Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 - zapomniany appeasement - Andrzej Nowak

Kup ebooka

59.90 zł
46.71 zł (32,95 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

4. Wła­ściwy czło­wiek na nie­wła­ści­wym miej­scu: Ho­race Rum­bold w War­sza­wie

Po­li­tyka za­gra­niczna im­pe­rium, na­wet in­su­lar­nego, wy­maga na­pływu in­for­ma­cji z każ­dego re­gionu świata i prze­ka­zy­wa­nia jed­no­cze­śnie do każ­dego re­gionu ko­mu­ni­ka­tów okre­śla­ją­cych po­li­tykę me­tro­po­lii i jej in­te­resy. Tym zaj­muje się re­gu­larna dy­plo­ma­cja. Choć mó­wi­łem już o fak­tycz­nej bez­sil­no­ści jej for­mal­nych kie­row­ni­ków w rzą­dach Lloyda Geo­rge'a - naj­pierw Bal­fo­ura, po­tem Cur­zona - to jed­nak nie wolno zu­peł­nie prze­oczyć i tego na­rzę­dzia bry­tyj­skiej po­li­tyki wo­bec Eu­ropy Wschod­niej. Tym bar­dziej, że można się przyj­rzeć, jak oka­zja do po­zna­nia tego ob­szaru z bli­ska mo­gła zmie­nić punkt wi­dze­nia po­li­ty­ków, jak - ko­lo­kwial­nie rzecz uj­mu­jąc - punkt wi­dze­nia za­leży od punktu sie­dze­nia.

W Ro­sji bol­sze­wic­kiej nie było już bry­tyj­skiego am­ba­sa­dora; ro­ko­wa­nia z de­le­ga­cjami so­wiec­kimi będą się to­czyły w Lon­dy­nie, a więc pod okiem pre­miera i jego se­kre­ta­rzy. Nie miał kto i jak ode­grać roli sta­łego bry­tyj­skiego ob­ser­wa­tora sy­tu­acji w Ro­sji pod rzą­dami Le­nina. Znajdą się tam tylko ob­ser­wa­to­rzy nie­ofi­cjalni i, rzec można, do­ryw­czy, na ogół wy­stę­pu­jący w roli piel­grzy­mów do no­wej, pół­noc­nej Mekki po­stępu i eks­pe­ry­men­tów spo­łecz­nych. O nich jesz­cze wspo­mnę. Tu na­leży stwier­dzić tylko, że igno­ran­cja cen­tral­nego ośrodka wła­dzy Im­pe­rium Bry­tyj­skiego w spra­wach ro­syj­skich (so­wiec­kich) była w tej sy­tu­acji wręcz trudna do na­ru­sze­nia, przy­naj­mniej w in­te­re­su­ją­cych nas la­tach 1919-1920.

W Pol­sce tym­cza­sem był "po­seł nad­zwy­czajny i mi­ni­ster peł­no­mocny" (o je­den szcze­bel ni­żej w hie­rar­chii dy­plo­ma­tycz­nej od - naj­wyż­szego rangą - am­ba­sa­dora) Jego Kró­lew­skiej Mo­ści Je­rzego V, w isto­cie pod­le­gły zwierzch­ni­kowi Fo­re­ign Of­fice. 15 wrze­śnia 1919 roku no­mi­no­wany zo­stał na to sta­no­wi­sko Ho­race Rum­bold. Ob­jął je 2 paź­dzier­nika (aku­rat trzy ty­go­dnie póź­niej funk­cję se­kre­ta­rza stanu w Fo­re­ign Of­fice prze­jął ofi­cjal­nie z rąk Bal­fo­ura lord Cur­zon). Wraz z no­mi­na­cją Rum­bold otrzy­mał de­cy­zję o przy­zna­niu mu płacy dwóch ty­sięcy fun­tów rocz­nie, a do tego ty­siąc fun­tów na koszty re­pre­zen­ta­cyjne. Wy­ja­śnię przy oka­zji, że w 2013 roku, we­dle strony in­ter­ne­to­wej prze­li­cza­ją­cej hi­sto­ryczną siłę na­byw­czą funta, owe dwa ty­siące ozna­cza­łyby od sie­dem­dzie­się­ciu ty­sięcy do na­wet po­nad pół mi­liona, za­leż­nie od tego, ja­kie to­wary czy usługi weź­miemy pod uwagę[1].

Mocny był funt i mocna wy­da­wała się po­zy­cja pierw­szego po­sła nad­zwy­czaj­nego i mi­ni­stra peł­no­moc­nego Lon­dynu w War­sza­wie. Rum­bold za­stą­pił wcze­śniej urzę­du­ją­cego w pol­skiej sto­licy je­dy­nie w cha­rak­te­rze chargé d'af­fa­ires (a od lipca 1919 roku mi­ni­stra peł­no­moc­nego, ale wciąż nie po­sła) Percy'ego Wyn­dhama. Miał po­zo­stać na trud­nej war­szaw­skiej pla­cówce do­kład­nie rok, je­den mie­siąc i je­den ty­dzień. Opu­ścił ją 8 li­sto­pada 1920 roku. Prze­żył za­tem sir Ho­race Rum­bold, w sa­mym cen­trum wy­da­rzeń, wszyst­kie naj­go­ręt­sze mie­siące in­te­re­su­ją­cego nas okresu. War­szawa była w tym cza­sie jego "punk­tem sie­dze­nia", nie Lon­dyn. Czy istot­nie zmie­niło to jego punkt wi­dze­nia, okre­ślony już prze­cież przez całą wcze­śniej­szą, bry­tyj­ską for­ma­cję i dy­plo­ma­tyczne do­świad­cze­nie? I czy ów punkt wi­dze­nia wpły­nie na ocenę re­la­cji mię­dzy Pol­ską a Ro­sją so­wiecką przez kie­ru­ją­cych po­li­tyką bry­tyj­ską?

Przed­sta­wię naj­pierw no­wego po­sła. Ho­race Rum­bold był za­wo­do­wym dy­plo­matą, sy­nem za­wo­do­wego dy­plo­maty, zię­ciem za­wo­do­wego dy­plo­maty i oj­cem za­wo­do­wego dy­plo­maty. Uro­dzony w 1869 roku w Pe­ters­burgu, od wcze­snej mło­do­ści był przy­go­to­wy­wany do roli am­ba­sa­dora Jej Kró­lew­skiej Mo­ści przez swego ojca (także Ho­race'a), który ka­rierę w dy­plo­ma­cji, roz­po­czętą w 1849 roku, pro­wa­dzącą mię­dzy in­nymi przez miej­sce uro­dze­nia Ho­race'a ju­niora, za­koń­czył na sta­no­wi­sku am­ba­sa­dora na pre­sti­żo­wej pla­cówce w ce­sar­skim Wied­niu u progu XX wieku. Ho­race młod­szy prze­szedł w swej dro­dze za­wo­do­wej przez Hagę, Kair, Te­he­ran, Wie­deń, Ma­dryt, To­kio, Ber­lin, po­zna­jąc na niej, obok obo­wiąz­ko­wego ję­zyka fran­cu­skiego, także arab­ski, ja­poń­ski i nie­miecki. Rangę am­ba­sa­dora osią­gnął po raz pierw­szy w szwaj­car­skim Ber­nie w 1916 roku. To był ważny mo­ment i miej­sce - w neu­tral­nej Szwaj­ca­rii kon­tak­to­wali się przed­sta­wi­ciele pro­wa­dzą­cych wojnę mo­carstw. Wspo­mi­na­łem już o mi­sji Kerra - roz­mo­wach z wy­słan­ni­kiem Wied­nia na te­mat moż­li­wego po­koju, od­by­wa­ją­cych się w marcu 1918 roku w Ber­nie. Rum­bold, zaj­mu­jąc się "lo­gi­styką" tych spo­tkań, na­wią­zał wów­czas zna­jo­mość z Ker­rem. Jako am­ba­sa­dor bry­tyj­ski w Szwaj­ca­rii roz­po­zna­wał także ak­tywne na tym te­re­nie śro­do­wi­sko pol­skie - roz­po­zna­wał, można po­wie­dzieć na pod­sta­wie jego ra­por­tów, sto­pień skłó­ce­nia we­wnętrz­nego tego śro­do­wi­ska[2].

