Intro
Opowieść ta zaczyna się przed wiekami. Nieznane były pojęcia dobra, zła nienawiści i zazdrości. Świat był jeszcze bardzo młody, a po jego łonie przechadzali się Bogowie. Bogowie w swej wielkoduszności postanowili zostawić na Świecie piętno po sobie, ślad, niczym odcisk stopy na piaskach pustyni. Tak powstały stworzenia, które z czasem miały opanować świat i nadać mu nowy, niespokojny bieg.
Jako pierwsza, istotę swą ukazała Selena. Bogini pradawnych borów i lasów. Z północnych wiatrów oraz owoców najstarszych dębów zwanych Okse, stworzyła ona osobników smukłych, wysokich, nader mądrych i obdarzonych darem długowieczności. Tak narodziły się elfy, które w swe panowanie objęły puszcze i ostępy leśne pradawnej krainy.
Kolejna Boginią była Nereida, władczyni wszelkich wód. Z piasku morskiego ulepiła stworzenie nietypowe, pół elfa pół rybę. Tak powstały syreny. Istoty o niebiańskiej urodzie, które w zależności od własnej woli mogły także przechadzać się po obliczu świata.
Następnym Bogiem był Angus, Pan niezmierzonego nieba. Z promieni porannego słońca stworzył ów Bóg istoty zwane feniksami. Ogniste ptaki, które z czasem miały stać się panami podniebnych przestworzy. Feniksy otrzymały od swego Stwórcy dar trzykrotnego odradzania się.
Balder, pan podziemia także stworzył własną istotę. Istoty niskie, krępe, nadludzko silne. Tak narodziły się krasnoludy, władcy kopalni i gór.
Bastian, władca równin stworzył ludzi. Rasa ta otrzymała w darze od swego stwórcy długowieczność oraz wyjątkową odwagę.
Przez wieki wszystkie istoty żyły w idealnej harmonii. Świat żył własnym życiem kończąc każdy dzień nocą. Bogowie odwiedzali stworzony przez siebie świat, rzadko ukazując się zamieszkującym krainę istotom. Jednak i Bogom towarzyszyły bardzo przyziemne uczucia - chęć coraz większej władzy. Tyryfing - klejnot Bogów źródło ich władzy i życia zaczął uwodzić swą siła Bastiana i Selene. Doszło do walki między Bogami. Równowaga świata została zachwiana. Selena z Bastianem zostali wygnani z zamku w chmurach, domu Bogów. Bastian przepadł w piaskach pustyni. Od tego dnia południowe krainy nazwane zostały Pustynią Zapomnienia. Selenę strącono w odmęty Oceanu na północy, który został nazwany Wodami Łez. Skazani na wieczną tułaczkę nigdy nie zapomnieli kary im zadanej. W swej zawiści rzucili na szczęśliwą dotychczas krainę silny czar. Bastian odebrał ludziom dar długowieczności.
Zwycięzcy postanowili zniszczyć zdradziecki klejnot. Bez dwóch Strąconych Bogów okazało się to niemożliwe. Moc klejnotu znacznie przewyższała siłę Bogów, pozostałych na Zamku w Chmurach. Mieli jednak dość sił by rozbić go na okruchy. Tyryfing rozpadł się na trzy części które zostały rozsypane po całej krainie. Od tego czasu w serca istot wkradły się zawiść, nienawiść oraz chęć zemsty. Minęły wieki. Istoty zapomniały o swych stwórcach. W zapomnienie odszedł także Tyryfing. Opowiadano o nim w legendach, lecz i te z upływem czasu zaczęły blaknąć jak ludzka pamięć. Czas płynął swoim torem. W krainie znów zapanowała harmonia, aż do czasu. Strąceni Bogowie zaczęli poszukiwać rozsypanych po Tarlangu okruchów.
