Wstęp
Wstęp
Minister Józef Beck starannie przygotowywał się do tego spotkania. W imieniu marszałka miał zaproponować wysłannikowi Józefa Stalina sojusz
militarny, będący zwieńczeniem koronko-wej gry, jaką od kilku miesięcy
Piłsudski prowadził z sowieckim dyktatorem.
Rozmówcą ministra był niewysoki, łysiejący mężczyzna, który sprawiał
niechlujne wrażenie. Wpatrywał się w Becka czarnymi, błyszczącymi
oczami, które wyrażały jego dwie podstawowe cechy: niepozbawioną humoru
złośliwość i piekielną inteligencję. Tym razem Karol Radek siedział
cicho i starał się zapamiętać każde słowo, aby dokładnie przekazać je
gospodarzowi Kremla.
Beck, który miał zwyczaj wyrażania się mętnie i dwuznacznie, tym razem
mówił tak, aby nie powstały wątpliwości co do intencji marszałka.
Najpierw przedstawił ocenę sytuacji międzynarodowej. Twierdził, że
Niemcy chcą, by Polacy poszli wraz z nimi na wojnę przeciwko Sowietom.
Piłsudski przeniknął jednak prawdziwe intencje Hitlera. Wódz III Rzeszy
miał zamiar przekonać marszałka do wspólnej krucjaty na wschodzie, po
to, aby zaraz po niej wyrównać rachunki z Polakami. Nikt w Warszawie nie
da się nabrać na tego rodzaju sztuczki. Minister był zdania, że wojna w Europie jest nieunikniona, ale nie wiadomo, kiedy się zacznie. Hitler
będzie gotowy dopiero za 2-3 lata, ale być może do wybuchu dojdzie
szybciej i konflikt rozpocznie się na Dalekim Wschodzie lub na
Bałkanach. W tym momencie Beck z naciskiem stwierdził, że bardzo obawia
się starcia pomiędzy Japonią i ZSRR, do którego z pewnością włączą się
Niemcy.
Minister, patrząc w oczy Radka zapewnił, że Polska nie da się
sprowokować i nie wejdzie w żaden sojusz z III Rzeszą. Powiedział, że ma
świadomość, że przez to wystawi się w przyszłości na atak Hitlera, a być
może będzie nawet jego pierwszym celem. Zapewnił, że Polska drogo
sprzeda swoją skórę i będzie się bić o Pomorze Gdańskie, które Niemcy w pierwszej kolejności będą starały się jej odebrać. Wyznał z pewną dozą
konfidencjonalności, że nie liczy na pomoc Francji i boi się, że ta
będzie chciała sprzedać Polskę Niemcom.
Po tym wprowadzeniu minister przeszedł do sedna sprawy i złożył ofertę
sojuszu antyniemieckiego:
- Jeśli ZSRR pomoże Polsce w obronie Pomorza Gdańskiego, to Polacy staną
na drodze Niemców, prących do Leningradu. Należy stworzyć iunctim
Pomorze-Leningrad!
Zaskoczony takim obrotem sprawy Radek nie śmiał skomentować tej
propozycji; natychmiast po wyjściu od ministra ręcznie spisał jego słowa
na naprędce wyrwanych z notatnika kilku kartkach w kratkę. Zapiski te
przekazał specjalnemu kurierowi, który miał jak najszybciej dostarczyć
je na Kreml.
***
Tajne spotkanie ministra spraw zagranicznych Józefa Becka z Karolem
Radkiem, publicystą "Izwiestii" i dyrektorem Biura Informacji
Międzynarodowej przy KC WKP(b), odbyło się w Warszawie, zapewne w jakimś
ustronnym i spokojnym miejscu, na początku drugiej dekady lipca 1933
roku. Przez dziesiątki lat wiedza na jego temat ukryta była w zamkniętych na cztery spusty archiwach Kremla. Notatka dokumentująca
przebieg tego spotkania znana jest już od niemal dziesięciolecia. Po jej
przeczytaniu nie dało mi spokoju pytanie, jak doszło do tego, że w lipcu
1933 roku Piłsudski zaproponował Stalinowi sojusz wymierzony przeciwko
Hitlerowi. Efektem moich rozważań na ten temat jest niniejsza książka.
W pierwotnym zamierzeniu miała ona być monografią polskiej polityki
zagranicznej roku 1933. Szybko jednak okazało się, że odpowiedź na
postawione wyżej pytanie wymaga znacznego cofnięcia się w czasie i podjęcia badań nad specyficznym zagadnieniem, jakim były stosunki
polsko-sowiecko-niemieckie; specyficznym, bo wymagającym przyjęcia
logiki stosunków trójstronnych, a nie dwustronnych.
Badania doprowadziły mnie do wniosku, że aby zrozumieć interakcje
zachodzące pomiędzy Piłsudskim, Stalinem i Hitlerem, należy cofnąć się
do przełomu 1924 i 1925 roku, czyli do momentu, w którym doszło do
pierwszej znaczącej modyfikacji porządku wersalskiego. Wielka Brytania,
a potem Francja, w trakcie negocjacji tzw. paktu bezpieczeństwa wyraziły
zgodę, aby dopuścić Niemcy do europejskiego koncertu mocarstw i otworzyły Berlinowi drogę do odbudowy mocarstwowej potęgi. W istotny
sposób przekształciły ówczesny porządek europejski, albowiem,
przywracając suwerenność Niemiec, zgodziły się na rezygnację z "bezpieczników", jakie zawarowały sobie w traktacie wersalskim (przede
wszystkim kontrola wojskowa nad wschodnimi przyczółkami mostowymi na
Renie).
Polityka porozumienia na zachodzie zmieniła stosunki na wschodzie
Europy. Rozmowy na temat paktu bezpieczeństwa musiały doprowadzić do
redefinicji relacji niemiecko-sowieckich, gdyż groziły Moskwie
pogłębieniem izolacji na kontynencie. Związek Sowiecki1 nie
mógł się biernie przyglądać, jak Niemcy tworzą silny wektor zachodni
polityki zagranicznej i musiał uczynić to samo, czyli znormalizować
swoje stosunki z zachodnimi sąsiadami, przede wszystkim z Polską oraz w miarę możliwości z Francją i Wielką Brytanią. Najpierw jednak próbował
storpedować porozumienie Berlina z Londynem i Paryżem. W tym celu w grudniu 1924 roku członek kolegium Ludowego Komisariatu Spraw
Zagranicznych (LKSZ) Wiktor Kopp zwrócił się do niemieckiego ambasadora
w Moskwie Ulricha Brockdorff-Rantzaua z propozycją porozumienia w "kwestii polskiej", którą w Berlinie zrozumiano jako inicjatywę rozbioru
Polski. Niemiecki minister spraw zagranicznych Gustav Stresemann zwlekał
jednak z odpowiedzią, więc przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych
(premier ZSRR) Aleksiej Rykow podbił stawkę i zaoferował Niemcom
militarny sojusz wymierzony przeciwko mocarstwom zachodnim.
Niemcy nie odrzuciły jednak oferty Londynu i Paryża i w październiku
1925 roku podpisały traktaty lokarneńskie, a w następnym roku stały się
członkiem Ligi Narodów. Sowieci musieli zadowolić się podpisanym w kwietniu 1926 roku traktatem berlińskim, który gwarantował im
neutralność Niemiec w przypadku konfliktu z Zachodem.
Dla Polski okres ten był pasmem wielkich klęsk dyplomatycznych.
Parafowane w październiku 1925 roku traktaty lokarneńskie otwierały
bowiem drogę do porozumienia Niemiec, otwartego wroga Polski, z Francją,
jej głównym sojusznikiem i gwarantem bezpieczeństwa. Nie ulegało
wątpliwości, że ostateczna finalizacja tego układu dokona się kosztem
Polski, a mianowicie kosztem przyłączenia Pomorza Gdańskiego i Górnego
Śląska do Rzeszy. Warszawie groziła więc całkowita izolacja na arenie
międzynarodowej, w efekcie której mocarstwa mogły w dogodnym momencie
zawrzeć generalne porozumienie polityczne zmieniające europejskie
status quo.
Układ Niemiec z mocarstwami zachodnimi był jednak także poważnym ciosem
dla Związku Sowieckiego. Na Kremlu obawiano się, że otworzy on możliwość
organizacji wielkiej krucjaty wschodniej. Stalin i jego współpracownicy
obsesyjnie bali się interwencji mocarstw kapitalistycznych, której celem
byłaby likwidacja władzy bolszewików w Rosji. Dlatego bardzo szybko
dostrzegli wspólny interes łączący ich z Polakami. W styczniu 1925 roku
sowiecki poseł Piotr Wojkow, w rozmowie z polskim ministrem spraw
zagranicznych Aleksandrem Skrzyńskim, przedstawił ofertę zawarcia paktu
o nieagresji. Warszawa - ufna jednak w dobrą wolę Paryża i Londynu -
liczyła, że w trakcie przyszłej konferencji poświęconej sprawie
bezpieczeństwa europejskiego uda się jej obronić swoje fundamentalne
interesy. Niestety, Skrzyński wrócił z Locarno na tarczy i jakby tego
było mało, w ciągu kilku miesięcy poniósł kolejną porażkę, gdyż na
niczym spełzły jego próby storpedowania nowego traktatu pomiędzy ZSRR i Niemcami.
Kilka miesięcy później do władzy w Polsce wskutek przewrotu majowego
doszedł Józef Piłsudski. Jedną z jego pierwszych decyzji była próba
odwrócenia skutków kolejnych klęsk ponoszonych przez Polskę na arenie
międzynarodowej i zmiana bardzo niekorzystnej konstelacji
międzynarodowej, w jakiej Polska znalazła się wskutek Locarno. Zamiast
oczekiwać na dobrą wolę mocarstw zachodnich, próbował ułożyć stosunki z dwoma wrogimi sąsiadami. Zamierzał doprowadzić do zawarcia politycznego
porozumienia z Niemcami, które oczyściłoby atmosferę wzajemnych relacji
oraz do unormowania, aczkolwiek nie na drodze traktatowej, stosunków ze
Związkiem Sowieckim. Jego kalkulacje okazały się płonne, przede
wszystkim z tego powodu, że Stresemann nie chciał żadnego politycznego
porozumienia z Polską, gdyż uważał, że w ten sposób jedynie wzmocniłby
kraj, któremu chciał odebrać strategiczne regiony. Marszałkowi nieco
lepiej powiodło się na wschodzie, gdyż doprowadził do normalizacji
stosunków z Moskwą, aczkolwiek Sowieci odczuwali silny niedosyt, bo
zależało im na pakcie gwarancyjnym lub pakcie o nieagresji.
Po Piłsudskim do ofensywy dyplomatycznej przystąpił Stalin, który na
przełomie lat 20. i 30. postanowił dokonać wielkiego przełomu w ZSRR,
będącego warunkiem koniecznym do przeprowadzenia dzieła światowej
rewolucji i opanowania przez Sowiety kuli ziemskiej. Pod koniec lat 20.
gensek rozpoczął jeden z największych eksperymentów społecznych w historii. Forsowna kolektywizacja miała zapewnić środki na
industrializację, w efekcie której Sowieci dysponowaliby siłą zbrojną
mogącą rozstrzygnąć losy świata w trakcie najbliższego konfliktu
powszechnego. Aby zrealizować ten zamiar, Stalin potrzebował
kilkuletniego okresu pokoju z państwami leżącymi za zachodnią granicą
ZSRR. Gdy okazało się, że jego eksperyment doprowadził do ogromnego
kryzysu społeczno-politycznego, zdwoił wysiłki na rzecz uzyskania
pokojowych gwarancji ze strony Polski i Francji. W tym celu musiał
złamać opór germanofilsko nastawionego Ludowego Komisariatu Spraw
Zagranicznych. Jego osobiste zaangażowanie w latach 1930-1932
doprowadziło do tego, że Piłsudski w końcu zgodził się na zawarcie paktu
o nieagresji.
Umowa ta, jak było do przewidzenia, spowodowała kryzys w stosunkach
sowiecko-niemieckich. Jednak Berlinowi na początku lat 30. XX wieku nie
zależało na zupełnym zerwaniu z duchem Rapallo, albowiem sowiecka karta
nadal ważyła w rozgrywkach z Paryżem i Londynem. Sytuację zmieniło
dojście do władzy Hitlera w styczniu 1933 roku. Wódz narodowych
socjalistów dokonał reorientacji niemieckiej polityki zagranicznej;
ostatecznie zrezygnował z jakichkolwiek prób ożywienia współpracy
rapallskiej i przyjął kurs na antysowiecki sojusz z Polską. Piłsudski
znalazł się w korzystnej sytuacji, ponieważ po raz pierwszy otworzyła
się przed nim możliwość wykorzystania opcji zachodniej, dzięki czemu
mógł balansować pomiędzy Stalinem i Hitlerem. W swojej polityce
zagranicznej przyjął zasadę niewchodzenia w alians z Niemcami przeciwko
ZSRR i odwrotnie. Problem jednak leżał w tym, że zarówno Stalin, jak i Hitler gotowi byli podjąć z nim strategiczną współpracę, tylko pod
warunkiem wejścia w ścisły sojusz militarny, który miał być narzędziem w walce o panowanie nad kontynentem. Stalin pierwszy zrozumiał, że nie uda
mu się podporządkować Polski i stosunkowo szybko, bo w pierwszych
miesiącach 1934 roku zrezygnował ze zbliżenia. Hitler był bardziej
cierpliwy i stracił nadzieję na sojusz z Polską dopiero wiosną 1939
roku.
Książkę tę można więc traktować jako próbę opisania historii trzech
niedoszłych do skutku sojuszy: sowiecko-niemieckiego (1924-1925),
polsko-sowieckiego (1933-1934) oraz polsko-niemieckiego (1933-1935).
Pierwszym krokiem na drodze do tych niezrealizowanych sojuszy były
przede wszystkim dwustronne umowy dotyczące wzajemnych gwarancji i rezygnacji ze stosowania przemocy: niemiecko-sowiecka z roku 1926,
polsko-sowiecka z roku 1932 i wreszcie polsko-niemiecka z roku 1934. Ich
negocjacje będą zatem stanowić narracyjny rdzeń niniejszych rozważań.
Krótko mówiąc, specyficzną materią stosunków pomiędzy Polską, Związkiem
Sowieckim i Niemcami były nieudane wysiłki stworzenia takiej konstelacji
międzynarodowej, w której dwa z tych państw czyniły starania na rzecz
stworzenia sojuszu przeciwko trzeciemu. Tak zdefiniowane relacje
trójstronne nie były prostą sumą stosunków dwustronnych. Inaczej rzecz
ujmując, moim zdaniem, opisując jedynie relacje polsko-niemieckie,
polsko-sowieckie i niemiecko-sowieckie, nie uda się dostrzec specyfiki
trójkąta polsko-niemiecko-sowieckiego, który do tej pory nie stał się
przedmiotem badań historyczno-politologicznych.
Monografia niniejsza jest więc próbą opisania stosunków
polsko-niemiecko-sowieckich w latach 1924-1934. Punktem wyjścia tych
rozważań było zbliżenie Niemiec z mocarstwami zachodnimi, które
zredefiniowało stosunki w trójkącie Warszawa-Berlin--Moskwa i dało
Sowietom asumpt do zaproponowania Niemcom antyzachodniego sojuszu.
Punktem kulminacyjnym natomiast był przełom 1933 i 1934 roku, gdy doszło
do porozumienia polsko-niemieckiego i ostatecznego zerwania współpracy
rapallskiej. Stosunki pomiędzy trzema państwami w owym dziesięcioleciu
nie rozwijały się jednak z równą intensywnością. Przypominały falę
sinusoidalną, która swój pierwszy szczyt osiągnęła w roku 1926
(Piłsudskiego polityka "generalnych porządków" z Niemcami i Stalina
propozycja zawarcia paktu polsko-sowieckiego), a drugi w roku 1933
(propozycja Piłsudskiego polsko-sowieckiego sojuszu antyniemieckiego i polityka Hitlera porozumienia z Polską). W latach 1928-1930 stosunki
trójstronne charakteryzowała zdecydowanie mniejsza aktywność, a więc
symbolizująca je sinusoida osiągnęła wartości ujemne. A to spowodowało,
że opis tego okresu potraktowałem skrótowo.
Tematyce relacji pomiędzy Warszawą, Berlinem i Moskwą w okresie
międzywojennym poświęcono ostatnio dwie książki. Grzegorz Łukomski,
autor opracowania zatytułowanego Niemiecki "Zły sąsiad" z perspektywy
historycznej. Relacje niemiecko-rosyjskie a Polska 1914-19412,
nie dostrzegł niestety specyfiki polityki trójstronnej, przez co pominął
wiele fundamentalnych wydarzeń, jak na przykład niemiecko-sowieckie
sondaże dotyczące rozbioru Polski w roku 1924, czy też przedstawioną
przez Moskwę w roku 1925 propozycję sojuszu sowiecko-niemieckiego. Jego
uwadze uciekły również konsekwencje zawarcia paktu polsko-sowieckiego i deklaracji polsko-niemieckiej na rozwój stosunków niemiecko-sowieckich.
Powodem tego stanu rzeczy jest fakt, iż Łukomski w bardzo ograniczony
sposób korzystał z dokumentów źródłowych. Drugą próbę w tej materii
podjęli Julia Kantor i Mariusz Wołos w książce Trójkąt
Moskwa-Warszawa-Berlin. Eseje na temat historii relacji
sowiecko-polsko-niemieckich3. Jednakże mimo
obietnicy zawartej w tytule, praca ta nie dotyczyła stosunków
trójstronnych, bo autorzy podzielili okres międzywojenny na trzy
chronologicznie wyodrębnione części, a następnie każde z nich napisało
oddzielną rozprawę mieszczącą się w przyjętych ramach czasowych. Kantor
przygotowała trzy eseje na temat relacji niemiecko-rosyjskich (trzeci
był nieco przerobionym fragmentem jej książki o stosunkach
niemiecko-sowieckich), natomiast Wołos - na temat polskiej polityki
zagranicznej. Z wyłącznie naukowego obowiązku trzeba jeszcze wspomnieć
wydaną w drugim obiegu pod koniec lat 80. XX wieku skromną broszurkę
Leona Grosfelda Polskie aspekty stosunków niemiecko-sowieckich w okresie międzywojennym4.
Lepiej wygląda stan badań stosunków dwustronnych. W przypadku relacji
polsko-sowieckich przede wszystkim trzeba wspomnieć o historykach
rosyjskich, a w pierwszej kolejności o przedwcześnie zmarłym Olegu Kenie
(Kienie), który był autorem fundamentalnych prac dotyczących
okoliczności zawarcia polsko-sowieckiego paktu o nieagresji, w tym
Moskwa i pakt o nieagresji z Polską (1930-1932)5. Jego rozprawy,
wyróżniające się świetną znajomością źródeł archiwalnych, po dziś dzień
stanowią ważny punkt odniesienia dla każdego badacza tej
problematyki6. Drugim rosyjskim historykiem, który
ostatnio wniósł wkład w badania stosunków polsko-sowieckich, jest Oksana
Babienko, autorka Relacji polsko-sowieckich w latach 1924-1928. Od
konfrontacji do współpracy7. W historiografii
peerelowskiej, mimo konieczności spłaty ideologicznego trybutu, za nadal
wartościowe należy uznać prace Mariana Leczyka8, Wojciecha
Materskiego9, Stanisława Gregorowicza10 i Andrzeja Skrzypka11. Z monografii powstałych po upadku cenzury
w Polsce należy wyróżnić zwięzły zarys Polska-Związek Sowiecki.
Stosunki polityczne 1925-1939 autorstwa Stanisława Gregorowicza i Michała Jerzego Zachariasa ze względu na uwzględnienie roli Berlina w relacjach pomiędzy Warszawą i Moskwą12. Z kolei Wojciecha
Materskiego Na widecie. II Rzeczpospolita wobec Sowietów
1918-194313, to dziś najlepsza i najbardziej wyczerpująca praca na
temat stosunków dwustronnych tego okresu; niestety, jak większość
polskich opracowań na ten temat grzeszy nieuwzględnieniem nowych źródeł
opublikowanych w Rosji po 1991 roku. Wśród publikacji wydanych w ostatnim czasie trzeba wspomnieć książkę Mariusza Wołosa O Piłsudskim,
Dmowskim i zamachu majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie
kryzysu politycznego 1925-192614.
Stosunki polsko-niemieckie lat 20. i początku lat 30. oczekują na
swojego badacza. Praca Jerzego Krasuskiego Stosunki polsko-niemieckie
1919-1932, choć dosyć ciekawa interpretacyjnie, nie uwzględnia
podstawowych źródeł i dlatego trzeba ją dziś uznać za przestarzałą.
Okres po roku 1933 na podstawie drobiazgowej kwerendy archiwalnej opisał
Marian Wojciechowski15, jednak jego książka Stosunki
polsko-niemieckie 1933-1938 niepotrzebnie stara się współbrzmieć z wytycznymi peerelowskiej propagandy historycznej. Na tym tle
zdecydowanie wyróżnia się książka Ralpha Schattkowsky'ego Niemcy i Polska od 1918/19 do 1925 roku. Stosunki polsko-niemieckie pomiędzy
Wersalem a Locarno16.
Zaskakuje fakt, że nadzwyczaj ciekawa materia stosunków
niemiecko-sowieckich poza jednym wyjątkiem nie znalazła współcześnie
godnego siebie badacza. Prace napisane przed rokiem 1990 w większości
przypadków są już dzisiaj kompletnie przestarzałe, bo nie mogły
korzystać z sowieckich źródeł. Wartość zachowały natomiast niektóre
studia szczegółowe, przede wszystkim Karlheinza Niclaussa Związek
Sowiecki i zdobycie władzy przez Hitlera. Rozprawa na temat stosunków
niemiecko-rosyjskich w latach 1929-193517, Martina Walsdorffa
Orientacja zachodnia i polityka wschodnia. Polityka Stresemanna w stosunku do Rosji w okresie lokarneńskim18 oraz Thomasa
Weingartnera Stalin i triumf Hitlera. Polityka niemiecka Związku
Sowieckiego i Międzynarodówki Komunistycznej w latach
1929-193419. Po dziś dzień jedną z najważniejszych książek na
ten temat pozostaje Ernsta Noltego Europejska wojna domowa 1917-1945.
Narodowy socjalizm i bolszewizm20, jakkolwiek dzieło to
przynależy do historii idei lub ideologii, a nie historii stosunków
międzynarodowych. Najważniejszą jak do tej pory książką napisaną na
temat relacji niemiecko-sowieckich jest Bogdana Musiała Bitwa o Niemcy.
Stalinowskie plany wojny przeciwko Zachodowi21, którą wydano
po polsku pod tytułem: Na Zachód po trupie Polski22. Książka ta
jest dogłębnym studium opartym na dotychczas nieznanych dokumentach,
znajdujących się w osobistym archiwum Stalina i innych sowieckich
przywódców. Co więcej, w bardzo dużym stopniu uwzględnia tzw. kwestię
polską.
Spośród dzieł rosyjskiej historiografii trzeba odnotować książkę
Siergieja Gorłowa Ściśle Tajne. Alians Moskwy i Berlina w latach
1920--1933, gdyż autorowi udało się wskazać na wiele ciekawych aspektów
stosunku władz sowieckich do współpracy z Niemcami. Rozczarowuje zaś
książka Julii Kantor, Zaklęta przyjaźń. Tajna współpraca ZSRR i Niemiec
w latach 20. i 30.23, która skupia się przede wszystkim na
wymiarze militarnym współpracy Moskwy i Berlina, pomijając prawie
zupełnie aspekt polityczno-dyplomatyczny. Z prac rosyjskich historyków
trzeba wspomnieć także rozprawy Siergieja Słucza24, który jest
również wydawcą dokumentów z zakresu stosunków sowiecko-niemieckich.
Na tym tle polska historiografia prezentuje się bardzo skromnie. Andrzej
Skrzypek na początku lat 90. XX wieku wydał popularny zarys stosunków
sowiecko-niemieckich, który chociażby ze względu na dostępne wydania
dokumentów źródłowych trzeba uznać za nieaktualny25. Na tym
bezrybiu na uwagę zasługuje natomiast rozprawa Mirosława Kłuska na temat
stosunku Gustava Stresemanna do Sowietów26.
Słabość opracowań monograficznych wynagradza badaczowi stosunków
polsko-sowiecko-niemieckich niezwykłe bogactwo źródeł (drukowanych lub
dostępnych w internecie), które zostały udostępnione w ciągu ostatniego
ćwierćwiecza i po dziś dzień nie zostały wykorzystane tak, jak na to
zasługują. W głównej mierze zawdzięczamy je tzw. rewolucji archiwalnej,
jaka dokonała się w Rosji w połowie lat 90. XX wieku. Przede wszystkim
trzeba zwrócić uwagę na edycje dokumentów pokazujących zasadniczą rolę
Stalina i Politbiura w procesie decyzyjnym sowieckiej polityki
zagranicznej27. Nieco rozczarowuje trzytomowy wybór
Moskwa-Berlin. Polityka i dyplomacja Kremla 1920-1941, dotyczący
stosunków sowiecko-niemieckich, gdyż wbrew tytułowi rosyjscy wydawcy
skupili się tu głównie na kwestiach gospodarczych, a politycznym
poświęcili zbyt mało miejsca28. Natomiast za niewątpliwie
wartościowy, mimo poważnych edytorskich mankamentów, trzeba uznać wydany
przed kilkoma laty czterotomowy wybór dotyczący relacji
polsko-sowieckich Stosunki sowiecko-polskie w latach 1918-194129,
ponieważ pozwala wypełnić wiele luk w dotychczasowej wiedzy na ten
temat.
Ważnymi dokonaniami w ostatnich latach zaowocowała niemiecko-rosyjska
współpraca przy wydawaniu nowych źródeł dotyczących okresu
międzywojennego. Wielką wartość ma nieukończona jeszcze seria dokumentów
Niemcy i Związek Sowiecki 1933-1941, która obejmuje zarówno dokumenty
sowieckie, jak i niemieckie. Dla niniejszych badań szczególne znaczenie
miały dwa tomy dotyczące okresu 1933-193430. Na tle tego
wydawnictwa wyraźny zawód sprawia opublikowany niedawno w Moskwie zbiór
pt.: ZSRR-Niemcy 1932-194131, szczególnie jeśli chodzi o dokumenty dotyczące początku lat 30. Istotnym uzupełnieniem dla
zrozumienia sowieckiej polityki zagranicznej jest kolejny owoc
współpracy naukowców niemieckich i rosyjskich, a mianowicie książka
Oczyma wywiadu. ZSRR i Europa 1919-193832, zawierająca wiele
interesujących doniesień agenturalnych i raportów sowieckiego wywiadu
cywilnego i wojskowego.
Nie można również zapominać o osiągnięciach polskich naukowców. W pierwszej kolejności trzeba wspomnieć o dwóch zbiorach dokumentów
autorstwa Bogdana Musiała i Jana Szumskiego, na które składają się
niezwykle ciekawe materiały dotyczące sowieckich reakcji na przewrót
majowy (przede wszystkim z archiwum Feliksa
Dzierżyńskiego)33 oraz genezy paktu
Hitler-Stalin34. Należy również pamiętać o wyborze
korespondencji dyplomatycznej Stanisława Patka wydanym przez Małgorzatę
Gmurczyk-Wrońską35. Ważnym wydarzeniem będzie również
nieodległa premiera czterotomowego wydawnictwa Dokumenty do historii
stosunków polsko-sowieckich 1918-194536, przygotowanego przez
polskich autorów Mariusza Wołosa (redaktora serii i jednego z tomów),
Jana Jacka Bruskiego, Piotra Głuszkowskiego, Marka Kornata i Łukasza
Adamskiego, zawierającego wiele cennych dokumentów polskich (również
tych znajdujących się tylko w archiwach rosyjskich) i sowieckich, które
z pewnością wiele wniosą do wiedzy w interesującej nas materii.
W powyższych publikacjach znalazłem setki dokumentów (przede wszystkim
proweniencji sowieckiej lub rosyjskiej), które do tej pory nie zostały
wykorzystane w opracowaniu monograficznym. Źródła drukowane uzupełniłem
kwerendami w Archiwum Akt Nowych w Warszawie (AAN), Centralnym Archiwum
Wojskowym w Rembertowie (CAW) i Archiwum Politycznym Urzędu Spraw
Zagranicznych w Berlinie (PAAA). Wiele kluczowych dokumentów dla
niniejszej pracy zdobyłem w trakcie internetowej kwerendy w Archiwum
Instytutu Hoovera, Rosyjskim Państwowym Archiwum Historii
Społeczno-Politycznej (RGASPI) i w Prezydenckiej Bibliotece im. B.N.
Jelcyna.
Rozdział 1. Stresemann balansuje pomiędzy Wschodem i Zachodem
Rozdział 1
Stresemann balansuje pomiędzy Wschodem i Zachodem
Traktaty lokarneńskie, wynegocjowane w październiku 1925 roku,
przyniosły pierwszy, wielki wstrząs, jakiego doznał porządek wersalski.
Ich geneza sięga jeszcze konferencji paryskiej, w efekcie której
powołano Ligę Narodów - nową organizację, której celem było zapewnienie
bezpieczeństwa w Europie. Francuzom nie wystarczały zabezpieczenia
zawarte w traktacie wersalskim i dlatego podjęli rozmowy ze Stanami
Zjednoczonymi i Wielką Brytanią na temat gwarancji ich granicy z Niemcami. Odrzucenie przez amerykański senat ratyfikacji traktatu
wersalskiego i paktu Ligi Narodów w roku 1920 oznaczało fiasko
francusko-amerykańskiego i francusko-brytyjskiego traktatu
gwarancyjnego. Idea ta jednak wróciła po kilku latach, gdyż Paryż, chcąc
zapewnić sobie maksimum bezpieczeństwa, dążył do tego, żeby
odpowiedzialnością za nie podzielić się z Londynem. Brytyjczycy z początku byli niechętni tego rodzaju umowie, gdyż uważali, że
wzmocniłaby ona hegemoniczną pozycję Francji na kontynencie. Postawili
więc warunek, aby jedną ze stron gwarantujących francuskie granice
wschodnie były Niemcy. Stał za tym przewrotny plan, aby przy tej okazji
Berlin mógł wrócić do koncertu mocarstw i w przyszłości równoważyć
wpływy Paryża w Europie. Realizacja tego zamiaru musiała doprowadzić do
redefinicji porządku wersalskiego, która mogła być bardzo groźna dla
państw leżących na wschodzie: Polski i Związku Sowieckiego.
***
Dla Sowietów zawarcie traktatu gwarancyjnego przez Francję, Wielką
Brytanię i Niemcy musiało oznaczać redefinicję relacji z Berlinem i stanowiło poważną groźbę całkowitej izolacji na arenie międzynarodowej.
Kluczowym momentem w stosunkach niemiecko-sowieckich w okresie
powersalskim stał się traktat podpisany 16 kwietnia 1922 roku w Rapallo,
będący stosunkowo krótką, bo składającą się tylko z 6 artykułów, umową
międzynarodową. W jej art. 1. obie strony zrzekły się odszkodowań za
wydatki i szkody wojenne; w art. 2. Niemcy zrezygnowały z roszczeń za
znacjonalizowaną przez Sowiety własność obywateli lub państwa
niemieckiego; w art. 3. obie strony wznowiły stosunki dyplomatyczne i konsularne; w art. 4. zgodziły się stosować zasadę największego
uprzywilejowania w zakresie ogólnych stosunków prawnych oraz stosunków
handlowych i gospodarczych; w art. 5. umówiły się, że będą uwzględniać
swoje potrzeby gospodarcze, a w art. 6. sprecyzowały czas wejścia w życie powyższych stypulacji. Do traktatu strony dołączyły poufne listy,
w których określały warunki, które mogły spowodować modyfikację
niektórych zobowiązań37.
Traktat z Rapallo38 stał się symbolem współdziałania, które
stanowiło zagrożenie dla bytu narodów i państw Europy Środkowej i Wschodniej w XX wieku. Jakkolwiek nie zawierał on tajnych klauzul, to
niewątpliwie w pośredni sposób fundował trwałą podstawę tajnych relacji
niemiecko-sowieckich na niwie wojskowej. Jakkolwiek porozumienie to było
wymierzone przeciwko Polsce, to Berlin mimo zachęt strony sowieckiej,
nie zamierzał zawierać z Moskwą ani sojuszu militarnego, ani też
formalnych porozumień mających na celu wspólne działania przeciwko
Warszawie. Niemcy chcieli pozostawić sobie otwartą opcję zachodnią, co
było jedną z przyczyn kryzysu w stosunkach sowiecko-niemieckich w roku
1924, spowodowanego pojawieniem się kwestii przystąpienia Niemiec do
Ligi Narodów (LN). W lipcu i sierpniu 1924 roku w trakcie konferencji
londyńskiej zatwierdzono plan Dawesa, regulujący problem niemieckich
reparacji. We wrześniu zaś Brytyjczycy podczas sesji Zgromadzenia Ligi
Narodów w Genewie postawili kwestię członkostwa Niemiec w tej
organizacji39. Wywołało to ogromne zaniepokojenie w Moskwie,
która obawiała się, że Niemcy zmienią orientację swojej polityki i zamiast jak do tej pory balansować pomiędzy Wschodem i Zachodem, będą
starali się wziąć udział w koncercie mocarstw zachodnich, co groziłoby
ZSRR izolacją w polityce europejskiej.