W Szwaj­ca­rii także tra­fił Ho­race Rum­bold do li­te­ra­tury świa­to­wej, choć za­pewne nie tak, jakby tego so­bie mógł ży­czyć. Otóż prze­by­wa­jący pod­czas wojny na neu­tral­nym grun­cie szwaj­car­skim Ir­land­czyk - Ja­mes Joyce - wszedł pod ko­niec 1918 roku w ostry kon­flikt z bry­tyj­skim kon­su­la­tem. Cho­dziło o sprawę ama­tor­skiej grupy ak­to­rów The En­glish Play­ers, któ­rej wy­stę­pów Joyce był im­pre­sa­riem. Kon­su­lat prze­stał wspie­rać owe wy­stępy, a na­wet miał za­gro­zić Joyce'owi po­wo­ła­niem do bry­tyj­skiej ar­mii. Wzbu­rzony Ir­land­czyk na­pi­sał list pro­te­sta­cyjny do sa­mego am­ba­sa­dora. Od­po­wie­dzi ani sa­tys­fak­cji (ma­te­rial­nej) jed­nak się nie do­cze­kał. Nie po­mo­gło wspar­cie ze strony in­nej przy­szłej gwiazdy świa­to­wej li­te­ra­tury, Ezry Po­unda, który także wy­słał list do Rum­bolda (11 kwiet­nia 1919 roku), ostrze­ga­jąc, że je­śli ten nie za­re­aguje na prośby Joyce'a, to przy­czyni się do "na­wró­ce­nia na bol­sze­wizm" kilku wy­bit­nych przed­sta­wi­cieli kul­tury, a w do­datku może tra­fić na strony two­rzo­nej wła­śnie przez Joyce'a ar­cy­po­wie­ści Ulis­ses. Rum­bold nie od­po­wie­dział - i zna­lazł się w Ulis­se­sie; zo­stał pier­wo­wzo­rem obrzy­dli­wej po­staci - wy­stę­pu­ją­cego pod jego na­zwi­skiem an­giel­skiego fry­zjera, go­to­wego wie­szać Ir­land­czy­ków w Du­bli­nie. Joyce za­czął pry­wat­nie na­zy­wać swo­jego mil­czą­cego prze­ciw­nika cha­rak­te­ry­stycz­nie od­kryw­czym ję­zy­kowo i za­ra­zem ar­cy­wul­gar­nym okre­śle­niem: sir Who­re­arse Rum­hole. Po­świę­cił mu na­wet parę zja­dli­wych wier­szy­ków. Je­den za­mie­ścił w li­ście do brata Sta­ni­slausa, inny zaś po­wstał z oka­zji no­mi­na­cji Rum­bolda na nowe sta­no­wi­sko po­sła nad­zwy­czaj­nego do War­szawy. Pe­łen zja­dli­wej iro­nii po­ema­cik, za­ty­tu­ło­wany The Ri­ght Man In the Wrong Place (Wła­ściwy czło­wiek na nie­wła­ści­wym miej­scu), koń­czy się wer­sami, które tak, mniej wię­cej, można by prze­tłu­ma­czyć:

Upu­dro­wany, w pe­ruce i na­dęty

Rum­bold jest w War­sza­wie -

Ze świa­tem wszystko jest w po­rządku[3].

Rum­bold, rzecz ja­sna, "urzę­do­wej" pe­ruki nie wkła­dał, choć mocno już ły­siał. No­sił się sztywno, to można po­twier­dzić, oglą­da­jąc liczne jego fo­to­gra­fie czy kro­nikę fil­mową firmy Pa­thé z 1925 roku z jego udzia­łem. Czy jed­nak pa­suje do niego skre­ślony ręką ir­landz­kiego bun­tow­nika ten nie tyle fi­zyczny, ile ra­czej psy­cho­lo­giczny por­tret na­dę­tego dy­plo­maty bry­tyj­skiego, tę­pego pro­kon­sula im­pe­rium? Na pewno czuł się człon­kiem eli­tar­nego klubu - dy­plo­ma­tycz­nej służby naj­po­tęż­niej­szego mo­car­stwa, bar­dzo dum­nej ze swej tra­dy­cji. Peł­nił tę służbę z od­da­niem i wi­docz­nie ku za­do­wo­le­niu Fo­re­ign Of­fice, skoro po mi­sji w Pol­sce miał jesz­cze spra­wo­wać tak od­po­wie­dzialne funk­cje, jak - ko­lejno - wy­so­kiego ko­mi­sa­rza w Kon­stan­ty­no­polu (pod­pi­sał w tym cha­rak­te­rze trak­tat lo­zań­ski z Tur­cją w lipcu 1923 roku), am­ba­sa­dora w Ma­dry­cie (1924-1928), wresz­cie am­ba­sa­dora w Ber­li­nie (1928-1933). Na tym ostat­nim przed eme­ry­turą sta­no­wi­sku wy­ka­zał się do­sko­nałą orien­ta­cją w skali za­gro­że­nia, ja­kie nio­sła ze sobą wła­dza par­tii na­ro­dowo-so­cja­li­stycz­nej Hi­tlera. W od­róż­nie­niu od Kerra czy sa­mego Lloyda Geo­rge'a ni­gdy nie był zwo­len­ni­kiem ap­pe­ase­mentu. Wo­lał, by za­gro­że­nie dla cy­wi­li­za­cji - a tak po­strze­gał na­zizm - ra­czej li­kwi­do­wać w za­rodku, niż po­zwo­lić mu się roz­wi­nąć. Po­dob­nie - co dla nas waż­niej­sze - od­no­sił się do bol­sze­wi­zmu, kiedy zo­stał skie­ro­wany na nową pla­cówkę do War­szawy.