Jeden z nich znalazł Bastian. Okruch spadł w górzystą krainę. Odnalazły go elfickie mniszki. Elfy, jako jedna z najstarszych ras zamieszkujących Tarlang, nigdy nie zapomniała o Klejnocie Bogów. Mniszki wiedząc, co znalazły i widząc siłę okruchu ukryły go w podziemiach klasztoru. Pewnego zimowego poranka u drzwi owego klasztoru stanął smukły, zakapturzony mężczyzna. Jego oszroniony płaszcz świadczył o długiej wędrówce przez góry. Nieświadome niebezpieczeństwa mniszki otworzyły nieznajomemu. Okazało się, że był to Bastian. Wyczuwając obecność klejnotu przemierzył w samotności niemalże cały Tarlang. Strącony Bóg wyciął wszystkie mniszki. Te nawet nie podejmowały walki. Ślubując ubóstwo i to, że nigdy nie wezmą w dłonie broni dotrzymały przysięgi. Bastian wiele dni przemierzał sale klasztoru, lecz jego wysiłek i poświęcenie opłaciły się. Znalazł pierwszy okruch Klejnotu Bogów w katakumbach klasztoru. Mniszki ukryły go pod posągiem Matki Założycielki. Bastian rozbił posąg i wyciągnął z niego okruch. Opuszczając klasztor ściągnął na niego nawałnicę. Ognista pożoga trawiła klasztor. Złowrogi cień opuścił jego mury. Bastian ostatni raz odwrócił się, by obejrzeć skutki nawałnicy. Uśmiechnął się sam do siebie i opuścił górzystą krainę by udać się w stronę Pustyni Zapomnienia. Bastian czuł jak jego żyły wypełnia magia, prastara, czarna magia, której dotychczas bali się Bogowie, Stwórcy Tarlangu.
Kolejny okruch wpadł w Wody Łez. Przez wieki zalegał na morskim dnie. Lecz wyczuł odpowiedni czas. Omamił rybaka, który wyciągnął go z sieci wraz z rybami. Ta prosta istota nie wiedziała co znalazła. Dla rybaka kawałek Tyryfingu był wart tyle, ile dostanie za niego u kupca. W ten sposób zadowolony rybak wyszedł od kupca z dwudziestoma sztukami srebra. Klejnot jednak mamił dalej swego tymczasowego posiadacza. W ten sposób klejnot trafił w ręce marynarza wracającego z długiego rejsu do swej ukochanej. Okruch miał być prezentem zaręczynowym a zarazem pamiątką z krainy syren. O świcie załadowany trzymasztowiec odbił od brzegu. Na jego pokładzie stał ów marynarz spoglądając na niknący ląd. Nie wiedział co go czeka. O zmierzchu rozpętał się sztorm. Okręt poszedł na dno. Prawie całą załogę pochłonęła morska otchłań. Cudem ocalałego marynarza, wzburzone fale wyrzuciły na brzeg maleńkiej, kamienistej wyspy. Nim zdążył odzyskać przytomności ze spokojnych wód na brzeg wyspy wyszła kobieta, Bogini Selena. Przebiła swym mieczem pierś marynarza. Znalazła kolejny okruch Tyryfingu i zniknęła w morskiej toni.
Selena i Bastian połączyli siły. Brakowało im tylko ostatniego okrucha Klejnotu Bogów.
A ten wpadł w ręce istot tak kruchych jak ludzie. Bogowie z Zamku w Chmurach mieli dość sił by ostatni okruch skierować w ręce wybranych przez nie istot. Trzeci okruch od wieków przebywał w Trzech Dębach. Strażnicy zmieniali się wielokrotnie. Ludziom, bowiem, odebrano dar długowieczności. Łączyło ich jednak jedno. Brak zachłanności. Strażnikom i ich najbliższym starczało to co posiadali. Nie dążyli do splendoru, władzy i bogactw. Potrafili się wmieszać w szary tłum mieszkańców Trzech Dębów. Do tego doszedł silny dar. Klejnot Bogów mógł zostać połączony tylko przez Strażnika lub Strażniczkę i to za jego zgodą. Żadna inna istota nie miała mocy by połączyć rozbity klejnot. Z czasem jednak zło zaczęło się odradzać na piaskach Pustyni Zapomnienia. W szczęśliwej dotychczas krainie zaczęły się pojawiać niespotykane dotychczas stworzenia ifryty, dżiny, utopce, wilkołaki. Na północy, Wody Łez także przestały być bezpieczne dla panujących dotychczas istot. W mętnych wodach oceanu coraz częściej ginęły dusze tych, którzy ośmielili się zapuścić zbyt daleko w głębiny.