Dlatego Sowieci, grając przeciwko porozumieniu Berlina z mocarstwami
zachodnimi, deklarowali swój sprzeciw wobec porządku wersalskiego,
sygnalizując, że tak jak Niemcy są mocarstwem rewizyjnym. Szef
sowieckiej placówki dyplomatycznej40 w Londynie,
Christian Rakowskij, nie pozostawił w tej kwestii żadnej wątpliwości,
gdy podczas angielsko-sowieckiej konferencji 14 kwietnia 1924 roku
oświadczył:
"Sowiecki rząd niejednokrotnie deklarował, że [...] najważniejszą
przesłanką ustanowienia trwałego pokoju powinna być rewizja
[пересмотр] traktatu wersalskiego i innych traktatów z nim związanych.
Traktaty te są sprzeczne z podstawowymi interesami wszystkich narodów, a ich praktyczna realizacja doprowadziła tylko do zaostrzenia antagonizmów
pomiędzy wszystkimi narodami i kryzysu gospodarki światowej. [...]
Trwałą może być tylko taka organizacja Europy, która będzie ufundowana
na woli narodu i na dążeniu do narodowej niezależności. Z tego względu
sowiecki rząd gotów jest w ramach wspólnych wysiłków wspierać i realizować, jakkolwiek nie od razu, a na drodze długotrwałych
dyplomatycznych wysiłków, politykę rewizji granic państwowych na
zasadzie etnograficznej z zastosowaniem plebiscytu we wszystkich
przypadkach, w których okaże się to konieczne [...]"41.
Kilka miesięcy później, 12 sierpnia 1924 roku, ten sam Rakowskij na
zakończenie kolejnej sowiecko-brytyjskiej konferencji wygłosił
deklarację, w której wyszedł od krytyki Ligi Narodów jako "metody
konsolidacji wszystkich niesprawiedliwych traktatów, zawartych w rezultacie wojny światowej", sankcjonujących łamanie zasady
samostanowienia narodów. Zarzucił jej przy tym niemoc i bezsiłę w naprawieniu tej niesprawiedliwości, wskazując na sowieckie pretensje do
Besarabii, północnej Bukowiny i Galicji Wschodniej. W ten sposób rząd
sowiecki deklarował, że ma roszczenia terytorialne w stosunku do
Rzeczypospolitej, a zatem jednym z celów jego polityki zagranicznej jest
rewizja granicy polsko-sowieckiej. Moskwie chodziło o wysłanie jasnego
sygnału w kierunku Berlina i wskazanie wspólnej platformy politycznej,
na której można by szukać podstaw sowiecko-niemieckiego
porozumienia42.
Jesienią 1924 roku do Moskwy zaczęły docierać sygnały świadczące o zmianie polityki Niemiec w stosunku do Związku Sowieckiego, o czym
zaświadcza list Wiaczesława Mienżynskiego, ówczesnego zastępcy szefa
OGPU, z 16 września 1924 roku do Cziczerina i Mołotowa. Mienżynskij
twierdził, że próby wywołania komunistycznej rewolucji w Niemczech w październiku 1923 roku wzmocniły proangielską orientację tamtejszych kół
rządzących, co spowodowane było m.in. rozczarowaniem przedstawicieli
przemysłu, związanym z niespełnionymi nadziejami na powrót do
przedrewolucyjnych form eksploatacji Rosji. Zwrócił on także uwagę na
prowadzone przez "burżuazyjną prasę" kampanie przeciwko sowieckiemu
monopolowi w handlu zagranicznym i na znaczący spadek umów zawieranych
przez niemieckie firmy. Ostrzegł, że dzięki traktatowi z Rapallo Niemcy,
blisko współpracując z ZSRR, zdobyli szczególną wiedzę na jego temat i teraz będą się nią dzielić z Anglosasami. A to stanowić będzie bardzo
poważne wyzwanie "z punktu widzenia ochrony interesów bezpieczeństwa
państwowego". Na tej podstawie zastępca szefa OGPU postawił wniosek o "audyt [пересмотр] niektórych aspektów naszych stosunków z Niemcami"43.
Wnioski Mienżynskiego spotkały się z reakcją kolegium Ludowego
Komisariatu Spraw Zagranicznych (LKSZ). Jego szef Gieorgij Cziczerin w liście z 6 października 1924 roku do Biura Politycznego Komitetu
Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) [KC
WKP(b)] wyraził zdecydowany sprzeciw wobec tego rodzaju audytu
stosunków ZSRR z Niemcami, co uzasadniał niedopuszczalnością zmiany
kursu w stosunku do Berlina. Zwrócił przy tym uwagę na fakt, iż debaty
na temat wstąpienia Niemiec do Ligi Narodów udowodniły, że w kręgach
rządowych w Berlinie nadal istnieje silna tendencja do wspierania
dobrych relacji z Moskwą. W szczególności nie zgodził się z tezą, że
Niemcy dzięki traktatowi z Rapallo mogą łatwiej aniżeli inni
przedstawiciele świata kapitalistycznego szpiegować ZSRR. We wnioskach
stwierdził, że należy monitorować różne tendencje w niemieckiej polityce
zagranicznej, ale nie powinno się dążyć do zmiany dotychczasowego
kursu44.
W tych okolicznościach 23 września 1924 roku zastępca ludowego komisarza
spraw zagranicznych Maksim Litwinow przekazał ambasadzie Rzeszy w Moskwie memorandum w sprawie akcesji Niemiec do Ligi Narodów. Sowiecki
rząd wyraził w nim opinię, że "wejście Niemiec do Ligi Narodów oznacza
rezygnację [z pewnych przedsięwzięć] w przyszłości i ogólnie rzecz
biorąc, znaczące osłabienie ich pozycji międzynarodowej. Żadne formalne
zastrzeżenia nic nie poradzą na to, że pakt Ligi Narodów zawiera
międzynarodowe gwarancje i systemowe uwiecznienie obecnych granic, w szczególności granic wersalskich". Sowieci przekonywali również, że Liga
Narodów jest związkiem zwycięzców, połączonym swoistym wzajemnym
traktatem asekuracyjnym, chroniącym interesy beati possidentes.
Systemowi wersalskiemu przeciwstawili "racjonalny" porządek, polegający
na "samostanowieniu narodów", czyli na granicach wyznaczonych na
zasadzie etnograficznej i plebiscytowej. Prognozowali, że Niemcy,
wchodząc do Ligi Narodów, przystąpią do koalicji, w której odgrywać będą
rolę satelity i zrezygnują z prowadzenia samodzielnej polityki. Wskutek
tego wejdą w kolizję z kursem wyznaczonym w Rapallo i mimo woli zmuszone
będą uczestniczyć w przedsięwzięciach, które doprowadzą je do konfliktu
ze Związkiem Sowieckim45.
Sowieci, obawiając się, że wstąpienie Niemiec do Ligi Narodów osłabi
ducha Rapallo, próbowali znaleźć taką podstawę współpracy, która
akcentować będzie wspólny interes obu państw. Uznali, że tym, co
najsilniej łączy Niemcy ze Związkiem Sowieckim, jest sprzeciw wobec
porządku wersalskiego. Dlatego za główny argument przeciwko członkostwu
Berlina w Lidze wybrali konieczność uznania terytorialnego status quo
w Europie. Chcieli zmusić Niemcy do wyboru pomiędzy rewizją i zachowaniem strategicznej współpracy niemiecko-sowieckiej a członkostwem
w Lidze Narodów. Doskonale zatem rozumieli motywacje niemieckiej
dyplomacji, dla której rewizja postanowień wersalskich miała znaczenie
priorytetowe. A jakie pobudki kierowały Sowietami w inicjatywie zawartej
w memorandum z 23 września? Plan maksimum zakładał, że uda się przekonać
Niemców do tego, żeby nie przystępowali do Ligi Narodów, a plan minimum,
że trzeba będzie negocjować rekompensatę za zbliżenie Niemiec z mocarstwami zachodnimi. Sowieci nie chcieli zrywać strategicznej
współpracy w przypadku ewentualnego wejścia Niemiec do Ligi Narodów,
gdyż pogorszyłoby to ich pozycję w polityce europejskiej.
Na razie jednak w rozmowach z Berlinem Moskwa starała się grać o najwyższą stawkę. 26 września 1924 roku minister spraw zagranicznych
Rzeszy Gustav Stresemann przyjął radcę sowieckiego przedstawicielstwa
Stefana Bratman-Brodowskiego. Sowiecki dyplomata stwierdził, że Niemcy
inaugurują nową politykę, która wywołuje niepokój w ZSRR, i zapytał o przyczyny tego rodzaju zmiany. Minister zwrócił uwagę na art. 19. paktu
Ligi Narodów, przewidujący możliwość zmiany obowiązujących traktatów.
Powołał się przy tym na francuską prasę, która za główny motyw
ewentualnego wstąpienia Niemiec do Ligi uważa wykorzystanie członkostwa
do rewizji traktatu wersalskiego46.
Niemiecki Urząd Spraw Zagranicznych (AA)47 29 września 1924 roku
przekazał państwom będącym członkami Rady Ligi Narodów memorandum, w którym zawarto warunki związane z akcesją. Dwa z nich wydawały się
kluczowe: po pierwsze, przyznanie Niemcom stałego miejsca w Radzie, a po
drugie, zastrzeżenie wobec obowiązku udziału we wspólnych
przedsięwzięciach podejmowanych przeciwko ewentualnemu agresorowi na
mocy art. 16. paktu Ligi48. Sowieci próbowali przeciwdziałać temu
memorandum, proponując 18 października Niemcom zawarcie umowy, zgodnie z którą obie strony zobowiązałyby się do niewstępowania do Ligi bez zgody
partnera49. Berlin jednak zdecydowanie odrzucił tę propozycję.
5 listopada niemiecki ambasador w Moskwie Ulrich von Brockdorff-Rantzau
zakomunikował Cziczerinowi, że nie może być mowy o wspólnych działaniach
obu rządów w sprawie wejścia do Ligi, po pierwsze, ponieważ Berlin w memorandum z 29 września przedstawił już swoje warunki i jeśli zostaną
one przyjęte, to będzie zmuszony do wejścia do tej organizacji, a po
drugie, dlatego, że Sowiety pryncypialnie odrzucają Ligę Narodów jako
taką. Komisarz przyjął to oświadczenie do wiadomości i zwrócił się z prośbą o dokładne konsultowanie tej kwestii z rządem sowieckim.
Podziękował również za stanowisko niemieckie odnośnie do art. 16. paktu
Ligi Narodów i brak zgody Berlina na udział w przedsięwzięciach Ligi
skierowanych przeciwko ewentualnemu agresorowi, gdyż pozwoli to na
kontynuowanie przyjacielskich stosunków pomiędzy obydwoma
państwami50.
Biuro Polityczne KC WKP(b) omówiło problemy związane ze wstąpieniem
Niemiec do Ligi Narodów 9 października 1924 roku i postanowiło, by LKSZ
przygotował na ten temat notatkę informacyjną51. Litwinow
14 października wysłał do sowieckiego kierownictwa politycznego list z załączoną notatką zatytułowaną: ZSRR, Niemcy i Liga Narodów52.
W dokumencie tym zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych
zauważył, że "w momencie ukształtowania się relacji pomiędzy ZSRR i Niemcami w trakcie zawierania traktatu rapallskiego kwestia stosunków z Ligą Narodów nie została w sposób formalny poruszona, ponieważ wydawało
się to wtedy zbyteczne, gdyż uznano za aksjomat konieczność negatywnego
stosunku obydwu krajów do Ligi jako do politycznego narzędzia
zwycięskich mocarstw"53.
W Niemczech było dla wszystkich jasne, że traktat rapallski i zbliżenie
z ZSRR stanowić będą przeciwwagę dla Ligi Narodów. Od momentu jego
podpisania obydwa rządy wielokrotnie konsultowały się w sprawach
związanych z działaniami tej organizacji i zawsze w pełni zgadzały się,
że konieczna jest jednomyślność w stosunku do niej. Jedność tę w szczególny sposób manifestowali komisarz Cziczerin i były kanclerz
Rzeszy Joseph Wirth. W kręgach rządowych w Berlinie powstało nawet
przekonanie o istnieniu ustnego oficjalnego porozumienia w tej sprawie
pomiędzy obydwoma państwami. W rzeczywistości, jak informował Litwinow
członków Politbiura, takie porozumienie nie istniało, a obie strony z formalnego punktu widzenia zachowywały wolną rękę, zobowiązując się
"moralnie" do wzajemnego informowania na temat swojej polityki wobec
Ligi. I każda ze stron wywiązywała się z tego zobowiązania całkiem
sumiennie, dopóki wejście do tej organizacji uważała za sprzeczne z jej
interesami. Gdy Sowieci w 1923 roku rozważali wysłanie obserwatora do
Ligi Narodów, natychmiast poinformowali o tym rząd niemiecki.
Litwinow przypomniał, że przez lata kwestia członkostwa Niemiec w Lidze
Narodów nie była tematem dyskusji politycznych. Było to spowodowane nie
tyle brakiem zwolenników tej organizacji w Niemczech, ile sprzeciwem
Francji wobec akcesji Berlina i niechęcią głównych niemieckich partii
politycznych do "naruszenia harmonii ustanowionej pomiędzy Niemcami i ZSRR przez traktat rapallski". Już wówczas bowiem zdawano sobie w Niemczech sprawę z tego, że wskutek wejścia do Ligi stosunki ze
Związkiem Sowieckim doznają poważnego uszczerbku. Sytuacja zmieniła się
po konferencji londyńskiej i przyjęciu planu Dawesa. Zastępca Cziczerina
twierdził, że obecnie za wejściem do Ligi opowiadają się socjaldemokraci
i pacyfiści, przeciwko - komuniści i prawica, a partia Stresemanna
zajmuje stanowisko nieokreślone. Niemiecki minister spraw zagranicznych
wypowiadał się przeciw członkostwu i wskutek tego znajdował się w konflikcie z kanclerzem Wilhelmem Marxem i prezydentem Friedrichem
Ebertem. W efekcie sporu pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami akcesji
doszło do odroczenia rozstrzygnięcia tej kwestii, co zamaskowano
wysłaniem memorandum do członków Ligi, określającym warunki, na jakich
Niemcy przystąpią do tej organizacji. Najważniejszym z nich będzie
uzyskanie stałego miejsca w Radzie LN.
Zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych wyraził opinię, że
niemiecki rząd nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie.
Zauważył, że przeciwnicy członkostwa posługują się tymi samymi
argumentami co Sowieci, zwracając przede wszystkim uwagę na osłabienie
niezależności Rzeszy na arenie międzynarodowej i wciągnięcie jej do
intryg przeciwko ZSRR. Są także zdania, że Berlin pozbawiony wsparcia i przyjaźni Moskwy będzie jeszcze bardziej izolowany, a Sowieci zmuszeni
będą porozumieć się z Francją i Polską przeciwko Niemcom. Z kolei
zwolennicy Ligi dowodzą, że Niemcy po akcesji będą mogli rozgrywać
różnice interesów dzielących Francję i Wielką Brytanię, dzięki czemu
ostatecznie przestanie istnieć jednolity front zwycięzców wielkiej
wojny. Twierdzą również, że Berlin jako członek Ligi Narodów będzie mógł
oddawać pewne usługi Moskwie, występując przeciwko powstającym tam
antysowieckim intrygom.
Litwinow na koniec ocenił, że LKSZ w pełni zdaje sobie sprawę z konsekwencji członkostwa Berlina w Lidze Narodów. W opinii komisariatu
"wejście Niemiec do Ligi będzie początkiem budowy jednolitego frontu
mocarstw zachodnich przeciwko ZSRR, zarówno w dziedzinie politycznej,
jak i ekonomicznej". Sowiecka dyplomacja wywarła na niemiecki rząd
maksymalny nacisk dyplomatyczny i starała się zarówno wzmocnić
przeciwników Ligi w Niemczech, jak i zaostrzyć walkę polityczną pomiędzy
poszczególnymi partiami, ale - jak zauważył zastępca ludowego komisarza
spraw zagranicznych - "nasze działania naturalnie nie mogły mieć wpływu
na ostateczne decyzje Niemiec"54.
W liście, do którego dołączona została powyższa notatka, Litwinow
poinformował członków Politbiura, że obecnie LKSZ zwrócił się do
niemieckiego rządu z propozycją zawarcia formalnego porozumienia o niewstępowaniu do Ligi Narodów bez zgody drugiej strony. Tłumaczył, że
chodzi o stworzenie nowego faktu, który w decydującym momencie wzmoże
polemikę i walkę pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami wejścia do Ligi w Niemczech. Zauważył przy tym jednak, że wszystko wskazuje na to, że
decyzja o akcesji jest już przesądzona, a zatem propozycja ta zostanie
odrzucona. Odmowę tę jednak Sowieci będą mogli wykorzystać, gdy
zdecydują się zawrzeć porozumienia z Francją i z Polską.
Na podstawie tych dwóch dokumentów można dojść do wniosku, że Sowieci
już w połowie października 1924 roku doszli do przekonania, iż Berlin
wejdzie do Ligi Narodów i w konsekwencji dokona reorientacji polityki
zagranicznej na prozachodnią, co otworzy przed nim możliwość wejścia do
koalicji antysowieckiej, a Moskwa w odpowiedzi będzie musiała zdecydować
się na zawarcie traktatów z Francją i Polską. Notabene, właśnie w owym
okresie dyplomacja sowiecka rozpoczęła długotrwały proces sondowania
Paryża i Warszawy na okoliczność zawarcia porozumienia politycznego
(zobacz niżej). Można zatem z dużą dozą pewności założyć, że rozmowy z Polską na temat porozumienia politycznego i paktu o nieagresji
rozpoczęte w owym okresie nie miały czysto taktycznego charakteru. Z cytowanych wyżej notatek wynika bowiem, że Moskwa zdawała sobie sprawę z nieuchronności wejścia Berlina do Ligi Narodów. Porozumienie z Polską i z Francją nie było zatem postrzegane przez Sowietów jako próba
powstrzymania Niemiec przed porozumieniem z mocarstwami zachodnimi, lecz
jako sposób na zrównoważenie powstającej właśnie nowej i realnej
orientacji w niemieckiej polityce zagranicznej. Innymi słowy, Moskwa dla
zrównoważenia skutków decyzji Berlina musiała dążyć do zawarcia
porozumień z Warszawą i Paryżem. W przyszłości jednak dyplomacja
sowiecka zmodyfikuje to stanowisko i będzie łagodziła skutki
prozachodniej polityki Niemiec, prowadząc rozmowy na temat dwustronnego
porozumienia politycznego nie tylko z Warszawą i Paryżem, ale również z Berlinem.
Nie powinno więc zaskakiwać, że Sowieci kontynuowali taktykę utrudniania
wejścia Niemiec do Ligi. W tym celu rozpoczęli kolejną szeroko zakrojoną
inicjatywę dyplomatyczną. Członek kolegium LKSZ Wiktor Kopp przedstawił
jej pierwszy zarys w trakcie rozmowy z Brockdorff-Rantzauem 4 grudnia
1924 roku. Oświadczył, że zależy mu na poufnej wymianie myśli w sprawach
istotnych dla rozwoju stosunków dwustronnych. Stwierdził, że jednym z najważniejszych zagadnień, wymagających szybkiego obustronnego
porozumienia, wydaje się być kwestia polska. Dlatego też chciałby
wiedzieć, czy Berlin nadal jest zdecydowany dochodzić swoich roszczeń w stosunku do Warszawy. Polacy zwracali się do Moskwy z określonymi
życzeniami dotyczącymi Galicji i terenów przy granicy z ZSRR, ale
Sowiety nie poszły na to. Jeśli więc Niemcy nie zrezygnowały z odzyskania Górnego Śląska i korytarza, to mogłyby wraz ze Związkiem
Sowieckim wspólnie wywrzeć nacisk na Polskę. Kopp zwrócił się z propozycją konsultacji w tej sprawie.
Niemiecki ambasador odpowiedział, że "rozumie się samo przez się, że
nigdy nie zrezygnujemy z naszych pretensji w stosunku do Polski". Jednak
ich realizacja za pomocą siły jest obecnie całkowicie niemożliwa i byłaby szaleństwem. Przypuścił, że kwestia polska jest teraz przedmiotem
rozmów pomiędzy rządem sowieckim a francuskim i dlatego oświadczył, że
jeśliby rząd sowiecki poważył się dać gwarancje odnośnie do polskiej
granicy zachodniej, to Niemcy będą to traktowały jako akt nieprzyjazny.
Na co obdarzony niewątpliwym refleksem Kopp zapytał, jak ZSRR powinien
się zachować, gdyby Niemcy poprzez swoje wejście do Ligi Narodów
zagwarantowały wschodnie granice Polski. Następnie obaj rozmówcy zaczęli
przerzucać się pretensjami dotyczącymi problemów w stosunkach
dwustronnych. Na koniec jednak Kopp, deklarując, że zależy mu na
pogłębieniu stosunków dwustronnych, powtórzył "swoją prośbę, aby
doprowadzić do bardziej poufnej politycznej wymiany myśli niż do tej
pory pomiędzy Berlinem a Moskwą", a Brockdorff-Rantzau przyrzekł mu
wsparcie tej inicjatywy55.
Berlin przychylnie odniósł się do propozycji Koppa. Sekretarz stanu w AA
Adolf von Maltzan w szyfrogramie z 13 grudnia 1924 roku przesłanym do
ambasady w Moskwie wyraził zgodę na rozmowy z rządem sowieckim na temat
kwestii polskiej i polecił przekazać Sowietom następujące stanowisko.
Teoretycznie rzecz biorąc, art. 10. paktu Ligi Narodów zobowiązuje do
respektowania terytorialnej integralności Polski. Jednakże to
zobowiązanie nie stanowi żadnej gwarancji i nie ma żadnego praktycznego
znaczenia w stosunku do polskiej granicy wschodniej. W odniesieniu do
niej istotny może być co najwyżej art. 16., jednakże Niemcy, wchodząc do
Ligi, złożą wobec niego zastrzeżenie i zachowają tym samym neutralność.
Dla Berlina kluczowe jest sowieckie wsparcie w kwestii polskiej granicy
zachodniej. Problem ten jest omawiany na salonach dyplomatycznych, w efekcie czego powstało przekonanie, że obecny stan rzeczy jest na
dłuższą metę nie do utrzymania. Niemcy w swoim memorandum dla mocarstw
będących członkami Rady Ligi Narodów potwierdziły gotowość wypełnienia
swoich międzynarodowych zobowiązań, ale jednocześnie zastrzegły, że
utrzymają w mocy oświadczenia, w których wcześniej odnosiły się do tych
zobowiązań. To również dotyczy polskiej granicy zachodniej, ponieważ
Niemcy przed podpisaniem traktatu wersalskiego złożyły protest, że
granice te nie odpowiadają zasadom wilsoniańskim.
Sekretarz stanu polecił również wspomnieć, że "główną przyczyną
niepokojów w Europie Wschodniej jest nieprzestrzeganie zasad
etnograficznych w trakcie wytyczania polskich granic. Polska nie ma
sąsiada, z którym nie prowadziłaby sporu na tym polu. Niemieckie i rosyjskie interesy są tutaj zbieżne". Von Maltzan zostawił do decyzji
ambasadora, czy już w tym momencie ma oświadczyć Sowietom, że "dla
Niemiec i Rosji rozwiązanie kwestii polskiej polegałoby na wtłoczeniu
Polski w jej etnograficzne granice [in Zurückdrängung Polens auf seine
ethnographischen Grenzen]"56.
W ten oto sposób Niemcy i ZSRR doszły do porozumienia, że fundamentalną
podstawą ich strategicznej współpracy nadal będzie rozwiązanie kwestii
polskiej. Obydwa kraje dzieliło mnóstwo sprzeczności i problemów.
Największy kłopot sprawiała różnica ustrojowa i dążenie bolszewików do
wybuchu rewolucji w Rzeszy. Sowieci uważali skomunizowanie tego kraju za
warunek sine qua non sukcesu rewolucji światowej i przetrwania ZSRR na
arenie międzynarodowej. Dlatego jeszcze na jesieni 1923 roku próbowali
wszelkimi dostępnymi metodami doprowadzić do zainstalowania władzy
sowieckiej w Niemczech. Polityka Moskwy musiała doprowadzić do powstania
bardzo poważnego kryzysu zaufania w stosunkach z Berlinem. Drugim
kluczowym czynnikiem negatywnie oddziałującym na relacje
sowiecko-niemieckie była polityka Gustava Stresemanna, której celem było
porozumienie z mocarstwami zachodnimi. Jej pierwszym niezwykle istotnym
efektem była konferencja londyńska i uzgodniony w jej trakcie plan
Dawesa. Porozumienie francusko-niemieckie było największą przeszkodą dla
ziszczenia się planów bolszewików, ponieważ uważali oni wojnę pomiędzy
mocarstwami kontynentalnymi (tak zwana wojna imperialistyczna) za
warunek konieczny dla przeprowadzenia rewolucji w Europie.
Te dwa wyżej wymienione czynniki powodowały, że pod koniec roku 1924
stosunki sowiecko-niemieckie znalazły się w kryzysie. Jednakże obie
strony szukały płaszczyzny, dzięki której można by przywrócić relacjom
dwustronnym dawny blask. Stała się nią kwestia polska. Wspólny interes
obu państw w jej rozwiązywaniu był tak oczywisty, że doszły one do
porozumienia w ciągu dwóch tygodni. Najdokładniej ów wspólny cel Berlina
i Moskwy zdefiniował w swojej instrukcji Adolf von Maltzan, a było nim,
przypomnijmy, "wtłoczenie Polski w etnograficzne granice". Niemiecki
dyplomata świadomie użył eufemizmu, albowiem w gruncie rzeczy chodziło
mu o terytorialne okrojenie Polski i to zarówno na wschodzie, jak i na
zachodzie. A zatem mówiąc wprost: wspólnym interesem Niemiec i sowieckiej Rosji był kolejny rozbiór Polski.
Szybko okazało się jednak, że porozumienie wcale nie jest tak blisko,
jak mogło się wydawać. Sowieci przy okazji konsultowania sprawy polskiej
chcieli bowiem ugrać znacznie więcej. Brockdorff-Rantzau wykonał
instrukcję von Maltzana 19 grudnia 1924 roku. Na wstępie poinformował
Cziczerina, że centrala w Berlinie poleciła mu streścić dwie nadzwyczaj
ważne depesze. Pierwsza dotyczyła wejścia Niemiec do Ligi Narodów, a druga kwestii polskiej. Niemiecki ambasador poinformował, że mocarstwa
obstają przy tym, aby Berlin został członkiem tej organizacji na
ogólnych warunkach. Jednakże rząd Rzeszy będzie się upierał przy tym,
aby nie uczestniczyć w kolektywnych akcjach Ligi Narodów przewidzianych
art. 16. Następnie Brockdorff-Rantzau przeszedł do kwestii polskiej.
Cziczerin przerwał mu już na samym wstępie, twierdząc, że stronie
sowieckiej chodziło o konsultacje na temat całokształtu stosunków
dwustronnych, a nie jednego ich elementu. Ambasador odpowiedział, że to
rozumie, ale Niemcy chcą rozpocząć rozmowy na ten właśnie temat, bo
zostało to zaproponowane przez Koppa. Przypomniał również, że ten
ostatni poinformował go, że Moskwa rozpoczyna dialog z Warszawą w sprawie całej serii zagadnień, m.in. Galicji Wschodniej.
Komisarz wyjaśnił, że takie rozmowy nie są prowadzone; Warszawa
próbowała bardzo ostrożnie wstępnie sondować Moskwę na okoliczność
ewentualnych rozmów, ale do tej pory nic w tej sprawie nie zostało
jeszcze przesądzone. Następnie ambasador oświadczył, iż rozwiązanie
kwestii polskiej przez Niemcy i Rosję polega "na wtłoczeniu Polski w jej
etnograficzne granice". Cziczerin uznał tę frazę za nie całkiem jasną,
dodając, że byłaby ona zrozumiała, gdyby Niemcy nie wstępowały do Ligi
Narodów. Jeśli w trakcie rozmów akcesyjnych uzyskają jedynie zgodę na
neutralność w stosunku do akcji Ligi wynikających z art. 16., to
powstaje pytanie, w jaki sposób będą chciały tego dokonać. Dodał, że
odniósł wrażenie, iż oferta niemiecka sprowadza się do zagwarantowania
sobie neutralności w przypadku wojny polsko-sowieckiej i żądania pełnego
wsparcia niemieckich dążeń rewizyjnych. Ambasador nie zgodził się z tym
punktem widzenia, zapewniając, że "równoległość interesów oznacza także
równość obu stron w odniesieniu do obowiązków". Nieusatysfakcjonowany
komisarz raz jeszcze zapytał, jak w rzeczywistości ma wyglądać owo
"wtłoczenie", na co Brockdorff-Rantzau odpowiedział, że jest to "pewna
dyrektywa dla przyszłości, a nie zadanie dla dnia dzisiejszego".
Cziczerin na koniec rozmowy wyraził chęć jej kontynuowania i poprosił o czas do zastanowienia się nad niemieckim stanowiskiem57.
Z rozmowy tej można wyciągnąć wniosek, że Sowieci ukrywali przed
Niemcami trwające od sierpnia 1924 roku sondaże z Polakami. Cziczerin
poinformował bowiem Brockdorff-Rantzaua, że Warszawa zwróciła się z ogólną inicjatywą wobec Moskwy, ale żadne rozmowy nie są prowadzone. A było to nieprawdą, ponieważ w owym czasie obie strony rozmawiały już na
temat dwustronnego porozumienia politycznego (patrz niżej). Potwierdza
to, że Sowieci na serio poszukiwali porozumienia z Polakami, by w ten
sposób reasekurować się na wypadek ewentualnej reorientacji polityki
niemieckiej.
Carl von Schubert, następca von Maltzana na stanowisku sekretarza stanu,
w szyfrogramie z 29 grudnia 1924 roku zaakceptował sposób wykonania
instrukcji przez Brockdorff-Rantzaua i przekazał mu, że niemiecki rząd
gotów jest również rozmawiać na temat ogólnych zagadnień politycznych i zasugerował, żeby w kwestii polskiej bardziej skupić się na
szczegółach58.
Po rozmowie z Brockdorff-Rantzauem Cziczerin doszedł do wniosku, że nie
należy godzić się na propozycję niemiecką wydzielenia spraw polskich z konsultacji na temat ogółu stosunków dwustronnych i zaproponował stronie
niemieckiej kontrsondaż dotyczący uzgodnienia przez oba państwa wspólnej
polityki w odniesieniu do starań o członkostwo w Lidze Narodów. Taką
propozycję przedstawił do akceptacji Biuru Politycznemu59,
które omówiło ją na posiedzeniu 24 grudnia 1924 roku. Biuro uznało
ofertę niemieckiego ambasadora za sondaż służący wyjaśnieniu linii
polityki sowieckiej w stosunku do Polski i zgodnie z propozycjami
Cziczerina poleciło, aby LKSZ odpowiedział kontrsondażem, który znacząco
rozszerzy problematykę konsultacji zaproponowaną przez
Brockdorff-Rantzaua. LKSZ miał zapropoponować, aby dwustronne
konsultacje nie dotyczyły tylko Polski, ale i Wielkiej Brytanii, a także
całej polityki obydwu państw. Politbiuro poleciło, aby tego rodzaju
rozmowy zostały uzależnione od wypełnienia przez Berlin dwóch warunków:
Niemcy i ZSRR zobowiążą się po pierwsze nie wstępować do wrogo
nastawionych w stosunku do jednej ze stron bloków politycznych lub
ekonomicznych, a po drugie do koordynacji swoich wysiłków w kwestii
ewentualnego wstąpienia do Ligi Narodów lub wysłania do niej
obserwatorów. Dopiero po wypełnieniu tych warunków będą mogły zostać
omówione niemieckie propozycje60.
Następna rozmowa Brockdorff-Rantzaua z Cziczerinem odbyła się w nocy z 25 na 26 grudnia 1924 roku. Ambasador uznał ją za szczególnie ważną i dlatego zrelacjonował ją w "ściśle tajnej" notatce dołączonej do listu
adresowanego do ministra Stresemanna61, sugerując
jednocześnie przekazanie jej kopii prezydentowi Ebertowi. Według tej
notatki Cziczerin poinformował ambasadora, że rząd sowiecki z zadowoleniem przyjął otwartość, z jaką strona niemiecka odniosła się do
kwestii polskiej, i wyraził nadzieję że będzie ona podstawą dla
omówienia konkretnych zagadnień politycznych. Zastrzegł, że propozycje,
które przedstawi, w żadnym wypadku nie mogą być traktowane jako
"ultimatum". Podkreślił jednak, że "jeśli niemiecki rząd miałby odrzucić
jego propozycje, to w oczywisty sposób dotychczasowe relacje zostaną
zachowane [na tym samym poziomie], ale wówczas, zdaniem sowieckiego
rządu, wspólne rozwiązanie [Behandlung] kwestii polskiej, jak to
zostało zaproponowane przez Berlin, nie będzie już jednak
możliwe"62. Brockdorff-Rantzau wtrącił w tym miejscu uwagę, że
inicjatywa rozmów na temat rozwiązania kwestii polskiej wyszła od Koppa,
a nie od rządu niemieckiego. Cziczerin oświadczył, że Kopp występował
jako osoba prywatna, na co ambasador odparł, że nie mógł o tym wiedzieć.
Komisarz odpowiedział, że Kopp przekroczył swoje kompetencje, ponieważ
za tak ważne sprawy odpowiada tylko on i Litwinow.
