Rozdział 6
Wrócili do Fjellberghavn, akurat gdy technicy i patolog kończyli pracę w miejscu zabójstwa. Ciało Joakima Ząbka włożono już do worka na zwłoki. Wkrótce potem zabrała je karetka i zawiozła do szpitala, gdzie planowano przeprowadzić sekcję. Następnie oczyszczono i spłukano wodą chodnik i rynsztok, usunięto taśmy i Sykehusgata znów była otwarta. Mieszkańcy Fjellberghavn zaczęli powoli wracać do czegoś w rodzaju normalności.
Na mokrym chodniku ktoś położył bukiet kwiatów. Wkrótce pojawił się następny, a po pewnym czasie chodnikiem prawie nie dało się już przejść. Ludzi gromadziło się coraz więcej, wśród kwiatów ustawiano zapalone znicze. Rozmowy toczyły się po cichu, gniew i rozpacz narastały.
Ole zebrał swój sztab i omówił sprawę punkt po punkcie. Technicy zabrali gipsowy odlew, kliszę i wymiary śladów opon do laboratorium w Borg w celu przeprowadzenia gruntownej analizy. Odpowiedź mieli przedstawić najwcześniej następnego dnia.
Na zboczu poniżej Skarpy również oni znaleźli karabin myśliwski marki Winchester. Broń też zabrano do Borg do zbadania. Trwało jeszcze drobiazgowe przeszukiwanie okolicy namiotu, które miało się przeciągnąć do późnych godzin wieczornych. Tym samym śledztwo wkroczyło w kolejną fazę - zbierania elementów układanki, o której w zasadzie na razie nic nie wiedzieli. Mogło się okazać, że to praca wymagająca wiele cierpliwości.
Sztab Olego wziął się do systematycznego sprawdzania wszystkich zgłoszeń telefonicznych. Ole kazał obdzwaniać świadków, którzy mogli udzielić uzupełniających informacji. Spojrzał na zegarek. Za pięć pierwsza. Od zabójstwa minęły cztery godziny. Najwyższa pora okazać rodzinie Joakima Ząbka należny szacunek.
Wstał.
- Cecilie - powiedział. - Pojedziesz ze mną do pani S?rensen.
Dom rodziny dentysty przy Utsikten terrasse był nowoczesny. Biały z czterospadowym dachem pokrytym ciemnoczerwoną glazurowaną dachówką, stanowiącą jedyny przejaw luksusu, przynajmniej widoczny z zewnątrz. Usytuowano go na samym skraju Skarpy, a między krzewami i drzewami roztaczał się z niego niezwykły widok. Pod kątem prostym w stosunku do domu stał garaż, zamykający nieduże, wysypane żwirem podwórko.
Zaparkowali przy ulicy i przeszli przez otwartą bramę, przecięli placyk i zadzwonili do drzwi.
Ze środka dobiegło podniecone szczekanie. Po chwili drzwi ostrożnie się uchyliły i ukazała się w nich czterdziestokilkuletnia blondynka. Gdy zobaczyła, że to lensman, otworzyła drzwi na oścież. Zza jej pleców wybiegł biały pudelek, nie przestając histerycznie szczekać. Z zaparkowanego na ulicy samochodu dobiegły odgłosy świadczące o tym, że Birk odpłaca mu tą samą monetą.
- Cicho bądź, Dixie! - powiedziała kobieta z rezygnacją. - Przecież nic się nie dzieje. - Wzięła suczkę na ręce i zaczęła ją głaskać. - Pewnie przestraszyła się munduru. - Uśmiechnęła się przepraszająco. - Proszę wejść, lensmanie.
Odsunęła się na bok i uprzejmym gestem wskazała im drogę. Ole, mijając ją, delikatnie pogłaskał psa, a kiedy pudel zamerdał ogonem, kobieta postawiła go na ziemi. Przez chwilę przyglądał się gościom sceptycznie, ale w końcu podreptał do kąta i z sapnięciem ułożył się w koszyku.
