Piktogramy. Zbiór - Jarosław Wojciechowski

Kup ebooka

10.25 zł
8.70 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Własny charakter pisania...

Jakże długo nie zgadzałam się z tym pisaniem!

Ale nie zgadzamy się często tylko z tym co tak bardzo JEST

Co nas potrąca, dotyka, zaczepia...

Poematy JAROSŁAWA WOJCIECHOWSKIEGO są i zaczepiają...

Wydana właśnie triada: PIKTOGRAMY I - II - III, pozwalają prześledzić etapy kolejnych intelektualnych przesileń AUTORA: kontestatora - myśliciela - i tego który widzi...Więcej aniżeli krzykiem i buntem tylko.

Może to głos dojrzewania? Jego słowa cichną, pokornieją - stają się "królewską sługą" prawdy. Tej wyrastającej ponad niedostatki indywidualnej egzystencji i doświadczenia.

Dane mi było być świadkiem tych przeistoczeń.

Trzy PIKTOGRAMY - trzy lustra w których AUTOR ogląda swoją twarz, a ja rozpoznaje ten sam (choć nie taki sam) charakter pisma...

Bo ładunek emocji - ten lont zapalonego ducha, trwa, ale nad paleniskiem czuwa AUTOR.

Już świadomy. A świadomość rzuca nas w rozleglejsze krainy emocji i przestrzeni.

Tam krzyk milknie i bywa zaledwie zbłąkanym, pełzającym ogniem...

Piktogramy I

Wyrastają jeszcze z nurtu młodzieńczej niezgody jakby "plakatowe" od krzyku. Autor dokonuje sądu - nad nowy światem naszej rzeczywistości

z jego fałszywymi "apostołami"

z jego zatrutym smakiem wolności...

"...już ćpuny sejmowe się zbierają

gadają slangiem zaczarowanym

- o tym i owym

w szczególności owym..." (P I str. 17)

a gniew niezgody czujemy czytając dalej

"...wyścig już ruszył

bieg szczurów rozpoczęty

a ja i my

nie z tej sztuki

czy wyklęci..." (P. I str. 24)

I toczy - nieustanną rozmowę ze złem...Może to tylko szept - pokusa złego, kiedy słyszy:

"...nie ma żadnej Góry Oliwnej

nie ma żadnego Boga

jestem tylko ja (zły - dopisek mój)

i nikt poza tym..."

PIKTOGRAMY I - napisane zostały "manierą" snu, zamglonej jawy - wciąż zmieniającej się scenerii:

wewnętrznego monologu - dialogu AUTORA...

Towarzyszy on całej triadzie utworów.

W tej walce ze z ł e m, czytamy jednak:

"...bo wybaczyć

- to zwyciężyć

zło i wszelakie draństwo

ustawić do pionu..."

I dalej:

"...wyruszam

dzisiejszego dnia

do tej myśliciela

- pragnienia

na Górę Oliwną

nie sam

z moim kolegą

z moim przyjacielem

serdecznym

Jerzym..."

A więc przyjaźń jest nadzieją tej wędrówki... (P. I str 71)

W pierwszym poemacie triady - zdarzają się słowa "grube", celowo rubaszniejące.

Czyżby miały strzec uczuć najdelikatniejszych?...

Piktogramy II

Kontynuując myśl męskiej bliskości - przyjaźni

"...wyruszamy w podróż

w naszą podróż

bo taka potrzeba

bo taka myśl nas gna

ty mój przyjacielu Jerzy..." (P. II str. 1)

i dalej czytamy

"...by przywieść z stamtąd

tę myśl pierwotną - piękną

miłość

i dobroć wszechogarniając

czyli sens..."

Przyjaźń - ten skarb najdroższy prowadzi AUTORA przez meandry podróży - drogi Jego wewnętrznego - go świata. Dobroć staje się sensem - dążeniem, czy pełnionym do końca, czy możliwym?... Ale w tej twórczości dokonuje się zwrot. Cichnie bunt. To już inna perspektywa oglądania świata. Raczej myśl bolejąca nad nim, aniżeli gniew, kiedy mówi do nas:

"...bo tyle umierania

bez sensu

szlachetnych

i nie szlachetnych ludzi

bo tyle umierania

wrogów i przyjaciół..(P. II str 12)

Poematy te - pisane są, a może z a p i s y w a n e "strumieniem" zmieniających się wizji wewnętrznego dostrzegania. Jakby tchem jednym. Towarzyszy im - nieodmiennie przyjaciel Jerzy. Busola i zakotwiczenie autora.

Czytamy:

"...wyruszamy

do zielonych pastwisk

i czystej wody źródlanej

i do owej doliny

do doliny wielkiego echa

Ale w dolinie wielkiego echa - hasają wylęgłe potwory naszej, nowej rzeczywistości. Bywają nim świnia": "oferta na czasie" - rozmagnetyzowanych wartości, - są także węże - kusiciele wszelkiej łatwizny życiowej.