Powiernicy Tyryfingu zaczęli jednoczyć siły. Zło kolejny raz miało się odrodzić, tym razem na wieki. Powiernikom brakowało ostatniego elementu, trzeciej części klejnotu, aby ciemność na zawsze opanowała krainę.
Rozdział 2Goście
W gospodzie Pod Smoczym Kłem nastawał czas odpoczynku. Większość klientów udała się do swoich wynajętych izb bądź w drogę powrotną do domu. Za barem Rudolf liczył utarg, kątem oka spoglądając na pozostałych gości.
- 77, 78, 79 młłłooody! Podejdź do tamtych gości i zapytaj się czy nie chcą jeszcze jadła albo trunku. Stąd widzę, że ich kufle są puste.
- Tak Panie, już idę Panie.
- Młody a jak ty masz w ogóle na imię?
- Andrzejek, Panie. Odrzekł trwożnie chłopiec mający może dziewięć lat. Andrzejek z podgrodzia.
- Zatem Andrzejku z podgrodzia ruszaj się i podejdź do tamtych gości. U mnie na srebrniki trzeba zapracować. Nic za darmo młody człowieku, kiedyś to zrozumiesz.
Chłopak w pośpiechu odchodzi w stronę gości. "Może ten utrzyma się dłużej niż dwa tygodnie. Jak na swój wiek jest nawet dość silny i wyrośnięty. W końcu jestem dobrym pracodawcą. Dostaje ciepłą strawę raz dziennie i może spać przy kominku w biesiadnej jak goście opuszczą gospodę. Wszystko za skromną opłatą, która potrącana jest z dniówki.
Tej młodej od Bogdana również tym razem udało się wyciągnąć więcej za dziczyznę niż było to warte. Łania okazała się stara i chuda. Po obrobieniu niewiele zostanie na sprzedaż, ale stali bywalcy Smoczego Kła zapłacą za wiktuały z mojej kuchni i to hojnie zapłacą. A trzeba przyznać, że Lil ma smykałkę do interesu jeżeli potrafiła oszwabić takiego starego lisa jak ja" - pomyślał Rudolf. "I na swoje prawie dziewiętnaście lat jest bardzo urodziwa". Myśląc to gospodarz kątem oka spogląda na pulchną, niewysoką blondynkę z dwoma warkoczami. Jestem z moją żoną już ponad sześć lat może najwyższy czas na zmiany. Młoda kobieta wyglądała by znacznie lepiej przy moim boku.
Rozmyślania Rudolfa przerwał głos Andrzejka.
- Panie Rudolfie szanowni goście życzą sobie dwa duże kufle ciemnego, grzanego piwa.
- To na co czekasz. Obsłuż ich raz, raz.
Podrostek szybko oddalił się i zaczął przygotowywać zamówione trunki.