W 1919 roku przy­by­wał do Pol­ski jak do kraju eg­zo­tycz­nego, ale jed­nak war­tego po­zna­nia. Oczy­wi­ście pod ką­tem in­te­re­sów bry­tyj­skich. Czuł się do tego po­wo­łany jako za­wo­dowy dy­plo­mata wła­śnie, pro­fe­sjo­na­li­sta. Pierw­sze wra­że­nia z War­szawy po­bu­dzały jego ra­czej po­zy­tywne za­in­te­re­so­wa­nie. Scenę zło­że­nia li­stów uwie­rzy­tel­nia­ją­cych u Na­czel­nika Pań­stwa opi­sał jako nieco baj­kową po­dróż, w eskor­cie "lan­sje­rów" przez ulice pol­skiej sto­licy do Bel­we­deru. Pił­sud­skiego oce­nił po pierw­szych spo­tka­niach jako "naj­więk­szego czło­wieka w tej czę­ści Eu­ropy", który - "je­śli mu zdro­wie po­zwoli, da­leko zaj­dzie"[4]. Rum­bold dużo roz­ma­wiał i był go­tów słu­chać. Po kil­ku­na­stu ty­go­dniach po­bytu w Pol­sce do­strzegł coś istot­nego, co chciał prze­ka­zać swoim zwierzch­ni­kom w Fo­re­ign Of­fice. Otóż Pol­ska nie jest białą, go­tową do za­pi­sa­nia kartą, którą można wy­peł­nić do­wol­nymi wy­kre­sami, ja­kie ułożą w da­le­kim Lon­dy­nie spe­cja­li­ści od ry­so­wa­nia mię­dzy­im­pe­rial­nych sche­ma­tów; Pol­ska nie jest pla­styczną masą, z któ­rej można ule­pić do­wolną kon­struk­cję, jaka bę­dzie od­po­wia­dała kon­struk­to­rom świa­to­wego po­rządku. Pol­ska nie po­strzega sa­mej sie­bie jako no­wego tworu zwy­cię­skich mo­carstw. Ma swoją toż­sa­mość, długą tra­dy­cję oraz wła­sną ocenę swo­ich in­te­re­sów. Rum­bold pi­sał o tym do se­kre­ta­rza króla Je­rzego V: "Kiedy mamy do czy­nie­nia z Po­la­kami, trzeba za­wsze pa­mię­tać, że nie są no­wym na­ro­dem i nie uwa­żają się za taki. Są świa­domi istot­nej roli, jaką Pol­ska od­gry­wała w prze­szło­ści [...], są dumni i bar­dzo wraż­liwi". Jed­no­cze­śnie za­uwa­żał, że Po­lacy nie wy­dają się szcze­gól­nie na­ra­żeni na bak­cyla bol­sze­wi­zmu; ich silny pa­trio­tyzm i za­ra­zem nie­chęć chłop­stwa do ko­mu­ni­stycz­nych dok­tryn to wła­śnie sku­teczne an­ti­dota na to naj­więk­sze, zda­niem po­sła nad­zwy­czaj­nego, za­gro­że­nie we wschod­niej Eu­ro­pie[5].

Próby prze­ko­na­nia lon­dyń­skiej cen­trali do tego punktu wi­dze­nia prędko do­pro­wa­dzą Rum­bolda do fru­stra­cji. Przy­po­mnę, że mo­ment, kiedy ob­jął swoją funk­cję w War­sza­wie, to był czas na­si­la­ją­cego się sporu o przy­szłość Ga­li­cji Wschod­niej, sporu, w któ­rym Lon­dyn (Na­mier-Kerr-Lloyd Geo­rge) wy­stę­po­wał w roli głów­nego opo­nenta pol­skich dą­żeń. Po­lacy pa­mię­tali też o ne­ga­tyw­nym sta­no­wi­sku Lloyda Geo­rge'a w kwe­stii praw Pol­ski do Gdań­ska. Rum­bold chciał ten stan rze­czy za­ła­go­dzić. Py­tał Kerra, czy nie można na­mó­wić pre­miera do ja­kie­goś ge­stu pod ad­re­sem War­szawy. Może uda się po­móc w uzy­ska­niu przez Pol­skę kre­dytu? Sta­łego pod­se­kre­ta­rza stanu w Fo­re­ign Of­fice, Char­lesa Har­dinge'a, na­ma­wiał z ko­lei, by roz­wa­żyć przy­ję­cie w Lon­dy­nie de­le­ga­cji pol­skiego par­la­mentu. Od­no­to­wy­wał jed­no­cze­śnie wy­razy dez­apro­baty, jaką war­szaw­skie to­wa­rzy­stwo oka­zy­wało w związku ze sprze­ci­wem rządu bry­tyj­skiego wo­bec uzna­nia Ga­li­cji Wschod­niej za część Pol­ski[6].

Kerr po­sta­no­wił wów­czas, uzbro­jony w ar­gu­menty do­star­czone przez Na­miera, wy­ło­żyć Rum­bol­dowi ra­cje po­li­tyki pre­miera w tej kwe­stii. Ro­sja prę­dzej czy póź­niej się od­ro­dzi i upo­mni się nie­uchron­nie o Ukra­inę. Po­zo­sta­wie­nie w tej sy­tu­acji Ga­li­cji Wschod­niej przy Pol­sce to stwa­rza­nie no­wej kwe­stii za­pal­nej, po­dob­nej do tej, jaką dla Eu­ropy Za­chod­niej była sprawa Al­za­cji i Lo­ta­ryn­gii po do­ko­na­nym przez Bi­smarcka w 1871 roku za­bo­rze tych ziem kosz­tem Fran­cji. "Pol­ska jak do­tąd uczy­niła nie­wiele, albo na­wet nic, aby po­twier­dzić swoją zdol­ność do utrzy­ma­nia no­wo­cze­snego po­stę­po­wego pań­stwa, oprócz tego, że po­zo­stała przy­wią­zana do swo­jej na­ro­do­wo­ści i znio­sła strasz­liwe trud­no­ści dla tej sprawy. [...] Jej naj­lep­szymi przy­ja­ciółmi są ci, któ­rzy prze­ciw­sta­wiają się ma­rze­niom im­pe­ria­li­stów [pol­skich] i za­chę­cają Pol­skę do za­go­spo­da­ro­wa­nia tego ob­szaru, który jest bez­dy­sku­syj­nie pol­ski i który ogra­ni­czy tak pod­stawy do spo­rów z jej są­sia­dami, jak też liczbę nie­po­lskich oby­wa­teli [w tym kraju]". Kerr pi­sał z po­czu­ciem dumy o swoim prze­ło­żo­nym (a wła­ści­wie o wła­snym punk­cie wi­dze­nia): "My­ślę, że Po­lacy nie ro­zu­mieją po­stawy P[re­miera] wo­bec nich. W naj­mniej­szym stop­niu nie jest an­ty­pol­ski. W pełni uznaje na­to­miast wielką trud­ność po­ło­że­nia Pol­ski w Eu­ro­pie i nie­unik­niony brak prak­tycz­nego do­świad­cze­nia jej na­rodu w pro­wa­dze­niu spraw wiel­kiego pań­stwa. [...] On [czyli Lloyd Geo­rge] pa­trzy na pro­blem pol­ski nie tylko w ka­te­go­riach bie­żą­cych, lat 1919-1920, lecz także w per­spek­ty­wie ty­siąca lat eu­ro­pej­skiej hi­sto­rii i tego nie­uchron­nego faktu, że są­sie­dzi Pol­ski [czyli Ro­sja i Niemcy], któ­rzy dziś są roz­bici, wkrótce znów będą silni, ener­giczni, prze­po­jeni pa­trio­ty­zmem"[7].