Po tej wymianie zdań Cziczerin przedstawił swoje propozycje,
oświadczając, że warunkiem wspólnego rozwiązywania kwestii polskiej jest
"wzajemne zobowiązanie się rządów niemieckiego i rosyjskiego, że nie
wejdą one w żaden polityczny lub gospodarczy sojusz lub porozumienie,
które będzie skierowane przeciwko jednemu z nich"63. Gdy
Brockdorff-Rantzau wyraził wątpliwość, że warunek ten jest zbyt szeroki
i zapytał, czy odnosi się on do członkostwa w Lidze Narodów, Cziczerin
odpowiedział, że tego dotyczy druga propozycja, będąca warunkiem
rozwiązania kwestii polskiej, która polega na tym, że "Niemcy i Związek
Sowiecki zobowiążą się w dalszym toku wydarzeń koordynować swoje
działania w kwestii przystąpienia do Ligi Narodów lub ewentualnego
wysłania [tam] swoich obserwatorów"64. Jego zdaniem
"idealnym" rozwiązaniem byłoby, gdyby Niemcy i ZSRR razem wstąpiły do
Ligi lub jednocześnie wysłały obserwatorów do Genewy65.
Niemiecki ambasador odpowiedział komisarzowi, że pierwszy punkt jego
propozycji nie wydaje mu się zbyt jasny ani wystarczający. Dodał, że
jego zdaniem należałoby dodać doń zobowiązanie, że żadna ze stron nie
zaatakuje drugiej ani nie przystąpi do wrogiego w stosunku do drugiej
sojuszu militarnego. Komisarz najpierw uznał tego rodzaju zapis za
zbędny, ale wyraził nań zgodę, gdy ambasador zwrócił mu uwagę na
pogłoski, jakie były rozpowszechniane w poprzednim roku, że ZSRR starał
się o prawo przemarszu Armii Czerwonej przez Polskę na wypadek rewolucji
w Niemczech66.
Brockdorff-Rantzau w komentarzu zamieszczonym w notatce z tej rozmowy
zauważył, że propozycje Cziczerina są na tyle doniosłe, a w kontekście
stanowiska Wielkiej Brytanii znaczące, że chociażby ze względów
taktycznych należałoby uniknąć ich odrzucenia a limine. Zaproponował
więc, aby przyjąć je za dobrą monetę i rozpocząć poważne konsultacje
polityczne. W ich trakcie dopiero okaże się, czy Sowieci, których
zdolność do dotrzymywania umów jest być może jeszcze bardziej
problematyczna niż rządów "burżuazyjnych", zamierzają osiągnąć pozytywny
rezultat, czy też nie.
W swoim liście do ministra Stresemanna Brockdorff-Rantzau poinformował,
że rozmowa z Cziczerinem miała przyjacielski charakter. Stwierdził
również, że berlińscy przeciwnicy reprezentowanej przez niego linii
polityki wschodniej najpewniej będą przekonywać, że "sowiecki rząd
znajduje się w największej potrzebie i próbuje się teraz do nas
przypiąć, ponieważ traci grunt pod nogami"67. Ambasador nie uznał
tej argumentacji za przekonującą, ponieważ propozycje Cziczerina mają
nadzwyczajną wagę dla dalszego rozwoju całej niemieckiej polityki.
Komisarz powoływał się bowiem na to, że w ostatnich rozmowach
sowiecko-niemieckich pojawiała się nuta nieufności, która nie służyła
relacjom dwustronnym. Brockdorff-Rantzau w propozycjach Cziczerina
dostrzegł zaś dobrą wolę. Dodał, że komisarz na koniec rozmowy
powiedział mu, iż sowiecki rząd może wkroczyć na taką drogę jak
rozwiązanie kwestii polskiej tylko wtedy, gdy osiągnie ogólne
porozumienie polityczne z Niemcami, a swoją propozycję przedstawił w postaci następującego układu: Związek Sowiecki nie pójdzie z Francuzami
na żadną umowę skierowaną przeciwko Niemcom, a Niemcy zobowiążą się do
tego samego w stosunku do Anglii. Cziczerin ujął to krótko: "Wy nie
zrobicie niczego z [francuskim ambasadorem] Herbettem, a my - z [angielskim ministrem spraw zagranicznych Austenem]
Chamberlainem"68.
Brockdorff-Rantzau wyznał Stresemannowi, że zawsze był przeciwnikiem
politycznych eksperymentów, nawet wtedy, gdy Niemcy były jeszcze wielkim
mocarstwem. W tym przypadku nie chodzi jednak o eksperyment, a o sprawdzenie, czy możliwe jest jeszcze wykorzystanie Sowietów jako
pozytywnego czynnika w niemieckiej polityce zagranicznej, a jeśli okaże
się to niemożliwe, trzeba będzie dokonać jej reorientacji. Ambasador
przyznał, że do tej pory sądził, że w niemieckim interesie jest
wspieranie sowieckiego rządu i uczciwe współdziałanie z nim na arenie
międzynarodowej, ponieważ każdy inny rząd rosyjski szukałby sojuszu z mocarstwami zachodnimi. Gdyby teraz miało się okazać, że Niemcy nie
znajdą wsparcia ze strony Sowietów w relacjach z mocarstwami zachodnimi,
to zostaną skazani na łaskę i niełaskę tych ostatnich. A to znaczy, że
nie będą prowadziły samodzielnej polityki zagranicznej i będą musiały
cierpieć hegemonię Londynu i Paryża aż do momentu, kiedy nabiorą tyle
siły, że będą w stanie wyrównać rachunki za niesprawiedliwość, jaka
dotknęła ich po I wojnie światowej.
Propozycje Cziczerina pokazują, że wsparcie przez Sowiety niemieckiego
kursu rewizjonistycznego było ograniczone spełnieniem bardzo trudnych
warunków i dotyczyło zasadniczego wyboru strategicznego, przed którym
wówczas stał Berlin. Wyboru pomiędzy tak zwaną orientacją wschodnią i orientacją zachodnią. Linia Rapallo oznaczała dla Berlina dominację
wektora wschodniego w jego polityce zagranicznej. Do 1924 roku Niemcy
nie miały specjalnego wyboru, musiały opierać swoją politykę na
strategicznym partnerstwie ze Związkiem Sowieckim, ponieważ mocarstwa
zachodnie traktowały je nadal jako pokonanego wroga, a nie partnera do
gry na arenie międzynarodowej. Konferencja londyńska, plan Dawesa i perspektywa członkostwa w Lidze Narodów były zapowiedzią stopniowej
zmiany konstelacji międzynarodowej. Przed Niemcami otworzyła się
możliwość porozumienia z mocarstwami zachodnimi i wzięcia udziału w koncercie mocarstw europejskich na coraz bardziej podmiotowych zasadach.
Prowadziło to do stopniowej reorientacji polityki Berlina w kierunku
zachodnim, czemu Moskwa starała się z całych sił przeciwdziałać na
przełomie roku 1924 i 1925.
Zwrot Niemiec na Zachód oznaczałby dla Moskwy powrót do kompletnej
izolacji. Co więcej, stanowiłby również egzystencjalne zagrożenie dla
sowieckiego państwa, gdyż powstanie osi Paryż-Berlin wspieranej przez
Londyn stabilizowałoby politykę kontynentalną. Odkładałoby rewolucję
światową ad Kalendas Graecas. A przecież Sowieci bardzo dobrze
pamiętali naukę Lenina, że ZSRR na dłuższą metę nie jest w stanie
przetrwać we wrogim mu kapitalistycznym otoczeniu. Dlatego jedyną szansę
na przetrwanie swojego państwa upatrywali w konflikcie pomiędzy głównymi
mocarstwami europejskimi, czyli tak zwanej wojnie imperialistycznej.
Dlatego na wszelkie sposoby starali się przeciwdziałać powstaniu
strategicznego układu łączącego Berlin z Paryżem i Londynem. Ta
kalkulacja rzutowała również na ich politykę w stosunku do Warszawy,
ponieważ z jej powodu wspierali rewizjonizm niemiecki w sposób
warunkowy. Byli zwolennikami rozbioru Polski, ale tylko na jeden przez
nich faworyzowany sposób, a mianowicie przez wyłączną dwustronną
współpracę Berlina i Moskwy bez udziału mocarstw zachodnich, a najlepiej
przy ich sprzeciwie. W ten sposób oba państwa osłabiłyby lub nawet
zlikwidowały starego wroga leżącego pomiędzy nimi, ale takie
porozumienie na trupie Polski wzmogłoby wrogość pomiędzy Niemcami a mocarstwami zachodnimi.
W sowieckiej kalkulacji chodziło o to, aby Berlin był cały czas
zagrożony na swojej flance zachodniej, a zatem nie mógł planować
ekspansji w kierunku wschodnim. W tym scenariuszu likwidacja państwa
polskiego nie niosłaby za sobą wielkich zagrożeń dla ZSRR, a gwarantowałaby mu bezpieczeństwo jego granicy zachodniej. Bez udziału
Polski i Niemiec nie było bowiem fizycznego sposobu, aby z zachodu
wyszła interwencja przeciwko ZSRR. Sowieci byli jednak pryncypialnie
przeciwni, co pokazuje inicjatywa Cziczerina, scenariuszowi, w którym do
rewizji niemieckiej granicy wschodniej doszłoby wskutek porozumienia
Niemiec z mocarstwami zachodnimi. Pokojowe odzyskanie korytarza, Gdańska
i Górnego Śląska przez Niemcy zakładałoby istnienie strategicznego
układu pomiędzy Berlinem i Paryżem. W takim układzie nie można byłoby
wykluczyć, że Francja starałaby się wpłynąć na swojego polskiego
sojusznika, aby ten w zamian za terytoria zwrócone Niemcom otrzymał
rekompensatę terytorialną - na przykład Litwę. W ten sposób mogłaby
powstać kontynentalna oś Paryż-Berlin-Warszawa, która oznaczałaby przede
wszystkim fiasko planów rewolucyjnych. Co gorsza, taki układ,
stabilizujący geopolityczne serce starego kontynentu, mógłby w którymś
momencie zaowocować sojuszem polsko-niemieckim skierowanym przeciwko
ZSRR, gdyż w tych obydwu państwach tradycja ekspansji w kierunku
wschodnim była ciągle żywa. A to stanowiłoby nie tylko zagrożenie dla
interesów rewolucji światowej, ale także egzystencji Związku
Sowieckiego. Takiemu rozwojowi wypadków starał się przeciwdziałać
Cziczerin, godząc się na rozwiązanie kwestii polskiej, wszakże pod
jednym kluczowym warunkiem, a mianowicie takim, że Niemcy zrezygnują ze
zbliżenia z mocarstwami zachodnimi.
Sowiecka inicjatywa nie natrafiła jednak na podatny grunt, ponieważ
dyplomacja niemiecka z coraz większą dozą sceptycyzmu podchodziła do
sowieckiego partnera. Dowodzą tego trzy memoriały przygotowane przez
urzędników AA. Pierwszy sporządził na początku listopada 1924 roku szef
wydziału rosyjskiego Herbert Hauschild69. W dokumencie tym
stwierdził, że w ostatnich miesiącach w polityce wewnętrznej ZSRR
dominowała orientacja "radykalnie lewicowa", polegająca m.in. na
eliminowaniu "nowej burżuazji" i walce z "niekomunistycznymi elementami
zagranicznymi", co prowadziło do postępującego upadku gospodarczego.
Kryzys ekonomiczny, według Hauschilda, nie miał jednak bezpośredniego
negatywnego wpływu na politykę. Wręcz przeciwnie, sowiecki rząd
utwierdził swoją władzę w Rosji, a dzięki zręcznej i bardzo aktywnej
polityce zagranicznej doprowadził w ostatnim czasie do uznania Związku
Sowieckiego przez inne państwa i niewątpliwie wzmocnił jego pozycję na
arenie międzynarodowej.
Szef wydziału rosyjskiego AA wskazał na zbliżenie ZSRR z Francją, której
żywotnym interesem było uczynienie z Sowietów "aktywnego czynnika po
swojej stronie w kombinacjach geopolitycznych". Jednocześnie zauważył,
że "francuska polityka nie traktuje już swojego polskiego sojusznika z taką ostentacyjną serdecznością jak kiedyś". Z drugiej strony dla Moskwy
stosunki z Warszawą są funkcją relacji z Paryżem: "Jeśli zmniejszy się
francuski nacisk na Rosję wywierany za pomocą Polski, to tym samym
zmniejszy się zainteresowanie Rosji, aby razem z Niemcami trzymać Polskę
w kleszczach. Wojny interwencyjne przeciwko Rosji, które w ogóle mają
wysoce problematyczne znaczenie, są nie do pomyślenia bez francuskiego
wsparcia"70. Na koniec Hauschild doszedł do wniosku, że nie uda
się zapobiec zbliżeniu francusko-rosyjskiemu ani też nie ma szczególnego
sensu mu przeciwdziałać, ale trzeba w "ramach porozumienia pomiędzy
Niemcami i Francją tworzyć most, a nie mur pomiędzy Francją i Związkiem
Sowieckim"71. Z analizy tej autor nie wyprowadził
jednoznacznych wniosków. Dostrzegł jednak wyczerpywanie się formuły
współpracy dwustronnej zapoczątkowanej w Rapallo, spowodowane realną
słabością obu państw. Niemcy i Rosja potrzebują współpracy z mocarstwami
zachodnimi, przede wszystkim z Francją, która dla każdego z rapallskich
kontrahentów staje się coraz ważniejszym partnerem. Za tymi rozważaniami
kryła się sugestia, że zbliżenie Niemiec z Francją i równoległe
zbliżenie Związku Sowieckiego z Francją może doprowadzić do powstania
swoistego geopolitycznego trójkąta kontynentalnego.
Kolejny memoriał przygotował w połowie grudnia 1924 roku przełożony
Hauschilda, Wilhelm Wallroth, szef departamentu IV AA. W obszernej
notatce zatytułowanej Tymczasowy bilans stosunków
niemiecko-sowieckich72 zauważył, że decyzje
zwycięzców I wojny światowej spowodowały usunięcie głównych problemów
spornych pomiędzy Niemcami i ZSRR, przede wszystkim przez stworzenie w Europie Środkowej i na Bałkanach pasa suwerennych państw, który
oddzieliły oba kraje. Państwa ententy wyznaczyły im również wspólny cel:
"stopniową odbudowę prawdziwej i wolnej wspólnoty państw Paneuropy".
Pierwszym warunkiem osiągnięcia tego stała się odbudowa gospodarcza
Związku Sowieckiego i Niemiec, zasadniczą zaś przesłanką wspólnego
sukcesu była komplementarność obu gospodarek. Te nadzieje nie zostały
spełnione przede wszystkim z winy Sowietów: z powodu ich "rosnącego
lewicowego radykalizmu" oraz zwiększającego się wpływu policji
politycznej na wszystkie dziedziny życia społecznego w ZSRR. Sowiecka
gospodarka znajduje się w głębokim kryzysie i nie wiadomo, czy
bolszewicy powodowani komunistycznym radykalizmem uchronią kraj przed
upadkiem.
Prawda jest taka, że niemiecko-sowiecka wymiana handlowa, która miała
doprowadzić do odbudowy i rozkwitu gospodarczego obydwu krajów, jest
minimalna. W roku 1923 udział ZSRR w niemieckim eksporcie wynosił 1,5% i jednocześnie stanowił on 43% całego sowieckiego importu. Dla przykładu
polski import z Niemiec miał czterokrotnie większą wartość aniżeli
sowiecki. Jednakże ZSRR to nie tylko słaba gospodarka, ale także silny
aparat państwowy, spoczywający na trzech fundamentach: partii, policji
politycznej i armii. Szef departamentu wschodniego AA doszedł do
wniosku, że obecnie sowiecka Rosja jest gospodarczym karłem, a politycznie, pomimo niezaprzeczalnych dyplomatycznych sukcesów, może być
określana co najwyżej jako kraj drugorzędny, którego przekonanie o wielkomocarstwowym statusie jest iluzją, która nie znajduje już
potwierdzenia w rzeczywistości. Swoje rozważania Wallroth podsumował
wnioskiem, że Niemcy w stosunkach z ZSRR powinny uchylać się od
wszelkich układów, które nie opierałyby się ściśle na zasadzie
wzajemności73.
Trzeci memoriał, dotyczący rozwoju stosunków niemiecko-sowieckich w kontekście negocjowanego właśnie traktatu handlowego, przygotował na
samym początku roku 1925 Moritz Schlesinger, ekspert od sowieckiej
gospodarki w AA, dla ambasadora Brockdorff-Rantzaua. Autor zawarł w nim
opinię, że panuje pełna zgoda, iż bardzo dobre relacje z Rosją sowiecką
"stanowią nie tylko gwarancję do wykorzystania [nadarzających się]
możliwości w polityce zagranicznej, lecz są także istotnym warunkiem
skutecznego zlikwidowania wersalskiej polityki wojennej i uwolnienia
Niemiec spod obcej okupacji". Berlin potrzebuje więc porozumienia z Moskwą, aby mieć możliwość balansowania na innych kierunkach swojej
polityki zagranicznej74.
Z memoriałów tych wynika, że według urzędników AA niemiecka polityka
zagraniczna nie powinna być oparta na jednym fundamencie, jakim był
traktat z Rapallo. Znajdująca się w kryzysie sowiecka Rosja jest zbyt
słaba, aby być realną przeciwwagą dla mocarstw zachodnich. Z tego
względu Niemcy muszą dążyć do porozumienia z Francją i Wielką Brytanią,
co jednak nie powinno oznaczać zerwania z ZSRR, ale jedynie
zdefiniowanie na nowo relacji z tym państwem. Jak się jednak okazało, w tym momencie Berlin nie był w stanie wypracować nowej formuły współpracy
niemiecko-sowieckiej. Najpierw musiał bowiem doprowadzić do zawarcia
porozumienia z Paryżem i Londynem, a zatem zdefiniować swój wektor
zachodni, aby dopiero potem dostosować doń wektor wschodni. Krótko
mówiąc, dla Berlina relacje z Moskwą przestały mieć charakter
priorytetowy i zostały w dużej mierze uzależnione od ułożenia stosunków
z Paryżem i Londynem.
Poglądy szefostwa AA na temat stosunków niemiecko-sowieckich można
porównać z memorandum na ten sam temat przygotowanym przez Litwinowa w drugiej połowie grudnia 1924 roku na zlecenie Biura
Politycznego75. Zastępca ludowego komisarza spraw
zagranicznych swój dokument zatytułowany Tezy do referatu o Niemczech
podzielił na dwie części: ekonomiczną i polityczną. W pierwszej ocenił,
że stosunki handlowe z Niemcami w ciągu ostatnich sześciu miesięcy
rozwijały się "w pełni normalnie" i nie doszło do żadnej szczególnej
zmiany. Również stosunki polityczne weszły "na normalne tory" po
chwilowym kryzysie, spowodowanym nalotem niemieckiej policji na budynek
przedstawicielstwa handlowego ZSRR w Berlinie w maju 1924 roku. Litwinow
podkreślił, że nadal istnieją te same warunki, które przed kilku laty
doprowadziły do zawarcia traktatu rapallskiego i przyjaznych relacji
dwustronnych pomiędzy obydwoma państwami. Niemiecka polityka zagraniczna
jest zaś oparta na przekonaniu o wspólnocie politycznych interesów z ZSRR i w kwestii tej panuje konsensus pomiędzy wszystkimi partiami
politycznymi.
Berlin, nie rezygnując z nadziei na rewanż i na radykalną zmianę swojego
położenia międzynarodowego, zawiera nieformalne transakcje oraz układy i w ten sposób próbuje "uwalniać się z ucisku wersalskich okowów", a za
ewentualne ustępstwa gotowy jest płacić osłabieniem swoich związków z Moskwą. Porozumienie zawarte podczas konferencji w Londynie wzbudziło w Niemczech nadzieje na ograniczenie negatywnych skutków traktatu
wersalskiego i na możliwość otrzymania od mocarstw zachodnich
"dostatecznych rekompensat za zmianę w stosunkach z ZSRR". Dlatego
Berlin pospieszył się z deklaracją o wstąpieniu do Ligi Narodów,
demonstrując tym samym gotowość do prowadzenia polityki, która nie
uwzględnia interesów ZSRR i ducha Rapallo. Jednakże, zdaniem Litwinowa,
Niemcy nie pójdą na pełną reorientację swojej polityki zagranicznej.
Porozumienie z państwami ententy może pobudzić Berlin do podjęcia kilku
bardziej lub mniej nieprzyjaznych kroków w stosunku do ZSRR, ale tylko
pod warunkiem, że Sowiety znajdą się w pełnej izolacji, to znaczy zerwą
stosunki zarówno z Wielką Brytanią, jak i z Francją. Jednakże Niemcy na
tego rodzaju kroki przeciwko Związkowi Sowieckiemu mogą zdecydować się
także bez zawarcia układów z innymi państwami, a ich celem byłby
szantaż, służący wymuszeniu ustępstw ekonomicznych, np. po ewentualnym
fiasku rozmów na temat traktatu handlowego z ZSRR.
Litwinow w swoich Tezach... zauważył, że "rozkład władzy w państwach
burżuazyjnych w okresie powojennym" skutkuje tym, że kraje słabsze
prowadzą mniej konsekwentną politykę zagraniczną. Tę zależność odniósł
do Niemiec i wskazał, że jej niezrozumienie jest częstą przyczyną
sowieckich podejrzeń o zmianę kursu Berlina. Jednakże analiza
instytucjonalna niemieckiej polityki zagranicznej nie pozwala wskazać na
istnienie tendencji świadczących o możliwości takiej zmiany. Związanie
się mocarstw zachodnich z Niemcami mogłoby mieć miejsce tylko w przypadku powstania nadzwyczajnej fali rewolucyjnej w całej Europie,
ponieważ dopiero wtedy burżuazja zjednoczyłaby wszystkie siły przeciwko
Związkowi Sowieckiemu jako najważniejszemu przyczółkowi komunizmu.
Na podstawie powyższych rozważań Litwinow doszedł do następującego
wniosku. Uznał, że utrzymanie przyjaznych relacji z Niemcami będzie
możliwe długofalowo, pod warunkiem zrównoważenia ich bardzo dobrymi
relacjami z jednym z wielkich mocarstw europejskich: Francją lub Wielką
Brytanią. Dopóki to jednak nie nastąpi, należy starannie rozwiązywać
wszelkie konflikty z Niemcami i poważnie traktować ich postulaty, na
przykład w odniesieniu do umowy handlowej, i o ile to możliwe wyjść im
naprzeciw.
Litwinow zdawał się nie dostrzegać jakichś istotnych zagrożeń związanych
z wejściem Niemiec do Ligi Narodów, albowiem w jego przekonaniu Berlin w przewidywalnej przyszłości utrzyma współpracę w duchu Rapallo i nie
będzie dokonywał prób reorientacji swojej polityki zagranicznej.
Powstające zaś drobne kryzysy i napięcia w stosunkach dwustronnych są
możliwe do rozwiązania, pod warunkiem dobrej woli każdej ze stron. To
stanowisko było w oczywisty sposób niezgodne z konkluzjami samego
Litwinowa przedstawionymi dwa miesiące wcześniej w memoriale
zatytułowanym ZSRR, Niemcy i Liga Narodów, w którym zawarł on
alarmistyczny wniosek, że wejście Niemiec do Ligi Narodów spowoduje
powstanie jednolitego antysowieckiego frontu mocarstw europejskich. Jak
to tłumaczyć? W sowieckim kierownictwie nie było jednolitego poglądu na
temat polityki w stosunku do Niemiec (zob. wyżej stanowisko OGPU
przedstawione przez Mienżynskiego Politbiuru). Być może LKSZ chciało,
aby najwyższe kierownictwo sowieckie nie stawiało mu przeszkód w realizacji przedsięwzięcia związanego z przedstawieniem stronie
niemieckiej tak zwanych inicjatyw grudniowych.
Niemcy nie spieszyli się jednak z odpowiedzią na propozycje Cziczerina
złożone nocą z 25 na 26 grudnia. Do tego doszedł kryzys gabinetowy w Niemczech, gdyż na przełomie 1924 i 1925 roku cały czas trwały rozmowy
nad powołaniem nowego rządu Rzeszy. Stresemann wysłał 8 stycznia 1925
roku szyfrogram do placówki w Moskwie, w którym informował, że on lub
jego następca na stanowisku ministra spraw zagranicznych po sformowaniu
nowego rządu skonsultuje się w sprawie sowieckich propozycji z prezydentem Ebertem i przekaże ostateczną odpowiedź ludowemu komisarzowi
spraw zagranicznych76.
Jednakże kluczowym powodem uniemożliwiającym szybką odpowiedź stronie
sowieckiej była własna inicjatywa Niemiec związana z tak zwanym paktem
bezpieczeństwa. Stresemann w memorandum napisanym na przełomie stycznia
i lutego 1925 roku stwierdził: "Dla Niemiec [...] byłby do przyjęcia
pakt, który w wyraźny sposób gwarantowałby obecne status quo nad
Renem"77. Uważał, że bez tego rodzaju gwarancji Francuzi nie
zgodzą się na stopniowe wycofanie wojsk z Nadrenii. Z punktu widzenia
niemieckiego chodziło o rzecz fundamentalną, a mianowicie odzyskanie
suwerenności nad całym terytorium Rzeszy. Ponieważ Niemcy obawiali się,
że zakończenie okupacji Nadrenii może być uwarunkowane bardzo trudnymi
warunkami do spełnienia, sami postanowili wyjść z inicjatywą. Mając
świadomość, że Paryż będzie nalegał, aby Berlin zagwarantował również
swoją granicę wschodnią, Stresemann zamiast tego postanowił zaproponować
Polsce i innym krajom na wschodzie podpisanie traktatów arbitrażowych,
wskazując, że będą one "całkowicie pewną gwarancją dla zachowania
pokoju"78. To były początki Locarno - 9 lutego Niemcy przekazali
Francuzom memorandum, w którym złożyli swoje propozycje dotyczące paktu
bezpieczeństwa.
O nowych uwarunkowaniach i konieczności przesunięcia w czasie
ostatecznej odpowiedzi na propozycje Cziczerina sekretarz stanu von
Schubert poinformował Brockdorff-Rantzaua w liście z 12 lutego 1925
roku. Sekretarz stanu wyjaśnił, że inicjatywa w sprawie paktu
bezpieczeństwa okazała się słuszna, ponieważ Francuzi bez uzyskania
szczególnych gwarancji nie opuszczą strefy kolońskiej. Wyraził pewność,
że Francuzi będą domagali się również podobnych gwarancji dla krajów
Europy Wschodniej. Jednakże było dla niego oczywiste, że "każde
bezpośrednie lub pośrednie uznanie naszych obecnych wschodnich granic
poprzez pakt bezpieczeństwa jest wykluczone". Dodał, że Niemcy nie
zaproponują Polsce więcej niż umowę arbitrażową. Wyraził również
przekonanie, że inicjatywa Berlina nie będzie mieć wpływu na relacje
niemiecko-sowieckie. Na koniec poinformował ambasadora, że ze względu na
skomplikowanie negocjacji dotyczących paktu bezpieczeństwa nie powinien
spodziewać się szybkiej odpowiedzi rządu niemieckiego na propozycje
Cziczerina79.
W kolejnym liście do Brockdorff-Rantzaua z 23 lutego 1925 roku Schubert
powrócił do tej kwestii. Zauważył, że ambasador jest zapewne zdziwiony
tym, że Berlin nie przygotował jeszcze definitywnej odpowiedzi dla
Sowietów. Zapewnił jednak, że problem ten jest cały czas dyskutowany,
ponieważ rozmawiał on na jego temat zarówno z ministrem Stresemannem,
jak i prezydentem Ebertem i wyniósł z tych kontaktów przekonanie, że
obaj politycy doceniają wagę sprawy. Brak decyzji jest spowodowany m.in.
tym, że - jak napisał sekretarz stanu - "w ostatnich tygodniach żyliśmy
w strasznym rozgardiaszu". Schubert dodał, że zagadnienia polityki
sowieckiej są dla niego stosunkowo nowe i nie ma ich na tyle dobrze
przemyślanych, ażeby podjąć jasną decyzję. W jego rozumieniu dotyczyć
ona będzie nie tyle wyboru pewnej linii politycznej wobec Moskwy, ile
raczej zdefiniowania roli i miejsca relacji niemiecko-sowieckich w polityce Berlina. Rozwiązanie tego problemu wydaje się mieć nadzwyczaj
poważne konsekwencje. Na koniec sekretarz stanu wyraził nadzieję, że
prześle odpowiedź na propozycje sowieckie w przewidywalnym
czasie80.
Rozdział 2. Rykow proponuje Niemcom antyzachodni sojusz
Rozdział 2
Rykow proponuje Niemcom antyzachodni sojusz
Sowieci uznali, że nie będą czekać na odpowiedź na propozycje Cziczerina
i podbili stawkę. 22 lutego 1925 roku przewodniczący Rady Komisarzy
Ludowych (premier ZSRR) Aleksiej Rykow przedstawił na Kremlu nową ofertę
Brockdorff-Rantzauowi81. Sowiecki przywódca na
początku rozmowy zapewnił, że "ma bezwzględne życzenie pogłębienia
ugruntowanych przez traktat z Rapallo przyjacielskich stosunków pomiędzy
obydwoma krajami". Następnie zaś przedstawił swoją ocenę sytuacji
międzynarodowej, zauważając, że wskutek dyktatu wersalskiego powstały
dwie rywalizujące ze sobą grupy państw. Zwycięskie mocarstwa podejmują
próby przeciągnięcia Związku Sowieckiego na swoją stronę. Rykow
stwierdził, że złożyły one Sowietom propozycje porozumienia kosztem
Niemiec, ale została ona odrzucona, gdyż Moskwa chce jeszcze bardziej
zbliżyć się z Niemcami. Dodał przy tym, że ma świadomość, iż w Niemczech
są siły, które chciałyby wziąć udział w jednolitym froncie państw
ententy przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Następnie, jak relacjonował
ambasador, Rykow "[...] zaproponował mi traktat sojuszniczy".
Brockdorff-Rantzau odparł na to, że obecnie nie jest w stanie
odpowiedzieć na tę propozycję w imieniu swojego rządu, ale wyraził
przekonanie, że Berlin będzie dążył do bliskich stosunków z Moskwą.
Rykow wspomniał, że byłoby dla niego ważne, aby o ewentualnych
rokowaniach na temat traktatu sojuszniczego informowany był na bieżąco
generał Hans von Seeckt, ponieważ jest on zwolennikiem bliskiej
współpracy Niemiec i Związku Sowieckiego.
Brockdorff-Rantzau zrozumiał tę uwagę tak, że sowiecki premier ma na
myśli sojusz militarny. Dlatego w dłuższej przemowie starał się
pośrednio wyrazić dystans wobec tej propozycji. Stwierdził mianowicie,
że został ambasadorem w Moskwie po to, aby działać na rzecz rewizji
dyktatu wersalskiego, ale nie jest zwolennikiem rewanżu. Chciałby
bowiem, aby - o ile to możliwe - rewizja dokonała się na drodze
pokojowej. Nie żywi również żadnych iluzji, że Związek Sowiecki
zdecyduje się na wojnę o wyzwolenie Niemiec, tak jak to było w roku
1813, gdyż obecnie kieruje się on ideą rewolucji światowej. Ambasador
następnie stwierdził: "Pomimo to będę zwolennikiem bliższej współpracy,
przede wszystkim w dziedzinie odbudowy [gospodarczej] między Niemcami
i Rosją w granicach tego, co praktycznie możliwe i konieczne dla
przyszłości narodu niemieckiego"82.
W komentarzu dla centrali Brockdorff-Rantzau wyznał, że "świadomie
odrzucił inicjatywę pana Rykowa w ten sposób, a nie ostrzej", bo nie
chciał doprowadzić do tego, aby Sowieci przestali wierzyć w to, że
Niemcy mają zamiar bliżej się z nimi związać, co spowodowałoby, że
Francuzi mogliby się porozumieć z Sowietami kosztem Niemiec.
W ostatnich dniach lutego Cziczerin przyjął
Brockdorff-Rantzaua83 i na początku rozmowy
podkreślił, że propozycja Rykowa dotycząca pogłębienia stosunków
niemiecko-sowieckich w pełni odpowiada jego zamysłom. Ambasador
odpowiedział na to, że miał wrażenie, iż sowiecki premier wyszedł daleko
poza to, o czym komisarz mówił mu swego czasu, ponieważ czynił aluzje do
sojuszu militarnego. Cziczerin wyraził na to zdziwienie, gdyż w jego
mniemaniu sowiecki premier miał powtórzyć wyłącznie jego własne
propozycje z końca grudnia 1924 roku. Na zakończenie tej rozmowy, jak
zanotował Brockdorff-Rantzau, komisarz oświadczył, że skoro Rykow mówił
o możliwości porozumienia militarnego, to należy uznać, że nie jest ono
nieosiągalne. Nie można bowiem zapomnieć, że "Rosja potrzebuje Niemiec
do odbudowy swojego potencjału militarnego, a Niemcy - Rosji jako
swoistego arsenału". Na to ambasador odpowiedział, że rozumie sugestie
komisarza, ale ma wątpliwości, "czy nasze własne działa nie zostaną
skierowane przeciwko nam"84. Dodał, że powiedział Rykowowi, iż nie
należy do tych, którzy wierzą w utopię, że Niemcy i Sowieci, tak jak to
było w latach 1812-1813, we wspólnym sojuszu prowadzić będą wojnę
wyzwoleńczą przeciwko Francji, albowiem bolszewicy są obojętni na los
narodów, bo interesuje ich tylko światowa rewolucja.
