TYMCZASEM // FELIETON
Kijki
MARCIN WICHA
Już dawno nie powinno być tego sklepu. Nie w tym miejscu. Nie w tym punkcie miasta. To już nie jest dzielnica dla śrubek i listewek. Za dobry adres dla doniczek, torfu i środka na mszyce.
Wkrótce wolny rynek zrobi z tym porządek. Niewidzialna ręka podniesie czynsz. Potem ktoś zerwie tynki. Zamówi w Szwajcarii cementowe płytki. Spatynowane będą wyglądały jak przedwojenne. Na witrynie pojawi się nowa nazwa, a my już nigdy nie wejdziemy do środka. Najwyżej kiedyś, przechodząc, zadumamy się nad przyjętym modelem biznesowym. Jak można żyć ze sprzedawania jednej kanapy? Jak się handluje niczym, wytworną pustką, markowym powietrzem?
Na razie do niedogrzanego lokalu wpadają dwie licealistki. Bardzo im się spieszy.
- Czy są kijki do transparentów?
Sprzedawca znika za ladą, potem wraca z kompletem odpowiedniej długości. W sklepie jest pusto, więc pozwala dzieciom rozłożyć transparent. Przygląda się płachcie prześcieradła, na której wymalowano - dość równymi nawet literami - rymowane hasło w obronie planety. Coś w stylu: "Klimat nas obchodzi, bo jesteśmy młodzi" albo: "Nie, dziękuję, węgiel truje". Albo: "Ratuj klimat i pingwina" .
- A wiecie - pyta sprzedawca - kto najbardziej truje?
Nie wiedzą. A może wiedzą, ale nie wdają się w dyskusję. Mają ze sobą klej Kropelka. Specjalnie kupiły tubkę, żeby przykleić transparent do kijków.
- Niemcy - wyjaśnia sprzedawca. - Najwięcej trują Niemcy.
Informacja nie robi spodziewanego wrażenia.
- A wiecie - pyta sprzedawca - kto zarabia na wiatrakach?
Nie wiedzą. Chwilowo mają inne zmartwienie. Właśnie odkryły słabe strony pomysłu z klejem Kropelka. Palce sklejają się jak płetwy. Pingwin lgnie do szalika.
- Były wiceprezydent zarabia - odpowiada sprzedawca. - Ten amerykański. Wziął i zainwestował w baterie słoneczne, wiatraki i rowery.
Kropelka szaleje. Transparent zwija się i zamienia we wstęgę Möbiusa.
- Tylko reklamę mu zrobicie - ciągnie sprzedawca.
Wstęga Möbiusa żyje. Przykleja się do płaszcza (moim zdaniem zdecydowanie zbyt lekkiego na tę pogodę, ale czy dzieci w ogóle jeszcze słuchają, co się do nich mówi?).
- Kiedyś straszyli oziębieniem, potem dziurą ozonową - wylicza sprzedawca. - Mogliby się w końcu zdecydować. A dwutlenek węgla jakoś nam dawniej nie szkodził.
Tymczasem w pomieszczeniu rośnie kłąb przedmiotów połączonych klejem Kropelka. Sprzedawca wycofuje się w milczeniu. Wraca z garścią małych gwoździków i młotkiem.
- Dajcie - mówi - bo już nie mogę patrzeć, jak to robicie.
Przybija płótno do kijków. Stuk-puk, jakby powtarzał swoje główne tezy. Szach-mat i gotowe.
- Biegnijcie, bo wam się demonstracja skończy - radzi.
Licealistki dziękują i biegną pod jakiś ważny urząd. Za chwilę będą śpiewać, że solidarność jest bronią. Wykrzykiwać swoje rymowane hasła. Zapewniać, że we shell overcome, że łańcuch ludzkich serc, a ludzi dobrej woli jest więcej.
Potem wrzucą filmik do internetu. Niespokojnie sprawdzą liczbę wyświetleń. Demonstracja odbije się echem, zwróci uwagę, przyciągnie zainteresowanie. Zima się skończy. Wkrótce padnie kolejny rekord temperatur.
Musimy wierzyć w atawistyczne odruchy solidarności. W pomoc nieznajomych. W życzliwość bez powodu. I jeszcze w te chwile, kiedy nagle dostrzegamy, że wszyscy jesteśmy po tej samej stronie. Bo wszyscy już dawno przegraliśmy.
Nie żałujcie bliźniemu gwoździków. (Oczywiście pod warunkiem, że nie planuje nikogo ukrzyżować).
rysunek ARKADIUSZ HAPKA
MARCIN WICHA (ur. 1972), grafik, projektuje okładki, plakaty, znaki graficzne. Pisarz. Nagrodzony Paszportem "Polityki" 2017 w kategorii literatura. Laureat Nagrody Literackiej Nike 2018 za Rzeczy, których nie wyrzuciłem.