Pol­ska zdą­żyła w ciągu roku, jaki upły­nął mię­dzy od­zy­ska­niem przez nią nie­pod­le­gło­ści a na­pi­sa­niem za­cy­to­wa­nego tu­taj li­stu przez Kerra, wpro­wa­dzić w pełni de­mo­kra­tyczną or­dy­na­cję wy­bor­czą (da­jącą mię­dzy in­nymi pełne prawa wszyst­kim ko­bie­tom - dzie­sięć lat wcze­śniej za­nim uczyni to par­la­ment bry­tyj­ski) i prze­pro­wa­dzić wy­bory do Sejmu Usta­wo­daw­czego przy bar­dzo wy­so­kiej fre­kwen­cji. Nic za­pewne nie wie­dział nadawca tego li­stu o przy­ję­ciu w tymże okre­sie w Pol­sce usta­wo­daw­stwa o ośmio­go­dzin­nym cza­sie pracy, obo­wiąz­ko­wym ubez­pie­cze­niu na wy­pa­dek cho­roby i ma­cie­rzyń­stwa, po­wszech­nym obo­wiązku szkol­nym dla dzieci w wieku sied­miu do czter­na­stu lat, a także o re­for­mie rol­nej... Nic nie wie­dział z pew­no­ścią o roz­po­czę­ciu sku­tecz­nego dzia­ła­nia przez setki no­wych in­sty­tu­cji, od Pro­ku­ra­tury Ge­ne­ral­nej i Naj­wyż­szej Izby Kon­troli do Pol­skiego Ko­mi­tetu Igrzysk Olim­pij­skich czy dwóch no­wych uni­wer­sy­te­tów (Ka­to­lic­kiego Uni­wer­sy­tetu Lu­bel­skiego oraz Uni­wer­sy­tetu Po­znań­skiego). Nie wie­dział, ale po­sła bry­tyj­skiego w War­sza­wie, który mógł o tym wszyst­kim mieć peł­niej­szą wie­dzę, po­uczał men­tor­skim to­nem, że Pol­ska ni­czego jesz­cze nie do­ko­nała na dro­dze mo­der­ni­za­cji. Przy­po­mi­nał mu, że ma trak­to­wać kraj, w któ­rym re­pre­zen­tuje Wielką Bry­ta­nię, jako dziecko, krnąbrne dziecko, które w isto­cie za­wdzię­cza swoje po­wo­ła­nie do ży­cia wy­łącz­nie zwy­cię­skim mo­car­stwom Za­chodu. Nie ma ona do ni­czego praw, poza pra­wem, a na­wet obo­wiąz­kiem wdzięcz­no­ści wo­bec swo­ich do­bro­czyń­ców. Kerr wy­ra­żał pre­cy­zyj­nie sta­no­wi­sko swo­jego pre­miera, wła­sne, a także Han­keya, kiedy stwier­dzał, że Po­lacy sami nie ro­zu­mieją, co jest dla nich do­bre. To od nich wie­dzą le­piej i za nich po­winni zde­cy­do­wać ci, któ­rzy "mają do­świad­cze­nie w pro­wa­dze­niu spraw wiel­kiego pań­stwa" - czyli pa­trzący z per­spek­tywy mil­len­nium i ca­łej Eu­ropy Da­vid Lloyd Geo­rge. Wy­daje się, że do­ty­kamy tu jed­nego z fun­da­men­tal­nych za­ło­żeń prak­tyki ap­pe­ase­mentu: mo­car­stwa za­chod­nie, a ści­śle mó­wiąc ich elity po­li­tyczne, przy­znają so­bie prawo do lep­szego ro­zu­mie­nia tego, co ma być do­bre dla "ma­łych" i "no­wych" kra­jów, któ­rych gra­nice chcą usta­lić, prze­su­nąć, albo też prze­ka­zać te pań­stwa pod "opiekę" in­nych mo­carstw. "Oni nie mogą się sami re­pre­zen­to­wać, oni mu­szą być re­pre­zen­to­wani" - to istota ko­lo­nial­nej optyki, którą uchwy­cił Ka­rol Marks w swoim słyn­nym stwier­dze­niu z 18 bru­ma­ire'a Lu­dwika Bo­na­parte (Sie kön­nen sich nicht ver­tre­ten, sie müs­sen ver­tre­ten wer­den), a prze­ana­li­zo­wał jego zna­cze­nie Edward Said[8]. Bę­dziemy jesz­cze nie­raz ob­ser­wo­wali jej prze­jawy.

Dru­gim fi­la­rem tej sa­mej prak­tyki ap­pe­ase­mentu, także uka­za­nym w li­ście Kerra, jest za­ło­że­nie, że osta­tecz­nie li­czy się tylko siła. Se­kre­tarz pre­miera pi­sze wy­raź­nie, że Pol­ska może ist­nieć tylko w ta­kich gra­ni­cach, które da się uznać za bez­dy­sku­syj­nie pol­skie. Czyli ta­kich, któ­rych pol­skość uznają za bez­dy­sku­syjną dwaj wielcy są­sie­dzi: Ro­sja i Niemcy. Nie przy­cho­dzi mu na­wet na myśl moż­li­wość od­wró­ce­nia tego wa­runku: żeby Ro­sja albo Niemcy były ogra­ni­czone tylko do te­re­nów, które "bez­dy­sku­syj­nie" mogą być uznane od­po­wied­nio za et­nicz­nie ro­syj­skie albo nie­miec­kie. Uznane przez są­sia­dów, któ­rych owa "dys­ku­sja" do­ty­czy bez­po­śred­nio. Nie, dla Kerra jest oczy­wi­ste, że Ro­sji czy Niem­com na­leży się swo­ista "otu­lina" z te­re­nów, które nie­ko­niecz­nie są za­miesz­kane przez sa­mych Ro­sjan czy Niem­ców, ale mogą tam być także, choćby na­wet bar­dzo liczni, "ja­cyś inni" (na przy­kład Po­lacy, Ży­dzi, Li­twini, Bia­ło­ru­sini czy Ukra­ińcy). Co jest dys­ku­syjne, co two­rzy ewen­tu­al­nie strefę po­śred­nią mię­dzy ob­sza­rami w tym przy­padku et­no­gra­ficz­nie "czy­sto" pol­skimi a ro­syj­skimi czy nie­miec­kimi, to wszystko ma przy­paść Ro­sji i Niem­com. Dla­czego? Osta­tecz­nie ra­cja jest tylko jedna: siła. Ro­sja i Niemcy znajdą siłę, by znów upo­mnieć się o te­reny, które ze­chcą uznać za sporne ze słab­szą Pol­ską. Za­tem z góry trzeba tak uło­żyć mapę Eu­ropy Wschod­niej, by ci naj­sil­niejsi byli z niej za­do­wo­leni. W in­nym przy­padku będą ją prze­kre­ślać, po­now­nie za­kłó­ca­jąc po­rzą­dek, de­sta­bi­li­zu­jąc raz jesz­cze sy­tu­ację po­li­tyczną. For­mal­nie więc w imię po­rządku, w imię sta­bi­li­za­cji, w isto­cie jed­nak tylko z po­wodu ra­chunku sił, a nie ja­kichś in­nych ra­cji, trzeba prze­ko­nać słab­szych, żeby się p o d p o r z ą d k o w a l i. Pro­blem mógł się po­ja­wić wtedy, kiedy oka­zało się (jak we wrze­śniu 1939 roku), że z punktu wi­dze­nia Mo­skwy i Ber­lina nie ma miej­sca na żadną Pol­skę, że "za­do­wo­le­nie" przy­nie­sie im tylko wspólna gra­nica, tak jak przed pierw­szą wojną świa­tową, kiedy mię­dzy Ro­sją a Niem­cami nie było nic. Lo­gika siły mo­gła osta­tecz­nie za­wsze pro­wa­dzić do ta­kiego re­zul­tatu.