Scena znowu się zmienia. Znów słyszymy:

"...wchodzimy

- na szczyt góry

ostrej jak brzytwa

nie wiemy czemu

akurat tą stroną...

i dalej... krwawiąc nieźle

obficie..." (P. II str 39,40)

I kończy drugi poemat powtarzają jak mantrę

"...wyruszamy w podróż

do zielonych pastwisk

i czystej wody źródlanej

odwagi:

i scena się zamyka

bo echa zamilkło..." (P. II)

Piktogramy III

Trzecie wcielenie AUTORA - tego który w i d z i - otwiera nam bramy poematu prowadząc "uliczkami" ludzkiej ułudy: brzęczącej mamony, która sieje spustoszenie w ludzkich duszach i umysłach.

"...kręcą się kręcą

wysłannicy mamony..."

"Złoty baran" (cielec) panoszy się na ziemi, gdzie usnęły marzenia, tylko jakiś poeta "zamarzy o krainie wiecznej szczęśliwości"

Kiedy mamona staje się celem jedynym - topnieją ludzkie wartości "Agora" skutecznie podmywa duchowe cele człowieka. Rynek tandety i wyprzedaży sumień trwają.

Autor jest szczególnie uwrażliwiony na tkankę społeczną nowych przemian. Bolesne szyderstwo tkwi w stwierdzaniu "zabrania się zabraniać czegokolwiek"...

Kolejne wizje - "unoszenia" wiodą nas w kraj dzieciństwa" opuszczonej czystości "na szlaku zapomnienia" - czasu który nas wymiótł z utraconego raju... Ale w tym "marszu" - są towarzysze : zawsze Jerzy. Są też Andrzej i Wacław.

Przejmujące jest spotkanie Autora "u krawca". Metafora z n i k a n i a człowieka pogubionego - zaplątanego pośród wirów rzeczywistości przemienionej (i własnego wnętrza) i groźna konstelacja "oto Polska właśnie"?...i zaraz samookreślenie:

"...bo ja z tej starej szkoły

innej ballady...(P. III )

"...szukający nowego świata

czyli nowej rzeczywistości..."

Jest tez "r ó ż a", która przynosi Autorowi: "całe niebo ze wszystkimi galaktykami"... Płatki tych kwiatów - przyniósł kiedyś Poeta na swoje spotkanie autorskie i rozsypał... Wydawało mi się to dosyć dziwne. Dzisiaj myślę, że być może chciał nam uczestnikom rzucić - "całe swoje niebo z galaktykami" poematów...

Niech te rozważania zakończą fragment utworów Autora. Brzmią jak moralitet i przestroga. Poeta widzi:

"...kiedy rozkosz wszelaka

i chęć posiadania

na chwilę odskoczą..."

"...wówczas wstyd wielki

w nas się zapali..." (P. III str 11)

"...niech będzie błogosławiony ten dzień

właśnie ten

bo może ta chwila

ocalenia naszego..." (P. III)

Przestrzega:

"...którzy dali się zwieść

co zostanie

może świnia

lub pies

albo

sam już nie wiem

pewnie nic

przeminą

z wiatrem

głupio..."

Przeczytałam te poematy od nowa. Mają kilka warstw. Wybrałam te "moją". Spoistość zbioru - stanowi jego wewnętrzna artystyczna logika.

Jest on całością, dającą się czytać oddzielnie.

Oliwna Góra - Jawi się wspinaczką duchową człowieka, której szczyt wciąż widnieje nad poematami triady.

To język Katharsis - wpisany w tajemnicę sztuki:

tajemnicę piktogramów.