Tymczasem tajemniczy goście gospody prowadzili przyciszoną rozmowę. To Gwardian Sylwan, jeden z najwyższych zwierzchników Czarnej Róży. Starszy, łysy, brodaty jegomość o sporym brzuchu. Na łysej głowie miał rozległą bliznę, która zaczynała się na czole a kończyła za lewym uchem. Ślad po dawno odbytych bojach. Jego błękitną szatę na plecach zdobił herb opactwa - czerwona tarcza na środku której skrzyżowały się dwie czarne róże. Obok Gwardiana siedziała Cerera z rodu Elfów znad Rzeki Oloiny. Cerera była strażniczką Wież nad Oloiną. Ubrana w ciemnozielone spodnie myśliwskie i tegoż samego koloru kamizelkę. Niewiasta o kruczoczarnych, długich włosach i błękitnych oczach. Za pasem dwa bogato zdobione perłami i srebrem myśliwskie noże. Od ludzi różniły ją jedynie spiczasto osadzonymi uszami, których czubki wystawały spod bujnych, kręconych włosów. Kolejnym gościem był Bastian, Krasnolud ze Śnieżnych Gór. Ciężkie skórzane spodnie, kurtka i szyszak to jego atrybuty. Długa ruda broda i długie proste włosy, ot cały Bastian. O ścianę oparte dwa lekkie topory do rzucania oraz młot bojowy, ulubiona broń krasnoludów. Do grona tajemniczych gości zaliczał się także Colin. Mężczyzna wysoki o krótko przyciętych blond włosach i zadbanym wąsie. Doskonały tropiciel i myśliwy. O ścianę oparł długi, prosty, cisowy łuk obok kołczan, strzały i miecz. Za pasem krył się jeszcze zakrzywiony myśliwski nóż spoczywający w pochwie. Najbardziej tajemniczy był ostatni gość. Postać jak na Tarlang nader wysoka. Nawet siedząc na ławie robił wrażenie wysokiego. Ubrany w długą, szkarłatną, luźną pelerynę i tego samego koloru zwiewne spodnie. Na głowę miał naciągnięty kaptur, który zasłaniał oblicze. U boku długi, zakrzywiony miecz - falcata. Uwagę zwracały bose, jasnoniebieskie stopy. Tak przedstawiała się postać dżina Angusa. Nikt nie zwracał uwagi na dziwnych gości, tym bardziej, że zbliżał się czas spoczynku i sala biesiadna zaczęła pustoszeć. Goście prowadzili ożywioną rozmowę.
- Po cóż spotykamy się w tej mieścinie, Colinie? Spytał Bastian pociągając spory łyk piwa z drewnianego kufla.
- W bardzo ważnej sprawie. Coraz częściej zło zapuszcza się w te strony.
- Colinie, paru leśnych oprychów to jeszcze nie problem. To sprawa dla królewskiego wojska nie dla nas rzekł z ukontentowaniem krasnolud.
- Dla królewskiego wojska, owszem, z czasem na pewno. Ale wątpię, aby królewska armia spotkała tylko leśnych bandytów. Mówiąc to Colin położył na ławie śmierdzące truchło zawinięte w jutowy worek.
- Śmierdzi starym, mokrym kundlem. Rzekł z obrzydzeniem Bastian odsuwając kufel piwa. Zobaczmy cóż nasz dzielny tropiciel upolował w kniejach. Mówiąc to, rozciął sznur.
Z worka wypadła kudłata łapa wielkości pięciu dłoni dorosłego mężczyzny. Obrazu grozy dodawały długie, grube czarne pazury oraz zakrzepła krew w miejscu cięcia.
Krasnolud z zaciekawieniem przyjrzał się temu co wypadło z worka po czym rzekł:
- Cóż dzielny tropicielu gratuluję ci ubicia wilkołaka. Sądząc po tym co tu leży musiał mieć co najmniej dwa metry. Ale to jeszcze nie powód żeby wysyłać wojsko w ostępy leśne. Po cóż mamy to robić jak sam sobie z nim poradziłeś.
- Drogi Bastianie handlarz i jego syn omal nie przypłacili życiem owego spotkania. Leżą i zdrowieją w karczmie na rozstaju dróg. Atakowała grupa wilkołaków, pięć osobników. Trzy gniją w lesie, spaliliśmy ich truchło. Dwa ranne niestety się wymknęły.
- Dobrze Colin spotkałeś pięć wilkołaków, z czego trzy zabiłeś. To nadal nie powód by zbrojni ruszali w pogoń. Po świecie krąży mnóstwo istot tych dobrych i tych złych. Ty miałeś przyjemność spotkać te drugie.