Czy Ho­race Rum­bold nie po­dzie­lał owych za­ło­żeń, owej lo­giki? Oczy­wi­ście spo­glą­dał z wyż­szo­ścią "dzie­dzicz­nego" am­ba­sa­dora bry­tyj­skiego na ko­lejne kraje, w któ­rych przy­szło mu wy­stę­po­wać w służ­bie Ko­rony. Zwróćmy jed­nak uwagę na pewną róż­nicę jego per­spek­tywy w sto­sunku do tej, w jaką ży­ciowe do­świad­cze­nie wy­po­sa­żyło Kerra czy Han­keya. Obaj se­kre­ta­rze po­zna­wali świat przez pry­zmat do­mi­niów Ko­rony Bry­tyj­skiej. Przyj­mo­wali za oczy­wi­ste swoje prawo do "re­for­mo­wa­nia" tego, co jej pod­le­głe, do in­ter­pre­to­wa­nia in­te­re­sów po­szcze­gól­nych do­mi­niów, do wpły­wa­nia na ich toż­sa­mość, do jej "po­pra­wia­nia". Pre­mier, któ­remu słu­żyli, nie znał w ogóle świata poza Wielką Bry­ta­nią. I nie chciał po­zna­wać. Rum­bold pra­co­wał na­to­miast jako dy­plo­mata w kra­jach, które nie były bry­tyj­skimi do­mi­niami czy ko­lo­niami. Choć mógł pa­trzeć z wyż­szo­ścią, choćby na­wet naj­bar­dziej wy­nio­słą, czy z po­czu­ciem ob­co­ści na sto­sunki w Te­he­ra­nie, To­kio, w mniej­szym może stop­niu w Ma­dry­cie, Ha­dze, Wied­niu, Ber­nie czy Ber­li­nie, to jed­nak w każ­dym z tych państw do­strze­gał i osta­tecz­nie uzna­wał ich spe­cy­fikę, od­rębną toż­sa­mość, miał świa­do­mość, że in­te­resy tu­byl­ców mogą być sprzeczne z tymi, które re­pre­zen­tuje on, dy­plo­mata z Lon­dynu. Uzna­wał nie­jako prawo do od­ręb­no­ści in­nych państw, był do tego przy­zwy­cza­jony. I uwa­żał za roz­tropne po­zna­wa­nie tej od­ręb­no­ści - zba­da­nie moż­li­wo­ści jej wprzę­gnię­cia w in­te­res bry­tyj­ski. Z ta­kiej też per­spek­tywy po­zna­wał Pol­skę - i pró­bo­wał na­ma­wiać swo­ich zwierzch­ni­ków w Lon­dy­nie, by do­strze­gli, że "re­pre­zen­tuje się ona sama" i że warto, przy skal­ku­lo­wa­niu bry­tyj­skiej po­li­tyki, roz­wa­żyć i ten, osobny punkt wi­dze­nia.

Od­po­wie­dział za­tem Ker­rowi na list, dzię­ku­jąc za waż­kie ar­gu­menty na rzecz po­trzeby ogra­ni­cze­nia liczby mniej­szo­ści et­nicz­nych w gra­ni­cach no­wego pań­stwa pol­skiego. Za­uwa­żał jed­nak, że prze­cież Wło­chy zy­skały po woj­nie dwie­ście ty­sięcy Ty­rol­czy­ków wraz z ob­sza­rem, na któ­rym na pewno to oni - a nie Włosi - prze­wa­żają. Nowo utwo­rzona Cze­cho­sło­wa­cja zaś składa się nie­mal z sa­mych mniej­szo­ści (Sło­wacy, Niemcy su­deccy, Ru­sini za­kar­paccy) - i ja­koś nie jest to przed­mio­tem pro­te­stów ze strony zwy­cię­skich mo­carstw... Rum­bold pro­sił także o wzię­cie pod uwagę ar­gu­mentu wy­su­wa­nego przez Po­la­ków: Lwów jest uwa­żany przez nich za pol­skie mia­sto - i nie jest ła­two za­prze­czyć jego pol­skiemu ob­li­czu et­nicz­nemu oraz kul­tu­ro­wemu. Może warto wró­cić do kom­pro­misu, su­ge­ro­wał Rum­bold, jaki kie­dyś pro­po­no­wał Pa­de­rew­ski, to jest po­działu Ga­li­cji Wschod­niej w taki spo­sób, by Lwów i oko­lice przy­pa­dły Pol­sce, a reszta by­łaby tylko tym­cza­so­wym man­da­tem, o któ­rego przy­szło­ści po­li­tycz­nej można by zde­cy­do­wać póź­niej. Po­seł de­li­kat­nie od­parł także po­gar­dliwą kry­tykę ca­łego do­tych­cza­so­wego do­robku pań­stwo­wego Po­la­ków. Ow­szem, pi­sał: "Po­lacy mu­szą jesz­cze wiele [w tej dzie­dzi­nie] zro­bić i pra­gnę my­śleć, że tak wła­śnie zro­bią. Ko­lej­nych dwa­na­ście mie­sięcy po­każe, jak ułożą swoje sprawy". Krótko mó­wiąc - nie prze­kre­ślał szans Pol­ski na stwo­rze­nie no­wo­cze­snego pań­stwa. Na­ma­wiał więc Kerra: "Gdyby pan miał kie­dyś wolne dwa ty­go­dnie i chciał po­znać tę część Eu­ropy, pro­szę przy­je­chać i za­trzy­mać się u mnie"[9]. Ta do­bra rada nie zo­stała jed­nak ni­gdy wy­słu­chana przez tych, któ­rzy mieli de­cy­do­wać o lo­sach Eu­ropy Wschod­niej. Mieli wła­dzę, a ta nie zo­sta­wia wiele czasu na po­zna­nie, wy­maga za to pil­nie po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji. Na­wet je­śli do­ty­czą one "lu­dów, o któ­rych nic nie wiemy".

Rum­bold chciał jed­nak na te de­cy­zje wpły­nąć. Uwa­żał, że na­leży to do jego obo­wiąz­ków jako za­wo­do­wego dy­plo­maty: do­ra­dzić jak naj­bar­dziej zgodny z rze­czy­wi­stym sta­nem rze­czy kie­ru­nek po­li­tycz­nych roz­strzy­gnięć ma­ją­cych za­paść w lon­dyń­skiej cen­trali. Istot­nym mo­ty­wem wpły­wa­ją­cym na jego opi­nię o Pol­sce i jej roli wo­bec Ro­sji so­wiec­kiej był głę­boki wstręt po­sła do bol­sze­wi­zmu i obawa przed roz­prze­strze­nie­niem ko­mu­ni­stycz­nej ide­olo­gii. Pol­ska była dla niego ważna jako prak­tyczna za­pora, która może sku­tecz­nie po­wstrzy­mać ewen­tu­alną ofen­sywę ko­mu­ni­zmu na za­chód. Od­pie­rał ar­gu­menty pod­se­kre­ta­rza stanu w Fo­re­ign Of­fice, Har­dinge'a (zbieżne zresztą ze sta­no­wi­skiem sa­mego lorda Cur­zona), że bol­sze­wizm nie bę­dzie roz­wi­jał się w stronę za­chodu, ale sta­nowi istotną groźbę ra­czej na azja­tyc­kim przed­polu ży­wot­nych in­te­re­sów Wiel­kiej Bry­ta­nii: na Za­kau­ka­ziu (eks­pan­sja Ar­mii Czer­wo­nej ku Azer­bej­dża­nowi i Gru­zji) oraz w Per­sji. Na prze­ło­mie lat 1919 i 1920 Rum­bold li­czył w każ­dym ra­zie na to, że może uda się jesz­cze na­wią­zać sku­teczną współ­pracę mię­dzy Pił­sud­skim a reszt­kami "bia­łej" Ro­sji pod wo­dzą De­ni­kina. Wspie­rał za­tem (przed­sta­wianą przeze mnie w po­przed­nim roz­dziale) mi­sję Hal­forda Mac­kin­dera, która do ta­kiej współ­pracy miała do­pro­wa­dzić. Ubo­le­wał, że Li­twa sta­nowi "słabe ogniwo", które utrud­nia na­wią­za­nie skie­ro­wa­nego prze­ciw bol­sze­wi­kom so­ju­szu woj­sko­wego mię­dzy Pol­ską a kra­jami bał­tyc­kimi (w grud­niu 1919 roku Rum­bold roz­ma­wiał o tym bez­po­śred­nio z ge­ne­ra­łem Car­lem Gu­sta­fem Man­ner­he­imem, nie­daw­nym re­gen­tem Fin­lan­dii). W przy­gnę­bie­nie wpra­wiała go nowa po­li­tyka pre­miera, przy­jęta w stycz­niu 1920 roku: po­go­dze­nia się z rzą­dami bol­sze­wi­ków w Ro­sji i za­chęty, by kraje z nią gra­ni­czące także szu­kały z bol­sze­wi­kami po­koju. Pi­sał o tym 2 lu­tego 1920 roku do swo­jego ko­legi, wy­so­kiego ko­mi­sa­rza w Wied­niu, Fran­cisa Oswalda Lin­dleya: "Jak są­dzisz, czy długo reszta Eu­ropy i mo­car­stwa za­chod­nie będą mo­gły się wstrzy­my­wać przed uzna­niem także [po kra­jach gra­ni­czą­cych z Ro­sją] bol­sze­wi­ków? Ta idea jest mi wstrętna, po­nie­waż żyję tu­taj zbyt bli­sko bol­sze­wi­ków, by nie wi­dzieć, jak prze­ra­ża­jący sys­tem wła­dzy two­rzą. Je­śli się jed­nak nie mylę, sprawy idą w kie­runku uzna­nia bol­sze­wi­ków. To zo­sta­łoby przy­jęte z ra­do­ścią przez na­szych dro­gich przy­ja­ciół z La­bour Party w kraju, nie mó­wiąc o in­nych, nie­na­le­żą­cych do La­bour. To bę­dzie ko­lejny przy­pa­dek triumfu zła"[10].

