Własny charakter pisania...
Jakże długo nie zgadzałam się z tym pisaniem!
Ale nie zgadzamy się często tylko z tym co tak bardzo JEST
Co nas potrąca, dotyka, zaczepia...
Poematy JAROSŁAWA WOJCIECHOWSKIEGO są i zaczepiają...
Wydana właśnie triada: PIKTOGRAMY I - II - III, pozwalają prześledzić etapy kolejnych intelektualnych przesileń AUTORA: kontestatora - myśliciela - i tego który widzi...Więcej aniżeli krzykiem i buntem tylko.
Może to głos dojrzewania? Jego słowa cichną, pokornieją - stają się "królewską sługą" prawdy. Tej wyrastającej ponad niedostatki indywidualnej egzystencji i doświadczenia.
Dane mi było być świadkiem tych przeistoczeń.
Trzy PIKTOGRAMY - trzy lustra w których AUTOR ogląda swoją twarz, a ja rozpoznaje ten sam (choć nie taki sam) charakter pisma...
Bo ładunek emocji - ten lont zapalonego ducha, trwa, ale nad paleniskiem czuwa AUTOR.
Już świadomy. A świadomość rzuca nas w rozleglejsze krainy emocji i przestrzeni.
Tam krzyk milknie i bywa zaledwie zbłąkanym, pełzającym ogniem...
Piktogramy I
Wyrastają jeszcze z nurtu młodzieńczej niezgody jakby "plakatowe" od krzyku. Autor dokonuje sądu - nad nowy światem naszej rzeczywistości
z jego fałszywymi "apostołami"
z jego zatrutym smakiem wolności...
"...już ćpuny sejmowe się zbierają
gadają slangiem zaczarowanym
- o tym i owym
w szczególności owym..." (P I str. 17)
a gniew niezgody czujemy czytając dalej
"...wyścig już ruszył
bieg szczurów rozpoczęty
a ja i my
nie z tej sztuki
czy wyklęci..." (P. I str. 24)
I toczy - nieustanną rozmowę ze złem...Może to tylko szept - pokusa złego, kiedy słyszy:
"...nie ma żadnej Góry Oliwnej
nie ma żadnego Boga
jestem tylko ja (zły - dopisek mój)
i nikt poza tym..."
PIKTOGRAMY I - napisane zostały "manierą" snu, zamglonej jawy - wciąż zmieniającej się scenerii:
wewnętrznego monologu - dialogu AUTORA...
Towarzyszy on całej triadzie utworów.
W tej walce ze z ł e m, czytamy jednak:
"...bo wybaczyć
- to zwyciężyć
zło i wszelakie draństwo
ustawić do pionu..."
I dalej:
"...wyruszam
dzisiejszego dnia
do tej myśliciela
- pragnienia
na Górę Oliwną
nie sam
z moim kolegą
z moim przyjacielem
serdecznym
Jerzym..."
A więc przyjaźń jest nadzieją tej wędrówki... (P. I str 71)
W pierwszym poemacie triady - zdarzają się słowa "grube", celowo rubaszniejące.
Czyżby miały strzec uczuć najdelikatniejszych?...
Piktogramy II
Kontynuując myśl męskiej bliskości - przyjaźni
"...wyruszamy w podróż
w naszą podróż
bo taka potrzeba
bo taka myśl nas gna
ty mój przyjacielu Jerzy..." (P. II str. 1)
i dalej czytamy
"...by przywieść z stamtąd
tę myśl pierwotną - piękną
miłość
i dobroć wszechogarniając
czyli sens..."
Przyjaźń - ten skarb najdroższy prowadzi AUTORA przez meandry podróży - drogi Jego wewnętrznego - go świata. Dobroć staje się sensem - dążeniem, czy pełnionym do końca, czy możliwym?... Ale w tej twórczości dokonuje się zwrot. Cichnie bunt. To już inna perspektywa oglądania świata. Raczej myśl bolejąca nad nim, aniżeli gniew, kiedy mówi do nas:
"...bo tyle umierania
bez sensu
szlachetnych
i nie szlachetnych ludzi
bo tyle umierania
wrogów i przyjaciół..(P. II str 12)
Poematy te - pisane są, a może z a p i s y w a n e "strumieniem" zmieniających się wizji wewnętrznego dostrzegania. Jakby tchem jednym. Towarzyszy im - nieodmiennie przyjaciel Jerzy. Busola i zakotwiczenie autora.
Czytamy:
"...wyruszamy
do zielonych pastwisk
i czystej wody źródlanej
i do owej doliny
do doliny wielkiego echa
Ale w dolinie wielkiego echa - hasają wylęgłe potwory naszej, nowej rzeczywistości. Bywają nim świnia": "oferta na czasie" - rozmagnetyzowanych wartości, - są także węże - kusiciele wszelkiej łatwizny życiowej.
