Pierścień Wielkiej Damy - Cyprian Kamil Norwid

Kup ebooka

11.49 zł
9.42 zł (5,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstępy niektóre nastręczają mnie bezumyślną pamięć pewnego zdarzenia następującej osnowy: W miasteczku niejakiem jeden księgarz, wywieszając ryciny Grandville'a do bajek Lafontaine'a, uwyraźnił takowe podpisami arcyczytelnemi, głosząc: lew znaczy potęgę, zając - obawę, kuropatwa - prostotę, lis - chytrość, żaba - zarozumiałość, a małpa??... - I tu pozostawał próżny papier... Zapytałem obywatela, nie już, dlaczego on nie domieścił, iż małpa znaczy małpę, ale ku czemu odjął interes apologom, uczytelniając oneż?... Światly ten człowiek odpowiedział mnie, że jątrzność mieszczańska jest tak podejrzliwą, iż w Lafontaine'a bajkach o lwie, ośle, papudze lub żabie mówiących, domniemywa się obywateli miasteczka, i żon ich, i oblubienic ich i synów ich. Jakkolwiek przeto wydawałoby się niewczesnem objaśniać typy, uprzedzę wszelako, na wzór pomienionego wyżej, iż mój Mak-Yks nie jest bynajmniej urągowiskiem dla Irlandji lub Szkocji, że Hrabina nie ostawia hrabin, że Durejko bynajmniej na celu nie ma Litwy, ani jakakolwiek wyrażać mógłby prowincję, będąc sam ex-machina Durejkiem! - słowem, iż szlo mnie o rzecz niesłychanie od wszelkiego osobistego poglądu oddalona. Życzyłem sobie ja w tej pracy spróbować uzupełnienia nowego tragedji rodzaju, chciałem, ażeby tragiczność, nie dochodząc do zgonów i do wylania krwie, dawała, że tak nazwę, tragedję białą. Mniemam, iż podobnież i co do wzmianek "Chowanny" albo "Ojczyźniaka" Trentowskiego, i niemniej co do poezji Mickiewicza należy nie być osobistym w przyjmowaniu wrażeń scenicznych. Utwory, które są lub stawiają się na ostatecznych wyżynach popularności, należą przez to samo do krainy przysłów i stają się formami mówienia. Przymiotnikiem jest wyraz włoski dantesco, co znaczy: zawile, ciemno, po dantejsku!... Tak dalece (nie szukając już u Arystofana przykładów) wolno jest arcypopularnych sławności używać w mówieniu bez narażenia się na ostraszenie tych ciosów, które, jeżeli sobie zadają aktorowie, to na tępo względem publicznego bezpieczeństwa. Dołączyć nareszcie i to powinienem, co, pod współczesny okres sztuki upatruję jako obowiązujące dla postępu zadanie. Wypowiadam przeto, iż zda mi się, że idzie dziś o dzieła dramatyczne, któreby niemniejszy dla osobnego czytania i dla gry scenicznej przedstawiały interes. Dziś niedość jest ubawić na chwilę nie mających co począć z wieczorem jednym gości, ani też i tak nazwane fantastyczno-filozoficzne pisać dramata, częstotliwie raczej niedokończone, niźli głębokie. Wyrażam to z przyczyny, że gdybym określić nie umiał, czego chce sztuka, nie okazałbym sam szerszej kompetencji oprócz tej, co w lożach i krzesłach teatru skupia się. Co do moralnego zadania, mniemam, iż strona święta, budująca, religijna starożytnej tragedii nie ustała wcale ani może ustać, ale, że gdzieindziej pośród utworów dramatycznych główne obrała miejsce swoje. Myślę, że ten rodzaj, na nazwanie którego nie mamy polskiego wyrazu (bo rzeczy jeszcze niema), to jest: la haute-comédie, głównie otwiera pole do budującego działania wobec chrześcijańskiego społeczeństwa. Tak przynajmniej zdaje się, że być winno, skoro ma to być periodem obejrzenia się społeczności całej i z jej najsłuszniejszej wyżyny na samą siebie. Całej mówię, społeczności, bo tu, nie jak w komediach buffo (które po mistrzowsku kreślone są przez hr. Fredrę) warstwa jedna społeczna, przyglądając się drugiej, postrzega onę w jej śmiesznościach, lecz cywilizacyjna całość społeczna, jakoby ogólnego sumienia zwrotem, pogląda na się. Arcytrudna to jest robota z tej przyczyny, iż samo nagie, wielkie serio zastępuje tu te wrażliwe momenta, które tragedja ma możność krwią ubroczyć wyraźną i czerwoną. Za takowem nastrojeniem idzie, że i wszystkie cieniowania niesłychanie być muszą subtelne. Język zaś wykwintnego dialogu potocznego wcale tak obrobionym nie jest, jak to się w codziennem obcowaniu wydawać może. Jeżeli