Brockdorff-Rantzau przyznał, że łatwiej jest mu sobie wyobrazić, iż
sowiecki rząd sprowokuje zaostrzenie stosunków niemiecko-francuskich,
aby potem na terytorium Niemiec mogła wkroczyć Armia Czerwona i zaprowadzić komunistyczne porządki. Dlatego wątpi w celowość wysyłania
broni do sowieckiej Rosji, ponieważ ułatwi to komunistom realizację tego
celu. Ambasador stwierdził, że mówi o tym tak otwarcie, ponieważ
jesienią 1923 roku Sowieci nie byli daleko od zrealizowania tego
scenariusza.
Cziczerin starał się zapewnić ambasadora, że Moskwa obecnie zmienia
orientację swojej polityki i chce skupić się na Azji, aby tam przede
wszystkim realizować swoje interesy. W regionie tym głównym
przeciwnikiem będzie Wielka Brytania, która prawdopodobnie zostanie
wsparta przez Francję. I dodał, że właśnie w takim kontekście myślał o współpracy militarnej pomiędzy Związkiem Sowieckim a Niemcami. W swoim
komentarzu dla centrali w Berlinie ambasador przyznał, że komunistyczne
kierownictwo jest przekonane o beznadziejności prób zrewolucjonizowania
Niemiec i dlatego myśli o tym, aby swoją działalność w tej dziedzinie
skierować na Wschód. Stwierdził jednak, że traktatowe wiązanie się z Sowietami, przede wszystkim w dziedzinie militarnej, jest wysoce
niebezpieczne. Dodał przy tym, że otwarcie oświadczył sowieckiemu
komisarzowi, że "w sytuacji, w której obecnie znajdują się Niemcy, każde
traktatowe opowiedzenie się, czy to po stronie Zachodu, czy po stronie
Wschodu, wydaje mi się nie tylko w najwyższym stopniu nieodpowiednie,
lecz w ogóle niemożliwe"85.
W AA inicjatywa Rykowa zrozumiana została jako propozycja stworzenia
militarnego sojuszu Niemiec i Związku Sowieckiego skierowanego przeciwko
Francji i Wielkiej Brytanii86. Nawet dla zwolennika bliskiej
współpracy pomiędzy obydwoma państwami, jakim był ambasador
Brockdorff-Rantzau, tego rodzaju inicjatywa była nie do przyjęcia.
Oznaczałaby bowiem rezygnację z polityki stopniowego zbliżenia z mocarstwami zachodnimi, jaką Stresemann rozpoczął w poprzednim roku.
Inicjatywa Rykowa miała na celu stworzenie kontynentalnego bloku
Berlin-Moskwa, jednoznacznie wymierzonego przeciwko Zachodowi. Tymczasem
strategia niemiecka, której istotną przesłanką była świadomość słabości
ZSRR, polegała na odbudowaniu mocarstwowości we współpracy z Anglią i Francją po to, żeby w odpowiednim momencie za ich zgodą dokonać rewizji
granicy wschodniej. W ramach tej koncepcji rewizja miała się dokonać na
wschodzie, co w oczywisty sposób stanowiło zagrożenie dla interesów
Związku Sowieckiego, który poprzez propozycje Cziczerina i Rykowa starał
się odwrócić lub przynajmniej zablokować ten kierunek niemieckiej
ekspansji.
Na początku marca 1925 roku AA nadal nie odpowiedział na sowieckie
propozycje. Stresemann uznał jednak, że Brockdorff-Rantzau, jeśli
zajdzie taka potrzeba, powinien udzielić pewnych wyjaśnień związanych z paktem bezpieczeństwa. Minister poinstruował ambasadora 6 marca 1925
roku, aby w takim przypadku zakomunikował Sowietom, że bez ogólnego
uregulowania kwestii bezpieczeństwa Francuzi nie zgodzą się na
opuszczenie Nadrenii, a Anglicy nie podejmą pozytywnych i wiążących
decyzji w tej kwestii. Z tego względu Niemcy stoją przed dwojakim
zagrożeniem: albo nie dojdzie w ogóle do szybkiego opuszczenia Nadrenii
przez obce wojska, albo Anglicy w zamian za wyjście zgodzą się
zaoferować Francuzom bardzo poważne koncesje kosztem Niemiec, na
przykład wprowadzenie stałej wojskowej instancji kontrolnej Ligi Narodów
w Nadrenii. Z tego powodu Niemcy musieli wyjść z inicjatywą paktu
bezpieczeństwa. Polecił też wyjaśnić, że niemiecka polityka zachodnia w przewidywalnym czasie nie będzie ukierunkowana na rewizję traktatu
wersalskiego, lecz na zabezpieczenie niemieckiej granicy zachodniej
przed ewentualnymi atakami Francuzów. Równolegle jednak Niemcy odrzuciły
jakiekolwiek zobowiązania w stosunku do granic na Wschodzie, a jedynie
zgodziły się na podpisanie traktatów arbitrażowych ze swoimi sąsiadami.
Poprosił o przekazanie Sowietom, że informacje te są wyrazem zaufania do
nich, a także o zachowanie ich w tajemnicy. Dodał, że jeśli pojawi się
zarzut o reorientacji niemieckiej polityki zagranicznej i zwrocie na
Zachód, to należy wytłumaczyć, iż posunięcia Berlina mają czysto
defensywny charakter i są skierowane przeciwko francuskiej polityce
ekspansji nad Renem87.
Nieusatysfakcjonowany instrukcjami swojego szefa Brockdorff-Rantzau w liście do von Schuberta z 8 marca 1925 roku po raz kolejny zwrócił uwagę
na konieczność szybkiej odpowiedzi na propozycje Cziczerina ze względu
na monity strony sowieckiej. Podkreślił, że w Moskwie bez wątpienia
powstało zaniepokojenie, że Berlin dokonuje reorientacji swojej polityki
na Zachód. Sowietów najbardziej gnębią dwa problemy: kwestia polska i przystąpienie Niemiec do Ligi Narodów, dlatego poprosił, by możliwie
szybko przekazać Moskwie stanowisko w tych sprawach88.
W tej sytuacji Sowieci próbowali szukać odpowiedzi na swoje propozycje w Berlinie. Tamtejszy pełnomocny przedstawiciel (połpred)89
Nikołaj Kriestinskij został przyjęty 10 marca 1925 roku przez ministra
Stresemanna i poprosił o informację na temat paktu bezpieczeństwa,
wyjaśniając, że szczególnie interesują go związane z nim kwestie
wschodnie. Minister poinformował, że na razie nie ma mowy o konkretnych
propozycjach, lecz o gotowości Niemiec do zawarcia paktu, który
wykluczałby wojnę z Francją i gwarantował terytorialne status quo na
Zachodzie. W niemieckim memorandum nie ma w ogóle mowy o granicy
wschodniej, wspomina się jedynie o gotowości do zawarcia traktatów
arbitrażowych ze wschodnimi sąsiadami. Z tego powodu Stresemann uznał za
głupotę interpelację Komunistycznej Partii Niemiec w sprawie rzekomego
uznania przez rząd Rzeszy granicy wschodniej. Kriestinskij zapytał
również o to, czy Niemcy zmieniły swój stosunek do Ligi Narodów.
Minister odpowiedział, że Anglia i Francja bardzo naciskają, aby Niemcy
bezwarunkowo wstąpiły do tej organizacji, bo pozwoli to skuteczniej
prowadzić negocjacje na temat paktu bezpieczeństwa. Poinformował, że
rząd niemiecki nie pójdzie na taki krok. Kriestinskij wyraził również
zaniepokojenie, że od miesięcy Sowiety nie otrzymały odpowiedzi na
złożone Niemcom propozycje. Dodał, że nie kolidują one przecież z koncepcją związaną z paktem bezpieczeństwa, ale Stresemann wymówił się
koniecznością szerokich politycznych konsultacji w Niemczech90.
Następnego dnia Brockdorff-Rantzau został przyjęty przez Litwinowa,
który w imieniu sowieckiego rządu podziękował za wyjaśnienia w sprawie
paktu bezpieczeństwa i kwestii polskiej. Potem prosząc o pełną
dyskrecję komisarz poinformował, że oświadczył francuskiemu ambasadorowi
Jeanowi Herbette, że rzeczywiste zagrożenie dla pokoju stanowi Polska i będzie bardzo wątpliwe, jeśli Francja zdecyduje się gwarantować granice
Polski określone w traktacie wersalskim91.
Instrukcję, która zawierała ostateczną odpowiedź na propozycje
sowieckie, Stresemann podpisał i wysłał do Moskwy 19 marca 1925
roku92. Minister najpierw przeanalizował sytuację międzynarodową,
wskazując, że obecnie zasadniczym problemem jest opuszczenie północnej
strefy Nadrenii przez wojska ententy. Zauważył, że Paryż uzależnił
wycofanie swoich wojsk od "zaspokojenia tak zwanej francuskiej potrzeby
bezpieczeństwa". Poinformował, że po rozważeniu wielu różnych możliwości
niemiecki rząd zdecydował się na zawarcie paktu bezpieczeństwa, który
gwarantował będzie granicę na Renie i wyjaśnił, że "naszym politycznym
zadaniem na Zachodzie w przewidywalnym czasie nie jest rewizja traktatu
wersalskiego, lecz przesunięcie Francji na granice określone w tym
traktacie, to znaczy zabezpieczenie Nadrenii". Jednocześnie podkreślił,
że Niemcy w rozmowach na temat paktu postawią warunek sine qua non,
polegający "na niezgodzie na uznanie granic na Wschodzie w jakiejkolwiek
formie"93, ale wyrażą zgodę na pewne taktyczne ustępstwo względem
Francji, a mianowicie na zawarcie umów arbitrażowych ze wszystkimi
swoimi sąsiadami po to, by ułatwić jej rezygnację z postulatu uczynienia
Polski stroną tego traktatu. Zastrzegł, że te porozumienia w żaden
sposób nie przeszkodzą rewizji wschodniej granicy.
Niestety pierwsza faza rokowań na temat paktu przyniosła pewien kłopot,
ponieważ Francja i Anglia jednoznacznie zadeklarowały, że warunkiem jego
zawarcia będzie wejście Niemiec do Ligi Narodów. Londyn jest bowiem
zdania, że Paryż wyrazi zgodę na zawarcie paktu bezpieczeństwa z Niemcami bez uczestnictwa Polski i bez francusko-angielskiej konwencji
militarnej, tylko pod warunkiem wejścia Berlina do Ligi Narodów. Poza
tym są jeszcze inne, być może głębsze powody: mocarstwa zachodnie
świadome słabości instytucji genewskiej chciałyby "mocniej związać
Niemcy z dyktatem wersalskim"94 i zablokować im drogę na
Wschód. Wskazał przy tym na jedną z ostatnich wypowiedzi Arthura
Balfoura, przewodniczącego Komitetu Obrony Imperium, który zauważył, że
zagrożenie Nadrenii pchać będzie Niemcy w ramiona sowieckiej Rosji.
Następnie Stresemann przeszedł do omówienia kwestii współpracy z ZSRR.
Argumentował, że jeśli Moskwa rzeczywiście chce pogłębienia stosunków
niemiecko-sowieckich, to musi być zainteresowana tym, ażeby Niemcy
przezwyciężyły swoją słabość i stały się istotnym czynnikiem polityki
europejskiej. A to będzie możliwe, jak mniemał minister, tylko, "gdy
uwolnimy nasze terytorium od francuskiego uścisku. Nasza polityka na
Zachodzie jest niczym innym, jak tylko obroną przed tymi dążeniami
francuskiego imperializmu, które bezpośrednio zagrażają naszej
egzystencji. Jeśli zatem Związek Sowiecki chciałby uzależnić utrzymanie
przyjaznych relacji z Niemcami od rezygnacji z tej obrony, to trzeba by
dojść do wniosku, że w rzeczywistości nie zależy mu na owocnej
współpracy politycznej z nami, lecz na zaostrzeniu naszych trudności na
Zachodzie, w nadziei, że trudności te ostatecznie udaremnią konsolidację
naszych stosunków wewnętrznych i w ten sposób przygotują drogę dla
komunistycznej rewolucji"95. Według Stresemanna dopiero
kwestia członkostwa Niemiec w Lidze Narodów dotyka w bezpośredni sposób
interesów ZSRR. Dlatego też Berlin od samego początku deklarował
aliantom, że nie poświęci swoich relacji z Moskwą na ołtarzu Ligi
Narodów, składając zastrzeżenie, że nie będzie w stanie wypełniać
zobowiązań związanych z art. 16. paktu Ligi.
Szef AA nie zgodził się z argumentem, że członkostwo Niemiec w Lidze
Narodów oznaczać będzie poddanie się dyktatowi wersalskiemu i pogorszenie relacji niemiecko-sowieckich. Berlin otrzymał zapewnienie od
mocarstw, że przyznane mu zostanie stałe miejsce w Radzie Ligi Narodów,
przez co uzyska wpływ na kluczowe decyzje podejmowane przez tę
organizację, a w szczególności na sankcje i akcje związane z realizacją
art. 16. A ponieważ zapadają one jednomyślnie, to Sowiety mogą być
pewne, że Niemcy zablokują wszelkie działania, które byłyby skierowane
przeciwko nim.
Następnie Stresemann rozważył problem wpływu członkostwa Niemiec w Lidze
na rozwój stosunków z ZSRR. Przyznał, że może ono ograniczyć swobodę
manewru Berlina na arenie międzynarodowej. Za przykład do swych rozważań
wziął koncepcję "wtłoczenia Polski w jej etnograficzne granice". Jeśli
zaszłaby sytuacja umożliwiająca urzeczywistnienie tego celu, to
członkostwo Niemiec w Lidze Narodów niewątpliwie w znaczącym stopniu
utrudniłoby jego osiągnięcie. Jednakowoż również w przypadku braku
członkostwa dążenie do jego realizacji spotkałoby się z równie silnym
oporem mocarstw. Różnica powstałaby dopiero wtedy, gdyby Niemcy i Związek Sowiecki zawarły w tej sprawie sojusz militarny. Wtedy Berlin
jako członek Ligi w otwarty sposób złamałby statut tej organizacji, ale
jak wywodził minister: "zawarcie jawnego lub tajnego
niemiecko-sowieckiego aliansu militarnego [...] w przewidywalnym
czasie nie może stanowić naszego politycznego celu"96.
Brak możliwości zawarcia ogólnego traktatowego porozumienia z Sowietami
nie wykluczał według Stresemanna "pogłębienia lub konkretyzacji
stosunków niemiecko-rosyjskich", które nie powinny obecnie mieć
charakteru ogólnego lub abstrakcyjnego, lecz dotyczyć konkretnych
przedsięwzięć dwustronnych. Chodzi o to, żeby przekonać rząd sowiecki,
że wejście Niemiec do Ligi nie oznacza zasadniczego zwrotu w polityce
Berlina, a jest jedynie próbą obrony przed "brutalną ingerencją polityki
francuskiej". Z drugiej strony członkostwo w Radzie Ligi Narodów pozwoli
na przeciwdziałanie tendencjom antysowieckim. Minister uznał, że jeśli
sowiecki rząd zgodzi się z tego rodzaju rozważaniami, to wtedy trzeba
będzie wyjaśnić, czy i w jaki sposób będzie możliwe "pozytywne
porozumienie na temat ogólnych politycznych celów"97. Poinformował
również, że zgoda na wejście do Ligi nie jest jeszcze ostatecznie
przesądzona, ponieważ rząd niemiecki ma w tej sprawie nadal poważne
wątpliwości i nie podejmie ostatecznej decyzji, zanim nie będzie pewien,
że uregulowane zostaną wszystkie problemy z nim związane, czyli
rozbrojenie, wycofanie wojsk z Nadrenii, kwestia bezpieczeństwa (w tym
sprawa uznania lub gwarancji granic wschodnich). Na koniec minister
poprosił ambasadora, aby jeżeli nie jest on przeciwny tym rozważaniom,
bez szczególnej zwłoki przekazał je stronie sowieckiej.
Brockdorff-Rantzau po zapoznaniu się ze stanowiskiem Stresemanna
podzielił się z nim swoimi wątpliwościami w szyfrogramie z 28 marca 1925
roku. Wyraził opinię, że rząd sowiecki będzie trwał przy swoich
poglądach i nie przyjmie niemieckiej argumentacji, więc zaproponował,
żeby nadal grać na czas i w rozmowach z Sowietami poruszać tylko
konkretne sprawy, na przykład kwestię traktatu arbitrażowego z Polską,
ale jedynie wtedy, gdy inicjatywa wyjdzie od strony
partnerów98. Stresemann nie zgodził się ze stanowiskiem
ambasadora. W obszernym szyfrogramie z 1 kwietnia wysłanym do ambasady w Moskwie podtrzymał swoją wcześniejszą decyzję, raz jeszcze wyłuszczając
swoje motywy. Uznał, że stanowisko ambasadora oparte jest na "ścisłej
alternatywie" i odtwarzał je w następujący sposób. Jeśli miałoby się
okazać, że aktualne problemy niemieckiej polityki zachodniej, takie jak
rozbrojenie, opuszczenie Nadrenii przez wojska alianckie czy kwestia
bezpieczeństwa, mogły być rozwiązane tylko pod warunkiem wejścia Niemiec
do Ligi Narodów, to Berlin miałby tylko dwie możliwości: albo
rozwiązanie kwestii zachodnich przy rezygnacji z bliskiej współpracy z Sowietami, albo rozwój stosunków niemiecko-sowieckich i zaniechanie
rozwiązania kwestii zachodnich. Stresemann wyraził przypuszczenie, że
ambasador optowałby zapewne za wyborem drugiego członu tej alternatywy.
Ocenił, że byłaby to żałosna porażka, gdyby Berlin rzeczywiście stał
przed tego rodzaju wyborem, bo przecież obecnie cała aktywność
niemieckiej dyplomacji powinna być ukierunkowana na to, żeby go uniknąć
i dążyć do szybkiego rozwiązania palących kwestii zachodnich przy
jednoczesnym utrzymaniu dotychczasowych relacji z ZSRR. Przyznał, że nie
jest to łatwe, ale dodał, że nie ma powodu, aby z tego rezygnować. Nie
zgodził się również z propozycją omawiania tylko i wyłącznie kwestii
szczegółowych. Za oczywiste uznał, że grudniowe propozycje Cziczerina
winny być omawiane wraz kwestiami zachodnimi. Dlatego nie było błędem
zwlekanie z odpowiedzią Moskwie, gdyż najpierw musi zostać rozwiązana
kwestia członkostwa Niemiec w Lidze Narodów, bo dopiero na tej podstawie
będzie można odnieść się do propozycji sowieckich. Stresemann zauważył,
że jeśli rząd sowiecki rzeczywiście uzależni utrzymanie i pogłębienie
stosunków dwustronnych od odrzucenia przez Berlin członkostwa w Lidze,
to będzie to znaczyć, że zależy mu na konflikcie Niemiec z mocarstwami
zachodnimi. Jednak jego zdaniem Moskwa będzie miała tyle rozsądku i mądrości, że nie postawi tej sprawy na ostrzu noża. Na podstawie tej
argumentacji minister uznał, że konieczne jest rozmówienie się z Sowietami i polecił ambasadorowi, żeby bez zbędnej zwłoki wykonał jego
wcześniejszą instrukcję99.
Brockdorff-Rantzau spotkał Litwinowa na soirée 3 kwietnia 1925 roku i poprosił go o rozmowę w celu przedstawienia poufnych informacji na temat
paktu gwarancyjnego i wejścia Niemiec do Ligi Narodów. Zastępca
komisarza spraw zagranicznych zarzucił go pretensjami, że niemiecki rząd
od trzech miesięcy nie odpowiada na sowieckie propozycje, a jednocześnie
w najlepsze negocjuje z mocarstwami zachodnimi, nie przekazując Moskwie
informacji na ten temat. Poprosił ambasadora o przesunięcie rozmowy o kilka dni, ponieważ ze względu na jej wagę chciałby przedtem
skonsultować się z Cziczerinem, który jest obecnie chory100.
Brockdorff-Rantzau spotkał się z Litwinowem 7 kwietnia 1925 roku i przeczytał komisarzowi treść tajnego memorandum ministra Stresemanna z 19 marca101. Przed jego przeczytaniem niemiecki ambasador
poinformował konfidencjonalnie zastępcę ludowego komisarza spraw
zagranicznych, że pierwotnie polecono mu jedynie omówić ustnie
stanowisko niemieckie. On jednak nie zgodził się na wypełnienie tej
instrukcji i po dyskusjach z centralą w Berlinie zezwolono mu w ramach
kompromisu przeczytać całe memorandum Stresemanna. Wyjaśnił również, że
nie chciał brać na siebie obrony obecnej linii politycznej rządu Rzeszy
i dążył do tego, aby stronie sowieckiej osobiście przedstawił ją sam
minister. Poprosił przy tym o zachowanie w całkowitej tajemnicy tej
informacji102.
Po przeczytaniu tego dokumentu Litwinow podziękował za zaufanie i oświadczył, że sowiecki rząd nie wątpi w dobrą wolę rządu niemieckiego.
Zażartował, że Sowiety w przypadku wejścia Niemiec do Ligi Narodów nie
wypowiedzą wojny ani nie zerwą z nimi stosunków, ale nadal będą - już na
poważnie kontynuował komisarz - gotowe podejmować konkretne propozycje
rządu Rzeszy, jednakże nie porozumieją się "przykładowo w najważniejszych sprawach, takich jak kwestia etnograficznych granic
Polski". Litwinow wyraził także wątpliwość w możliwość przeciwdziałania
przez Niemcy antysowieckim tendencjom w polityce Ligi. Ostrzegł, że
Anglia i Francja starają się wciągnąć Niemcy do Ligi Narodów po to, aby
oddzielić je od sowieckiej Rosji i rozprawić się z każdym z tych państw
z osobna. Wyjaśnił, że Moskwa ostrzegała Berlin przed przystąpieniem do
Ligi Narodów nie tyle ze względu na dobro stosunków
sowiecko-niemieckich, co na przekonanie, że Niemcy po akcesji do tej
organizacji będą słabsze, a Związek Sowiecki życzy sobie przecież ich
wzmocnienia. Poinformował, że uzyskał poufne informacje, według których
Paryż i Londyn rozmawiają obecnie o tym, ażeby po wejściu Berlina do
Ligi uniemożliwić mu zmianę granic wyznaczonych w Wersalu. Na dowód
prawdziwości swoich słów przekazał tajny francuski dokument z informacjami na ten temat. Prosił również o przekazanie odczytanych
wcześniej rozważań Stresemanna na temat stosunków niemiecko-sowieckich
na piśmie103. Litwinow argumentował, że Niemcy obecnie "wstępują
na etap traktatowych relacji z Ligą i państwami sojuszniczymi, a możliwe, że nawet i z Polską", a zatem nie powinny oczekiwać, że ZSRR
będzie opierał całą swoją politykę w stosunku do nich "na słownych
deklaracjach i obietnicach ministra spraw zagranicznych rządzącego
akurat gabinetu". Dlatego domagał się od strony niemieckiej, aby ta
"ubrała [zapewnienia Stresemanna przedstawione w memorandum] w formę
porozumienia wiążącego Niemcy i Związek Sowiecki". Zastrzegł jednak, że
nawet jeśli dojdzie do jego zawarcia, to nie znaczy to wcale, że
"naprawione zostanie zło", jakie nowa orientacja niemieckiej polityki
zagranicznej wyrządziła stosunkom
sowiecko-niemieckim104.
W komentarzu dla centrali w Berlinie ambasador uznał propozycje
przedstawione przez Litwinowa za dobry pomysł. Wyznał, że był bardzo
zadowolony z tej rozmowy, ponieważ udało mu się przełamać powstałą
ostatnio nieufność do Berlina, spowodować zrozumienie dla stanowiska
niemieckiego i stworzyć podstawy dla przyszłej współpracy105.
Z kolei Litwinow w notatce z tego spotkania ocenił, że znalazł bardzo
mało nowych elementów w memorandum Stresemanna, które "powtarza dawno
nam znaną argumentację zwolenników Ligi Narodów i orientacji
zachodniej"106.
Następnego dnia, tj. 8 kwietnia 1925 roku, Brockdorff-Rantzau został
przyjęty przez chorego Cziczerina, który przedstawił dosłownie takie
same stanowisko jak Litwinow107. Po tych dwóch rozmowach
niemiecki ambasador wysłał 13 kwietnia 1925 roku raport do Berlina.
Stanowisko sowieckie przedstawił w następujący sposób: "W Moskwie nie
wątpi się w naszą dobrą wolę, ale kategorycznie odrzuca się myśl o możliwości jej realizacji"108. Następnie zaś starał się
wyjaśnić Stresemannowi nurtujące go wątpliwości. Tłumaczył, że nie chce
rezygnować ani z rozwiązania kwestii zachodnich, ani z rozwoju stosunków
niemiecko-sowieckich, albowiem jest zdania, że ze względu na obecną
sytuację polityczną należy unikać traktatowych ustaleń i na Zachodzie, i na Wschodzie.
Kriestinskij przedstawił sowieckie stanowisko w rozwiniętej formie
Stresemannowi 15 kwietnia 1925 roku. Odnosząc się do rozmów niemieckiego
ambasadora z Litwinowem i Cziczerinem, zadeklarował, że rząd sowiecki
nie wątpi ani w dobrą wolę rządu niemieckiego, ani w to, że pakt
bezpieczeństwa nie jest skierowany przeciwko ZSRR. Wyraził jednak obawę,
że Niemcy w trakcie rokowań na temat członkostwa w Lidze Narodów
zmuszone zostaną do dalszych koncesji, w efekcie których dojdzie do
zmiany ich polityki w stosunku do Związku Sowieckiego. Zwrócił również
uwagę na fakt, że Berlin negocjuje układ z mocarstwami zachodnimi i jednocześnie zwleka z rozmowami na temat traktatu z sowiecką Rosją.
Stresemann w odpowiedzi zauważył, że Berlin nie chciałby zawierać
tajnego traktatu z Sowietami przed paktem bezpieczeństwa. Gdyby w jakiś
sposób fakt ten wyszedł na jaw, to mocarstwa zachodnie oskarżyłyby
Niemcy o nielojalność. Przyznał, że on także nie jest zadowolony, że
początek rokowań z Moskwą tak się przeciąga, ale związane jest to z tym,
że Londyn i Paryż nie mogą uzgodnić wspólnego stanowiska wobec Niemiec i przez to zwlekają z odpowiedzią. W kwestii bezwarunkowego przystąpienia
do Ligi Niemcy są naciskane od dawna, ale bronią się przed tym właśnie
ze względu na art. 16 paktu Ligi Narodów. Zapewnił także, że Niemcy
nigdy nie pójdą przeciwko ZSRR ani z mocarstwami ententy, ani z Polską,
co wynika ze stanowiska, jakie zajęli w kwestii paktu bezpieczeństwa.
Związek Sowiecki musi jednak zrozumieć, że polityka Niemiec nie może być
oparta wyłącznie na współpracy z Moskwą, gdyż zachodnia flanka Rzeszy
jest zagrożona przez francuskich nacjonalistów, którzy chcieliby zająć
lewy brzeg Renu. Połpred poprosił ministra o kontynuowanie rozmowy na
ten temat, ponieważ w najbliższym czasie zamierza udać się do Moskwy, by
poinformować o obecnej sytuacji zaniepokojone rozwojem wypadków
kierownictwo sowieckie109.
W kwietniu 1925 roku Schubert zlecił szefowi departamentu prawnego AA
Friedrichowi Gausowi i szefowi specjalnego wydziału ds. Ligi Narodów w AA Bernhardowi von Bülowowi przygotowanie ekspertyzy dotyczącej
znaczenia art. 16. paktu Ligi Narodów dla Niemiec. Obaj autorzy uznali,
że sens tej normy prawnej najlepiej będzie wyłożyć na konkretnym
przykładzie, a za najważniejszy możliwy przypadek jej zastosowania
uznali konflikt pomiędzy Związkiem Sowieckim a Polską. Po szczegółowej
analizie doszli do następujących konkluzji. Niemcy w przypadku wojny
polsko-sowieckiej będą zobowiązane uczestniczyć w postępowaniu Ligi
przeciwko Rosji, o ile zostaną spełnione trzy przesłanki. Po pierwsze,
Związek Sowiecki musi być wezwany do poddania się procedurze rozjemczej
na skutek jednogłośnej decyzji Rady Ligi; po drugie, konkretne warunki
tej procedury winny zostać jednogłośnie zatwierdzone przez Radę i po
trzecie wreszcie, ta ostatnia musi zgodnie uznać ZSRR za agresora.
Niemieccy dyplomaci doszli do wniosku, że na każdym etapie tego
postępowania Berlin może uniemożliwić podjęcie przez Radę odpowiedniej
decyzji. O ile w pierwszym etapie wydaje się to być trudne z punktu
widzenia politycznego, o tyle w drugim, a w szczególności w trzecim,
jeśli sowiecka agresja nie będzie czymś zupełnie oczywistym, Niemcy będą
mogły zablokować decyzję Rady110.
Kriestinskij przed swoim wyjazdem do Moskwy spotkał się 25 kwietnia 1925
roku najpierw z Schubertem, a potem ze Stresemannem. Sekretarz stanu
przekazał mu pisemną wersję memorandum ministra z 19 marca, a także
skróconą ekspertyzę Gausa-Bülowa na temat art. 16. paktu Ligi Narodów.
Połpred, zastrzegając, że wypowiada wyłącznie swoją osobistą opinię,
poinformował, że rokowania, jakie Niemcy prowadzą z ententą na temat
paktu bezpieczeństwa i członkostwa w Lidze, wielokrotnie wywoływały
silne zaniepokojenie sowieckiego rządu. Jeśli zakończą się one sukcesem,
to ZSRR znajdzie się w nowej sytuacji, gdyż Niemcy bardzo silnie zwiążą
się z mocarstwami zachodnimi i będą zmuszone współdziałać w realizacji
wrogiej Moskwie polityki Ligi. Sowieckie propozycje z grudnia 1924 roku
miały na celu przeciwdziałanie temu niebezpieczeństwu; tworząc sytuację,
w której dzięki pisemnej umowie powstałyby gwarancje, pozwalające
niemieckiemu rządowi na kontynuowanie jego dotychczasowej polityki w stosunku do ZSRR. W ten sposób Berlin nie tylko zademonstrowałby dobrą
wolę, ale wyraziłby zgodę na pewien odpowiednik paktu zachodniego. Byłby
nim sowiecko-niemiecki pakt gwarancyjny, który jest bezwzględnie
konieczny, aby stworzyć równowagę w stosunku do umów Niemiec z mocarstwami zachodnimi i ich członkostwa w Lidze Narodów. Z tego powodu
pakt gwarancyjny z ZSRR winien zostać zawarty jednocześnie z paktem
bezpieczeństwa z Francją i Wielką Brytanią. Połpred nie zgodził się
także z tym, że prowadzenie równoległych rozmów z Zachodem i ze Wschodem
byłoby niezwykle trudne. Schubert odpowiedział na to, że idee związane z propozycjami sowieckimi z grudnia 1924 roku zostały włączone do rokowań
dotyczących członkostwa w Lidze, które są obecnie "najbardziej żywotną
sprawą". Dlatego winny być załatwione na samym początku, gdyż dopiero z nich wyniknie rozwiązanie następnych kwestii. Sekretarz stanu zaapelował
do Sowietów o cierpliwość, gdyż mocarstwa zachodnie nie przekazały
Berlinowi stanowiska w powyższych sprawach, a więc nie można się
spodziewać, że porozumienie nastąpi szybko. Schubert poprosił, ażeby
LKSZ pisemnie odpowiedział na otrzymane od niego memoranda111.
Kriestinskij przed rozmową ze Stresemannem zdążył zapoznać się z dokumentami przekazanymi mu przez Schuberta. Powiedział ministrowi, że
po ich przeczytaniu odniósł wrażenie, iż Niemcy wewnętrznie wyraziły już
zgodę na bezwarunkowe wejście do Ligi Narodów i próbują przekonać
Sowietów, ażeby pogodzili się z tym stanowiskiem. Stresemann polemizował
ze słowami połpreda i podkreślił, że z obu dokumentów nie można w żaden
sposób wyczytać, że Niemcy mają zamiar wstąpić do Ligi, nie stawiając
żadnych warunków. Ekspertyza dotycząca art. 16. paktu Ligi Narodów ma
charakter czysto prawniczy i nie sposób wyprowadzić z niej jakiejkolwiek
tendencji politycznej. Minister zadeklarował, że w rokowaniach będzie
dążył do tego, by mocarstwa dały Niemcom wolną rękę w odniesieniu do
art. 16. Berlinowi chodzi o to, aby po wejściu do Ligi Narodów nie być
zmuszonym do uczestniczenia w polityce antysowieckiej i móc kontynuować
dotychczasową linię współpracy. Zasugerował przy tym konieczność
sformalizowania tego stanu poprzez porozumienie, które zawierałoby
klauzulę neutralności112.