Scena znowu się zmienia. Znów słyszymy:
"...wchodzimy
- na szczyt góry
ostrej jak brzytwa
nie wiemy czemu
akurat tą stroną...
i dalej... krwawiąc nieźle
obficie..." (P. II str 39,40)
I kończy drugi poemat powtarzają jak mantrę
"...wyruszamy w podróż
do zielonych pastwisk
i czystej wody źródlanej
odwagi:
i scena się zamyka
bo echa zamilkło..." (P. II)
Piktogramy III
Trzecie wcielenie AUTORA - tego który w i d z i - otwiera nam bramy poematu prowadząc "uliczkami" ludzkiej ułudy: brzęczącej mamony, która sieje spustoszenie w ludzkich duszach i umysłach.
"...kręcą się kręcą
wysłannicy mamony..."
"Złoty baran" (cielec) panoszy się na ziemi, gdzie usnęły marzenia, tylko jakiś poeta "zamarzy o krainie wiecznej szczęśliwości"
Kiedy mamona staje się celem jedynym - topnieją ludzkie wartości "Agora" skutecznie podmywa duchowe cele człowieka. Rynek tandety i wyprzedaży sumień trwają.
Autor jest szczególnie uwrażliwiony na tkankę społeczną nowych przemian. Bolesne szyderstwo tkwi w stwierdzaniu "zabrania się zabraniać czegokolwiek"...
Kolejne wizje - "unoszenia" wiodą nas w kraj dzieciństwa" opuszczonej czystości "na szlaku zapomnienia" - czasu który nas wymiótł z utraconego raju... Ale w tym "marszu" - są towarzysze : zawsze Jerzy. Są też Andrzej i Wacław.
Przejmujące jest spotkanie Autora "u krawca". Metafora z n i k a n i a człowieka pogubionego - zaplątanego pośród wirów rzeczywistości przemienionej (i własnego wnętrza) i groźna konstelacja "oto Polska właśnie"?...i zaraz samookreślenie:
"...bo ja z tej starej szkoły
innej ballady...(P. III )
"...szukający nowego świata
czyli nowej rzeczywistości..."
Jest tez "r ó ż a", która przynosi Autorowi: "całe niebo ze wszystkimi galaktykami"... Płatki tych kwiatów - przyniósł kiedyś Poeta na swoje spotkanie autorskie i rozsypał... Wydawało mi się to dosyć dziwne. Dzisiaj myślę, że być może chciał nam uczestnikom rzucić - "całe swoje niebo z galaktykami" poematów...
Niech te rozważania zakończą fragment utworów Autora. Brzmią jak moralitet i przestroga. Poeta widzi:
"...kiedy rozkosz wszelaka
i chęć posiadania
na chwilę odskoczą..."
"...wówczas wstyd wielki
w nas się zapali..." (P. III str 11)
"...niech będzie błogosławiony ten dzień
właśnie ten
bo może ta chwila
ocalenia naszego..." (P. III)
Przestrzega:
"...którzy dali się zwieść
co zostanie
może świnia
lub pies
albo
sam już nie wiem
pewnie nic
przeminą
z wiatrem
głupio..."
Przeczytałam te poematy od nowa. Mają kilka warstw. Wybrałam te "moją". Spoistość zbioru - stanowi jego wewnętrzna artystyczna logika.
Jest on całością, dającą się czytać oddzielnie.
Oliwna Góra - Jawi się wspinaczką duchową człowieka, której szczyt wciąż widnieje nad poematami triady.
To język Katharsis - wpisany w tajemnicę sztuki:
tajemnicę piktogramów.
Włocławek 5.01.2008
Teresa Olewczyńska
Rozdział I
1
przyszłaś wolności
- niczym dziewica
w rytmie rżnięcia orkiestry
- społecznej ofiary
i tak mi jakoś dziwnie się zrobiło
śmiesznie w końcu,
więc zatańczyłem taniec indiański
przed moim wigwamem
- a bizonów tak mało,
ja polski oskalpowany Indianin
teraz siedzę okrakiem
na moście zwodzonym | historii |
- a Wisła już nie ta,
jakaś taka ciemna - obca,
a może mi się tak wydaje
- może
i łapki mam czyste,
przeraźliwie czyste
takie jakieś nie z tej bajki,
a w rezerwacie moim
grajkowie grają,
ktoś zanuci piosenkę
- i pełnia szczęścia,
a ja mantry odmawiam
w rytm bicia serce
- owcy DOLLI
jeszcze drepcze sobie
wkoło legowiska
- może wyjdzie mi jakiś piktogram,
dla wtajemniczonych
i kamień łysy
- głaszcze niekiedy
tak po prostu,
na szczęście, może
no i
no właśnie
kupę zrobię
- chytrze na nią popatrzę
bo to coś szczególnego
szczególnej urody,
a zapach
o jaki wonny
- zarozumiały
to dla nich
- do tej pierwszej loży
niech się zbratają
bratankowie szczególni
po sam brzeg cnoty szczekania
