Rzecz gustu,
CZYLI REDAKCJA "PISMA" POLECA W SIERPNIU FESTIWALE LITERACKIE
Dzięki determinacji Koalicji Letnich Festiwali Literackich większość książkowych wydarzeń dojdzie ostatecznie do skutku, choć w nowej formule plenerowo-wirtualno-stacjonarnej hybrydy. W sierpniu zachęcamy Was więc bez zmian do wspierania kultury i wzięcia udziału w wakacyjnym święcie literatury - tym razem najczęściej przed komputerem lub pod chmurką, oby nie deszczową.
2 sierpnia 2020
Festiwal Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie
Sierpniowe wyjazdy zacznijcie od odwiedzin malowniczego Roztocza pomiędzy 2 a 8 sierpnia. Festiwal Stolica Języka Polskiego odbędzie się w dużej mierze w niezmienionej formule w Szczebrzeszynie i Zamościu, choć kilka spotkań będzie dostępnych również online. Patronem tegorocznej edycji jest Cyprian Kamil Norwid, a wśród gości pojawi się m.in. wiele autorek i autorów "Pisma", w tym Sylwia Chutnik, Mikołaj Grynberg, Ryszard Koziołek czy Filip Springer. Polecamy nie tylko spotkania z pisarkami i pisarzami, ale również warsztaty, wystawy i rozmowy o języku.
WIĘCEJ: stolicajezykapolskiego.pl
13-14 sierpnia 2020
Festiwal Literacki Patrząc na Wschód i Zakopiański Festiwal Literacki
Weekend później trzeba będzie wybrać północ albo południe Polski. Między 13 a 16 sierpnia na Suwalszczyźnie, w Budzie Ruskiej nad Czarną Hańczą, odbędzie się Festiwal Literacki Patrząc na Wschód. Swoje przybycie zapowiedzieli m.in. Urszula Zajączkowska, Paweł Goźliński, Adam Wajrak i Adam Robiński, a w planach są liczne warsztaty, spacery i koncerty na łonie przyrody. Od 14 do 16 sierpnia odbędzie się natomiast 5. edycja Zakopiańskiego Festiwalu Literackiego. Hasło tegorocznej imprezy to "Moc słów" i oprócz wręczenia Nagrody Literackiej Zakopanego w programie znalazły się spotkania autorskie, warsztaty i koncerty.
WIĘCEJ: patrzacnawschod.pl literackifestiwal.zakopane.eu
20 sierpnia 2020
Literacki Sopot
Między 20 a 23 sierpnia ruszymy nad Bałtyk. Gościem honorowym 9. edycji Literackiego Sopotu będzie Kanada, co oznacza obecność takich pisarzy i pisarek jak m.in. Patrick deWitt, Esi Edugyan, Madelaine Thien czy David Szalay. Wśród wielu tematów do omówienia pojawią się zmiany klimatu i nowe technologie w mediach. W planach także warsztaty, spotkania z sekcji "Premiery i debiuty", pokazy filmów i rozmowy z polskimi autorami i autorkami, m.in. Maciejem Zarembą Bielawskim, Anne Applebaum, Pawłem P. Reszką, Stanisławem Łubieńskim czy Olgą Gitkiewicz.
WIĘCEJ: literackisopot.pl
28 sierpnia 2020
Big Book Festival
Warszawski festiwal literacki Big Book miał się odbyć jak co roku w czerwcu, ale pandemia zmusiła organizatorki do przesunięcia wydarzenia na ostatni weekend sierpnia. Hasło przewodnie tegorocznej edycji to "Czysta miłość". Część wydarzeń będzie miała miejsce na świeżym powietrzu w okolicach Centrum Łowicka oraz Big Book Cafe, a część wirtualnie. W planach m.in. literackie performanse, spektakle i happeningi. W ramach festiwalu powstanie również na Mokotowie literacki mural, w tym roku inspirowany książką Miłość w czasach zarazy Gabriela Garcíi Márqueza.
WIĘCEJ: bigbookfestival.pl
TYMCZASEM // FELIETON
Stara piosenka o nadziei
Wiosną ja też miałem napisać wypracowanie o nadziei. Nic mi z tego nie wyszło. Musiałem się wykręcić. Gęsto przepraszać, symulować chorobę. Sugerowałem, że nie jest ze mną dobrze, że wpadłem w depresję, że dostrzegłem u siebie covidowe palce.
Cnoty boskie podlegają modom. Bywa, że zwyżkuje wiara. Czasem na prowadzenie wychodzi miłość. Popularność nadziei przypada na okresy wojen, kryzysów gospodarczych i politycznych.
Nikt jej nie potrzebuje, gdy wszystko idzie dobrze. Nadzieja jest markerem ciężkich czasów. Jak papierosy wypalane do samego końca. Zapasy cukru i mydła. Produkty z darów. Wiara w boską sprawiedliwość. Tygodnie kultury chrześcijańskiej.