Fakt, że Moskwa wywierała coraz silniejszą presję dyplomatyczną na
Berlin wcale nie znaczył, że dostrzegała ona jakieś bezpośrednie poważne
zagrożenia związane z bieżącą konstelacją miedzynarodową. Świadczy o tym
np. raport Razwiedupru113 z 28 kwietnia 1925 roku na temat
sytuacji międzynarodowej i możliwości zbrojnego wystąpienia przeciwko
ZSRR przygotowany dla przewodniczącego Wojskowej Rady Rewolucyjnej ZSRR
Michaiła Frunzego114. Analitycy wywiadu wojskowego twierdzili,
że podporządkowanie Niemiec kapitałowi angielsko-amerykańskiemu w związku z realizacją planu Dawesa czasowo zawiesza fundamentalne
sprzeczności między mocarstwami kapitalistycznymi. Uważali, że na dalszy
plan schodzi tzw. kwestia niemiecka, czyli problem hegemonii Berlina, a na pierwszym pojawia się zagadnienie wykorzystania Niemiec jako
przyczółka do prowadzenia polityki przeciwko ZSRR. Uspokajali jednak, że
Berlin nie podjął jeszcze kroków, które świadczyły by o szybkiej zmianie
dotychczasowej polityki w stosunku do Moskwy. Zastrzegali jednak, że
obecna sytuacja międzynarodowa niesie ze sobą możliwość takiej
reorientacji, w efekcie której Niemcy "z bariery przekształciłyby się w przyczółek do prowadzenia aktywnej polityki przeciwko ZSRR ze strony
kapitalistycznego Zachodu". Wiele miejsca poświęcili Polsce, twierdząc,
że najbardziej palącą kwestią jej polityki zagranicznej było
uczestnictwo w traktacie gwarancyjnym i zabezpieczenie granicy
zachodniej. Przewidywali, że w najbliższej przyszłości Warszawa nie
będzie prowadzić agresywnej polityki w stosunku do Moskwy, ponieważ
kryzys gospodarczy nie pozwoli jej na zaostrzenie polityki w jakimkolwiek kierunku i uniemożliwia prowadzenie jakiejkolwiek wojny.
Poza tym główna uwaga Polaków w 1925 roku skupiona jest na problemie
granicy zachodniej i Gdańska. Z tego powodu Warszawa na razie pozostanie
wierna orientacji profrancuskiej i w związku z możliwością zbliżenia
Paryża i Moskwy zmniejszy się jej agresywność w stosunku do Sowietów. We
wnioskach do raportu analitycy Razwiedupru stwierdzili:
"[...] w obecnym czasie tendencje niekorzystne dla ZSRR rozwijają się
szybciej niż korzystne i konsekwentnie przeważają nad tymi pierwszymi.
Taki rozwój tych niekorzystnych tendencji najprawdopodobniej będzie miał
miejsce do czasu nowej wielkiej wojny imperialistycznej
kapitalistycznego Zachodu przeciwko sowieckiej republice. W związku z tym zagrożenie wojenne ZSRR ze strony kapitalistycznego Zachodu będzie
się coraz bardziej zwiększało.
Jednakowoż ekonomiczne, polityczne i wojskowe położenie wszystkich
naszych zachodnich sąsiadów, za wyłączeniem Łotwy i częściowo Finlandii,
w obecnym czasie powoduje, że akcja zbrojna przeciwko ZSRR w roku 1925
byłaby brzemienna ciężkimi konsekwencjami dla nich i dlatego w roku
bieżącym jest ona wykluczona"115.
Sowiety, wzmagając naciski, chciały po prostu więcej ugrać w relacjach z Niemcami. Dlatego Cziczerin w przemówieniu wygłoszonym 14 maja 1925 roku
na III Zjeździe Sowietów nazwał politykę Berlina w stosunku do Moskwy
"płynną i niejasną". Twierdził, że niemiecki rząd z jednej strony
nadzwyczaj dobitnie artykułuje swoją niechęć do zmiany obecnych
przyjaznych relacji ze Związkiem Sowieckim, z drugiej jednak strony,
jeśli zawrze pakt gwarancyjny z mocarstwami zachodnimi i wstąpi do Ligi
Narodów, to niezależnie od swoich życzeń siłą rzeczy znajdzie się w takiej sytuacji, która uniemożliwi mu kontynuowanie tej polityki.
Komisarz dodał również, że wiele zależeć będzie od dalszego rozwoju
dwustronnych stosunków ekonomicznych i od tego, czy uda się porozumieć w sprawie traktatu handlowego, który jest właśnie negocjowany w Moskwie116.
Stresemann odpowiedział Cziczerinowi w przemówieniu wygłoszonym cztery
dni później na forum Reichstagu. Stwierdził, że Niemcy ze względu na
swoje centralne położenie w Europie bardziej zainteresowane są sytuacją
na Wschodzie aniżeli mocarstwa zachodnie. Punkt ciężkości ich polityki
stanowi sowiecka Rosja, która "w niemieckich relacjach ze Wschodem
zawsze winna odgrywać rolę decydującego czynnika". W obecnej konstelacji
międzynarodowej nie istnieją przyczyny, które mogłyby doprowadzić do
poważnego konfliktu pomiędzy Rzeszą a ZSRR. Minister powiedział, że nie
wątpi, iż dla sowieckiego rządu staną się jasne uwarunkowania obecnej
sytuacji, "na którą składają się zasadnicze kwestie polityczne, jakie
Niemcy muszą uregulować z innymi państwami". Zadeklarował, że Berlin
będzie prowadził politykę równoważenia swoich interesów na Wschodzie i na Zachodzie, przy czym to dążenie do równowagi nie będzie miało
negatywnego wpływu na rozwój stosunków niemiecko-sowieckich. W kwestii
relacji handlowych zauważył, że problemem jest różnica ustrojów
gospodarczych, dzieląca oba państwa117.
Stresemann starał się rozwiewać wątpliwości Sowietów również drogą
dyplomatyczną. W szyfrogramie dla niemieckiej ambasady w Moskwie z 23
maja 1925 roku polecił odczytać Cziczerinowi lub Litwinowowi
oświadczenie, w którym odniósł się do ostatnich wystąpień sowieckich
oficjeli na temat stosunków dwustronnych i zawarł sugestię, ażeby spraw
trudnych nie wyciągać na światło dzienne i kontynuować dialog
polityczny, zachowując ścisłą poufność. Przy tej okazji wyraził opinię,
że nie uważa, iż w stosunkach niemiecko-sowieckich panuje niejasność i płynność, ponieważ strona niemiecka konsekwentnie realizuje linię
Rapallo. Wyraził również żal, że przemówienie Cziczerina było pierwszą
reakcją na niemieckie memoranda przekazane stronie
sowieckiej118.
Pod koniec maja 1925 roku Herbert von Dirksen, jeden z dyrektorów w Departamencie IV AA (Europa Wschodnia i Skandynawia), i Friedrich Gaus,
dyrektor Departamentu V (Prawnego), przygotowali notatkę na temat
kontynuacji niemiecko-sowieckich rozmów politycznych119.
Zwrócili przede wszystkim uwagę na fakt, że "Niemcy nigdy nie mogą
zrezygnować z intensywnej polityki wschodniej, w pierwszej kolejności ze
względu na swoje geograficzne położenie, a w drugiej z uwagi na fakt, że
traktat wersalski w przewidywalnym okresie będzie krępował je w odniesieniu do mocarstw zachodnich"120. Z tego powodu Berlin
nie może "optować" ani za Zachodem, ani za Wschodem, wskutek czego
pozostaje mu "balansowanie" (Ausbalanzierung der politischen
Faktoren). Autorzy ekspertyzy uznali, że stosunki dwustronne potrzebują
nowej formalnej podstawy, gdyż traktat z Rapallo nie odpowiada już
obecnym okolicznościom. W tej sytuacji zaproponowali, ażeby rozważyć
ideę, aby oba państwa zobowiązały się "wzajemnie zapewnić sobie ogólną
neutralność w okresie wojny i pokoju". Byłoby to zgodne z duchem
sowieckich propozycji z grudnia 1924 roku. Tego rodzaju wzajemne
zobowiązanie nie mogłoby zostać ujęte w formie międzypaństwowego
traktatu, gdyż zostałoby uznane za afront w stosunku do mocarstw
zachodnich. Trzeba zatem szukać innej formy, na przykład mogłoby ono
zostać zawarte w preambule do negocjowanego właśnie traktatu handlowego.
Von Dirksen i Gaus zaproponowali nawet jej treść; w ich mniemaniu
kluczowe winny być trzy kwestie: obustronne zobowiązanie do nieagresji,
do neutralności w szerokim rozumieniu (militarnym, politycznym i gospodarczym) i wzajemne konsultacje w kwestiach politycznych. Warto w tym miejscu zauważyć, że podobne unormowania (poza klauzulą o nieagresji) stały się potem podstawą zawartego niecały rok później
traktatu berlińskiego (patrz niżej).
Kriestinskij przeczytał Schubertowi odpowiedź na niemieckie memoranda 2
czerwca 1925 roku. Sowieci przekonywali w niej, że wstąpienie Niemiec do
Ligi Narodów będzie oznaczać powtórne, tym razem jednak dobrowolne,
uznanie porządku wersalskiego, co stanie się "znaczącym krokiem na
drodze do faktycznego anulowania traktatu z Rapallo". Obecnie Berlin,
nie będąc członkiem Ligi, może samodzielnie określać własne stanowisko w sprawach międzynarodowych, a po wejściu do niej, jeśli nawet uda się mu
złożyć zastrzeżenia wobec art. 16. i 17. paktu Ligi Narodów, będzie
zmuszony, uczestnicząc w jej gremiach, odnosić się do wszelkich jej
przedsięwzięć. Będąc jej członkiem będzie musiał uwzględniać oczekiwania
mocarstw zachodnich. Sowiecki rząd wyraził przekonanie, że Liga będzie
dążyć do zmiany dotychczasowych relacji między Rzeszą a ZSRR. Berlin
znajdzie się w szczególnie trudnej sytuacji, gdy Związek Sowiecki
wejdzie w konflikt z innym członkiem Ligi Narodów. Sowieci w nocie tej
wprost wyrażali wątpliwość, czy Niemcy, będąc członkiem Rady,
przeciwstawią się jej decyzjom. Uznali, że lepiej nie wstępować do Ligi,
aniżeli ciągle przeciwstawiać się zdaniu większości. Przekonywali
również, że po akcesji pozycja Niemiec na arenie międzynarodowej będzie
słabsza. Krótko mówiąc, nie przyjęli żadnego z niemieckich
argumentów121.
Schubert po wysłuchaniu memorandum podziękował, że strona sowiecka tak
otwarcie i szczegółowo przedstawiła swoje poglądy. Poinformował przy
tym, że w ostatnim okresie Berlin nie prowadził merytorycznych rozmów na
temat członkostwa w Lidze, gdyż cały czas trwają konsultacje między
Francją i Wielką Brytanią. Nie zgodził się również z zawartym w sowieckiej nocie opisem skutków członkostwa w Lidze, uznając je za "zbyt
pesymistyczne". Jego zdaniem nietrafny był również argument dotyczący
osłabienia Niemiec, ponieważ w wyniku porozumienia z mocarstwami
zachodnimi dojdzie do zakończenia okupacji Nadrenii. Następnie obydwaj
dyplomaci przerzucali się znanymi wcześniej argumentami, nie dochodząc
do konsensusu122.
Brockdorff-Rantzau szczegółowo przeanalizował treść sowieckiego
memorandum i zauważył, że zawiera ono jeden nowy punkt, a mianowicie
negatywne stanowisko Moskwy w przypadku skutecznego wynegocjowania przez
Niemcy zastrzeżeń w odniesieniu do art. 16. Ligi. Jeśli zaś chodzi o strategię stosunków z Moskwą, to zasugerował podpisanie "innego
porozumienia ze Związkiem Sowieckim", które być może złagodziłoby jej
stanowisko wobec członkostwa Berlina w Lidze Narodów. Przyznał się przy
tym do gotowości rewizji swojego dotychczasowego stanowiska przeciwnego
traktatowemu porozumieniu politycznemu zarówno ze Wschodem, jak i z Zachodem. Skoro bowiem Niemcy są na drodze do podpisania umów z mocarstwami zachodnimi, to dla ratowania stosunków niemiecko-sowieckich
winni wejść w podobny układ z ZSRR123.
W stosunkach niemiecko-sowieckich dawał się odczuć wyraźny pat, ponieważ
żadna strona nie chciała ustąpić ani o krok. Aby to zmienić, Berlin
wystąpił oficjalnie z propozycją dwustronnego układu. Stresemann przyjął
13 czerwca 1925 roku, udającego się do Marienbadu, wyraźnie chorego
Litwinowa124 i w trakcie długiej rozmowy zaproponował mu
"zawarcie porozumienia, które czyniłoby jasnym, że w Lidze Narodów nie
będziemy zamierzali prowadzić polityki antyrosyjskiej"125.
Dodał, że jeśli obie strony uzgodniłyby treść takiej umowy, to chyba
można byłoby uznać sowieckie wątpliwości w stosunku do niemieckiej
polityki za usunięte. Litwinow odpowiedział na to długą przemową,
powtarzając większość doskonale znanych argumentów, poza jednym zupełnie
nowym, a mianowicie zauważył, że pakt zachodni, który znajduje pełne
zrozumienie w Związku Sowieckim, wywołuje wiele niepokoju w innych
krajach na Wschodzie. Przede wszystkim w Polsce, która, mając
świadomość, że mocarstwa wersalskie nie dają jej już bezwzględnych
gwarancji granic, szuka dróg wyjścia z tej sytuacji. Litwinow nie
wykluczył, że Polska będzie próbować wejść w bliższy kontakt w tej
sprawie z ZSRR i w tym miejscu wyraźnie zasugerował, że Moskwa nie
odrzuci możliwości rozmów z Warszawą, gdy uzna, że Niemcy zaczną
prowadzić politykę antysowiecką. Dodał, że zbliżenia ze Związkiem
Sowieckim może poszukiwać także Francja. Krótko mówiąc, ostrzegł
Stresemanna przed możliwością istotnego zwrotu sowieckiej polityki
zagranicznej. Warto zauważyć, że w ogóle nie odniósł się do propozycji
zawarcia porozumienia przedstawionej na początku tej rozmowy przez
niemieckiego ministra.
Tego samego dnia, tj. 13 czerwca 1925 roku, doszło do spotkania
publicysty i działacza komunistycznego Karola Radka126 z sekretarzem stanu Schubertem. Obaj rozmówcy przerzucali się przez
większą część tej rozmowy bardzo dobrze znanymi i zgranymi argumentami.
Novum były ostrzeżenia Radka, dotyczące możliwości porozumienia ZSRR z Francją i Polską127.
Niemcy nie wiedzieli, czy powinni poważnie potraktować groźby dotyczące
możliwości porozumienia Moskwy z Warszawą. Najbardziej przejmował się
nimi Brockdorff-Rantzau, który w rozmowie ze Stresemannem w Berlinie 21
czerwca wyraził opinię, że "Rosjanie są w stanie, ulegając swojemu
temperamentowi, zawrzeć z Polską porozumienie, w którym zgodzą się na
gwarancję polskich granic"128. Niepokojące wieści dochodziły
również z Moskwy, skąd chargé d'affaires niemieckiej ambasady
Siegfried Hey donosił, że rozmowy na temat paktu bezpieczeństwa i kryzys
w niemiecko-polskich stosunkach gospodarczych spowodowały, że zarówno po
stronie sowieckiej, jak i polskiej, wzrosła gotowość do porozumienia,
jakkolwiek Moskwa pozostawia inicjatywę w tym względzie Warszawie.
Przekazał także informację, że przed kilkoma tygodniami Cziczerin miał
zaproponować Polsce pakt o nieagresji, ale spotkał się z odmową129. Niemiecki poseł w Warszawie Ulrich Rauscher zdawał się
jednak nie dostrzegać niebezpieczeństwa zbliżenia polsko-sowieckiego,
ponieważ w raporcie z 30 czerwca pogłoski na ten temat uznał za blef,
gdyż jego zdaniem rzeczywiste różnice pomiędzy tymi obydwoma państwami
są tak wielkie, że trwałe polityczne zbliżenie między nimi jest nie do
pomyślenia, przez co wysiłki podejmowane przez oba rządy muszą spełznąć
na niczym130.
Jak widać, w połowie 1925 roku Sowieci w rozmowach z Niemcami po raz
pierwszy użyli karty polskiej. Powstała wyjątkowa sytuacja, ponieważ do
tej pory ani Moskwa, ani Berlin nie próbowały grać w stosunkach
dwustronnych zawarciem ewentualnego układu z Warszawą. Każdy z partnerów
współpracy rapallskiej wykluczał bowiem możliwość jakiegokolwiek
porozumienia z Polską, ponieważ wspólna polityka przeciwko niej
stanowiła najlepsze spoiwo dobrych relacji niemiecko-sowieckich.
Oczywiście w tym momencie Sowieci nie podjęli jeszcze ostatecznej
decyzji o układzie z Polską, ponieważ ani zawarcie paktu zachodniego,
ani kwestia członkostwa Niemiec w lidze Narodów nie były jeszcze
przesądzone. Porozumienie Moskwy z Warszawą i Paryżem zacznie nabierać
realnych kształtów dopiero w momencie sfinalizowania przez Berlin
rokowań z Londynem i Paryżem. Niemniej Sowieci już wówczas
przygotowywali się na taką ewentualność, ponieważ od kilku miesięcy
prowadzili sondaże na temat ewentualnego zawarcia paktu o nieagresji z Polską (patrz niżej).
Tymczasem w Berlinie rozważano zaproponowanie Moskwie rozpoczęcie
negocjacji preambuły, która mogłaby być wstępem do jednej z negocjowanych umów (np. traktatu handlowego lub jakiegoś porozumienia
"pobocznego"), zgodnie z majowymi propozycjami Gausa i von Bülowa.
Niemieccy dyplomaci obawiali się jednak, czy Moskwa, zirytowana długim
oczekiwaniem na odpowiedź na swoje propozycje, zechce w ogóle przystąpić
do rozmów na ten temat. Poza tym nie wiedzieli, w którym dokładnie
momencie preambuła taka miałaby zostać ogłoszona; jeśli stałoby się to
za wcześnie, Niemcy mogłyby zostać oskarżone przez mocarstwa zachodnie o sprokurowanie drugiego Rapallo131.
Projekt preambuły został przedstawiony stronie sowieckiej 1 lipca 1925
roku przez Brockdorff-Rantzaua i von Dirksena, który jako jej współautor
przybył z Berlina, aby wesprzeć ambasadora132. Propozycja,
jaką przedstawili Niemcy, nie zawierała jednak żadnych konkretnych
zobowiązań, a jedynie wolę rozwijania stosunków w duchu Rapallo oraz
pewne wyjaśnienia dotyczące art. 16. paktu Ligi Narodów, a więc w istotny sposób różniła się od idei zawartych w memoriale Gausa-Bülowa,
który przewidywał, aby w porozumieniu znalazły się klauzule: nieagresji,
neutralności i konsultacji133. Nie dziwi więc pierwsza
reakcja Cziczerina, który uznał, że preambuła jest "słabsza i mniej
jasna", aniżeli jego grudniowe propozycje, gdyż nie zawiera m.in.
proponowanej wcześniej przez Sowietów deklaracji
neutralności134.
Komisarz 14 lipca 1925 roku przedstawił w odpowiedzi sowiecki projekt
preambuły, który był zbliżony do propozycji z grudnia 1924 roku135.
W ten sposób rozpoczęły się długotrwałe wielomiesięczne negocjacje
pomiędzy AA i LKSZ136. Najpierw, w lipcu i sierpniu 1925 roku,
tematem sporu była koncepcja preambuły. Niemcy chciały, żeby nie
zawierała ona żadnych poważnych politycznych zobowiązań, z kolei Sowieci
bardzo silnie naciskali właśnie na takie zapisy, a przede wszystkim na
ogólną klauzulę neutralności137. Stresemann w pewnym
momencie doszedł nawet do wniosku, że sowiecka dyplomacja nie docenia
międzynarodowego położenia Niemiec, a jej propozycje, mające na celu
ścisłe polityczne związanie obu krajów, mogą kompletnie skompromitować
Niemcy w oczach mocarstw zachodnich138. W ten sposób
niemiecko-sowieckie rozmowy na temat porozumienia politycznego znalazły
się w głębokim impasie, a stosunki pomiędzy obydwoma państwami - na
krawędzi kryzysu.
Na kilka dni przed rozpoczęciem konferencji w Locarno Cziczerin w drodze
na urlop zatrzymał się na kilka dni w Berlinie, gdzie przeprowadził dwie
rozmowy ze Stresemannem139. 30 września 1925 roku obaj
politycy najpierw przedyskutowali problemy związane z zawarciem umowy
handlowej, a potem niemiecki minister zaproponował omówienie zagadnień
politycznych140. Stresemann zapewnił komisarza, że pogłoski
o angielsko-niemieckim sojuszu skierowanym przeciwko ZSRR są absolutnie
nieprawdziwe, ponieważ ani Berlin, ani Londyn nie mają najmniejszego
zamiaru występować przeciwko Moskwie gospodarczo lub militarnie.
Poinformował, że obecnie w rokowaniach z mocarstwami Ligi trwa walka o art. 16., która ma na celu uniemożliwienie jakiejkolwiek próby uwikłania
Niemiec w działania przeciwko Związkowi Sowieckiemu.
Cziczerin w odpowiedzi bardzo obszernie przedstawił stanowisko
sowieckie. Najpierw wyznał, że nie rozumie polityki niemieckiej. W grudniu ubiegłego roku niemiecki ambasador zaproponował współdziałanie
Niemiec i Związku Sowieckiego przeciwko Polsce i określił jego cel jako
wtłoczenie Polski w jej granice etnograficzne. Słowa "wtłoczenie" nie
dało się inaczej rozumieć, jak współdziałanie militarne, mające na celu
rozbicie Polski. Komisarz stwierdził, że uznał tę inicjatywę rządu
niemieckiego za na tyle ważną, iż natychmiast przekazał ją rządowi
sowieckiemu, który w odpowiedzi wyszedł z grudniowymi propozycjami,
mającymi na celu doprecyzowanie relacji pomiędzy Niemcami i Rosją oraz
wzajemne zobowiązanie się do neutralności. I na koniec tego wątku
podsumował, że Niemcy w grudniu przedstawiły ofertę dotyczącą Polski,
aby potem pomimo to w lutym poprosić mocarstwa zachodnie, żeby zawarły z nimi pakt bezpieczeństwa.
Stresemann był bardzo zaskoczony słowami Cziczerina, albowiem nie miał
wiedzy o rzekomej niemieckiej propozycji sojuszu z ZSRR w celu podziału
Polski. Przerwał rozmowę i zadzwonił do Schuberta, pytając, czy jest mu
coś wiadome na temat tego rodzaju inicjatyw. Sekretarz stanu zaprzeczył,
ale wspomniał, że Kopp pytał Brockdorff-Rantzaua o stanowisko w kwestii
polskiej. Nie odrzucił również możliwości, że niemiecki ambasador mógł
stwierdzić, że Polska jest "zdolna do istnienia tylko w swoich
terytorialnych granicach", ale wykluczył możliwość złożenia propozycji
antypolskiego sojuszu. Minister zadzwonił również do dyrektora Gausa w tej sprawie, który uznał enuncjacje Cziczerina za nieprawdopodobne. Po
konsultacjach ze swoimi współpracownikami Stresemann powrócił do rozmowy
z sowieckim komisarzem i zakomunikował mu, że rzeczy przedstawiają się
zupełnie inaczej, albowiem to Kopp zaproponował wymianę poglądów w kwestii polskiej. Na co Cziczerin odpowiedział starą śpiewką, że Kopp
nie miał żadnego prawa składać tego rodzaju propozycji i że dziwi się,
jak można przykładać tak wielką wagę do jego słów. Stresemann odparował,
że jest on przecież funkcjonariuszem LKSZ i nie ulega wątpliwości, że to
z jego inicjatywy Niemcy dyskutowały na temat kwestii
polskiej141.
Następnie obaj politycy omówili problematykę zbliżającej się konferencji
w Locarno. I w tym przypadku jedną z najważniejszych okazała się kwestia
polska. Stresemann zapewnił Cziczerina, że system traktatów
arbitrażowych w żaden sposób, nawet w pośredni, nie będzie oznaczał
uznania przez Niemcy terytorialnego kształtu Polski i kolejny raz silnie
podkreślił, że Niemcy nigdy z własnej woli nie uznają polskich granic.
Druga rozmowa Cziczerina ze Stresemannem odbyła się 2 października 1925
roku142. Na początku niemiecki minister poinformował, że przejrzał
akta dotyczące grudniowych propozycji i zacytował Cziczerinowi notatkę
Brockdorff-Rantzaua dotyczącą rozmowy z Koppem. Na tej podstawie
skonstatował, że inicjatywa rozmów na temat kwestii polskiej bez
wątpienia wyszła od strony sowieckiej. Komisarz dezawuował pozycję Koppa
i wskazywał na jedną ze swoich rozmów z niemieckim ambasadorem w Moskwie, który miał wyjść z tego rodzaju ofertą. Stresemann poczuł się w obowiązku wyjaśnić, że kwestia rewizji polskiej granicy wschodniej to
sprawa przyszłości i podkreślił, że Niemcy nie mają zamiaru rozwiązać
jej w sposób militarny. Po dłuższej wymianie zdań komisarz milcząco
uznał racje niemieckiego ministra. Po tych wyjaśnieniach Stresemann
omówił problemy związane z art. 16. paktu Ligi. Charakterystyczne jest,
że obaj politycy nie poruszyli kwestii preambuły ani innej formy
ewentualnego dwustronnego porozumienia. Najwyraźniej uznali, że
przyjdzie na to czas dopiero po rozstrzygnięciach, jakie zapadną w trakcie konferencji lokarneńskiej.
Sposób prowadzenia tych rozmów przez Cziczerina nie mógł wpłynąć
pozytywnie na stosunki dwustronne. Sowiecki komisarz próbował bowiem
przechytrzyć Stresemanna, wmawiając mu, że inicjatywa militarnej
rozprawy z Polską wyszła od strony niemieckiej. Nie najlepsze wrażenie
robiły także wątpliwości sowieckie w stosunku do dobrej woli Berlina w negocjacjach z mocarstwami zachodnimi. Pomimo to Stresemann wykonał
pewien gest w stosunku do Moskwy, gdyż wpłynął na przyspieszenie i finalizację rozmów nad traktatem handlowym, tak że jeszcze przed
wyjazdem niemieckiej delegacji do Locarno udało się nań uzyskać zgodę
rządu Rzeszy. W jego zamierzeniu traktat ten miał być rekompensatą dla
Sowietów za podpisanie przez Niemcy traktatu zachodniego143.
Sowieci po zakończeniu wizyty Cziczerina przekazali polskiemu posłowi w Berlinie Kazimierzowi Olszowskiemu kluczową informację dotyczącą
współpracy sowiecko-niemieckiej w stosunku do Polski. Otóż osoba mająca
"bliską styczność z Cziczerinem" poinformowała polskiego dyplomatę, że
komisarz w rozmowie z niemieckim ministrem ostrzegł, że jeżeli niemiecki
rząd nie uwzględni sowieckich postulatów lub zdecyduje się na zbliżenie
z Wielką Brytanią, to Moskwa będzie szukać "innej orientacji
politycznej" i wypowie "Niemcom porozumienie w sprawie wspólnej akcji w Polsce". Warto przypomnieć, że już na początku kwietnia 1925 roku
Litwinow ostrzegł Brockdorff-Rantzaua (zob. wyżej), że w przypadku
akcesji Berlina do Ligi Narodów Związek Sowiecki nie będzie współdziałał
z Niemcami w dziele zmiany polskich granic144. Wypowiedź
współpracownika Cziczerina trzeba zatem traktować jako poważny sygnał
gotowości Moskwy do rewizji zasad współpracy rapallskiej.
Konferencja lokarneńska odbyła się w dniach od 5 do 16 października 1925
roku. W jej trakcie uzgodniono tak zwany pakt reński pomiędzy Niemcami,
Belgią, Francją, Wielką Brytanią i Włochami, polsko-francuski traktat
gwarancyjny oraz kilka konwencji arbitrażowych (m.in. polsko-niemiecką).
W pakcie reńskim strony gwarantowały sobie "indywidualnie i zbiorowo
[...] utrzymanie terytorialnego status quo, wynikającego z granic
pomiędzy Niemcami a Belgią i między Niemcami a Francją, oraz
nietykalność rzeczonych granic, tak jak są ustalone traktatem pokojowym
podpisanym w Wersalu"145 oraz zobowiązały się "nie uciekać się
[...] w żadnym wypadku do wojny". Tego rodzaju zobowiązania dotyczyły
jedynie granicy zachodniej Rzeszy, natomiast nie odnosiły się do jej
granicy wschodniej. Polska na otarcie łez uzgodniła w Locarno traktat
gwarancyjny z Francją, w którym obie strony "postępując zgodnie z artykułem 16. paktu Ligi Narodów, zobowiązują się udzielić sobie
niezwłocznie pomocy i poparcia, o ile takiemu niedotrzymaniu
zobowiązania towarzyszyć będzie niesprowokowane użycie siły
zbrojnej"146. To unormowanie oznaczało jednak osłabienie
gwarancji przewidzianych w sojuszu z 1921 roku, ponieważ uzależniało
francuską pomoc dla Polski od wypełnienia procedur ligowych. Ponadto
Polska zawarła z Niemcami traktat arbitrażowy.
W kwestii art. 16. Berlinowi udało się wynegocjować dołączenie do
traktatu listu uczestników konferencji do delegacji Niemiec, w którym
dokonano następującej wykładni tej normy: "zobowiązania, wynikające ze
wspomnianego artykułu dla członków Ligi Narodów, winny być rozumiane w tym znaczeniu, że każde z państw, członków Ligi, jest obowiązane
lojalnie i skutecznie współpracować dla sprawy poszanowania paktu i przeciwstawienia się wszelkiemu aktowi agresji, w mierze zastosowanej do
jego sytuacji wojskowej i liczącej się z jego położeniem
geograficznym"147. Warto podkreślić, że jednym z sygnatariuszy tego listu był Aleksander Skrzyński, co odbije się
negatywnie w trakcie polskiej ofensywy dyplomatycznej skierowanej
przeciwko traktatowi berlińskiemu (patrz niżej).
Dyplomacja niemiecka przebieg tej konferencji uznała za sukces w kontekście stosunków niemiecko-sowieckich. Von Dirksen, który brał
udział w tych negocjacjach, stwierdził w liście do Brockdorff-Rantzaua
z 22 października 1925 roku, że interpretacja art. 16. zawiera wszystko,
czego życzyła sobie strona niemiecka, uwalniając ją od niechcianych
konsekwencji tego zobowiązania. Wyraził przy tym przekonanie, że jeśli
Sowieci żywili poważne wątpliwości w stosunku do art. 16. i nie chcieli
za ich pomocą jedynie sabotować rozmów pomiędzy Niemcami a mocarstwami
zachodnimi, to teraz będą musieli je uznać za niebyłe148.
Na początku drugiej połowy grudnia 1925 roku powracający z urlopu do
Moskwy Cziczerin znów zatrzymał się w Berlinie, gdzie rozmawiał ze
Stresemannem. Niemiecki minister poinformował go o wynikach konferencji
w Locarno, zwracając uwagę na fakt, że w trakcie negocjacji udało mu się
zrealizować obietnice poczynione stronie sowieckiej, przede wszystkim
te, które dotyczyły art. 16. Ligi. Stresemann w swojej notatce zapisał,
że odniósł wrażenie, że Cziczerina przestała dręczyć "zmora kontynentu
jednoczącego się przeciwko Rosji" oraz że opuściła go nieufność, jaką
zademonstrował podczas ostatniej rozmowy. Obaj politycy rozmawiali
również o kontynuacji rozmów na temat porozumienia pomiędzy obydwoma
krajami149, ale nie doszli do wspólnych ustaleń. Negocjacje
traktatu berlińskiego rozpoczęły się dopiero w lutym przyszłego roku.
Rozdział 3. Cziczerin proponuje Skrzyńskiemu pakt
Rozdział 3
Cziczerin proponuje Skrzyńskiemu pakt
Moskwa, prowadząc aktywny dialog z Berlinem, nie zapomniała o Warszawie.
Po zawarciu traktatu w Rapallo Niemcy nie były zainteresowane
jakimkolwiek porozumieniem politycznym z Polską, bo uważały, że będzie
ono szkodzić realizacji ich głównego strategicznego celu, jakim była
rewizja granicy wschodniej. Związek Sowiecki prowadził inną politykę,
gdyż stale sondował Warszawę, proponując jej różnorodne geopolityczne
układy, co nie powinno dziwić, gdyż do roku 1924 znajdował się w izolacji, nie mając nawiązanych stosunków dyplomatycznych z najważniejszymi państwami europejskimi. Warszawa również starała się
prowadzić aktywną politykę w stosunku do Moskwy, ponieważ wzmacniało to
jej pozycję w relacjach z mocarstwami zachodnimi. Dlatego idea zawarcia
paktu o nieagresji pomiędzy Polską a Związkiem Sowieckim po raz pierwszy
pojawiła się w grudniu 1922 roku podczas konferencji moskiewskiej, a więc jeszcze w tym samym roku, w którym ZSRR i niemiecka Rzesza
porozumiały się w Rapallo. Sowieci zwołali tę konferencję, ażeby
rozmawiać z Polską, Finlandią oraz państwami bałtyckimi na temat
wspólnych przedsięwzięć rozbrojeniowych. Jednakże w jej trakcie kraje
sąsiadujące z ZSRR postawiły warunek, ażeby najpierw rozmawiać na temat
wielostronnego paktu o nieagresji. Sowieci mimo początkowych oporów
zgodzili się na rozmowy na temat projektu zaproponowanego przez Polskę.
Jakkolwiek wysiłki te w końcu spełzły na niczym, to konferencję
moskiewską należy traktować jako początek bardzo długiej, bo trwającej
10 lat, historii rozmów na temat dwustronnego, polsko-sowieckiego
porozumienia politycznego150.