nawet ten dramatyczny rodzaj "komedjami wysokemi" zowią, to jedynie dlatego, dlaczego Dante zwie "komedją" swój utwór, czyli z przyczyny nie groźnego, ale wesołego rzeczy zamknięcia, a które jeszcze tym subtelniejszego dramatycznego cieniowania w ciągu sprawy wymaga. Jakoż dopiero u pracy takiej natrafia się na niewystarczalność interpunkcji, lubo używam w tekście podkreślania wzmacnianych lub szczególnie zalecających się artyście dramatycznemu wyrazów i zwrotów mowy. Tu następnie idzie wzmiankowanie i tego, że wygłaszanie mowy, dla niejakiego braku życia społecznego, jest nieumiejętnem. Z wyjątkiem, przyzwoitością określonym, rzec można, iż nie umieją czytać głośno. Zaradzić tak żmudnemu brakowi nie jest trudno. Wystarczy dać parę głównych i stanowczych zaleceń, jako to: Wygłaszanie rymu zależy od umiejętności czytania krementów(?). Kto krementu czytać nie umie, nie wygłasza piękności wiersza. Wiersz bezrymowy wymaga poprawniejszego czytania dlatego, że i w pisaniu musi być od wiązanego poprawniejszym. A to z tej przyczyny, iż możnaby powiedzieć, że bezrymowy wiersz rytmuje się na całą swą długość, nie zaś w końcowem jednem zebrzmieniu wyrazów! Do szeregu tychto trudności technicznych policzyć godzi się, że jakoby zupełnie o tem przepomniano, iż w dnie stanowczej próby wszyscy dramaturgowie znamienici, przytomnymi bywając onemu, że tak się wyrażę, przymierzeniu nowouzupełnionej sukni, nie pozostawiali przechodzących dzieł na scenę bez tych a owych niewielkich, ostatecznych zlepszeń, i że częstotliwie coś o mało zdłużyć lub niewiele uskąpić, coś wypadało domocnić lub ulżyć. Ostatecznej tej dla autora, a dla aktorów pierwszej pracy świadomi są wszędzie, gdzie, że tak znowu wyrażę się, nie chodziło się arcydługo w szatach, pierwej dla kogo innego utrafionych!... Trudnościom powyżej nadmienionym jeden utwór i jedne nie poradzi pióro, ale utwór jeden i pióro pojedyncze otworzyć, i wskazać, i uprzykładnić kierunek nietylko że mogą, lecz powinny. Aliści i to jeszcze łatwiej się sprawuje we społecznościach, w których, do ważenia i używania prawdy nawyknąwszy, rozeznawać na pierwszy oka rzut umieją kapitalną różnicę, jaka trwa pomiędzy naśladownictwem a zbudowaniem. Drugie, będąc obowiązującem i w ład postępu wchodzącem, jest przeto początkującemu pożądanem i pomocnem, gdy pierwsze, to jest naśladownictwo, przeciwnem będąc samej nawet ducha naturze, przeciąża zarazem naśladowanego i naśladującego w konieczny wprowadza obłęd. Zaś dostrzegać daje się, że im mniej jakie społeczeństwo jest żywe, tem niejaśniejsze ma ono pojęcie o różnicy pomiędzy zbudowaniem się i naśladowaniem. A uszczerbek z tego wielki bywa. Bowiem, skoro nie umieją się budować, tedy muszą co niejaki perjod fenomenalnej pożądać indywidualności i, od onej jeszcze wszystkiego i wszelakiego początkowania wymagając, a z żadnego statecznej korzyści nie odnosząc, aż nareszcie i same one źródło niweczą. Piękną nakoniec dla dramaturga trudnością u nas, Polaków, jest to, co zarazem przedstawuje się jako głębokie dla psychologji społecznej pytanie, to jest, że artyzm polski nie potrafił dotąd uznać kobiet. Profile owe duże, i jakoby stadja idealne, które (że pominę starożytnych) przedstawują w niewiastach: Dante, Kalderon, Shakespeare, Byron... z wyjątkiem (dla przyzwoitości zastrzeżonym), nie istnieją wcale w pięknej literaturze polskiej. Niema tam, mówię, kobiet istotnych i całych: Wanda, co "nie chciała Niemca", nie wiemy, czego chciała; jest ona o jednej, acz pięknej, nodze. Telimena (może najzupełniejsza jako utwór artystyczny!) nie jest dość transcendentalną... Zosia dopiero panną z pensji, a prześliczna Maria Malczewskiego rozwinąć się w zupełną postać nie miała czasu, będąc wrychle poduszkami zaduszoną, czyli w trzęsawisku pogrążoną. Smętnych takich trudności nieco we wstępie do mojej białej tragedji skreślić za słuszne uważałem dla tej przyczyny, iż jakkolwiekbądź szeroko zasiadła być może kompetencja, nie należy jej pogardzać temi po szczególe uwagami, które się spotyka, gdy się robi.