- Ale to nie jest odosobniony przypadek. Rzekła milcząca dotychczas Cerera. Wody Oloiny zaczęły mętnieć. Trzy pełnie temu posłaliśmy konnych w górę rzeki, nie powrócili. Zatem posłaliśmy kolejny podjazd. Znaleźli naszych braci powieszonych wzdłuż rzeki i oskórowanych. Potwornie cierpieli, bo byli torturowani. Na miejscu znaleźliśmy także czarne strzały. Tylko jedne istoty używają tej broni, Jeźdźcy Wendigo. Posunęli się do kanibalizmu, ciała naszych braci były ponadgryzane. Od wieków Wendigo nie nawiedzali tej krainy. Teraz to się zmieniło.
- Zatem i ja mam coś do dodania. Dżin podniósł wzrok znad kudłatego truchła. Moi ziomkowie również zetknęli się ze złem. Przez Południowe Wrzosowiska zaczęły wędrować oddziały nieumarłych, które przedostały się z Pustyni Zapomnienia. Przygraniczne wioski zaczęły pustoszeć. Większe oddziały zapuszczają się nawet pod miasta. Jak dotąd radzimy sobie z nimi, ale pytanie jak długo. Gwardianie, a cóż dzieje się w północnych krainach? Twoi braciszkowie powinni coś więcej wiedzieć.
Sylwan pociągnął z kielicha spory łyk czerwonego wina po czym rzekł:
- Niestety i ja nie mam dobrych wieści. Spokojne dotychczas wody Oceanu zaczęły pochłaniać coraz więcej dusz spokojnych istot. Wielu rybaków osierociło swoje dzieci. Nasi sprzymierzeńcy, Syreny, twierdzą, że coraz częściej widziane są utopce, które atakują już nie tylko rybackie łupiny ale i wojenne okręty królewskie. Wieczorami z wiatrem niesie się ku przystani zawodzenie zbłąkanych dusz, które nie mogą opuścić krainy żywych.
Wśród gości zapanowało milczenie przerywane trzaskiem palącego się w kominku drzewa. Chwilę ciszy przerwał podlotek z dwoma kuflami pełnymi ciemnego, parującego piwa.
- Przepraszam Panów, wasze zamówienie. Mówiąc to chłopak postawił trunki na ławie. Należą się trzy srebrniki. Mówiąc to chłopiec wyciągnął dziecięcą dłoń po zapłatę.
- Trzy srebrniki to trochę dużo jak na takie słabe piwo. Mówiąc to Gwardian wręczył dziecku żądaną kwotę. Ale czego się spodziewać po starym Rudolfie. Dobrze, że miedziaków na sznurku nie trzyma, żeby same się rozmnożyły.
- Zatem wiemy, że zło zaczyna się panoszyć po Tarlangu. Od północy utopce, od południa jeźdźcy Wendigo. Spokojną krainę czekają bardzo niespokojne czasy. Rzekł zaniepokojony Angus.
- Czyli zbliża się okres, w którym będzie trzeba popracować mieczami. Zatem na co czekamy i co my tu jeszcze robimy? Zapytał zniecierpliwiony Bastian.
- Dziś odpoczniemy po podróży. W drogę ruszymy jutro. Odrzekł mocno znużony i odrobinę podchmielony Sylwan.
- Przed podróżą odwiedzimy także mojego przyjaciela Bogdana. Były kapitan armii Trzech Dębów. Bardzo dobry żołnierz, nie raz walczyliśmy ramę w ramię w beznadziejnych bitwach otoczeni, przeskrzydleni i zdziesiątkowani. A mimo to wygrywaliśmy i wychodziliśmy z niejednego niebezpieczeństwa cało. Przydałby się w naszej wyprawie. Zawitamy do niego na poranny posiłek. Rad będzie zobaczyć starego druha, oznajmił Colin.
Goście rozeszli się do swoich izb. Za oknem panowała już głęboka noc. Możliwe, że ostatnia spokojna w życiu dzielnych towarzyszy niebezpiecznej wyprawy.