Lata 80. należały do nadziei. Zalewała nas nadzieja. Podchodziła pod okna. Buchała z kranów (rdzawa i mętna). Pod koniec dekady miałem już dość. Rzygałem nadzieją. "Nie tą lichą, marną, co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera, lecz tą niezłomną, która tkwi jak ziarno w gardle bohatera".
Po 1989 roku nadzieja jakoś minęła. Z radia dobiegał jeszcze refren "nieważne, że nazwą cieebie głupcem". Jednak nadzieja trafiła do pawlacza. Do pudła z dekoracjami choinkowymi. Do zeszytu z przepisem na konfiturę z marchwi.
W moim zarzuconym tekście najważniejszy fragment miał dotyczyć piosenki Bułata Okudżawy. Głównego majstra w rzemiośle nadziei.
Trwała prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego. Transformacja była w rozkwicie. Na straganie kupiłem płytę wydaną przez Polskie Radio, nagranie z warszawskiego koncertu. Pomiędzy utworami jakaś kobieta z emfazą recytowała filologiczne przekłady.
- Nocą na Sretence słychać głos nadziei - potem zauważyłem, że w niektórych wykonaniach ulica Sretenka zamieniała się w "ulice Moskwy", bez wskazania konkretnego adresu.
- Ten głos jest słaby i samotny, lecz słodki i wzniosły. Który to już raz rozrywa - może raczej "przenika"? - Który to już raz przecina ciemności? Ale chce mu się wierzyć. - Gdy nie trzeba się będzie bać. - Kiedy minie strach o życie, moi przyjaciele wrócą z podróży. Moskwa rozkwitnie od piwnic po dachy, opustoszeje Paryż.
I tak dalej.
Okudżawa napisał tę piosenkę pod koniec lat 80. Witał nią pieriestrojkę. Sam był już chory i zmęczony. Należał do innej epoki. Mógł jeszcze napisać wiele nowych rzeczy, ale i tak pozostawał przede wszystkim autorem tych kilkunastu kawałków, które znaliśmy od zawsze. (Dzięki nim wierzyliśmy, że biegle znamy rosyjski).
Może gdyby mieszkał na Zachodzie. Gdyby zajął się nim Daniel Lanois albo jakiś inny producent, Okudżawa uzyskałby nowe brzmienie i nagrał coś w stylu późnego Dylana lub ostatnich płyt tego faceta z Montrealu.
No, ale nie. To był ten sam Okudżawa, tylko starszy. Nostalgia zagnieżdżona w nostalgii. Lata 80. opłakiwały lata 60. A lata 60. - łkały po latach 40.
Koniec piosenki brzmiał tak: - A jeśli wszystko na nic, i znów będzie jak przedtem - niech Bóg mi wybaczy, a syn niech mnie osądzi - że niepotrzebnie - czy może "na próżno"? - rozwinąłem szczęśliwe skrzydła - "szczęśliwe skrzydła" brzmią dziwnie, ale zostawmy je w tym miejscu. - Cóż poradzić? Miałem nadzieję.
Tyle. Trzy zwrotki. Wszystko na nic. Zostało jak przedtem.
Nadzieja nie jest programem politycznym. Ani cnotą. Ani błędnym ognikiem. Ani nawet złym rozpoznaniem sytuacji. Bywa najwyżej okolicznością łagodzącą, przygotowanym zawczasu alibi (dość słabym, szczerze mówiąc). Dowodem wyuczonej naiwności.
W 1982 roku Natan Ejdelman zanotował: "Ach, Bułacie, mój Bułacie, jesteś moją religią". Strawestował początek najsłynniejszej pieśni przyjaciela. (Ejdelman był historykiem. Pisał o carach, poetach i dekabrystach).
Czasami myślę, że go rozumiem. W tej religii, jedynej, jaką znam, nadzieja niczego nie obiecuje. Ani zwycięstwa. Ani życia wiecznego. Ani triumfu sprawiedliwości. Nie twierdzi, że nasze będzie na wierzchu. Że tamci upadną, a my zostaniemy nagrodzeni. Bo nie zostaniemy.
Nasze triumfy - jeśli kiedyś nadejdą - okażą się połowiczne. Potrwają krótko i szybko zaczniemy się ich wstydzić. Nadzieja jest przepustką do obozu przegranych. Jedyne, co może nam dać - to obietnicę, że nigdy nie będziemy ze zwycięzcami. I całe szczęście, bo to nie jest dobre miejsce. Zresztą, zwycięzcy nie potrzebują nadziei.
rysunek ARKADIUSZ HAPKA
MARCIN WICHA (ur. 1972), grafik, projektuje okładki, plakaty, znaki graficzne. Pisarz. Nagrodzony Paszportem "Polityki" 2017 w kategorii literatura za Rzeczy, których nie wyrzuciłem.