Tym­cza­sem z Lon­dynu tra­fiały do Rum­bolda in­struk­cje za­chę­ca­jące wprost, by wsparł taki wła­śnie po­li­tyczny sce­na­riusz, który naj­bar­dziej go prze­ra­żał. W te­le­gra­mie z Fo­re­ign Of­fice z 27 stycz­nia zna­la­zła się re­la­cja z roz­mowy, jaką dzień wcze­śniej od­był pre­mier Lloyd Geo­rge z od­wie­dza­ją­cym go w son­da­żo­wej mi­sji pol­skim mi­ni­strem spraw za­gra­nicz­nych Sta­ni­sła­wem Pat­kiem. Jak wia­domo z omó­wie­nia w jed­nym z po­przed­nich roz­dzia­łów, Lloyd Geo­rge przed­sta­wił ja­sno swoje sta­no­wi­sko: bol­sze­wicy nie za­ata­kują swo­ich za­chod­nich są­sia­dów, po­nie­waż "nie ma nic ta­kiego jak żyw­ność czy su­rowce, które mo­głyby skło­nić ar­mię do wkro­cze­nia do Pol­ski, Wę­gier czy Nie­miec". Szo­ku­jące geo­eko­no­miczną i geo­po­li­tyczną igno­ran­cją zda­nie pre­miera było tylko wstę­pem do za­sad­ni­czej lek­cji, ja­kiej chciał udzie­lić Pat­kowi, a Fo­re­ign Of­fice prze­ka­zy­wało ją Rum­bol­dowi. Brzmiała ona tak: skoro bol­sze­wicy chcą po­koju, to je­dyną prze­szkodą do jego za­war­cia może być tylko pol­ski eks­pan­sjo­nizm na wscho­dzie[11]. Trzy dni póź­niej Kerr wy­słał do Rum­bolda osobny list, jako "wzmoc­nie­nie" ofi­cjal­nej re­la­cji Fo­re­ign Of­fice, raz jesz­cze pod­kre­śla­jąc, że tylko pre­mier jest "praw­dzi­wym przy­ja­cie­lem" Pol­ski, po­nie­waż broni jej przed jej naj­więk­szym wro­giem. Owym wro­giem są sami Po­lacy, a ści­śle mó­wiąc - duch im­pe­ria­li­zmu kon­flik­tu­jący ich z Niem­cami i zwłasz­cza z Ro­sją. Trzeba wal­czyć przede wszyst­kim z pol­skim im­pe­ria­li­zmem! Kerr do­da­wał do tego za­le­ce­nia dla po­sła w War­sza­wie oraz in­for­ma­cję o ro­sną­cych wpły­wach La­bour Party i le­wi­co­wych związ­ków za­wo­do­wych, które na­ci­skają w sa­mej An­glii na za­war­cie jak naj­szyb­szego po­koju z Ro­sją so­wiecką[12].

W li­ście do Har­dinge'a z 1 lu­tego 1920 roku Rum­bold za­uwa­żał, że w tej sy­tu­acji Pol­ska za­pewne bę­dzie zmu­szona za­wrzeć po­kój z "czer­woną" Mo­skwą, a w ślad za nią pójdą pań­stwa bał­tyc­kie, Ru­mu­nia, a wkrótce cała Eu­ropa. Jed­no­cze­śnie po­zwa­lał so­bie zwró­cić uwagę pod­se­kre­ta­rzowi stanu w Fo­re­ign Of­fice, że ostat­nie do­nie­sie­nia z Lon­dynu ozna­czają naj­wy­raź­niej ra­dy­kalną zmianę wcze­śniej­szej po­li­tyki, którą - jak wie­rzył - było po­pie­ra­nie so­ju­szu an­ty­so­wiec­kiego Pił­sud­skiego z De­ni­ki­nem. Nieco iro­nicz­nie py­tał na­wet, czy Lloyd Geo­rge zna­lazł czas nie tylko na "udzie­le­nie lek­cji" pol­skiemu mi­ni­strowi spraw za­gra­nicz­nych, lecz także na spo­tka­nie z Mac­kin­de­rem, który wła­śnie w dru­giej po­ło­wie stycz­nia wró­cił ze swej mi­sji u De­ni­kina[13]. Po­seł mu­siał jed­nak za­ak­cep­to­wać po­li­tykę prze­for­so­waną przez pre­miera. Nie re­zy­gno­wał wszakże ze swo­jego prawa do in­nej niż dyk­to­wana z Lon­dynu oceny pol­skiego "im­pe­ria­li­zmu". Szu­kał na­dal moż­li­wo­ści kom­pro­misu mię­dzy wi­zją ko­niecz­nego za­bez­pie­cze­nia pol­skiej su­we­ren­no­ści, którą przed­sta­wiał mu Pił­sud­ski, a za­da­niem wspar­cia ta­kiego po­koju, jaki za­ak­cep­tuje Ro­sja - za­da­niem, ja­kie na­rzu­cono mu w in­struk­cjach z ga­bi­netu pre­miera.

W roz­wi­ja­ją­cej się w marcu kon­fron­ta­cji dy­plo­ma­tycz­nych i pro­pa­gan­do­wych moż­li­wo­ści mię­dzy Mo­skwą a War­szawą, zwią­za­nej z dys­ku­sją o wa­run­kach po­koju pol­sko-so­wiec­kiego, Rum­bold mu­siał się zmie­rzyć z miaż­dżącą oceną, jaką pol­skiej po­li­tyce i wa­run­kom po­ko­jo­wym War­szawy wy­sta­wił Po­li­ti­cal In­for­ma­tion De­part­ment (czyli Le­wis Na­mier w swoim ostat­nim wiel­kim, oma­wia­nym wy­żej, me­mo­riale-pasz­kwilu). W pierw­szej in­for­ma­cji o pol­skich wa­run­kach po­koju, prze­sła­nej do Fo­re­ign Of­fice 14 marca, Rum­bold wy­ra­ził opi­nię w spra­wie za­sady dez­anek­sji, czyli wy­rze­cze­nia się przez Mo­skwę praw do te­re­nów na wschód od gra­nicy pierw­szego roz­bioru (z 1772 roku) oraz pro­po­zy­cji zor­ga­ni­zo­wa­nia ple­bi­scytu na ob­sza­rze mię­dzy tą gra­nicą a li­nią Bugu. Stwier­dził, że trzeba by naj­pierw prze­pro­wa­dzić kon­sul­ta­cje z Li­twi­nami i Ukra­iń­cami, któ­rych te roz­strzy­gnię­cia prze­cież do­ty­czyły, a za­ra­zem, iż nie­ła­two bę­dzie uznać re­fe­ren­dum prze­pro­wa­dzane w obec­no­ści Woj­ska Pol­skiego za cał­ko­wi­cie swo­bodne. Za­uwa­żył rów­nież, że trudno przy­pusz­czać, iżby Ro­sja, po prze­zwy­cię­że­niu we­wnętrz­nego kry­zysu, za­ak­cep­to­wała trwale tak da­le­kie od­su­nię­cie na wschód, re­zy­gna­cję ze swych zdo­by­czy te­ry­to­rial­nych od XVIII wieku. Prze­ka­zał jed­nak do cen­trali Fo­re­ign Of­fice ar­gu­ment Patka, że Pol­ska zdaje so­bie z tego sprawę, ale musi dą­żyć do jak naj­szyb­szego wy­ja­śnie­nia kwe­stii swo­jej wschod­niej gra­nicy z ta­kim rzą­dem, jaki jest obec­nie w Ro­sji.