Włocławek 5.01.2008

Teresa Olewczyńska

Rozdział I

1

przyszłaś wolności

- niczym dziewica

w rytmie rżnięcia orkiestry

- społecznej ofiary

i tak mi jakoś dziwnie się zrobiło

śmiesznie w końcu,

więc zatańczyłem taniec indiański

przed moim wigwamem

- a bizonów tak mało,

ja polski oskalpowany Indianin

teraz siedzę okrakiem

na moście zwodzonym | historii |

- a Wisła już nie ta,

jakaś taka ciemna - obca,

a może mi się tak wydaje

- może

i łapki mam czyste,

przeraźliwie czyste

takie jakieś nie z tej bajki,

a w rezerwacie moim

grajkowie grają,

ktoś zanuci piosenkę

- i pełnia szczęścia,

a ja mantry odmawiam

w rytm bicia serce

- owcy DOLLI

jeszcze drepcze sobie

wkoło legowiska

- może wyjdzie mi jakiś piktogram,

dla wtajemniczonych

i kamień łysy

- głaszcze niekiedy

tak po prostu,

na szczęście, może

no i

no właśnie

kupę zrobię

- chytrze na nią popatrzę

bo to coś szczególnego

szczególnej urody,

a zapach

o jaki wonny

- zarozumiały

to dla nich

- do tej pierwszej loży

niech się zbratają

bratankowie szczególni

po sam brzeg cnoty szczekania

i prawd wykutych w ich kuźni

i zawyły trąby

- na ulicy wiejskiej

w mieście

- sam sobie dopowiedz

jakim

bo ja nie pamiętam,

bo taki zawrót głowy

bo taka amnezja

i zwariowanie

- za co przepraszam

i popłoch się robił

- okropny

bo z trąbami

nigdy nic nie wiadomo

- dla kogo to

i po co

tak ryczą

- a może

kasa im się nie zgadza

lub jakieś procenty

niekoniecznie bankowe,

są co prawda

mile widziane

- ale takie

na szkle malowane

dostępne

- ogólnospołeczne

taka użytkowa sztuka,

takie niby nic,

a cieszy

i cieszy

w głowach szachy

- ustawione

szach i mat,

co prawda niektórym

no ale Bóg raczy wiedzieć

- którym

rentgena na wejściu

nikt im nie robił

niech się zatem

trębacze

- dostroją

i tym się nie martwią

jesteśmy

z nimi,

co cztery lata,

a nie te ich jęki

i piski

i skowyt

w ramach solidarności

- społecznej

zadmiemy

w trąby

a będzie słychać

po horyzont jakiś

- i to wszystko dla nich

- może nam wyjdzie

piosenka jakaś

i jeszcze przeczytamy

podręcznik

- dobrego wychowania

w procentach

jak będzie mało

to poprawimy

no i

o trylogię zahaczymy

i Chopin też może się przydać

by tak

fajowo

to wszystko

-zobaczyć,

w innych kolorach,

a później

- gadające pudełko

przez okno wyrzucić,

by smaku nie psuło

i tak spokojniej,

rozważniej

w naszej dziupli

naszym domu

wszystko się zgrało

by kot wrócił

- łazęga

i pies ze schroniska

i kloszard,

czyli bezdomny

wykąpał się

w proszku Dosia

powiedział dziękuje,

za tę kromkę

- chleba

z jadłodajni

świętego miłosierdzia

i żeby jeszcze

łyk jagodzianki,

spokojnie wypił

- skradzionej chyba

i żeby

sąsiad mój wrócił

- na wyspach jakiś

kotwice rzucił

- o dzieciach zapomniał,

bo może

na plantacji go trzymają

jacyś źli ludzie

i żeby jeszcze

moherowe towarzystwo

z mojego podwórka

przytomniej patrzyło

- na gości w smokingach

i żeby jeszcze

rozumu przybyło

- co niektórym

w mieście

może być moim,

bo gdzieś się ulotnił

rozpuścił skutecznie

u tajemniczej księgowej

deficyt jest straszny

drzewa nie chcą kwitnąć

choć mają sponsorów,

a ptaki

tylko srają

- do ciepłych krajów,

nie odlatują

- zabrakło im paliwa

i małolaty

stadami całymi

planują wyjazd

na wyspy Bergamuty

i za

czas jakiś

zostanie tylko

- wielka goła

dupa

czy to

będzie Polska

czy to

Polska właśnie,

a może

zostanie tylko w podręcznikach

w Oksfordzie

- dla niewtajemniczonych

to uniwersytet w Londynie,

czy w Berlinie

- tam zawsze

kombinują

no i

o Moskwie nie wypada

nie wspomnieć

bo jest tam

bibliotek troszeczkę

- bardzo szczególnych

o Francji nie wspomnę

bo oni już piszą

- nowy rozdział

podpatrzeć nie dadzą

- chytruski

2

już ćpuny sejmowe się zbierają

gadają slangiem zaczarowanym

- o tym i owym

w szczególności owym,

przebierając nóżkami

w dołkach swoich

- czekają

by wystartować

do wielkiej życiowej szansy,

a żarło wyjątkowe

- tłuste

i takie smaczne,

z okrasą przywilejów wszelakich,

więc najpierw czyszczonko

- nóżki

- ząbki

- łapki

- sprawdzanie konta | nie kątów w domu |

jeszcze farbowanie głowy

bo są to szczególne łebki

- owe wianki poświaty - ten cymes

i jeszcze po drodze

na wielką salę cudów

grzbiety od książek wytną

- na plecach wieszają

bo musi być barwniej

i tak uczono

i namaszczonko szamana

najlepiej dostojnego,

w szatach wielkiej tajemnicy,

do tego małomównego

- wreszcie wchodzą

niczym mędrcy wielkich spraw,

- złotych myśli i chwały

gdy kurtyna pójdzie w górę

zaczynają łapać dzikie węże

i nimi rzucać

- kurom macać jajka,

bo to taki rytuał,

w rytmie linii prostej,

wielkiej hosanny

biznesowej chwały,

gdy coś nie tak idzie

albo nie pójdzie

szukają zwolennika

albo poplecznika

wyjątkowo pierzastego,

a przy tym Urodziwego

- dziwnie gadającego

niech tylko przy nich stanie

stanął

coś popapla,

popaplają

nóżkami powierzga,

powierzgają

oczkami przekręci,

przekręcają

powoli

raz w dół raz w górę

niczym ktoś szczególny

- opanowany,

pewny

by nad brzegiem Potomaku

fajkę przyjaźni wspólnie wypalić