Wstęp
Polska, Polak - to brzmi dumnie, nieprawdaż?
Pytanie to nie daje mi spać od wigilijnego wyjazdu z Ojczyzny pamiętnego roku pańskiego 1993.
I teraz, przekraczając próg 50. urodzin, postanowiłem zrachować wartość mego rozrywanego dniem codziennym dumania. W oczach wciąż mam ten listopadowy, niedzielny dzień 1989 roku, kiedy to usiadłem na ławeczce sopockiego molo obok starszej pani. Ja napełniałem swe płuca jodowym darem Morza Bałtyckiego, a Ona... cichutko modliła się ku Stwórcy w jej tylko znanej intencji. Siedziałem cicho, lekko zażenowany, że me zbyt głośne oddychanie zaburzy śpiew modlitewny mej ławeczkowej współlokatorki. Przymrużając oczy, udawałem, że patrzę w dal południowej plaży, ciągnącej się w stronę mego ukochanego Gdańska. Nagle sędziwa pani zwróciła się do mnie, pytając:
- O czym młody człowiek tak myśli?
- A tak o niczym - odpowiedziałem pospiesznie, by po chwili dodać, zakłopotany: - Właściwie to przyznam się, że tak po prawdzie to myślę o pani i pani modlitwie, bo niechcący usłyszałem kilka dobrze znanych mi słów.
I w tym momencie zdałem sobie sprawę, że nawet nie spytałem o pozwolenie, by usiąść obok. Dodałem:
- Pewnie przerwałem pani duchowe rozważania, przysiadając się tak nieuprzejmie. Przepraszam.
- Nic się nie stało, i tak już prawie kończyłam. - Starsza pani odpowiedziała uprzejmie na moje niezgrabne przeprosiny, po czym, lekko kierując swą niewielką postać ku mnie, bliżej, złapała mnie za rękę, ściskając lekko, i zapytała:
- Kochasz ty tą naszą Polskę, chłopcze?
- Czy ko... cham... - Zamurowany prostolinijnością pytania, wydukałem: - Tak, kocham i wydaje mi się, że nawet bardzo - dokończyłem i poczułem pot na mej 19-letniej skroni pod wpływem wzroku tej sędziwej pani, której zszarzałe od wieku oczy błysnęły biało-czerwonymi iskierkami, gdy zadawała mi to pytanie.
- A to miło mi słyszeć, naprawdę miło, ale czy młody pan wie, co to jest kochać Polskę? Czym jest słowo Polska i co ono określa? - Kolejne pytanie z ust mego ławeczkowego towarzysza padło w mym kierunku bez ogródek, bez pardonów.
- Nie wiem, jak pani odpowiedzieć, proszę mi wybaczyć, jestem totalnie zaskoczony pani pytaniami. Ja po prostu czuję, że kocham Polskę i że jest ona warta każdej ceny - dokończyłem, starając się odpowiedzieć coś mądrego.
Na to starsza pani ścisnęła mą dłoń mocniej i rzekła:
- No to, chłopcze, jak już będziesz znał odpowiedź na to pytanie, to wróć, proszę, na tę ławeczkę i pomódl się za Ojczyznę...
Po czym wstała i, ruszając w kierunku wejścia na molo, dodała:
- Zostań z Bogiem, młody człowieku. I pomyśl czasem o Polsce i moim pytaniu.
Totalnie zamurowany, nic nie odpowiedziałem, tylko walczyłem z buntem w mym wnętrzu, by coś tej "aroganckiej staruszce" odpowiedzieć. Coś na kształt "co też pani sobie wyobraża? Ja nie wiem, czym jest Polska, jej wartość i znaczenie dla każdego Polaka?" - by nagle zrozumieć, że właśnie dostałem ogromną lekcję obywatelskiego wychowania. Opadłem głębiej na ławce, opierając się o poręcz molo, i zacząłem przemyśliwać znaczenie zadanych mi pytań i czy ja, chłopak wychowany na powieściach Sienkiewicza, pełnych podnoszących na duchu wątków narodowych i zakręconych bajkach Krasickiego, czy też patriotycznych wywodach Romualda Traugutta i wierszach Norwida, Słowackiego i młodego Baczyńskiego rozumiem słowo "Polska" i symbole w niej ukryte. Zrozumiałem, że wtedy i przez długi czas kłamałbym, mówiąc, że umiem odpowiedzieć na jej pytanie, że rozumiem, co to Polska, co to jest i kim określam się, mówiąc: "Ja - Polak".
Te kilka chwil na ławeczce i ta dziwna, zmęczona doświadczeniami życia pani ukazały mi niesamowicie zawikłany supeł w mej osobowości, który do dziś staram się rozsupłać i prawdziwie zrozumieć odpowiedź. Prawdziwie i uczciwie umieć odpowiedzieć...
Teraz, po trzydziestu latach od tej rozmowy - wciąż świadom, że przejawem wielkiej hipokryzji jest próba odpowiedzenia - postanowiłem spróbować w formie życiowych zdarzeń...