklepie Dwójka sprzedają Ludowego Żydożera i Gazetkę Norymberską.
- Domowe są smaczne i znacznie tańsze niż w Kazimierzu. Piętnaście złotych za kilogram ciasteczek. W Kazimierzu za dwadzieścia złotych dostaniesz taką małą paczuszkę.
- W Kazimierzu na ścianie piekarni jest tablica ku czci Jana Karskiego.
- Antysemickie ciasteczka - podśpiewuje dziecko. - Wstrętne homofobiczne ciasteczka za piętnaście złotych. Jak w zeszłym roku byliśmy z dziadkami, to w Dwójce sprzedawali naklejki "Strefa wolna od LGBT". Babcia kupiła i spaliła na łące.
- Wyjaśnij w jednym zdaniu, jak kapitalizm przechytrzył babcię. Uzasadnij odpowiedź. Jaką wodę?
- Co jaką wodę?
- Jaką kupiłyście wodę?
- Błękitną Kroplę Zdroju Życia.
- Błękitna Kropla Zdroju Życia finansuje obrońców życia. Chrzczą im benzynę do furgonetek.
- Obrońców życia finansuje Źródlany Skrab Przedwieku Jury.
- Ordo z Jury.
- Może naprawdę trzeba zbojkotować cały region, bo już się w tym nie połapiemy.
- Równie dobrze można zbojkotować całą Polskę - oburza się przyjaciel domu.
- Żartowałem. Zresztą to Polska nas bojkotuje. Komuś dolewkę? Podobno dziś było zaprzysiężenie Dudy.
- Ten kot powinien nosić dzwonek na obroży.
I jeszcze przez kilka godzin uda się nie bać.
rysunek ARKADIUSZ HAPKA
MARCIN WICHA (ur. 1972), grafik, projektuje okładki, plakaty, znaki graficzne. Pisarz. Nagrodzony Paszportem "Polityki" 2017 w kategorii literatura za Rzeczy, których nie wyrzuciłem.