W kolejnych latach Sowieci składali często propozycje układów zgoła
awanturniczych. Pod koniec roku 1922 proponowali podział stref wpływów w regionie bałtyckim; Polsce miała przypaść Litwa i Prusy Wschodnie, a ZSRR - Łotwa i Estonia151. Natomiast w sierpniu 1923 roku Karol
Radek, wówczas jeszcze członek KC WKP(b) i główny zwolennik przewrotu
komunistycznego w Niemczech, proponował polskiemu posłowi RP w Moskwie
Romanowi Knollowi włączenie Prus Wschodnich do Polski, po tym jak w Niemczech wybuchnie rewolucja152. Tego rodzaju propozycje
trudno było traktować poważnie, gdyż zapewne głównym ich motywem była
prowokacja. Moskwie najprawdopodobniej chodziło o to, ażeby w przypadku
zgody Polski na tego rodzaju awanturę w odpowiednim momencie wypuścić
pogłoski na ten temat, które skompromitowałyby ją zarówno w oczach jej
najważniejszych partnerów regionalnych (przede wszystkim państw
bałtyckich), jak również mocarstw zachodnich. Notabene na początku
1924 roku w polskiej prasie pojawiły się spekulacje, że Polska ostrzy
sobie zęby na Prusy Wschodnie153.
Do poważnych rozmów Warszawa i Moskwa przystąpiły już w trakcie
konferencji londyńskiej (lipiec-sierpień 1924 roku), w efekcie której na
agendzie polityki europejskiej pojawiła się kwestia członkostwa Niemiec
w Lidze Narodów i zbliżenia tego państwa do mocarstw zachodnich. Ta
tendencja była niekorzystna zarówno dla Polski, jak i ZSRR. Ewentualna
zmiana kursu niemieckiej polityki zagranicznej w kierunku zachodnim
zagrażałaby bowiem duchowi Rapallo, a Związek Sowiecki stawał przed
groźbą utraty najważniejszego kontynentalnego partnera. Z kolei dla
Polski wejście Niemiec na zachodnioeuropejskie salony oznaczało
osłabienie współpracy z Francją, a zatem stawiało pod znakiem zapytania
gwarancje wynikające z sojuszu militarnego, łączącego Warszawę i Paryż,
a w przyszłości otwierało Berlinowi drogę do pokojowej rewizji granicy
wschodniej. W tej sytuacji rozpoczęcie poważnych rozmów pomiędzy
Polakami i Sowietami stawało się konieczne i oczywiste.
Prawdopodobnie z pierwszą inicjatywą kontaktu w tej sprawie wyszła
strona sowiecka154. 9 sierpnia 1924 roku członek kolegium LKSZ,
Kopp, w rozmowie z chargé d'affaires polskiego poselstwa w Moskwie
Kazimierzem Wyszyńskim zwrócił się z propozycją "zlikwidowania przykrych
incydentów i przejścia do omawiania poważnych spraw", wskazując "na
celowość zasadniczej narady politycznej" w trakcie "spotkania
przedstawicieli czynników decydujących w polityce
zagranicznej"155. Odpowiedzią na impuls Koppa był list
polskiego ministra spraw zagranicznych Aleksandra Skrzyńskiego do
sowieckiego komisarza Gieorgija Cziczerina z 22 sierpnia. Jakkolwiek
jego głównym tematem była prośba o wyjaśnienie wątpliwości w sprawie
agrément dla nowego połpreda w Warszawie Piotra Wojkowa, to w jego
ostatnim akapicie Skrzyński zapewnił, że myśl o ewentualnym spotkaniu z Cziczerinem spotkała się z jego "bardzo gorącem przyjęciem" i wyraził
nadzieję, że do ich osobistego spotkania dojdzie późną
jesienią156.
Sowieci potraktowali list Skrzyńskiego poważnie. Biuro Polityczne na
posiedzeniu 28 sierpnia 1924 roku poleciło LKSZ przygotować notatkę na
temat stosunków polsko-sowieckich, w której znalazłby się program
maksimum i program minimum na rozmowy z Polską157. Podczas
kolejnego spotkania Politbiura 4 września zatwierdzono projekt
odpowiedzi Cziczerina na list Skrzyńskiego wraz z poprawkami Stalina i Kamieniewa158. Z tego zaś jednoznacznie wynika, że już wtedy
Stalin wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami wyznaczał strategię
i kontrolował proces rozmów z Polską.
W liście z 4 września 1924 roku Cziczerin zapewnił Skrzyńskiego, że
spotkanie na szczycie uważa za nadzwyczaj celowe, a ze względu na jego
rangę powinno ono mieć miejsce w Moskwie lub w Warszawie, a nie w jakimś
drugorzędnym mieście czy za granicą. Zaproponował, ażeby poprzedzić je
rozmowami przygotowawczymi. W dalszej części listu obszernie wyjaśnił
zagadnienia związane z powołaniem Wojkowa na stanowisko połpreda w Warszawie159. Skrzyński 23 września 1924 roku przekazał
Cziczerinowi ustną odpowiedź na jego list poprzez Wyszyńskiego, który w imieniu ministra zadeklarował, że polski minister podziela punkt
widzenia komisarza i że zamierza rozpocząć wstępną dyskusję nad agendą
wspólnych rozmów z nowym sowieckim połpredem Piotrem Wojkowem. Ten
ostatni przybył do Warszawy 2 listopada 1924 roku, ale według
sowieckiego memorandum przekazanego stronie polskiej w lutym 1925 roku -
Skrzyński mimo kilku spotkań nie rozpoczął z nim rozmów na temat agendy
przyszłego spotkania z ludowym komisarzem spraw zagranicznych.
Dyplomacja sowiecka kilka miesięcy później winą za fiasko tej inicjatywy
obarczyła stronę polską160.
Moskwa starała się jednak wykonywać drobne gesty, mające świadczyć o jej
dobrej woli. Cziczerin w wystąpieniu na sesji Centralnego Komitetu
Wykonawczego ZSRR, wygłoszonym 18 października 1924 roku w Moskwie,
odniósł się również do spraw polskich. Uznał, że poprawa relacji
pomiędzy Moskwą a Warszawą zależy od tej ostatniej. Jednak w dalszej
części zauważył, że można oczekiwać poprawy stosunków dwustronnych.
Dodał, że kwestie sporne będą rozstrzygane w rozmowach połpreda Wojkowa
w Warszawie. Zauważył również, że w przypadku osiągnięcia porozumienia
rząd polski wiele zyska w dziedzinie handlowej, a sowiecki - w politycznej161. Z tego przemówienia można wnosić, że obie
strony zmodyfikowały nieco koncepcję rozmów i ustaliły, że na razie
kwestie sporne omawiać będzie w Warszawie Wojkow.
Mijał czas, a Polacy i Sowieci nie przystępowali do konkretnych rozmów
na tak zwane tematy trudne, a zamiast tego nadal wzajemnie sondowali
swoje zamierzenia. Przykładem może być rozmowa Henryka Tenenbauma,
dyrektora departamentu w Ministerstwie Przemysłu i Handlu RP ze Stefanem
Rajewskim, przedstawiającym się jako attaché prasowy sowieckiego
przedstawicielstwa w Niemczech, która odbyła się w Berlinie 12 grudnia
1924 roku. W rzeczywistości Rajewski był zastępcą szefa Oddziału
Informacji Dyplomatycznej LKSZ w Berlinie, specjalnej komórki
funkcjonującej na pograniczu dyplomacji i wywiadu. Jej zadaniem było
monitorowanie rozwoju sytuacji w Polsce poprzez analizę prasy polskiej i niemieckiej, działalność własnej siatki wywiadowczej i prowadzenie misji
o charakterze politycznym162.
Tenenbaum przyjechał do Berlina z polecenia ministra Skrzyńskiego i poinformował, jak zapisał w swojej notatce Rajewski, że "powstała na
Zachodzie tendencja, mająca na celu stworzenie bloku antysowieckiego,
zmusi w najbliższej przyszłości Polskę, aby jasno określiła swoją
politykę w stosunku do Rosji. Polska stoi przed alternatywą albo
przyłączyć się do bloku antysowieckiego, albo porozumieć się z nami [z ZSRR] i tym samym ustrzec się przed koniecznością wspierania polityki
tworzącego się bloku". Następnie Tenenbaum zapewnił Rajewskiego, że
wszystkie polskie ugrupowania polityczne, z Grabskim i Skrzyńskim na
czele, uważają za najbardziej korzystne zawarcie umowy ze Związkiem
Sowieckim, albowiem pozwoli ona na normalny rozwój ekonomiczny.
Wysłannik polskiego ministra spraw zagranicznych zaproponował, aby taka
"zasadnicza umowa" gwarantowała "wzajemne uznanie istniejących
terytoriów państwowych, obowiązek rzeczywistego niemieszania się [w sprawy drugiej strony], nieuczestniczenie w jakichkolwiek blokach, a także unikanie jakichkolwiek działań skierowanych przeciwko jednej z układających się stron". Zaproponował także zawarcie kilku umów
gospodarczych, a w pierwszej kolejności dotyczącej współpracy na
kolejach. Poprosił również o przekazanie sowieckiego punktu widzenia na
treść polsko-sowieckiego porozumienia. Rajewski w komentarzu załączonym
do relacji z tego spotkania ocenił, że ogólnie rzecz biorąc, propozycja
przedstawiona przez Tenenbauma "w pełni poważnie i prawidłowo oddaje
nastroje panujące w Polsce". Zwrócił uwagę, żeby centrala w Moskwie
dokładnie wyjaśniła, "jakie korzyści przyniesie wykorzystanie inicjatywy
Polaków"163. Kopp odpowiedział na ten szyfrogram 19 grudnia,
informując w imieniu LKSZ, że "zgadzamy się na zaproponowane przez rząd
polski rozmowy na szerokiej bazie politycznej". Dodał, że jeśli Polacy
formalnie wystąpią o spotkanie Skrzyńskiego z Cziczerinem, to otrzymają
pozytywną odpowiedź strony sowieckiej164. Natomiast w liście
do Wojkowa z 19 stycznia 1925 roku Kopp zauważył, że rozmowa Tenenbauma
z Rajewskim przekonała go, że Polacy "ujawnili życzenie, aby poważnie
porozmawiać z nami na tematy polityczne i uregulować kwestie podstawowe,
a nie podrzędne"165.
A zatem można założyć, że o ile ogólna inicjatywa rozmów wyszła od
strony sowieckiej, to propozycja zawarcia dwustronnego porozumienia
politycznego - od strony polskiej166. Warto przy tej okazji
zauważyć, że dokładnie w tym samym czasie Sowieci rozmawiali z Niemcami
na temat "wtłoczenia Polski w etnograficzne granice" i w obu przypadkach
jednym z głównych rozgrywających był Wiktor Kopp. Nie świadczy to jednak
o tym, że Moskwa chciała wykorzystać rozmowy z Warszawą jedynie w celu
wywierania wpływu na Berlin, a więc że traktowała je w sposób całkowicie
instrumentalny. Na tym bowiem etapie Sowieci wspominali Niemcom o ogólnym i niezobowiązującym sondażu i zastrzegali, że nie doszło do
żadnych rozmów, a kartę polską wyciągnęli, jak pokazuje niemiecka
korespondencja dyplomatyczna, dopiero w czerwcu 1925 roku167. A zatem dyplomacja sowiecka na przełomie roku 1924 i 1925 grała
jednocześnie na dwóch fortepianach, polskim i niemieckim, chcąc utrzymać
jak najlepsze stosunki z każdym z dwóch partnerów. Obawiała się bowiem,
że Niemcy zdecydują się na reorientację swojej polityki zagranicznej, a wtedy z braku laku pozostanie im przynajmniej porozumienie z Warszawą,
które z punktu widzenia bezpieczeństwa ZSRR miałoby znaczenie
fundamentalne, bo neutralna Polska odgrywałaby rolę przedmurza
odgradzającego ZSRR od ewentualnej wrogiej koalicji Niemiec z mocarstwami zachodnimi.
Bliższe decyzje na temat wytycznych do rozmów z Polską Biuro Polityczne
uchwaliło 18 grudnia 1924 roku, postanawiając:
"a) Polecić LKSZ odpowiedzieć Polsce zgodą na prowadzenie rozmów i wysłanie do Polski w tym celu przedstawiciela LKSZ, nie wykluczając
możliwości wyjazdu towarzysza Cziczerina.
b) Zwrócić się do LKSZ z wnioskiem o wniesienie pod obrady Politbiura
bardziej konkretnej propozycji tematyki rozmów.
c) W trakcie rozmów nie rezygnować z zasady poprawienia [przebiegu]
granic pomiędzy ZSRR a Polską"168.
Na szczególną uwagę zwraca ostatni punkt uchwały Politbiura, ponieważ
wynika z niego, że sowieckie kierownictwo nie wykluczało rozmów z Polską
na temat granic. Prawdopodobnie chodziło o wyartykułowane w sierpniu
1924 roku przez Christiana Rakowskiego w Londynie pretensje ZSRR do
Galicji Wschodniej. Należy zauważyć, że kwestia graniczna nie była potem
poruszana w rozmowach dwustronnych, bo Sowieci zdawali sobie sprawę, że
postawienie jej doprowadziłoby do natychmiastowego fiaska rozmów z Polakami.
LKSZ zgodnie z decyzjami Biura Politycznego skonkretyzował swoje
stanowisko i postanowił zaproponować Polsce zawarcie paktu o nieagresji.
Wojkow 12 stycznia 1925 roku spotkał się z ministrem Skrzyńskim i w imieniu swojego rządu przedstawił propozycję zawarcia porozumienia
dwustronnego, zobowiązującego oba państwa do nieagresji i niewstępowania
do jakichkolwiek ugrupowań wrogich wobec drugiej strony. Zapowiedział,
że propozycję tę można uznać za rozwiązanie kwestii wzajemnych
stosunków. Sowiecki połpred, starając się uszczegółowić swoją ofertę,
powiedział: "umowa ta nie miałaby formy deklaracji, a formę opracowania
ogólnej zasady w odniesieniu do wszystkich kwestii koniecznych dla
podjęcia praktycznych decyzji". Minister Skrzyński wyraził jednak
wątpliwość, czy nie byłoby wygodniej rozpocząć od rozwiązania
konkretnych spraw, na przykład handlowych, a nie zaczynać od "ogólnej
zasady". Dodał jednak, że ma pełną świadomość znaczenia tej propozycji,
ale chciałby ją wszechstronnie przemyśleć i dopiero wtedy wrócić do
rozmowy z połpredem169.
Strona sowiecka w ten sposób odpowiedziała pozytywnie na propozycje
Skrzyńskiego przedstawione w grudniu za pośrednictwem Tenenbauma,
polegające na ofercie zawarcia "zasadniczej umowy" pomiędzy obydwoma
państwami. Uszczegółowiła jednak swoje stanowisko i zaproponowała, aby
jednym z jej elementów była klauzula o nieagresji170.
W Warszawie kilkumiesięczną odwilż w relacjach z Moskwą zaczęto
traktować jako swego rodzaju przesilenie. W notatce Oddziału II Sztabu
Generalnego przygotowanej na początku 1925 roku stwierdzono nawet, że
"obecną chwilę uważać należy za przełomową w stosunkach
polsko-sowieckich". Świadczyć o tym miały artykuły ukazujące się w sowieckiej prasie, których myślą przewodnią było wezwanie, aby oba
państwa połączyły "jak najbardziej trwałe, bliskie i przyjacielskie
relacje". W dokumencie tym zauważono, że jeszcze przed pół rokiem
niepodobna było myśleć o artykułach o takiej treści171.
Skrzyński kontynuował rozmowę z Wojkowem na temat paktu o nieagresji 28
stycznia 1925 roku i zaproponował, by rozmawiać na temat "porozumienia o nieagresji nie z jedną Polską, a z kilkoma krajami jednocześnie",
wyjaśniając, że chodzi mu o państwa, które brały udział w konferencji
moskiewskiej w grudniu 1922 roku. Potem dodał, że dobrze byłoby dołączyć
do tych państw również Rumunię. Wojkow odpowiedział, że nie ma
pełnomocnictw do rozmów na temat paktu wielostronnego. Skrzyński
zastrzegł jednak, że to tylko jego propozycja, której nie należy
traktować jako warunku dla prowadzenia dalszych rozmów, lecz jedynie
jako jedną z pojawiających się możliwości172.
A zatem już w styczniu 1925 roku polski rząd stopniowo wycofywał się ze
stanowiska, jakie w grudniu 1924 roku w Berlinie Tenenbaum przedstawił
Rajewskiemu. Najpierw pod znakiem zapytania postawił ideę ogólnego
porozumienia politycznego, a potem rozmów dwustronnych, wysuwając
zamiast tego postulat zawarcia paktu wielostronnego. Sytuację tę można
interpretować tylko w jeden sposób, a mianowicie taki, że Warszawa nie
chciała w owym czasie układać się z Moskwą. Prawdopodobnie oczekiwała na
efekty rozmów na temat paktu bezpieczeństwa pomiędzy Niemcami a mocarstwami zachodnimi, a jako główny cel stawiała sobie wzięcie udziału
na równych prawach w przyszłej konferencji poświęconej negocjacji tej
umowy. Zbyt szybkie porozumienie z Moskwą mogłoby osłabić pozycję
Warszawy w stosunku do Paryża i Londynu, co z pewnością spowodowałoby,
że polski rząd nie byłby w stanie bronić swoich interesów w trakcie
konferencji.
Sowieci kontestowali jednak pomysł paktu wielostronnego, ponieważ od lat
robili wszystko, ażeby Polska nie zajęła uprzywilejowanej pozycji w regionie bałtyckim. Zarzucali Warszawie - z charakterystyczną dla siebie
przesadą - dążenia hegemoniczne w stosunku do państw bałtyckich. Dlatego
Kopp w styczniu 1925 roku przesłał Wojkowowi następującą instrukcję:
"Nie zaostrzając nadmiernie sytuacji powinniście wyjaśnić Polakom, że z całą szczerością gotowi jesteśmy wyjść naprzeciw ich życzeniu
uregulowania naszych stosunków wzajemnych i stworzenia możliwie trwałego
modus vivendi z Polską, ale tylko pod warunkiem, że porozumienie
będzie mieć charakter dwustronny, że uwzględnione zostaną interesy obu
stron, a ustępstwa będą wzajemne. [...] Rozmowy powinny być rozpoczęte
możliwie szybko, by ewentualnie móc je spowolnić, abyśmy wcześniej mogli
porozumieć się z Niemcami na bazie podobnego dwustronnego sondażu. Po
zawarciu przez nas porozumienia z Polską Niemcy stracą jakikolwiek
bodziec dla przyjęcia naszych propozycji"173.
Instrukcja ta ujawnia strategię sowieckiej polityki traktatowej
realizowanej w najbliższych latach. Moskwa dążyła do zawarcia
porozumienia politycznego zarówno z Berlinem, jak i z Warszawą. Miała
jednak świadomość, że niemożliwe jest jednoczesne sfinalizowanie umów z obydwoma stolicami, więc z oczywistych względów dała pierwszeństwo
traktatowi z Niemcami. Dopiero po jego zawarciu mogła zacząć na serio
prowadzić rozmowy z Polakami.
Cziczerin, w trakcie spotkania z polskim posłem w Moskwie Stanisławem
Kętrzyńskim 1 lutego 1925 roku, odniósł się do rozmów Skrzyńskiego z Wojkowem. Powiedział, że z niecierpliwością czeka na raporty połpreda z Warszawy, "aby dowiedzieć się, czego właściwie chce Skrzyński; nie jest
dla mnie jasne, co oznacza pakt o nieagresji, gdyż najbardziej pokojowy
traktat pomiędzy nami oznacza, że wzajemnie zobowiązujemy się nie
napadać na siebie. Całkiem logiczna byłaby propozycja porozumienia o nieuczestniczeniu w kombinacjach skierowanych przeciwko drugiej stronie
lub o neutralności w przypadku wojny z trzecią stroną. Jest to logiczne
i zrozumiałe, ale nie rozumiem, jak można podpisać traktat, który składa
się tylko z tego, że nie chcemy się wzajemnie atakować. Przecież to jest
proste powtórzenie tego, co było już [zapisane] w traktacie pokojowym.
[...] my cały czas liczymy się z perspektywą tego wielkiego
porozumienia we wszystkich kwestiach, o którym na jesieni pisał do mnie
Skrzyński"174. Kętrzyński odpowiedział na to, że trzeba
rozpocząć od spraw mniejszych i iść krok po kroku do przodu.
Sowiecka dyplomacja na początku lutego 1925 roku wysłała do Warszawy
jasny sygnał, że porozumienie pomiędzy obydwoma państwami musi mieć
charakter dwustronny i całościowy. Jak wynika z wypowiedzi Cziczerina,
nie powinno ograniczać się do samej klauzuli o nieagresji. Dlatego Kopp
w wysłanej 6 lutego instrukcji dla Wojkowa polecił przekazać stronie
polskiej, że rząd sowiecki uważa za konieczne "kontynuować rozmowy na
bazie wyznaczonej w korespondencji Skrzyński-Cziczerin i w rozmowach
Tenenbaum-Rajewski" i "oczekuje ze strony polskiego rządu propozycji w duchu programu, który rozwijał Tenenbaum"175.
LKSZ zniecierpliwiony brakiem konkretnej odpowiedzi strony polskiej
przekazał 11 lutego 1925 roku posłowi Kętrzyńskiemu obszerne memorandum,
w którym streszczono dotychczasowy przebieg pertraktacji na temat umowy
politycznej i handlowej. Rozmowy na tematy polityczne podzielono na dwa
etapy. Pierwszy dotyczył propozycji Skrzyńskiego, podjętej wskutek
impulsu Koppa, polegającej na organizacji konferencji na szczycie z Cziczerinem (sierpień-grudzień 1924 roku), a drugi - zapoczątkowanych w grudniu przez Tenenbauma konsultacji na temat "zasadniczej umowy". LKSZ
stanął na stanowisku, że, jakkolwiek polski MSZ nie spieszy się z konkretyzacją rozmów, to propozycje Tenenbauma, złożone 12 grudnia w Berlinie, "mogą stać się poważną podstawą dla porozumienia pomiędzy
obydwoma stronami"176.
Skrzyński spotkał się z Wojkowem 13 lutego 1925 roku i tym razem
przedstawił bardziej koncyliacyjne stanowisko177. Stwierdził,
że chce nawiązania z ZSRR takich stosunków, które, jeśli nie byłyby
przyjaznymi, to co najmniej normalnymi w każdej dziedzinie.
Zadeklarował, że nie widzi niczego, co nie byłoby do przyjęcia w tym, co
zaproponował komisarz Cziczerin w rozmowie z posłem Kętrzyńskim. Nie
dostrzegł także przeszkód, aby dwustronne porozumienie, zawierające
klauzule o nieagresji i o neutralności, zapisać na papierze. Dodał przy
tym, że mogłoby ono zostać rozszerzone na kraje bałtyckie i na Rumunię.
Powiedział, że może wziąć na siebie sformułowanie na piśmie omawianych
unormowań. Na koniec spotkania polski minister, ściskając rękę połpreda,
miał go solennie zapewnić: "Moje zamiary wcale nie zmieniły się od
mojego listu do Cziczerina. Dopóki jestem odpowiedzialny [za sprawy
zagraniczne] i sprawuję swoją funkcję, Polska nie będzie narzędziem
ataku w niczyich rękach"178.
Wojkow, relacjonując tę rozmowę, stwierdził, że Skrzyński "starał się
zamanifestować, że na poważnie i w najbardziej konkretny sposób życzy
sobie ogólnego porozumienia"179. Nie ulega wątpliwości, że
polski minister podczas tej rozmowy wyraźnie zmodyfikował swoje
stanowisko, uznając za możliwe podpisanie ogólnego porozumienia
politycznego, zawierającego klauzule o nieagresji i o neutralności. Nie
upierał się przy tym, aby uzależnić jego zawarcie od rozszerzenia go na
państwa bałtyckie i Rumunię, jakkolwiek nie wykluczył takiej możliwości.
Sowiecki dyplomata tak tłumaczył to nagłe złagodzenie polskiego
stanowiska: "Skrzyński chce oczywiście uczepić się nas i dojść do
porozumienia z nami, jeśli wykluczona zostanie jakakolwiek możliwość
dogadania się z Anglią i Francją na temat gwarancji zachodnich
granic"180. Wojkow tego samego dnia, prawdopodobnie przed rozmową
ze Skrzyńskim, wysłał do Moskwy krótki szyfrogram181 na temat
intensywnych konsultacji polskiego MSZ z Londynem i Paryżem. Informował,
że polski minister czyni nadzwyczajne wysiłki, by zmusić Wielką
Brytanię, aby włączyła kwestię zachodniej granicy Polski do porozumienia
gwarancyjnego mocarstw zachodnich z Niemcami. Zauważył, że Skrzyński
jest bardzo zdenerwowany, bo uważa tę sprawę za prawie przegraną.
Diagnoza Wojkowa zdaje się dobrze oddawać intencje i motywacje polskiej
dyplomacji, ponieważ jej zainteresowanie porozumieniem z Moskwą
niewątpliwie było skutkiem postępującego zbliżenia mocarstw zachodnich z Berlinem. I dokładnie w tym punkcie oba państwa, Polska i Związek
Sowiecki, podobnie postrzegały swój własny interes. Rozmowy na temat
paktu bezpieczeństwa z jednej strony osłabiały sojusz polsko-francuski,
a z drugiej niemiecko-sowiecką współpracę strategiczną, a zatem w naturalny sposób popychały ku sobie oba kraje. W najbliższych latach
będzie można dostrzec swoistą zależność: im bliżej Londyn i Paryż
współpracować będą z Berlinem, tym lepsze będą stosunki pomiędzy Moskwą
a Warszawą. Tę konstelację zmieni dopiero polsko-niemiecka deklaracja o niestosowaniu przemocy z 26 stycznia 1934 roku.
Polski MSZ 20 lutego 1925 roku odpowiedział na memorandum LKSZ z 11
lutego182. Odnotował pewną zbieżność poglądów z Sowietami w odniesieniu do początku rozmów pomiędzy obydwoma państwami. Przyznawał,
że rozpoczęły się one z inicjatywy Koppa, który zasugerował
zorganizowanie konferencji polskiego ministra z sowieckim komisarzem,
poświęconej uregulowaniu kwestii spornych. Wskazał na różnicę zdań,
powstałą w trakcie pierwszych kontaktów sondażowych, dotyczącą sposobu
przygotowania spotkania na szczycie. Sowieci proponowali organizację
konferencji przygotowawczej, natomiast Polacy uważali, że warunki tego
spotkania mogą zostać omówione w Warszawie przez połpreda i w Moskwie
przez posła. Polskie stanowisko w tej sprawie zostało przedstawione
komisarzowi Cziczerinowi 23 września 1924 roku przez Wyszyńskiego i nie
zostało przez niego odrzucone. Obecnie rozmowy prowadzone są w obu
stolicach i - jak głosiło polskie memorandum - "posuwają się naprzód".
Polski MSZ zwrócił uwagę na fakt, że "osiągnięcie projektowanego
porozumienia politycznego, mającego za swój cel utrwalenie pokoju w Europie Wschodniej, z natury rzeczy nie może być łatwem, wobec różnicy
ustroju obu zainteresowanych Państw oraz istnienia całego kompleksu
związanych z niem interesów, w tej liczbie i rozbieżnych"183.
Z tego powodu nie powinno się przedwcześnie stwierdzać, że rokowania
zostały doprowadzone do logicznego końca i przerwane.
W memorandum podkreślono również, że rozmowa Tenenbauma z Rajewskim,
mimo iż była przeprowadzona za wiedzą i pozwoleniem Skrzyńskiego, miała
jednak "charakter prywatny" i nie może być wiążąca dla polskiego rządu.
Pomimo to MSZ uważa ją "za pożyteczną" i zgadza się zasadniczo z poglądem wyrażonym w sowieckim memorandum, że "najbardziej pożądane
porozumienie pomiędzy obu stronami powinno obejmować z jednej strony
umowę polityczną, skierowaną ku utrwaleniu pokoju, polegającą na
poszanowaniu i zagwarantowaniu interesów i bezpieczeństwa obu państw, z drugiej zaś strony układ ekonomiczny, mający na celu uregulowanie
współżycia gospodarczego obu krajów"184.
Wymiana memorandów potwierdziła wolę obu rządów dalszego prowadzenia
rozmów na temat porozumienia politycznego. Jednak nie sposób nie
zauważyć, że to strona sowiecka bardziej naciskała na realizację tego
przedsięwzięcia aniżeli polska. Wydaje się jednak, że na tym etapie
zarówno Warszawa, jak i Moskwa chciały przede wszystkim osiągnąć pewne
cele taktyczne związane z relacjami z mocarstwami i nie były gotowe do
zawarcia "zasadniczego" porozumienia.
Moskwa, chcąc zachować inicjatywę, nadal wykorzystywała Berlin jako
kanał sondażowy z Warszawą. W połowie lutego attaché prasowy
przedstawicielstwa ZSRR Stefan Rajewski poprosił o spotkanie radcę
polskiego poselstwa Mieczysława Sokołowskiego. Sowiecki dyplomata
ocenił, że propozycje ministra Skrzyńskiego dotyczące zawarcia paktu
wielostronnego oznaczają całkowite odrzucenie propozycji Moskwy i stwierdził: "ten zwrot w polityce polskiej nastąpił zupełnie
niespodziewanie i nie możemy zrozumieć, czemu to należy
przypisywać"185.
Skrzyński ustalił z Wojkowem, że kolejny krok w uzgodnieniach
dotyczących porozumienia powinien zostać dokonany podczas najbliższego
spotkania posła Kętrzyńskiego z komisarzem Cziczerinem, które odbyło się
23 lutego 1925 roku186. Dzień wcześniej Wojkow wysłał do LKSZ
szyfrogram, w którym poinformował, że Skrzyński nie przekazał mu
obiecanego projektu porozumienia187. Cziczerin i Kętrzyński
najpierw dokładnie omówili treść polskiego memorandum, a następnie
polski poseł przedstawił "pozytywne" propozycje polskiego rządu.
Stwierdził, że prowadzi on politykę pokojową i w jej ramach proponuje
rządowi sowieckiemu "zagwarantowanie terytorialnego status quo w Europie Wschodniej [...] mówiąc dokładniej [...] gwarancje w odniesieniu do granicy z Polską i państwami bałtyckimi"188.
Przekonywał przy tym, że wielkie mocarstwa starają się nastawiać kraje
bałtyckie przeciwko ZSRR. Cziczerin odpowiedział na to wątpliwościami,
zapytując, czy skoro tak trudno jest porozumieć się Polsce i ZSRR, to
należy rozszerzać rozmowy na inne strony. Dał też wyraźnie do
zrozumienia, że Moskwa nie potrzebuje pośredników w kontaktach z państwami bałtyckimi. Na koniec zaś jednoznacznie zadeklarował, że
sowiecki rząd nie widzi możliwości prowadzenia rozmów z Polską na temat
państw bałtyckich.
Jak widać z tej rozmowy, polski MSZ kolejny raz zmienił swoje
stanowisko. Jeszcze dziesięć dni temu Skrzyński w rozmowie z Wojkowem
wydawał się wyrażać zgodę na zawarcie dwustronnego "zasadniczego"
porozumienia, zawierającego zarówno klauzulę o nieagresji, jak również o neutralności. Tymczasem teraz Kętrzyński proponował układ, w którym
Sowieci daliby gwarancje odnośnie do granic Polski i państw bałtyckich.
To z oczywistych względów było nie do przyjęcia dla Moskwy, ponieważ
traktatowe potwierdzenie przez ZSRR porządku terytorialnego w Europie
Wschodniej doprowadziłoby do natychmiastowego zerwania z Berlinem. Ta
kwestia była zresztą bardzo wyraźnie podnoszona przez stronę niemiecką w rozmowach z Sowietami (patrz wyżej).
Motywy swoistego lawirowania Skrzyńskiego w rozmowach z Moskwą w pewnej
mierze tłumaczy jego instrukcja na temat stanu stosunków
polsko-sowieckich z początku marca 1925 roku189. Minister
przypomniał w niej, że zasadniczym celem polityki Warszawy jest
zachowanie pokoju, a przede wszystkim zagwarantowanie obecnego status
quo na całej zachodniej granicy ZSRR. Jednakowoż w polityce Moskwy
Skrzyński odnotował dwie sprzeczne tendencje:
"Głównym celem postępowania Rządu Sowieckiego w osobie jego czynników
bardziej aktywnych, w tej liczbie sfer, związanych z Międzynarodówką
komunistyczną, lewicy partyjnej i wojskowości, jest w stosunku do Polski
i pozostałych państw granicznych, dążenie do obalenia systemu
terytorialnego, na którego zachowaniu Polsce zależy, dla motywów bądź to
międzynarodowo-rewolucyjnych, jako dalszy krok w rozszerzaniu
międzynarodowego Związku Republik Sowieckich, bądź to skrycie lub
otwarcie nacjonalistycznych, jako zbieranie ziem rosyjskich lub
białoruskich i ukraińskich. Jednak niemniej liczne czynniki bardziej
państwowe niż partyjne, w tej liczbie sfery gospodarcze oraz dyplomacja
sowiecka dążą do jednoczesnego zachowania dzisiejszego układu sił wzdłuż
zachodniej granicy w jego dotychczasowym nie dość skonsolidowanym
systemie, jako pewnego minimum gwarantującego Rządowi Sowieckiemu spokój
od Zachodu i możność skoncentrowania sił do pracy wewnątrz kraju; słowem
w przeciwieństwie do sił, budujących pewien system aktywny i zaczepny
sfery gospodarcze i dyplomacja sowiecka starają się podtrzymać pozycje
obronne"190.