Ole przedstawił Cecilie. Gospodyni mocno uścisnęła jej dłoń i sama też się przedstawiła:
- Marianne S?rensen.
Ole uśmiechnął się współczująco i także podał jej rękę. Pani S?rensen była elegancką kobietą. Miała jasne, półdługie, modnie ostrzyżone włosy. Ubrana była w długi robiony na drutach kardigan, dżinsy i białą bluzkę rozpiętą pod szyją. Twarz miała poszarzałą i ściągniętą. Ujęła rękę lensmana i tylko lekko skinęła mu głową.
- Siedzimy w salonie, moi synowie i ja - powiedziała cicho. - Zapraszam.
Salon był duży i obszerny, dominował w nim kominek z naturalnego kamienia. Z dwóch wielkich okien roztaczał się rozległy widok wprost na okolicę portu, przybrzeżne wyspy i otwarte morze pokryte białą pianą. Przy jednym z foteli stała luneta na statywie.
Kiedy goście weszli, ze swoich miejsc wstało dwóch chłopców, jeden dwunasto-, drugi mniej więcej czternastoletni. Tak przynajmniej ocenił ich wiek Ole.
- To jest Mads. - Pani S?rensen gestem wskazała młodszego. - A to Birger.
Wymienili uściski dłoni, młodszy z chłopców miał czerwone zapuchnięte oczy, starszy wyglądał na bardziej opanowanego.
- Złapaliście już tego drania? - spytał Mads drżącym głosem.
Ole pokręcił głową i opowiedział, co się wydarzyło.
- Powinienem był przyjść wcześniej - dodał ostrożnie. - Ale jak zapewne rozumiecie, musiałem przyjąć, że pierwszeństwo ma pościg za sprawcą tego czynu.
- Oczywiście. - Pani S?rensen kiwnęła głową. - Był u mnie pastor razem z policjantem, chyba Gundersenem. To było dla nas duże wsparcie.
- Tak, sierżant Morten Gundersen. - To dobrze. - Ole przez chwilę ważył słowa. - Sądzę, że mogę w imieniu mieszkańców Fjellberghavn wyrazić najgłębsze współczucie. Wszystkich nas bardzo to poruszyło.
Opowiedział o stosie kwiatów w miejscu zdarzenia i o zaangażowaniu ludzi, którzy się tam zebrali. Marianne S?rensen zwilgotniały oczy. Próbowała coś powiedzieć, ale nie była w stanie wydusić z siebie słowa. W końcu zaczęła cicho płakać. Starszy z synów ją przytulił.
Ole zaczekał, aż kobieta zapanuje nad emocjami.
- Nie chcemy was niepotrzebnie dręczyć - odezwał się w końcu, wyjmując wizytówkę z kieszonki na piersi. - Ale chciałbym mieć pewność, że jest wam na tyle dobrze, na ile może być w tej sytuacji, a przede wszystkim, że czujecie się bezpieczni. Ponieważ na razie nie udało nam się nikogo zatrzymać, to przed domem zostanie patrol. - Wręczył wizytówkę pani S?rensen. - A ja jestem do waszej dyspozycji bez względu na porę. Jeśli ktoś z was będzie miał potrzebę choćby porozmawiać, dzwońcie, nawet w środku nocy. Będę się też starał na bieżąco o wszystkim was informować.
Marianne S?rensen przeczytała wizytówkę i odłożyła ja na stolik. Uśmiechnęła się z przymusem.
- Bardzo miło z pańskiej strony - powiedziała udręczona. - Dziękuję za troskę, lensmanie.
Ole odpowiedział uśmiechem i chwilę się zastanawiał.
- Zanim sobie pójdziemy, chciałbym zadać kilka nieformalnych pytań - zaczął ostrożnie. - Czy mogę?
- Tak, oczywiście. - Pani S?rensen kiwnęła głową.
- Szukamy osoby, mężczyzny lub kobiety, w wieku między trzydzieści a pięćdziesiąt lat, ubranej w...
Spojrzeniem poprosił Cecilie o pomoc.