Rozdział 5Królestwo Pustyni Zapomnienia
Wędrujące piaski, ruchome wydmy, zapadliska, brak wytyczonych szlaków i nieliczne oazy, wokół których skupiało się rachityczne życie. W takim miejscu przyszło Bastianowi spędzić swoją pokutę. Pozbawiony prawie całej boskiej mocy poprzysiągł zemstę, a czas do tego był wyśmienity.
Na nagich plecach poczuł powiew wiatru. To Selena zjawiła się na jego wezwanie.
- Bądź pozdrowiona Seleno, Pani pradawnych borów i lasów...
- Daruj sobie te uprzejmości Bastianie. Czegoż chce zapomniany i strącony Bóg od zapomnianej i strąconej Bogini???
- Sojuszu Seleno, sojuszu.
- Masz moje zainteresowanie.
- Nie masz dość takiej egzystencji. Mówiąc to Bóg wskazał otaczające piaski. Jesteśmy Bogami należy nam się cześć i szacunek. A tymczasem zapomniano o nas.
- Zatem, co zamierzasz Bastianie?
- Odebrać to, co nasze. Zamierzam zniszczyć Tarlang i podległe mu królestwa. A ty mi w tym pomożesz Seleno.
- A czegóż ode mnie oczekujesz?
- Współpracy. Zasiadając u mego boku będziesz rządzić Tarlangiem. Czas jest idealny. Po wiekach ciszy uśpiony Tyryfing ujawnia się. Dwa elementy zapomnianego klejnotu są w naszym posiadaniu. Trzeci jest gdzieś w Tarlangu.
- Wiem, też wyczułam jego obecność. Zatem zamierzasz połączyć wszystkie części rozbitego klejnotu władzy?
- Dokładnie tak, droga Seleno. Moi zwiadowcy już rozpoczęli poszukiwania brakującej części.
- Jak przeprawili się obok Ognistych Wrót? Dobrze wiesz, że jest to jedyne przejście przez Czarne Góry. A nawet gdyby im się udało, to dopadłyby ich dżiny z twierdzy.
- I tu się mylisz Bogini. Rasa dżinów skarlała. Dumna niegdyś rasa, Panowie Wrzosowisk nie są już tak potężni. Wielu nomadów i jeźdźców Wendigo poległo w Ognistych Wrotach. Są też tacy, którzy przedostali się do Tarlangu.
- Zatem, masz swoich zwiadowców w Tarlangu. Gratuluję Bastianie. Czyli, jeżeli dobrze rozumiem...
- Daj mi wojnę!!! Krzyknął ze wszystkich sił Bastian. Wiem, że północne wody nie są już tak spokojne jak przed wiekami. Na północy pojawiły się istoty niewidziane tam od wieków. Wiesz coś o tym Seleno?
- No cóż, nie tylko tobie nudzi się na wygnaniu.
- Zatem...?
- Tak Bastianie, przystanę na twój plan.
Dwoje Bogów pocałowało się namiętnie. Słońce chyliło się ku zachodowi. Lecz to nie przeszkadzało Bogom, którzy danej chwili byli zainteresowani wyłącznie sobą. Sojusz ciemnych mocy został zawarty. Na spokojną dotychczas krainę zapadł wyrok.
Rozdział 8Strażniczka
- Seleno, miło cię widzieć wśród tych piasków, tym bardziej, że zostałaś zesłana w głębiny oceanu na pokutę. Powiedział Bastian kłaniając się nisko.
- Jesteś coraz milszy. Jakiż jest powód twego doskonałego nastroju?
- Szczurzy Języku, powtórz Selenie to co przed chwilą i ja usłyszałem.
Z komnaty piaszczystego pałacu wyłonił się starszy, zgarbiony mężczyzna. Jego twarz zakrywał kaptur peleryny, która nosiła znamiona wieloletniego i intensywnego użytkowania.
- Witaj Seleno, Pani...