OPOWIADANIE
Toń
tekst ŁUKASZ ORBITOWSKI
Pamięci Jana Wolskiego
Gdy po raz pierwszy wujka porwali kosmici, nie było mnie jeszcze na świecie. No a wujek młody był, dopiero zawodówkę skończył, czyli statek kosmiczny zobaczył gdzieś koło siedemdziesiątego piątego, może szóstego roku.
Wujek mieszkał wtedy jeszcze z rodzicami, to znaczy mam tutaj na myśli jego rodziców, a moich dziadków. Dzielił pokój z bratem, czyli moim tatą, a wszyscy siedzieli na pierwszym piętrze sypiącej się kamienicy, przy Moniuszki, niedaleko dworca kolejowego. Wujek skończył zawodówkę, został kamieniarzem i znalazł sobie robotę przy piaskowcu, w Złotoryi.
Pracę w takiej Złotoryi trudno uznać za coś szczególnego, ale też wujek niczego takiego nie oczekiwał. Chciał, żeby starczyło mu na papierosy i tańce co sobotę. Dokładał się mamie do czynszu i jedzenia, czasem rozpił z kolegami flaszeczkę i tyle miał z życia. Zapytany o przyszłość, odpowiadał, że nie będzie zawracał sobie nią głowy. Chciałby uniknąć cierpienia, lecz i wielkich wzruszeń, tak rzekł.
I życie mojego wujka właśnie tak wyglądało. Od poniedziałku do soboty jeździł do Złotoryi, przy czym zdarzało mu się tam zostawać na zabawie. Wracał nad ranem, w niedzielę leżał w łóżku do południa, potem, poganiany przez matkę, ubierał się do kościoła, zaś popołudnia spędzał z radiem i książką o drugiej wojnie światowej, dopytując, kiedy wreszcie w domu pojawi się telewizor.
Cała przygoda zaczęła się właśnie od Złotoryi. Wujek wybawił się na dansingu, wypił przynajmniej pięć piw i władował się do wartburga. Wtedy wszyscy tak jeździli. Zresztą co miał zrobić ten mój wujek? Nocą nie kursowały autobusy ani pociągi, żadnych taksówek nie było. Wsiadł, wrzucił dwójkę i pojechał z brodą przyklejoną do kierownicy, pomalutku. Wiadomo, pijani jeżdżą najbezpieczniej.
To, co wydarzyło się potem, opowiem tak, jak wujek mi opowiadał, żeby niczego nie przeinaczyć. Między Złotoryją a naszym miastem ciągną się lasy i wujek właśnie w takim lesie, już niedaleko domu, zobaczył dwójkę dzieci na poboczu. Machały do niego szarymi łapkami. Były to bardzo dziwne dzieci, niskie, o wąskich barkach i wielkich łbach. Wujek uznał, że trafiły mu się bliźniaki z wodogłowiem.
Wpuścił te dzieci na tylne siedzenie. Każdy by tak postąpił. Przecież był środek nocy, już mgła wypełzała z zarośli. Tym, powiedzmy, chłopcom, groziło mnóstwo niebezpieczeństw, na przykład pijany kierowca, który - inaczej niż mój wujek - wbija pedał gazu w opór. Albo przeziębienie. Więc wujek ruszył z osobliwymi pasażerami na tylnym siedzeniu. Wspominał, że ledwo ich widział, bo ciemno było. Ale wydali mu się dziwni: każdy miał małe usta i czarne ślepia na pół płaskiej twarzy. Usiłował od nich wyciągnąć, skąd są i dokąd jadą. Milczeli. Wymyślił sobie, że podrzuci ich na komendę. Niech milicjanty się biedzą.
Ujechał kawałek, gdy pasażerowie dali mu znak, żeby skręcił. Ciągle milczeli, wskazując na drogę gruntową. Próbował im tłumaczyć, że tam znajdą zalany kamieniołom, nic więcej. Nie chcieli słuchać i tylko walili w szybę szarymi piąstkami. Co tam, pomyślał mój wujek, odstawi się ich i będzie spokój. Może to jacyś dalekowschodni inżynierowie i badają wodę u nas? Właściwie dlaczego Chińczyk miałby nie zainteresować się kamieniołomem?