Sam Rum­bold pro­po­no­wał, by po­zwo­lić Po­la­kom uzy­skać ta­kie wa­runki po­koju, ja­kie tylko zdo­łają wy­ne­go­cjo­wać z Ro­sją so­wiecką. Prze­bieg i wy­niki owych ne­go­cja­cji mogą być dla mo­carstw za­chod­nich wska­zówką co do ak­tu­al­nej siły czy sła­bo­ści bol­sze­wi­ków, a także go­to­wo­ści rządu so­wiec­kiego do za­ak­cep­to­wa­nia bu­fo­ro­wych państw Bia­ło­rusi i Ukra­iny. Pod­po­wia­dał jed­no­cze­śnie swoim zwierzch­ni­kom, że by­naj­mniej nie trzeba re­zy­gno­wać z prawa mo­carstw za­chod­nich do eg­ze­kwo­wa­nia punktu 87 trak­tatu wer­sal­skiego, w któ­rym Pol­ska zo­bo­wią­zała się przy­jąć usta­le­nia mo­carstw do­ty­czące jej wschod­niej gra­nicy. Na od­cinku li­tew­skim po­winna bo­wiem prze­pro­wa­dzić pod nad­zo­rem alian­tów albo Ligi Na­ro­dów re­fe­ren­dum w spra­wie Wilna. Mo­car­stwa mo­głyby także wziąć udział w roz­gra­ni­cze­niu ziem po­ło­żo­nych na za­chód od gra­nicy pierw­szego roz­bioru z 1772 roku, za­miesz­ka­nych przez Bia­ło­ru­si­nów i Ukra­iń­ców. "Te­ry­to­ria te mo­głyby zo­stać pod­po­rząd­ko­wane tym­cza­so­wej mie­sza­nej ad­mi­ni­stra­cji Po­la­ków i miej­sco­wej lud­no­ści pod nad­zo­rem urzęd­ni­ków wy­zna­czo­nych przez Ligę Na­ro­dów. Te­ry­to­ria owe by­łyby utrzy­my­wane w po­wier­nic­twie dla od­ro­dzo­nej Ro­sji, albo też - je­śli po­li­tyka Mo­carstw Sprzy­mie­rzo­nych by­łaby przy­chylna stwo­rze­niu au­to­no­micz­nych państw ta­kich jak Bia­ło­ruś i Ukra­ina - w po­wier­nic­twie dla tych państw"[14].

Na pod­sta­wie te­le­gra­mów i ana­lizy Rum­bolda szef De­par­ta­mentu Pół­noc­nego (obej­mu­ją­cego Ro­sję, kraje bał­tyc­kie, skan­dy­naw­skie i Pol­skę) Fo­re­ign Of­fice John Dun­can Gre­gory spo­rzą­dził i przed­sta­wił Cur­zo­nowi 6 kwiet­nia ob­szerne me­mo­ran­dum, w któ­rym wy­ra­ził swoją opi­nię na te­mat moż­li­wo­ści roz­wią­za­nia gor­dyj­skiego wę­zła Eu­ropy Wschod­niej. Warto ten do­ku­ment omó­wić ob­szer­niej, po­nie­waż za­wiera on wy­kład sta­no­wi­ska, ja­kie bry­tyj­ska dy­plo­ma­cja mo­gła za­jąć wo­bec so­wiecko-pol­skiego kon­fliktu wio­sną 1920 roku i pro­blemu usta­no­wie­nia gra­nic w Eu­ro­pie Wschod­niej - mo­gła, ale nie za­jęła. Jest to więc tylko przy­czy­nek do hi­sto­rii al­ter­na­tyw­nej. Mo­żemy jed­nak dzięki niemu wy­raź­nie do­strzec swo­istość wy­bo­rów do­ko­na­nych w hi­sto­rii rze­czy­wi­stej; wy­bo­rów, które po­dej­mo­wał Lloyd Geo­rge, ko­rzy­sta­jąc ze wspar­cia swo­ich se­kre­ta­rzy i Na­miera. Do­ku­ment, który po­ni­żej przed­sta­wiam, po­ka­zuje za­ra­zem, jak mo­głaby wy­glą­dać po­li­tyka Fo­re­ign Of­fice, gdyby po­pro­wa­dził ją sir Ho­race Rum­bold, opie­ra­jąc się na swoim już pół­rocz­nym do­świad­cze­niu z po­bytu w Pol­sce.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy

4. Wła­ściwy czło­wiek na nie­wła­ści­wym miej­scu: Ho­race Rum­bold w War­sza­wie

[1] Zob. Oxford Uni­ver­sity, Bo­dle­ian Li­brary [da­lej jako: OU-BL], Ho­race Rum­bold, Pa­pers [da­lej jako: RP], dep. 26: Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920, k. 33 (no­mi­na­cja Ho­race'a Rum­bolda na po­sła nad­zwy­czaj­nego i mi­ni­stra peł­no­moc­nego w War­sza­wie z 15 IX 1919); por. prze­li­cze­nie war­to­ści fun­tów - Law­rence H. Of­fi­cer and Sa­muel H. Wil­liam­son, "Five Ways to Com­pute the Re­la­tive Va­lue of a UK Po­und Amo­unt, 1270 to Pre­sent", Me­asu­rin­gWorth, 2014: http://www.me­asu­rin­gworth.com/ppo­we­ruk, do­stęp: 2.02.2015; zob. także Mo­nika Łu­ka­sik-Du­szyń­ska, Bry­tyj­skie po­sel­stwo do­nosi. Po­sło­wie bry­tyj­scy wo­bec sto­sun­ków Pol­ski z pań­stwami bał­tyc­kimi 1920-1926, War­szawa 2008, s. 25-44 (bar­dzo po­ży­teczna ana­liza bry­tyj­skiej służby dy­plo­ma­tycz­nej, jej struk­tury i obiegu in­for­ma­cji w la­tach 1920-1926).

[2] Zob. na ten te­mat w źró­dło­wej mo­no­gra­fii Mar­tina Gil­berta, Sir Ho­race Rum­bold..., s. 142-144 (o spo­tka­niach z Po­la­kami w Ber­nie).

[3] "Puf­fed, po­wde­red and cur­led: / Rum­bold's in War­saw - / All's ri­ght with the world" - cyt. za: M. Gil­bert, Sir Ho­race Rum­bold..., s. 181; zob. także Po­und/Joyce: the Let­ters of Ezra Po­und to Ja­mes Joyce, with Po­und's Es­says and Ar­tic­les about Joyce, ed. For­rest Read, New York 1970, s. 151-153 (tu list Po­unda do Rum­bolda z 11 IV 1919, a także szer­sze na­świe­tle­nie ca­łego in­cy­dentu).