- Dobra skończ z tymi uprzejmościami. Mówiąc to Bogini spojrzała na zgrzybiałą postać starca. Mów co masz do powiedzenia śmiertelniku.
- Doszło do nierównej walki między nomadami a tymi dziwnymi przybyszami.
- Cóż to były za istoty, że pokonały nomadów?
- Było tam elfickie ścierwo Pani, krasnal, ludzie i potężny dżin.
- No dobrze, spotkaliście maga i cóż z tego. Jest rzeczą jasną, że dżiny to istoty magiczne, słynące z potężnych czarów. Tylko dla tego mnie wezwałeś Bastianie?
- Cierpliwości Seleno. Szczurzy Języku kontynuuj.
- Na czym to ja... A właśnie. W Baszcie Niddlo doszło do bitwy.
- Tyle sami wiemy starcze. Przerwała zniecierpliwiona Selena. Połączenie z Tarlangiem zostało zerwane, a to raczej nie jest powód do chluby.
- Słuchaj dalej Seleno, wtrącił się Bastian
- A więc Pani, kontynuował swą opowieść Szczurzy Język. Nomadzi zostali wycięci w pień. Ale jest pewien szczegół. W tej bandzie była młoda dziewczyna. Miała na szyi bardzo ciekawy wisiorek. Jego moc ujawniła się jak dżin ściągał czar z Króla Dylana. Aurę klejnotu było widać daleko od baszty.
- Twierdzisz, że ujawniła się strażniczka ostatniego elementu Tyryfingu i dostał się on istotom tak nędznym jak ludzie. Czyżby los był aż tak złośliwy?
- Cóż mam powiedzieć Seleno. Los bywa bardzo przewrotny. A z trzecią częścią Tyryfingu...
- Opanujemy Tarlang, wtrąciła uradowana Selena. Nie będzie armii która powstrzyma nasze wojska.
- Za twe zasługi Szczurzy Języku zostaniesz sowicie nagrodzony. Twe imię na zawsze zapisze się złotymi zgłoskami w historii nowego królestwa.
- Panie, ale żeby przedrzeć się przez Ogniste Wrota potrzeba tysięcy zbrojnych. Straty będą ogromne.
- Tak straty będą ogromne. Zapraszam was za mną. Cała trójka wyszła na jeden z większych tarasów zamku. Bastian delikatnie dmuchnął w kierunku pustyni. Piaski odsłoniły armię nieumarłych, która zdawała się nie mieć końca. Ja nie mam tysięcy zbrojnych Szczurzy Języku, ja mam ich dziesiątki tysięcy. W równych szeregach stały istoty przywołane przez Bastiana: minotaury, wilkołaki, behemoty, cerbery, lekkozbrojni jeźdźcy Wendigo.
Zło zwołane przez Bastiana zdawało się nie mieć końca. Istoty z najgorszych koszmarów stawiły się na wezwanie Pana Ciemności. A kierowały nimi jedynie chęć zabijania i głód krwi.
- Panie, to jest przerażająco piękne. Po policzkach zdrajcy popłynęły łzy. Nadchodzi kres Tarlangu, zbliża się czas cienia.
- Masz rację mój wierny sługo. A teraz czas zacząć polowanie na ostatnią część Tyryfingu. Jeźdźcy wytropcie tą dziwną kompanię! Strażniczkę żywą przyprowadzić, resztę wybić.
Jeźdźcy Wendigo natychmiast poderwali swoje rumaki. Ich potępione dusze utknęły między światami żywych i umarłych. Szukając ukojenia oddali swe usługi Bastianowi. Bezgranicznie posłuszni i wytrzymali jezdni ruszyli w kierunku Tarlangu, aby wypełnić rozkaz swego Pana.
Rozdział 9W obozie Arii
Lil zaczęła wiercić się w posłaniu. Jej obolałe ciało domagało się strawy i wody. Po chwili Lilka z wolna otworzyła oczy. Była w namiocie Arii. Przykryta kilkoma skórami, chyba wilczymi.
- Witamy wśród żywych, odezwała się Cerera, wstając z siedziska w kącie namiotu.