Kamieniołom był wielki i bardzo niebezpieczny. Strome, wapienne skały wznosiły się wysoko ponad lustrem wody. Powiadano, że na dnie, czterdzieści metrów niżej, leżą potopione wiertnice, łuparki, kruszarki, samochody i trupy w bagażnikach. Nawet sam wujek ostrzegał mnie przed tym miejscem, oczywiście lata po tym, jak wydarzyła się historia, którą tu opowiadam. Ostrzegał przed niezbadaną głębią wody i wirami, tworzącymi się nagle, bez wyraźnego powodu. "Są jak łapa ściągająca na dno" -- tak mi rzekł. Kamieniołom żywi się mięsem.
Tej nocy nad tą głębiną unosił się spodek wielkości stadionu. Przynajmniej wujek tak twierdził. Utrzymywał, że nigdy wcześniej nie widział czegoś tak ogromnego, nawet gdy pojechał z wycieczką szkolną do Chorzowa i tam pokazali mu karuzelę. Spodek wirował powoli i zupełnie bezgłośnie, a na jego brzegach mrugały wielobarwne światła. Wujek wypuścił pasażerów z wartburga i wysiadł za nimi. Powiedział potem jeszcze, że z dolnej części kadłuba uwolnił się snop delikatnego światła. Było ciepłe, przyjazne. Aż chciało się wejść.
Dalsza część artykułu dostępny w pełnej wersji
Rzecz gustu,
CZYLI REDAKCJA "PISMA" POLECA W MAJU:
1 maja 2019
AOC na małym ekranie
1 maja Netflix udostępni dokument Knock Down the House, pokazany po raz pierwszy w styczniu tego roku podczas Sundance Film Festival. Obraz zagląda za kulisy zeszłorocznej kampanii czte-rech kandydatek do Kongresu USA: Amy Vileli, Cori Bush, Pauli Jean Swearengin oraz - jedynej z nich, która zdobyła mandat - Alexandrii Ocasio-Cortez (jej portret opublikowaliśmy w "Piśmie" nr 11/2018). Reżyserka Rachel Lears rozpoczęła pracę nad filmem na długo przed startem kampanii: nazajutrz po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach na prezydenta USA postanowiła - jak powiedziała w wywiadzie dla "Vanity Fair" - poszukać "charyzmatycznych liderek, które nie są zawodowymi politykami, lecz jest im przeznaczone reprezentować swoje społeczności".
WIĘCEJ: netflix.com
4 maja 2019
Sanatorium w galerii
Od 4 maja wrocławianie poszukujący wytchnienia od miejskiego pędu będą mogli je znaleźć w przestrzeni BWA Dizajn. Zespół Buck.Studio przekształci galerię w miejskie sanatorium. Charakter miejsca oddadzą bogata roślinność i relaksujące inhalacje z pary wodnej. Otwarciu "Żyjni" towarzyszy przekrojowa wystawa pt. "5!", która potrwa do końca lata.
WIĘCEJ: bwa.wroc.pl
10 maja 2019
Kobiecość w Katowicach
10-19 maja w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia odbędzie się piąta edycja Festiwalu Kultura Natura, tym razem pod hasłem: "Kobieta. Boska kobiecość, kobieca boskość. Od metafizyki do muzyki". Nad programem, w którym znalazło się między innymi rzadko wykonywane dzieło Arthura Honeggera poświęcone jednej z najsłynniejszych kobiet w historii świata, Joanna d'Arc na stosie, czuwa dyrektor naczelna i programowa NOSPR Ewa Bogusz-Moore.
WIĘCEJ: nospr.org.pl
14 maja 2019
Masłowska, Bieńczyk i Stasiuk w Poznaniu
Festiwal Poznań Poetów zaprosił na spotkanie autorkę i autorów, których styl flirtuje z liryką. Z Dorotą Masłowską, Markiem Bieńczykiem i Andrzejem Stasiukiem o poezji w prozie i prozie w poezji 14 maja o godz. 19 porozmawia prof. Piotr Śliwiński i redaktorka naczelna "Pisma" Magdalena Kicińska.
WIĘCEJ: ckzamek.pl
21 maja 2019
Międzynarodowy Festiwal Literatury Apostrof
To jedyne święto pasjonatów książek, które trwa jednocześnie przez siedem dni (20-26 maja), w sześciu miastach: Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku i Katowicach. Program Festiwalu to spotkania oraz debaty skoncentrowane wokół tematu przewodniego edycji: "To nie jest jedyny możliwy świat". Kuratorką jest Olga Tokarczuk, a wśród gości m.in. Aleksijewicz, Groff, LeDuff, Twardoch, ?sbrink, Tochman czy Żadan.
WIĘCEJ: empik.com/apostrof
zdjęcia: materiały prasowe