i prawd wykutych w ich kuźni
i zawyły trąby
- na ulicy wiejskiej
w mieście
- sam sobie dopowiedz
jakim
bo ja nie pamiętam,
bo taki zawrót głowy
bo taka amnezja
i zwariowanie
- za co przepraszam
i popłoch się robił
- okropny
bo z trąbami
nigdy nic nie wiadomo
- dla kogo to
i po co
tak ryczą
- a może
kasa im się nie zgadza
lub jakieś procenty
niekoniecznie bankowe,
są co prawda
mile widziane
- ale takie
na szkle malowane
dostępne
- ogólnospołeczne
taka użytkowa sztuka,
takie niby nic,
a cieszy
i cieszy
w głowach szachy
- ustawione
szach i mat,
co prawda niektórym
no ale Bóg raczy wiedzieć
- którym
rentgena na wejściu
nikt im nie robił
niech się zatem
trębacze
- dostroją
i tym się nie martwią
jesteśmy
z nimi,
co cztery lata,
a nie te ich jęki
i piski
i skowyt
w ramach solidarności
- społecznej
zadmiemy
w trąby
a będzie słychać
po horyzont jakiś
- i to wszystko dla nich
- może nam wyjdzie
piosenka jakaś
i jeszcze przeczytamy
podręcznik
- dobrego wychowania
w procentach
jak będzie mało
to poprawimy
no i
o trylogię zahaczymy
i Chopin też może się przydać
by tak
fajowo
to wszystko
-zobaczyć,
w innych kolorach,
a później
- gadające pudełko
przez okno wyrzucić,
by smaku nie psuło
i tak spokojniej,
rozważniej
w naszej dziupli
naszym domu
wszystko się zgrało
by kot wrócił
- łazęga
i pies ze schroniska
i kloszard,
czyli bezdomny
wykąpał się
w proszku Dosia
powiedział dziękuje,
za tę kromkę
- chleba
z jadłodajni
świętego miłosierdzia
i żeby jeszcze
łyk jagodzianki,
spokojnie wypił
- skradzionej chyba
i żeby
sąsiad mój wrócił
- na wyspach jakiś
kotwice rzucił
- o dzieciach zapomniał,
bo może
na plantacji go trzymają
jacyś źli ludzie
i żeby jeszcze
moherowe towarzystwo
z mojego podwórka
przytomniej patrzyło
- na gości w smokingach
i żeby jeszcze
rozumu przybyło
- co niektórym
w mieście
może być moim,
bo gdzieś się ulotnił
rozpuścił skutecznie
u tajemniczej księgowej
deficyt jest straszny
drzewa nie chcą kwitnąć
choć mają sponsorów,
a ptaki
tylko srają
- do ciepłych krajów,
nie odlatują
- zabrakło im paliwa
i małolaty
stadami całymi
planują wyjazd
na wyspy Bergamuty
i za
czas jakiś
zostanie tylko
- wielka goła
dupa
czy to
będzie Polska
czy to
Polska właśnie,
a może
zostanie tylko w podręcznikach
w Oksfordzie
- dla niewtajemniczonych
to uniwersytet w Londynie,
czy w Berlinie
- tam zawsze
kombinują
no i
o Moskwie nie wypada
nie wspomnieć
bo jest tam
bibliotek troszeczkę
- bardzo szczególnych
o Francji nie wspomnę
bo oni już piszą
- nowy rozdział
podpatrzeć nie dadzą
- chytruski
2
już ćpuny sejmowe się zbierają
gadają slangiem zaczarowanym
- o tym i owym
w szczególności owym,
przebierając nóżkami
w dołkach swoich
- czekają
by wystartować
do wielkiej życiowej szansy,
a żarło wyjątkowe
- tłuste
i takie smaczne,
z okrasą przywilejów wszelakich,
więc najpierw czyszczonko
- nóżki
- ząbki
- łapki
- sprawdzanie konta | nie kątów w domu |
jeszcze farbowanie głowy
bo są to szczególne łebki
- owe wianki poświaty - ten cymes
i jeszcze po drodze
na wielką salę cudów
grzbiety od książek wytną
- na plecach wieszają
bo musi być barwniej
i tak uczono
i namaszczonko szamana
najlepiej dostojnego,
w szatach wielkiej tajemnicy,
do tego małomównego
- wreszcie wchodzą
niczym mędrcy wielkich spraw,
- złotych myśli i chwały
gdy kurtyna pójdzie w górę
zaczynają łapać dzikie węże
i nimi rzucać
- kurom macać jajka,
bo to taki rytuał,
w rytmie linii prostej,
wielkiej hosanny
biznesowej chwały,
gdy coś nie tak idzie
albo nie pójdzie
szukają zwolennika
albo poplecznika
wyjątkowo pierzastego,
a przy tym Urodziwego
- dziwnie gadającego
niech tylko przy nich stanie
stanął
coś popapla,
popaplają
nóżkami powierzga,
powierzgają
oczkami przekręci,
przekręcają
powoli
raz w dół raz w górę
niczym ktoś szczególny
- opanowany,
pewny
by nad brzegiem Potomaku
fajkę przyjaźni wspólnie wypalić