- Długo tak leżę?
- Dziś mija czwarty dzień.
Lilka usiadła na posłaniu i nalała kubek wody. Łapczywie wypiła płyn z naczynia.
- Możesz powiedzieć co się ze mną stało?
- Straciłaś przytomność po potyczce w baszcie.
Tymczasem do namiotu weszła Aria i reszta kompani.
- Witajcie. Słaba ze mnie wojowniczka. Powiedziała zawiedziona Lil. Trzeba było zostać w domu i szkolić się na znachorkę.
- Ognistowłosa, twój los może przesądzić o życiu lub śmierci wielu istot Tarlangu. Może jest ci pisana przyszłość znachorki w Trzech Dębach, ale na pewno nie teraz. Przemówił Angus. A teraz powiedz nam dziecko, co pamiętasz.
- Hmm byliśmy w baszcie, walka, krzyki rannych i konających. Ty Angusie stanąłeś przed Królem i zacząłeś coś szeptać. A właśnie co z Królem?
- O tym za chwilę, nie przerywaj, wtrącił się Angus.
- Zacząłeś wypowiadać jakieś zaklęcie. Król zaczął wić się z bólu. Ja stałam za wami. Z mojego wisiorka zaczęła bić dziwna poświata. Jego chłód przeszył mnie na wskroś. Chyba upadłam. Widziałam dziwną krainę. Potężną twierdzę koloru pustynnego piasku. Trzy osoby na tarasie, dwóch mężczyzn i kobieta, był tam Szczurzy Język i dziwne istoty, groźne, takich jeszcze nie widziałam w Tarlangu. Były ich tysiące.
- Tyryfing przypadkowo ujawnił część zamiarów wroga. Przeniósł twojego ducha do pozostałych fragmentów. Tylko połączone elementy są groźne, rozbite nie stanowią zagrożenia. Mówiąc to dżin wypowiedział kilka wersetów w niezrozumiałym języku:
Quae post saecula saeculorum
ut ipsum ab alio renascetur serve meus
- Powstaje pytanie, czy owe osoby wiedziały o twojej obecności i czy widziały miejsce gdzie przebywasz? Zamyślił się Angus.
- Dajcie jej odpocząć! Mówiąc to Lambert wszedł pewnym krokiem do namiotu. Nie widzicie, że ta niewiasta musi dojść do siebie. Cerero zostajesz tylko ty, resztę zapraszam ze mną.
Po chwili namiot opustoszał. Została tylko elfka i Lilka, dwie kompanki niebezpiecznej podróży.
Tymczasem kompania udała się w kierunku namiotu króla. Z daleka echo niosło gwar burzliwej rozmowy.
Za dużym, dębowym stołem stał Król Dylan. Znacznie odmieniony przez ostatnie dni. Wyprostowane plecy, atletyczna sylwetka, błysk w oku, pewność siebie to atrybuty Króla Dylana po przemianie. Jedynym znamieniem po ciemnej przeszłości były pasemka siwych włosów na czarnej, bujnej brodzie. Wokół Dylana zgromadzili się dowódcy wojsk Tursten. Najbliższym doradcą króla stał się jeden z jego najlepszych wojów, Gustaw.
- Dowiedzieliście się czegoś od naszej nietypowej niewiasty? Zapytał król jak tylko dostrzegł wchodzącą kompanię.
- Tak Panie. Wiemy, że po wiekach klejnot władzy przebudził się. Niestety dwa jego okruchy znajdują się w rękach strąconych Bogów. Z tego co widziała w półśnie Lil wynika, że Bastian szykuje armię, która ma zalać Tarlang. Nie wiemy czy dostrzeżono obecność Lil i co widzieli Bogowie.
- Angusie, mówiłeś, że Bastian szykuje armię, wtrącił Król Dylan.
- Ognistowłosa widziała trzy postacie: Szczurzy Język, kobietę i mężczyznę. Mężczyzna to zapewne Bóg Bastian a kobieta...