[4] Ostatni cy­tat - z li­stu Rum­bolda do Kerra z 29 XII 1919 - NAS-PK, GD/40/17/911/3; opis pierw­szej wi­zyty u Na­czel­nika Pań­stwa: list Rum­bolda do Char­liego [?] z 23 X 1919, OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 49. Po­byt Rum­bolda w War­sza­wie, choć bez istot­nych do­ku­men­tów z oso­bi­stego ar­chi­wum po­sła, przed­sta­wia N. Da­vies: Sir Ho­race Rum­bold w War­sza­wie, 1919-1920, "Dzieje Naj­now­sze" 1971, R. III, z. 3, s. 40-54.

[5] "In de­aling with the Po­les one has al­ways to re­mem­ber one thing and that is that they are not and do not con­si­der them­se­lves to be a new na­tion. They are con­scious of the con­si­de­ra­ble part that Po­land has played in the past [...] they are proud and sen­si­tive". List Rum­bolda do Tho­masa Row­landa (za­stępcy pry­wat­nego se­kre­ta­rza króla Je­rzego V) z 1 II 1920, OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 146 (na ko­lej­nych stro­nach te­goż li­stu - k. 147-148 - uwagi o nie­podat­no­ści Po­la­ków, poza grupą skraj­nych so­cja­li­stów i czę­ścią mniej­szo­ści ży­dow­skiej, na ha­sła ko­mu­ni­styczne).

[6] Zob. list Rum­bolda do Kerra z 6 XII 1919 (tu wzmianka o po­trze­bie wspar­cia po­życzki do Pol­ski), OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 79; list Rum­bolda do Har­dinge'a z 16 XI 1919 (w spra­wie de­le­ga­cji par­la­men­tar­nej): tamże, k. 62; sprawę swo­istego boj­kotu to­wa­rzy­skiego prze­pro­wa­dzo­nego jed­no­ra­zowo w sto­sunku do po­sel­stwa bry­tyj­skiego (z ini­cja­tywy księ­cia Zdzi­sława Lu­bo­mir­skiego) w grud­niu 1919 r. wo­bec na­sta­wie­nia Lloyda Geo­rge'a w spra­wie Ga­li­cji oma­wia M. Gil­bert, Sir Ho­race Rum­bold..., s. 185-187.

[7] "Po­land as yet has done lit­tle or no­thing to es­ta­blish the fact of its abi­lity to ma­in­tain a mo­dern pro­gres­sive state, except that it clung to its na­tio­na­lity and en­du­red ter­ri­ble hard­ships for this cause. [...] Its best friends are those who re­sist the dre­ams of the Im­pe­ria­li­sts and en­co­urage Po­land to make good wi­thin a sphere which is in­di­spu­ta­bly Po­lish and which re­du­ces both its gro­unds of qu­ar­rel with its ne­igh­bo­urs and the num­bers of non-Po­lish ci­ti­zens [...] I think that the Po­les mi­sun­der­stand the PM's [Prime Mi­ni­ster's] at­ti­tude to­wards them. He is not in the le­ast anti-Po­lish. He fully re­co­gni­zes, ho­we­ver, the great dif­fi­culty of Po­land's po­si­tion in Eu­rope and its pe­ople's in­e­vi­ta­ble want of prac­ti­cal expe­rience in run­ning a great state. [...] He [Lloyd Geo­rge] is lo­oking at the Po­lish pro­blem, not me­rely in terms of 1919-1920, but in the li­ght of a tho­usand years of Eu­ro­pean hi­story, and of the in­e­vi­ta­ble fact that Po­land's ne­igh­bo­urs, which to­day are pro­strate, will ere long be­come strong, vi­go­rous, and pa­trio­tic na­tions". List Kerra do Rum­bolda z 15 XII 1919, NAS-PK, GD 40/17/911/4, s. 1-4; toż w: OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 97-100.

[8] Zob. E. Said, Orien­ta­lizm, przeł. Wi­told Ka­li­now­ski, wstęp Zdzi­sław Ży­gul­ski jun., War­szawa 1991.

[9] "The Po­les have still to make good, and I like to think that they will do so. Ano­ther 12 mon­ths sho­uld show how they are go­ing to shape. If you ever have a fort­ni­ght or so off and wish to study this part of Eu­rope, come out and stay with me". List Rum­bolda do Kerra z 29 XII 1919, NAS-PK, GD/40/17/911/3; toż w: OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 126-128.

[10] "How long do you think the rest of Eu­rope and the We­stern Po­wers will be able to re­frain from also re­co­gni­sing the Bol­she­vi­sts? The idea is re­pu­gnant to me as one li­ving too close to the Bol­she­vi­sts here not to see what an ap­pal­ling re­gime the­irs is. But, unless I am mi­sta­ken, things are wor­king up for the re­co­gni­tion of the Bol­she­vi­sts. This wo­uld be we­lco­med by our dear friends in the La­bour Party at home, not to speak of others not be­lon­ging to the La­bour Party. It will be ano­ther case of evil trium­phing". List Rum­bolda do Franka [Lin­dleya] z 2 II 1920, OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 156. Por. li­sty Rum­bolda do Ri­charda Dal­berga-Ac­tona, po­sła Wiel­kiej Bry­ta­nii w Fin­lan­dii, z 29 XII 1919 (tu m.in. na­dzieja na współ­pracę Pił­sud­skiego z De­ni­ki­nem na wio­snę na­stęp­nego roku, a także in­for­ma­cja o roz­mo­wie z Man­ner­he­imem), OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 119-122; o współ­pracy Rum­bolda z Mac­kin­de­rem pi­sze M. Gil­bert, Sir Ho­race Rum­bold..., s. 189-191; zob. także list Har­dinge'a do Rum­bolda z 6 I 1920, wy­ra­ża­jący prze­ko­na­nie (rów­nież Cur­zona), że bol­sze­wizm jest nie­bez­pieczny ra­czej w Azji niż w Eu­ro­pie. OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 129-130.

[11] Spra­woz­da­nie lorda Har­dinge'a z roz­mowy Lloyda Geo­rge'a z Pat­kiem z 26 I 1919, prze­ka­zane w te­le­gra­mie lorda Cur­zona do H. Rum­bolda z 27 I 1920, w: DBFP, vol. III, s. 804 - od­pis tego do­ku­mentu znaj­duje się także w pa­pie­rach Lloyda Geo­rge'a - PA-LG, F/202/1/6.

[12] Zob. list Kerra do Rum­bolda z 30 I 1920, NAS-PK, GD 40/17/911/4.

[13] List Rum­bolda do Har­dinge'a z 1 II 1920, OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 142-145.

[14] "Ter­ri­to­ries in qu­estion co­uld be sub­ject to a tem­po­rary mi­xed ad­mi­ni­stra­tion of Po­les and lo­cal in­ha­bi­tants un­der su­per­vi­sion of of­fi­cials ap­po­in­ted by Le­ague of Na­tions.These ter­ri­to­ries wo­uld be held in trust for a re­con­sti­tu­ted Rus­sia, or if po­licy of Al­lies is to fa­vour for­ma­tion of au­to­no­mous Sta­tes such as White Ru­the­nia and Ukra­ine, in trust for those Sta­tes". Te­le­gram Rum­bolda do lorda Cur­zona z 26 III 1920, OU-BL, RP, dep. 26 (Cor­re­spon­dence, May 1919-May 1920), k. 185-186; por. wcze­śniej­sze trzy te­le­gramy Rum­bolda do Cur­zona na te­mat pol­skich wa­run­ków po­koju z Ro­sją so­wiecką, wszyst­kie z 14 III 1920, tamże, k. 181-184.