Scena 2

SALOME. (oględnie wchodząc) - O godzinie niezwykłej, tak rano

Wchodzę, ażeby pana uprzedzić, że właściciel, sędzin Durejko, Cały dziś dom osobiście zwiedza Stad dawno jesteśmy już na nogach, Nieco się lękając o nas samych, W jakimkolwiek wszystko jest porządku.

(starannie i czule)

- Wiem, że pan z nim teraz ma rachunek Nieco opóźniony, ale cóż stąd! Hrabina Harrys, pokrewna pańska (Istny anioł!), czyliż nie jest główną Całego tu placu właścicielką?

(oględnie)

- Pan nawet mnie daruje tę wątpliwość, Iż w rozumie gminnym moim nie wiem, Dlaczego pan tu mieszka, nic owdzie, W pawilonie, obok krewnej swojej. Nie byłożby to panu przyjemnie Anioła takiego mieć przy sobie?

(spostrzegając wrażenie na twarzy Mak-Yksa)

To, co mówię, niechże pan wybaczy Starej kobiecie i starej matce, Która, o synu myśląc rodzonym (A lat tyle zwłaszcza go nie widząc!), W każdym młodym człowieku spomina Macierzyńskie swoje obowiązki.

(po chwili)

- Myślałam też pana i ja prosić 0 protekcję do hrabiny Harrys Dla onego to właśnie jedynaka (Co jest teraz w Japonji, z okrętem. Skąd i sam list idzie dwa miesiące!) - A hrabina, że zna admirałów I niemało ministrów...

(spostrzegając się)

- lecz, ja to Mówię panu jedno jako matka, I więcej nic, tylko jako matka... (ocierając oczy)

Żeby coś o synu mówić swoim! MAK-YKS. Ta rzecz druga, którą mi mówicie, Dobra pani Salome, ta druga Rzecz jest pierwszą dla mojego serca: Takbym rad być usłużnym i wdzięcznym. Ale pierwsza, to jest zapytanie, Czemu tu mnie spotykasz, nic indziej, Oświecić winnaby z licznych względów...

(dobitnie)

Hrabina jest aniołem, a jednak Podejrzewa w ludziach złe języki I, młodą będąc wdową, chce w domu Nie mieszkać nikogo, mego wieku. Zaś pokrewieństwo nasze, to jej wzgląd Na oddalonego bardzo członka, To dobroć jej; ja jestem jej niczem - Męża jej powinowatym. Wreszcie W interesie własnym mam ją widzieć I, cokolwiek sama byś pragnęła, Zrobię...

(podnosząc ramię Salome)

Tylko mnie nie dziękuj, matko, Nie zrobiłem jeszcze nic a nic!

(poufnie)

Hrabina ma nadto rzecz szczególną!... Tyle pełni usług miłosiernych, Obejma tak wiele i tak szybko, że się jej wydarza zapominać. Ja to mówię tylko k'temu... tylko, Żeby błahej nie dać ci nadziei.

(dobitnie)

Nie mówię, że kogo zapomniała...

(donośnie)

Nie! Bynajmniej... Lecz, że się to zdarza Osobom, pełniącym wiele dobra...

(po chwili)

Podobno, że i cherubin, zbyt szybko Lecący z pociechą do cierpliwych, Traci nieraz pióro, które spada, Wyrzucone z anielskiego skrzydła... Cny jest pośpiech, lecz powoduje stratę. SALOME. Ludzie nauczeni lub duchowni Wiedzą wszystko, nie pytając o nic; Dlategoż ja pana przeprosiłam Za me proste słowa starej matki. Lat niemało służę w tym tu domu (A panu służyłabym i życie!), Lecz właściciel nasz, sędzia Durejko, Zmienić pono chce cały porządek, Dla kogoś z przyjezdnych oddać wszystko - Dla pana jakiegoś, z którym chodzi...

(mając się ku oknu)

Oto właśnie oni. Niech pan wyjrzy: Obrócili się ku schodom - idą... Wyminąć ich ledwo że pośpieszę.

(wychodzi)