Powyższe dwie tendencje można - według ministra - odnaleźć również w polityce Sowietów w stosunku do Polski. Z jednej strony prowadzą oni
działania wywrotowe wśród mas robotniczych i chłopskich, a także
mniejszości narodowych zamieszkałych na Kresach. Z drugiej jednak zależy
im na tym, ażeby Polska nie brała udziału w jakichkolwiek
przedsięwzięciach mocarstw zachodnich wymierzonych przeciwko ZSRR.
Skrzyński był przekonany, że próby zrewolucjonizowania Polski okażą się
nieskuteczne, a obawy Sowietów przed wrogimi działaniami Zachodu
stanowić będą pretekst do wypracowania porozumienia pomiędzy Warszawą a Moskwą. Wskazał przy tym na znaczenie kwestii niemieckiej:
"Niebezpieczeństwa, grożące w bliskiej i dalekiej przyszłości Państwu
Polskiemu z Zachodu na skutek rozrostu Niemiec, i konieczność
skoncentrowania niemal całej energii Państwa dla ich uchylenia,
stwarzają dla takiego modus vivendi realną wartość polityczną, nawet
przy zachowaniu zupełnej świadomości tymczasowości jego
podstaw"191.
Skrzyński pozytywnie ocenił ostatnie pół roku w relacjach
polsko-sowieckich, ponieważ obydwie strony doszły do wniosku że
"porozumienie polityczne między niemi jest pożądane i możliwe do
osiągnięcia". Jednak na jego drodze stoi różnica poglądów dotycząca jego
formy. Sowiety chciałyby bowiem zawrzeć pakty gwarancyjne z każdym z państw graniczących z nimi na zachodzie z osobna. Dla Polski natomiast
dwustronny pakt "nie przedstawia wartości, ponieważ jest za mało
prawdopodobne, aby Rząd Sowiecki uznał za możliwe naruszenie systemu
terytorialnego swej granicy zachodniej w drodze bezpośredniego
pogwałcenia granicy polsko-związkowej. Natomiast stronie polskiej zależy
na wzmocnieniu zabezpieczenia granicy fińskiej, estońskiej, łotewskiej i rumuńskiej, gdyż stamtąd właśnie może przyjść najłatwiej atak
sowiecki"192. Ta zasadnicza rozbieżność utrudnia i oddala
możliwość kompromisu, ale zdaniem ministra nie czyni go całkowicie
niemożliwym, gdyż u jego podstaw są pewne wspólne interesy. Minister
podkreślił również, że w ciągu ostatniego półrocza udało się
wyeliminować przyczyny wielu incydentów, które do tej pory były chlebem
powszednim w stosunkach dwustronnych.
Instrukcja ta w dużej mierze wyjaśnia niekonsekwentną na pierwszy rzut
oka politykę Skrzyńskiego wobec Moskwy i pozwala zrozumieć jej
zmienność. Polski minister z jednej strony dążył do normalizacji
stosunków z ZSRR, gdyż była ona konieczna ze względu na coraz bardziej
wrogie relacje z Niemcami. Z drugiej strony jednak nie godził się na
podpisanie dwustronnego paktu gwarancyjnego, ponieważ był przekonany, że
jeśli Sowiety zechcą zmienić terytorialne status quo, to dokonają tego
nie na granicy z Polską, lecz z państwami bałtyckimi. Dlatego wartość
dla niego miało tylko porozumienie wielostronne.
Odprężenie w stosunkach dwustronnych napotykało jednak na poważne
przeszkody, związane z samą naturą sowieckiej polityki zagranicznej. W notatce193 powstałej w MSZ na początku marca 1925 roku
stwierdzono, że "stosunki polsko-sowieckie układają się na ogół mniej
pomyślnie, niżby się tego należało spodziewać". Winą za to obarczono
przede wszystkim Moskwę, która nie wykonywała zapisów traktatu ryskiego
i nadal prowadziła działalność wywrotową przeciwko Polsce. Skalę i skutki tej ostatniej dokument MSZ opisywał tymi słowy:
"Wejście w stosunki z Rosją Sowiecką pozwoliło Polsce na uniknięcie
poważniejszych konfliktów z tem państwem, ułatwiło jednak Sowietom, pod
pozorem akcji oficjalnej, finansowanie i popieranie akcji rewolucyjnej w Polsce. Wszelkiego rodzaju misje sowieckie, obok pracy, do której są
powołane, niewątpliwie prowadzą akcję podminowującą istnienie
demokracji, wykorzystując w tym celu nietykalność swoich lokalów i komunikacji. Jest to sytuacja nie tylko Polski, ale i szeregu innych
krajów.
Mimo świadomości tej podwójnej roli dyplomacji sowieckiej, będącej na
usługach i rządu i Międzynarodówki, Rząd Polski celowo nie zwraca uwagi
i pomija milczeniem popieranie przez nią akcji destrukcyjnej, a to w celu stworzenia podstawy dla porozumienia się między społeczeństwami
sowieckim i polskim. Taktyka ta dała już pewien, zresztą skromny,
rezultat. Niemniej przeto legalne kroki Rządu przeciw akcji
destrukcyjnej, nawet bez związku z popieraniem jej przez czynniki
sowieckie, utrudniają przebieg stosunków z Sowietami"194.
Nie powinno więc dziwić, że pomimo pewnej zbieżności
interesów195 obie strony nie były w stanie uzgodnić wstępnych
preliminariów porozumienia politycznego. Jakkolwiek Warszawa i Moskwa
nie uznały rozmów za zakończone, to powstała sytuacja patowa, która
trwała przez kilka następnych miesięcy. Sowieci próbowali ją przełamać w lipcu 1925 roku196, wykorzystując kontakty półoficjalne. Wracający
z Paryża do Warszawy Tenenbaum zatrzymał się 12 lipca w Berlinie, a Rajewski, który dowiedział się o tym, najwyraźniej przypadkowo od
Sokołowskiego, poprosił o spotkanie z Karolem Radkiem, który w owym
czasie należał do kierownictwa Kominternu. Radek zjadł z Tenenbaumem
kolację w towarzystwie Rajewskiego i Sokołowskiego, a następnego dnia
obiad197. W trakcie tych spotkań sowiecki rewolucjonista,
zastrzegając, że występuje jako osoba prywatna, przedstawił swoją
analizę położenia międzynarodowego:
"Niemcy nie miały zamiaru zawarcia takiego paktu [paktu bezpieczeństwa
z mocarstwami zachodnimi - przyp. K.R.]; propozycja niemiecka była
wywołana chęcią poróżnienia Anglii i Francji, czyli miała pierwotnie
charakter czysto taktyczny. Z chwilą gdy wydawało się prawdopodobnym, iż
Anglia i Francja dojdą do porozumienia w sprawie zawarcia paktu
jednostronnego (bez udziału Niemiec), co byłoby równoznaczne z anglo-francuskim sojuszem przeciwko Niemcom, Rzesza musiała uczynić coś,
co by takiemu sojuszowi przeszkodziło. Dlatego rząd niemiecki chętnie
przyjął sugestię angielską i złożył propozycję zawarcia paktu
dwustronnego, sądząc, że Francja nigdy się na to nie zgodzi i że jedynym
skutkiem będzie poróżnienie aliantów.
Rząd niemiecki zupełnie nie miał przy tym zamiaru poruszać w jakiejkolwiek bądź formie sprawy swoich granic wschodnich; stało się to
wyłącznie na skutek inicjatywy Londynu, który przez ową placówkę
berlińską poruszył sprawę granicy polsko-niemieckiej. Celem Anglii jest
wzmocnienie Niemiec i wciągnięcie ich w orbitę swych wpływów dla
zaszachowania Rosji Sowieckiej; po zabezpieczeniu Francji przy pomocy
paktu będzie Anglia dążyła do uzbrojenia Niemiec przeciwko Rosji; Polskę
Anglia gotowa jest poświęcić. [...]
Kwestia paktu przestała być dla Niemiec sprawą czysto taktyczną na
skutek niezmiernie zręcznej, zdaniem pana R. [Radka], noty Brianda.
Nota ta umożliwia dalsze rokowania i wciąga Niemcy mimo ich woli w realną pracę nad paktem. Szanse, iż pakt rzeczywiście dojdzie do skutku,
niezawodnie istnieją. Pan R. rozmawiał z p. Schubertem i pytał się tego
ostatniego, czego Niemcy się spodziewają po pakcie. Schubert odrzekł, iż
chodzi mu o ewakuację Nadrenii, a to nie ze względu na "cierpienia
ludności", lecz odwrotnie - z obawy, aby ludności tej pod panowaniem
alianckim nie było za dobrze. Nadrenia posiada stare sympatie do Francji
i gdyby okupacja się przedłużyła, istniałoby niebezpieczeństwo
całkowitego rozluźnienia więzów między tą prowincją a resztą Rzeszy.
Poza tym zawarcie paktu gwarancyjnego umożliwi przypływ nowych pieniędzy
z Ameryki; uzyskanie nowych kredytów amerykańskich oraz konsolidacja
starych jest nie tylko koniecznością gospodarczą dla Niemiec, wzrost
zainteresowania kół finansowych amerykańskich w dobrobycie Rzeszy ma
również wybitne znaczenie polityczne.
Stosunek Rosji Sowieckiej do paktu niemiecko-alianckiego jest całkiem
jednolity (wbrew pogłoskom) bezwzględnie negatywny. Rozumie ona, iż
chodzi tu o odciągnięcie Niemiec od Rosji i włączenie ich w grupę
mocarstw antysowieckich pod kierownictwem Anglii. Radek i Litwinow
oświadczyli rządowi niemieckiemu, że podpisanie paktu przez Niemcy stoi
w sprzeczności z duchem Rapallo i faktycznie unieważnia tę ostatnią
umowę"198.
Radek omówił również stosunki sowiecko-niemieckie, wyjawiając przy tym
kilka najbardziej skrywanych do tej pory tajemnic:
"Bezpośrednie graniczenie z Niemcami nie leży bynajmniej w interesie
Rosji, gdyż Niemcy mogą się stać narzędziem bloku kapitalistycznego. W tutejszym Auswärtiges Amt próbowano rozmawiać z przedstawicielami Rosji
na temat rozbioru Polski, jednakowoż przedstawiciele sowieccy zajmowali
wobec tych rozmów stanowisko odmowne, co Auswärtiges Amt tłomaczyło
sobie jako nieufność Rosji względem Niemiec oraz w ogóle jako niechęć do
wejścia na drogę szczerych rozmów.
"Times" zamieścił przed niedawnym czasem artykuł wskazujący na to, iż
uzbrojenie Niemiec jest koniecznością. Uzbrojenie to jest potrzebne dla
Anglii z jednej strony w tym celu, aby mieć możność zagrożenia Rosji
zbrojnym wystąpieniem Niemiec, zaś z drugiej strony w tym celu, aby mieć
możność szachować Francję"199.
Równie szczery był uczestniczący w tych rozmowach Rajewski, który
twierdził, że traktat z Rapallo jest "świstkiem papieru" i nie zawiera
żadnych zobowiązań dotyczących wspólnej polityki Niemiec i ZSRR w stosunku do Ligi Narodów. Wyjawił, że Moskwa i Berlin ustaliły, iż nie
zawrą z Warszawą układów handlowych, zanim nie powstanie traktat
sowiecko-niemiecki.
Radek zaznaczył również, że w reakcji na rozmowy Berlina z Londynem i Paryżem "[...] Rosja oświadczyła Niemcom, że przystąpienie Niemiec do
paktu bezpieczeństwa musi zmienić stosunek Rosji do Niemiec i że
konsekwencją będzie zbliżenie rosyjsko-polskie"200. Na
podstawie tych rozważań doszedł do kluczowego wniosku dotyczącego
stosunków polsko-sowieckich: "Polska jest potrzebna Rosji jako wał
ochronny"201. Poddał także myśl porozumienia polsko-sowieckiego,
które składałoby się z trzech punktów: po pierwsze, rezygnacji przez
Polskę ze świadczeń pieniężnych ze strony ZSRR, wynikających z traktatu
ryskiego, po drugie, polsko-sowieckiego paktu o nieagresji, który "by
pozwolił Rosji przesunąć swoje wojska na wschód, zaś umożliwił Polsce
skoncentrowanie swych sił w kierunku zachodu"202 oraz po trzecie,
legalizacji partii komunistycznej w Polsce.
Tenenbaum, odnosząc się do tych trzech punktów, stwierdził, zaznaczając
naturalnie, iż jest osobą prywatną, że traktat ryski winien pozostać
nienaruszalny, a Polska co najwyżej może zgodzić się na ułatwienie
spłaty wynikających zeń zobowiązań, na przykład przez rozłożenie ich na
wieloletnie nieoprocentowane raty. Legalizację partii komunistycznej
uznał za rzecz mało ważną i w ogóle się do niej nie odniósł. W kluczowej
sprawie porozumienia politycznego zaproponował zawarcie dwóch układów.
Po pierwsze, "paktu o nieinterwencji" na wypadek zorganizowania się
antysowieckiego bloku państw kapitalistycznych, a po drugie, paktu o nieagresji, do którego przystąpiłyby Rumunia i państwa bałtyckie.
Podkreślił, że zawarcie tej drugiej umowy warunkowałoby pierwszą.
Radek uznał, że Tenenbaum postawił sprawę "rozumnie" i zapewnił, że
"rozumie obawę Polski, iż Rosja może się załatwić z Rumunią i państwami
nadbałtyckimi, aby się potem wziąć do Polski, i że na tej podstawie
można mówić, że za parę dni jedzie on do Moskwy i sprawę tę w tym sensie
przedstawi. Zaznaczył, że w interesie Rosji leży utrzymanie państw
nadbałtyckich, dlatego że w razie zatargu z Anglią [ta] by nie mogła
blokować portów łotewskich i estońskich [...]. Co się tyczy Rumunii,
Radek powiedział, że dotychczas Rosji odpowiadał stan ani pokoju, ani
wojny. Obecnie jednak Rosja jest tak zaangażowana w Azji, że
uregulowanie tej sprawy dojrzewa. Jednak Rosja nie chciałaby sprzedawać
Besarabii za tanio. Zrobił dowcip, że jeżeli ktoś daje duże napiwki,
wywołuje posądzenie, że albo pieniądze ukradł, albo że jest w jakiejś
opresji i przynaglony kłopotami chce pozyskać przychylność służby. Otóż
Rosja nie jest w takiej sytuacji wobec Rumunii. Rosja obawia się
również, aby Anglicy nie zrobili z Rumunii bazy morskiej na Morzu
Czarnym i przeciwko temu musieliby się zabezpieczyć"203.
Radek przedstawił warunki przyszłych rozmów polsko-sowieckich.
Zaproponował, aby ze strony Polski prowadził je Stanisław Grabski, a z sowieckiej - Litwinow. Przedstawicielstwa w Warszawie i w Moskwie
powinny ustalić ich program, który jednak nie powinien zawierać zbyt
wielu punktów, bo przeszkodzi to osiągnięciu porozumienia. Rozmowy winny
się zacząć dopiero za kilka miesięcy, gdy ostatecznie wyjaśni się sprawa
pomiędzy Niemcami a Francją i Wielką Brytanią. Samo zaś zawarcie paktu
powinno dojść do skutku po ostatecznych decyzjach w sprawie paktu
zachodniego. Radek dodał również, że przed rozpoczęciem oficjalnych
rozmów należy przygotować prasę i opinię publiczną obu krajów.
Jakkolwiek w Sowietach nie istnieje opinia publiczna w takim samym
sensie jak w krajach kapitalistycznych, to konieczne jest uzyskanie dla
porozumienia aprobaty aparatu bolszewickiego.
W zaprezentowanej przez Radka ocenie sytuacji międzynarodowej z pewnością można dostrzec wiele celnych spostrzeżeń, jakkolwiek często
jednostronnych i przesadzonych. Niemiecka inicjatywa zawarcia paktu
bezpieczeństwa służyła nie tyle poróżnieniu Londynu z Paryżem, ile
raczej wykorzystania tego pierwszego do wsparcia niemieckich interesów.
Z drugiej strony Niemcy winny dążyć do porozumienia z Francją po to, aby
zakończyć okupację Zagłębia Ruhry i rozpocząć ewakuację poszczególnych
stref Nadrenii. Aby to przeprowadzić, musiały grać na specyficzną
równowagę w trójkącie Londyn-Paryż-Berlin, a nie na konflikty pomiędzy
mocarstwami zachodnimi. Nie ulegało oczywiście wątpliwości, że w tej
konstelacji relacje pomiędzy Brytyjczykami i Niemcami były bliższe niż
pomiędzy Francuzami i Niemcami, albowiem to Londyn był inicjatorem całej
tej gry. Z jego bowiem perspektywy było oczywiste, że nie da się
przywrócić równowagi na kontynencie bez włączenia Berlina do koncertu
mocarstw europejskich. Przesadą jednak była opinia Radka, zgodnie z którą Brytyjczykom chodziło o tworzenie w oparciu o Niemcy sojuszu
antysowieckiego. Intencją Londynu było raczej osłabienie ducha Rapallo i przeorientowanie polityki Berlina na bardziej prozachodnią. Zbyt
alarmistyczne były również ostrzeżenia Radka, sugerujące, że Brytyjczycy
chcieli "poświęcić" Polskę. Jednak generalnie rzecz biorąc, analiza
Radka była racjonalna. Pakt bezpieczeństwa, prowadząc do zbliżenia
Niemiec z Francją i Wielką Brytanią, rzeczywiście groził interesom ZSRR
i Polski w Europie Wschodniej. Stąd właściwą odpowiedzią nań winno być
zbliżenie pomię-dzy Polską i ZSRR. Dla Polski szczególnie interesujące
było stwierdzenie Radka, że poprawa stosunków polsko-sowieckich będzie
związana z odejściem od ducha Rapallo.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
W tej książce będę stosował nazewnictwo zgodnie z uzusem obowiązującym w Polsce w okresie międzywojennym. Konsekwentnie będę posiłkował się przymiotnikiem "sowiecki", a nie "radziecki" i korzystał z wyrażenia potocznego "Związek Sowiecki". Jedynym wyjątkiem będzie użycie skrótowca ZSRR, bo tak państwo sowieckie było wówczas nazywane oficjalnie; np. w polsko-sowieckim pakcie o nieagresji mówi się o "Związku Socjalistycznych Republik Rad" (zob. Dz.U., nr 115, poz. 951). Idę zatem śladami Stanisława Gregorowicza i Micha-ła Jerzego Zachariasa (zob. S. Gregorowicz, M.J. Zacharias, Polska-Związek Sowiecki. Stosunki polityczne 1925-1939, Warszawa 1995, s. 9). [wróć]
Zob. Grzegorz Łukomski, Niemiecki "Zły sąsiad" z perspektywy historycznej. Relacje niemiecko-rosyjskie a Polska 1914-1941, Łomianki 2019. [wróć]
Zob. Кантор Юлия, Волос Мариуш, Треугольник Москва-Варшава-Берлин. Очерки истории советско-польско-германских отношений в 1918-1939 гг, Санкт-Петербург 2011. [wróć]
Zob. Leon Grosfeld, Polskie aspekty stosunków niemiecko-sowieckich w okresie międzywojennym, Warszawa 1988. [wróć]
Zob. Олег Кен, Москва и пакт ненападения с Польшей (1930-1932), Санкт-Петербург 2003. [wróć]
Dla tematyki niniejszej książki szczególne znacznie mają trzy artykuły Olega Kena: "Alarm wojenny" wiosną 1930 roku a stosunki sowiecko-polskie, "Studia z dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej", t. XXXV, Warszawa 2000, s. 41-74; Stalin, Antonow-Owsiejenko i inni: sowiecka propozycja w sprawie paktu o nieagresji w 1930 roku, "Studia z dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej", t. XXXVIII, Warszawa 2003, s. 25-51; Карл Радек и Бюро международной информации ЦК ВКП(б), 1932-1934 гг., "Cahiers du monde russe, soviétique and post-soviétique", t. 44 (2003), nr 1, s. 135-177. [wróć]
Zob. Оксана Бабенко, Польско-советские отношения в 1924-1928 гг. От противостояния к сотрудничеству, Москва 2007. [wróć]
Zob. Marian Leczyk, Polityka II Rzeczypospolitej wobec ZSRR w latach 1925-1934. Studium z historii dyplomacji, Warszawa 1976. [wróć]
Zob. Wojciech Materski, Polska a ZSRR 1923-1924. Stosunki wzajemne na tle sytuacji politycznej w Europie, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1981. [wróć]
Zob. Stanisław Gregorowicz, Polsko-radzieckie stosunki polityczne w latach 1932-1935, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1982. [wróć]
Zob. Andrzej Skrzypek, Kronika koegzystencji: zarys stosunków polsko-radzieckich w latach 1921-1939, Warszawa 1982. [wróć]
Zob. Stanisław Gregorowicz, Michał Jerzy Zacharias, Polska-Związek Sowiecki. Stosunki polityczne 1925-1939, Warszawa 1995. [wróć]
Zob. Wojciech Materski, Na widecie. II Rzeczpospolita wobec Sowietów 1918-1943, Warszawa 2005. [wróć]
Zob. Mariusz Wołos, O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie kryzysu politycznego 1925-1926, Kraków 2013. [wróć]
Zob. Marian Wojciechowski, Stosunki polsko-niemieckie 1933-1938, Poznań 1965. [wróć]
Zob. Ralph Schattkowsky, Deutschland und Polen von 1918/19 bis 1925. Deutsch-polnische Beziehungen zwischen Versailles und Locarno, Frankfurt/M. 1994. [wróć]
Zob. Karlheinz Niclauss, Die Sowjetunion und Hitlers Machtergreifung. Eine Studie über die deutsch-russische Beziehungen der Jahre 1929 bis 1935, Bonn 1966. [wróć]
Zob. Martin Walsdorff, Westorientierung und Ostpolitik. Stresemanns Ru?landpolitik in der Locarno-Ära, Bremen 1971. [wróć]
Zob. Thomas Weingartner, Stalin und der Aufstieg Hitlers. Die Deutschlandpolitik der Sowjetunion und der Kommunistischen Internationale 1929-1934, Berlin 1970. [wróć]
Zob. Ernst Nolte, Der europäische Bürgerkrieg 1917-1945. Nationalsozialismus und Bolschewismus, Frankfurt/Main-Berlin 1989. [wróć]
Zob. Bogdan Musial, Kampfplatz Deutschland. Stalins Kriegspläne gegen den Westen, Berlin 2008. [wróć]
Zob. tenże, Na Zachód po trupie Polski, Warszawa 2009. [wróć]
Zob. Юлия Кантор, Заклятая дружба. Секретное сотрудничество СССР и Германии 20-30-х годов, Москва 2014. [wróć]
Zob. Сергей Случ, Германо-советские отношения в 1918-1941 годах: мотивы и последствия внешнеполитических решений (1), "Славяноведение" 1995, nr 6, s. 14-23; tenże, Германо-советские отношения в 1918-1941 годах: мотивы и последствия внешнеполитических решений (2) "Славяноведение" 1996, nr 3, s. 101-113 oraz tenże, Советско-германские отношения в 20-е - начале 30-х годов: внутри- и внешнеполитические детерминанты, "Studia Slavica-Polonica" (К 90-летию И.И. Костюшко), Москва 2009, s. 152-176. [wróć]
Zob. Andrzej Skrzypek, Nie spełniony sojusz? Stosunki sowiecko-niemieckie 1917-1941, Warszawa 1992. [wróć]
Zob. Mirosław Kłusek, Polityka Gustawa Stresemanna wobec ZSRR w latach 1923-1929, Toruń 2007. [wróć]
Na szczególną uwagę zasługują następujące zbiory dokumentów: Лубянка. Сталин и ВЧК-ГПУ-ОГПУ-НКВД. Январь 1922 - декабрь 1936, А.Н. Яковлев (ред.), В.Н. Хаустов, В.П. Наумов, Н.С. Плотникова (сост.), Москва 2003; Материалы "Особой папки" Политбюро ЦК РКП(б) - ВКП(б) по вопросу советско-польских отношений 1923-1944 гг., И.И. Костюшко (ред.), Москва 1997; На приеме у Сталина. Тетради (журналы) записей лиц, принятых И.В. Сталиным (1924-1953 гг.), A.A. Чернобаев (научный редактор), Москва 2008; Политбюро ЦК РКП(б)-ВКП(б) и Европа. Решения "особой папки". 1923--1939, Г. Адибеков, А.Д. Бьяджо, Ф. Гори, Е. Дундович, К. Конти, Л. Кошелева, М. Наринский, С. Понс, Ли Роговая, А. Филитов, О. Хлевнюк (сост.), Москва 2001; Политбюро ЦК РКП(б)-ВКП(б) и Коминтерн: 1919-1943 гг., Г.М. Адибеков, Ж.Г. Адибекова, Л.А. Роговая, К.К. Шириня (сост.), Москва 2004; Письма И.В. Сталинак В.М. Молотову. 1925-1936 гг., Сборник документов, Кошелева Л., Лельчук В., Наумов В., Наумов О., Роговая Л., Хлевнюк О. (сост.), Москва 1996; Советское руководство. Переписка. 1928-1941 гг., А.В. Квашонкин, Л.П. Кошелева, Л.А. Роговая, О.В. Хлевнюк (сост.), Москва 1999; Сталинское Политбюро в 30-е годы. Сборник документов, О.В. Хлевнюк, А.В. Квашонкин, Л.П. Кошелева, Л.А Роговая (сост.), Москва 1995. [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика и дипломатия Кремля, 1920-1941, Г.Н. Севостьянов (отв. ред.), Москва 2011. [wróć]
Zob. Советско-польские отношения в 1918-1945 гг. Сборник документов в 4-х томах, М.М. Наринский, А.В. Мальгин (общ. ред.), Москва 2017. [wróć]
Zob. Deutschland und die Sowjetunion 1933-1941. Dokumente aus russischen und deutschen Archiven, Slutsch Sergej, Tischler Carola (hrsg.), Bd. 1: 30. Januar 1933-31. Dezember 1934. Teilband 1: Januar 1933 - Oktober 1933, München 2014 oraz Deutschland und die Sowjetunion 1933-1941. Dokumente aus russischen und deutschen Archiven, Slutsch Sergej, Tischler Carola (hrsg.), Bd. 1: 30. Januar 1933 - 31. Dezember 1934. Teilband 2: November 1933 - Dezember 1934, München 2014. [wróć]
Zob. СССР-Германия. 1932-1941, С. В. Кудряшов (главный редактор), Москва 2019. [wróć]
Zob. Глазами разведки. СССР и Европа. 1919-1938 годы. Сборник документов из российских архивов, М. Уль, В. Хаустов, В. Захаров (ред.), Москва 2015. [wróć]
Zob. Przewrót majowy 1926 roku w oczach Kremla, Bogdan Musiał (red.), Jan Szumski (współpr.), Warszawa 2009. [wróć]
Zob. Geneza paktu Hitler-Stalin. Fakty i propaganda, Bogdan Musiał, Jan Szumski (red.), Warszawa 2012. [wróć]
Zob. Stanisław Patek. Raporty i korespondencja z Moskwy (1927-1932), Gmurczyk-Wrońska Małgorzata (wyd.), Warszawa 2010. [wróć]
Zob. Dokumenty do historii stosunków polsko-sowieckich 1918-1945, redaktor serii Mariusz Wołos (maszynopis); t. 1 1918-1926, Jan Jacek Bruski, Mariusz Wołos (redaktorzy tomu); t. 2 1926-1932, Piotr Głuszkowski (redaktor tomu); t. 3 1932-1939, Marek Kornat (redaktor tomu). [wróć]
Zob. Źródła do historii powszechnej okresu międzywojennego. Tom pierwszy: 1917-1926, Stanisław Sierpowski (wyd.), Poznań 1989, s. 252-253. [wróć]
Traktat z Rapallo nie cieszył się wielkim zainteresowaniem historyków, wskutek czego okoliczności jego zawarcia nie są do końca wyjaśnione. Jedną z przyczyn usprawiedliwiających ten stan rzeczy jest brak pełnej bazy źródłowej spowodowany świadomym niszczeniem dokumentów przez stronę niemiecką lub ograniczeniami dostępu do archiwów rosyjskich. W Niemczech powstała jedna licząca się monografia na ten temat autorstwa Horsta Günthera Linke (zob. H.G. Linke, Deutsch-sowjetische Beziehungen bis Rapallo, Köln 1970). Na podstawie niemieckich źródeł opisał on okres od zawarcia traktatu brzeskiego (marzec 1918) do traktatu z Rapallo (kwiecień 1922), który w jego ujęciu stał się jedynie kresem narracji, niezasługującym na miano wydarzenia epokowego, które nadało sens następującej po nim fazie współpracy niemiecko-sowieckiej. W tej sytuacji swoją wartość nadal zachowuje napisana w połowie lat 50. rozprawa Theodora Schiedera (zob. T. Schieder, Die Probleme des Rapallo-Vertrags. Eine Studie über die deutsch-russischen Beziehungen 1922-1926, Wiesbaden 1956), która, co oczywiste, zwraca uwagę nie ze względu na źródła, ale interpretację relacji niemiecko-sowieckich, doceniającą kwestię wpływu ideologii na politykę zagraniczną obu państw. Jeśli idzie o niemiecko-sowiecką współpracę wojskową, to na wyróżnienie zasługuje monografia Manfreda Zeidlera (zob. M. Zeidler, Reichswehr und Rote Armee 1920-1933. Wege und Stationen einer ungewöhlichen Zusammenarbeit, München 1994). Z ostatnich prac na ten temat trzeba odnotować obszerny artykuł Ewy Fleischhauer (zob. E.I. Fleischhauer, Rathenau in Rapallo. Eine notwendige Korrektur des Forschungsstandes, "Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte" 3/2006, s. 365-415). W języku polskim nie doczekaliśmy się monografii, która podjęłaby temat Rapallo. Jest to zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w okresie PRL kwestie współpracy sowiecko-niemieckiej w okresie międzywojennym miały raczej niecenzuralny charakter. Jerzy Krasuski w swojej monografii nt. stosunków polsko-niemieckich potraktował ów traktat bardzo pobieżnie (zob. J. Krasuski, Stosunki polsko-niemieckie 1919-1932, Poznań 1975, s. 16), jakkolwiek wcześniej poświęcił mu cały artykuł (zob. J. Krasuski, Wpływ traktatu w Rapallo na stosunki polsko-niemieckie, "Przegląd Zachodni", nr 3, 1961, s. 53-65). Sergiusz Mikulicz w ostatnim rozdziale swojej nadal wartościowej książki dosyć szczegółowo opisał kontekst oraz przebieg negocjacji w Genui i Rapallo opierając się na różnorodnych źródłach (głównie wspomnieniowych), nie wchodząc oczywiście w rozważania dotyczące współpracy niemiecko-sowieckiej skierowanej przeciwko Polsce (zob. Sergiusz Mikulicz, Od Genui do Rapallo, Warszawa 1966, s. 260-323). Temat ten nie był także specjalnie poruszany w okresie III RP. Wrócił do niego wspomniany wcześniej Jerzy Krasuski w podrozdziale swojej monografii dotyczącej polityki zagranicznej II RP (zob. J. Krasuski, Tragiczna niepodległość Polski 1918-1947, Toruń 2007, s. 74-76). Rapallo stosunkowo obszernie opisał Wojciech Materski w swojej pracy o stosunkach polsko-sowieckich, aczkolwiek za nierozstrzygniętą uznał kwestię rzekomych tajnych załączników (protokołów) dołączonych do tego traktatu (zob. W. Materski, Na widecie..., wyd. cyt., s. 157-168). W tej sytuacji nadal można polecić artykuł Jerzego Kumanieckiego, znawcy pierwszej fazy stosunków polsko-sowieckich (zob. J. Kumaniecki, Polski aspekt stosunków radziecko-niemieckich w 1922 r., "Przegląd Historyczny", t. LXXXI, 1990, zesz. 1-2, s. 139-150). Na uwagę zasługuje także artykuł Krzysztofa Fudaleja (zob. K. Fudalej, Współpraca Reichswehry i Armii Czerwonej przed 1933 rokiem - fakty a mity polskiej historiografii, "Dzieje Najnowsze", R. 49, z. 1[2017], s. 55-76), w którym autor niezwykle krytycznie ocenia dotychczasowe próby polskich historyków, mające na celu opisanie niemiecko-rosyjskiej współpracy wojskowej przed rokiem 1933. Główne zarzuty dotyczą wykorzystywania wyłącznie źródeł i opracowań w języku polskim, co prowadzi do "powtarzania i utrwalania błędnych informacji". Fudalej w szczególności dowodził, że traktat z Rapallo "wbrew wciąż powtarzanym w polskiej historiografii opiniom, nie zawierał żadnych tajnych klauzul wojskowych". [wróć]
Zob. Henryk Korczyk, Przyjęcie Niemiec i Polski do Rady Ligi Narodów w 1926 roku, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1986, s. 5-27 oraz P. Krüger, Die Aussenpolitik der Republik..., s. 259-264. [wróć]
Sowieci po rewolucji nie uznawali burżuazyjnych rang i stanowisk dyplomatycznych, dlatego szefów placówek nazywali "pełnomocnymi przedstawicielami", czyli w skrócie "połpredami". [wróć]
Документы внешней политики СССР. Том 7. 1 января - 31 декабря 1924 г.,Москва 1963, dok. nr 104, s. 198. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 201, s. 415-427. [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика и дипломатия Кремля, 1920-1941, Г.Н. Севостьянов (отв. ред.), Москва 2011, t. 1, dok. nr 178, s. 357-359. [wróć]
Tamże, dok. nr 180, s. 362-366. [wróć]
Zob. Akten zur deutschen Auswärtigen Politik (dalej cytowane jako ADAP), A, Bd. XI, dok. nr 91, s. 216-217. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 93, s. 219-220. [wróć]
Niemieckie ministerstwo spraw zagranicznych oficjalnie nosiło i po dziś dzień nosi nazwę Urzędu Spraw Zagranicznych (Auswärtiges Amt), stąd "AA" oznacza jego skrótową nazwę. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 95, s. 222-225. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 117, s. 289-290. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 144, s. 353-355. [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 185, s. 368. [wróć]
Tamże, dok. nr 187, s. 369-373. [wróć]
Tamże, s. 370-371. [wróć]
Tamże, s. 373. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 212, s. 517-520. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 230, s. 577. [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 213, s. 454-460 oraz ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 258, przyp. nr 2, s. 641. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 258, s. 641-642. [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 215, s. 461-462. [wróć]
Zob. Политбюро ЦК РКП(б-ВКП(б) и Европа. Решения "особой папки". 1923-1939, Г. Адибеков, А. Ди Бьяджо, Ф. Гори, Е. Дундович, К. Конти, Л. Кошелева, М. Наринский, С. Понс, Л. Роговая, А. Филитов, О. Хлевнюк (сост.), Москва 2001, dok. nr 22, s. 56-58. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 261, s. 646-650. [wróć]
Tamże, s. 649. [wróć]
Tamże. [wróć]
Tamże. [wróć]