- ...ciemną czapkę z daszkiem i kurtkę dżinsową - dokończyła Cecilie. - Możliwe, że da się tę osobę powiązać z niebieskim samochodem dostawczym nieznanej marki i z karabinem myśliwskim marki Winchester.
- Otóż to. - Ole kiwnął głową. - Nie musicie teraz odpowiadać na to pytanie, ale spróbujcie się zastanowić, przedyskutujcie, czy może to być ktoś, kogo znacie.
Matka i synowie spojrzeli na siebie.
- Na razie nikt taki nie przychodzi mi do głowy - oświadczyła Marianne. - Powiedziała pani "karabin myśliwski"?
Cecilie potwierdziła.
- Czy to znaczy, że zabójca jest myśliwym? - spytał Birger, starszy z chłopców.
- Niekoniecznie - odparł Ole. - Musimy to sprawdzić.
- A czy coś jeszcze przychodzi wam do głowy? - wtrąciła się Cecilie. - Może na przykład ktoś wam groził?
Matka i synowie znów popatrzyli na siebie, w końcu Marianne lekko się uśmiechnęła.
- Nie mamy wrogów na tym świecie - powiedziała. - Ale kiedy się zastanowię, to... Joakim dostał kilka listów. - Wstała. - Parę razy wspominał, że jakiś wariat przysłał mu listy z pogróżkami - dodała, kierując się do dużego biurka. - Obrócił całą sprawę w żart i kazał mi się tym nie przejmować. Ale mówił, że dla zabawy je zachowa. Na pewno leżą tu, w szufladzie.
Ole poszedł za nią.
- Czytała je pani?
- Nie. Mówił, że nie trzeba się nimi przejmować, więc usłuchałam. W ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Dopiero teraz, kiedy pan spytał...
Otworzyła szufladę, przeszukała ją i w końcu wyjęła dużą białą kopertę.
- Sądzę, że to jest to. Joakim na kopercie napisał "Listy od Hansa Hansena". Tak, to one. - Podała kopertę Olemu.
- Musimy to obejrzeć. - Ole wrócił na swoje miejsce. Otworzył kopertę i wytrząsnął jej zawartość na stół. Cztery ręcznie napisane listy i cztery osobne koperty.
- Czy tylko pani mąż ich dotykał? - spytał.
Pani S?rensen potwierdziła skinieniem głowy.
- Pytam z uwagi na ewentualne odciski palców - wyjaśnił i ostrożnie przysunął do siebie leżącą na wierzchu kartkę, delikatnie popychając jej brzegi. Treść odczytał na głos:
Do dentysty Joakima S?rensena
Słyszałem, że jesteś mordercą. Od jak dawna to robisz? Próbowałeś zabić człowieka 21 lipca 1999 roku, ale Ci się nie udało. Dureń z Ciebie, nie ma co do tego wątpliwości. Spróbuj to zrobić jeszcze raz, a posmakujesz noża.
Hans Hansen
Ole podniósł głowę. Wszyscy słuchali go z uwagą. Delikatnie odsunął pierwszy list, odsłaniając drugi:
Do dentysty Joakima S?rensena
Jesteś mordercą, wiesz o tym? Spróbuj jeszcze raz, a poniesiesz karę. Od jak dawna zajmujesz się mordowaniem? Dureń z Ciebie. Dupek. Próbowałeś zabić w 1998 roku. A potem jeszcze raz 21 lipca 1999 roku. Ale spróbuj jeszcze raz, to dostaniesz za swoje. Tak, mieszkasz na Utsikten terrasse, więc nie możesz czuć się bezpieczny. Gabinet masz na Havnegata. W obu tych miejscach mogą paść strzały, ostra amunicja.
Hans Hansen
- Strzały, ostra amunicja? - Marianne S?rensen wyraźnie pobladła. - Joakim nigdy o tym nie wspominał. Dlaczego? - Przerażona popatrzyła na synów. - Czy wy coś o tym słyszeliście?
Obaj pokręcili głowami.
Ole odsłonił trzeci list. Ten był krótki i zwięzły. Bez żadnych nazwisk czy wstępów.
