Pieśni - Horacy

Kup ebooka

7.49 zł
6.14 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

III

NA ODJAZD WIRGILEGO DO ATEN.

Niech cię prowadzi Cypru bogini,

Świecą Heleny bracia, dwie gwiazdy; Eol, niech wiatry więżąc w jaskini Dmucha Japigiem w ciągu twej jazdy; Okręcie! grzbiet twój drogi skarb bierze, Mego Wirgila zdrowie i głowę; Tam, na attyckie nieś go wybrzeże, Ochraniaj duszy mojej połowę.

Potrójną miedzią pierś miał okutą, Kto się odważył najpierwszy pływać Kruchą, po morskich odmętach szkutą, Do walki sprzeczne z sobą wyzywać Wichry afryckie z wichrem północnym; Kto o Hyady nie pytał wcale, Gardził na Adryi notem wszechmocnym Co jak chce, głaszcze, lub wzdyma fale.

Taki, czy śmierci jakiej się zlęknie Jeśli suchemi patrzy oczyma

W potwory morskie, w bałwan gdy pęknie Lub w epirockich skalisk olbrzyma? Napróżno Bóg sam w mądrości swojej Oceanami lądy przegradza; Bezbożność nasza nic się nie boi, Człowiek po wodach łodziami chadza.

Ród nasz praw bożych nieprzyjacielem; Ile w ślepocie zgwałcił ich, nie wie: Syn Jafetowy chytrym fortelem Wynosi z nieba ognia zarzewie. Po tej kradzieży w niebieskich progach Spadły na ziemię złych chorób roje; I śmierć, tak niegdyś leniwa w nogach Konno wyprawia się na rozboje.

Dedal skrzydłami w powietrze rwie się, Choć ludzie pierzem nie porastamy... I tyś do piekieł szedł Herkulesie Acherontowe rozwalać bramy. Śmiertelnikowi wszystko dostępne, Głupstwem do nieba szturmować gotów; Lecz na zapędy takie występne, Jowisz ma dosyć gromów i grzmotów.

I

DO MECENASA.

Meceno, wnuczę królewskiego rodu;

Zaszczycie, gwiazdo mojego zawodu! Wiesz, jak niejeden ma za wielką sławę Rydwanem wzbijać olimpską kurzawę, A jeśli zręcznym wartkich kół obrotem Metę okrąży, i zaszczytną potem Palmę otrzyma - to już się pobrata Z samymi bogi, wszechwładcami świata. Ów rad, gdy głosy zmienny tłum Kwirytów Da mu do trójga najwyższych zaszczytów; Innyby w szpichrze chciał garnąć i garnie Wszystko, co młócą libijskie młócarnie.

Ten, już szczęśliwy, że siadł na swym łanie Za Attalowe skarby nie przystanie By miał na grzbiecie cypryockiej kłody Szukać po morzu myrtejskiem przygody. Kupiec mieściny swojej ciszę chwali, Gdy Afryk wyda bój Ikarskiej fali; A strach mu burzy! niech się ta ukoi Łata swe szkuty, bo nędzy się boi. Ów za wytrawnym przepada Massykiem; A ów dnia cząstkę, choć jest wyrobnikiem Kradnie, by członki wyciągnął gdzie w gaju, Lub w cichym szmerze świętego ruczaju. Ten lubi obóz, surm i rogów wrzaski, Bitwy, u matek niemające łaski; Ów łowczy, w kniejach traw i zimne noce, O miłą żonkę ani się kłopoce, Czy na jeleni trop wpadną ogary, Czy sieci podrze marsyjski dzik stary. Ciebie bluszczowy wieniec wieszczom drogi Mądrych opaska, wzniósł pomiędzy bogi; Mnie chłodny gaik, gdzie się chór weseli Nimf i satyrów, od gminu przedzieli; Bylebym flet miał z Euterpy ręki, Gęśl od Polimnii z lesbijskiemi dźwięki,

A tyś mię wliczył do wieszczów lirycznych, Wtenczasbym czołem dobił się gwiazd mlécznych!

II

DO AUGUSTA CEZARA.

Dość już tych śniegów, dość gradami zbity

Kraj nasz; Bóg jeszcze ognistą prawicą Raz poraz bije w same świątyń szczyty, W posadach wstrząsa stolicą.

I lud się stracha wróżbą, że raz wtóry Wiek Pyrry wróci z powodzi straszydłem, Gdy to Proteusz na najwyższe góry Wypłynął z podmorskiem bydłem.

A na wierzch wiązu wychodziły rybki Pluszcząc się kędy gnieżdżą się gołębie, A stada płochych danieli prąd szybki Unosił przez wzdęte głębie.

Kto z nas nie widział, jak Tybr rozhukany Od etruskiego brzegu wstecz cofnięty, Podmywał gmachu królewskiego ściany, I Weście zagrażał świętej;

Jak żalów Ilii mszcząc się nazbyt szczerze, Wbrew Jowiszowej woli, szalejące Wody przerzucił na lewe wybrzeże Strumień uległy małżonce.

Dowie się młódź ta, którą ojców waśnie Tak przetrzebiły, że swoi na siebie Ostrzyli miecze, choć ich użyć właśnie Mogli na Persów w potrzebie.

Do jakich Bogów w tej państwa ruinie Lud ma się uciec? czyż święte panienki Zmiękczą pieśniami Westalską boginię Nieczułą na nasze jęki?

Komu odrobić zbrodnię Bóg przeznaczy? Czy jasne barki owinąwszy w chmurze Przyjdziesz nas wyrwać? wołamy w rozpaczy: O Apollinie, Augurze!

A może zejdzie śliczna Erycyna Z rojem żarcików i żądz tu na ziemię? Albo ty spójrzysz ojcze Rzymianina Na zapomniane twe plemię?

Możeś się znudził zbyt długiem igrzyskiem, Chociaż zgiełk lubisz, łysk hełmu, puklerza; Maura, co pieszo walcząc, ócz pociskiem W nieprzyjaciela uderza.

Czy też na ziemię zleciawszy skrzydłami Ślicznego chłopca przywdziewając postać, Ty, synu Maji, chciałbyś między nami Mścicielem Cezara zostać?

Jeśli tak, niech ci w niebo się nie spieszy, Gość jak najdłużej wśród ludu Kwirytów, A choć się wzdrygniesz na zbrodnie tej rzeszy Nie odleć do swych błękitów.

Tuć damy tryumf, cześć wdzięcznych pokłonów Tu cię książęcia, ojca nazwiem mianem - I nie zapuści konny Med zagonów Gdyś ty Cezarze hetmanem!