Cziczerin zapisał propozycje przedstawione Brockdorff-Rantzauowi w następujący sposób: "ZSRR i Niemcy zobowiązują się nie wstępować ani do bloków politycznych, ani ekonomicznych, ani [nie zawierać] traktatów, porozumień lub kombinacji z państwami trzecimi przeciwko jednej z umawiających się stron. ZSRR i Niemcy zobowiązują się w przyszłości koordynować swoje działania w kwestii wejścia do Ligi Narodów lub wysłania obserwatora do Ligi Narodów". Zob. Советско-германские отношения 1922-1925 гг. Документы и материалы. В двух томах, Дёрнберг Сидр. (ред. коллегия), Москва 1977, t. 1, dok. nr 251, s. 389. [wróć]
Niestety, dysponujemy tylko fragmentami notatki Cziczerina z tego spotkania, opublikowanymi w jednym z przypisów do sowieckich dokumentów dyplomatycznych roku 1925. Można z nich wyczytać, że niemiecki ambasador, starając się wyjaśnić sens sowieckich propozycji, zauważył, że przypominają mu one Bismarckowski traktat z Rosją o tzw. zabezpieczeniu tyłów (zapewne chodziło mu o tzw. traktat reasekuracyjny z 1887 r.). Cziczerin nie do końca zgodził się z tym porównaniem, zauważając, że w tym historycznym przypadku rzeczywiście można mówić o zabezpieczeniu tyłów przy jednoczesnym sojuszu Niemiec z Austrią, natomiast w obecnym przypadku "chodzi o zabezpieczenie od frontu lub, wyrażając to innymi słowami, o gwarancje albo zobowiązanie do niewikłania się we wrogie kombinacje". Wyjaśnił dalej, że sowiecko-niemieckie porozumienie będzie polegać na tym, że w przypadku, jeśli Anglia stworzy jednolity front przeciwko ZSRR, to Niemcy nie wejdą do takiej koalicji, a z drugiej strony ZSRR nie wejdzie do koalicji Francji i Belgii przeciwko Niemcom. Z notatki komisarza wynika również, że przy okazji omawiania problemu nieagresji miał on zadeklarować, że "jesteśmy zawsze gotowi do zawarcia paktu o nieagresji z każdym państwem i że logicznie rzecz biorąc uważamy za w pełni możliwe mieć pakt o nieagresji równocześnie z Niemcami i Polską oraz z każdym innym państwem". W notatce niemieckiego ambasadora nie ma żadnego odniesienia do gotowości Sowietów do zawarcia paktu o nieagresji z Polską. Niestety, na podstawie opublikowanych fragmentów notatki Cziczerina nie sposób wskazać kontekstu, w jakim padło to stwierdzenie. Zastanawiać może, że Cziczerin, rozmawiając z Brockdorff-Rantzauem o warunkach rozbioru Polski, wspomina o zawarciu z nią traktatu o nieagresji. Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8. 1 января - 31 декабря 1924 г., Москва 1963, przyp. 69, s. 785-786. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 261, s. 647. [wróć]
Tamże. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 147, s. 364-368. [wróć]
Tamże, s. 367. [wróć]
Tamże. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 239, s. 601-612. [wróć]
Poglądy Wallrotha nie spotkały się z jednoznacznym przyjęciem w AA. Ambasador Brockdorff-Rantzau, zasadniczo godząc się z opisem zawartym w jego memoriale, podał w wątpliwość niektóre wnioski z niego płynące. Stwierdził, że nie jest on tymczasowym bilansem, lecz raczej "druzgocącym ostatecznym rozrachunkiem" (zob. tamże, przyp. nr 15, s. 612). [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 1, s. 3-5. [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 212, s. 447-454. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 10, s. 22-23. [wróć]
Tamże, dok. nr 64, s. 157. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 67, s. 163-168. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 90, s. 218-220. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 112, s. 270-274. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 115, s. 280-282. [wróć]
Tamże, s. 282. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 143, s. 351-355. [wróć]
Tamże, s. 353. [wróć]
Tamże, s. 355. [wróć]
Zob. ADAP, B, Bd. II/2, dok. nr 41, s. 98-99. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 139, s. 343-345. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 143, s. 352. [wróć]
Sowieci zgodnie z rewolucyjnym duchem czasu zrezygnowali z nazywania szefów swoich placówek dyplomatycznych "ambasadorami" lub "posłami", a tytułowali ich mianem "pełnomocnych przedstawicieli" (w skrócie "połpredów"). [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 150, s. 373-374. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 153, s. 380-381. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 182, s. 456-465. [wróć]
Tamże, s. 458. [wróć]
Tamże, s. 460. [wróć]
Tamże, s. 460-461. [wróć]
Tamże, s. 464. [wróć]
Tamże. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 208, s. 530-532. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 224, s. 579-581. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 229, s. 591-593. [wróć]
Por. notatkę z tego spotkania Brockdorff-Rantzaua w: ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 241, s. 618-621 oraz Litwinowa w: Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 231, s. 487-505 (do tej notatki załączono rosyjskie tłumaczenie memorandum Stresemanna z 19 marca 1925 roku i ekspertyzy AA na temat znaczenia dla Niemiec art. 16. paktu Ligi Narodów z 7 kwietnia 1925 roku). [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 231, s. 487-488. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 241, s. 619-620. [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 231, s. 491. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 241, s. 619. [wróć]
Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 231, s. 488. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 241, przyp. 6, s. 620. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 253, s. 656. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 258, s. 671-674. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 268, s. 705-709. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 271, s. 714-719. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 272, s. 719-723. [wróć]
Razwieduprem potocznie nazywa się IV Zarząd Sztabu Armii Czerwonej, czyli sowiecki wywiad wojskowy. [wróć]
Zob. Глазами разведки. СССР и Европа..., wyd. cyt., dok. nr 57, s. 179-186. [wróć]
Tamże, s. 181. [wróć]
Zob. Советско-германские отношения 1922-1925 гг. Документы и материалы. В двух томах, Дёрнберг С. и др. (ред. коллегия), Москва 1977, t. 2, dok. nr 294, s. 101. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 296, s. 103-104. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 54, s. 142-144. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 71, s. 181-184. [wróć]
Tamże, s. 181. [wróć]
Zob. Советско-германские отношения 1922-1925..., t. 2, dok. nr 301, s. 112-116. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 79, s. 198-206. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 99, s. 268-270. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 118, s. 319-324. [wróć]
Tamże, s. 320. [wróć]
Karol Radek pod koniec maja 1924 roku został usunięty ze składu Komitetu Centralnego WKP(b) wskutek walk frakcyjnych (był wówczas stronnikiem Trockiego); za pretekst posłużyło uczynienie go jednym ze współodpowiedzial-nych za klęskę nieudanego powstania komunistycznego w Niemczech na jesieni 1923 roku. Zob. Wolf-Dietrich Gutjahr, Revolution muss sein. Karl Radek - die Biographie, Köln-Weimar-Wien 2012, s. 618-627. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 120, s. 327. [wróć]
Tamże, dok. nr 139, s. 367. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 165, s. 436-437. [wróć]
Zob. tamże, przypis 5, s. 437. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 139, s. 369, nr 146, s. 388-390, nr 156, s. 414-415, nr 157, s. 415-420. [wróć]
Por. notatkę z tego spotkania Brockdorff-Rantzaua w: ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 186, s. 517-519 oraz Cziczerina w: Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 263, s. 556-560. [wróć]
Zob. Советско-германские отношения 1922-1925..., t. 2, dok. nr 320, s. 150-151. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 186, s. 517-519. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 205, s. 564-566. [wróć]
Szerzej na ten temat zob. w: Martin Walsdorff, wyd. cyt., s. 108-123. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 218, s. 600-602, oraz nr 264, s. 714-716. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XIV, dok. nr 2, s. 5-7. [wróć]
Por. notatki z tych rozmów Stresemanna w: ADAP, A, Bd. XIV, dok. nr 109 i 110, s. 284-296 oraz Cziczerina w: Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 301, 302 i 303, s. 636-642. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XIV, dok. nr 109, s. 284-291. [wróć]
Zob. tamże, s. 287-289. Cziczerin przedstawił ten wątek rozmowy w liście do Litwinowa z 2 października 1925 roku, którego kopię otrzymali również członkowie Politbiura, w tym Stalin, w następujący sposób: "Zreferowałem mu przebieg naszych rozmów z Niemcami. Przyznał mi całkowicie rację, że po złożeniu rzekomej propozycji Niemiec w sprawie porozumienia o redukcji rozmiarów Polski nagłe zniknięcie tej propozycji powinno wprowadzić nas w zdziwienie; ale dla samego Stresemanna była to nowość - ktoś się pomylił" (Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 301, s. 636-637). W kolejnym liście z 4 października do tych samych adresatów ludowy komisarz spraw zagranicznych raz jeszcze wrócił do tej sprawy: "O grudniowych propozycjach niemieckiego rządu dotyczących Polski mówiłem po to, by zilustrować zmianę kierunku niemieckiej polityki. W reakcji na moje słowa Stresemann wyraził największe zdziwienie i powiedział, że rząd niemiecki nie składał takich propozycji, i jeśli miałbym rację, to on w pełni zrozumiałby moje podejrzenia" (Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 302, s. 637-641). [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 110, s. 292-296. [wróć]
Zob. M. Walsdorff, wyd. cyt., s. 129. [wróć]
Raport posła K. Olszowskiego dla ministra A. Skrzyńskiego z 7 października 1925 roku, AAN, Delegacja RP przy Lidze Narodów w Genewie, sygn. 122. [wróć]
"Przegląd polityczny. Czasopismo poświęcone zagadnieniom polityki zagranicznej", Załącznik do zeszytu 4 tomu III, październik 1925 r., s. 39-40. [wróć]
Tamże, s. 48. [wróć]
Tamże. [wróć]
Zob. ADAP, A, Bd. XIV, dok. nr 167, s. 439-442. [wróć]
Zob. ADAP, B, Bd. II/1, dok. nr 15, s. 51-56. [wróć]
Zob. Sprawozdanie kierownika Referatu "Wschód" Sztabu Generalnego W. Jędrzejewicza z obrad Konferencji Rozbrojeniowej w Moskwie w dniach 2-12.12. 1922 r.; w: Dokumenty z dziejów polskiej polityki zagranicznej 1918-1939, t. I 1918-1932, Tadeusz Jędruszczak, Maria Nowak-Kiełbikowa (red.), Warszawa 1989, s. 229-234. [wróć]
Taki wniosek można wyprowadzić z następującego fragmentu tez przygotowanych w październiku 1924 roku dla ministra Mariana Seydy do rozmów z członkiem kolegium LKSZ Wiktorem Koppem: "Sprawa stosunku Polski do państw bałtyckich nie powinna być poruszana przez stronę polską, a w razie poruszenie jej przez Koppa powinna być z góry uchylona, podobnie, jak Polska nie ma zamiaru zapytywać Rosji o stosunki jej z Turcją lub z Niemcami. W razie jednak konieczności sprecyzowania tego stosunku niemożliwe jest deklarowanie désintéressement Polski w stosunku do ewentualnego pogwałcenia niepodległości Łotwy lub Estonii, niewskazana jest również drażniąca odpowiedź, że pogwałcenie granic tych państw Polska uważać będzie za casus belli. Jedyną odpowiedzią może być, że Polska nie deklaruje swego désintéressement w sprawie istnienia republik bałtyckich i nietykalności ich granic. Istnienie tych państw nie jest warunkiem sine qua non istnienia Polski, ale jest jedną z istotnych gwarancji tego istnienia. [...] W razie prób rozmów co do podziału Bałtyku na sfery wpływów (gdyby Kopp kontynuował sugestie Litwinowa i Cziczerina w stosunku do Skirmunta i Narutowicza), usiłowania te powinny być a limine odrzucone, gdyż taki podział wprawdzie mógłby zapewnić Rosji posiadanie Łotwy i Estonii, ale nie zapewniłby Polsce posiadania ani Litwy, ani Prus Wschodnich, bo opór Łotwy i Estonii w stosunku do komunistycznej Rosji byłby minimalny, a opór Litwy lub Prus Wschodnich w stosunku do Polski mógłby przekraczać pojemność naszych sił. Nadto podział Bałtyku na sfery wpływów jest diametralnie przeciwny tendencjom polityki angielskiej" (Tezy do rozmów ministra spraw zagranicznych RP M. Seydy z członkiem Kolegium Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych ZSRR W. Koppem, Warszawa, 23 października 1923 roku; w: Dokumenty z dziejów..., t. I, dok. nr 52, s. 245). [wróć]
Knoll tak oto przedstawił treść złożonej mu oferty: "[...] Radek w sposób niezobowiązujący oświadcza gotowość omawiania z polskimi czynnikami rządowymi spraw niemieckich na następujących podstawach: 1. Na wypadek rewolucji w Niemczech Rosja godziłaby się na oderwanie całokształtu Prus Wschodnich od Niemiec i na takie czy inne połączenie ich z Polską. 2. Polska nie przejawiałaby zakusów na żadne inne terytoria niemieckie. 3. Polska dałaby, niezależnie od wszelkich umów handlowych czy specjalnie tranzytowych, natychmiastowy tranzyt dla zboża z Rosji do Niemiec. 4. Polska podjęłaby się poczynienia przedstawień Francji, aby ta ostatnia zachowała się w stosunku do walczących ze sobą stron w Niemczech neutralnie" (Raport posła RP w Moskwie R. Knolla do Ministra Spraw Zagranicznych RP M. Seydy na temat stosunków radziecko-niemieckich. Moskwa, 20 sierpnia 1923 roku; w: Dokumenty z dziejów..., t. I., dok. 50, s. 239-240). W tezach do rozmowy ministra Seydy z Koppem, która odbyła się 28 października 1923 roku, urzędnicy polskiego MSZ proponowali, aby minister w razie nawiązania przez swojego rozmówcę do propozycji Radka odpowiedział w następujący sposób: "Rozmowy na temat stosunku Polski do zagadnienia Gdańska i Prus Wschodnich, które w nieoficjalnej formie były prowadzone przez Radka z posłem Knollem, nie powinny znaleźć żadnego oddźwięku w rozmowach oficjalnych z Koppem, gdyż zawsze zachodziłaby możliwość, że Sowiety zużyją te rozmowy w charakterze argumentu skierowanego przeciw Polsce (Tezy do rozmów..., s. 245-246) [wróć]
Zob. О.В. Бабенко, Польско-советские отношения в 1924-1928 гг. От противостояния к сотрудничеству, Москва 2007, s. 77 (korzystam z elektronicznej wersji tej książki, otrzymanej od autorki). [wróć]
Przedstawienie genezy polsko-sowieckiego paktu o nieagresji jest niezwykle utrudnione przede wszystkim z powodu braku polskich dokumentów dyplomatycznych na ten temat. Jednym z wyjątków jest wyżej wzmiankowany list ministra Skrzyńskiego z 22 sierpnia 1924 roku do Cziczerina, opublikowany w zbiorze sowieckich dokumentów dyplomatycznych. Dlatego rekonstrukcja początków polsko-sowieckich rozmów na temat ogólnego porozumienia politycznego musi opierać się przede wszystkim na opublikowanych w latach 60. sowieckich zbiorach dokumentów, co do których kompletności można mieć poważne wątpliwości. Niestety, w wydanym ostatnio w Moskwie czterotomowym zbiorze Советско-польские отношения в 1918-1945 гг. nie opublikowano w ogóle żadnych dokumentów z lat 1924-1925, co może być związane z tym, że w tym okresie Niemcy i Sowieci rozmawiali na temat rozbioru Polski. Notabene w zbiorze Советско-германские отношения 1922-1925 гг. Документы и материалы, wydanym w Moskwie w roku 1977, nie ma żadnego dokumentu odnoszącego się do sowiecko-niemieckich rozmów na temat kwestii polskiej z tego okresu, a w najnowszym zbiorze dokumentów dotyczącym stosunków sowiecko-niemieckich pt.: Москва-Берлин: политика и дипломатия Кремля, 1920-1941 jest ich jedynie kilka [zob. np. Москва-Берлин: политика и дипломатия Кремля, 1920-1941, Г.Н. Севостьянов (отв. ред.), Москва 2011, t. 1, dok. nr 213, s. 454-460]. To wszystko powoduje, że przedstawiona tutaj geneza może być niekompletna i w wielu miejscach może mieć hipotetyczny charakter. [wróć]
Zob. Dokumenty do historii stosunków polsko-sowieckich 1918-1945, Mariusz Wołos (redaktor serii), t. 1 1918-1926, Jan Jacek Bruski, Mariusz Wołos (redaktorzy tomu), telegram szyfrowy chargé d'affaires w Moskwie do MSZ w sprawie wznowienia negocjacji polsko-sowieckich i kandydatury nowego posła w ZSRS, Moskwa, 9 sierpnia 1924 r. Ponieważ dzięki uprzejmości redaktorów tego wydawnictwa korzystam z jego wersji maszynopisowej, to nie mogę podać ani numeru, ani strony omawianego dokumentu. Dlatego cytując go, wskazuję tylko na numer tomu, dokładną nazwę dokumentu i datę dzienną jego powstania. [wróć]
Zob. tamże, list ministra spraw zagranicznych do komisarza ludowego spraw zagranicznych ZSRS o nominacji pełnomocnego przedstawiciela Związku Sowieckiego w Warszawie, Warszawa, 22 sierpnia 1924. [wróć]
Zob. Политбюро ЦК РКП(б)-ВКП(б) и Европа..., dok. nr 15, s. 50. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 15, przyp. 1, s. 50. [wróć]
Zob. Документы внешней политики СССР. Том 7. 1 января - 31 декабря 1924 г, Москва 1963, dok. nr 210, s. 438-441. [wróć]
Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8. 1 января - 31 декабря 1925 г, Москва 1963, dok. nr 62, s. 132. [wróć]
Zob. Dokumenty i materiały do historii stosunków polsko-radzieckich, Deruga Aleksy i in. (red.), t. IV (kwiecień 1921 - maj 1926), Warszawa 1965, dok. nr 238, s. 358-359. [wróć]
Zob. Mariusz Wołos, O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie kryzysu politycznego 1925-1926, Kraków 2013, s. 29-32. [wróć]
Zob. Документы внешней политики СССР. Том 7..., dok. nr 284, s. 573-574. [wróć]
Zob. Dokumenty i materiały..., t. IV, dok. nr 247, przyp. 1, s. 370. [wróć]
Cytuję za О.В. Бабенко, Польско-советские отношения..., s. 80. [wróć]
Rosyjska badaczka Oksana Babienko postawiła tezę, że za misją Tenenbauma stały "handlowo-przemysłowe kręgi w Polsce". Zob. О.В. Бабенко, Польско-советские отношения..., s. 81. [wróć]
Oksana Babienko pisała, że sowiecka dyplomacja informowała niemiecką o przebiegu polsko-sowieckich rozmów na temat porozumienia politycznego na przełomie 1924 i 1925 roku, by w ten sposób wpłynąć na prowadzone równolegle negocjacje z Niemcami. Nie wynika to jednak ani z dokumentów niemieckich, ani z sowieckich. W rzeczywistości Sowieci kilkakrotnie wspomnieli Niemcom w bardzo ogólny sposób o możliwości porozumienia z Polską, jednak za każdym razem zaprzeczali faktowi konkretnych rozmów na ten temat. Krótko mówiąc, nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w owym czasie skrzętnie ukrywali przed Niemcami fakt prowadzenia negocjacji na temat porozumienia politycznego z Polską. Zob. О.В. Бабенко, Польско-советские отношения..., s. 99. [wróć]
Политбюро ЦК РКП(б)-ВКП(б) и Европа..., dok. nr 15, przyp. nr 1, s. 50-51. [wróć]
Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8..., przyp. 35, s. 771-772. [wróć]
Wojciech Materski i Małgorzata Gmurczyk-Wrońska stwierdzili, że Wojkow złożył propozycję paktu o nieagresji wcześniej, a mianowicie już w listopadzie 1924 roku. Niestety, nie przedstawiają dowodów na poparcie tej tezy. Gmurczyk-Wrońska wskazuje na źródło, które jej nie potwierdza (zob. M. Gmurczyk-Wrońska, Negocjacje polsko-sowieckie o pakt o nieagresji w roku 1927 i w latach 1931-1932, "Dzieje Najnowsze", Rocznik XLIV, 2012/3, s. 21), natomiast Materski albo w ogóle nie odwołuje się do żadnego dokumentu źródłowego (zob. W. Materski, Na widecie..., wyd. cyt., s. 275), albo wskazuje na źródło, które nie potwierdza jego stwierdzeń (zob. W. Materski, Polska a ZSRR 1923-1924. Stosunki wzajemne na tle sytuacji politycznej w Europie, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1981, s. 330). Podobnego zdania był również Wiesław Balcerak, który napisał, że Sowieci wyszli z propozycją paktu o nieagresji "na jesieni" 1924 roku, jednak i on odnosi się do dokumentu, który nie potwierdza jego tezy (zob. W. Balcerak, Polityka zagraniczna Polski w dobie Locarna, Wrocław-Warszawa-Kraków 1967, s. 64). Wydaje się jednak, że Sowieci nie mogli przedstawić tej propozycji w listopadzie, gdyż dopiero w grudniu Biuro Polityczne wydało LKSZ polecenie, aby uszczegółowiło stanowisko sowieckie w stosunku do Polski (patrz wyżej). [wróć]
Zob. Dokumenty do historii stosunków polsko-sowieckich 1918-1945..., t. 1, wyd. cyt., komunikat informacyjny Oddziału II Sztabu Generalnego na temat stosunków polsko-sowieckich, 1 stycznia 1925. [wróć]
Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8..., dok. nr 47, s. 104-106. [wróć]
Cytuję za О.В. Бабенко, Польско-советские отношения..., s. 85. [wróć]
Документы внешней политики СССР. Том 8..., dok. nr 49, s. 112. [wróć]
Zob. tamże, przyp. nr 45, s. 774. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 62, s. 128-134. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 68, s. 150-155. [wróć]
Tamże, s. 155. [wróć]
Tamże, s. 152. [wróć]
Tamże, s. 150. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 67, s. 149. [wróć]
Zob. Dokumenty do historii stosunków polsko-sowieckich 1918-1945..., t. 1, wyd. cyt., memorandum MSZ dla Komisariatu Ludowego Spraw Zagranicznych na temat stosunków polsko-sowieckich w ostatnim roku, Warszawa, 20 lutego 1925 r. [wróć]
Tamże. [wróć]
Tamże. [wróć]
Zob. Przed Lokarnem. Archiwalne dokumenty z historii stosunków polsko-radzieckich w okresie Lokarno, Łopatniuk Stanisław; w: "Z dziejów stosunków polsko-radzieckich. Studia i materiały", t. VI, Warszawa 1970, s. 249. [wróć]
Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8..., dok. nr 73, 158-162. [wróć]
Zob. tamże, dok. nr 72, s. 158. [wróć]
Tamże, dok. nr 73, s. 160. [wróć]
Zob. Dokumenty do historii stosunków polsko-sowieckich 1918-1945..., t. 1, wyd. cyt., instrukcja ministra spraw zagranicznych dla placówek dyplomatycznych na temat stanu stosunków polsko-sowieckich w ostatnim półroczu, Warszawa, 3 marca 1925 r. [wróć]
Tamże. [wróć]
Tamże. [wróć]
Tamże. [wróć]
Tamże, notatka (Wydziału Wschodniego MSZ?) podsumowująca rozwój stosunków polsko-sowieckich, 4 maja 1925 r. [wróć]
Tamże. [wróć]
Polska dyplomacja dostrzegała zagrożenia związane z ewentualnym sojuszem sowiecko-niemieckim, ale zakładała, że można je będzie odsunąć, o ile Moskwa kierować się będzie własnymi interesami, a Warszawa wskutek porozumień z innymi państwami europejskimi mieć będzie nad nią wyraźną przewagę militarną. Myśl ta znalazła się w aide-mémoire z 28 marca 1925 roku przygotowanym w polskim MSZ: "Jeżeli chodzi zatem o przeciwdziałanie akcji niemieckiej, mającej na celu skłonienie Rosji do wywołania konfliktu z Polską w interesie niemieckim, to można bez zbytniego optymizmu twierdzić, że są widoki na skuteczność tego rodzaju zabiegów. Moment bowiem bezpośredniej grozy, moment, w którym Polska musiałaby wybierać pomiędzy wojną na dwa fronty a utratą części zachodnich województw lub też moment, w którym izolowana Polska nie mogłaby przeciwstawiać dyplomatycznej presji nawet ze strony zaprzyjaźnionych państw i przyjąć jakiś niedogodny dla siebie arbitraż, nie wydaje się aktualny, a przynajmniej nie byłby nim, gdyby można było mieć pewność, że polityka Rosji Sowieckiej będzie kierowana wyłącznie interesem imperialnym rosyjskim lub też interesami komunizmu. Należy jednak podkreślić, że liczenie na współdziałanie z nami interesu rosyjskiego stanowi najsłabszy choć bez wątpienia realny punkt w naszym rachunku, bo polityką grup, państw i narodów kieruje i kierować będzie obok momentu rozumowego, a nawet ponad nim moment uczuciowy i podświadomy. Polskę i Rosję łączą rzeczywiście interesy, interesy tak realne i tak doniosłe, że nie potrzeba ich istnienia specjalnie udowadniać, więcej nawet można powiedzieć, że uzgodnienie w imię wspólnych interesów polityki polskiej z rosyjską, uczciwie pojęty i dotrzymany układ oddałby Słowianom bez wysiłku, bez wytoczenia kropli krwi panowanie nad światem europejskim i azjatyckim; z konstelacją polsko-rosyjską mogłyby się równać na kuli ziemskiej tylko imperium brytyjskie i Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Ale Polskę i Rosję łączy, niestety, tylko interes, dzieli je zaś to wszystko, co stanowi treść duszy człowieka i społeczeństwa. Dzieli je religia, kultura, ustrój społeczny, a nade wszystko historia, czynniki potężne i rozstrzygające zawsze, więcej zaś niż kiedykolwiek w epoce demokratycznej, która świadomie lub naiwnie gotowa się z nimi nie liczyć. Przeszłości swej żaden naród jeszcze nie potrafił się wyrzec i na nowo bieg swych dziejów rozpocząć. Historia ciąży brzemieniem na barkach ludzkości i prowadzi ją torami wytkniętymi przez wymarłe pokolenia. Rewolucje są dla niej tylko epizodami, wysiłek jednego pokolenia w oczach dziejów przedstawia ułamek wysiłków ogółu pokoleń poprzednich, ułamek, którego licznik przedstawia się jako jedynka, mianownik zaś jako suma pokoleń minionych, które żyły już życiem historycznym. Polityka Iwanów i Piotrów, polityka Mikołajów i Katarzyn będzie zawsze współczynnikiem polityki rosyjskiej nawet Rosji Sowieckiej, będzie dyktować pociągnięcie Cziczerinym, w jeszcze wyższej mierze wszystkim dyplomatom i politykom rosyjskim nierosyjskiego pochodzenia, którzy w decydujących chwilach właśnie przez kurczowe trzymanie się różnych testamentów, różnych carów będą mogli obmyć i rozgrzeszyć plamę swej nierosyjskiej krwi. Otóż tezą przewodnią rosyjskiej polityki już od końca XV stulecia jest, że na płaszczyźnie sarmackiej jest miejsce tylko na jedno państwo, że słońcem tego państwa musi być Moskwa, że Rosja musi mieć wyjście na oba morza i przegrodą w dostępie do nich jest właśnie Polska, że wreszcie każda silna Polska uniemożliwia Rosji zajęcie należnego jej miejsca wśród państw europejskich, że wszelka unia i porozumienie z Polską oznacza równocześnie oddanie Polsce supremacji w świecie słowiańskim, skazując Rosję na rolę państwa azjatyckiego. Dlatego też polityka Polski wobec Rosji nie może być nigdy dość ostrożna, ani obserwacja dość czujna. Do ugody i porozumienia z Polską może skłonić Rosję obok zrozumienia interesów własnych, które należy z naszej strony odpowiednio propagować, przede wszystkim świadomość polskiej siły, bezwzględnej polskiej przewagi militarnej i jej oparcie o solidarną w niechęci do komunizmu Europę" [Zob. Marek Kornat, Memorandum programowe polskiego MSZ z 1925 r. (w związku z rokowaniami lokarneńskimi), "Zeszyty Historyczne" nr 168, Paryż 2009, s. 210-211]. [wróć]
Na początku lipca 1925 roku Feliks Dzierżyński, przewodniczący OGPU i Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej ZSRR, przygotował dla Politbiura wytyczne służące wspieraniu pojawiającej się w Polsce tendencji ku zbliżeniu z ZSRR. Zauważył, że w ostatnim czasie w Polsce doszło do reorientacji polityki w stosunku do Sowietów, ponieważ Warszawa zrozumiała, że "jej najbardziej niebezpiecznym i najważniejszym wrogiem nie jest ZSRS, lecz Niemcy". Przeszkodą w realizacji nowego kursu są - zdaniem Dzierżyńskiego - "stare tendencje patriotyczne" i "strach przed niebezpieczeństwem bolszewickim". Z tego powodu szef OGPU zaproponował realizację następujących przedsięwzięć, aby wesprzeć w Polsce tendencję ku zbliżeniu: "1. Koniecznym jest podjęcie w Polsce intensywnej i szeroko zakrojonej pracy na rzecz pogłębienia oraz popularyzacji idei zbliżenie gospodarczego między ZSRS i Polską. 2. Należy inspirować polską opinię publiczną w kwestiach politycznych w pożądanym dla nas kierunku. 3. W odpowiedni sposób urabiać i wpływać na polską radykalną inteligencję, chłopstwo oraz nurty lewicowe. 4. Prowadzić robotę na rzecz dezorganizacji prowojennej kliki (Piłsudski) poprzez jej wewnętrzny rozkład. 5. Wykorzystać będące w naszym posiadaniu materiały na temat działalności prowojennej kliki zmierzającej do prowokacyjnego zerwania pojawiającego się zbliżenia między ZSRS i Polską. 6. Powołać towarzystwo zbliżenia kulturalnego między ZSRS i Polską. 7. Zbliżenie gospodarcze uczynić w sposób praktyczny bardziej trwałym. W tym kierunku Komisariat Ludowy Handlu Zagranicznego powinien określić konkretną linię. 8. Powołać lub też nabyć w Polsce organ prasowy dla realizacji przyjętej linii". (Dokumenty do historii stosunków polsko-sowieckich 1918-1945..., t. 1, wyd. cyt., pismo przewodniczącego Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej i Zjednoczonego Państwowego Zarządu Politycznego do Biura Politycznego CK RKP(b) zawierające wytyczne na temat polityki wobec Polski, Moskwa, 4 lipca 1925 r.) [wróć]
Zachowały się cztery relacje z rozmów H. Tenenbauma z K. Radkiem w dniach 12 i 13 lipca 1925 roku w Berlinie: pierwszą jest raport posła RP w Berlinie K. Olszowskiego dla ministra A. Skrzyńskiego z 13 lipca 1925 roku, drugą - raport H. Tenenbauma dla premiera Wł. Grabskiego z 15 lipca 1925 roku, trzecią - notatka radcy poselstwa RP w Berlinie M. Sokołowskiego dla ministra A. Skrzyńskiego z 16 lipca 1925 roku, a czwartą - pismo posła RP w Berlinie K. Olszowskiego do ambasadora RP w Paryżu A. Chłapowskiego z 20 lipca 1925 roku. Relacjonując te rozmowy starałem się wybrać najważniejsze elementy stanowiska przedstawionego przez Radka. Notatki te zostały opublikowane przez Stanisława Łopatniuka w: S. Łopatniuk, Przed Lokarnem. Archiwalne dokumenty z historii stosunków polsko-radzieckich w okresie Lokarno; w: "Z dziejów stosunków polsko-radzieckich. Studia i materiały", t. VI. Warszawa 1970, s. 250-258. [wróć]
Zob. Przed Lokarnem..., s. 256. [wróć]
Tamże, s. 250. [wróć]
Tamże, s. 253. [wróć]
Tamże, s. 253. [wróć]
Tamże, s. 250. [wróć]
Tamże, s. 254. [wróć]