Wybieram się wkrótce na Havnegata, żeby Ci rozwalić łeb.
JOAKIM ZĄBEK TO PEDAŁ.
- Hm - mruknął zamyślony Ole. - Wkracza na nowe tory. To ma być obelga.
- Pedał? Tata? - Mads na chwilę zapomniał o powadze sytuacji i roześmiał się przenikliwie. - Przecież tata nie jest pedałem, prawda?
- Ależ oczywiście, że nie! - zapewniła przerażona matka.
Ole przeczytał ostatni list:
Joakim Ząbek to pedał!
Następnym razem zagramy w otwarte karty!
Rozprawa będzie krótka!
Musisz mieć źle w głowie, skoro zabijasz ludzi, a sam chcesz żyć. To ty zabiłeś Pera Bergesena w 1998 roku. Potem znów próbowałeś zabić 21 lipca 1999 roku. Dentysta morderca i do tego jeszcze pedał!
Następnym razem gramy w otwarte karty! Krótka rozprawa!
Pederasta!
Ole delikatnie obejrzał koperty. Na dwóch były przyklejone znaczki, nazwisko i adres wypisane w zwykły sposób oraz stemple pocztowe. Daty trudno było odczytać, liczył jednak, że technicy sobie z tym poradzą. Na dwóch ostatnich przed nazwiskiem i adresem widniało słowo "Pedał", oprócz tego wszystko było takie jak na tych pierwszych.
Ole wsunął listy z kopertami do dużej koperty.
- Zaraz przekażemy je do badania, może uda się znaleźć odciski palców - wyjaśnił. - Proszę mi powiedzieć, dlaczego, na miłość boską, mąż nie zgłosił się z tym do nas?
Blada Marianne S?rensen wzruszyła ramionami.
- No właśnie... - Patrzyła na lensmana z rozpaczą. - On to obrócił w żart... Mówił, że nie ma się czym przejmować. Joakim myślał o wszystkich z życzliwością. Może nie wyczuł powagi sytuacji, nie wiem. Nie zawsze potrafiłam go zrozumieć.
- W listach stale powtarza się ta jedna data.
- Dwudziesty pierwszy lipca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku - wtrąciła Cecilie. - Czy możecie sobie spróbować przypomnieć, co się wydarzyło w waszym życiu tego dnia?
- To może być bardzo ważne - uzupełnił Ole.
Marianne pobladła jeszcze bardziej.
- To przecież tak dawno temu - powiedziała. - Jak można coś takiego pamiętać?
Ole się zastanowił.
- Hm. Może na przykład ktoś z was prowadzi dziennik?
- Nie - odparła Marianne. - Nikt z nas nie robi takich zapisków.
- Zdobędziemy stary kalendarz i postaramy się o gazety z tamtego dnia, może coś wam się wtedy skojarzy - ciągnął Ole. - Spróbujcie się też sami nad tym zastanowić. Skontaktujemy się także z recepcjonistką Joakima, poprosimy, żeby zajrzała do starych rejestrów wizyt. Aha, i jeszcze jedno. Dziennikarze potrafią być natrętni nawet wobec najbliższych krewnych zmarłego. To ważne, żebyście ani słowem nie komentowali tej sprawy. Po prostu odsyłajcie ich do nas. Pamiętajcie, że na wolności przebywa zabójca, który bacznie wszystko śledzi. Ze względów taktycznych policja musi kontrolować, o czym on może wiedzieć, a o czym nie.
Marianne S?rensen odprowadziła ich do drzwi.
- Dziękuję - powiedziała cicho. - Będę milczeć.
Kiedy wrócili do samochodu, zadzwoniła komórka. To była Eva.
- Posłuchaj, Ole - powiedziała. - Jest u mnie doktor Lundekvam z drugiego piętra. Twierdzi, że ostatnio dostał kilka nieprzyjemnych listów, i pyta, jak ma się zachować. - Chwilę milczała, po czym dodała: - Mówi, że podpisał je niejaki Hans Hansen. Znasz takie nazwisko?